Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Po dyżurze
Zajrzyj do książki

Po dyżurze

ImprintHarlequin
KategoriaMedical
Liczba stron160
ISBN978-83-291-2843-8
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329128438
Tytuł oryginalnyHers for One Night Only?
TłumaczKrystyna Rabińska
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-04-21
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Po dyżurze" nowy romans Harlequin z cyklu HQN MEDICAL.

Siedział w szpitalu do wieczora, a potem przyszedł do baru, gdzie światło było zbyt jaskrawe, rozmowy zbyt głośne, wino za kwaśne, i zły był na siebie, że tęskni za Arabellą. Jak mógł tęsknić za kimś, kogo nie lubił? Zły był na nią, że dzisiaj zadzwoni, i na siebie, że znowu ogarnie go pokusa, aby do niej wrócić. Czy nie powinien już o niej zapomnieć? I wtedy zobaczył Bridgette...

Fragment książki

- Jesteś na jej każde zawołanie. Urządzamy dziś z Vince’em spotkanie pożegnalne, a ty nie chcesz przyjść, bo twoja siostrzyczka może potrzebować niańki.

Bridgette nie wiedziała, jak odpowiedzieć na ten zarzut. W końcu Jasmine ma rację.

- Wiesz, że to nie jest takie proste.

- A właśnie że jest.

Tolerancja Jasmine najwyraźniej się wyczerpała. Jej chłopak, Vince, lekarz stażysta na oddziale pediatrycznym szpitala w Melbourne, tego samego, w którym Bridgette do niedawna pracowała, wyjeżdżał na rok za granicę na misję humanitarną. Jasmine w ostatniej chwili zdecydowała się do niego dołączyć i właśnie dzisiaj wieczorem zbierało się grono znajomych i przyjaciół, by ich pożegnać.

- Wszystko poświęciłaś dla Courtney, zrezygnowałaś z pracy, którą kochasz, i zarejestrowałaś się w agencji, aby nie być związana sztywnymi godzinami dyżurów. Zrobiłaś, co mogłaś, żeby ją wspierać i zobacz, jak teraz wygląda twoje życie.

Jasmine zdawała sobie sprawę, że zbyt ostro krytykuje przyjaciółkę, lecz chciała wstrząsnąć Bridgette, nawet doprowadzić ją do łez, zmusić, by nareszcie spojrzała prawdzie w oczy.

Przecież dalej tak żyć nie można, coś z tym trzeba zrobić. Bridgette jednak nie zapłakała nad swoim losem, tylko z uporem powtarzała, że daje sobie radę, że praca w agencji jej odpowiada i że uwielbia zajmować się synkiem Courtney, Harrym.

- Skoro wszystko idzie tak świetnie, jak twierdzisz – Jasmine zmieniła taktykę – to chyba możesz sobie pozwolić na pierwszy od miesięcy wolny wieczór, nie? Bardzo mi zależy na tym, żebyś była. Wszyscy chcemy się z tobą spotkać. Przyjdą...

Bridgette już chciała zapytać: „a jeśli coś się stanie...”, lecz ugryzła się w język. Właściwie zmęczył ją ustawiczny lęk, że coś się stanie.

- Przestań się zasłaniać Harrym. – Jasmine nie dawała za wygraną.

- Nie zasłaniam się.

- Zasłaniasz. Wiem, że zostałaś bardzo zraniona, ale musisz zostawić przeszłość za sobą.

Zabolało. Bridgette rzeczywiście używała Harry’ego jako pretekstu, by nie przyjść na spotkanie.

Wzięła głęboki oddech i kiwnęła głową.

- Dobrze. Wygrałaś.

- To znaczy, że będziesz?

- Na to wygląda.

Więc zamiast siedzieć w domu, Bridgette poszła do fryzjera i dla ożywienia mysich jasnych włosów zafundowała sobie ciemne pasemka, dzięki którym jej cera zdawała się jaśniejsza, a szare oczy ciemniejsze. Za namową Jasmine zdecydowała się również na depilację woskiem i manikiur.

Udało jej się też zrobić zakupy.

- Koniecznie muszę tu posprzątać – mruknęła Bridgette, szukając butów na obcasach.

Dawniej miała wszystko na swoim miejscu, lecz kiedy urodził się Harry, Courtney na pewien czas się do niej wprowadziła. Mieszkali w trójkę, a czasami w czwórkę, bo przecież był jeszcze Paul.

Od tamtej pory nie udało jej się doprowadzić mieszkania do porządku. Życia osobistego również nie.

Spojrzała na kartony z półkami, które kupiła w sklepie internetowym.

- Chciałabym już mieć ten regał. Tata obiecał mi go zmontować, ale...

Jasmine w porę ugryzła się w język. Od miesięcy słyszała tę samą śpiewkę. Uznała jednak, że dzisiaj nie jest odpowiedni moment na krytykowanie Betty i Maurice’a Joyce’ów, chociaż jej zdaniem byli najbardziej nieuczynnymi i niezaradnymi ludźmi na świecie. Zachowywali się tak, jakby nie dostrzegali, że ich młodsza córka zagmatwała sobie życie, i oczekiwali, że Bridgette wszystkim się zajmie.

- Jak się w tym czujesz? – zapytała natomiast, kiedy Bridgette, wystrojona w nową kreację, w sandałkach na wysokim obcasie, uczesana i umalowana, przeglądała się w lustrze.

- Jak dwudziestosześciolatka.

Bridgette z zadowoleniem uśmiechnęła się do swojego odbicia. Zamiast znużonej kobiety patrzyła na nią atrakcyjna dziewczyna. Metamorfozę zawdzięczała srebrnej sukience, która cudownie podkreślała jej kobiecą figurę, i nowemu podkładowi, który maskował oznaki zmęczenia.

- I singielka – uszczypliwie dodała Jasmine.

- Nowy związek jest ostatnią rzeczą na świecie, jakiej teraz pragnę.

- Nie musi od razu być związek – zastrzegła Jasmine. – Chociaż znając ciebie, wiem, że musi. – Bacznie przyjrzała się przyjaciółce. – Paul to ostatni drań, wiesz o tym, prawda?

- Wiem.

- Zawsze lepiej przekonać się o tym wcześniej niż później.

- To też wiem – szorstko ucięła Bridgette.

Nie chciała rozmawiać o Paulu, nie chciała nawet o nim myśleć. Na szczęście głowę Jasmine już zaprzątało coś innego.

- Ciekawa jestem, czy Dominic się zjawi – zaczęła. – Jest obłędnie seksowny...

Chociaż Jasmine była szczęśliwa z Vince’em, nie potrafiła nie zachwycać się Dominikiem Mansfieldem, pediatrą na zastępstwie w ich szpitalu.

- Nie podniecaj się. Za kilka dni lecisz z narzeczonym do Afryki – przypomniała jej Bridgette.

- Ale popatrzeć mogę – odcięła się Jasmine i westchnęła. – Przyznam ci się, że oczu od niego oderwać nie można. Jest boski. Mógłby grać w filmie. Zakręć się koło niego.

- Z tego, co mi opowiadałaś, wynika, że nie lubi wiązać się na dłużej.

- Wiem, że zanim przyjechał do Melbourne, był zaręczony. Ale do ciebie by nie pasował. Prawie się nie odzywa. Właściwie zachowuje się bardzo arogancko. – Jasmine zamyśliła się. – Zostawmy go, zajmijmy się tobą. Popatrz na siebie.

Uśmiechnęła się do odbicia Bridgette w lustrze.

– Szykowna, samotna, bez zobowiązań... Masz prawo się zabawić.

Sęk w tym, że Bridgette miała zobowiązania, chociaż nikt tego nie potrafił zrozumieć. To przez owe zobowiązania dwukrotnie sprawdzała, czy do torebki na pewno włożyła telefon komórkowy. I nie czuła się całkiem jak singielka, bardziej jak samotna matka, której dziecko pojechało w odwiedziny do ojca.

Courtney i Harry mieszkali u niej rok i nie skończyło się to dobrze. Stosunki między siostrami układały się fatalnie, niemniej Bridgette często zabierała chłopca do siebie. Brakowało jej go dzisiaj.

Tłumaczyła jednak sobie, że Harry nie jest jej dzieckiem i nie powinna za nim tęsknić.

Miło było zobaczyć dawnych znajomych i dowiedzieć się, co u nich słychać.

Goście złożyli się na drinki, popełnili jednak błąd, pozwalając Jasmine wybrać wino, a ona postawiła na ilość, nie na jakość. Bridgette wypiła łyk i mimo że nie uważała się za koneserkę, ograniczyła się do jednego kieliszka.

- Kiedy do nas wrócisz? – pytały koleżanki.

- Jeszcze nie wiem – odpowiadała. – Mam nadzieję, że wkrótce.

Właściwie dobrze się czuła w ich gronie, chociaż inaczej niż dawniej. Już nie należała do paczki.

Nie miała pojęcia, o kim mówią, gdy plotkowały o jakiejś Ricie, która dyrygowała wszystkimi przy porodach i miała nieprzyjemny skrzekliwy głos. Nic również nie wiedziała o dramatycznych chwilach, jakie cały zespół przeżywał w zeszłym tygodniu.

Dyskretnie wyjęła z torebki komórkę i zerknęła na wyświetlacz. Z ulgą stwierdziła, że nikt nie dzwonił. Mogła dobrze się bawić, lecz straciła ochotę.

Nie była już położną, w najlepszym wypadku tylko od czasu do czasu odbierała poród. Pracowała tam, gdzie wysyłała ją agencja. Właśnie zamierzała niepostrzeżenie wyjść, kiedy zjawili się nowi goście i Jasmine nalegała, że musi jej ich przedstawić.

- To jest Rita, nasza nowa siostra oddziałowa. Rito, to Bridgette Joyce, która z nami pracowała. Namawiamy ją wszyscy do powrotu. A to jest...

Bridgette podniosła wzrok i napotkała głębokie spojrzenie czarnych oczu. Mężczyzna wyróżniał się z tłumu i w tym trochę tandetnym barze sprawiał wrażenie przybysza z innej planety. Był wysoki, szczupły, ubrany w czarne spodnie i dopasowaną białą koszulę. Miał regularne rysy twarzy i czarne, niezbyt krótko ostrzyżone włosy. Jasmine nie przesadzała, był bardzo atrakcyjny.

– To jest Dominic, nasz pediatra.

Nie wyglądał na pediatrę. Bridgette wiedziała, że nie powinna przypinać ludziom etykietek, lecz gdy Dominic skinął jej głową i powiedział coś zdawkowo na powitanie, pomyślała, że wcale nie sprawia wrażenia mężczyzny przyzwyczajonego do obcowania z dziećmi.

Jasmine miała rację, mógłby występować w serialu, grając lekarza albo... Tak, raczej chirurga plastycznego prowadzącego ekskluzywną prywatną klinikę.

- Bridgette? Napijesz się jeszcze?

- Nie, dziękuję. Ja...

Chciała powiedzieć, że właśnie wychodzi, lecz Jasmine nie dopuściła jej do głosu.

- Nie musisz płacić za drinki – zwróciła się do Dominica. – Wina jest pod dostatkiem.

Nalała dwa kieliszki, jeden wręczyła Dominicowi, drugi Bridgette.

- Wypijmy.

Bridgette musiała przyznać, że Dominic jest bardzo dobrze wychowany. Podziękował, wypił łyk cienkusza i nawet się nie skrzywił. Bridgette umoczyła usta w swoim kieliszku, a wtedy ich spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęli się do siebie nieznacznie.

- Cieszę się, że udało ci się przyjść – rzekł Vince, podchodząc. – Wiem, że mieliście trudny dzień.

Dominic kiwnął głową, lecz nie podjął tematu.

- Kiedy wylatujecie? – zapytał natomiast.

- W poniedziałek wieczorem – odparł Vince i dodał kilka informacji na temat misji humanitarnej, w której bierze udział.

- Życzę powodzenia.

Rzeczywiście nie jest rozmowny, pomyślała Bridgette. Tymczasem Jasmine odciągnęła Vince’a na bok, zostawiając ich samych.

- Ostrożnie – uprzedziła Bridgette, kiedy Dominic podniósł kieliszek do ust. – Pamiętaj, że to ocet.

Po twarzy Dominica przemknął cień uśmiechu.

- Masz ochotę na coś innego? – zapytał.

- Nie, nie...

Ale gafa! Przecież nie naprasza się o drinka!

- Jasmine byłoby przykro. Więc pracujesz w tym samym szpitalu co wszyscy, tak? – zapytała, aby jakoś rozpocząć rozmowę.

- Tylko w zastępstwie. Za dwa tygodnie obejmuję etat konsultanta w Sydney.

Nazwa szpitala, jaką wymienił, robiła wrażenie i Bridgette doszła do wniosku, że właśnie o to mu chodziło.

- Masz w Sydney rodzinę?

- Tak – odparł krótko. – A ty pracujesz na położniczym?

- Pracowałam, ale pół roku temu odeszłam. Zarejestrowałam się w agencji...

- Dlaczego?

Było to bardzo bezpośrednie pytanie i Bridgette, zaskoczona, nie bardzo wiedziała, co odpowiedzieć.

- Bardziej elastyczne godziny, więcej pieniędzy...

To wszystko była prawda, lecz nie cała. Bridgette bardzo tęskniła za szpitalem. Uwielbiała pracę na pediatrii, a teraz szła tam, gdzie wysyłała ją agencja, do domów opieki, na oddział chorób kręgosłupa, nawet na oddział psychiatryczny. Kończyła zadanie i wychodziła. Lecz Dominic nie musi wysłuchiwać jej zwierzeń, więc przywołała na twarz miły uśmiech i dokończyła:

- I w sobotę wieczorem mogę się gdzieś wypuścić.

Gdy tylko wypowiedziała te słowa, natychmiast zapragnęła je cofnąć.

- Rozumiem. Same korzyści – skomentował Dominic, a Bridgette mogłaby przysiąc, że spojrzał na jej dłoń trzymającą kieliszek.

Aż zakręciło się jej w głowie, kiedy sobie uświadomiła, że szuka na jej palcu obrączki.

- Szczególnie jeśli ktoś ma małe dzieci – dodał.

- Nie o to chodzi – wykrztusiła.

Dominic patrzył na nią tak, jak ona patrzyłaby na parę butów na wystawie sklepowej i dokonywała w myślach oceny: obcas za niski albo za wysoki, kolor ładny, szkoda, że mają kokardkę.

Nie nadaję się, chciała mu powiedzieć. Jestem równie nieciekawa jak sznurowane półbuty.

- Nie masz dzieci?

- Nie. – Czuła, że gdyby napomknęła Dominicowi o Harrym, na pewno by się rozpłakała.

Oczami wyobraźni widziała, jak na przystojnej twarzy Dominica pojawia się grymas znudzenia, gdy szykowna dziewczyna zaczyna mu się zwierzać, że siłą się powstrzymuje, by nie wyciągnąć z torebki komórki i nie sprawdzić, czy Courtney dzwoniła albo przysłała esemesa. W tej chwili Bridgette najchętniej podjechałaby pod dom, gdzie jej młodsza siostra mieszka z przyjaciółką, sprawdzić, czy nie odbywa się tam jakaś szalona impreza. Zaczęła się gorączkowo zastanawiać, jak zmienić temat, i oczywiście znowu popełniła gafę.

- Przykro mi, że mieliście ciężki dzień.

Zobaczyła, jak Dominicowi tężeją mięśnie twarzy, i zrozumiała, że była to najgłupsza rzecz, jaką mogła powiedzieć, na dodatek sztucznie wesołym i beztroskim tonem. Dominic skwitował jej uwagę takim samym szybkim kiwnięciem głową jak wtedy, gdy Vince wspomniał o kłopotach w szpitalu, przeprosił i się oddalił.

Jasmine błyskawicznie znalazła się u boku przyjaciółki.

- Strasznie długo rozmawialiście!

- Dwie minuty.

- Jak na niego to długo. – Jasmine zniżyła głos. – On się prawie do nikogo nie odzywa.

- Daj spokój! Zostałam poddana ocenie, czy nadaję się na towarzyszkę na jedną noc. Wypytywał, czy mam dzieci. Może bał się, że mam rozstępy? Bezwstydnik.

Jasmine wybuchnęła śmiechem. Bridgette też się roześmiała. Dawno tak dobrze się nie czuła.

Teraz cieszyła się, że przyszła na przyjęcie Jasmine, która bardzo jej pomogła w trudnym okresie życia. Przyjaciółki zaczęły żartować z Dominica podrywacza i chichocząc, prześcigały się w domysłach na temat jego luksusowej garsoniery – koniecznie w centrum miasta i koniecznie z białym dywanem, na którym zaznaje rozkoszy z kolejnymi partnerkami…

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel