Przedstawiamy "Bratnie dusze" nowy romans Harlequin z cyklu HQN ROMANS HISTORYCZNY.
Jej debiut towarzyski zakończył się wielkim skandalem. Po roku Margaret wraca do Londynu, lecz tym razem ani myśli szukać męża. Jest wreszcie pełnoletnia i może swobodnie dysponować swoimi funduszami. Odnawia kontakt z poznanym w poprzednim sezonie Julianem, który staje się jej bliski jak brat. Ranki spędzają na przejażdżkach po Hyde Parku, wieczory na przyjęciach, szczęśliwi, że znaleźli bratnią duszę. Nie przejmują się plotkami, bo żadne z nich nie jest zainteresowane małżeństwem. Z czasem ich bliskość przeradza się w głębsze uczucie, lecz skrzętnie to ukrywają, bojąc się odrzucenia. Pora, by zrozumieli, że przyjaźń to sprzymierzeniec, a nie wróg miłości…
Fragment książki
Kilka dni później Maggie szła w dół Bond Street, a stangret niósł za nią pakunki z zakupami.
- Lady Margaret? – usłyszała nagle czyjś głos.
Odwróciwszy się, zobaczyła idącego ku niej mężczyznę.
- Lord Atherton! – wykrzyknęła z radością. – Co za miła niespodzianka!
- To naprawdę pani! Nie wierzę własnym oczom. A więc wróciła pani do Londynu? Jak się to pani udało?
- To długa historia – mruknęła.
- Nie mogę się doczekać, żeby ją usłyszeć. Widzę, że zrobiła pani sprawunki, więc przyda się pani drobna przekąska. Co by pani powiedziała na herbatę i ciastko u Guntera?
- Brzmi cudownie. Jackson – zwróciła się do stangreta. – Zawieź, proszę, moje sprawunki na Portman Square. Gdy wróci hrabina, poinformuj ją, że jestem w kawiarni z lordem Athertonem. Przyślij po mnie powóz za… - spojrzała na hrabiego - …godzinę?
- Nie ma potrzeby – odparł hrabia. – Poślę po swój i odwiozę panią do domu. Możemy spokojnie pogawędzić, nie zważając na czas.
- Doskonale – ucieszyła się Margaret. – Jackson, przekaż zatem mojej matce, że lord Atherton odwiezie mnie do domu. - Co za szczęśliwy przypadek – zwróciła się do hrabiego – że spotkałam pana od razu po przyjeździe. To dlatego nie zaprosiłam pana na herbatę na Portman Square. Przyjechałyśmy dopiero wczoraj, a że dom był zamknięty od roku, panuje tam nieopisany chaos. Nie jesteśmy jeszcze przygotowane na przyjmowanie gości.
- Dla mnie najważniejsze jest pani towarzystwo. Można? – Hrabia podał jej ramię.
Maggie z uśmiechem skorzystała z zaproszenia. Zdziwiło ją, że poczuła lekkie mrowienie w palcach, gdy dotknęła jego ramienia. W sumie to naturalne. Podczas jej fatalnego sezonu w zeszłym roku była pod tak silnym urokiem Athertona, że przez chwilę brała go nawet pod uwagę jako kandydata na męża.
Przystojny, dowcipny, czarujący i starszy od niej – pociągał ją fizycznie, ale udało się jej zmienić potencjalnego konkurenta w przyjaciela. Zaczęła go traktować jak brata.
Teraz, gdy wróciła do Londynu, znów mogła cieszyć się jego przyjaźnią. Oczywiście o ile zdoła zapanować nad pociągiem fizycznym.
Oczywiście, że zdołam, uznała. Zignoruj to, ciesz się jego urodą i poczuciem humoru
- Z ulgą i wielką radością witam panią w Londynie – powiedział po chwili. – Zważywszy na okoliczności pani nagłego wyjazdu w zeszłym roku, martwiłem się o panią.
- Martwił się pan, ponieważ ojciec dosłownie wyciągnął mnie z tego balu, na którym ogłosił moje zaręczyny z lordem Tolleridge’em, a ja zdecydowanie temu zaprzeczyłam?
- Czy hrabia myślał, że wymusi na pani zgodę, ogłaszając zaręczyny publicznie? – spytał. – Że przestraszy się pani ostracyzmu i kpin ze strony socjety?
- Ojciec powinien mnie znać nieco lepiej. Jednak uważa, że świat rządzi się prawami, które on mu narzuci.
- Epizod na balu był już dostatecznie alarmujący, ale kiedy następnego dnia przyszedłem do pani domu i dowiedziałem się, że została pani odesłana na wieś, zacząłem się zastanawiać, pod jakim pretekstem pojechać do Montwell Glen. Zamierzałem sprawdzić, co się z panią dzieje. Na szczęście akurat wtedy otrzymałem od pani list.
- Bogu dzięki, że pan tego nie uczynił! Ojciec znalazłby jakiś sposób, żeby pan został zaskoczony ze mną w sytuacji, którą by uznał za „kompromitującą”. Zmusiłby pana do małżeństwa ze mną. To najlepszy sposób na zniszczenie naszej przyjaźni!
- Nie wiem jak mam dziękować, że pani do mnie napisała, dając znać, że u niej wszystko dobrze.
Dobrze… Maggie się skrzywiła na wspomnienie pokoju, w którym przebywała przez całe tygodnie zamknięta na klucz. W ten sposób ojciec ukarał ją za sprzeciwienie się jego woli.
- Dość dobrze – odpowiedziała wymijająco. – Mama była załamana, ale zdobyła się na odwagę, wysyłała moje listy jako swoje. Na szczęście jej korespondencja zawsze była tak rozległa, że hrabia nigdy jej nie sprawdzał.
- Cieszę się, że odgrywała rolę pośrednika, dzięki czemu wiedziałem przynajmniej, co się dzieje. Jednak nigdy pani nie wspominała o powrocie do Londynu.
Dotarli na Berkeley Square. Wymieniwszy ukłony ze znajomymi, Atherton podprowadził ją do stolika w kawiarni.
- Woli pani herbatę i ciastko czy lody? – zapytał.
- Raczej herbatę.
- Proszę powiedzieć, jak udało się pani wrócić do Londynu. Czy hrabia w końcu się ugiął? – zapytał, złożywszy zamówienie.
- Nie zna pan mego ojca. – Maggie skrzywiła się. – Powiem panu prawdę, ale proszę ją zachować dla siebie – szepnęła. – Nie żebym dbała o dobre imię mego ojca, ale chcę chronić mamę.
- Na pewno pani wie, że nigdy nie ujawniłbym niczego, co powiedziałaby mi pani w zaufaniu.
Margaret poklepała go po ręku. Czuła, jak ponownie przechodzi ją dreszcz.
- Wiem. Chciałam tylko zaznaczyć, że ta historia nie powinna wyjść na jaw. Kiedy ojciec wysłała mnie do Montwell Glen, przyjechał tam mój brat Crispin, by się za mną wstawić. Ojciec, wciąż wściekły, że odrzuciłam jego serdecznego przyjaciela, zbył argumenty Crispina, ale pozwolił mu się ze mną zobaczyć. Brat zaproponował, że zwróci się do lady Ulmstead, ciotki mojej matki, które poprosiła go o zainwestowanie jej środków. Zamierzał ją poprosić o wypłatę kwoty, która planowała mu zapisać. Te pieniądze postanowił potem zainwestować w moim imieniu.
Gdyby inwestycja przyniosła zyski, powstałby fundusz pozwalający mi na uniezależnienie się od ojca. A po ukończeniu przeze mnie dwudziestu jeden lat, ojciec nie miałby już nic do powiedzenia. Ciocia się zgodziła, przedsięwzięcie Crispina się powiodło i teraz – wskazała na siebie – widzi pan przed sobą niezależną bogatą kobietę!
- Brawo, lady Margaret! To wspaniała wiadomość! A więc hrabia był zmuszony przełknąć tę nowinę? Chyba niezbyt mu się spodobała.
Maggie uśmiechnęła się posępnie, przypominając sobie scenę w bibliotece w wieczór, gdy nadeszła widomość od Crispina. Ojciec wpadł w furię, gdy poinformowała go, że w przyszłym tygodniu Crispin przyjedzie pomóc jej w przeprowadzce do Londynu. Krzyczał, że ona i jego dziedzic powinni już być na tyle mądrzy, by mu się nie przeciwstawiać. Maggie jednak była nieugięta. Już wcześniej zaplanowała, że wykradnie się z matką tuz przed świtem, zanim ojciec zdoła ją ponownie uwięzić albo obmyśli inny sposób, by zniweczyć jej zamiary.
Ponownie poczuła gorzką satysfakcję. Ten tyran nigdy więcej nie będzie sprawował nad nią kontroli.
- Szczęśliwy nie był – przyznała. – Poinformowałam go, że mam w londyńskim banku środki wystarczające na usamodzielnienie się i że zabieram mamę. Zatrzymamy się w hotelu, dopóki nie znajdę dla nas odpowiedniego domu. Chyba że pozwoli nam zamieszkać w Comeryn House, naszej londyńskiej rezydencji, i będzie się trzymał z dala od naszych spraw.
- Ależ z pani przebiegła kobieta! – roześmiał się. – To musiało go jeszcze bardziej rozwścieczyć! Zrozumiał, jaki wybuchłby skandal, gdyby jego żona i niezamężna córka zamieszkały w obcym domu. Jeśli zostanie pani w Comeryn House, pozornie pod kuratelą ojca, nie stanie się pani przedmiotem złośliwych plotek londyńskiej socjety.
- Owszem – zgodziła się Margaret. – Chociaż szczerze mówiąc, gdybym nie planowała przywrócić mamie przynależnej jej pozycji, wolałabym zamieszkać gdzie indziej. Ale ona dość już wycierpiała przez wszystkie lata małżeństwa z moim ojcem. Chciałam, żeby wreszcie mogła odwiedzać przyjaciółki i bywać w towarzystwie bez obawy, że moja obecność stanie się przyczyną skandalu.
- Mieszkanie poza Comeryn House zrujnowałoby także pani reputację – zauważył Atherton. – Zmniejszyłoby pani szanse na dobre małżeństwo.
- Teraz, kiedy mam pieniądze i mogę żyć, jak chcę, nie zamierzam wychodzić za mąż, więc nie obchodzi mnie opinia socjety. Co więcej, zamierzam chronić swój status społeczny tak długo, aż osiągnę następny cel. To dlatego zależy mi, żeby prawdziwe okoliczności mego powrotu do Londynu pozostały na razie tajemnicą.
- Oczywiście. A więc jaki jest ten następny cel?
- Może pamięta pan dwie młode damy, z którymi się zaprzyjaźniłam podczas debiutu? Lady Laurę Pomeroy i pannę Elizę Hasterling?
- Wysoką pełną wdzięku blondynkę i cichą brunetkę?
- Tak. Uważam je za siostry, których nigdy nie miałam. Zamierzam im pomóc w uzyskaniu niezależności, jaką teraz sama się cieszę. Niestety ani jedna ani druga nie ma krewnych, którzy mogliby im pomóc, zatem będą musiały wybrać bardziej tradycyjny sposób, czyli małżeństwo. Muszę znaleźć im dostatecznie bogatych i wiekowych mężów, co pozwoliłoby im w krótkim czasie zostać majętnymi wdowami. W naszym środowisku jedynymi kobietami, które mogą naprawdę decydować o swoim życiu - oprócz takich dziwadeł jak ja – są bogate wdowy.
- Pani chyba żartuje. – Atherton przez chwilę nie spuszczał z niej wzroku.
- Skądże! Nie żartowałabym z czegoś tak ważnego jak szczęście moich drogich przyjaciółek – obruszyła się Margaret.
- Ale pani sugestie są… absurdalne!
- Dlaczego? Może wyrachowane, ale dlaczego mój plan jest niby bardziej przebiegły niż knowania ambitnej matki chcącej jak najlepiej wydać córkę za mąż? Albo też wysiłki panny, by złowić bogatego męża? To jest powszechnie akceptowane. Nie proponuję, żeby poślubiły mężczyzn zupełnie im obojętnych. Istotny jest szacunek i wzajemna sympatia.
- Dla mnie to zbyt zimne i wykalkulowane – upierał się.
Margaret machnęła niecierpliwie ręką.
- Po ślubie kobieta jest całkowicie podporządkowana mężowi. Musiałaby być głupia, nie dokonując starannego wyboru. Dlaczego uważa pan, że postępuję nagannie, chcąc wydać przyjaciółki za majętnych starszych dżentelmenów, którzy będą je traktować uprzejmie, ale dadzą im czas na prowadzenie takiego życia, jakiego zapragną? Mężczyźnie przysługuje przecież takie przyrodzone prawo!
- Niezupełnie – sprzeciwił się. – Panowie często są zobowiązani do małżeństwa ze względów rodzinnych czy finansowych.
- Owszem. To jeszcze jeden powód, by spojrzeć z aprobatą na moje zamiary – powiedziała Margaret. – Małżeństwo jest często zawierane ze względów nie tyle romantycznych, co praktycznych. Według mnie to dobre podejście. Jednak żonaty mężczyzna wciąż kieruje swoim losem, a kobieta jest niemal ubezwłasnowolniona. Jeśli mąż ją zaniedbuje, lekceważy jej potrzeby i pragnienia, prawo nie przychodzi jej z pomocą, a często nawet własna rodzina nie staje po jej stronie. Chyba pan nie zaprzeczy?
Małżeństwo jej matki było tego żywym przykładem. Atherton wiedział już tyle o jej rodzinie, że nie mógł podważyć jej argumentów.
- Może tak jest – rzekł po chwili wahania. – Lecz nie każde małżeństwo staje się ponurym związkiem, którego kobieta żałuje. Niech pani pomyśli choćby o małżeństwie swego brata z Marcellą.
- Zgoda, nie każde małżeństwo jest nieszczęśliwe, w każdym razie na początku – przyznała. – Ale z czasem wygląda to różnie, więc pragnę zapewnić przyjaciółkom jak najkorzystniejsze warunki. W ja też zamierzałam postąpić w ten sposób w ubiegłym sezonie, niestety ojciec mi przeszkodził.
- Planowała pani znaleźć starszego męża? – Atherton uniósł brwi. – To dlatego mnie pani zachęcała?
- Na początku – roześmiała się Margaret. – Szybko się zorientowałam, że choć jest pan ode mnie starszy, to jednak za młody i za zdrowy, żeby być odpowiednim kandydatem.
I zbyt atrakcyjny dla dziewczyny, która postanowiła, że nigdy się nie zakocha, dodała w duchu.
Atherton przez chwilę się w nią wpatrywał, po czym potrząsnął głową.
- Jest pani najbardziej niezwykłą kobietą, jaką poznałem. Nie wiem, czy mam się czuć skomplementowany, czy obrażony.
- Poza pan ma tytuł – ciągnęła Maggie. – A ja chcę, żeby poślubiły zamożnych, ale zwyczajnych mężczyzn. Arystokraci są nader często aroganccy i despotyczni. Uważają, że świat powinien się dostosować do ich poglądów.
- To dlatego próbowała pani zniechęcić lorda Tolleridge’a?
Maggie zadrżała na wspomnienie zimnego spojrzenia wicehrabiego.
- Zniechęcałabym go, nawet gdyby nie był przyjacielem ojca i arystokratą – odrzekła. – Jest w nim coś… nieprzyjemnego.
- Radzę go unikać. Wątpię, by dobrze przyjął publiczne odrzucenie jego oświadczyn.
- Na pewno zastosuję się do tej rady – obiecała. – Na szczęście nie muszę już szukać starszego konkurenta, żeby zachować niezależność. Mogę się teraz całkowicie skupić na sprawach moich przyjaciółek.
- A co one myślą o pani planie?
- Jeszcze nic nie wiedzą. Na razie mama dyskretnie wypytuje o najbardziej obiecujących kandydatów. Oczywiście nigdy bym nie polecała przyjaciółkom niesprawdzonego dżentelmena. Mógłby pan mi pomóc…
- Wystarczy! – Atherton uniósł rękę. – Doceniam pani dobre intencje, ale czy zamiast je swatać, nie byłoby lepiej pozwolić im dokonać samodzielnego wyboru?
- Ależ tak zrobią! – zaperzyła się Margaret. – Chcę tylko im podsunąć odpowiednich kandydatów, a reszta zależy od nich.
- No to mi trochę ulżyło. Wciąż jednak mam sporo zastrzeżeń do tego planu. Niech pani przez myśl nie przejdzie prosić mnie w tej sprawie o pomoc.
- Nawet jeśli tylko zechcę zweryfikować mój osąd? Ma pan przecież rozeznanie w towarzystwie, którego mnie brakuje.
- Mogę ewentualnie wypowiedzieć się na temat charakteru ewentualnego konkurenta – westchnął. – Ale nic poza tym. Mimo wszystko jednak proszę rozważyć porzucenie tego planu.
- Ja mimo wszystko pragnę niezależności dla Elizy i lady Laury.
- Zdaje pani sobie sprawę, że być może pani pomysł nie przypadnie im do gustu?
- Być może. Choć lady Laurę pochłaniają teraz badania naukowe i opieka nad ojcem, który nigdy nie odzyska w pełni sił po wypadku, kiedyś musi wyjść za mąż. A Eliza marzy o własnym domu i rodzinie. Uprzejmy starszy dżentelmen to przecież dobry kandydat na męża.
- Jest pani niezwykle nieustępliwa – stwierdził. – Domyślam się jednak, że kobieta, która potrafi przeciwstawić się człowiekowi tak autorytarnemu jak hrabia Comeryn, musi być… zdeterminowana. Trzeba silnej woli, żeby nie skończyć pod jego władzą tak jak pani biedna matka.
- Ryzykując nadszarpnięcie wyobrażenia, jakie ma pan o mojej odwadze, muszę wyznać, że zachowanie niezależności nie wymagało zbyt dużego hartu ducha – roześmiała się Margaret. – Jako najmłodsza latorośl, w dodatku córka, byłam ignorowana przez Comeryna. Elizabeth wyszła za mąż, kiedy jeszcze byłam dzieckiem, mój brat James wkrótce potem wyjechał do Indii, a Crispin robił z ojcem interesy, więc dla ojca byłam niewidzialna. Dopiero kiedy brat zaczął żyć własnym życiem, przejęłam jego rolę wspierania mamy. No i zaczęły się konflikty. Ale nawet wtedy nasze scysje były krótkie i niezbyt poważne, dopóki nie odmówiłam poślubienia wybranego przez niego kandydata. Zniewaga, jaką było odrzucenie mężczyzny, który zgodził się zrezygnować z mojego posagu, uniemożliwiło ojcu wykorzystywanie tych funduszy do własnych celów.
- Jak hrabia mógłby tknąć pieniądze odłożone na pani posag?
- W umowie przedmałżeńskiej mojej matki nie zaznaczono, że pewna suma pieniędzy jest przeznaczona dla mnie – wyjaśniła Margaret. – Kiedy się pobrali, Comeryn mógł korzystać z wszystkich pieniędzy w dowolny sposób. Po dogadaniu się z Tolleridge’em chełpił się, że pozbył się bezużytecznej córki, nie dzieląc się z nim pieniędzmi. Dlatego był na mnie tak wściekły, gdy pokrzyżowałam mu plany.
- Każdy ojciec chętnie wydałby jakąś sumę, żeby wydać panią za kogoś innego – zauważył hrabia.
- Trafił pan w sedno. A więc teraz chcę mieć pewność, że moje drogie przyjaciółki znajdą się w lepszej sytuacji, niż byłabym ja, gdyby nie interwencja Crispina.
- Co do tego mogę się zgodzić. Tylko proszę nie naciskać za bardzo na swoje przyjaciółki.
- W razie czego na pewno pan mnie powstrzyma – stwierdziła Margaret. – Chyba będziemy się teraz często widywać. Nie planuje pan wrócić do Atherton Hall, prawda?
- Będę tam jeździł co jakiś czas, ale gdy skończą się wiosenne prace polowe, zostanę w Londynie do końca sezonu.
Żeby poszukać… odpowiedniego kobiecego towarzystwa? Było tajemnicą poliszynela, że owdowiały hrabia dyskretnie się spotykał z chętnymi paniami, ale żaden związek nie trwał dłużej niż jeden sezon.
Margaret, która była świadkiem cierpienia matki z powodu niewierności męża, nie chciała doświadczyć takiego upokorzenia. Chociaż Atherton był pod każdym względem bardziej godny uznania niż jej ojciec, wątpiła, by okazał się wiernym mężem. Czy zdradzał żonę? Takiego pytania nie mogła oczywiście zadać, co było kolejnym powodem, by wyeliminować go z grona potencjalnych konkurentów.
Jednak determinacja, żeby uniknąć emocjonalnych zawirowań, które niszczyły jej matkę, nie uodporniła jej na urok Athertona. Na myśl o jego silnym ramieniu oplatającym inną kobietę czuła ukłucie… czyżby zazdrości?
Jego dotyk był podniecający, niestety nie mogła sobie pozwolić na uleganie takim pokusom.
- Będę z radością oczekiwać pańskiego towarzystwa. Oczywiście jeśli nie jest pan zbyt zajęty zaspokajaniem pragnień jakiejś zmysłowej wdowy - powiedziała.
Twarz Athertona nieznacznie się zarumieniła.
- To nie jest odpowiedni temat do rozmowy – odparł
- Dlaczego? Chyba nie wzbudziłabym pańskiego zainteresowania, gdybym udawała, że nie wiem, co dzieje się między mężczyzną a kobietą. Cóż, byłam świadoma wyskoków mego ojca od dnia, kiedy zaledwie odrosłam od ziemi. Będę niezwykle wdzięczna, jeśli zechce pan podzielić się swoją opinią na temat ewentualnych kandydatów.
- Jestem skłonny do ograniczonej pomocy – ostrzegł.