Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Lekarz z telewizji
Zajrzyj do książki

Lekarz z telewizji

ImprintHarlequin
KategoriaMedical
Liczba stron160
ISBN978-83-291-2835-3
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329128353
Tytuł oryginalnyCelebrity in Braxton Falls
TłumaczKrystyna Rabińska
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-03-24
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Lekarz z telewizji" nowy romans Harlequin z cyklu HQN MEDICAL.

„To klasyczny macho, zadufany w sobie, znający swoje możliwości i przywykły do pochlebstw. Ale najważniejsze, powtarzała sobie, że jako lekarz jest godny zaufania. Targały nią skrajne emocje. Na wspomnienie ich pocałunku ogarniało ją bezgraniczne szczęście, ale minutę później, gdy na trzeźwo rozważała ten epizod, radość gasła”.

Fragment książki

„Pokochasz złocisty piasek, lazur oceanu, dni pełne słońca...”.

Sielankowe zdjęcie umieszczone pod tym hasłem w folderze biura podróży kusiło do tego stopnia, że Kerry Latimer niemal czuła ciepło piasku pod stopami, przyjemny chłód wody na skórze, słyszała szelest palm kołysanych morską bryzą.

– Jasne, że bym pokochała – mruknęła ponuro, po czym rozdarła folder na pół, zmięła w kulkę i wrzuciła do kosza. – Szkoda, że nie zobaczę tych złocistych plaż i lazurowego morza.

Spojrzała smętnie przez ociekające deszczem okno na ołowiane niebo i złowieszczy szarobury zarys wzgórz. Lało od dobrych kilku dni, a poziom wody w rzece przepływającej przez miasteczko stale się podnosił.

Obraz diametralnie inny od bajecznych Karaibów i tropikalnej pogody.

Gdyby Frank jechał ostrożniej, gdyby trochę zwolnił, byłaby już blisko tego raju.

Jej wzrok padł na piekielnie drogą koralową sukienkę z jedwabiu w foliowym pokrowcu, wiszącą na ścianie gabinetu. W tej chwili popijałaby szampana w samolocie lecącym na Tobago, na ślub kuzynki. I oczami duszy już się widziała w tej jedwabnej kreacji w roli druhny. Ale teraz, po tym, co się wydarzyło, przez dłuższy czas będzie uwięziona w Braxton Falls, zastępując Franka.

Bez najmniejszej szansy na skąpane w słońcu plaże.

– Trzeba mieć pecha, żeby po roku ciężkiej harówki w taki sposób zostać pozbawionym urlopu...

Westchnęła. W tej sytuacji nie pozostało jej nic innego, niż zacisnąć zęby i robić swoje, jak mawiała matka. Podniosła słuchawkę i wystukała numer.

– Pan Denovan O’Mara? – zapytała, usłyszawszy męski głos. – Mówi Kerry Latimer. Pracuję z pańskim bratem w ośrodku zdrowia Pod Modrzewiami w Braxton Falls. Nie mam dla pana dobrych wiadomości.

Wzięła głębszy oddech.

– Frank miał wczoraj wypadek, w którym odniósł poważne obrażenia.

Gdy rozmówca milczał, próbowała sobie wyobrazić, co on czuje, otrzymawszy taką informację na temat przyrodniego brata. Spodziewała się, że go zamuruje, że będzie wstrząśnięty, że zapyta o stan brata.

Jednak w głosie Denovana usłyszała raczej poirytowanie niż niepokój.

– Idiota! Co on znowu zrobił?!

Lekko zdezorientowana popatrzyła na słuchawkę. Co za bezduszny facet!

– Podejrzewamy, że nacisnął na pedał gazu zamiast hamulca. To samochód z automatyczną skrzynią biegów... Przebił drzwi do garażu, przeciwległą ścianę, wypadł na strome zbocze i uderzył w drzewo.

Odpowiedział jej drwiący śmiech.

– Wcale mnie to nie dziwi, to w jego stylu. Od dawna czułem, że on aż się prosi o wypadek. Jest niecierpliwy i lekkomyślny. Są inni ranni?

– Nie – odparła chłodno. – Nie ma.

– Całe szczęście. Frank jest koszmarnym kierowcą.

Kerry w pełni podzielała opinię Denovana. Frank zawsze za szybko wchodził w zakręt, zarysowując auto, albo cofając się, wgniatał zderzak.

– Gdzie on teraz jest?

– Na razie w tutejszym szpitalu, ale chyba zostanie przewieziony do Laystone na dalsze bardziej szczegółowe badania. Ma poważne obrażenia głowy oraz kręgosłupa. Stan jest stabilny, ale utrzymujemy Franka w śpiączce farmakologicznej. Uznałam, że powinnam pana zawiadomić, bo, jak rozumiem, jest pan jego jedynym krewnym.

– Hm... Chyba będę zmuszony tam przyjechać, mimo że to dla mnie wielki kłopot.

– Słucham?!

Co to za człowiek?

Egoista, który przedkłada swoją wygodę nad los ciężko poszkodowanego brata?

Kerry poczuła, że zaczyna kipieć ze złości. Jeśli komuś dzieje się krzywda i niewygoda, to jej, bo musiała w ostatniej chwili zrezygnować z wakacji, by w najbliższej przyszłości zastępować kolegę w przychodni obsługiwanej przez dwóch lekarzy.

W głosie Denovana usłyszała nutę irytacji.

– Jestem w trakcie rozmów na temat nowego kontraktu, więc trudno mi w tej chwili wyrwać się z Londynu. Oczywiście przyjadę – dodał bez entuzjazmu.

– Byłoby dobrze, żeby znalazł pan wolną chwilę – powiedziała z przekąsem. – Nie jest z nim dobrze.

– Domyślam się. Wygląda na to, że na jakiś czas wypadnie z obiegu, co na pewno nie ułatwi pani życia – zauważył. – Przyjadę jeszcze dziś, po programie. Będę w Braxton po południu.

– Frank na pewno się ucieszy, kiedy wyjdzie ze śpiączki i pana zobaczy.

Ponuro się roześmiał.

– Tak pani myśli?

– Oczywiście! – obruszyła się. – Zakładam, że zatrzyma się pan w jego domu?

– Nie, w hotelu. Jak on się nazywa? Pod Gruszą?

– Mam panu zarezerwować pokój?

Ton jego głosu złagodniał.

– Tak, bardzo dziękuję. Na jedną noc. Jestem wdzięczny, że mnie pani zawiadomiła. Do zobaczenia.

Gdy się rozłączył, Kerry ze ściągniętymi brwiami oparła się w fotelu, gryząc długopis.

Nie miała pojęcia, co myśleć o Denovanie O’Marze, uwielbianym przez tysiące fanek doktorze z programu telewizyjnego, przystojnym, mądrym i ciepłym.

Skrzywiła się. Kilka sekund wcześniej miała okazję poznać prawdziwego Denovana, innego niż jego atrakcyjny publiczny wizerunek: zniecierpliwionego, zirytowanego, aroganckiego. Niesympatycznego.

Skoro jest tak niewrażliwy na cierpienie brata, to jaki jest dla pacjentów?

Nie miała okazji spotkać się z nim osobiście, jedynie kilka razy widziała go w telewizji, gdy wygłaszał swoje opinie na temat najnowszych osiągnięć medycyny lub odpowiadał na pytania telewidzów.

Na ekranie był atrakcyjnym celebrytą o ciemnych, niesfornych włosach i bystrych niebieskich oczach. Jego twarz regularnie pojawiała się na okładkach kolorowych magazynów, na jego porady powoływały się liczne artykuły prasowe.

Można powiedzieć, że Denovana O’Marę znali wszyscy, ale ona wcale nie była pewna, czy ma ochotę poznać go osobiście.

– Egoistyczny arogant – mruknęła, sortując korespondencję. – Myśli tylko o tym, że dla niego to fatyga. Zero współczucia dla Franka.

Denovan, młodszy z braci, miał prezencję celebryty, Frank zaś był dobrym i odpowiedzialnym lekarzem, którego Kerry ceniła bardzo wysoko. Owszem, bywał zapalczywy, zwłaszcza po rozwodzie, i być może zapalczywość charakteryzowała obu braci.

Mimo to Kerry nauczyła się znosić jego humory, bo pokochała pracę w pięknym Braxton Falls.

Odniosła też wrażenie, że bracia nie są z sobą blisko. Wiedziała jedynie, że od śmierci ojca sześć lat wcześniej Denovan nie pojawił się w Braxton, poza tym Frank nader rzadko wspominał o bracie.

A jeśli już, to tonem prześmiewczym, sugerując, że Denovan ma o sobie wygórowane mniemanie, imponuje mu rola celebryty, jest playboyem, którego nie widziano dwa razy z tą samą kobietą.

Po dzisiejszej rozmowie z Denovanem była skłonna przyznać Frankowi rację.

Popatrzyła na zegarek, potem na ekran komputera i z westchnieniem otworzyła listę pacjentów wyznaczonych na przedpołudnie. Nie warto roztrząsać relacji między braćmi, to nie jej problem. Lista była długa, co jasno wskazywało, że spadli na nią pacjenci Franka. W nadchodzących tygodniach czeka ją harówka.

O kurczę, przydałyby się wakacje.

Od kilku miesięcy cieszyła się na myśl, że będzie druhną, że poleci na ślub w egzotycznym miejscu. To miała być odskocznia od emocjonalnej huśtawki, od której nie mogła się uwolnić przez ostatni rok.

Zamknęła oczy, by odsunąć od siebie myśli o smutku i samotności, które ją dręczyły od śmierci Andy’ego. Czasami wręcz wątpiła, czy kiedykolwiek od nich się uwolni.

Nie potrafiła się zmusić, by jako kobieta samotna wyjść z domu, więc jej życie towarzyskie praktycznie ustało. Powoli przyzwyczajała się do samotnych posiłków odgrzewanych w mikrofalówce. To dlatego przywiązywała taką wagę do tych wakacji: miały ją natchnąć optymizmem na przyszłość.

W drzwiach stanęła Daphne Clark, jedna z recepcjonistek, z kubkiem kawy.

– Pomyślałam, że ci to dobrze zrobi – powiedziała. – Na pewno jesteś zmęczona po tym wczorajszym zamieszaniu z Frankiem. Wiesz, co u niego?

– Prawdopodobnie jeszcze dziś zostanie przewieziony do Laystone na dalsze badania, ale nie łudź się, długo nie wróci do pracy. Szukam kogoś na zastępstwo, wątpię jednak, czy coś z tego wyniknie.

Westchnęła.

– Facet, który miał tu przyjść na czas mojego urlopu, zadzwonił wczoraj, że rezygnuje.

Daphne ze współczuciem potrząsnęła głową.

– To straszny pech, że nic nie wyszło z twojego urlopu.

– Mógł poczekać z tym wypadkiem, aż wyląduję na Tobago! – mruknęła Kerry. – Dobra, dajmy spokój. Bardzo mi żal biednego Franka. Wcale nie chciał tej kraksy. Miał za sobą ciężki dzień i był rozkojarzony.

– Nie możesz polecieć następnym samolotem, a pacjentów przekazać przychodni w Laystone?

– Wątpię, czy by się zgodzili tak na ostatnią chwilę, a poza tym nie miałabym serca zostawiać Franka w takim stanie.

Kerry upiła kolejny łyk kawy.

– O, nic tak dobrze nie robi jak porządny zastrzyk kofeiny. A wracając do tematu urlopu, bądź tak dobra i schowaj tę suknię z powrotem do pudła, bo co na nią spojrzę, to mam ochotę płakać. Aha, i zarezerwuj pokój w hotelu dla brata Franka. Przyjedzie dzisiaj po południu.

Daphne się rozpromieniła.

– Dla pana doktora z telewizji? Jasne, że zarezerwuję. I poproszę go o autograf dla mamy. Ogląda wszystkie jego programy i twierdzi, że od samego patrzenia na O’Marę czuje się lepiej.

Kerry wysoko uniosła brwi.

– Wcale nie był czarujący, kiedy ze mną rozmawiał. Moim zdaniem to pyszałkowaty stary kawaler.

– Coś ty! Od siedemnastu lat jestem mężatką i mam troje dzieci, a ciągle śnią mi się zabójczo przystojni faceci. Co? Nie wolno?

Sięgnęła po wieszak z suknią Kerry.

– Aha, Liz Ferris prosiła, żebyś w wolnej chwili zajrzała do Nellie Styles. Wczoraj Nellie znowu upadła i Liz uważa, że należy się zastanowić, czy nie przyznać jej kogoś do opieki. Pani Styles na pewno będzie protestowała. Powiedziała Liz, że nie życzy sobie żadnych nowych pielęgniarek, że sama da sobie radę i że nie chce, żeby przywożono jej posiłki.

Kerry się roześmiała. Nellie Styles była trudną osobą, ale mimo to wzbudzała podziw.

– Wpadnę do niej w przerwie na lunch – obiecała. – Potem wrócę, żeby powitać Denovana O’Marę, ale wcale mnie to nie cieszy. Czuję, że nie przypadniemy sobie do gustu.

 

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel