Dla młodzieży
Zrodzona z ognia. Dwunastka i Lodowy Las
24,99 zł
36,99
KUP TERAZ

Zrodzona z ognia. Dwunastka i Lodowy Las

Aisling Fowler
brak opinii
Liczba stron: 368
ISBN: 9788327673893
Premiera: 2021-10-20

ROZDZIAŁ 1


Niebo nad Hunting Lodge pociemniało złowieszczo. W powietrzu unosił się zapach świeżego śniegu. Dwunastka zerknęła swoimi stalowoszarymi oczami na mknące po niebie chmury, otuliła się szczelniej futrem i zaczęła przytupywać, żeby się rozgrzać. Zgromadzeni w pobliżu adepci rozmawiali w najlepsze. Przyglądała się im ponuro, walcząc z narastającym zniecierpliwieniem.
– Na litość boską! – krzyknęła mistrzyni walki Wiktoria, omiatając spojrzeniem całą grupę. – Jeśli nie jesteście w stanie tego unieść, jakim cudem zamierzacie brać udział w bitwie? Kto nie daje rady podnieść broni nad głowę, wraca do zbrojowni po coś lżejszego. Wykonać!
Kilkoro adeptów ruszyło do arsenału, a Dwunastka spochmurniała. Nie powinna jednak tracić cierpliwości na zajęciach ze sztuki walki. To nigdy nie popłaca. Wiktoria częściej niż inni Łowcy karała łowczyków, czyli kandydatów na Łowców, nocną wartą albo pobytem w lochach. Na myśl o tym dziewczynka się wzdrygnęła. Poza tym dzisiaj ćwiczenia zapowiadały się ciekawie. Na pokrytym śniegiem placu treningowym sterczały pniaki zwiastujące coś wyjątkowego.
– Ruchy, ruchy! – Wiktoria przynagliła powracających. – Inaczej staniecie się łatwą zdobyczą dla wszystkich krwiożerczych potworów stąd aż po Lodowy Las.
Adepci umilkli w nerwowym oczekiwaniu.
– Co bystrzejsi z was pewnie już się domyślili tematu dzisiejszych zajęć – ciągnęła Wiktoria chłodnym tonem. – Będziecie walczyć parami, stojąc na pniakach. To doskonali zmysł równowagi i wzmacnia pracę nóg. Nie chcę widzieć ani jednej stopy na ziemi.
Dwunastka uśmiechnęła się w duchu. Poczuła dreszczyk emocji. Czekało ją poważne wyzwanie.
– Jeśli nie opanowaliście ćwiczeń z zeszłego tygodnia, będzie wam trudno – oznajmiła Wiktoria, wbijając wzrok w kilka młodszych adeptek, których miny zdradzały niepokój. – Dobierzcie się w pary i zacznijcie trening od wczorajszej sekwencji ataku. I pamiętajcie – czujność ponad wszystko!
Jak zwykle wszystkie dziewczynki szukały pary jak najdalej od Dwunastki. Adeptka przewróciła oczami. Skoro tak się jej bały, to trudno, ich problem, nie jej. Powędrowała wzrokiem ku zabudowaniom. To były solidne konstrukcje – kuchnia, jadalnia, stajnie, zbrojownia oraz kwatery Łowców i adeptów okalały ośmiokątny plac treningowy, na którym przestępowała z nogi na nogę w oczekiwaniu na rozpoczęcie treningu. Wystawione na działanie żywiołów budynki przetrwały w dobrym stanie przez wieki. Z tej perspektywy wydawały się mniejsze niż w rzeczywistości, ponieważ tuż za nimi pięły się ku niebu mury obronne. Nawet Dom Zgromadzeń, najbardziej okazały przybytek ozdobiony przepięknie rzeźbionymi kolumnami, wyglądał przy nich jak domek dla lalek. Wysoko nad głową Dwunastki przecinały się łuki dwóch mostów rozpiętych między murami. Dzieliły ośmiokąt nieba na cztery części i stanowiły doskonały punkt obserwacyjny dla patrolujących Łowców.
– Dwunastko, ty znowu bez pary? – Wiktoria zmarszczyła brwi. Kilka adeptek zachichotało. Mistrzyni walki skarciła je wzrokiem. Przysunęła się do Dwunastki i zniżyła głos. – Ćwiczenie w pojedynkę nie zaprowadzi cię daleko. Potrzebujesz mocnej partnerki, żeby stawiać sobie coraz poważniejsze wyzwania. – Popatrzyła na nią wyczekująco swoimi niebieskimi oczami.
Dwunastka nie zdążyła odpowiedzieć, bo nagle ktoś ścisnął ją za ramię. To była Siódemka.
– Ja p-p-poćwiczę z tobą – zaoferowała, unikając wzroku mistrzyni.
Wiktoria westchnęła ciężko i odeszła wolnym krokiem.
– Dziwadła. Ciągnie swój do swego – mruknęła któraś z dziewcząt. Dwunastka okręciła się szybko na pięcie, gotowa do konfrontacji z prowokatorką, ale ta już wmieszała się w grupę adeptów. Policzki Dwunastki zalał rumieniec gniewu.
Blada rudowłosa dziewczynka uśmiechnęła się promiennie. Dwunastka jęknęła. Trening z Siódemką był gorszy niż walka ze słomianym manekinem. Siódemkę cechowały słaba koncentracja i wątpliwe umiejętności władania bronią. Mimo trzynastu lat wydawała się dużo młodsza. Dwunastka, rówieśniczka Siódemki, wyglądała przy niej jak olbrzymka. Różnica wzrostu czyniła z nich wyjątkowo niedobraną parę. Mimo to często musiały ćwiczyć razem. Reszta grupy ich unikała. Siódemka była dziwadłem. Dwunastka budziła strach.
Większość pniaków została już zajęta, więc dziewczynki ruszyły w głąb placu treningowego.
– G-g-gdzie Rudas? – zapytała po drodze Siódemka. – Dzisiaj go nie widziałam.
Rudas był wiewiórką Dwunastki, ale to Siódemka go znalazła, gdy jako wiewiórcze dziecko wypadł z dziupli. Zamiast go zatrzymać, podarowała stworzonko Dwunastce, choć ta zupełnie nie rozumiała, czym sobie na to zasłużyła.
– Nie wiem. – Dwunastka wzruszyła ramionami. – Przychodzi, kiedy chce. – Ugryzła się w język, żeby nie powiedzieć za dużo.
Siódemka pokiwała głową, niezdarnie wyciągając miecz z pochwy. Dwunastka sięgnęła za siebie i chwyciła rękojeści dwóch toporów niesionych na plecach. Poczuła się pewniej i lekko wskoczyła na najbliższą kłodę.
– Zaczynamy? – zapytała.
Siódemka parsknęła śmiechem, skacząc z jednego pniaka na drugi.
– Chwieją się, zauważyłaś?
– O to chodzi – odparła Dwunastka opryskliwie. – Zaczniemy wreszcie?
Przez plac poniosły się śmiechy, okrzyki zaskoczenia i szczęk stali innych ćwiczących. Niestety, gdy tylko Dwunastka zamachnęła się toporem na Siódemkę, ta od razu wypuściła miecz z ręki i spadła z pniaka. Dwunastka doszła do wniosku, że lepiej będzie, jak potrenuje sama, a Siódemka w tym czasie poobserwuje jej ruchy.
Obrót, cios, unik, blok, wypad, krok w bok. Dwunastka powtarzała tę sekwencję coraz szybciej, aż wzrok nie nadążał za śmigającymi w powietrzu toporami. W futrze było jej coraz goręcej, ale nie zwalniała ani na chwilę, ciesząc się utrzymywaniem równowagi na chwiejnych pniakach.
– U-u-uważaj! – zawołała nagle Siódemka. Dwunastka okręciła się na pięcie i wyprowadziła cios. Rozległ się donośny okrzyk i głuchy łoskot.
Dziewczynka zobaczyła wysokiego długowłosego chłopca rozpłaszczonego u jej stóp. Dźwignął się z trudem z ziemi i wypluł brudny śnieg, który dostał się do jego ust, gdy upadał. Poczerwieniał na twarzy z wściekłości. Piąty. Dwunastka lubiła go najmniej ze wszystkich w osadzie, chociaż o to miano konkurowało więcej osób.
– S-s-skradał się za tobą – poinformowała pobladła Siódemka.
Piąty stanął obok niej.
– Przecież to zajęcia ze sztuki walki, idiotko – powiedział. – To oczywiste, że walczymy. – Otaksował krytycznym spojrzeniem niezbyt bojową postawę Siódemki. – Przynajmniej ci, którzy są w tym dobrzy.
– Jak ty? – prychnęła Dwunastka.
– Wszyscy wiedzą, że jestem tu najlepszym szermierzem – powiedział Piąty i wzruszył ramionami. – Pomyślałem, że ci pomogę. Sprawdzę twój refleks. Przecież mroczne stwory nie uprzedzą o swoim nadejściu.
– Wcale nie próbowałeś jej pomóc – zaprotestowała Siódemka głosem bardziej piskliwym niż zwykle. – Chciałeś ją s-s-skrzywdzić. Widziałam wyraz twojej twarzy.
– Taaak? – Piąty przewrócił oczami. – I zajrzałaś mi do głowy? Odczytałaś moje myśli? Kto by przypuszczał, że jest wśród nas t-t-taki t-t-talent.
Znajdujący się w pobliżu adepci parsknęli śmiechem i przysunęli się do rozmawiających. Siódemka skrzywiła się urażona. Ku swojemu zdumieniu Dwunastka poczuła nagły przypływ gniewu. Zeskoczyła z pnia, ściskając w dłoniach topory.
– Skoro mowa o talentach – zaczęła, starając się zachować spokój – to masz jakiś prócz wstrętnego charakteru? – Piąty zmrużył oczy, ale Dwunasta ciągnęła niewzruszona: – Nie jesteś najlepszym szermierzem. I wcale nie jesteś taki dowcipny, jak ci się wydaje…
Piąty zrobił krok w jej stronę. Ale w tym momencie z grupki gapiów wystąpił krępy chłopiec o rudawych włosach.
– Uspokójcie się oboje. – Złapał Piątego za ramię i odciągnął od Dwunastki. To był Szósty, najlepszy przyjaciel Piątego, spokojniejszy i mniej odpychający, ale Dwunastka i tak rzuciła mu swoje najgroźniejsze spojrzenie.
– Ja zawsze jestem spokojna! – powiedziała głośniej, niż zamierzała.
Szósty uśmiechnął się z rozbawieniem w oczach.
– Właśnie widzę.
– Co tu się dzieje? – zapytała groźnie Wiktoria, która do nich podeszła. – Jazda do ćwiczeń! Natychmiast!
Adepci rozproszyli się szybciej, niż gdyby ścigał ich zimowy wilk.
– Dziękuję – powiedziała Siódemka, kiedy Piąty i Szósty odeszli.
– Za co? – zapytała Dwunastka.
– Za to, że s-s-stanęłaś po mojej stronie.
Dwunastka miała na końcu języka ciętą ripostę, ale się powstrzymała. Siódemka patrzyła na nią ciepło, a kiedy się uśmiechnęła, w jej policzkach pojawiły się urocze dołeczki. Przez chwilę wyglądała jak… Dwunastka natychmiast odsunęła od siebie tę myśl. Wspominanie poprzedniego życia, tego poza osadą, było złym pomysłem. Odwzajemniła jednak uśmiech Siódemki, zanim zdążyła nad sobą zapanować. Zaskoczona swoją reakcją odwróciła się i wskoczyła na pień.
– Ty pierwsza to zrobiłaś – rzuciła do Siódemki przez ramię. – Piąty powinien się cieszyć. Chyba trudno mu dźwigać takie przerośnięte ego. Jeśli chociaż trochę udało mi się je zmniejszyć…
Siódemka nie zdążyła odpowiedzieć, bo Wiktoria wyrosła przed nimi jak spod ziemi. Jej groźna mina nie wróżyła niczego dobrego.
– Dlaczego tak stoisz, Dwunastko? – huknęła. – Ćwicz dalej.
Skrzyżowała ręce na piersi i spod zmrużonych powiek obserwowała precyzyjne ruchy podopiecznej. W pewnej chwili Dwunastka poczuła, że kamień trafił ją boleśnie w skroń.
– Au! – wydała z siebie stłumiony okrzyk i zachwiała się na pniu.
Wiktoria potrząsnęła dłonią, w której trzymała garść skalnych odłamków.
– Powinnaś zauważyć, że leci, i zareagować. Czujność, Dwunastko. Czujność ponad wszystko.
Dwunastka nie wierzyła własnym oczom. Czy mistrzyni walki właśnie cisnęła w nią kamieniem?
– Piąty miał rację – powiedziała Wiktoria, nie spuszczając wzroku z Dwunastki. – Mroczne stwory nie uprzedzą o swoim przybyciu i nie dadzą ci drugiej szansy. Jeszcze raz. – Głową wskazała topory dziewczynki.
A potem rzuciła w nią następnym kamieniem.


ROZDZIAŁ 2


Dwunastka jeszcze kilkanaście razy poczuła palący ból od uderzenia skalnym odłamkiem, zanim wreszcie zaczęła skutecznie unikać trafienia bez utraty równowagi.
– Dobrze! – powiedziała Wiktoria z ledwo dostrzegalnym uśmiechem na ustach. Resztę kamieni upuściła prosto w dłonie Siódemki i odmaszerowała, już z daleka rzucając krytyczne uwagi pod adresem innej ćwiczącej pary.
Siódemka otworzyła szeroko usta i osłupiała wpatrywała się w Dwunastkę.
– Czy ona w-w-właśnie uśmiechnęła się do ciebie?
Niebo pociemniało jeszcze bardziej. Zapadał zimowy zmierzch. Łowcy zapalali pochodnie wzdłuż murów, ślizgając się po zamarzniętej ziemi. Dwunastka widziała kątem oka ich niespokojne cienie tańczące w blasku łuczywa. Na mostach rozjarzyły się koksowniki. Temperatura wyraźnie się obniżyła. Z nieba posypały się płatki śniegu. Kłęby pary leciały z ust ćwiczących adeptów. Wszyscy nasunęli głębiej futrzane czapy, żeby osłonić marznące uszy. Nad plac treningowy napłynęły smakowite zapachy – oznaka zbliżającej się kolacji. Poziom energii grupy zauważalnie opadł.
– Wystarczy! – zdecydowała Wiktoria, przywołując łowczyków do siebie. – Nie zachwyciliście mnie dzisiejszym treningiem. Będziecie ćwiczyć tę sekwencję codziennie, aż zmienię zdanie. Odnieście broń do zbrojowni. Kolacja za pół godziny. I pamiętajcie: czujność ponad wszystko. – Popatrzyła groźnie wokoło, jakby samym wzrokiem chciała zachęcić ich do zachowania baczniejszej uwagi. Najgroźniejsze spojrzenie zostawiła dla Siódemki. – Siódemko, zostań, chcę z tobą porozmawiać.
Dwunastka ruszyła do arsenału, oglądając się przez ramię. Domyśliła się, że Wiktoria daje Siódemce reprymendę za bierność. Dziewczynka miała smutny wyraz twarzy. W pierwszym odruchu Dwunastka chciała na nią zaczekać, ale zaraz potrząsnęła głową i odsunęła od siebie obraz zgarbionych pleców dziewczynki i jej przybitej miny.
Zbrojownia, długi niski budynek, była ulubionym miejscem Dwunastki w osadzie. Zapach stali, polerowanego drewna i skórzanych zbroi, które wkładali podczas ćwiczeń, przynosił jej ukojenie. Rzędy lśniących włóczni, mieczy i toporów ciągnęły się wzdłuż pomieszczenia i znikały w ciemności. W głębi składowano bardziej oryginalną broń: gwiazdy zaranne, czyli maczugi nabite żelaznymi ćwiekami, cepy i młoty bojowe.
Dwunastka zdjęła ze ściany jedną z płonących pochodni i ruszyła między rzędami łuków i kołczanów, aby odłożyć topory na miejsce. Przecisnęła się między roześmianymi adeptami. Kiedy mijała wysoki stojak ze strzałami, usłyszała głos Piątego dobiegający z drugiej strony.
– To mnie wkurza. Ona codziennie mąci. Gdyby to ode mnie zależało, wygnałbym ją ot tak. – Piąty pstryknął palcami.
– Ale nie ty decydujesz – zauważył Szósty. – Wiesz, że Łowcy tego nie zrobią. Dokąd by poszła? Dokąd my byśmy poszli? – Poważny ton Szóstego przyprawił Dwunastkę o dreszcz. – Poza tym dzisiaj to ty zacząłeś i łatwo się wywinąłeś.
– Nie wymądrzaj się – warknął Piąty. – Nie gryzie cię to? Żeby tu dołączyć, porzuciliśmy nasze rodziny, domy, nawet imiona. W zamian musimy znosić najgorszą dziewuchę w całym Ember. Nawet jeśli ma rodzinę, na pewno jej się wyrzekła. Jest okropna. Jak podły jaskiniowiec.
– Piąty! – Szósty wydał z siebie zduszony okrzyk.
Gablota obok nich zaskrzypiała, kiedy Dwunastka z zaciętą miną pchnęła ją z całej siły. Mięśnie jej drgały, gdy zaciskała szczęki z wściekłości. Piąty musiał za to zapłacić. Gablota zakołysała się i przechyliła, a potem runęła na stojak.
Piąty i Szósty odskoczyli w samą porę. Grad strzał i ciężki mebel minęły ich o włos. Ostrzegawczy krzyk poniósł się przez zbrojownię, kiedy stojaki przewracały się jeden za drugim. Towarzyszył temu szczęk broni, trzask drewna i piski przerażenia.
Po upadku ostatniego stojaka zapadła grobowa cisza, w której Dwunastka usłyszała, jak przełyka ślinę. Strefa zniszczenia zaczynała się tuż obok niej.
– Niech to mróz ściśnie, Dwunastko! – syknął Szósty, gramoląc się z podłogi. – Co cię napadło?
– To sprawka Dwunastki? – Piąty wyrósł obok Szóstego. W migotliwym świetle pochodni na jego twarzy pojawiła się radość. – Ha! No to masz kłopoty!
Dwunastka nie mogła znieść widoku jego triumfalnej miny. Zrobiła krok naprzód, gotowa rzucić się na niego przez przewrócone stojaki.
– CO TU SIĘ DZIEJE? – Ryk Wiktorii zmroził im krew. Wszyscy znieruchomieli i zamilkli. Potem, jak na zawołanie, zaczęli mówić jeden przez drugiego. Chwilę później mistrzyni walki stanęła przed Dwunastką, kipiąc z wściekłości.
Dwunastka się wyprostowała i wyzywająco uniosła brodę.
– Nawet nie zapytam, co tu zaszło – warknęła Wiktoria, omiatając wzrokiem pobojowisko. Żyłka na skroni pulsowała jej niepokojąco szybko. Wzięła gwałtowny wdech i chwyciła Dwunastkę za ramię tak mocno, że zabolało. – Marsz do Starszyzny. Znowu.
– Piąty nazwał ją podłym jaskiniowcem – powiedział Szósty, zwracając się do mistrzyni walki. – Dlatego to zrobiła.
Wśród adeptów podniósł się szmer oburzenia. Wiktoria dała wyraz swojemu niezadowoleniu.
– Piąty, to prawda? – zapytała.
Piąty przestąpił z nogi na nogę, rzucił Szóstemu pełne urazy spojrzenie, a potem wzruszył ramionami, jednocześnie kiwając przepraszająco głową.
– Tak, ale tylko…
– Cisza! Nie obchodzą mnie powody waszego zachowania. Za mną! I ani słowa więcej!
Wiktoria puściła ramię Dwunastki i ruszyła przed siebie szybkim krokiem, zmuszając Dwunastkę i Piątego do truchtu.
Na zewnątrz śnieg sypał już intensywnie, a okna jarzyły się na pomarańczowo, nadając budynkom przyjazny wygląd.
Dwunastka poczuła delikatne pacnięcie w ramię, gdy przechodziła przez niskie drzwi. Rudas, jej wiewiórka, zjawił się nie wiadomo skąd. Wtulił się w policzek dziewczynki, co podniosło Dwunastkę na duchu. Oczka mu błyszczały, a kasztanowe futerko i puszysty ogon lśniły miedzianie w słabym świetle.
– Witaj – szepnęła Dwunastka. – Gdzie byłeś?
Rudas polizał ją w ucho na powitanie i pisnął uszczęśliwiony, gdy podała mu garść orzechów wyjętych z kieszeni. Wypchał nimi policzki, a potem ukrył się w futrze, które miała na sobie, i zasnął. Po chwili Dwunastka usłyszała jego posapywanie.
– Tempo! – warknęła Wiktoria z irytacją. Świeży śnieg skrzypiał pod nogami. W drodze do Domu Zgromadzeń przecięli plac treningowy. Mistrzyni walki rzuciła gniewne spojrzenie w stronę kuchni. Dwunastce burczało w brzuchu. Nagle uświadomiła sobie, że w przeciwieństwie do Rudasa chyba nie zje kolacji. Z ciężkim westchnieniem pobiegła za Wiktorią.
– Na Ember, nie rozumiem, dlaczego tak wzdychasz – szepnął rozwścieczony Piąty. – To przecież twoja wina. – Odwrócił się i podniósł głos. – I nie wiem, na co tak się gapisz!
Siódemka schyliła głowę, gdy przemykali obok niej. Omal nie spadła z pniaka. Najwyraźniej Wiktoria kazała jej ćwiczyć dalej, także w czasie kolacji. Dwunastka jęknęła smutno w duchu na widok mnóstwa błędów popełnianych przez dziewczynkę. Co gorsza, adeptka naśladowała jej układ z toporami, jawnie ignorując fakt, że sama trzymała w ręku miecz.
„Stań prosto” – upomniała ją w myślach Dwunastka. Skrzywiła się, gdy Siódemka znowu spadła na zmrożoną ziemię. Otworzyła usta, żeby zachęcić ją do wysiłku, ale ugryzła się w język. Nie przybyła tu szukać przyjaciół. To by tylko skomplikowało sprawę. Kilka głębokich wdechów przywróciło jej spokój, kiedy wspinała się za Wiktorią po schodach Domu Zgromadzeń.
Okazałe drzwi pokrywały bogate zdobienia przedstawiające sceny legendarnych polowań. Za nimi mieściła się Wielka Sala – najbardziej reprezentatywne pomieszczenie w Hunting Lodge.
Na ścianach wyłożonych drewnem wisiały dawne bronie, a nad kominkiem trofea łowieckie – głowy upolowanych stworzeń. Zimowe wilki, ogry i inne niesamowite bestie łypały na Dwunastkę gniewnie martwymi oczami. Dziewczynka zamrugała, aby jej oczy przyzwyczaiły się do panującego tu oświetlenia. Przeszedł ją dreszcz. To była podkreślająca waleczność Łowców imponująca przestrzeń, którą zaprojektowano, aby budziła podziw nielicznych gości odwiedzających to miejsce.
W przeciwieństwie do reszty zabudowań Dom Zgromadzeń oświetlały kamienie księżycowe, a nie pochodnie. Maleńkie kamyki umieszczone w suficie błyszczały w ciemności, oblewając pełną tajemniczości srebrzystą poświatą wszystko, co znajdowało się w dole. Zanim tu przybyła, Dwunastka nie wierzyła w ich istnienie. Kamienie księżycowe przypominały jej wiedźmy. Często o nich rozprawiano, ale nikt tak naprawdę ich nie spotkał. Ludzie, którzy wydobywali te minerały, rzadko je sprzedawali. Poczuła skurcz żołądka od nagłego wspomnienia klanu jaskiniowców. Mierziło ją, że mieli dostęp do takich cudów. Odsunęła tę myśl od siebie w obawie przed powrotem przykrych wspomnień.
Wiktoria strząsnęła śnieg z butów i poprowadziła Dwunastkę i Piątego schodami na górę. Miękkie dywany z długim włosiem, przysłane w dowód wdzięczności przez pustynne karawany, tłumiły odgłos ich kroków. Kolejne kamienie księżycowe oświetliły swoim blaskiem długi korytarz, z którego można było wejść do komnat poszczególnych członków Starszyzny zwanych Elderami. Serce Dwunastki zadrżało, gdy Wiktoria ruszyła ku najdalszym drzwiom. To oznaczało, że idą z wizytą do Elder Srebrzystej – jednej z najznamienitszych przedstawicielek Starszyzny. Aby skierować myśli w inną stronę, Dwunastka zaczęła przyglądać się przedmiotom pochodzącym od różnych klanów. Na ścianach wisiały szczudła oprawione w żabią skórę – dar ludu z bagien, misterne wiosło podarowane przez klan rzeczny, okrycie z kory leśnych ludzi oraz skrzydła wykonane z jaskrawych piór przysłane przez klan z gór.
Dwunastka nie oderwała od nich wzroku nawet wtedy, kiedy stanęli pod drzwiami komnaty Elder Srebrzystej. Śpiący w futrze Rudas obudził się, wystawił łebek znad kołnierza, rozejrzał się niepewnie i zapiszczał niepocieszony. Dwunastka mogła tylko westchnąć zrezygnowana, gdy Wiktoria zapukała i drzwi otworzyły się na oścież.

ROZDZIAŁ 1


Niebo nad Hunting Lodge pociemniało złowieszczo. W powietrzu unosił się zapach świeżego śniegu. Dwunastka zerknęła swoimi stalowoszarymi oczami na mknące po niebie chmury, otuliła się szczelniej futrem i zaczęła przytupywać, żeby się rozgrzać. Zgromadzeni w pobliżu adepci rozmawiali w najlepsze. Przyglądała się im ponuro, walcząc z narastającym zniecierpliwieniem.
– Na litość boską! – krzyknęła mistrzyni walki Wiktoria, omiatając spojrzeniem całą grupę. – Jeśli nie jesteście w stanie tego unieść, jakim cudem zamierzacie brać udział w bitwie? Kto nie daje rady podnieść broni nad głowę, wraca do zbrojowni po coś lżejszego. Wykonać!
Kilkoro adeptów ruszyło do arsenału, a Dwunastka spochmurniała. Nie powinna jednak tracić cierpliwości na zajęciach ze sztuki walki. To nigdy nie popłaca. Wiktoria częściej niż inni Łowcy karała łowczyków, czyli kandydatów na Łowców, nocną wartą albo pobytem w lochach. Na myśl o tym dziewczynka się wzdrygnęła. Poza tym dzisiaj ćwiczenia zapowiadały się ciekawie. Na pokrytym śniegiem placu treningowym sterczały pniaki zwiastujące coś wyjątkowego.
– Ruchy, ruchy! – Wiktoria przynagliła powracających. – Inaczej staniecie się łatwą zdobyczą dla wszystkich krwiożerczych potworów stąd aż po Lodowy Las.
Adepci umilkli w nerwowym oczekiwaniu.
– Co bystrzejsi z was pewnie już się domyślili tematu dzisiejszych zajęć – ciągnęła Wiktoria chłodnym tonem. – Będziecie walczyć parami, stojąc na pniakach. To doskonali zmysł równowagi i wzmacnia pracę nóg. Nie chcę widzieć ani jednej stopy na ziemi.
Dwunastka uśmiechnęła się w duchu. Poczuła dreszczyk emocji. Czekało ją poważne wyzwanie.
– Jeśli nie opanowaliście ćwiczeń z zeszłego tygodnia, będzie wam trudno – oznajmiła Wiktoria, wbijając wzrok w kilka młodszych adeptek, których miny zdradzały niepokój. – Dobierzcie się w pary i zacznijcie trening od wczorajszej sekwencji ataku. I pamiętajcie – czujność ponad wszystko!
Jak zwykle wszystkie dziewczynki szukały pary jak najdalej od Dwunastki. Adeptka przewróciła oczami. Skoro tak się jej bały, to trudno, ich problem, nie jej. Powędrowała wzrokiem ku zabudowaniom. To były solidne konstrukcje – kuchnia, jadalnia, stajnie, zbrojownia oraz kwatery Łowców i adeptów okalały ośmiokątny plac treningowy, na którym przestępowała z nogi na nogę w oczekiwaniu na rozpoczęcie treningu. Wystawione na działanie żywiołów budynki przetrwały w dobrym stanie przez wieki. Z tej perspektywy wydawały się mniejsze niż w rzeczywistości, ponieważ tuż za nimi pięły się ku niebu mury obronne. Nawet Dom Zgromadzeń, najbardziej okazały przybytek ozdobiony przepięknie rzeźbionymi kolumnami, wyglądał przy nich jak domek dla lalek. Wysoko nad głową Dwunastki przecinały się łuki dwóch mostów rozpiętych między murami. Dzieliły ośmiokąt nieba na cztery części i stanowiły doskonały punkt obserwacyjny dla patrolujących Łowców.
– Dwunastko, ty znowu bez pary? – Wiktoria zmarszczyła brwi. Kilka adeptek zachichotało. Mistrzyni walki skarciła je wzrokiem. Przysunęła się do Dwunastki i zniżyła głos. – Ćwiczenie w pojedynkę nie zaprowadzi cię daleko. Potrzebujesz mocnej partnerki, żeby stawiać sobie coraz poważniejsze wyzwania. – Popatrzyła na nią wyczekująco swoimi niebieskimi oczami.
Dwunastka nie zdążyła odpowiedzieć, bo nagle ktoś ścisnął ją za ramię. To była Siódemka.
– Ja p-p-poćwiczę z tobą – zaoferowała, unikając wzroku mistrzyni.
Wiktoria westchnęła ciężko i odeszła wolnym krokiem.
– Dziwadła. Ciągnie swój do swego – mruknęła któraś z dziewcząt. Dwunastka okręciła się szybko na pięcie, gotowa do konfrontacji z prowokatorką, ale ta już wmieszała się w grupę adeptów. Policzki Dwunastki zalał rumieniec gniewu.
Blada rudowłosa dziewczynka uśmiechnęła się promiennie. Dwunastka jęknęła. Trening z Siódemką był gorszy niż walka ze słomianym manekinem. Siódemkę cechowały słaba koncentracja i wątpliwe umiejętności władania bronią. Mimo trzynastu lat wydawała się dużo młodsza. Dwunastka, rówieśniczka Siódemki, wyglądała przy niej jak olbrzymka. Różnica wzrostu czyniła z nich wyjątkowo niedobraną parę. Mimo to często musiały ćwiczyć razem. Reszta grupy ich unikała. Siódemka była dziwadłem. Dwunastka budziła strach.
Większość pniaków została już zajęta, więc dziewczynki ruszyły w głąb placu treningowego.
– G-g-gdzie Rudas? – zapytała po drodze Siódemka. – Dzisiaj go nie widziałam.
Rudas był wiewiórką Dwunastki, ale to Siódemka go znalazła, gdy jako wiewiórcze dziecko wypadł z dziupli. Zamiast go zatrzymać, podarowała stworzonko Dwunastce, choć ta zupełnie nie rozumiała, czym sobie na to zasłużyła.
– Nie wiem. – Dwunastka wzruszyła ramionami. – Przychodzi, kiedy chce. – Ugryzła się w język, żeby nie powiedzieć za dużo.
Siódemka pokiwała głową, niezdarnie wyciągając miecz z pochwy. Dwunastka sięgnęła za siebie i chwyciła rękojeści dwóch toporów niesionych na plecach. Poczuła się pewniej i lekko wskoczyła na najbliższą kłodę.
– Zaczynamy? – zapytała.
Siódemka parsknęła śmiechem, skacząc z jednego pniaka na drugi.
– Chwieją się, zauważyłaś?
– O to chodzi – odparła Dwunastka opryskliwie. – Zaczniemy wreszcie?
Przez plac poniosły się śmiechy, okrzyki zaskoczenia i szczęk stali innych ćwiczących. Niestety, gdy tylko Dwunastka zamachnęła się toporem na Siódemkę, ta od razu wypuściła miecz z ręki i spadła z pniaka. Dwunastka doszła do wniosku, że lepiej będzie, jak potrenuje sama, a Siódemka w tym czasie poobserwuje jej ruchy.
Obrót, cios, unik, blok, wypad, krok w bok. Dwunastka powtarzała tę sekwencję coraz szybciej, aż wzrok nie nadążał za śmigającymi w powietrzu toporami. W futrze było jej coraz goręcej, ale nie zwalniała ani na chwilę, ciesząc się utrzymywaniem równowagi na chwiejnych pniakach.
– U-u-uważaj! – zawołała nagle Siódemka. Dwunastka okręciła się na pięcie i wyprowadziła cios. Rozległ się donośny okrzyk i głuchy łoskot.
Dziewczynka zobaczyła wysokiego długowłosego chłopca rozpłaszczonego u jej stóp. Dźwignął się z trudem z ziemi i wypluł brudny śnieg, który dostał się do jego ust, gdy upadał. Poczerwieniał na twarzy z wściekłości. Piąty. Dwunastka lubiła go najmniej ze wszystkich w osadzie, chociaż o to miano konkurowało więcej osób.
– S-s-skradał się za tobą – poinformowała pobladła Siódemka.
Piąty stanął obok niej.
– Przecież to zajęcia ze sztuki walki, idiotko – powiedział. – To oczywiste, że walczymy. – Otaksował krytycznym spojrzeniem niezbyt bojową postawę Siódemki. – Przynajmniej ci, którzy są w tym dobrzy.
– Jak ty? – prychnęła Dwunastka.
– Wszyscy wiedzą, że jestem tu najlepszym szermierzem – powiedział Piąty i wzruszył ramionami. – Pomyślałem, że ci pomogę. Sprawdzę twój refleks. Przecież mroczne stwory nie uprzedzą o swoim nadejściu.
– Wcale nie próbowałeś jej pomóc – zaprotestowała Siódemka głosem bardziej piskliwym niż zwykle. – Chciałeś ją s-s-skrzywdzić. Widziałam wyraz twojej twarzy.
– Taaak? – Piąty przewrócił oczami. – I zajrzałaś mi do głowy? Odczytałaś moje myśli? Kto by przypuszczał, że jest wśród nas t-t-taki t-t-talent.
Znajdujący się w pobliżu adepci parsknęli śmiechem i przysunęli się do rozmawiających. Siódemka skrzywiła się urażona. Ku swojemu zdumieniu Dwunastka poczuła nagły przypływ gniewu. Zeskoczyła z pnia, ściskając w dłoniach topory.
– Skoro mowa o talentach – zaczęła, starając się zachować spokój – to masz jakiś prócz wstrętnego charakteru? – Piąty zmrużył oczy, ale Dwunasta ciągnęła niewzruszona: – Nie jesteś najlepszym szermierzem. I wcale nie jesteś taki dowcipny, jak ci się wydaje…
Piąty zrobił krok w jej stronę. Ale w tym momencie z grupki gapiów wystąpił krępy chłopiec o rudawych włosach.
– Uspokójcie się oboje. – Złapał Piątego za ramię i odciągnął od Dwunastki. To był Szósty, najlepszy przyjaciel Piątego, spokojniejszy i mniej odpychający, ale Dwunastka i tak rzuciła mu swoje najgroźniejsze spojrzenie.
– Ja zawsze jestem spokojna! – powiedziała głośniej, niż zamierzała.
Szósty uśmiechnął się z rozbawieniem w oczach.
– Właśnie widzę.
– Co tu się dzieje? – zapytała groźnie Wiktoria, która do nich podeszła. – Jazda do ćwiczeń! Natychmiast!
Adepci rozproszyli się szybciej, niż gdyby ścigał ich zimowy wilk.
– Dziękuję – powiedziała Siódemka, kiedy Piąty i Szósty odeszli.
– Za co? – zapytała Dwunastka.
– Za to, że s-s-stanęłaś po mojej stronie.
Dwunastka miała na końcu języka ciętą ripostę, ale się powstrzymała. Siódemka patrzyła na nią ciepło, a kiedy się uśmiechnęła, w jej policzkach pojawiły się urocze dołeczki. Przez chwilę wyglądała jak… Dwunastka natychmiast odsunęła od siebie tę myśl. Wspominanie poprzedniego życia, tego poza osadą, było złym pomysłem. Odwzajemniła jednak uśmiech Siódemki, zanim zdążyła nad sobą zapanować. Zaskoczona swoją reakcją odwróciła się i wskoczyła na pień.
– Ty pierwsza to zrobiłaś – rzuciła do Siódemki przez ramię. – Piąty powinien się cieszyć. Chyba trudno mu dźwigać takie przerośnięte ego. Jeśli chociaż trochę udało mi się je zmniejszyć…
Siódemka nie zdążyła odpowiedzieć, bo Wiktoria wyrosła przed nimi jak spod ziemi. Jej groźna mina nie wróżyła niczego dobrego.
– Dlaczego tak stoisz, Dwunastko? – huknęła. – Ćwicz dalej.
Skrzyżowała ręce na piersi i spod zmrużonych powiek obserwowała precyzyjne ruchy podopiecznej. W pewnej chwili Dwunastka poczuła, że kamień trafił ją boleśnie w skroń.
– Au! – wydała z siebie stłumiony okrzyk i zachwiała się na pniu.
Wiktoria potrząsnęła dłonią, w której trzymała garść skalnych odłamków.
– Powinnaś zauważyć, że leci, i zareagować. Czujność, Dwunastko. Czujność ponad wszystko.
Dwunastka nie wierzyła własnym oczom. Czy mistrzyni walki właśnie cisnęła w nią kamieniem?
– Piąty miał rację – powiedziała Wiktoria, nie spuszczając wzroku z Dwunastki. – Mroczne stwory nie uprzedzą o swoim przybyciu i nie dadzą ci drugiej szansy. Jeszcze raz. – Głową wskazała topory dziewczynki.
A potem rzuciła w nią następnym kamieniem.


ROZDZIAŁ 2


Dwunastka jeszcze kilkanaście razy poczuła palący ból od uderzenia skalnym odłamkiem, zanim wreszcie zaczęła skutecznie unikać trafienia bez utraty równowagi.
– Dobrze! – powiedziała Wiktoria z ledwo dostrzegalnym uśmiechem na ustach. Resztę kamieni upuściła prosto w dłonie Siódemki i odmaszerowała, już z daleka rzucając krytyczne uwagi pod adresem innej ćwiczącej pary.
Siódemka otworzyła szeroko usta i osłupiała wpatrywała się w Dwunastkę.
– Czy ona w-w-właśnie uśmiechnęła się do ciebie?
Niebo pociemniało jeszcze bardziej. Zapadał zimowy zmierzch. Łowcy zapalali pochodnie wzdłuż murów, ślizgając się po zamarzniętej ziemi. Dwunastka widziała kątem oka ich niespokojne cienie tańczące w blasku łuczywa. Na mostach rozjarzyły się koksowniki. Temperatura wyraźnie się obniżyła. Z nieba posypały się płatki śniegu. Kłęby pary leciały z ust ćwiczących adeptów. Wszyscy nasunęli głębiej futrzane czapy, żeby osłonić marznące uszy. Nad plac treningowy napłynęły smakowite zapachy – oznaka zbliżającej się kolacji. Poziom energii grupy zauważalnie opadł.
– Wystarczy! – zdecydowała Wiktoria, przywołując łowczyków do siebie. – Nie zachwyciliście mnie dzisiejszym treningiem. Będziecie ćwiczyć tę sekwencję codziennie, aż zmienię zdanie. Odnieście broń do zbrojowni. Kolacja za pół godziny. I pamiętajcie: czujność ponad wszystko. – Popatrzyła groźnie wokoło, jakby samym wzrokiem chciała zachęcić ich do zachowania baczniejszej uwagi. Najgroźniejsze spojrzenie zostawiła dla Siódemki. – Siódemko, zostań, chcę z tobą porozmawiać.
Dwunastka ruszyła do arsenału, oglądając się przez ramię. Domyśliła się, że Wiktoria daje Siódemce reprymendę za bierność. Dziewczynka miała smutny wyraz twarzy. W pierwszym odruchu Dwunastka chciała na nią zaczekać, ale zaraz potrząsnęła głową i odsunęła od siebie obraz zgarbionych pleców dziewczynki i jej przybitej miny.
Zbrojownia, długi niski budynek, była ulubionym miejscem Dwunastki w osadzie. Zapach stali, polerowanego drewna i skórzanych zbroi, które wkładali podczas ćwiczeń, przynosił jej ukojenie. Rzędy lśniących włóczni, mieczy i toporów ciągnęły się wzdłuż pomieszczenia i znikały w ciemności. W głębi składowano bardziej oryginalną broń: gwiazdy zaranne, czyli maczugi nabite żelaznymi ćwiekami, cepy i młoty bojowe.
Dwunastka zdjęła ze ściany jedną z płonących pochodni i ruszyła między rzędami łuków i kołczanów, aby odłożyć topory na miejsce. Przecisnęła się między roześmianymi adeptami. Kiedy mijała wysoki stojak ze strzałami, usłyszała głos Piątego dobiegający z drugiej strony.
– To mnie wkurza. Ona codziennie mąci. Gdyby to ode mnie zależało, wygnałbym ją ot tak. – Piąty pstryknął palcami.
– Ale nie ty decydujesz – zauważył Szósty. – Wiesz, że Łowcy tego nie zrobią. Dokąd by poszła? Dokąd my byśmy poszli? – Poważny ton Szóstego przyprawił Dwunastkę o dreszcz. – Poza tym dzisiaj to ty zacząłeś i łatwo się wywinąłeś.
– Nie wymądrzaj się – warknął Piąty. – Nie gryzie cię to? Żeby tu dołączyć, porzuciliśmy nasze rodziny, domy, nawet imiona. W zamian musimy znosić najgorszą dziewuchę w całym Ember. Nawet jeśli ma rodzinę, na pewno jej się wyrzekła. Jest okropna. Jak podły jaskiniowiec.
– Piąty! – Szósty wydał z siebie zduszony okrzyk.
Gablota obok nich zaskrzypiała, kiedy Dwunastka z zaciętą miną pchnęła ją z całej siły. Mięśnie jej drgały, gdy zaciskała szczęki z wściekłości. Piąty musiał za to zapłacić. Gablota zakołysała się i przechyliła, a potem runęła na stojak.
Piąty i Szósty odskoczyli w samą porę. Grad strzał i ciężki mebel minęły ich o włos. Ostrzegawczy krzyk poniósł się przez zbrojownię, kiedy stojaki przewracały się jeden za drugim. Towarzyszył temu szczęk broni, trzask drewna i piski przerażenia.
Po upadku ostatniego stojaka zapadła grobowa cisza, w której Dwunastka usłyszała, jak przełyka ślinę. Strefa zniszczenia zaczynała się tuż obok niej.
– Niech to mróz ściśnie, Dwunastko! – syknął Szósty, gramoląc się z podłogi. – Co cię napadło?
– To sprawka Dwunastki? – Piąty wyrósł obok Szóstego. W migotliwym świetle pochodni na jego twarzy pojawiła się radość. – Ha! No to masz kłopoty!
Dwunastka nie mogła znieść widoku jego triumfalnej miny. Zrobiła krok naprzód, gotowa rzucić się na niego przez przewrócone stojaki.
– CO TU SIĘ DZIEJE? – Ryk Wiktorii zmroził im krew. Wszyscy znieruchomieli i zamilkli. Potem, jak na zawołanie, zaczęli mówić jeden przez drugiego. Chwilę później mistrzyni walki stanęła przed Dwunastką, kipiąc z wściekłości.
Dwunastka się wyprostowała i wyzywająco uniosła brodę.
– Nawet nie zapytam, co tu zaszło – warknęła Wiktoria, omiatając wzrokiem pobojowisko. Żyłka na skroni pulsowała jej niepokojąco szybko. Wzięła gwałtowny wdech i chwyciła Dwunastkę za ramię tak mocno, że zabolało. – Marsz do Starszyzny. Znowu.
– Piąty nazwał ją podłym jaskiniowcem – powiedział Szósty, zwracając się do mistrzyni walki. – Dlatego to zrobiła.
Wśród adeptów podniósł się szmer oburzenia. Wiktoria dała wyraz swojemu niezadowoleniu.
– Piąty, to prawda? – zapytała.
Piąty przestąpił z nogi na nogę, rzucił Szóstemu pełne urazy spojrzenie, a potem wzruszył ramionami, jednocześnie kiwając przepraszająco głową.
– Tak, ale tylko…
– Cisza! Nie obchodzą mnie powody waszego zachowania. Za mną! I ani słowa więcej!
Wiktoria puściła ramię Dwunastki i ruszyła przed siebie szybkim krokiem, zmuszając Dwunastkę i Piątego do truchtu.
Na zewnątrz śnieg sypał już intensywnie, a okna jarzyły się na pomarańczowo, nadając budynkom przyjazny wygląd.
Dwunastka poczuła delikatne pacnięcie w ramię, gdy przechodziła przez niskie drzwi. Rudas, jej wiewiórka, zjawił się nie wiadomo skąd. Wtulił się w policzek dziewczynki, co podniosło Dwunastkę na duchu. Oczka mu błyszczały, a kasztanowe futerko i puszysty ogon lśniły miedzianie w słabym świetle.
– Witaj – szepnęła Dwunastka. – Gdzie byłeś?
Rudas polizał ją w ucho na powitanie i pisnął uszczęśliwiony, gdy podała mu garść orzechów wyjętych z kieszeni. Wypchał nimi policzki, a potem ukrył się w futrze, które miała na sobie, i zasnął. Po chwili Dwunastka usłyszała jego posapywanie.
– Tempo! – warknęła Wiktoria z irytacją. Świeży śnieg skrzypiał pod nogami. W drodze do Domu Zgromadzeń przecięli plac treningowy. Mistrzyni walki rzuciła gniewne spojrzenie w stronę kuchni. Dwunastce burczało w brzuchu. Nagle uświadomiła sobie, że w przeciwieństwie do Rudasa chyba nie zje kolacji. Z ciężkim westchnieniem pobiegła za Wiktorią.
– Na Ember, nie rozumiem, dlaczego tak wzdychasz – szepnął rozwścieczony Piąty. – To przecież twoja wina. – Odwrócił się i podniósł głos. – I nie wiem, na co tak się gapisz!
Siódemka schyliła głowę, gdy przemykali obok niej. Omal nie spadła z pniaka. Najwyraźniej Wiktoria kazała jej ćwiczyć dalej, także w czasie kolacji. Dwunastka jęknęła smutno w duchu na widok mnóstwa błędów popełnianych przez dziewczynkę. Co gorsza, adeptka naśladowała jej układ z toporami, jawnie ignorując fakt, że sama trzymała w ręku miecz.
„Stań prosto” – upomniała ją w myślach Dwunastka. Skrzywiła się, gdy Siódemka znowu spadła na zmrożoną ziemię. Otworzyła usta, żeby zachęcić ją do wysiłku, ale ugryzła się w język. Nie przybyła tu szukać przyjaciół. To by tylko skomplikowało sprawę. Kilka głębokich wdechów przywróciło jej spokój, kiedy wspinała się za Wiktorią po schodach Domu Zgromadzeń.
Okazałe drzwi pokrywały bogate zdobienia przedstawiające sceny legendarnych polowań. Za nimi mieściła się Wielka Sala – najbardziej reprezentatywne pomieszczenie w Hunting Lodge.
Na ścianach wyłożonych drewnem wisiały dawne bronie, a nad kominkiem trofea łowieckie – głowy upolowanych stworzeń. Zimowe wilki, ogry i inne niesamowite bestie łypały na Dwunastkę gniewnie martwymi oczami. Dziewczynka zamrugała, aby jej oczy przyzwyczaiły się do panującego tu oświetlenia. Przeszedł ją dreszcz. To była podkreślająca waleczność Łowców imponująca przestrzeń, którą zaprojektowano, aby budziła podziw nielicznych gości odwiedzających to miejsce.
W przeciwieństwie do reszty zabudowań Dom Zgromadzeń oświetlały kamienie księżycowe, a nie pochodnie. Maleńkie kamyki umieszczone w suficie błyszczały w ciemności, oblewając pełną tajemniczości srebrzystą poświatą wszystko, co znajdowało się w dole. Zanim tu przybyła, Dwunastka nie wierzyła w ich istnienie. Kamienie księżycowe przypominały jej wiedźmy. Często o nich rozprawiano, ale nikt tak naprawdę ich nie spotkał. Ludzie, którzy wydobywali te minerały, rzadko je sprzedawali. Poczuła skurcz żołądka od nagłego wspomnienia klanu jaskiniowców. Mierziło ją, że mieli dostęp do takich cudów. Odsunęła tę myśl od siebie w obawie przed powrotem przykrych wspomnień.
Wiktoria strząsnęła śnieg z butów i poprowadziła Dwunastkę i Piątego schodami na górę. Miękkie dywany z długim włosiem, przysłane w dowód wdzięczności przez pustynne karawany, tłumiły odgłos ich kroków. Kolejne kamienie księżycowe oświetliły swoim blaskiem długi korytarz, z którego można było wejść do komnat poszczególnych członków Starszyzny zwanych Elderami. Serce Dwunastki zadrżało, gdy Wiktoria ruszyła ku najdalszym drzwiom. To oznaczało, że idą z wizytą do Elder Srebrzystej – jednej z najznamienitszych przedstawicielek Starszyzny. Aby skierować myśli w inną stronę, Dwunastka zaczęła przyglądać się przedmiotom pochodzącym od różnych klanów. Na ścianach wisiały szczudła oprawione w żabią skórę – dar ludu z bagien, misterne wiosło podarowane przez klan rzeczny, okrycie z kory leśnych ludzi oraz skrzydła wykonane z jaskrawych piór przysłane przez klan z gór.
Dwunastka nie oderwała od nich wzroku nawet wtedy, kiedy stanęli pod drzwiami komnaty Elder Srebrzystej. Śpiący w futrze Rudas obudził się, wystawił łebek znad kołnierza, rozejrzał się niepewnie i zapiszczał niepocieszony. Dwunastka mogła tylko westchnąć zrezygnowana, gdy Wiktoria zapukała i drzwi otworzyły się na oścież.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ