Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Czuły punkt
Zajrzyj do książki

Czuły punkt

ImprintHarlequin
KategoriaMedical
Liczba stron160
ISBN978-83-291-2814-8
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329128148
Tytuł oryginalnyFalling for the Playboy Millionaire
TłumaczElżbieta Smoleńska
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-07-28
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Czuły punkt" nowy romans Harlequin z cyklu HQN MEDICAL.
Przystojny kardiochirurg i znany playboy James Alexander przyjeżdża do Penhally, by zacząć nowe życie – z dala od blichtru Londynu i natrętnych dziennikarzy. Jest zauroczony nadmorskim krajobrazem i panującą wokół ciszą. Jego uwagę zwraca piękna doktor Charlotte Walker. Ona także znalazła tu spokojną przystań, która pozwala jej uporać się z przeszłością. James zaczyna uwodzić Charlotte. Ona jednak przekonała się na własnej skórze, że atrakcyjny wygląd nie jest gwarancją uczciwości i szlachetnego charakteru...

Fragment książki

 – Nie powinnaś pójść na lunch? – W drzwiach stanęła Steffie, pielęgniarka oddziałowa na kardiochirurgii.
Charlotte podniosła głowę znad notatek i pokazała leżące przed nią kanapki.
– Proszę. To moje jedzenie.
– Ale nie jesz, tylko pracujesz – poprawiła ją Steffie. – I nie robisz przerw w pracy.
– To tylko na razie, dopóki ośrodek nie zacznie sprawnie działać. Przez najbliższe dwa tygodnie będę miała mnóstwo spraw do załatwienia. Wolę się tym zająć w czasie przerwy na lunch niż wieczorami, gdyby okazało się, że muszę kogoś złapać w godzinach pracy.
– Mam nadzieję, że to się skończy. Martwię się o ciebie.
– Nie ma powodów. – Charlotte uśmiechnęła się do przyjaciółki. – Przecież mnie znasz, nie lubię bezczynności.
– No to jutro będziesz jeszcze bardziej zajęta.
– Czym?
Steffie westchnęła.
– Zapomniałaś? Jutro zaczyna pracę nasz nowy kardiochirurg, James Alexander.
Charlotte wzruszyła ramionami.
– No to pewnie się tu pojawi, żeby nas poznać.
– Nie było cię, jak tu zajrzał po rozmowie kwalifikacyjnej, ale widziałaś przecież jego zdjęcia w gazetach. Jest najprzystojniejszym facetem, jaki kiedykolwiek pojawił się w naszym szpitalu. Jak możesz zachować taki spokój, skoro wszystkie dziewczyny dostają palpitacji?
– To proste – odparła cierpko. – Od plotek przy kawie wolę ciemną czekoladę i dobrą książkę.
Steffie roześmiała się.
– Założę się, że on podziała także na ciebie.
– Powinnam się z tobą założyć o grube pieniądze – oznajmiła Charlotte z uśmiechem. – Nie podziała na mnie, bo nie jest w moim typie.
– A kto jest w twoim typie?
Nikt. Ale nie mogła się powstrzymać, żeby nie zażartować z przyjaciółki.
– Zdradzę ci moją tajemnicę.
Steffie z zaciekawieniem podeszła do biurka.
– Nie umawiam się z nikim, bo jestem po ślubie – powiedziała Charlotte szeptem.
Steffie otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
– Żartujesz!
– Mówię poważnie, przysięgam.
– Ale pracujesz tu od dwóch lat i nigdy o mężu nie wspominałaś. Nikt go na oczy nie widział.
– Ty go często widywałaś. – Charlotte uśmiechnęła się szeroko. – Ja po prostu wzięłam ślub ze swoją pracą.
Steffie dała jej przyjacielskiego kuksańca.
– Z tobą nie da się wytrzymać.
– Da. Ale bardziej mnie ciekawi moja praca niż facet o nadmiernie rozbudowanym ego.
Steffie zamrugała gwałtownie.
– Więc go znasz? A może słyszałaś o nim jakieś plotki?
– To wszyscy wiedzą. James Alexander jest bogaty, rozpuszczony i przez całe życie chodził głównie na przyjęcia z różnymi celebrytkami. Musi mieć ego wielkości Marsa.
– Średnica sześć tysięcy siedemset dziewięćdziesiąt kilometrów. Zaledwie połowa średnicy Ziemi, ale jak na ego to pokaźny rozmiar – rozległ się w drzwiach jakiś głos. Jego właściciel z pewnością usłyszał spory fragment ich rozmowy. – Witam. Nazywam się James Alexander.
– Stephanie Jones, pielęgniarka oddziałowa. Wszyscy mówią do mnie Steffie. – Uścisnęła dłoń Jamesa. – Miło cię poznać.
– Wzajemnie. – James uśmiechnął się do niej ciepło, a potem odwrócił się do Charlotte, unosząc brwi, jakby chciał zapytać, z kim ma do czynienia.
Przez chwilę miała wrażenie, że język jej przyrósł do podniebienia. Steffie ma rację. James Alexander jest najprzystojniejszym facetem, jaki pojawił się w tych murach. Wysoki brunet, ciemne oczy. Wyglądał tak, jakby właśnie zszedł z okładki luksusowego magazynu. Miał na sobie drogie ubranie, doskonale wyczyszczone buty, założyłaby się, że robione na miarę, a jego włosy...
James Alexander z pewnością był mężczyzną zadbanym. Każdy jego włos znajdował się na właściwym miejscu, miał idealnie ogolony zarost. Charlotte z przerażeniem stwierdziła, że w jej opuszkach palców pojawia się mrowienie, jakby kusiło ją, by przesunąć palcem po jego policzkach i sprawdzić, jak gładką ma skórę.
Ale co gorsza, patrzył na nią pytająco. Czekał, by się przedstawiła. No świetnie. Właśnie ją przyłapał, jak pożera go wzrokiem. A ponieważ nigdy jeszcze nie pożerała wzrokiem żadnego mężczyzny... No cóż, szkoda, że ziemia się pod nią nie rozstąpiła i jej nie pochłonęła. Najlepiej jakieś pięć minut temu.
– Charlotte Walker, starsza lekarka na kardiologii – powiedziała nieco bardziej oschle, niż zamierzała.
Aż się skrzywiła na dźwięk własnego głosu. Co w tym mężczyźnie jest, że zachowuje się jak idiotka? Zachowaj spokój, bądź profesjonalistką, powtarzała w myślach.
Musiała to sobie powtórzyć jeszcze raz, gdy podała mu rękę, a jej serce zabiło szybciej. Chyba dopadła ją jakaś choroba. Nigdy w życiu nie reagowała tak na nieznajomych mężczyzn, ani nawet na znajomych. Zachowywała się chłodno i profesjonalnie, uśmiechała się z dystansem.
– Spodziewaliśmy się ciebie jutro – dodała.
Wzruszył ramionami.
– Akurat byłem w pobliżu, więc wpadłem się rozejrzeć. Jutro od razu będę mógł się zająć pracą, zamiast tracić cały dzień na powitania.
Tego się akurat nie spodziewała, poczuła więc lekkie wyrzuty sumienia. Może rzeczywiście niesprawiedliwie go oceniła. Nie miała pojęcia, jaką część ich rozmowy udało mu się usłyszeć, ale wiedziała, co powinna zrobić. Zachować się przyzwoicie.
– Przepraszam za to, co mówiłam. To tylko moje domysły.
– Przyzwyczaiłem się. Ale wciąż się dziwię, że ludzie wierzą we wszystko, co znajdą w gazetach. – Wzruszył ramionami. – No cóż, nie każdemu chce się wyrobić własne zdanie.
Au! Zasłużyła sobie na to.
– Jestem pod wrażeniem, że znasz średnicę Marsa.
Rozłożył szeroko ręce.
– No cóż, jak się przestaje z gwiazdami, to wie się też coś o planetach.
– Trafiony, zatopiony! – roześmiała się Steffie. – Charlotte, trafiłaś na godnego przeciwnika. Ona jest kapitanem naszej drużyny w szpitalnym turnieju wiedzy – powiedziała do Jamesa. – Z nią ani razu nie przegraliśmy.
– To brzmi jak wyzwanie. – W jego oczach pojawił się błysk.
– Ale nie jest – przerwała mu cierpko Charlotte. Nie chciała, by ktokolwiek traktował ją jak wyzwanie. Już to przeżyła, nigdy więcej. – W turnieju chodzi o zbieranie pieniędzy na fundację dobroczynną, a nie o popisy.
– Jak się ma ego wielkości Marsa, to trzeba się pokazać.
Widocznie trafiła w jego czuły punkt. Z pewnością będzie jej o tym długo przypominał.
– Masz szczęście, że powiedziałam Mars, a nie Jowisz.
– Au! – Uśmiechnął się. – No dobra, jak mnie zaprosisz na kawę, to ci wybaczę.
Zaczyna ją podrywać?
Musiał zauważyć zdziwienie na jej twarzy.
– Akurat mamy przerwę na lunch, a ponieważ jestem tu nowy i będę blisko z tobą współpracował, byłbym wdzięczny, gdybyś mi pokazała szpital.
– Może zaczniemy od sali operacyjnej? – Na pewno na chirurgii znajdzie się ktoś, kto się nim zajmie.
– Już tam byłem – odparł. – Prawdę mówiąc, poprosiłem starego przyjaciela, żeby mnie trochę oprowadził. To Jack Tremayne. Poznał mnie z anestezjologami i zespołem operacyjnym. Powiedział, że najlepiej będzie, jak poszukam ciebie i że mnie zaprowadzisz na dziecięcy i intensywną opiekę.
– Mówił, że teraz? – Jej kuzyn nie powinien się zajmować swataniem. Może Jack jest szczęśliwy, mając żonę i maleńkie dziecko, ale to nie znaczy, że wszyscy o tym marzą. Ona nie miała zamiaru wychodzić za mąż. Nigdy.
– Nie zabijaj posłańca. – James rozłożył ręce. – Jeśli masz coś do swojego kuzyna...
– Nie, ale akurat mam...
– Przerwę na lunch – wpadła jej w słowo Steffie. – Świetnie się składa. Ty nie będziesz za dużo pracować, a James obejrzy szpital. Zajmij się tym biedakiem, Charlotte.
Opanowała się, by przestawić się na profesjonalny tryb, choć wymagało to od niej pewnego wysiłku.
– Podejrzewam, że znasz już naszych specjalistów.
– Tak, prowadzili ze mną rozmowy wstępne.
Przeszli po kolei po oddziale kardiochirurgii, intensywnej opieki i w końcu po oddziale dziecięcym, gdzie Charlotte przedstawiała Jamesa personelowi. Był tak samo uprzejmy i uśmiechnięty jak ona – widocznie tak wygląda jego zawodowa twarz. Dałoby się z nim pracować.
Podobało jej się, że James traktuje pielęgniarki i personel pomocniczy jak równych sobie, że nie patrzy na nich z góry. To prawda, on jest chirurgiem, który przeprowadza operacje, ale oni zajmują się pacjentem poza salą operacyjną i są w stanie zauważyć objawy, zanim jeszcze rozwiną się do rozmiaru poważnych problemów.
Wprawdzie za każdym razem, gdy patrzyła mu w oczy, pojawiało się to dziwne uczucie, ale powtarzała sobie, że to z czasem minie.
– Właśnie. Kafeteria. Jaką chcesz kawę?
– Żartowałem – odparł pospiesznie. – Zabrałem ci przerwę na lunch, więc to ja stawiam.
– Nie ma o czym mówić. – Uśmiechnęła się najbardziej profesjonalnym uśmiechem, na jaki mogła się zdobyć. – Przecież tak się umówiliśmy. Oprowadzam cię po szpitalu i zapraszam na kawę.
– W takim razie dziękuję. Poproszę czarną, bez cukru. – Przerwał, gdy stanęli w kolejce. – Może zajmę stolik?
– Świetnie. Chcesz co do jedzenia?
– Nie, nie jestem głodny.
Ale gdy pojawiła się przy stoliku, James zauważył ze zdziwieniem, że przyniosła tylko jeden kubek z kawą.
– Przepraszam, ale naprawdę muszę wracać – oznajmiła, wymownie patrząc na zegarek. – Za dziesięć minut mam zebranie lekarzy, a przedtem muszę jeszcze przejrzeć notatki.
– Jasne, rozumiem. – Miał jednak dziwne uczucie, że praca jest dla Charlotte wymówką. Ale dlaczego? Czuła się nieswojo po tym, co o nim powiedziała? Przyzwyczaił się już do tego, że ludzie biorą go za playboya, dopóki nie zorientują się, że poważnie traktuje pracę, więc nie przejmował się takimi ocenami. Wydawało mu się, że powiedział jasno i wyraźnie, że nie ma jej tego za złe. – Dziękuję za oprowadzenie mnie po szpitalu. I za kawę.
– Nie ma o czym mówić. – Podarowała mu jeszcze jeden uśmiech. Profesjonalny. Zaciekawiło go, czy jest taka nerwowa zawsze, czy tylko przy nim. – Powodzenia jutro. To twój pierwszy dzień w pracy – dodała.
– Dziękuję. Na pewno się zobaczymy.
– Jeśli masz na swojej liście któregoś z moich pacjentów. – Wzruszyła lekko ramionami. – To na razie.
Patrzył, jak Charlotte wychodzi z kafeterii, nie oglądając się za siebie. No cóż, pokazała dobitnie, że widzi w nim jedynie kolegę z pracy. Podczas oprowadzania go po szpitalu zachowywała się z rezerwą.
Jaki miała powód? Czyżby naprawdę była taka ograniczona, by wierzyć w te bzdury w gazetach? Koledzy witali się z nią ciepło i serdecznie, z wyraźnym szacunkiem. Nie zachowywaliby się tak, gdyby była trudna w codziennej pracy. Charlotte Walker jest prawdziwą zagadką.
No i musiał też niechętnie przyznać, że jest piękna. Akurat w jego typie. Szczupła, z miodowymi włosami zaplecionymi we francuski warkocz. Mógłby się założyć, że te włosy są miękkie i jedwabiste. No i miała idealny kształt ust. Równe białe zęby. I oczy koloru letniego nieba.
Była absolutnie zachwycająca.
Oraz niedostępna.
Przywołał się w myślach do porządku. Przyjechał tu, by pracować a nie nawiązywać znajomości. Przecież przyrzekł sobie, że już nie popełni błędu i nie zaufa żadnej kobiecie.
– Praca i nic więcej – mruknął do siebie.
Wypił do końca kawę, wyszedł ze stołówki i ruszył w przeciwną stronę niż Charlotte…

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel