Powieść obyczajowa
Szanowny Panie ...
26,99 zł
38,99
KUP TERAZ

Szanowny Panie ...

Klaudia Paź
brak opinii
Liczba stron: 368
ISBN: 9788327674883
Premiera: 2022-03-23

Laura, na pozór naiwna i infantylna, ma dwa wielkie marzenia: zostać poczytną pisarką i spotkać miłość życia. Swoje myśli i szeroko zakrojone plany powierza pamiętnikowi, dzięki któremu czytelnik zagłębia się w jej historię – grafomanki, która głęboko wierzy w swój talent i tą wiarą przenosi góry.

„Przyjdzie dzień, gdy stanę w blasku chwały, a oni wszyscy, którzy mają mnie teraz za nic, staną w kolejce po autograf. Ach, marzę, marzę o tym dniu. Pławię się w jego rozkosznym zapachu, smaku, w atmosferze splendoru. I gdy tak zamykam oczy, widzę jeszcze kogoś. Stoi za mną, gdy rozdaję autografy. Wysoki brunet, przystojny, wpatrzony we mnie. Tak... Czekam niecierpliwie na ten dzień. Muszę zrobić jakiś plan. Czy powinnam zacząć od szukania bruneta, czy od wydania mojej książki? Może książka najpierw, albo zobaczę, jak to się ułoży.
Jedno jest pewne: uda się”.

Czwarty czerwca

Uparłam się. No zaparłam się rękami i nogami i nie mam zamiaru odpuścić. Może robię głupio, ale postanowiłam sobie i już. Mam w głowie przekonanie ogromne, od wczesnych lat mego dzieciństwa, że oto ja będę pisać. Od siódmych urodzin mam zamiar zostać poczytną pisarką, zarabiać w ten sposób na życie i koniec. I nikt mnie od tego nie odwiedzie. Od siódmych urodzin, gdy dostałam mój pierwszy pamiętnik i odkryłam, co znaczy przelewać uczucia na papier.
Wkurza się ojciec, że nie pracuję, ale przecież ja godzinami siedzę i piszę, i staram się wydać, to, co piszę. I wkurza się matka, że „nie mam co do garnka włożyć”, ale przecież lodówka pełna słoików, które mi zwozi. I wkurza się Hanka, że nie sprzątam w naszym mieszkaniu, ale ja przecież nie mam czasu, bo piszę. Napotykam ogromne niezrozumienie… Ale ja sobie to odbiję, oczywiście... Przyjdzie dzień, gdy stanę w blasku chwały, a oni wszyscy, którzy mają mnie teraz za nic, staną w kolejce po autograf. Ach, marzę, marzę o tym dniu. Pławię się w jego rozkosznym zapachu, smaku, w atmosferze splendoru. I gdy tak zamykam oczy, widzę jeszcze kogoś. Stoi za mną, gdy rozdaję autografy. Wysoki brunet, przystojny, wpatrzony we mnie. Tak… Czekam niecierpliwie na ten dzień. Muszę zrobić jakiś plan. Czy powinnam zacząć od szukania bruneta, czy od wydania mojej książki? Może książka najpierw, albo zobaczę, jak to się ułoży. Jedno jest pewne: uda się.
Dziś wysłałam kolejny list do redakcji cenionej gazety, żeby przyjęli mnie jako felietonistkę:

Droga Redakcjo,
pisze do Was Laura Coletti. Zastanawiacie się nad dziwnym nazwiskiem? To po moim dziadku, był Włochem. Mam po nim nie tylko nazwisko, ale i temperament.
Piszę do Was w celu nawiązania współpracy, która – zapewniam – będzie owocna. Jestem bowiem pisarką wielkiej klasy, mimo że nieodkrytą jeszcze.
O mnie w skrócie: 27-letnia szatynka średniego wzrostu, szczupła, elegancka. Duże brązowe oczy. Studiowałam filologię polską, niestety, nie udało mi się jej ukończyć. Trzeba jednak podkreślić, że wiedzę wyniosłam z tych studiów ogromną. Brakuje tylko zbędnego papierka. W załączniku przesyłam teksty mojego autorstwa. Liczę, że znajdzie się dla nich miejsce. Pierwszy jest o dziewczynie, która zakochała się w swoim szefie, drugi o dziewczynie, która zakochała się w sąsiedzie, a trzeci o dziewczynie, która zakochała się w gwieździe rocka. Piękne opowiadania dla kobiet. Pełne pasji i namiętności. Zachwycą Was!
Czekam na odpowiedź.
Z wyrazami szacunku
Laura Coletti

I czekam. Odpiszą mi, będę pracować w gazecie. Witaj, wielki świecie!


Szósty czerwca

Hanka mnie wkurzyła. Prosiłam ją, żeby wyniosła mi ze swojej roboty ryzę papieru. Nie wiem, czy tak bardzo nie chciała tego robić, czy rzeczywiście tak się złożyło, że większość czasu ma pracować teraz z domu, bo tak zwane „home office”, i nie ma możliwości za bardzo… Jasne. Po prostu jest uczciwym tchórzem. A może to lojalność? Ale ma być lojalna wobec firmy, która jej nie szanuje? Ja tego nie rozumiem. Haruje u nich kolejny rok, jest na każde ich zawołanie i naprawdę mogą liczyć na nią o każdej porze, a mimo to nie jest traktowana poważnie. Ja rozumiem, że to wielka, zagraniczna firma eventowa i taką Hanię to najlepiej dać do segregowania dokumentów i odpisywania na skargi, ale dziewczyna ma talent i jestem pewna, że gdyby tylko dali jej szansę, stanęłaby na tych swoich krótkich rzęskach, żeby zrobić wydarzenie na najwyższym poziomie. Mogłabym jej pomóc na początek. Jesteśmy świetnym duetem na każdym polu! Poznałyśmy się w liceum, do którego dojeżdżałyśmy ponad godzinę – znajdowało się dokładnie pośrodku, między moją a jej. Po maturze wyjechałyśmy na studia i zamieszkałyśmy razem, i tak trwamy do dziś… Czy umiemy w ogóle żyć bez siebie? Nie wyobrażam sobie tego. Przyszłość zdaje się dziwna, jeśli Hanki nie będzie obok. Zawsze możemy kupić dom bliźniak… Tylko żeby nasi mężowie się lubili… Ale co ja gadam! Przecież jestem na nią wściekła o ten papier!


Siódmy czerwca

Mija już trzeci dzień, a oni nie odpisują. Podłączyłam laptopa do prądu i otworzyłam na poczcie, którą sumiennie co chwilę odświeżam. Muszą odpisać. Ja bym odpisała. Czy tak ciężko przeczytać maila, napisać: „Bierzemy Cię!” i kliknąć ENTER?
Hanka wyciągnęła mnie na zakupy, chociaż nie mam kompletnie pieniędzy. (Mamo, kocham Cię, za te pięć stów, które potajemnie wysyłasz mi co miesiąc). Ledwie zapłaciłam swoją część za mieszkanie, ale rzeczywiście trzeba było iść. W tym miesiącu Wianki! Muszę wyglądać sza-ło-wo, rzucając swój wianek na wody Wisły. Może po drugiej stronie mostu wyłowi go On... Byle tylko nie okazało się, że ON to jakiś ryży kurdupel. Jeśli tak, to nie przyznam się, że to mój wianek. To musi być wysoki brunet. Błagam! Wysyłam w kosmos całą swą energię, nakierowaną na znalezienie ukochanego. Dobry losie, ześlij mi ślicznego chłopca!
No więc zakupy. Musiałam ruszyć odłożone na czarną godzinę pieniądze. Ale jeśli mam tam spotkać bruneta, to czy miłość nie jest ważniejsza od pieniędzy? Ja kieruję się sercem.
Po powrocie w mojej skrzynce wciąż nie znalazłam od nich odpowiedzi. Dla odwrócenia uwagi usiadłam do pisania książki. Mam na razie trzy rozdziały, a zaplanowałam dziesięć. Poprosiłam Hanię o mocną kawę, włożyłam moją opaskę natchnienia, by odgarnąć włosy i złapać owo natchnienie. Zaczęłam pisać:

Angelika siedziała wpatrzona w dal, lawirując wzrokiem wśród herbacianych róż, kwitnących w jej ogrodzie, które przenosiły ją we wspomnieniach do minionego lata.
Czuła zapach tamtego miejsca. Ile czasu minęło od jej ostatniego spotkania z Brianem? Rok. Dokładnie rok temu ostatni raz Brian złożył pocałunek na jej rozgrzanych namiętnością ustach. Nie wiedziała wtedy, nieszczęsna, że to pocałunek pożegnania. Zasnęła tamtego wieczoru w jego ramionach, nieświadoma zbliżającego się nieszczęścia. Gdy obudziła się rano, jego już nie było. Na posłaniu leżały jedynie krótki list i herbaciana róża. Treść listu: „Wybacz, kochanie”. Co się stało? To pytanie wciąż ją zadręczało. Nie dawało jej spokoju. Tysiąc pomysłów na minutę. Może był chory? Może umierała mu matka? Może potraktował ją tylko jako wakacyjną przygodę, a ona się w nim zakochała? Nie znała odpowiedzi, ale wciąż jej szukała w meandrach wspomnień. Czy coś wtedy zapowiadało koniec tej sielanki? Nie…

Dźwięk przychodzącego maila przerwał mi w momencie największej weny. Rozproszył mnie. Drżącymi dłońmi szybko otworzyłam zminimalizowane okno. Odpowiedź! Tak, tak, tak! Wreszcie!

Pani Lauro,
Pani teksty są wspaniałe, niestety, nie znajdą miejsca w naszej gazecie. Bardzo nam przykro. Życzymy wszystkiego dobrego.
Redakcja

CO?
Oczy zaszły mi łzami. Dlaczego? Co za chamstwo! Och, Lauro, w zasadzie nie przeklinasz, ale przeklnij teraz, bo takie traktowanie to niepodobieństwo. Och, zawistnicy! Przeklnę sobie, choć to nie w moim stylu.
No kurwa.


Dziesiąty czerwca

Nie będę się załamywać. Parę dni przeleżałam zapłakana, to prawda, ale nie pierwszy raz spotykam się z takim chamstwem. Dam sobie z tym radę. Wstałam o dwunastej. Cała napuchnięta, z tłustymi włosami i rozmazanymi oczami. Deadline – tego mi trzeba. Więc dam sobie czas dwóch miesięcy. Dokładnie dziesiątego sierpnia chcę stanąć w blasku chwały u boku mężczyzny mojego życia. Nie tylko chcę, ale stanę w tym blasku! Tak będzie.
Ale oznacza to, że muszę przyspieszyć z moją książką, która ma niecałe cztery rozdziały. Bez śniadania, mycia zębów, bez kawy, założyłam opaskę natchnienia i zaczęłam pisać:

Angelika postanowiła przestać myśleć o Brianie i zgodziła się na spacer z Aleksem. Od dawna zabiegał o jej względy, lecz ona była wobec niego zimna jak lód. A od kiedy Brian zamieszkał w jej sercu, nie było tam w zupełności miejsca dla innego mężczyzny. Ale teraz była pełna goryczy… Postanowiła, że musi o nim zapomnieć, jeśli ma normalnie żyć. Wszak nie ma już osiemnastu lat, czas znaleźć męża… Dlatego zgodziła się, z rozsądku, na spacer z Aleksem.
Nic jednak nie czuła. On wciąż mówił i mówił, a ona myślami była wśród herbacianych róż. Aleks przyniósł jej bukiet lilii. Musiała udawać zachwyt. Gardziła nim, doprawdy w środku serca, do głębi gardziła tym człowiekiem, choć powinna go szanować… Tyle lat wiernie ją adoruje. Może rzeczywiście to dobry materiał na męża?... Ale żyć w takiej nudzie do końca? Nigdy już nie poczuć żaru namiętności? Czy była na to gotowa? Wymazać obraz Briana i zastąpić go obrazem rozsądnego, opanowanego, nudnego do bólu, ale pewnego swoich uczuć Aleksa? Och, jak ciężko żyć romantyczkom na świecie. Nie wychodzą nigdy na plus z tym swoim romantyzmem, ale cóż począć, gdy serce swoje wie…
Po powrocie ze spaceru Angelika postanowiła, że da ostatnią szansę miłości i wyśle telegram do Briana. To poniżające tak błagać, skomleć o miłość, ale stała przed wyborem: staropanieństwo lub małżeństwo z Aleksem. Trzecią, wymarzną opcją był Brian. Nie mogła więc nie walczyć o swoje marzenie.
Wysłała: BRIAN, ODEZWIJ SIĘ. SPRAWA ŻYCIA I ŚMIERCI. WCIĄŻ CIĘ KOCHAM. ANGELIKA
I pełna nadziei, zaczęła czekać na cud.

Skończyłam pisać przed pierwszą w nocy. Miałam w sobie tyle weny! Ale rozsądek kazał mi spać. Jutro impreza urodzinowa Malwiny. Będzie całe moje towarzystwo, łącznie z Sabiną, której nie cierpię… Och, jakoś zniosę jej obecność. Muszę iść! A! I jeszcze Janek, do którego nic absolutnie nie czuję, ale skoro wiem, że mu się podobam, to nie mogę się pokazać jak popychadło.
Nie potrafiłam jednak usnąć, wijąc się w pościeli… Moje myśli kołowały wciąż od wymarzonej pracy do wymarzonego bruneta. Nie mogąc jednak wymyślić nic sensownego, zajęłam się obmyślaniem stroju na jutro. Loki… Tak, zakręcę loki! Czerwone szpilki i ta lekko turkusowa sukienka podkreślająca kształty… Czerwona wstążka w pasie. I czerwone kolczyki. Nie mogę się doczekać! A może oprócz Janka będzie tam ktoś jeszcze, ktoś nowy? Intrygujący? Trzeba iść. Wyjść naprzeciw marzeniom, sięgnąć po nie. Ja w to głęboko wierzę, równie mocno, jak w miłość. A prawdziwa wiara jest kluczem do spełnienia marzeń. Uda mi się!
Och, Lauro, urodziłaś się chyba pod szczęśliwą gwiazdą!


Jedenasty czerwca

Dzień imprezy. Tak dawno nie byłam wśród ludzi, wciąż tylko pracuję przy komputerze. Dziś jednak od rana przygotowuję się, nastrajam psychicznie. Wstałam wcześnie i zrobiłam sobie maseczkę. O siedemnastej, zaraz po obiedzie, zacznę się szykować. Impreza zaczyna się o dwudziestej pierwszej, więc muszę tam być około dwudziestej drugiej, więc cztery godziny to w sam raz! Zabiorę ze sobą Hankę, bo jej życie towarzyskie to już kompletna porażka. Ile można żyć pracą? W sumie dobrze, że większość robi z domu. Mogę jej poprzeszkadzać. Nie wiem, jak ta dziewczyna prosperuje bez faceta… Ja też go nie mam, ale ja szukam. Wciąż szukam, a ona nawet boi się spojrzeć w oczy mężczyźnie, którego mija na ulicy. Ma trzy koleżanki, nie wychodzi kompletnie do ludzi, jedynie kino i spacer. Ile mentalnych lat ma ta dziewczyna i kto jej dał przyzwolenie na zachowanie starej baby? Tak nie może być! To moja przyjaciółka, pomogę jej.
Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Malwina jasno zaznaczyła, że ją też zaprasza, a mimo to Hanka i tak stawiała wielki opór. W końcu udało mi się ją umalować, wyprostować jej sianowate włosy i ubrać w jedną z moich sukienek. Przyznam, że wyglądała świetnie, a nawet mogłabym użyć słowa: szałowo. Sama się sobie podobała, widziałam to, ale dla zachowania pozorów udawała obrażoną za całe to szykowanie.
Potem ja, no cóż… w kolejce po urodę stałam chyba pierwsza. Nie lubię fałszywej skromności, dlatego muszę stwierdzić: Lauro, ślicznotka z Ciebie!
Zauroczona sobą, traktując to jako dobry znak, postanowiłam znów wysłać list do redakcji, jednak w nieco innej formie. I tym razem na celownik wzięłam mniej nadętą gazetę, o pięknej nazwie: „Kultura Pisma”…

Droga Redakcjo,
piszę w sprawie nawiązania współpracy. Jestem pisarką, ale obecnie mam ochotę na pracę w gazecie. Chętnie zgodzę się pisać dla Was felietony o tematyce miłosnej.
Przybliżę Wam moją osobę w paru zdaniach: 27-letnia szatynka, wzrost średni, elegancka. Piszę o kobietach romantycznych i dla kobiet romantycznych. Studiowałam filologię polską. Moja wieloletnia praktyka owocuje pięknymi opowieściami, które tworzę z pasją. W załączniku wysyłam trzy teksty mojego autorstwa. Wszystkie o zakochanych dziewczynach. Wspaniała lektura!
Czekam na odpowiedź.
Wasza, mam nadzieję, przyszła felietonistka
Laura Coletti

Wysłałam i poszłyśmy. Ku mojej nieskrywanej radości okazało się, że Sabina jest chora i się nie zjawi. Ani ona, ani jej facet, Łukasz. Cudownie rozpoczęta impreza! Hanka oczywiście trzymała się wciąż przy mnie, ale po paru drinkach zaczęła rozmawiać i to nawet z chłopakami, śmiejąc się jak opętana. Ja natomiast tańczyłam, piłam, rozmawiałam ze wszystkimi, ale cały czas wypatrywałam w tłumie kogoś wyjątkowego. A mnie wypatrywał Janek. Co chwilę podchodził, gadał coś głupiego, zanudzał mnie, ale muszę przyznać, że niekiedy było to miłe, że jednak ktoś tam się mną interesuje. Zdenerwowała mnie tylko Malwina, która oburzyła się prezentem ode mnie. Cóż złego, że wykupiłam jej karnet na siłownię? Przecież aż się prosi, żeby czasem tam zajrzała!
Nie przejmuję się wcale tym jej oburzeniem, ludzie są tacy bezkrytyczni wobec siebie. Nie mogę tego pojąć.
Po trzeciej w nocy Janek odwiózł nas do domu, mało pił. Oczywiście liczył na coś, ale ładnie podziękowałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Potem wypisywał, jak to wspaniale wyglądałam. Och, jakie to denerwujące, gdy czeka się na kogoś innego!
Oczywiście, mimo wszystko, musiałam sprawdzić pocztę. Nie odpisali. To nic, daję im czas. Odpiszą, czuję to. Tym razem się uda!

Czternasty czerwca

Szanowna Pani,
nie widzę możliwości współpracy z Panią. Nie wyobrażam sobie, aby mogła Pani być naszą przyszłą felietonistką. Będę szczery, Pani teksty są infantylne. Mówię to w trosce o Panią. Proszę uniknąć ośmieszenia i darować sobie bycie pisarką.
Łączę wyrazy szacunku za odwagę
Redaktor naczelny
Michał Żubrowicz

Co za fiut.
Ja się tam przejdę. Ja się do tego Żubrowicza przejdę!
Żałosna imitacja mężczyzny. Pewnie impotent i wyżywa się, gdy tylko wyczuje silną, wartościową kobietę!
Och, Lauro, nie możesz mu tego darować! W przeciwnym razie nie nazywasz się Coletti!
Pójdę, oczywiście, i to jutro. Tylko trzeba to rozplanować, zaplanować dobrze, żeby mnie przypadkiem bardziej nie upokorzył. Idiota. No to już ewidentnie jest złośliwość. Co jak co, ale infantylność? O nie, tego nie można zarzucić mojej twórczości. Pewnie nawet nie przeczytał. Bydlak.
Nawet mi nie jest przykro. Jestem oburzona i nie zostawię tak tego! W co powinnam się ubrać? Jeszcze nie wiem, ale wiem, że zemsta nadejdzie szybciej, niż on się spodziewa, najlepiej jutro, a tymczasem wykorzystam moją złość i przeleję ją na papier. Jak na prawdziwą pisarkę przystało! Włożyłam więc opaskę natchnienia.

Już od pięciu dni czekała na odpowiedź od Briana. Co za bezczelność i tchórzostwo. Brak mu odwagi, by chociażby odpisać. Nienawidziła, w tej chwili nienawidziła go równie mocno, co kochała. I przeklinała w myślach każde ciepłe uczucie do niego, chcąc siebie samą przekonać, że to nic niewarty drań.
Dziś znów odwiedził ją Aleks, ale nie dała się nigdzie zaprosić. Ostatkiem sił jednak wciąż czekała na telegram od Briana… A Aleks… Och, Aleks to marna kopia mężczyzny, a mimo to ową marną kopią interesuje się Claudia. Cóż za bezguście, Angelika nigdy nie zwracała na nią uwagi, bo niby czemu? Była zwykłą dziewczyną, której los pozwolił urodzić się w bogatej rodzinie. Nic w niej nie mogło imponować Angelice, chociaż wyczuła już dawno, że ta głupia dziewczyna uzurpuje sobie prawo do rywalizacji z nią. Niech sobie bierze tego Aleksa i to z pocałowaniem ręki – myślała wzburzona Angelika, ale w głębi serca bała się, że Claudia zabierze jej ostatnią deskę ratunku przed staropanieństwem…

Nie, no nie mogę. Odpiszę mu. Chociaż lepiej chyba iść i zmierzyć się z nim osobiście. Ale co, jeśli sparaliżuje mnie strach? Co, jeśli pozwolę, by jeszcze bardziej ze mnie zakpił? Czy jestem gotowa na taką rozmowę? Na obronę siebie? Niewiele myśląc, zaczęłam pisać:

Drogi Panie Michale,
niech się Pan lepiej zatroszczy o siebie. Troska o mnie jest zbyteczna, wiem, co robię i co sobą reprezentuję. Pańska odmowa oznacza jedynie, że nie jest Pan gotowy na moją twórczość. I że czeka mnie coś lepszego niż współpraca z Panem.
Łączę wyrazy szacunku za nieopisaną arogancję
Bardzo urażona
Laura Coletti

<WYŚLIJ>

Miło spędziłam czas z tą pozycją i nie żałuję, że postanowiłam skusić się na ten tytuł. W związku z tym uważam, że jest to idealna propozycja dla osób, które lubią zaczytać się w takiej lekkiej powieści obyczajowej. Od początku wiadomo w jaki sposób się skończy jednak z ciekawością śledziłam dalsze perypetie głównych bohaterów, w tym pisarki Laury i redaktora Michała.  

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ