Początek końca
Ktoś celowo zaciera ślady, morderstwo to jedynie początek.
W jednym z krakowskich parków zostaje znalezione ciało mężczyzny. Twarz ofiary oblano kwasem, jakby sprawca chciał odebrać mu nie tylko życie, ale i tożsamość. Śledztwo prowadzi Sonia Lenarczyk, doświadczona policjantka, która szybko odkrywa, że brodnia była starannie zaplanowana. Wszystkie tropy zdają się prowadzić donikąd. Nadzór prokuratorski nad sprawą obejmuje Julia, siostra Soni. Wspólne śledztwo zmusza je do konfrontacji nie tylko z mordercą, lecz także z tym, co wydarzyło się zeszłego roku w Niemirowie.
Czy przeszłość można zostawić za sobą?
Najmłodsza z sióstr, Jaśmina, po rozwodzie, decyduje się pełnić funkcję rodziny zastępczej. Jej pierwszymi podopiecznymi zostaje rodzeństwo, które trafia do niej w wyniku interwencji. Jaśmina próbuje dowiedzieć się czegoś więcej o ich sytuacji rodzinnej. Kiedy okazuje się, że komuś jednak bardzo zależy, żeby nie odkryła prawdy, zwraca się o pomoc do swoich sióstr.
Czy siostry Lenarczyk zdołają zjednoczyć siły, by stawić czoła niebezpieczeństwu?
A może to śledztwo stanie się początkiem końca ich relacji?
#siłasióstr #thriller #morderstwo #śledztwo #zbrodnia #książkadlaciebie #harpercollinspolska
Fragment tekstu
Rozdział 1
Jaśmina Lenarczyk usiadła na ławce, z trudem wciągając do płuc przesiąknięte potem powietrze. Jak każdy poniedziałkowy trening, także i ten należał do wymagających. Najchętniej padłaby na podłogę, ale duma i trzydzieści osiem lat na karku nie pozwalały jej na taki krok. Poza tym wieczorne godziny na sali treningowej w warszawskim klubie bokserskim przyciągały wiele osób, dlatego jedynie pochyliła się do przodu i oparła łokcie na kolanach, przekonując siebie i swoje serce, że zawał w tym wieku jeszcze jej nie grozi.
Chyba.
W tym momencie nie rozumiała, dlaczego sama to sobie robiła i jeszcze płaciła za to duże pieniądze. Nie, jednak wiedziała. Boks to wymagający sport, nie ma w nim miejsca na słabość. Satysfakcja, którą odczuwała na koniec, wynagradzała wszystko, a zmęczenie rozchodzące się po ciele i wyrzut endorfin były przysłowiową wisienką na torcie. Wrażenia lepsze od seksu, przynajmniej sądząc po tym, co wciąż pamiętała. Po rozstaniu z mężem Jaśmina stała się ostrożna w kontaktach z mężczyznami. Powodem nie był jednak Patryk ani tym bardziej fakt, że ją zdradził. Problemem była ona, a dokładnie jej podejście do wielu spraw, które prowadziło do tego, że nie potrafiła być długo sama. Kończąc jeden związek, szybko wchodziła w kolejny, ponieważ musiała mieć przy sobie kogoś, kto będzie dla niej wsparciem. Na szczęście to minęło. A rozwód był tylko domknięciem pewnego rozdziału w jej życiu. Obawy, że wystarczy chwila nieuwagi i szybko powróci do wcześniejszych nawyków, tak całkiem jednak nie zniknęły, dlatego wciąż wolała zachowywać ostrożność.
Wzięła kolejny głęboki oddech. Serce powoli wracało do normalnego rytmu. Gdy dostrzegła zmierzające ku niej sportowe buty swojego trenera, podniosła głowę. Łukasz Błachut był wysokim i szczupłym mężczyzną. Zarówno sylwetka, jak i złamany nos podpowiadały, czym zajmował się przez większość swojego życia. Kiedyś startował w zawodach, a po zakończeniu kariery założył szkołę na Mokotowie. Trenował dzieci i dorosłych, prowadził także zajęcia indywidualne i właśnie z tej formy treningów korzystała Jaśmina. Spotykali się od kilku miesięcy trzy razy w tygodniu i jak na razie były to najlepiej wydane przez Jaśminę pieniądze. Boks, oprócz pewności siebie, dawał jej jeszcze jedno: spokój w głowie. Dla osoby, która przez większość swojego życia walczyła z lękami, było to zaskakujące. Depresja, następstwo tego, co dotknęło jej rodzinę, nawarstwiające się problemy doprowadziły Jaśminę do punktu, z którego jedynym i najlepszym wyjściem wydawało się odebranie sobie życia. Tatuaż na nadgarstku przedstawiający średnik, zrobiony niedługo po tamtym dniu, był przypomnieniem, że jednak zdecydowała się żyć dalej. Zawalczyła o siebie. I robiła to każdego dnia, ponieważ pewne rzeczy nie zmieniały się tak łatwo. Jaśmina nadal była osobą, którą przytłaczały własne myśli i więziły własne ograniczenia, ale wystarczył dobry trening, by wszystko wracało na właściwe tory. Przynajmniej na jakiś czas.
– Gotowa na drugą rundę? – spytał Łukasz.
Nie spuszczał wzroku z Jaśminy, gdy sięgnęła po butelkę z wodą i niezdarnie podniosła ją do ust. Rękawice bokserskie uniemożliwiały normalny chwyt, ale ich nie ściągnęła.
– Tak – odparła pomiędzy łykami.
Kiedy poderwała się z miejsca, zadowolony skinął głową.
– Teraz skupimy się na takiej sekwencji: lewy, prawy, a potem jeszcze raz prawy, przy czym ostatni cios robisz najszybciej, jak potrafisz. Pamiętaj też o skręcie bioder.
Jaśmina podeszła do worka. Tę sekwencję ćwiczyli już nieraz i wiedziała, jak ma wyglądać.
Przyjęła pozycję, podniosła rękawice do gardy i wyprowadziła lewy cios, potem prawy, na koniec poprawiając mocnym prawym. Po chwili przyjęła ponownie gardę i powtórzyła ruch. Robiła tak raz za razem, obchodząc worek.
– Trzymaj gardę – rzucił dziesięć minut później Łukasz, gdy zmęczenie zaczęło zbierać swoje żniwo i Jaśmina z coraz większym trudem utrzymywała właściwą postawę. Od potu piekły ją oczy, obraz się rozmazywał.
– Trzymam – warknęła między jednym ciosem a kolejnym, gdy łzawienie stawało się nieznośne.
– Nie trzymasz – powtórzył spokojnie.
Nie zdążyła dokończyć sekwencji, gdy na policzku poczuła lekkie uderzenie. Zapiekło. Nie oddała Łukaszowi, chociaż gdy taka sytuacja pojawiła się na jednym z początkowych treningów, to właśnie nad tym odruchem najtrudniej było jej zapanować. Z czasem nauczyła się przyjmować jego uwagi i robiła swoje najlepiej, jak umiała.
Tak samo postąpiła i teraz. Odetchnęła głęboko, po czym poprawiła pozycję gardy i przytknęła rękawice do policzków. Łukaszowi udało się udzielić jej lekcji i do samego końca pamiętała o osłanianiu twarzy.
– Dobrze ci idzie. Masz talent do tego – powiedział, gdy zrobili przerwę na wodę. – Przypomnij mi, co ćwiczyłaś wcześniej?
Na ten temat rozmawiali jakiś czas temu, ale wtedy Jaśmina była bardziej skryta i niewiele mu zdradziła.
– Karate, ale tylko przez rok – odparła. – Dużo też biegałam, pływałam, strzelałam – wymieniała na jednym wydechu tylko niektóre sprawności zdobyte w wieku, gdy jej rówieśnicy dysponowali czymś tak cennym jak czas wolny, a ich myśli zajmowały spotkania, zabawy z sąsiadami, a później relacje damsko-męskie.
Dzisiaj już się tak nie pilnowała. Poza tym powoli przestawała się wstydzić swojego dzieciństwa, o którym z pewnością nie da się powiedzieć, że było zwyczajne. Nawet nie było temu bliskie. Dopiero reakcja Łukasza przypomniała jej, dlaczego te informacje lepiej zachowywać dla siebie. Jednak cofnąć słów już nie mogła.
– Mój ojciec był żołnierzem – wyjaśniła szybko. – Szkolił mnie i moje siostry – dodała, licząc, że to wystarczy. Niespecjalnie chciała zagłębiać się w przeszłość, nie zamierzała też podawać powodu, dlaczego tak się stało. Wracanie do tragedii sprzed lat, która w głównej mierze dotknęła jej starszą siostrę Sonię, czy ponowne taplanie się w rodzinnym dramacie nie mogło przynieść niczego dobrego. A na pewno nie Jaśminie. To, co wydarzyło się trzydzieści jeden lat temu w Niemirowie, zostaje w Niemirowie. A także to, co miało miejsce w zeszłym roku.
Łukasz przez chwilę nie spuszczał wzroku z oczu Jaśminy. Zaciekawiło go to, co powiedziała, ale nie kontynuował tematu.
– Jak policzek? – spytał zamiast tego.
Kiedy jego spojrzenie przeniosło się o kilka centymetrów niżej, Jaśmina poczuła w tym miejscu mrowienie, które nie miało nic wspólnego z wcześniejszym bólem.
– W porządku. – Wiedziała, że po uderzeniu nie pozostanie nawet ślad. W swoim życiu otrzymała już tyle ciosów, że potrafiła rozpoznać te, którymi powinna się przejmować.
– To, że kiedyś trenowałaś, widać w twoich ruchach, świadomości ciała. – Łukasz wrócił do wcześniejszego wątku. – Ćwiczymy razem czwarty miesiąc, a zrobiłaś dużo więcej, niż z niektórymi robię w ciągu całego roku.
Pochyliła głowę, czując, jak jej twarz oblewa rumieniec. Przyjmowanie komplementów także nie było jej mocną stroną.
Wciąż milcząc, ściągnęła rękawice, a potem to samo zrobiła z przepoconymi owijkami. Każdy trening składał się z trzech części. Teraz przyszedł czas na ostatnią.
– Co wybierasz: czterdzieści pompek czy skakankę?
– Pompki – odparła bez wahania, na co się uśmiechnął.
– W takim razie będzie skakanka. Nie marudź – dodał szybko, gdy już otwierała usta, by zaprotestować.
Posłuchała. Z trudem. Nie wiedziała, w jaki sposób Łukasz potrafił ją przejrzeć, i to za każdym razem. Gdy czasami przezornie wybierała to, czego nie lubiła, licząc, że trener z przekory każe jej zrobić coś innego, on i tak wiedział.
– Kiedyś się zemszczę – rzuciła pod nosem na tyle cicho, żeby jej nie usłyszał.
Ta wizja pomogła Jaśminie i przez jej usta przemknął lekki uśmiech. Zamierzała już podejść po skakankę, gdy na zegarku wyświetlił się komunikat o przychodzącym połączeniu.
Natychmiast spoważniała, rozpoznając numer, który dodała do swoich kontaktów kilka miesięcy temu, gdy podjęła decyzję, że będzie pełnić rolę rodziny zastępczej.
– Muszę odebrać. – Sięgnęła do torby po komórkę i nacisnęła kciukiem zieloną słuchawkę. Na ten telefon czekała, odkąd ukończyła trzymiesięczny kurs przygotowawczy i przeszła wszystkie badania. – Jaśmina Lenarczyk – przedstawiła się szybko.
– Dzień dobry, pani Jaśmino, z tej strony Małgorzata Strzelecka z MOPS-u.
Przed jej oczami pojawiła się starsza kobieta z siwymi włosami przyciętymi równo do ramion, o piegowatej twarzy i z ustami pomalowanymi na brązowy kolor, które z powodu otaczających je drobnych zmarszczek przywodziły skojarzenie z pewnym otworem w ciele. Strzelecka wyglądała jak surowa nauczycielka, ale wrażenie to było mylące. Wiele razy udowodniła, że wykonuje swoją pracę z oddaniem, a dzięki jej zaangażowaniu podopieczni zyskiwali szanse na normalne życie.
– Trafiło do nas rodzeństwo z interwencji – kontynuowała Strzelecka.
Na te słowa serce Jaśminy zabiło jeszcze mocniej, a jego uderzenia czuła na wysokości gardła. Dłoń odruchowo zacisnęła na urządzeniu. Wiedziała, co ten telefon oznacza.
– Kiedy do mnie przyjadą? – spytała, przyglądając się Łukaszowi, jak chodzi po sali i odkłada na miejsce rzeczy, których używali na początku treningu.
– W ciągu godziny, dwóch.
Podczas szkolenia, a także później pracownicy uświadamiali ją, że pojawienie się dzieci będzie niespodziewane. Ale nie podejrzewała, że tak bardzo.
– Czy to dla pani duży problem? – W głosie Strzeleckiej pojawił się niepokój.
Jaśmina zastanawiała się gorączkowo. Przejazd do domu zajmie jej niespełna dwadzieścia minut. Pokój, który przed kilkoma tygodniami przygotowała dla podopiecznych, wyglądał, jakby wyszykowała go wczoraj. Od samego początku zaznaczała, że może przyjąć maksymalnie dwie osoby. Nie wiedząc, kogo przyjdzie jej gościć pod swoim dachem, urządziła go w taki sposób, że mógł być zarówno dla dziewczynek, jak i dla chłopców.
Po drodze musiała jeszcze wstąpić do sklepu, bo przez ostatnie dni stołowała się na mieście.
– Nie, do godziny będę w domu – odparła szybko, zachowując spokój. Świadomość, że w końcu zostanie mamą zastępczą, napawała ją radością.
– Wspaniale. Jest tylko jeden… – Strzelecka zrobiła kilkusekundową przerwę i dodała: – …jeden malutki problem.
Jaśmina zmarszczyła brwi.
– W jakim są wieku? – spytała wiedziona przeczuciem, że właśnie o to mogło chodzić.
– Chłopiec ma pięć lat. Dziewczynka… półtora roku. – Napięcie w głosie Strzeleckiej nie uszło jej uwadze.
Wypełniając formularz, Jaśmina jasno określiła wiek dzieci, od jakiego może je przyjąć. Rodzinę zastępczą tworzyła tylko ona, a oprócz opieki nad dziećmi chciała pozostać aktywna zawodowo. Od kilku lat razem ze swoją współpracowniczką, Anastazją Jędrzejską, z powodzeniem prowadziła w Warszawie agencję nieruchomości. Półtoraroczne dziecko wymagało więcej uwagi, niż mogła mu zapewnić. Jaśmina pamiętała, jak w zeszłym roku wraz z wyjazdem do Niemirowa wszystkie swoje obowiązki przekazała Jędrzejskiej. Obawiała się, że jeśli podejmie się opieki nad tak małym dzieckiem, może się to skończyć podobnie.
– Pani Małgosiu, mówiłam o minimum trzylatkach – przypomniała cicho, czując ukłucie rozczarowania.
Jaśmina już od kilku lat chciała zostać mamą. Niestety nie było jej to dane. Po miesiącach bezskutecznych starań musiała poddać się leczeniu, żeby w ogóle móc myśleć o powiększeniu rodziny. Po jego zakończeniu okazało się, że jednak nie wszystko odbędzie się zgodnie z planem. Gdy dowiedziała się o zdradzie męża, temat potomstwa ponownie został odsunięty na jakiś czas. Tak było do momentu, aż natrafiła na artykuł dotyczący rodzin zastępczych. Wtedy zrozumiała, że nie wszystko jeszcze stracone. Jaśmina mogła zostać dla kogoś mamą, ale na innych warunkach. Wyglądało na to, że jednak nie stanie się to jeszcze dziś.
– Pamiętam. – W głosie Strzeleckiej pojawił się nowy ton, którego Jaśmina jeszcze nie znała. W przeciwnym razie wiedziałaby, co on oznacza: upór. – Niestety rodzeństwa obecnie nie może przyjąć żadna z rodzin zawodowych, dlatego proszę panią o ponowne przemyślenie swojej decyzji. Rodzeństwo przeszło już wiele. Zuzia i Zachary są spokojnymi dziećmi.
Lenarczyk przymknęła powieki. Oczekiwania, nadzieje, a teraz także niepokój tworzyły mieszankę, z którą trudno było jej sobie poradzić.
– Nie wiem, czy sytuacja mnie nie przerośnie – przyznała szczerze, otwierając oczy. Dostrzegła też, że Łukasz odłożył wszystkie rzeczy i ruszył w jej stronę. – To będą pierwsze dzieci, które trafią pod moją opiekę.
– Pani Jaśmino, powiem szczerze, jest pani dla nich jedyną nadzieją. W przeciwnym razie rodzeństwo trafi do bidula.
Jaśmina umiała rozpoznać moment, kiedy ktoś wywiera na nią presję. Jednak nie miała tego za złe Strzeleckiej, która robiła to, kierując się wyłącznie dobrem dzieci.
– To jak będzie? Jestem przekonana, że dzięki pani wsparciu i zaangażowaniu dzieci będą miały szansę na szczęśliwe zakończenie. Proszę mi zaufać, znam się na ludziach i jestem pewna, że Zuzia i Zachary dadzą pani to, czego pani szuka. A pani da im to, czego najbardziej potrzebują. A potrzebują troskliwej opieki.
Jaśmina zdała sobie sprawę, że nigdy nie będzie w pełni przygotowana na podopiecznych. Zawsze coś może ją zaskoczyć, pojawią się jakieś trudności, z którymi będzie musiała się zmierzyć. Ale czy prowadząc firmę, była w stanie zająć się tak małymi dziećmi w pojedynkę? W dodatku takimi, które potrzebowały dużo uwagi i pewnie ogromnego wsparcia. Czy też jej marzenie o zostaniu dla kogoś mamą zastępczą będzie musiało odwlec się w czasie?
Gdyby kierowała się wyłącznie rozumem, jej odpowiedź brzmiałaby „nie”. Jednak wizja odmówienia pomocy rodzeństwu, kiedy jej potrzebowało, była sprzeczna z jej wizją udzielenia dzieciom wsparcia. Ostatnie zdania Strzeleckiej rezonowały w jej głowie, decyzja powoli się klarowała.
Kilka miesięcy temu Jaśmina podjęła decyzję o założeniu rodziny zastępczej i nie zamierzała się teraz wycofać.
– Tak – odparła Strzeleckiej ze zdecydowaniem, którego jeszcze nie czuła.
Nie poczuła go także po zakończonej rozmowie. Ale powoli, trochę nieśmiało pojawiała się radość, zajmując miejsce tuż za uzasadnioną obawą, czy nie porywa się z przysłowiową motyką na słońce.
– Gotowa? – Łukasz stanął przed Jaśminą.
– Zmiana planów – powiedziała, patrząc na znienawidzoną skakankę w jego ręce.
Dostrzegła jeszcze jeden pozytyw z takiego obrotu sytuacji.
Rozdział 2
Sonia Lenarczyk wyszła z łazienki, w pośpiechu próbując zapiąć na nadgarstku sportowy zegarek. Nie licząc ręcznika owiniętego wokół jej ciała, była naga. Na skórze błyszczały jeszcze krople wody, których nie zdążyła wytrzeć po szybkim prysznicu.
W mieszkaniu panowała szarówka. Na zewnątrz dopiero zaczynało świtać, jednak nie zapaliła światła, żeby nie budzić śpiącego w łóżku mężczyzny. Zresztą w tym pokoju spędziła już tyle czasu, że rozmieszczenie mebli znała na pamięć.
Przyspieszyła kroku, gdy jej ramiona musnęło rześkie powietrze wpadające przez uchylone okno. Zatrzymała się przy krześle i ściągnęła z oparcia koszulkę, którą miała na sobie ubiegłego dnia. Założyła ją szybko, starając się nie zwracać uwagi na zapachy, którymi przesiąkł materiał. Do tej pory, gdy planowała spędzić noc u Daniela, zabierała ze sobą ubranie na zmianę, ale wczoraj zupełnie o tym zapomniała.
Błąd początkującego, pomyślała, a przecież spotykali się od dobrych kilku miesięcy.
– Dlaczego już wstałaś? – zapytał sennie Papaj, sięgając po komórkę, by sprawdzić godzinę. – Sonia, wracaj do łóżka, jest piąta. – Z głośnym westchnieniem opadł na poduszkę.
– Przed pracą muszę pojechać do siebie. – Ruszyła w jego stronę, wciągając po drodze spodnie. – Wczoraj nie wzięłam niczego na zmianę, a jak w każdy wtorek jest spotkanie z naczelnikiem.
Daniel złapał Sonię za rękę i przyciągnął do siebie. Zaskoczona upadła na niego.
– Przecież i tak wszyscy wiedzą, że jesteśmy razem – przypomniał zarozumiale, bo wypowiedzenie tych słów na głos nadal napawało go dumą.
Niełatwo było przebić się przez te wszystkie mury obronne Soni. Daniel jednak się nie poddawał, bo już podczas pierwszego spotkania ta kobieta zrobiła na nim spore wrażenie. Co prawda wtedy jeszcze tupetem i arogancją, jednak z czasem poznał ją lepiej i upewnił się, że Sonia jest idealną kobietą dla niego. Minęło kilka miesięcy i zdania wciąż nie zmienił.
– Nie będę chodzić w tym samym ubraniu, co wczoraj. – Próbowała wywinąć się z jego uchwytu, mimo że jego bliskość sprawiała jej przyjemność.
– Nie musisz. – Daniel wsunął palce pod jej koszulkę i opuszkami przesunął po plecach. – Kiedyś zostawiłaś u mnie kilka rzeczy. Wyprałem je i schowałem do szafy.
Podniosła się na rękach i przyjrzała się jego twarzy. Na policzku Daniela widniał ślad po poduszce, zmierzwione włosy sterczały we wszystkie strony, jednak w tym momencie wydawał jej się najbardziej atrakcyjnym mężczyzną, jakiego znała.
Spontanicznie pocałowała go w usta.
Daniel miał powody do radości. Jeszcze kilka miesięcy temu Sonia była bardziej powściągliwa wobec niego i otoczenia. Zmiana, jaka zaszła w niej na przestrzeni ostatniego czasu, była duża. Pewnie dlatego wybrał ten moment na poruszenie tematu, który omawiali, kiedy przeprowadzka do Krakowa znajdowała się jeszcze w strefie planów.
– Zamieszkaj ze mną – rzucił.
Reakcja Soni była natychmiastowa. Spoważniała, w jej oczach pojawiły się przebłyski niepokoju. Gdyby nie otaczał jej ramionami, zapewne wyskoczyłaby z łóżka.

