Powieść obyczajowa
Po północy
38,99 zł
24,21 zł
38,99
24,21
KUP TERAZ

Po północy

2 opinie
TAKŻE JAKO E-book icon
Liczba stron: 336
Oprawa miękka
ISBN: 9788327663887
Premiera: 2020-09-16
Tłumaczenie: Małgorzata Borkowska
Opracowanie graficzne okładki: Robert Dąbrowski

Dla Nikki dom na plaży jest azylem. W idyllicznym otoczeniu odpoczywa od pędu wielkiego świata i zapomina o polityce, która stała się ostatnio treścią jej życia. To właśnie tu pewnego dnia ratuje mężczyznę, który okazuje się przeciwnikiem politycznym jej brata, ubiegającego się o urząd gubernatora. Nikki i Kane wiedzą, że ich romans stanie się lokalną sensacją i pożywką dla mediów. Namiętność jest jednak silniejsza niż rozsądek. Spotykają się coraz częściej, zawsze pod osłoną nocy…

Diana Palmer
Diana Palmer, a właściwie Susan Spaeth Kyle napisała pierwszą powieść w 1979 roku. Wcześniej przez szesnaście lat pracowała jako dziennikarka w dziennikach i tygodnikach. Wydała ponad dziewięćdziesiąt książek, które przetłumaczono na wiele języków. Zdobyła siedmiokrotnie nagrodę Waldenbooks National Sales, czterokrotnie B. Dalton National Sales Award, dwukrotnie BookRack National Sales Award i wiele innych (Lifetime Achievement Award, Affaire de Coeur, RWA). Jest członkinią wielu towarzystw i zrzeszeń – Native American Rights Fund, American Museum of Natural History, National Cattlemen’s Association, Archeological Institute of America, Planetary Society, Georgia Conservancy, Georgia Sheriff’s Association i wielu organizacji dobroczynnych. Od 1972 roku jest żoną Jamesa Kyle’a, z którym ma jednego syna. W wieku czterdziestu pięciu lat wróciła na uczelnię, by uzupełnić wykształcenie. Ukończyła historię, archeologię i filologię hiszpańską. Namówił ją do tego mąż, który porzucił karierę urzędnika, ukończył studia informatyczne i założył firmę komputerową. W 1998 roku porzucił ten zawód i poświecił się karierze sportowej. Zdobył liczne nagrody i medale na lokalnych, krajowych i międzynarodowych zawodach w strzelaniu do rzutków. W wolnym czasie Susan uprawia ogródek, czyta książki z dziedziny archeologii i antropologii, słucha muzyki. Uwielbia iguany.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Już od dwudziestu lat Seymourowie spędzali waka¬cje na Seabrook. Śliczna wysepka oferowała wczaso¬wiczom liczne atrakcje: pole golfowe, prywatny klub, przystań jachtową, ale przede wszystkim zapewniała spokojny odpoczynek, pozbawiony zwariowanej at¬mosfery właściwej wakacyjnym kurortom.
Część wyspy należała do najbogatszych rodzin z Charlestonu. Nicole Seymour nie była co prawda mi¬lionerką, ale nosiła szacowne nazwisko, dobrze znane w Karolinie Południowej. To wystarczyło, by zapewnić jej dostęp do lokalnej elity.
Działkę na Seabrook kupił jeszcze jej ojciec. Z po¬czątku traktował ją wyłącznie jako lokatę kapitału, kiedy jednak plany zagospodarowania terenu zaczęły przybierać realne kształty, zatrzymał grunt i wybudo¬wał nieduży dom letniskowy. Po śmierci ojca dom stał się własnością Nicole i jej brata, kongresmana Claytona Myersa Seymoura, reprezentanta pierwszego okręgu wyborczego w Karolinie Południowej z ramienia Partii Republikańskiej.
Seymourowie z Charlestonu byli jednym z najbar¬dziej szacownych rodów w całym stanie, nikogo więc nie dziwiło, że miejscowe władze republikańskie bez wahania poparły młodego Seymoura, gdy trzy lata temu postanowił kandydować w wyborach do Izby Reprezentantów. Przed dwoma laty, ku własnemu za¬skoczeniu i ogromnej radości siostry, Clayton zwyciꬿył od razu w pierwszej turze wyborów.
Od tego czasu wykonał w Waszyngtonie mnóstwo pożytecznej roboty, trzeba jednak przyznać, że siostra, dzięki swojej pozycji towarzyskiej, także przyczyniła się do jego sukcesów. Miała wyjątkowy dar umiejęt¬nego prezentowania jego projektów, nawet tych mniej popularnych.
Ostatnio Nikki, jak nazywano ją w rodzinie, zajmo¬wała się organizacją uroczystych przyjęć i wytwornych kolacji, na których zbierano fundusze na kampanię reelekcyjną. Clayton bowiem ogłosił właśnie, że będzie ponownie kandydował. Było oczywiste, że czeka go zacięta walka. Tym razem miał przeciwników również we własnej partii, natomiast kandydatem de¬mokratów był Sam Hewett, znany i bardzo ceniony biz¬nesmen, za którym stało wielkie imperium finansowe. Hewetta popierała też niezwykle drapieżna popołu¬dniówka z Nowego Jorku, a jeden z synów właściciela gazety pracował w biurze kampanii.
Nikki skończyła niedawno planowanie przyjęcia, które miało odbyć się we wrześniu w Waszyngtonie, tuż po pierwszej turze wyborów. Jakże pragnęła, żeby mogli na nim świętować zwycięstwo Claytona!
Przygotowania do wrześniowej imprezy zbiegły się w czasie z pracą przy artystycznym festiwalu Spoleto w Charlestonie. Liczne zajęcia wyczerpały ją doszczęt¬nie. Nie odzyskała jeszcze sił po przebytym niedawno zapaleniu płuc. Na szczęście festiwal dobiegał końca, Clayton także mógł przez kilka dni obyć się bez jej po¬mocy, skorzystała więc z okazji, żeby zaszyć się w dom¬ku na plaży i rozkoszować się ciszą. Na Seabrook o tej porze roku panował spokój. W sąsiedztwie stało zale¬dwie kilka starych domów, a dwie najbliższe posiadło¬ści z reguły pozostawały niezamieszkane aż do końca czerwca.
Słońce oświetlało taras, choć jak na początek czerwca nadal było niespotykanie chłodno. Nikki przeciągnęła się leniwie. Małe piersi unosiły się mia¬rowo, kiedy oddychała wspaniałym morskim po-wietrzem. Była wysoka i szczupła, proporcjonalnie zbudowana. Pewien dziennikarz, urzeczony jej po-wabnym ciałem, zielonymi, skośnymi oczami i ślicz¬nymi, wykrojonymi w łuk ustami, napisał kiedyś, że gdy jest szczęśliwa, wszystko w niej jaśnieje. Mimo wysokiego wzrostu miała w wyglądzie coś z psotnego skrzata, a tę charakterystykę można by rozciągnąć również na jej usposobienie. Przystrzyżone w pazur¬ki, gęste, czarne włosy okalały owalną twarz, nadając jej nieco figlarny wyraz. Za tą urodą nieposłusznej dziewczynki kryły się bystry umysł, wyjątkowy roz¬sądek i nieposzlakowana opinia. Znajomi uważali nawet, że jest zbyt nieufna i ostrożna, Nicole jednak dobrze wiedziała, że te cechy pomagały unikać wielu pułapek zastawianych na jej brata, a czasem nawet krzyżowały szyki jego politycznych wrogów.
Spojrzała z namysłem na dom. Huragan Hugo, który we wrześniu 1989 roku przeszedł nad Karoliną Południową, zniszczył wiele zabudowań, w tym tak¬że letniskowy dom Seymourów. Największe szkody naprawiono od razu, jednak nadal pozostało wiele do zrobienia. W przeciwieństwie do sąsiadów nie dys¬ponowali nieograniczonymi funduszami, opracowali więc z Claytonem plan remontu, licząc na to, że w cią¬gu kilku lat przywrócą domowi dawną świetność.
Nagle uwagę Nicole przyciągnął warkot silnika. Osłaniając oczy, przyglądała się, jak na wodzie lą¬duje srebrzysty hydroplan. Widok nie był niczym niezwykłym. Ostatecznie w tym zakątku roiło się od bogaczy. Jakiś czas temu jeden ze starych domów odkupił Kane Lombard, magnat naftowy z Houston. Wiedziała, że stał na czele konsorcjum, w skład któ¬rego wchodziły także nowoczesne zakłady motory¬zacyjne z Charlestonu. Dotarły do niej pogłoski, że jego życiu towarzyszyła seria tragicznych wydarzeń. Największa tragedia miała miejsce przed kilkoma miesiącami, kiedy podczas podróży służbowej do Libanu zginęli jego żona i syn.
Trzy tygodnie temu Kane Lombard przeniósł się do posiadłości na wyspie. W rubryce towarzyskiej lo¬kalnej gazety Nikki widziała nawet zdjęcie jego jachtu.
Nigdy jeszcze nie spotkała osobiście Lombarda. Raz tylko widziała jego niezbyt wyraźne zdjęcie w ,,Forbes Magazine”. Fotografie potentata nie pojawiały się na¬wet w prasie brukowej. Nic dziwnego, skoro najwięk¬sze w kraju pismo bulwarowe znajdowało się w rękach jego rodziny. Lombardowie z Houston, zupełnie jak Seymourowie z Charlestonu, od pokoleń należeli do najbogatszych rodów. Tyle że Lombardowie nadal mie¬li fortunę. Obecnie opuścili już Teksas i zamieszkali w Nowym Jorku, gdzie wydawali swoją gazetę.
Warkot silnika zamilkł. Nikki poprawiła się na leżaku. Od pewnego czasu dręczył ją niezrozumiały niepokój. Miała wielu znajomych, dość dobrze zarabia¬ła, sprzedając w miejscowych galeriach swoje rzeźby, jednak psychicznie czuła się fatalnie. Była jakby pusta wewnętrznie i pozbawiona energii. Często przychodzi¬ło jej do głowy, że gdyby nie brat, popadłaby w głęboką depresję z powodu osamotnienia.
Swego czasu, bardzo krótko była mężatką. Małżeństwo okazało się jednak fatalną pomyłką. Nie dość, że pozbawiło ją wszystkich złudzeń, to jeszcze nabawiła się kompleksów. Nikki zaczęła wątpić w swoją kobie¬cość.
Wiele lat temu jej ojciec zwrócił się do Mosby’ego Torrance’a, senatora z Karoliny Południowej z prośbą o pomoc. Mosby zgodził się wyciągnąć go z kłopotów, które groziły całkowitym bankructwem, jednak jako zadośćuczynienia zażądał ręki Nikki.
Jak bardzo ją to wówczas cieszyło, jakże była szcz꬜liwa... Mosby, starszy od niej o czternaście lat, wyglą¬dał jej zdaniem jak adonis. Miał jasne włosy, niebieskie oczy i szczupłą sylwetkę sportowca. Straciła dla niego głowę i żadne argumenty nie powstrzymałyby jej od wyrażenia zgody na ten związek. Miała wtedy zaledwie osiemnaście lat, była naiwna, niewinna... i głupia.
Całkiem prawdopodobne, że ojciec coś podejrze¬wał, ale w gruncie rzeczy niewiele wiedział o senato¬rze. A potem było już za późno. Po sześciu miesią¬cach udało jej się odzyskać wolność, ale z szoku tak naprawdę otrząsnęła się właściwie dopiero po sprawie rozwodowej.
Nigdy nie przyznała się ojcu i bratu, przez co musiała przejść, zauważyła jednak, że po rozwodzie Clayton za¬chowywał się wobec niej wyjątkowo delikatnie. Wtedy też stali się sobie niezwykle bliscy. Po śmierci ojca nadal mieszkali razem w wielkim domu w Charlestonie. Kiedy Clayton poświęcił się polityce, najwierniejszego sojusz¬nika znalazł właśnie w Nikki. Z pełnym poświęceniem uczyła się nowej roli. Organizowała spotkania, przyjęcia, pełniła rolę czarującej gospodyni, zjednywała sponso-rów. Podejmowała się wszystkiego, co mogło pomóc bratu. Pracowała zarówno w jego biurze w Charlestonie jak i w Waszyngtonie, gdzie również zdobyła renomę znakomitej organizatorki. Zawsze potrafiła dobrać odpowiednich gości. Dzięki temu na organizowanych przez nią bankietach i koktajlach panowała wspaniała atmosfera. Nigdy też nie brakło tematów do rozmów. Chociaż wszystkie te przedsięwzięcia odnosiły sukcesy, nie poprawiało to jej samopoczucia i nie przywracało równowagi ducha. Stare niepokoje i brak wiary w sie¬bie powstrzymywały ją przed nawiązywaniem bliższych znajomości i nowych przyjaźni. Nie odważyłaby się po¬nownie zaufać własnym osądom. Uznała już nawet, że można przecież spędzić życie bez mężczyzny. No, wła¬śnie... Miała dwadzieścia pięć lat i ciągle była samotna. Potwornie samotna...
Słońce paliło już zbyt mocno, podniosła się więc z leżaka i na zielono-złoty opalacz narzuciła jedwabną niebieską bluzę, która przyjemnie otuliła gładką, opa¬loną skórę. Zdawało jej się, że dostrzegła jakiś ruch na plaży. Podeszła do balustrady i spojrzała uważnie na ocean. Coś czarnego unosiło się na wodzie. Ze zmarszczonym czołem wychyliła się bardziej, wytꬿając wzrok. Boże, to czyjaś głowa! W wodzie leżał człowiek!
Bez namysłu zbiegła po schodach i potykając się na piachu, popędziła przez plażę. Serce waliło jej jak oszalałe. Co się mogło wydarzyć? – zastanawiała się. A jeśli to ciało wyrzucone przez fale? Co będzie, jeśli zostanie zamieszana w morderstwo? Jeszcze gorzej, gdyby okazało się, że to topielec. Prawdę mówiąc, nie miała pojęcia o udzielaniu pierwszej pomocy tonącym. Co za głupota, myślała gorączkowo, żeby nie przejść odpowiedniego szkolenia, skoro ma się dom na plaży! Mimo ogarniającej ją paniki, postanowiła, że zgłosi się do Czerwonego Krzyża na kurs ratowników.
W wodzie leżał mężczyzna. Muskularny, niezwykle wysoki, o czarnych włosach i mocno opalonej skórze. Przyklękła szybko i dotknęła jego szyi. Odetchnęła z ulgą, gdy pod palcami wyczuła puls. Dopiero w tym momencie uświadomiła sobie, że przez całą drogę od domu ze strachu wstrzymywała oddech.
Z trudem przeturlała ciało mężczyzny na brzuch, poza zasięg fal. Ułożyła mu głowę na boku i, jak pod¬patrzyła kiedyś w programie telewizyjnym, zaczęła uciskać jego plecy. Kontynuowała te zabiegi nawet wówczas, gdy zaczął kasłać i krztusić się. Po kilku se¬kundach odsunął się od niej i usiadł na piasku, trzy¬mając się za głowę. Dopiero teraz dostrzegła, jaki był wysoki i muskularny. Dzięki Bogu, że nie musiała cią¬gnąć go dalej!
– Dobrze się pan czuje? – spytała z niepokojem, mrużąc oczy.
– Boli mnie... głowa – wykrztusił, ciągle jeszcze kaszląc.
Zawahała się, lecz po chwili wyciągnęła rękę i prze¬garnęła jego mokre włosy. Tuż nad skronią znalazła rozcięcie. Krew już zakrzepła i rana nie wyglądała na zbyt głęboką, ale prawdopodobnie spowodowała utratę przytomności.
– Chyba powinnam wezwać pogotowie – zaczęła. – Nie wiadomo, czy to nie wstrząśnienie mózgu.
– Nie ma takiej potrzeby, proszę mi wierzyć – prze¬rwał jej zdecydowanie i znów się rozkasłał. – Wypadłem z hydroplanu i uderzyłem się w głowę. Doskonale pa¬miętam. – Nagle zmarszczył czoło. – To śmieszne. Nie przypominam sobie nic poza tym!
Nikki siedziała bez ruchu, gryząc dolną wargę. Od dziecka tak robiła, gdy musiała się nad czymś zasta¬nowić.
– Może zechce pan wejść do mnie i chwilę odpo¬cząć? – spytała spokojnym, cichym głosem.
Przebiegł ją dreszcz, kiedy uniósł głowę i na nią spojrzał. Wydawał jej się znajomy, nie potrafiła tylko przypomnieć sobie, gdzie mogła go spotkać. Może po¬znała go na festiwalu?
– Musiałem tu do kogoś przyjechać – mówił z na¬mysłem. – Chyba mieszkam niedaleko stąd...
– W tej chwili czuje się pan zagubiony, ale to mi¬nie – przerwała mu. – Myślę, że po krótkim odpoczyn¬ku przypomni pan sobie, kim jest. Tego typu amnezja nigdy nie trwa długo.
– Jest pani pielęgniarką?
Uniosła brwi.
– Ciekawe... Czemu nie zapyta pan, czy jestem le¬karzem?
– Pielęgniarka nie odpowiada pani wygórowanym ambicjom? – rzucił arogancko. W jego wzroku malo¬wało się wyzwanie.
Uniosła ręce z rezygnacją.
– Z pewnością nie ma pan łagodnego charakteru. Cóż, zobaczymy, czy uda się pana jakoś ruszyć. Może na taczce... – Spojrzała na niego z namysłem i wyjaśni¬ła: – Używa się tego na budowach i...
– Jeśli to próba sił w aktorstwie komediowym, ra¬dzę pozostać przy obecnym zawodzie – mruknął pod nosem.
Zastanawiała się, skąd może pochodzić nieznajo¬my. Nie potrafiła rozpoznać jego akcentu. Może ze Środkowego Zachodu? Chyba nie jest zwykłym tury¬stą, uznała, patrząc na jego wodoodporny rolex i mar¬kowe spodenki kąpielowe. Ani studentem na waka¬cjach, pomyślała złośliwie, gdy dostrzegła srebrne nitki na jego skroniach. Z pewnością był starszy od jej brata.
Niechętna wszelkiemu kontaktowi z obcym, nie mogła jednak pozwolić, żeby cały dzień spędził na pla¬ży. Przysunęła się bliżej i objęła jedną ręką jego opa¬lone plecy. Pod palcami czuła jedwabistą skórę i silne mięśnie. Jak na swój wiek ma znakomitą sylwetkę, po¬myślała, obrzucając wzrokiem szeroki, nieprawdopo¬dobnie owłosiony tors. Gęste, czarne włosy pokrywały jego pierś od obojczyków i ginęły pod kąpielówkami, które opinały szczupłe biodra. Od czasu małżeństwa większość mężczyzn budziła w niej wstręt. O dziwo, nieznajomy wcale jej nie odstręczał. Co więcej, czuła się przy nim zupełnie swobodnie, jakby widok prawie nagiego męskiego ciała nie był czymś niezwykłym.
Zresztą takie ciało spodobałoby się zapewne więk¬szości kobiet. Nieznajomy miał długie, umięśnione, opalone na ciemny brąz nogi, owłosione na tyle, że wyglądały męsko, lecz nie budziły obrzydzenia. Dłonie także ma ładne, pomyślała, zarzucając sobie na ramię jego rękę. Duże, szczupłe, z idealnie utrzymanymi, owalnymi paznokciami. Nie nosił biżuterii, a kiedy zegarek przesunął się trochę na ręce, nie dostrzegła na nadgarstku białego śladu.
– Ostrożnie – powiedziała łagodnie, trochę zanie¬pokojona dotykiem jego ciała.
Od czasu nieszczęsnego małżeństwa nie znalazła się tak blisko mężczyzny. Przestraszyła się, bo kontakt z nieznajomym wyraźnie ją podniecił. Muszę przestać o tym myśleć, nakazała sobie. Trzeba mu pomóc i tylko to jest w tej chwili ważne.
– Mogę iść sam – burknął. Stłumiła uśmiech, kiedy potknął się, próbując to udowodnić.
– Powoli, po jednym kroku – powtórzyła. – Jest pan ranny. Stąd te kłopoty z utrzymaniem równowagi.
– Jest pani pewna, że nie nazywa się Florence Nightingale? – mruknął.
– Jak na kogoś, kogo przed chwilą ocean wyrzucił na brzeg, strasznie pan rozmowny – zakpiła. – Czy to wpływ słonej wody?
Nie uśmiechnął się, ale czuła, jak napięły się jego mięśnie.
– Być może.
– Nie czuje pan mdłości? – upewniała się.
– Nie, tylko trochę kręci mi się w głowie.
Zastanawiała się, co powinna zrobić. Z pewno¬ścią należało sprawdzić, czy źrenice mężczyzny nie są nadmiernie zwężone lub rozszerzone. Jednak tym powinien zająć się ktoś mający choćby blade pojęcie o sprawach medycznych, nie ona.
– Jest pani pielęgniarką? – spytał ponownie.
– Nie, wiem tylko co nieco o pierwszej pomocy. Mam także – dodała, spoglądając na niego ze złośli¬wym uśmiechem – trochę doświadczenia z wyrzuco¬nymi na brzeg wielorybami. A skoro o tym mowa...
– Radzę na tym poprzestać, nim posunie się pani za daleko – zaczął i nagle złapał się za głowę. – Boże, ale boli! – jęknął.
Zdenerwowała się nie na żarty. Urazy głowy często okazywały się tragiczne w skutkach. Nie miała wy¬starczającej wiedzy, żeby zająć się odpowiednio tak poważnym przypadkiem. Co będzie, jeśli on umrze?
Kątem oka dostrzegł jej zaniepokojoną minę.
– Nie zamierzam paść tu trupem – rzucił ze zło¬ścią. – Zawsze tak pani ujawnia swoje uczucia?
– Podobno wręcz przeciwnie, często słyszę, że mam twarz pokerzysty – odparła bez namysłu. Spojrzała mu w oczy i odniosła wrażenie, że patrzy na dobrego znajomego. Dziwne, przemknęło jej przez myśl. To całkiem obcy człowiek. I w dodatku wyjątkowo nie¬sympatyczny.
– Ależ ma pani zielone oczy, Florence – zauważył mężczyzna. – Zupełnie, jak u kota.
– Potrafię też drapać jak kot, więc radzę uważać – mruknęła buńczucznie.
– Rozumiem. – Zdjął rękę z jej ramienia i kilka ostatnich kroków pokonał o własnych siłach. Przed wejściem do domu przystanął i trzymając się oburącz za głowę, wyrównał oddech.
– Chętnie napiłbym się kawy – powiedział po chwili.
– Ja również. – Rozsunęła szklane drzwi i wprowa¬dziła go do kuchni. Patrzyła, jak jej niespodziewany gość ostrożnie, powoli siada na krześle. – Nic panu nie będzie?
– Jestem odporny. – Oparł łokcie o dębowy blat sto¬łu i powoli położył głowę na dłoniach. – Często znaj¬duje pani nieznajomych wyrzuconych przez ocean?
– Pan jest pierwszy – odparła. – Ale biorąc pod uwagę pańskie rozmiary, jutro spodziewam się transatlantyku.
– Od dawna pani tu mieszka? – Spytał, patrząc, jak bierze się do przyrządzania kawy.
– Mamy ten dom już od kilku lat.
– My?
– To znaczy... mężczyzna, który jest właścicielem i ja – odpowiedziała wymijająco. Nie musiał wiedzieć, że nie jest z nikim związana i siedzi tu całkiem sama. – Zazwyczaj przyjeżdża tu w piątki wieczorem – skła¬mała.
Sprawiał wrażenie, jakby nie zwrócił uwagi na jej słowa. Może po prostu nie wiedział, jaki dziś dzień.
– Dziś jest piątek – dodała na wszelki wypadek. – Mój przyjaciel jest bardzo sympatyczny. Polubi go pan. – Spojrzała na niego przez ramię. – Nie pojawiły się mdłości? Albo senność? Zawroty głowy?
– Nie mam wstrząśnienia mózgu – odparł burkli¬wie. – Nie wiem tylko, skąd bierze się moja pewność, że rozpoznałbym symptomy. Być może kiedyś przytrafiło mi się coś takiego.

Historia ciekawa, wciągająca, dość dynamiczna, pełna zwrotów akcji. Znalazłam w niej nie tylko historię miłości Nikki i Kanea, ale również zagadkę do rozwiązania.

 

„Po północy” to książka, z którą miło spędziłam czas. To historia ciekawa, wciągająca, momentami z zaskakującymi zwrotami akcji, pełna miłości, z zagadką do rozwiązania. To bohaterowie, których polubiłam, którym mocno kibicowałam. Ze swojej strony polecam.

 

 

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

AnnieK
2020-10-11

Lubię od czasu do czasu sięgnąć po lekką książkę. Ostatnio, bywało to częściej niż rzadziej, ale po prostu miałam większą ochotę na niewymagające lektury. W takich momentach polubiłam sięgać po twórczość Nory Roberts. Kiedy zastanawiałam się nad kolejnym nazwiskiem, to przyszła mi do głowy Diana Palmer. Jej nazwisko kojarzy mi się szczególnie z jedną książką, którą kiedyś przeczytałam. B...
Anna
2020-10-11

Nikki niedawno przebyła zapalenie płuc, które bardzo ją osłabiło. Niebawem będzie musiała być w pełni sił, w końcu prowadzi dom i organizuje przyjęcia bratu, który jest politykiem. Kobieta odpoczywa w domku na plaży, z dala od innych, gdzie ma ciszę i spokój, a więc doskonałe warunki na dojście do pełnego zdrowia. Pewnego dnia jest światkiem wypadku, w którym zostaje ranny mężczyzna. Nik...