Thriller / Sensacja / Kryminał
Krewni
29,99 zł
38,99
KUP TERAZ

Krewni

Piotr Górski
brak opinii
Liczba stron: 432
ISBN: 9788327640437
Premiera: 2019-07-17

Piekło jest puste,a wszystkie diabły są tutaj.William Szekspir Burza Kruk dotknął policzka dziewczyny. Nawet przez lateksową rękawiczkę poczuł, że jest zimny. Prawa dłoń była odcięta, starannie umyta i idealnie biała, za to prześcieradło w tym miejscu zesztywniało od krwi. Brutalne morderstwo jest szeroko komentowane, a gdy jeszcze znany trójmiejski architekt zgłasza zaginięcie żony, policja i prokuratura skłaniają się do opinii, że w mieście grasuje seryjny morderca.
Zgorzkniały i sfrustrowany Kruk coraz częściej rozpamiętuje sprawy, w których wymiar sprawiedliwości okazał się bezsilny. Tym razem postanawia grać równie nieczysto i bezwzględnie jak przestępcy, nawet za cenę utraty dobrego imienia i pracy, która jest dla niego wszystkim.

Spała na boku z głową na rękach złożonych jak do modlitwy. Niczym mała dziewczynka. Rzeka gęstych włosów zasłaniała jej twarz za sprawą matki, która zagarnęła je tam przed wyjściem z sypialni.

„Tu się śpi” – głosił napis w drewnianej ramce zawieszonej nad łóżkiem.

Śpij, pomyślał mężczyzna, który stał u wezgłowia łóżka przy oknie. Ja będę cicho.

Ale czy tamten drugi będzie?

Nieco dalej na podłodze klęczał człowiek, który nie miał twarzy i bawił się czymś w skupieniu. Błędem byłoby mu przeszkadzać, gdy sięgał do walizki i wyciągał z niej swoje przerażające zabawki.

Nie, tamten też nikogo nie obudzi. Tacy jak on są przyzwyczajeni do ciszy.

Mężczyzna przy oknie uchylił białą zasłonę, która częściowo przesłaniała drzwi tarasowe. Poczuł na twarzy ciepłą smugę czerwcowego światła i przez moment wyobraził sobie, że idzie w tym świetle nadmorskim deptakiem, a potem wchodzi na plażę i rzuca się do morza, żeby zmyć z siebie cały ten obłęd. Przez chwilę bawił się tym wyobrażeniem, po czym znowu zwrócił się ku wnętrzu sypialni.

Dominowały szarości i granaty, oprócz łóżka stały tu jeszcze komoda ze szklanym blatem, toaletka ze zbitym lustrem, stolik z małą lampką i szafa. Nawet ozdobne poduszki miały zgaszone kolory.

Na korytarzu zazgrzytał telefon komórkowy. Jego przeszywający dźwięk powtórzył się trzykrotnie, zanim wysoka kobieta w garsonce zdążyła odebrać. Powiedziała do telefonu kilka ostrych słów, ale mężczyzna przy oknie tylko na nią patrzył i nie zadał sobie trudu, by zrozumieć, o czym mówi.

Spojrzał na łóżko z niepokojem, jednak dziewczyna wciąż spała.

Jego wzrok łagodnie prześlizgnął się po pościeli utkanej w misterne kwiatowe wzory. To naprawdę ładna pościel, pomyślał.

Z kuchni dobiegł krzyk. Nie przebrzmiał, tylko lekko opadł i trwał, po czym przeszedł w niemal zwierzęce wycie. Mężczyzna na moment przymknął oczy, bo dosięgnął go ból kryjący się za tym dźwiękiem. Nawet to nie obudziło dziewczyny.

Nic już jej nie obudzi. Spała zbyt głęboko.

Kobieta w garsonce skończyła rozmawiać przez telefon, po czym oznajmiła:

– Matkę wysyłam do szpitala. – Dochodziła dopiero dziewiąta trzydzieści rano, ale jej twarz zdradzała oznaki wyczerpania. – Niech ją czymś naszprycują, tu sobie nie poradzimy.

Popatrzyła, jakby na coś czekała. Mężczyzna przy oknie skinął głową, przyzwalając, choć nie musiała go pytać o pozwolenie. Zniknęła w kuchni.

Człowiek bez twarzy podniósł się z podłogi, zdjął białą maskę i odzyskał twarz.

– Sprawca urządził sobie spacer, zanim zaniósł dłoń do łazienki, stąd tyle krwawych plam na podłodze.

– Ile spędzisz tu czasu?

– Cały dzień. Chcę zebrać jak najwięcej próbek.

W przedpokoju zaroiło się od ludzi. Dwóch umundurowanych policjantów prowadziło słaniającą się czarnowłosą kobietę. Głowę obracała w kierunku sypialni, a otyły mężczyzna w garniturze usiłował coś do niej mówić i jednocześnie zasłonić jej widok.

Gdy wyprowadzono ją z mieszkania, na chwilę zapadła cisza.

Otyły człowiek w garniturze wrócił i stanął w drzwiach sypialni. Ciężko oddychał i się pocił.

– Koszmar. – Rzucił szybkie spojrzenie w stronę łóżka. – Dobra, ta pani jest spokojniejsza i sprawi nam mniej kłopotów.

Cofnął się do kuchni, gdzie zostawił narzędzia.

Mężczyzna przy oknie nie odezwał się. Pragnął, aby dziewczyna się pośpieszyła i otworzyła oczy, wstała, zanim tamten wróci rozpocząć czynności. Zanim ją rozbierze, zacznie oglądać jej skórę centymetr po centymetrze, uciśnie ciało w miejscach plam opadowych, włoży w odbyt termometr, próbując oszacować czas śmierci. Zanim technik, znowu w masce lub bez, zacznie robić zdjęcia jej zmiażdżonej szyi. Zostało jej jeszcze trochę czasu, żeby powstrzymać to wszystko, ale miała go coraz mniej. Za chwilę medyk w garniturze formalnie stwierdzi zgon, i z tą chwilą młoda kobieta przestanie być człowiekiem, a stanie się rzeczą. Nie całkiem zwykłą rzeczą, rzeczą sui generis, wobec której prawo nakazywało szacunek, ale jednak rzeczą, po którą przyjedzie wesoły autobus.

Wstrzymał oddech. Co się dziś z nim działo…

Po raz kolejny popatrzył na dziewczynę, na jej upiornie zmienioną twarz za zasłoną włosów. Doskonale wiedział, co się z nim działo. Z przeszłości wypłynęła inna twarz, nieco młodsza, ale równie upiorna, i te dwie twarze zlały mu się w jedną. Nigdy się od tego nie uwolnię, pomyślał. Tyle razy wydawało mi się, że czas zrobił swoje, ale to ciągle wraca.

Z trudem zapanował nad sobą. Na szczęście technik zajęty był robotą i patrzył w inną stronę. Może to wszystko by nie wracało, gdyby wtedy, w dalekiej przeszłości, udało się zrobić, co należało.

Dotknął dłoni wsuniętej pod policzek dziewczyny. Nawet przez lateksową rękawiczkę poczuł, że jest zimna. Oczywiście, że zimna.

Pomiędzy drobnym nadgarstkiem a przedramieniem widniała szczelina.

Prawa dłoń była odcięta, starannie umyta i idealnie biała, za to prześcieradło w tym miejscu zesztywniało od krwi. Zaschnięte kropelki widniały na twarzy, włosach i ciele dziewczyny.

Zabiję tego, kto ci to zrobił, pomyślał.

Technik schował coś do leżącej w rogu pokoju walizki i wyprostował się.

– Matka mogła zatrzeć sporo śladów. Myślisz, że straciła rozum?

Mężczyzna przy oknie nie odpowiedział, bo zapatrzył się na ogród za szybą.

– Dopadnij sprawcę – mówił dalej technik. – Zafundujmy mu dożywocie. – Czekał na reakcję, ale się nie doczekał. – Hej, komisarzu, co z tobą? Sławek…

Komisarz Sławomir Kruk drgnął, odwrócił się od okna i napotkał wzrok technika.

– Tak, dopadniemy go. Zrobimy, co trzeba.

 

***

 

Telefon zadzwonił, ale Grzegorz Konieczny nie odebrał. Dzwoniła Iwona, jego młodsza siostra, u której ostatnio mieszkał i dla której nie miał teraz czasu. Był już spóźniony, adwokat czekał. Wyłączył dźwięk w iPhonie i nacisnął przycisk domofonu.

Wszedł do budynku. Nie zdążył schować smartfona, gdy poczuł w dłoni wibracje. Tym razem dzwonił agent nieruchomości. Ten telefon musiał odebrać.

– O co chodzi? – spytał, rozglądając się po ponurej klatce schodowej wiekowej gdańskiej kamienicy.

Głos młodego pośrednika pełen był bólu.

– Za dwie godziny spotykam się z kupującymi.

– Coś nie tak?

– Proszę się wycofać. Jeszcze możemy.

Grzegorz Konieczny wbiegał po schodach, przeskakując po dwa stopnie.

– Nie ma mowy.

– Jeśli da mi pan kilka tygodni, sprzedam to mieszkanie za sto tysięcy więcej, może nawet sto dziesięć tysięcy. Mam dwóch innych klientów. Muszą załatwić formalności kredytowe, ale oferują wysoki zadatek.

– Niech pan nie kombinuje. Pańska prowizja i tak jest wysoka.

– Nie o to chodzi. To będzie najgorsza transakcja, w jakiej uczestniczyłem. Czuję się, jakbym pana okradał.

– Proszę robić to, na co dostał pan pełnomocnictwo.

Z aparatu dobiegło ciężkie westchnienie.

– Nie zmieni pan zdania?

– Niech pan zawrze transakcję. Cała suma za mieszkanie ma znaleźć się na moim koncie jeszcze dzisiaj. To jest pana jedyne zmartwienie. Żebym dostał dzisiaj pieniądze.

– Rozumiem.

– Na pewno pan rozumie?

– Na pewno. – W głosie pośrednika zadźwięczała gorycz. – Sprzedać mieszkanie za bezcen, przelać pieniądze, zapomnieć.

– Byle pan nie zapomniał o swojej prowizji. Niech pan ją sobie potrąci.

– Szlag by to trafił. Ale tak, oczywiście wezmę swoją krwawą prowizję. Może być pan tego pewien.

Gdy skończyli rozmawiać, znowu zadzwoniła Iwona. Konieczny zawahał się, czy jednak nie odebrać, ale na progu kancelarii witał go już człowiek bez szyi.

Skinieniem głowy zaprosił gościa do środka.

Był ochroniarzem Brunona Kanta, który nigdzie się bez niego nie ruszał. Na początku Konieczny uważał, że ten ochroniarz jest po to, żeby adwokat mógł się wyróżnić i lepiej sprzedawać. Odkąd bliżej poznał Kanta, przestał tak myśleć. Teraz dla odmiany dziwił się, że nawet z takim przybocznym do tej pory ktoś go nie odstrzelił.

Ochroniarz, potężnie zbudowany facet o zadziwiająco inteligentnym spojrzeniu, wskazał otwarte drzwi gabinetu szefa.

Konieczny schował telefon do kieszeni marynarki. Przywitał się z Kantem. Usiedli.

– Moja asystentka ma dziś wolne – powiedział adwokat. – Ani ja, ani Bolo nie umiemy parzyć kawy.

Uśmiechał się groteskowo. Miał niedowład części twarzy i pewnie dlatego zapuścił brodę, a może po prostu chciał być modny. Brunon Kant zawsze się lekko uśmiechał, jakby świat i jego ciemne strony całkiem go bawiły.

– Złożył pan wniosek? – spytał Grzegorz Konieczny.

– Może.

– To nie jest odpowiedź.

– A to, co do tej pory dostałem, to nie honorarium. Ponoszę spore koszty i zaufałem panu, że zostaną pokryte.

Grzegorz nie potrafił ocenić, czy w słowach o zaufaniu nie kryła się groźba. Wyjął z kieszeni i rzucił na stół plik banknotów spiętych banderolą.

Kant sięgnął po pieniądze, rozdarł banderolę i zaczął liczyć. Był jak pokerzysta, który po raz tysięczny bawi się talią kart.

– A reszta? – Wstał i umieścił banknoty w sejfie w ścianie.

– Sprzedaję mieszkanie, dzisiaj spłyną pieniądze. Przekażę je panu jutro do południa.

Adwokat z zadowoleniem skinął głową.

– Zastanawiałem się rano przy goleniu, co zrobi pański brat, gdy znajdzie się na wolności. Musi żywić urazę do niektórych osób.

Konieczny lepiej obejrzał sobie zarośniętą twarz adwokata. Nie wyglądało na to, żeby choć raz golił się w tym stuleciu.

– Dowie się pan, gdy już wyjdzie.

– Tego się właśnie obawiam. Pomijam, za co siedzi pan Dariusz, ale nawet za kratami wyrobił sobie opinię bardzo brutalnego człowieka. Bardzo brutalny pośród innych brutalnych… Cóż, to robi wrażenie.

– Ale przecież nie na panu.

Adwokat uśmiechnął się szerzej i jeszcze bardziej groteskowo.

Grzegorz Konieczny chwilę przyglądał się eleganckim wydaniom ksiąg prawniczych, ustawionych równiutko na półkach regału z egzotycznego drewna. Na piersi czuł wibrowanie telefonu.

– Złożył pan wniosek? – powtórzył pytanie.

– Pański brat opuści areszt za trzy dni.

To zgadzało się z wcześniejszymi przechwałkami adwokata, ale Grzegorz i tak nie za bardzo w to wierzył. Iwona i jej córka Basia przeciwnie. Zaczęły już przygotowania.

– A jeśli nie?

– Jestem optymistą.

– A jeśli sąd się nie przychyli?

– Wtedy pański brat pozostanie za kratami, a ja będę potrzebować jeszcze więcej pieniędzy.

– Niech pan nie próbuje nas naciągać, bo…

Adwokat grzecznie czekał na ciąg dalszy, który jednak nie nastąpił.

– Jak się nie podoba, wróćcie do swojego poprzedniego prawnika.

Konieczny milczał długą chwilę, po czym stwierdził:

– W porządku. Niech pan robi swoje.

– Robię. Ale niczego nie obiecuję. Może pan stracić te pieniądze i jeszcze więcej, bo prawda jest taka, że owszem, może nam się nie udać. Dotarło?

Znowu wibracje w kieszeni. Konieczny poddał się, wyciągnął komórkę i spojrzał na wyświetlacz. Iwona, kolejny raz.

– Przepraszam, muszę oddzwonić.

Adwokat, niczym pan i władca, wykonał przyzwalający gest.

– Iwonko, o co chodzi?

Grzegorz Konieczny długą chwilę słuchał przyśpieszonego, gasnącego głosu siostry.

– Tak – odparł na pytanie, czy zaraz przyjedzie. W uszach mu dudniło, pojawił się ucisk w skroniach. – Natychmiast.

Wstał z trudem niczym stary człowiek, choć dopiero co skończył czterdzieści sześć lat. Adwokat patrzył na niego bez słowa.

– Basia nie żyje – powiedział Konieczny, czując, że braknie mu tchu. – Zamordowana… Iwona znalazła ją w domu Darka.

 

***

Petersowie byli bliźniakami i mało kto potrafił ich rozróżnić. Kruk spędził z nimi sporo czasu, usiłując się zaprzyjaźnić, ale wciąż wydawali mu się identyczni.

Po powrocie z oględzin miejsca ujawnienia zwłok Barbary Malewskiej poszedł na izbę zatrzymań, aby ich pożegnać, gdy będą wychodzić do domu po czterdziestu ośmiu godzinach policyjnej gościny.

Ani się ucieszyli, ani się nie ucieszyli na jego widok. Ściągnięto ich tutaj w związku z rabunkiem transportu papierosów wartego pół miliona złotych z magazynu na terenie portu. W trakcie rabunku ciężko pobity został strażnik. Czynności operacyjne wykazały, że sprawcami mogli być bliźniacy. Zebrano trochę dowodów, ale prokuratura oceniła je jako niewystarczające, aby postawić zarzuty.

Braci mimo to zatrzymano, a Kruk robił, co mógł, aby odnieśli wrażenie, że jest po nich. Chciał ich skłonić do mówienia, bo kiedy człowiek mówi, zwłaszcza w nerwach, łatwo może powiedzieć za dużo. Miał cichą nadzieję, taką naprawdę małą, że jeśli dobrze się za nich zabierze, może nawet przyznają się do winy.

Przesłuchiwał ich osobno, ponieważ jednak byli do siebie podobni, miał wrażenie, że gapi się wciąż na tę samą gębę, którą sobie nawzajem pożyczali.

To znaczy usiłował ich przesłuchać.

Bo odmówili składania wyjaśnień.

I cały czas milczeli.

Kruk, który wziął do pomocy Pawła Lalkarza, robił, co mógł, aby to milczenie przełamać. Grali dobrego i złego glinę, na przemian współczuli i grozili, obiecywali i straszyli, ale bracia zarówno dobrego, jak i złego policjanta zbywali tym samym milczeniem. Kruk poświęcił całą noc, żeby ściągać ich na przemian do pokoju przesłuchań, co było ryzykownym zagraniem przede wszystkim dla komisarza. Oskarżał, rozgrzeszał, usprawiedliwiał, prowokował. W rezultacie spędził tę noc na niekończącym się monologu, a Petersowie mu tylko towarzyszyli.

Nad ranem usiłował wmówić każdemu z bliźniaków z osobna, że ten drugi zaczął się pruć i jego wyjaśnienia obciążają drugiego. To była jedyna próba, która emocjonalnie poruszyła braci.

To znaczy młodszy o kilka minut Peters w wyraźnym rozbawieniu uniósł brwi, zaś starszy nawet wydał z siebie dźwięk. Powiedział coś na kształt:

– O ho, ho.

I tyle.

Przez cały ten czas bliźniacy nie zadali sobie trudu, żeby zażądać adwokata. Znali swoje podstawowe prawa, nie przejmowali się przekraczaniem tych praw przez policję, nie skarżyli się, nie protestowali, po prostu milczeli.

A teraz wychodzili na wolność równie niewzruszeni, jak przychodzili, obojętni i nietykalni. Kruk miał kaca, że odgrywał całą tę żałosną komedię, i że odgrywał ją na darmo.

Gdy w końcu zniknęli za horyzontem, udał się prosto do Marcina Zycha, naczelnika wydziału dochodzeniowo-śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Zastał go w gabinecie, gdy na kartce papieru pisał odręcznie jakiś tekst.

– Posłałem Petersów do domu – powiedział Kruk. – Mogą dziś palić tysiące fajek naraz.

Marcin machnął ręką. Nawet nie chciało mu się komentować. Za to Kruk zrobił się gadatliwy:

– Nie myślisz czasem, że my jedynie udajemy, że łapiemy bandziorów? Mamy mundury i fajne czapki, żeby w nich ładnie wyglądać. Możemy robić wrażenie na starszych paniach.

– Kiedy ostatni raz miałeś na sobie mundur? – mruknął Zych.

– Jak klient się nie zlituje i nie przyzna, chuja mu zrobimy.

Marcin podniósł wzrok znad zapisanej do połowy kartki.

– Nie czytałeś dzisiaj gazet?

– Pieprzę gazety.

– Szkoda. Dowiedziałbyś się, że policja zatrzymała nastolatka z gramem zioła i jakiegoś dziadka za kradzież batona w markecie. Ty, niedołęgo, wypuściłeś dwóch, twoi błyskotliwi koledzy dwóch złapali. W starciu policja – bandyci remis.

– Daj mi spokój.

– Trzeba zbierać dowody. – Zych ponownie machnął ręką, definitywnie kończąc temat. Przyjrzał się Krukowi uważnie. Zbyt uważnie. – Jak oględziny?

Kruk chwilę zbierał myśli.

– Dwudziestolatka. Barbara Malewska. Uduszona. Zapakowana do łóżka. Upozowana. Zabójca się postarał.

Zych skinął głową, a Kruk mówił dalej:

– Sypialnia pochlapana krwią. Sprawca odciął ofierze dłoń, pospacerował z nią po domu, zaniósł do łazienki i tam umył do czysta.

Zych uniósł wzrok.

– Odcięto jej dłoń?

– Ze śladów wynika, że po śmierci.

– Jakiś rytuał świra?

– Odcięto prawą dłoń. Użyto noża z kuchni. Tyle wiem i tyle gadam.

– Gadaj dalej.

– Zdarzenie miało miejsce w domu wuja dziewczyny przy Migowskiej. Od matki wiemy, że Barbara Malewska często tam pomieszkiwała, tę sypialnię, w której ją znaleźliśmy, nawet urządziła pod siebie. Ostatnie miesiące miała cały lokal na własność, bo wuj siedzi na Kurkowej.

– Za co?

– Kojarzysz sprawę napaści na dom jednorodzinny sprzed roku, kiedy właściciel odpalił jednego z napastników?

– Słyszałem, że to nie była napaść. I to robiła miejska. – Marcin znów głowę miał opuszczoną i pisał swój tekst. – Coś znaleźliście?

– Norbert zrobił, co mógł. Samych próbek krwi zebrał kilkadziesiąt. Analizy potrwają.

– Oszalał – warknął Marcin. – Nie wie, jakie to koszta? Najbardziej obiecujące próbki do analizy, reszta niech spoczywa w pokoju.

– Przy tej sprawie trzeba mocno pochodzić, a ja mam masę innych.

– Chcesz stworzyć grupę śledczą?

– Dobrze by było.

– Dostaniesz Maszyńskiego do papierkowej roboty.

Dwumetrowy, ważący aktualnie sto czterdzieści kilo suchej masy Radek do papierowej roboty. Kruk omal nie zaśmiał się Zychowi w twarz. Ale dobra, dogadywał się z Radkiem, znali się od lat i Kruk mógł liczyć na jego lojalność. Papierowo będą zapóźnieni, obaj się do tego nie nadają, za to jeśli trzeba będzie zrzucić komuś sufit na głowę, Radek będzie jak znalazł.

– Co dalej?

– To wszystko.

– I to jest ta twoja grupa?

– Nie narzekaj, możesz przekazać inne sprawy. Jak będziesz potrzebował wsparcia, wal do mnie jak do przełożonego, który wiele może. Paweł też ci pomoże, jeśli zaczniesz go błagać.

Marcin skupił się na pisaniu. Kruk zastanowił się, co on tak zawzięcie gryzmoli. Siedzieli w milczeniu.

– Co jest? – odezwał się naczelnik.

Kruk uświadomił sobie, że Zych przestał pisać i uważnie mu się przygląda.

– Bo co?

– Przecież widzę po tobie.

– Nic nie widzisz.

– Znam cię.

Kruk wzruszył ramionami.

– Miała niewiele ponad dwadzieścia lat, to jeszcze dziewczyna.

Marcin odłożył długopis. Nagle zrobił się bardzo poważny, wręcz zmęczony. Utkwił w komisarzu spojrzenie, w którym mieszały się różne uczucia.

– Powiedz mi, Sławek, istnieje ryzyko, że ci w tej sprawie odbije?

– Skądże.

– Jesteś pewny?

– Jestem.

Na czole Marcina pojawiły się bruzdy.

– To dobrze – powiedział cicho. – Bardzo dobrze.

– Skąd to pytanie?

– Przez ostatnie miesiące często je sobie zadaję.

– A kiedy zacząłeś?

– W nocy z osiemnastego na dziewiętnastego lutego tego roku. Pamiętasz tę noc?

Kruk nie odpowiedział. Starał się nie pamiętać.

– Wtedy, kiedy byłem świadkiem – mówił dalej Marcin – jak rzuciłeś się, żeby nieprzytomnego człowieka…

– Bandziora – przerwał mu Kruk.

Zych pokręcił głową.

– Od lat wyciszam twoje numery, Sławek. Matylda ma o to pretensje. Mówi, że w ten sposób wcale cię nie chronię, że mając moje poparcie, stajesz się tylko jeszcze bardziej brutalny. Zawsze ją zbywałem, uważałem, że nie rozumie, z czym się zmagamy. Ale tamtej nocy…

– Nie myślałem wtedy jasno.

Marcin Zych popatrzył Krukowi w twarz.

– Można to podciągnąć pod próbę zabójstwa i mam gdzieś, że to bandzior. Zdajesz sobie sprawę, ile zawdzięczasz Pawłowi?

Kruk milczał. Zych ciężko westchnął.

– Pamiętam okoliczności. Pamiętam też, że wcześniej prawie zatłukłeś tego faceta gołymi rękami. Sytuacje ekstremalne ujawniają, co naprawdę w nas siedzi. Ty nie myślisz jak policja. Ty myślisz jak oni.

– Jak kto?

Zych nachylił się nad biurkiem.

– Bandziory.

– Już mnie nazywano bandytą.

– Być może nim jesteś. Nie daje mi to spokoju.

– Nic nie wspominałeś.

– Nie mam pewności, kim sam jestem. Dzwoniła Marta.

– Jaka Marta?

– Nie rżnij głupa, kurwa, nie ze mną. Prokurator Krynicka. Niepokoi się, obserwowała cię dziś na miejscu ujawnienia zwłok. Mówiła, że wyglądałeś dziwnie.

– Niby jak?

– Jakbyś odpłynął. Tak się wyraziła.

– Bzdura.

Zapadła cisza, podczas której nie patrzyli na siebie.

– Po telefonie od Krynickiej umówiłem cię z Moniką Paczulską. Zgłosisz się do niej jutro dwunasta trzydzieści. Nie miała wolnych terminów, ale dla ciebie znalazła.

– Robisz ze mnie zjeba?

– Ludzie chodzą do psychologów. To od dawna modne.

Kruk powoli pokręcił głową.

– Wpół do pierwszej… Mam nowe śledztwo w sprawie zabójstwa, tylko jednego człowieka, a ty rozwalasz mi dzień.

– Jestem twoim szefem, pamiętasz? – Zych, nie czekając na odpowiedź, dodał: – Masz to gdzieś. Wiesz, kim jest Rudy Giuliani?

– No.

– To dobrze. Bo teraz będzie tak: ja będę Giuliani, a ty będziesz Nowy Jork. Rozumiesz, o co mi chodzi?

– Coś mi świta.

– Jesteś ciekawy, co tutaj piszę? – Kruk spojrzał pytająco i Marcin odpowiedział na to nieme pytanie: – Twoje zwolnienie dyscyplinarne.

Przez chwilę świat spowolnił, jakby coś się zacięło w jego mechanizmach. A potem znowu ruszył z miejsca, jakby nigdy nic.

– Tylko na niby. Jesteśmy kumplami, byłem ciekawy, czy jestem w stanie to zrobić.

Kruk spojrzał na zapisaną równym pismem kartkę.

– Wygląda na to, że jesteś.

– Obserwuję cię ostatnio. Nawet z tymi Petersami… Poświęciłeś całą noc, żeby się nad nimi znęcać.

– Nie mogę spać. A oni się nie obrazili.

– Będziesz miał szczęście, jak nie poszczują cię w nagrodę adwokatem.

– Miałem się z nimi cackać?

– Miałeś działać w ramach prawa.

Kruk pokręcił głową.

– Marcin…

– Od zawsze jestem po twojej stronie, Sławek. Ale zacząłem się zastanawiać. Niepokoję się.

– Zapomniałeś, dlaczego poszliśmy do policji?

– Nie pierdol, to nie ma nic do rzeczy. Matylda mówi, że się staczasz. I że muszę ci pomóc, póki jest na to czas.

– Wywalając mnie z roboty?

– Tak naprawdę to się robi inaczej, daje się polecenie do kadr. – Marcin Zych przedarł zapisaną kartkę. – To tylko próba. Nawet nie generalna. Ale już wiem, że potrafię.

 Tytułowi "Krewni" to rodzina dziewczyny, która zostaje znaleziona martwa. Jej krewni nie mają zamiaru współpracować z policją i Sławomirem Krukiem. Chcą na własną rękę dowiedzieć się kto jest odpowiedzialny za śmierć dziewczyny.
Ofiara tak naprawdę wpadła na trop pewnej tajemnicy, której odkrycie może zaszkodzić wielu ludziom.
Książka utrzymana jest w dużym napięciu. Do samego końca nie wiemy kto jest odpowiedzialny za całe to morderstwo i czego tak naprawdę dotyczy sekret, który odkryła ofiara.
Jestem pod wielkim wrażeniem stylu pisania autora i jego opisom. Jest mroczno i krwawo, a to lubię.

Pierwszy tom serii o komisarzu pt. "Kruk" wywarł na mnie dobre wrażenie. Chodź nie zawsze bohater czyni dobrze ma w sobie coś przyciągającego. A przynajmniej jedno jest pewne. Wygadane to on ma!
I chodź od pierwszych stron osądzamy bohaterów, nie jest jednak to takie wcale oczywiste. Pod koniec już sama zgubiłam kto jest winny, a kto tylko na takiego wygląda. Prócz świetnego kryminału, poczułam pustkę. Nie czytałam tomu drugiego, a chyba dużo mnie ominęło. No cóż za niedługo ma pojawić się tom czwarty więc może zdążę nadążyć. Polecam wam ponownie twórczość Pana Piotra Górskiego. Nie tylko "Krewnych" ale także całą serię. Szczególnie dla fanów Chyłki, bądź Forsta. Szybka, pełna akcji lektura gwarantowana!

,,Krewni”, to bez wątpienia świetna książka, która trzyma w napięciu, a opisana historia jest logiczna oraz ciekawa. Podoba mi się to, że autor potrafił wyprowadzić czytelnika w pole, że bardzo często podsuwał mylne tropy i miał dokładnie przemyślane to, jak ma wyglądać ta fabuła. Jest to powieść na pewno dopracowana w najmniejszym szczególe i z przyjemnością ją Wam polecam!

Krewni - Piotra Górskiego, to moje pierwsze spotkanie z pisarstwem autora. Spodziewałam się mrożącego krew w żyłach kryminału i takowy dostałam. Fabuła książki jest dość zagadkowa. Autor nie przekazuje nam pewnych faktów wprost, lecz zmusza czytelnika do logicznego myślenia. Akcja książki jest dość dynamiczna, zachowując chronologię zdarzeń. Styl pisania autora, nie jest banalny, natomiast jest dość charakterystyczny. Dokładne opisy, prosta budowa dialogów, a także wzorowa kreacja postaci, spowodowały, iż w mojej wyobraźni wirowały realne obrazy, odzwierciedlające przeczytane zdarzenia

Wydaje mi się, że „Krewni” to jak dotąd moja ulubiona część tej serii. Czekam oczywiście z niecierpliwością na przeczytanie „Królowej lalek”, a i doceniam bardzo poprzednie części, niemniej jednak właśnie ta jest moją ulubioną. Odnalazłam tu wszystko to, co podobało mi się już wcześniej, a jednocześnie czuję, że autor włożył w tę powieść coś jeszcze, coś więcej. Poprzez postaci, z którymi styka się komisarz, poprzez podejmowane przez niego decyzje (słuszne bądź nie), czytelnik ma okazję poznać lepiej samego Kruka. Poznaje jego motywy, uczucia, którym się poddaje. Także jego metody prowadzenia śledztwa, to, że czasem woli zaufać swojej inuicji, czemuś, co podpowiada mu, że nawet jeśli twardych dowodów brak, to jednak wszystko składa się w jedną logiczną całość i wynikiem tego działania jest dokładnie to, co sobie założył. Podoba mi się również to, że autor nie zapomina o przeszłości swoich bohaterów. Nie pisze kolejnych części zmieniając jedynie zagadkę kryminalną, przed jaką stawia komisarza Kruka. Widać wyraźnie, że jego postać rozwija się, zmienia, że wszystko, co przeżywa ma na niego wpływ – mniejszy lub większy jednak zdecydowanie niezaprzeczalny. Owszem, powieść ta, jak i poprzednie ma swoje wzloty i upadki, ale mimo to jest nadal świetnym kryminałem, wartym poświęconego mu czasu.

Książka jest wciągająca i bardzo zagadkowa. Jej lektura ro prawdziwa przyjemność. Mroczna, pełna niebezpieczeństw i domysłów. Czytelnik musi wspiąć się na wyżyny swoich detektywistycznych możliwości, aby rozwiązać tę zawiłą fabułę.
Na pewno sięgnę po inne książki tego autora, bo jest to dla mnie niesamowicie pozytywne odkrycie, do czego i Was bardzo zachęcam.

Piotr Górski powieścią "Krewni" obronił swoją pozycję. Nadal jest, w moim prywatnym rankingu, jednym z najlepszych polskich "kryminalistów". Wszystkie trzy napisane przez autora książki z tej serii gorąco polecam :)

Podsumowując jest to naprawdę świetna powieść, która trzyma w napięciu i nie powoduje znużenia. Komisarz Kruk to twardy glina, który balansując na granicy prawa, musi tego prawa strzec. Bardzo mnie cieszy, że autor z książki na książkę usprawnia swój warsztat eksperymentując z konwencją. Dla mnie osobiście to jeden z lepszych powieści kryminalnych tego roku.

Pierwsza książka Górskiego zrobiła na mnie ogromne wrażenie, podobnie druga. Teraz trzecia, którą gdyby czas pozwolił to pochłonęłabym w jeden wieczór. Zatem pytanie brzmi: po ilu książkach można powiedzieć, że autor potrafi pisać i dobra powieść nie jest przypadkiem? Czy trzy to już wystarczający dowód? Tego nie wiem, ale wiem co innego. Dopóki Piotr Górski będzie pisał to ja będę czytać. Pisarz potrafi zbudować mroczną atmosferę, dynamiczną akcję, ale też ludzkich, bo nie wyidealizowanych bohaterów. Na reszcie policjant, który nie jest nieskazitelny, a zarazem jego wina nie leży w alkoholizmie czy narkotykach, a charakterze. Może stworzony przez Górskiego Kruk zbyt często albo zbyt agresywnie wybucha, ale jednak według mnie ma do tego prawo jeśli ma być choć częściowo bohaterem realistycznym. Wracając do książki "Krewni" to końcówka mnie zszokowała, a mój tok myślenia się pogubił, ale spodobało mi się wyjaśnienie. Niestety sama sytuacja komisarza... Panie Piotrze ile przyjdzie nam czytelnikom czekać na dalszy ciąg?! 

Seria o Kruku jest jedną z moich ulubionych polskich serii thrillerów. Książki Górskiego wciągają od samego początku i nie sposób jest się od nich oderwać. Autor pokazuje realny świat polskiej policji, a także w tej książce pokazał, jak trudno czasami jest dojść do porozumienia z rodziną ofiary.
 
Polecam Wam ten tytuł na jesienne wieczory. Myślę, że wciągnie Was idealnie w ponury wieczór.

Jeśli szukacie dobrego kryminału, pełnego intryg i barwnych bohaterów, „Krewni” będą strzałem w dziesiątkę. Polecam przeczytać poprzednie dwie części, ale jeśli tak jak ja, nie macie wcześniej możliwości, możecie pominąć ich lekturę. Książka jest bardzo miłym zaskoczeniem.

 Moim zdaniem ogromnym plusem powieści jest sam główny bohater, czyli słynny Sławomir Kruk. Ten facet ma czasami w nosie zasady i skupia się na tym co jest najważniejsze, czyli na rozwiązaniu zagadki. Zawsze idzie do przodu i stara się jak najszybciej schwytać zabójcę. Co wcale nie jest łatwym zadaniem, gdy świadkowie nie chcą współpracować. W "Krewnych" Kruk będzie miał do czynienia z bliskimi ofiary, którzy są trudni w współzawodnictwie. Czy pomimo ich tajemnic, kłamstw i milczenia komisarz dorwie mordercę? Tego Wam nie zdradzę, ale przygotujcie sobie porządny kubek melisy na uspokojenie, bo to na pewno się przyda. Historia przedstawiona w "Krewnych" zwali Was z nóg i sprawi, że będziecie podejrzliwi do wszystkich bohaterów.
         A jak prezentuje się zagadka kryminalna? Moim zdaniem autor w tym tomie przeszedł samego siebie! Aż brak mi słów, żeby opisać to co stworzył Pan Górski. Moi Drodzy! Nawet sobie nie zdajecie sprawy jaki mamy skarb w naszym kraju. Zamiast sięgać po jakieś amerykańskie "bajeczki"przeczytajcie dzieło naszego Polaka. A bez wątpienia dołączycie do fanclubu Piotra Górskiego. Tak jak wcześniej wspomniałam dwa poprzednie tomy były bardzo dobre, ale ten jest fenomenalny przez ogromne F! Najlepszy kryminał roku. Nie wiem czy jakiś thriller/ kryminał przebije "Krewnych".
        Za co uwielbiam najnowszą powieść Piotra Górskiego? Przede wszystkim za szaloną akcję, niebanalną zagadkę kryminalną i pełnokrwistych bohaterów. Czytając "Krewnych" nie wiedziałam komu mogę ufać, a komu nie. Towarzyszyłam Krukowi i trzymam za niego kciuki, żeby jak najszybciej rozwiązał zagadkę makabrycznej zbrodni. Czy jemu to się udało? Dowiecie się tego tylko z powyższej lekturki.

Kochani,
polecam. To jest hit!

„Krewni”, to dobra propozycja dla miłośników kryminałów. Można w niej znaleźć całą plejadę uczuć, począwszy od nienawiści, przez strach oraz ból, aż do determinacji i gniewu. Myślę, że każdy lubiący literaturę z dreszczykiem znajdzie w tej książce coś dla siebie. Ciekawa jestem, czy Wy bylibyście w stanie odgadnąć rozwiązanie zagadki, mnie autor wywiódł w pole, ale o to właśnie chodzi, by powieść nie była zbyt przewidywalna. Nie musicie znać poprzednich tomów, by zabrać się za tę pozycję. Jestem ciekawa, czym jeszcze w przyszłości zaskoczy nas Piotr Górski.

Klimatem „Krewni” przywodzą mi na myśl pierwszy tom. Tutaj znów poczułam, że aura powieści gęstnieje i mnie otacza. Z pewnością takie wrażenie potęguje fakt, że środowisko, w którym toczy się akcja jest bardzo zawężone. Ponadto w poprzednim tomie tłem dla kluczowych wydarzeń stały się konotacje świata kryminalnego z politycznym ukazując ułomną naturę człowieka. Owszem, autor nadal odsłania przed czytelnikiem ludzkie słabości, jednak tym razem ich ramy zawęża do konkretnych postaci. 
 
„Krewni” to kryminał skonstruowany z dużą starannością i dbałością o detale. Intrygujące postaci, sprawnie poprowadzona akcja i lekkie pióro autora sprawiają, że opowieść o komisarzu Kruku jest po prostu wiarygodna.

„Krewni” to świetna propozycja dla fanów książek kryminalnych. Jeśli wcześniej nie kojarzyliście komisarza Sławomira Kruka, to rekomenduję jak najszybsze zapoznanie się z jego osobą. Ja sama zamierzam sięgnąć po poprzednie tomy, seria bardzo mnie zainteresowała, czekam na kontynuację. Mam nadzieję, że kariera Piotra Górskiego ciągle będzie się rozwijać — zdecydowanie na to zasługuje! Trzymam kciuki, zamierzam obserwować.

 Świetny kryminał, który wielu z Was przypadnie do gustu. Gwarantuję sporo dobrej lektury, niesamowitych zwrotów akcji i poplątanych zawirowań, które skutecznie pomieszają nam w obwinianiu i osądzaniu coraz to innych bohaterów. 

Poprzednie tomy, były dość ostre, w tym  również natraficie na wiele emocjonujących momentów, ale Górski co  jakiś czas mimochodem poddaje kolejne tematy do własnych przemyśleń. Czytelnik ma skupić się zarówno na Kierunek rozwoju postaci Sławka Kruka mile zaskakuje, ale momentami  wręcz niepokoi, bo w tle dzieją się różne dziwne rzeczy, które ogromny wpływ na działania głównego bohatera. W trakcie lektury niejednokrotnie miałam ciarki na plecach, a niektóre wątki przyprawiły mnie o szybsze bicie. Zaserwowana zagadka, podszyta skomplikowanymi rodzinnymi sekretami, intrygowała, a co więcej bardzo  trudno  byłoby mi samodzielnie domyślić się jej rozwiązania. Mrok, jakim została podszyta fabuła, momentami był nad wyraz obezwładniający. Finał całej  tej skomplikowanej  był bardzo, ale to  bardzo elektryzujący, a do  tego dawał  nieźle do myślenia.

Krewni to bardzo udana kontynuacja przygód uwielbianego  przeze mnie komisarza i jeden z lepszych męskich kryminałów, jakie do  tej  pory miałam okazję czytać. Piotr Górski z tomu na tom udowadnia, że stać  go  na więcej, co  mnie osobiście bardzo cieszy. Nie wiem,  jak  Wy, ale ja mam ochotę na więcej. Polecam!

Wszystkie trzy tomy czyta się szybciutko, z ciekawością "co będzie dalej?!". Mam cichą nadzieję, że autor wróci na rynek wydawniczy z równie dobrym kawałkiem literatury. Gdybym miała wskazać najsłabszą część byłaby to druga. Ale tylko dlatego, że w niej więcej polityki.

Polecam całą trylogię tym, którzy od kryminałów wymagają dużo i tych czytelniczek lubujących się w tzw.bad boyach ;)

Podsumowując, „Krewni” to rasowy kryminał. Z wciągającą, ciekawą akcją, świetnymi bohaterami i dobrze przemyślaną zagadką, którą chyba faktycznie ciężko samodzielnie odgadnąć. Styl powieści zdecydowanie przypadł mi do gustu. Mam tylko jedno ‘ale’ – późniejszy wątek Moniki wydawał mi się niepotrzebny, nie pasował mi do całości, wprowadzał bardzo niepotrzebny dramatyzm, najchętniej bym go wycięła. Ale poza tym to nie mam zastrzeżeń i muszę teraz nadrobić pozostałe dwa tomy, bo jestem naprawdę ciekawa przeszłości bohatera!
A, ważna informacja – tom można czytać oddzielnie, autor tak sprytnie poprowadził narrację, że nie za wiele dowiadujemy się o przeszłości bohaterów, więc nawet zaczynając od środka, czytelnik nie odbiera sobie przyjemności poznania wcześniejszych tomów.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ