Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Misja dla dwojga
Zajrzyj do książki

Misja dla dwojga

ImprintHarlequin
Liczba stron224
ISBN978-83-291-3060-8
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329130608
Tytuł oryginalnyRogue Stallion
TłumaczWanda Jaworska
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-08-04
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Misja dla dwojga" nowy romans Harlequin z cyklu HQN GWIAZDY ROMANSU.
Powołaniem Jessiki jest pomoc innym. Jako pracowniczka społeczna swoje obowiązki wykonuje z oddaniem i satysfakcją. Kiedy więc znajduje pod drzwiami porzucone niemowlę, chce zrobić wszystko, aby odnaleźć rodzinę dziecka. Pomaga jej w tym detektyw Sterling. Cyniczny i niechętny ludziom, w przeciwieństwie do Jessiki widzi w nich jedynie potencjalnych przestępców.
Mimo dzielących ich różnic szybko okazuje się, że Jessica i Sterling stanowią zgrany zespół.

Fragment książki

W Whitehorn w Montanie już wczesną wiosną panowała dość wysoka temperatura. Z tego powodu w gabinecie szeryfa  Judda Hensleya rozlegał się dyskretny szum wentylatora. Zastępca szeryfa, Sterling McCallum, zajmował krzesło stojące po drugiej stronie biurka szefa i patrzył na niego z wyraźnym niezadowoleniem.
– Dlaczego policja nie może się zająć tą sprawą? – spytał. – Dysponuje dwoma detektywami, a ja jestem jedynym śledczym w naszym zespole, w dodatku zawalonym robotą. 
Hensley zastanawiał się chwilę, mechanicznie obracając w palcach długopis. Miał surową twarz i z reguły zachowywał spokój. Nie mówił dużo, ale kiedy zabierał głos, nie rzucał słów na wiatr.
– Wiem, ale akurat teraz jesteś jedynym, który zasługuje na to, żeby mu trochę uprzykrzyć życie – odrzekł nie bez odrobiny złośliwości.
McCallum odchylił się w krześle i westchnął ciężko. Miał za sobą lata służby w amerykańskiej marynarce wojennej, którą zakończył w randze kapitana. Był bardziej przyzwyczajony do wydawania rozkazów niż do ich wykonywania, co często doprowadzało do kontrowersji z szeryfem. 
– Zrobiłem to, czego wymagała sytuacja – oświadczył, nie wdając się w szczegóły. – Po prostu reaguję, gdy facet grozi mi bronią, to wszystko.
– Z jego strony to była tylko brawura – stwierdził Hensley – a ty wybiłeś mu ząb. Biuro szeryfa musi pokryć koszty leczenia. Komisja hrabstwa zmyła mi głowę, a mnie się to wcale nie podoba – podkreślił, pochylił się do przodu i utkwił w podwładnym badawcze spojrzenie. – Dugin Kincaid znalazł na swoim progu porzucone dziecko.
– Może swoje – zauważył z kpiącym uśmiechem McCallum.
– Jak powiedziałem – kontynuował szeryf, nie reagując na tę uwagę – dziecko zostało znalezione poza granicami miasta, w obrębie rejonu, który nam podlega. Trzeba jak najszybciej odszukać jego rodziców, a obecnie jednak nie rozpracowujesz żadnej pilnej sprawy. Chcę, żebyś porozmawiał z Jessicą Larson z Ośrodka Opieki Społecznej.
– Dlaczego od razu mnie nie zastrzelisz?! 
– Daj spokój, po co aż tak się jeżysz. – Hensley wydawał się zaskoczony. – To miła kobieta, jej ojciec był dobrym lekarzem… – Urwał, bo nagle głos odmówił mu posłuszeństwa.
McCallum wiedział, że syn szeryfa zginął w wypadku na polowaniu. Ojciec Jessiki robił, co mógł, aby uratować chłopca, ale okazało się to niemożliwe. Żona Hensleya, Tracy, rozwiodła się z nim w rok po pogrzebie ich syna. Do tragedii doszło wiele lat temu, na długo przed odejściem McCalluma z wojska.
– Nawiasem mówiąc, Jessica jest jedną z najbardziej oddanych osób w kwestii niesienia pomocy potrzebującym – podjął Hensley.
– Z pewnością, ale od kiedy została szefową ośrodka, stała się wprost nie do wytrzymania. – Czarne oczy McCalluma, spadek po indiańskim przodku, rozbłysły gniewnie. – Gdziekolwiek się pojawi, na prawo i lewo rozdaje uśmiechy. Nie jest w stanie oddzielić odpowiedzialności zawodowej od odruchów serca.
– Zastanawiam się, czy to uczciwe, żeby karać ją współpracą z tobą. – Szeryf głośno wyraził swoje wątpliwości. – Cóż, będziesz musiał zrobić dobrą minę do złej gry i jakoś to przetrzymać. To wszystko, co miałem do powiedzenia. Nie mogę spędzić całego dnia na dyskusji z tobą.
McCallum wstał. Ze swoimi ponad stu osiemdziesięcioma centymetrami wzrostu był tylko o włos wyższy od szeryfa. Ubrany w dżinsy, bawełnianą koszulę i sztruksową marynarkę, nie zwracał na siebie szczególnej uwagi, ale tylko osoby spoza Whitehorn mogło zmylić jego cywilne ubranie. Prawie każdy mieszkaniec miasta wiedział, że McCallum jest jednym z zastępców szeryfa, detektywem, i to uzbrojonym w automatyczną czterdziestkę piątkę. 
– Nie zastrzel nikogo – przestrzegł go Hensley. – Kiedy ktoś będzie ci groził bronią, najpierw sprawdź, czy jest nabita, zanim go uderzysz. – Skierował spojrzenie na ogromny sygnet z turkusem, który McCallum nosił na środkowym palcu prawej dłoni. – To cud, że nie złamałeś mu szczęki – dodał.
– Tą ręką go uderzyłem. – McCallum uniósł lewą dłoń.
– Jessica Larson czeka na ciebie w biurze Ośrodka Opieki Społecznej – dorzucił Hensley i na tym definitywnie zakończył rozmowę.
Jessica Larson przeglądała zawalające jej biurko dokumenty i prowadziła rozmowy telefoniczne z pozornym spokojem. Stała się mistrzynią w prezentowaniu obojętnego wyrazu twarzy, nawet jeśli w środku aż się gotowała. Od czasu awansu na szefową ośrodka przekonała się, że w ciągu dnia potrafi jeść przy biurku, a wieczorem po pracy zapomnieć o życiu prywatnym. Uprzytomniła sobie również, dlaczego jej poprzedniczka przeszła na wcześniejszą emeryturę. Do ośrodka zgłaszało się mnóstwo osób szukających pomocy.
Podobnie jak resztę kraju, Montanę dotknęły problemy ekonomiczne. Wielu mieszkańcom z coraz większym trudem przychodziło związać koniec z końcem. Rancza albo bankrutowały, albo przejmowały je duże korporacje. Praca fizyczna, na którą kiedyś w sektorze rolniczym było duże zapotrzebowanie, stała się teraz obciążeniem dla systemu. Osobom niewykwalifikowanym brakowało umiejętności, które pozwoliłyby im znaleźć zatrudnienie na odmienionym rynku pracy – już nie tylko zmechanizowanym, lecz także korzystającym z najnowszych technologii. Nawet sekretarki musiały teraz umieć korzystać w pracy z komputerów, podobnie policjanci.
Pukaniu do drzwi gabinetu Jessiki zawtórował wysoki głos jej sekretarki Candy.
– Nie można wejść, jest zajęta!
– W porządku! – zawołała Jessica. – Oczekuję zastępcy szeryfa!
W jej ocenie rosły Sterling McCallum niejako uosabiał siłę natury. Był niczym dziki ogier, który wędrował samotnie i rządził się własnymi zasadami. Podziwiała go jako przystojnego mężczyznę, a jednocześnie czuła przed nim swego rodzaju respekt ze względu na jego wieloletnią służbę w marynarce wojennej USA. To on sprawił, że zapragnęła być olśniewającą modelką o idealnych kształtach i pięknej twarzy – może z jasnymi włosami zamiast jej własnych brązowych. Dobrze, że przynajmniej mogła zastąpić okulary w dużej oprawce soczewkami kontaktowymi, które nieco poprawiały jej wygląd. Niestety, kiedy dopadał ją atak alergii, musiała z powrotem wkładać okulary tak jak właśnie teraz. 
Nie czekając na zaproszenie, McCallum zajął krzesło stojące po drugiej stronie jej biurka i skrzyżował długie nogi.
– Okej, miejmy to za sobą – zaczął bez wstępów, nie kryjąc znudzenia.
Jessica objęła spojrzeniem jego gęste ciemne włosy, równie ciemne brwi, czarne oczy oraz oliwkową cerę. Pomyślała, że nos jest zakrzywiony prawdopodobnie po złamaniu, a pełne i zmysłowe usta wprost stworzone do pocałunków. Ten potężny mężczyzna miał duże dłonie i stopy, lecz nie sprawiał wrażenia topornego. Na nienaganną sylwetkę składały się szerokie barki, wąskie biodra, płaski brzuch oraz długie nogi. Jessica skończyła dwadzieścia pięć lat, a niekiedy czuła się w obecności McCalluma jak nastolatka, i to nawet na gruncie zawodowym. 
– Znowu podziwiasz bohatera? – zagadnął prowokująco Sterling, rozbawiony rumieńcem widocznym na twarzy Jessiki.
– Przestań ze mnie kpić, mamy się zająć poważną sprawą – napomniała go łagodnie.
– W porządku. – McCallum wzruszył ramionami i westchnął. – Co zrobiłaś z dzieckiem?
– To dziewczynka o imieniu Jennifer – wyjaśniła Jessica.
– To porzucone dziecko!– rzucił gniewne Sterling.
Poddała się. Wiedziała, że McCallum z zasady traktuje bezosobowo tych, z którymi ma do czynienia jako zastępca szeryfa. Chłopcy, których musiał zatrzymywać, byli młodocianymi przestępcami. Porzucone dzieci – porzuconymi dziećmi. Wszyscy bez imion, bez tożsamości. Ten samotny i, jak się domyśliła, wrażliwy mężczyzna chronił się, przybierając maskę i pozę twardziela. Nie pozwalał nikomu się do siebie zbliżyć, w związku z tym nie otaczało go grono przyjaciół czy nawet znajomych, chociaż nie miał rodziny. Jessice było mu go szczerze żal, ale starała się tego nie okazywać. 
W Whitehorn wszyscy wiedzieli, że miał matkę alkoholiczkę, a po jej aresztowaniu, a potem śmierci przerzucano go z jednej rodziny zastępczej do drugiej. Skryty, ostrożny, pełen zahamowań po przejściach z matką, jedynie z zewnątrz obserwował życie rodzinne, które i on mógłby mieć w innych okolicznościach. 
– Znowu to robisz! – rzucił poirytowany.
Jessica spojrzała na niego pytająco łagodnymi brązowymi oczami.
– Szufladkujesz mnie – dodał. – Biedny sierota odsyłany od drzwi do drzwi.
– Chciałabym, żebyś przestał czytać w moich myślach. To bardzo denerwujące.
– A ja chciałbym, żebyś przestała się nade mną użalać – odgryzł się Sterling. – Nie potrzebuję litości. Jestem zadowolony ze swojego życia, takiego, jakie ono jest. Miałem trudny okres. I co z tego? Nie ja jeden. Jestem tu, żeby omówić sprawę, a nie dyskutować o mnie.
– Dobrze. – Jessica sięgnęła po dokumentację. – Dziecko zostało zabrane do miejskiego szpitala w Whitehorn i przebadane. Jest zdrowe, czyste i zadbane, liczy zaledwie dwa tygodnie. Zatrzymano je na obserwacji do jutra, potem zostanie podjęta decyzja w sprawie zapewnienia mu opieki do czasu zlokalizowania miejsca pobytu rodziców. Jutro wybieram się do tej dziewczynki i chciałabym, żebyś mi towarzyszył.
– Nie muszę go widzieć…
– Jej – wpadła mu w słowo Jessica. – Jennifer.
– …żeby zacząć poszukiwania jego rodziców – dokończył McCallum.
– Jej rodziców – skorygowała Jessica.
McCallum nawet nie mrugnął.
– Coś jeszcze? – spytał.
– Koło dziewiątej wyjdę z biura, żeby pojechać do szpitala – odparła. – Możesz się ze mną zabrać.
– Tym żółtym gruchotem? 
– To jest furgonetka! – obruszyła się Jessica. – W dodatku bardzo przydatna, zważywszy na to, gdzie mieszkam.
McCallum wolał nie myśleć o zajmowanym przez Jessicę domu na pustkowiu, w dodatku położonym nad zatoczką, która wylewała przy każdym oberwaniu chmury. Nie do niego należało martwienie się o nią, dlatego że nie miała rodziny. Pod tym względem byli do siebie podobni, natomiast pod innymi…
– Możesz pojechać ze mną – zaproponował lekko zniecierpliwiony, podnosząc się z krzesła.
– Nie cierpię jeździć wozem patrolowym! 
– To samochód jak każdy inny – zauważył Sterling.
–Oczywiście, z wystającymi antenami i migającym punktowo światłem. Każdy, kto nie jest ślepy, rozpozna w nim nieoznakowany wóz patrolowy.
Jessica wstała zza biurka. Czuła się nieswojo, kiedy siedziała przy górującym nad nią rosłym McCallumie. Naturalnie, i tak był znacznie od niej wyższy. Odgarnęła niesforny kosmyk, który wysunął się z węzła upiętego na czubku głowy. Beżowa garsonka dobrze leżała na jej szczupłej sylwetce, jednak nie podkreślała kształtów.
– Dlaczego upinasz włosy w ten sposób? – spytał znienacka McCallum.
– Rozpuszczone, opadałyby mi na oczy, kiedy pochylam się nad dokumentami – odpowiedziała, wskazując piętrzący się na biurku stos papierów. – Oprócz Candy mam tylko dwoje pracowników, a mimo to jednego chcą mi zabrać z powodu ostatnich cięć finansowych. Jestem zmuszona pracować w soboty, by nadrobić zaległości, i wciąż słyszę zarzuty, że wyrabiam za dużo nadgodzin.
– Brzmi znajomo – zauważył McCallum.
– Wiem. Wszyscy mają kłopot ze zmieszczeniem się w okrojonym budżecie. To jedna z wątpliwych przyjemności pracy w sektorze publicznym.
– Dlaczego nie wyjdziesz za mąż i nie pozwolisz, aby jakiś mężczyzna cię utrzymywał? – zapytał prowokacyjnie McCallum.
Jessica przechyliła zalotnie głowę i posłała mu uśmiech.
– Oświadczasz mi się, zastępco szeryfa? Czy ktoś cię mamił opowieściami o chlebie, który sama wypiekam?
– Nie nadaję się do żeniaczki. Nie potrzebuję żony ani dzieci.
Radosny wyraz twarzy Jessiki przygasł, ale resztki uśmiechu pozostały. 
– Nie każdy chce mieć rodzinę – przyznała. 
Nie kontynuowała rozmowy, bo jej uwagę zwrócił głośny dzwonek telefonu w sekretariacie, po którym odezwał się sygnał interkomu. 
– Dzięki, że wpadłeś, do zobaczenia jutro rano – dodała, podnosząc słuchawkę. 

 

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel