Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Plan uwodzenia
Zajrzyj do książki

Plan uwodzenia

ImprintHarlequin
Liczba stron384
ISBN978-83-291-2735-6
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329127356
Tytuł oryginalnyThe Trouble with Honor
TłumaczEwa Bobocińska
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-03-03
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Plan uwodzenia" nowy romans Harlequin z cyklu HQN POWIEŚĆ HISTORYCZNA.

Honor i jej trzy siostry po śmierci ojczyma, hrabiego Backington, znalazły się na łasce przyrodniego brata, dziedzica tytułu, i jego narzeczonej Moniki. Monica chce, by zaraz po ślubie wyniosły się na daleką prowincję i żyły z głodowej pensji.

Honor nie zamierza się poddać. Udaje się do domu hazardu, by znaleźć George’a Eastona, słynnego w pewnych kręgach uwodziciela i hazardzistę. Prosi go, aby uwiódł Monicę i w ten sposób doprowadził do zerwania zaręczyn. Aby plan się powiódł, potrzebna jest pomoc Honor…

Fragment książki

Kłopoty zaczęły się wiosną tysiąc osiemset dwunastego roku w jaskini hazardu położonej na południe od Tamizy w obskurnej, rojącej się od złodziei dzielnicy Southwark.

To doprawdy niepojęte, jakim cudem stary, wzniesiony jeszcze przez wikingów budynek stał się jednym z najmodniejszych lokali dla dżentelmenów z towarzystwa. Wnętrze o nisko zawieszonym suficie uderzało przepychem, ciężkie draperie z czerwonego aksamitu i kosztowne drewno robiły wrażenie. Każdej nocy wysoko urodzeni panowie opuszczali swe stateczne rezydencje w Mayfair i przyjeżdżali do tego siedliska złodziei w uzbrojonych po zęby karetach, żeby przegrywać do siebie nawzajem bajońskie sumy. A kiedy któryś z dżentelmenów stracił już pieniądze przeznaczone na grę, mógł się pocieszać w towarzystwie francuskich kokotek w jednym z licznych prywatnych gabinecików.

W pewną przeraźliwie zimną noc na miesiąc przed rozpoczęciem wiosennego sezonu – kiedy to dżentelmeni nieuchronnie zostaną zmuszeni do wyrzeczenia się hazardu na rzecz balów w eleganckich salach Mayfair – pięć debiutantek zdołało nakłonić grupkę młodych sportsmenów, by pozwolili im rzucić okiem na tę jaskinię hazardu.

To był głupi i niebezpieczny postępek, bo narazili na szwank bezcenną reputację panien, a tym samym ich szanse na korzystne małżeństwo. Ale butni i żywiołowi młodzieńcy bez trudu dali się uprosić młodym damom. Nie przejmowali się ani obowiązującym w szulerni kategorycznym zakazem wstępu dla kobiet, ani rozmaitymi nieszczęściami i przestępstwami, których ofiarami mogły paść młode damy. Dla nich to była przygoda, która wnosiła trochę życia w zimową monotonię.

I właśnie tam, w jaskini hazardu w Southwark, George Easton zawarł bliższą znajomość z jedną z owych debiutantek, panną Honor Cabot.

Nie zwrócił uwagi na zamieszanie, które powstało, gdy w drzwiach stanęli młodzieńcy ze swymi skarbami, mocno zarumienieni z podniecenia własną odwagą i pękający z dumy, że udało się im namówić odźwiernego, aby je wpuścił. George był tak skoncentrowany na pozbawieniu trzydziestu funtów pana Charlesa Rutherforda, nałogowego hazardzisty, z którym rozgrywał partię commerce, że nie zauważył tego, co się działo.

– Co, u licha? – zawołał Rutherford i George dopiero w tym momencie dostrzegł młode dziewczyny, które zbiły się w stadko na środku sali niczym ptaszki trzepoczące skrzydłami i stroszące piórka. Spod kapturów wyglądały śliczne, roześmiane twarzyczki i błyszczące oczy, rozglądające się po tłumie mężczyzn, którzy oglądali je jak piękne konie na padoku.

– A niech to wszyscy diabli! – wymamrotał George i odłożył karty.

– Co one tu robią, do licha? – Rutherford zerwał się na równe nogi. Nieszczęsna dziwka, która siedziała na jego kolanach, prawie spadła na podłogę. – To skandal! – ryknął. – Trzeba natychmiast wyprowadzić stąd te pannice!

Trzej młodzieńcy, sprawcy awantury, popatrzyli po sobie, a najmniejszy z nich zawadiacko zadarł głowę i odparł:

– One mają takie samo prawo tutaj być jak pan, sir.

Jedno spojrzenie na twarz Rutherforda pozwoliło George’owi zorientować się, że groził mu atak apopleksji, więc stwierdził niedbałym tonem:

– W takim razie pozwólcie im usiąść i zagrać. W przeciwnym razie będą tylko rozpraszać obecnych tu dżentelmenów.

– Zagrać? – Rutherford tak bardzo wybałuszył oczy, że niemal wyszły mu z orbit. – One nie potrafią grać!

– Ja potrafię – odparła jedna z „pannic”.

George wychylił się zza Rutherforda, żeby zobaczyć, która z nich ośmieliła się odezwać.

Jedna z młodych dam nieśmiało wysunęła się naprzód. George’a zaskoczył intensywny błękit jej oczu okolonych ciemnymi rzęsami i atramentowa czerń włosów wokół twarzy o skórze białej jak mleko. Akurat tutaj trudno było się spodziewać takiej piękności.

– Panna Cabot? – zapytał Rutherford z niedowierzaniem. – Co pani, u licha, tutaj robi?

Dygnęła, jakby stała na środku sali balowej, i złożyła przed sobą ręce w rękawiczkach.

– Przyszłyśmy tu z koleżankami, żeby zobaczyć na własne oczy, jak wygląda miejsce, w którym znikają wszyscy dżentelmeni niemal każdego wieczoru.

W tłumie rozległy się tłumione chichoty.

– Panno Cabot… to nie jest miejsce dla przyzwoitej młodej damy. – Rutherford był wyraźnie poruszony, jakby czuł się odpowiedzialny za ten brak poszanowania zasad etykiety.

– Pan wybaczy, sir, ale nie pojmuję, jak miejsce odpowiednie dla przyzwoitego mężczyzny może być nieodpowiednie dla przyzwoitej młodej damy.

George nie zdołał powstrzymać się od uśmiechu.

– Może dlatego, że nie istnieje coś takiego jak przyzwoity mężczyzna.

Niesamowicie błękitne oczy po raz drugi spoczęły na twarzy George’a i nagle poczuł jakieś dziwne trzepotanie w piersi. Dziewczyna przeniosła spojrzenie na karty.

– Commerce? – zapytała.

– Tak. – George był pod wrażeniem, że rozpoznała grę. – Do licha, jeśli ma pani ochotę zagrać, panienko, to proszę to zrobić.

W tym momencie cała krew odpłynęła z twarzy Rutherforda i George z rozbawieniem skonstatował, że jego partner przy karcianym stoliku był bliski omdlenia.

– Nie. – Rutherford pokręcił głową i zatrzymał dziewczynę ruchem ręki. – Proszę o wybaczenie, panno Cabot, ale ja nie mogę nakłaniać pani do popełnienia tego szaleństwa. Proszę natychmiast wracać do domu.

Panna Cabot nie kryła, jak bardzo jest zawiedziona.

– W takim razie ja to zrobię – oświadczył George i nogą odsunął krzesło przy swoim stoliku. – Kogo mam przyjemność nakłaniać do złego? – zapytał.

– Pannę Cabot – odpowiedziała dziewczyna. – Z Beckington House.

Córka hrabiego Beckingtona? Czyżby powiedziała to, żeby zrobić na mnie wrażenie? – pomyślał, po czym wzruszył ramionami.

– George Easton. Z Easton House.

Dziewczęta za jej plecami zachichotały, ale panna Cabot nie poszła za ich przykładem, tylko odparła ze ślicznym uśmiechem:

– Miło mi, panie Easton.

George podejrzewał, że wcześnie nauczyła się tak uśmiechać, aby dostawać wszystko, na co miała ochotę. Było też oczywiste, że jest piekielnie atrakcyjna.

– Tutaj nie gramy w gry salonowe, panienko. Ma pani pieniądze?

– Mam – odparła i pokazała mu sakiewkę.

– Lepiej niech ją pani schowa – poradził. – Pod jedwabnym szalem albo do cholewki wyglansowanych bucików, bo w tych murach roi się od złodziei.

– My przynajmniej mamy sakiewki, Easton, nie utopiliśmy całego majątku w statkach! – ktoś zawołał.

Kilku dżentelmenów roześmiało się, ale George zignorował tę uwagę. Zdobył fortunę dzięki inteligencji oraz ciężkiej pracy, i jak to zwykle bywa, niektórzy mu tego zazdrościli.

Wskazał pannie Cabot krzesło.

– Wydaje się pani zbyt młoda, by rozumieć zasady takiej gry jak commerce.

– Doprawdy? – Uniosła brew i z wdziękiem usiadła na krześle, które odsunął dla niej jeden z panów. – A ile trzeba mieć lat, pana zdaniem, żeby dorosnąć do gier losowych?

Zbite w gromadkę panienki za jej plecami szeptały coś gorączkowo, ale panna Cabot spokojnie mierzyła wzrokiem George’a, czekając na odpowiedź. Uświadomił sobie, że nie była w najmniejszym stopniu onieśmielona ani przez niego, ani przez sytuację, w jakiej się znalazła.

– Nie zamierzam pytać pani o wiek – zapewnił szarmancko. – Dla mnie wygląda pani jak dziecko. Ale czy jest pani gotowa stracić wszystkie pieniądze, które ma pani ze sobą?

Roześmiała się dźwięcznie.

– Nie zamierzam ich stracić.

Dżentelmeni ponownie parsknęli śmiechem, natomiast Rutherford wodził zaszokowanym wzrokiem od panny Cabot do George’a, a potem powoli i niechętnie usiadł na swoim miejscu.

– Mam rozdawać? – zapytał George, unosząc talię kart.

– Proszę – odparła panna Cabot i starannie ułożyła rękawiczki obok stosiku swoich kilku monet. Kiedy George tasował karty, ona rozglądała się po sali. – Da pan wiarę, że jeszcze nigdy nie byłam na południe od Tamizy? Całe życie spędziłam w Londynie i w jego pobliżu, ale nigdy nie postawiłam stopy na południe od rzeki?

– Wyobrażam sobie – mruknął i rozdał karty. – Pani zaczyna, panno Cabot.

Przyjrzała się swoim kartom i położyła szylinga na środku stołu.

– Z szylingiem niewiele pani zwojuje w tej grze – stwierdził George.

– Akceptuje pan tę stawkę?

– Tak. – Wzruszył ramionami.

Uśmiech był jej jedyną odpowiedzią.

Rutherford poszedł za jej przykładem, a kobieta, która okupowała jego kolana prawie przez cały wieczór, wróciła na swojej miejsce i rzuciła pannie Cabot wyzywające spojrzenie.

– Och – szepnęła panna Cabot i odwróciła wzrok.

– Jest pani zaszokowana? – zapytał rozbawiony George.

– Odrobinę – przyznała panna Cabot i odważyła się ponownie rzucić okiem na młodą prostytutkę.

Natomiast George spojrzał na karty. Miał parę królów. To będzie łatwe zwycięstwo, pomyślał i dorzucił się do puli.

Służący z półmiskiem przeszedł obok nich, zmierzając do stolika, który zakończył rozgrywkę. Panna Cabot pobiegła za nim wzrokiem.

– Panno Cabot – odezwał się George. – Pani kolej.

– Och. – Przyjrzała się swoim kartom, wyjęła kolejnego szylinga i położyła go na środku stołu.

– Panowie, stawka wzrosła do dwóch szylingów. Będziemy mieli szczęście, jeśli uda nam się zakończyć przed świtem.

Panna Cabot uśmiechnęła się, w jej błękitnych oczach zalśniło rozbawienie. George musiał napomnieć samego siebie, żeby nie dać się rozproszyć.

Przy następnym rozdaniu Rutherford zapomniał o swej niechęci do gry z debiutantką. W kolejnym panna Cabot postawiła dwa szylingi.

– Proszę uważać. Chyba nie chce pani przegrać wszystkich pieniędzy już w pierwszej grze – ostrzegł jeden z młodzieńców i zachichotał nerwowo.

– Nie sądzę, żeby przegrana w pierwszej grze była bardziej bolesna niż w szóstej, panie Eckersly – odparła pogodnie.

George wygrał w tym rozdaniu, ale panna Cabot nie wyglądała na zniechęconą.

– To ciekawsza gra od wista.

– Pod warunkiem, że się wygrywa – odezwał się ktoś z tłumu.

– I że gra się pieniędzmi ojczyma – dodała żartobliwie panna Cabot ku uciesze niewielkiej, ale stale rosnącej grupki gapiów oraz stadka barwnych ptaszyn, które przyszły tu wraz z nią.

W ten sam sposób przebiegała także dalsza gra, panna Cabot stawiała szylinga i od czasu do czasu rzucała w tłum jakiś żarcik. To nie była gra o wysokie stawki, w jakich lubował się George, ale panna Cabot podobała mu się bardzo. Zupełnie nie pasowała do jego wyobrażeń o debiutantce. Była inteligentna i dowcipna, cieszyła się drobnymi zwycięstwami i rozmawiała na temat swoich kart z każdym, kto stanął za jej plecami.

Po godzinie zawartość sakiewki panny Cabot skurczyła się do dwudziestu funtów. Zaczęła rozdawać karty.

– Czy możemy podnieść stawkę? – zapytała wesoło.

– Ja jestem za, jeśli może pani sobie na to pozwolić – odparł George.

Rzuciła mu szelmowskie spojrzenie.

– Stawiam dwadzieścia funtów – oznajmiła i zaczęła rozdawać.

– Ależ to wszystko, co pani ma – zauważył George.

– Przyjmuje pan mój zakład? – Spojrzała mu prosto w oczy.

Niech Bóg ma go swojej opiece! Ta panna wyraźnie go prowokowała! George uśmiechnął się. Nie zwykł odmawiać damom, szczególnie tak intrygującym.

– Ustępuję – powiedział i z gracją skłonił głowę. – Przyjmuję pani zakład.

Wieść o tym, że Easton przyjął wyzwanie panny Cabot, szybko rozeszła się po sali i w ciągu paru minut jeszcze większa grupa bywalców jaskini hazardu skupiła się wokół nich, żeby być świadkiem tego, jak debiutantka przegrywa wszystko w rozgrywce z nieślubnym synem zmarłego księcia Gloucestera.

Rutherford, który nie potrafił znieść myśli, że debiutantka mogłaby być mu winna pieniądze, wycofał się z rozgrywki. Zostali tylko George i panna Cabot, która wyglądała na nieporuszoną. Jakie to typowe dla ludzi z Mayfair, pomyślał George. Nie przejmowała się tym, ile pieniędzy ojczyma przegra – dla niej zakłady i pieniądze brały się z powietrza.

Kiedy podniosła stawkę do stu funtów, George spasował. Podziwiał ducha tej dziewczyny, ale nie miał sumienia wygrywać tak wysokiej kwoty od debiutantki.

– Czy ojczulek na pewno zgodzi się zasilić pani sakiewkę taką sumą, panno Cabot? – zapytał.

Otaczający ich mężczyźni nagrodzili to pytanie gromkim śmiechem.

– To chyba zbyt osobiste pytanie, panie Easton. Może to ja powinnam zapytać, czy aby na pewno pan ma w kieszeni sto funtów w razie przegranej?

Pyskata ta mała! George wyobrażał sobie, jaki zachwyt wzbudziły jej słowa wśród obecnych dżentelmenów. Rzucił na stół garść banknotów i puścił do niej oko.

– Bardzo proszę.

George wyłożył sekwencję trzech kart, z których najstarszą była dziesiątka. Mogła go pobić jedynie triconem lub trójką.

– Jestem pod wrażeniem! – stwierdziła panna Cabot.

– Od dawna grywam w tę grę.

– Wierzę. – Podniosła wzrok i uśmiechnęła się do niego.

George pojął, że został pokonany. Jej uśmiech był zbyt frywolny, zbyt triumfalny.

Kiedy wyłożyła swoje karty, wokół stolika rozległy się westchnienia, a potem wybuchł aplauz. Panna Cabot pobiła go triconem, trzema dziesiątkami. George popatrzył na karty, a potem spojrzał jej w oczy.

– Mogę? – zapytała i obu rękami zaczęła wpychać do sakiewki monety i banknoty ze stołu. Zabrała wszystko, aż do ostatniego grosika, do małej, wykwintnej torebeczki. Podziękowała George’owi i Rutherfordowi za to, że pozwolili jej poznać atmosferę jaskini hazardu, narzuciła pelerynę, wciągnęła rękawiczki i dołączyła do gromadki dziewcząt.

George odprowadził ją wzrokiem, bębniąc palcami o blat stołu. On, doświadczony hazardzista, uległ debiutantce!

I w tym momencie zaczęły się jego kłopoty z Honor Cabot.

***

Coroczne wiosenne wieczory muzyczne u lady Humphrey, powszechnie znane jako Wydarzenie, wyznaczały tendencje mody, które miały obowiązywać w nowym sezonie, i każdego roku jedna dama wyróżniała się spośród pozostałych. W tysiąc siedemset dziewięćdziesiątym ósmym roku lady Eastbourne pokazała się w sukni z krótkimi rękawami kimonowymi, które zostały uznane za niezwykle risqué, ale tak pomysłowe zarazem, że przez kilka tygodni stanowiły temat rozmów w Mayfair. W tysiąc osiemset czwartym panna Catherine Wortham zaszokowała wszystkich deklaracją, że będzie nosiła taką bieliznę, aby każdy mógł dostrzec pod cieniutką muślinową suknią zarys jej nóg.

A piękną wczesną wiosną tysiąc osiemset dwunastego roku największe wrażenie zrobiła panna Honor Cabot dopasowaną kreacją z wyzywająco głębokim dekoltem. Suknia musiała kosztować krocie, i to nie tylko z uwagi na bogate hafty i koraliki zdobiące jej obszycie, ale przede wszystkim dlatego, że została uszyta z najlepszego jedwabiu sprowadzonego z Paryża, a Wielka Brytania była w stanie wojny z Francją. Jedwab w kolorze piersi pawia cudownie podkreślał barwę jej oczu i odbijał się w drobnych kryształkach wpiętych w czarne jak noc zimowa włosy.

Tak, nie ulegało wątpliwości, że panna Honor Cabot była zjawiskowo piękna. Zawsze doskonale skrojone stroje stanowiły jedynie dodatek do jasnej cery o kremowym odcieniu, z którą kontrastowały ciemne rzęsy oraz pełne, czerwone jak rubin wargi i zdrowy rumieniec na policzkach. Była pogodna z natury i miła w obejściu, a jej oczy skrzyły się radością, gdy rozmawiała z licznymi przyjaciółkami i wielbicielami płci przeciwnej.

Miała reputację panny, która zdecydowanie wykraczała poza normy oczekiwanej od debiutantek układności i nieśmiałości. Wszyscy słyszeli o jej niedawnej eskapadzie do Southwark, a panowie z towarzystwa żartobliwie przylepili jej etykietkę awanturnicy. Ale pewnego wieczoru w miejskiej rezydencji Humphreyów przy Hanover Square podczas kolacji to nie piękna, wyzywająca suknia awanturniczej panny Cabot wprawiła w ruch języki wszystkich plotkarzy w Londynie. Tym razem chodziło o czepek. Prawdziwe dzieło sztuki! Zdaniem lady Chatham, samozwańczej ekspertki w dziedzinie stroju, musiał powstać w renomowanym zakładzie kapeluszniczym Lock and Company z St. James Street, który w swojej dziedzinie stanowił niedościgniony ideał.

Czepek został wykonany z czarnej krepy i ciemnoniebieskiej satyny, zebranej z jednego boku w niewielki wachlarzyk, który trzymał się dzięki przypince z błyszczącego akwamarynu. Z wachlarzyka zwisały dwa niezwykle długie pawie pióra, które, zdaniem lady Chatham, musiały przypłynąć aż z Indii, ponieważ, jak powszechnie wiadomo, indyjskie pawie pióra zdecydowanie przewyższały pióra angielskich ptaków.

Panna Monica Hargrove na widok tego czepka, zawadiacko osadzonego na ciemnej główce Honor, o mało nie dostała ataku apopleksji.

Wieści rozchodziły się w Mayfair tak szybko, że informacja o scysji, do jakiej doszło w toalecie między panną Cabot a panną Hargrove, dotarła do miejskiej rezydencji hrabiego Beckingtona jeszcze przed powrotem panny Cabot.

Honor nie zdawała sobie z tego sprawy, wślizgując się do domu, gdy piały pierwsze kury. Wbiegła szybko po schodach do zacisznej sypialni, rzuciła czepek na szezlong, zdjęła suknię uszytą specjalnie dla niej przez panią Dracott i natychmiast zapadła w głęboki sen. Jednak jakiś czas później została brutalnie obudzona, a kiedy otworzyła zaspane oczy, zobaczyła nad sobą buzię trzynastoletniej siostry.

– Augustine prosi, żebyś przyszła – powiedziała Mercy, przyglądając się jej badawczo zza szkieł okularów w drucianych oprawkach. Mercy, podobnie jak Honor, miała czarne włosy i niebieskie oczy, natomiast pozostałe siostry: Grace, zaledwie o rok młodsza od dwudziestodwuletniej Honor, oraz szesnastoletnia Prudence były blondynkami o orzechowych oczach.

– Augustine? – Honor stłumiła ziewnięcie. Nie była w nastroju na spotkanie z przyrodnim bratem z samego rana. Z samego rana? Spojrzała na zegar na kominku, który wskazywał wpół do dwunastej. – A czego on chce?

– Nie wiem – odparła Mercy i usiadła w nogach łóżka. – Dlaczego masz sine kręgi pod oczami?

Honor jęknęła.

 

 

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel