Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Miłosne porachunki
Zajrzyj do książki

Miłosne porachunki

ImprintHarlequin
Liczba stron160
ISBN978-83-291-2831-5
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329128315
Tytuł oryginalnyUnfinished Business
TłumaczKrystyna Rabińska
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-04-01
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Miłosne porachunki" nowy romans Harlequin z cyklu HQN GORĄCY ROMANS.

Rachel i Max przeżyli kiedyś namiętny romans, który skończył się fatalnym nieporozumieniem. Max poczuł się oszukany i zerwał znajomość, ale o niej nie zapomniał. Gdy po pięciu latach Rachel pojawia się w jego biurze w sprawach służbowych, postanawia dać jej nauczkę…

Fragment książki

- Ty? – Zabrzmiało to jak oskarżenie.

- Cześć, Max.

Rachel Lansing przez cały dzień przygotowywała się psychicznie do tego spotkania, lecz pod wpływem twardego jak stal spojrzenia Maksa Case’a serce w niej zamarło.

Zdawał się bardziej władczy i nieprzystępny niż pełen inwencji kochanek, którego obraz prześladował ją we wspomnieniach. A może sprawiały to antracytowy garnitur biznesowy i srebrny krawat?

Ogromnym wysiłkiem woli opanowała chęć ucieczki.

Ze sztucznym spokojem wstała z wygodnej kanapki w holu i przybierając uprzejmy wyraz twarzy, wyciągnęła rękę.

- Dziękuję, że zgodziłeś się na spotkanie – powiedziała.

Max zignorował jej gest. Milczał. Sytuacja stawała się coraz bardziej krępująca.

- Cudownie, że Andrea już urodziła, prawda? – Rachel odezwała się pierwsza. – Wiem od Sabiny, że to chłopczyk – brnęła dalej. – Przyniosłam dla niej prezent. – Pomachała torebką w różowe i niebieskie paseczki.

- Co tutaj robisz?

- Miałam się spotkać z Andreą.

- Pracujecie w jednej agencji?

Rachel błyskawicznym ruchem wyciągnęła wizytówkę i wręczyła ją Maksowi.

- Jestem właścicielką – poinformowała z nieukrywaną dumą ze swoich osiągnięć.

- Rachel... Lansing?

- To moje nazwisko panieńskie.

Właściwie dlaczego mu się tłumaczę? Przecież to niczego między nami nie zmieni, prawda?

- Rozwiodłaś się.

- Cztery lata temu.

- A teraz prowadzisz agencję pośrednictwa pracy tutaj, w Houston?

Rachel przeszła długą drogę od kelnerki w restauracji na plaży w Gulf Shores w Alabamie, ledwo zarabiającej na utrzymanie swoje i siostry.

Niestety, mimo że agencja przynosiła spore zyski, pod względem finansowym wciąż nie czuła się bezpieczna, a czarne myśli dręczyły ją w dzień i w nocy.

- Lubię swobodę, jaką daje prowadzenie własnej firmy. Jest mała, ale się rozwija.

I będzie rozwijać się szybciej, kiedy się przeprowadzę do większej siedziby i zatrudnię więcej personelu, dodała w myślach. Lokal już wybrała. Gdyby się nie pospieszyła, ktoś na pewno sprzątnąłby go jej sprzed nosa. Wczoraj, licząc na prowizję za znalezienie tymczasowej asystentki dla Case Consolidated Holdings, podpisała umowę najmu.

Niemniej spotkanie z Maksem i jego zachowanie w stosunku do niej zachwiało jej wiarą w pozytywne załatwienie sprawy. Bezpieczniej będzie wycofać się z tej umowy.

Żałowała, że Devon, jej prawa ręka, doświadczony specjalista od zasobów ludzkich, nie mógł przyjść zamiast niej. Niestety, wczoraj jego matka niespodziewanie trafiła do szpitala i przeszła operację.

Rachel oczywiście zgodziła się, aby został z nią tak długo, jak potrzeba. Dla niej rodzina zawsze była najważniejsza.

- Ile asystentek już dla nas załatwiłaś?

Nie spuszczał badawczego spojrzenia z jej twarzy.

- Pięć.

Schowała rękę do kieszeni. Bała się, że zacznie poprawiać kołnierzyk albo guziki i zdradzi się z rosnącym zdenerwowaniem.

- Pierwsza była Missy, asystentka Sebastiana.

- To ty maczałaś w tym palce?

Aż zamrugała z wrażenia. Czyżby Max miał coś przeciwko Missy? Pracuje dla nich już cztery lata i wszyscy są bardzo zadowoleni. Znalezienie posady dla Missy rozpoczęło dobrą passę jej agencji.

- Dowiedziałam się, że niedawno awansowała na szefową działu PR.

I wyszła za mąż za twojego brata Sebastiana. To chyba dowód, że dobrze się staram, prawda?

- To znaczy, że jesteś w Houston już od czterech lat?

Zaczynała tracić pewność siebie.

- Mniej więcej.

- Dlaczego tutaj?

Gdy go zostawiła w nadmorskiej miejscowości w Alabamie, nie chciał nigdy już jej widzieć.

Czyżby się zastanawiał, czy jej pojawienie się w Case Consolidated Holdings to zrządzenie losu, czy złośliwe nagabywanie?

- Przeniosłam się do Houston z powodu siostry. Studiowała na tutejszym uniwersytecie i ma tu przyjaciół. Po jej dyplomie postanowiłyśmy zostać na stałe.

Słowa Rachel mogłyby znaczyć, że tam, gdzie przedtem mieszkała, nie miała przyjaciół. W oczach Maksa pojawił się błysk ciekawości.

- W tym budynku aż trzy firmy są moimi klientami – poinformowała.

Czy fakt, że przysłałam wam aż pięć asystentek i nigdy się nie spotkaliśmy, nie świadczy o tym, że moje zainteresowanie twoją firmą jest czysto zawodowe?

Max zmierzył ją taksującym spojrzeniem.

- Porozmawiajmy.

- Czy nie to właśnie robimy? – odparowała.

- W moim gabinecie.

Odwrócił się na pięcie. Szedł, nie oglądając się za siebie. Oczekiwał posłuszeństwa.

Zawsze lubił nią rządzić.

Oblała ją fala gorąca. Szybko jednak oprzytomniała. Wspomnienie tamtych czterech dni z Maksem zostało pogrzebane razem z dziewczęcymi nadziejami i marzeniami. Jeśli chce utrzymywać z nim kontakty zawodowe, musi trzymać zmysły na wodzy.

Max znikł za zakrętem korytarza. Teraz miała sposobność uciec. Wymyśli jakieś wytłumaczenie, a jutro przyśle tu Devona.

Nie. Da radę. Musi.

Jej przyszłość zależy przecież od prowizji za znalezienie zastępstwa za Andreę.

Pięć lat temu życie surowo ją ukarało za chowanie głowy w piasek. Jej agencja potrzebuje tych pieniędzy. Znajdzie nową asystentkę, zainkasuje forsę, a w dniu przeprowadzki do nowej siedziby zafunduje sobie szampana i kąpiel w bąbelkach. Wszystko zależy od tego spotkania.

W miarę, jak szła, wstępowała w nią odwaga. Cztery lata pięła się w górę. Nie było łatwo.

Wchodząc do ogromnego gabinetu opatrzonego wizytówką z nazwiskiem Maksa, myślała już tylko o czekającej ją nagrodzie.

- Zgubiłaś się?

- Zatrzymałam się przy biurku Sabiny i poprosiłam o przekazanie prezentu dla dziecka Andrei.

Rozejrzała się po pokoju. Była ciekawa, jakim Max jest biznesmenem. Podczas tamtych czterech wspólnie spędzonych dni opowiadał jej o rodzinie i o miłości do szybkich samochodów, lecz nie chciał mówić o pracy.

Do czasu, gdy cztery lata temu poznała Sebastiana i dostrzegła rodzinne podobieństwo, nawet nie kojarzyła Maxa Case’a z firmą Case Consolidated Holdings.

Na ścianach wisiała seria zdjęć Maksa opartego o różne samochody wyścigowe. W eleganckim jednoczęściowym granatowo-szarym kombinezonie, którego krój podkreślał szerokie ramiona i wąskie biodra, z kaskiem pod pachą, był niezwykle przystojny.

Na półce stały zdobyte puchary i książki o samochodach z podrasowanymi silnikami.

- Skróciłaś włosy – zauważył i zamknął drzwi, odcinając jej drogę ucieczki.

- Nigdy nie lubiłam długich włosów – odparła.

Po pokerowej twarzy Maksa przemknął cień uśmiechu. Czyżby odgadł, że luźne spodnium, pantofle na płaskich obcasach, krótka fryzura, minimalny makijaż, sportowy zegarek, brak biżuterii to kamuflaż? Z wyglądu szara mysz, za to w interesach przeciwniczka nie do pobicia?

Rachel nigdy nie mogła pochwalić się urodą, o jakiej marzą mężczyźni. Wysoka, o chłopięcej figurze, w szkole mogła liczyć najwyżej na to, że koledzy będą ją traktowali jak kumpla do gry w piłkę. To pewnie dlatego nigdy nie potrafiła zrozumieć, że mężczyzna taki jak Max Case, który mógł mieć każdą kobietę, wybrał ją.

Poczesne miejsce w gabinecie zajmowało ogromne biurko z drewna czereśniowego. Nie pasowało do Maksa. Rachel wyobrażała go sobie raczej wśród ultranowoczesnych mebli ze szkła i chromu.

Zamiast za biurkiem, Max usiadł na kanapie zajmującej całą długość jednej ze ścian, potem szybkim ruchem ręki wskazał fotel z boku.

Przycupnęła na brzegu, teczkę położyła na kolanach.

- Jutro z samego rana potrzebna jest mi osobista asystentka. – Od razu przystąpił do rzeczy.

Rachel nie była przygotowana na to, że Andrea urodzi dwa tygodnie przed terminem, nie miała więc nikogo o odpowiednich kwalifikacjach, gotowego od zaraz przystąpić do pracy.

- Będę miała idealną kandydatkę, ale dopiero w poniedziałek.

- Wykluczone.

- To tylko dwa dni. Na pewno dasz sobie radę bez asystentki.

- Już mamy zaległości. Przecież Andrea dzisiaj jest nieobecna. Przygotowujemy przyszłoroczny budżet. Potrzebuję kogoś, kto potrafi szybko włączyć się do roboty. Kogoś z pierwszorzędnymi umiejętnościami organizacyjnymi. – Wbił w nią wzrok. – Kogoś takiego jak ty. Jesteś dokładnie taką asystentką, jakiej potrzebuję.

W jego oku pojawił się błysk, który teraz, tak jak pięć lat temu, poraził jej instynkt samozachowawczy i rozsądek. Rzuciła się wtedy w jego ramiona na oślep, nie myśląc o konsekwencjach.

Teraz zmobilizowała całą siłę woli, aby zapanować nad wzbierającą w niej paniką.

- Nie możesz mnie mieć – oświadczyła.

Słowa te zawisły w powietrzu.

Przecież może ją mieć... jako asystentkę.

W każdy z wielu sposobów, w jaki miał ją przedtem.

Jego wybór. Nie jej.

Napięcie między nimi rosło. Fascynujące, niepokojące... Woń perfum Rachel obudziła w Maksie wspomnienia wzajemnej namiętności.

- Jesteś gotowa zaryzykować i zawieść oczekiwania klienta? – zapytał.

- Nie. – Na policzkach Rachel pojawiły się rumieńce. Czyżby odgadła jego myśli? – Ale nie mogę zostawić mojej firmy, żeby podjąć pracę u ciebie.

- Znajdź zastępstwo. – Max odsłonił zęby w nieprzyjemnym uśmiechu. – Nawet ty potrafisz dostrzec ironię tej sytuacji.

Na przybranej przez Rachel masce profesjonalizmu zaczęły pojawiać się rysy.

- Jesteś niedorzeczny.

- Zwrócę się do innej agencji.

Strach w oczach Rachel znikł tak szybko, jak się pojawił, niemniej Max zdołał go dostrzec. Zyskał dowód, jak bardzo zależy jej na tym zleceniu.

- Jestem pewien, że będą mieli osobę, jakiej potrzebuję.

- Lansing Employment Agency ma osobę, jakiej potrzebujesz – wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Instynkt podpowiadał Maksowi, aby potraktował ją jak każdego kontrahenta, który nie potrafi dostarczyć produktu spełniającego jego wymagania.

A jednak mieli kilka spraw do dokończenia.

W którymś momencie ich krótkiej rozmowy poczuł, że musi się od nich uwolnić. Cztery dni spędzone razem nie wystarczyły, aby namiętność się wypaliła.

Ku swojemu zaskoczeniu nadal jej pożądał. Lecz kto wie, jak długo to będzie trwało? Dwa miesiące?

Kiedy mu się znudzi, zakończy znajomość na swoich warunkach. Według terminarza.

- Zgoda – odezwała się w końcu. – Dwa dni.

- Świetnie.

Wstała, jakby gotowa do wyjścia, lecz coś ją zatrzymywało. Spojrzała na Maksa i zapytała:

- Dlaczego to robisz?

- Co?

- Dlaczego żądasz, żebym to właśnie ja wzięła zastępstwo, dopóki nie znajdę kogoś innego?

- Jesteś tutaj. To wygodne rozwiązanie.

Miał huk roboty. Kierownicy działów już tydzień temu przekazali mu propozycje do budżetu na następny rok. Gospodarka powoli wychodziła z kryzysu i pilnowanie równowagi między wydatkami a wzrostem sprzedaży było ważniejsze niż kiedykolwiek.

Przedsiębiorstwo Case Consolidated Holdings zrzeszało ponad tuzin firm i każda z nich działała w innym sektorze rynku, miała własne wskaźniki oraz plany strategiczne. Zebranie i analiza danych pochodzących z tak różnych źródeł stanowiła swoiste wyzwanie organizacyjne.

Andrea znała się na rzeczy tak dobrze jak on. Bez niej był kompletnie bezradny.

- Czy to już wszystko? – zapytała Rachel.

Max przestał się martwić o terminy i przypomniał sobie, że podbramkowa sytuacja w firmie to tylko część powodów, dla których nalegał, aby to właśnie Rachel wzięła zastępstwo za Andreę.

- A co jeszcze mogłoby być?

- Wyrównanie rachunków za tamto rozstanie.

- Ograniczmy się do interesów.

Jej podejrzenia co do motywów jego postępowania dodawały całej grze pikanterii.

- Czyli już się na mnie nie gniewasz? – zapytała.

- Owszem, gniewam.

- Po pięciu latach? – Potrząsnął głową.

- Na pewno?

- Zarzucasz mi, że nie wiem, co mówię?

Jego irytacja nie robiła na Rachel wrażenia.

- Pięć lat temu dałeś mi jasno do zrozumienia, że już nigdy nie chcesz mnie widzieć.

- Bo zataiłaś przede mną, że jesteś mężatką. – Mówił sztucznie gładkim tonem, który niezbyt skutecznie maskował gniew. – Mimo że wiedziałaś, co myślę o niewierności. Opowiedziałem ci, jak zdrada ojca niemal zniszczyła małżeństwo rodziców. Bez mojej wiedzy wciągnęłaś mnie w pozamałżeński romans.

- Odeszłam od męża.

- Jednak gdy się zjawił, natychmiast do niego wróciłaś.

- To bardzo skomplikowane.

- Nie widziałem komplikacji, tylko kłamstwa.

- To był trudny okres w moim życiu. Spotkanie ciebie pozwoliło mi na krótki czas zapomnieć o kłopotach.

- Wykorzystałaś mnie.

Przechyliła głowę i spojrzała na Maksa spod długich rzęs.

- Nawzajem siebie wykorzystaliśmy.

Przyjrzał się jej uważnie. Nie była najpiękniejsza z kobiet, jakie znał. Chłopięco szczupła, pozbawiona krągłości, jakie lubił u partnerek. Zbyt wąski nos. Za ostry podbródek. Równo obcięta grzywka zakrywająca zbyt szerokie czoło. Jednak pełne wargi miały w sobie podniecającą miękkość. I uwielbiał drobnymi pocałunkami pieścić jej długą szyję.

Wzbudzała jego namiętność. Pociągała go od pierwszej chwili, kiedy ją zobaczył. I teraz, gdy po pięciu latach rozpoznał ją w poczekalni, nic się pod tym względem nie zmieniło.

Obawiał się, że przebywanie razem z nią przez osiem godzin w biurze otworzy stare rany. Ich rozstanie przeżywał wiele miesięcy. Oczywiście wtedy był na zupełnie innym etapie życia. Mimo zdrady ojca wciąż był pełen optymizmu i wiary w miłość i małżeństwo.

To Rachel sprawiła, że ją stracił.

- O której mam się jutro stawić?

- O ósmej.

Ruszyła w kierunku drzwi.

Max odprowadził ją wzrokiem. Jedno słowo uporczywie do niego wracało. Rozwiedziona.

W drzwiach Rachel zawahała się i spokojnym, zdecydowanym tonem rzuciła przez ramię:

- Dwa dni. Nie dłużej. – I nie oglądając się za siebie, wyszła.

Zawsze otaczała ją aura niedostępności. Podniecało go to, intrygowało. Nie mógł się nią nasycić.

Spędzili z sobą cztery dni, lecz cały czas mu się wymykała. Oddawała mu ciało, ale nie duszę.

Z wściekłości nie mógł usiedzieć na miejscu. Podszedł do drzwi i z całej siły je zatrzasnął. Mało go obchodziło, co pracownicy sobie pomyślą.

Niech ją diabli wezmą za to, że się tutaj zjawiła!

I niech diabli wezmą tę jego część, której to sprawiło radość

 

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel