Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Pragnę cię od zawsze / Pułapka namiętności
Zajrzyj do książki

Pragnę cię od zawsze / Pułapka namiętności

ImprintHarlequin
Liczba stron320
ISBN978-83-291-2405-8
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329124058
Tytuł oryginalnyPlaying by the Marriage RulesTerms of Engagement
TłumaczMagdalena KönigKatarzyna Ciążyńska
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-03-24
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Pragnę cię od zawsze" oraz "Pułapka namiętności", dwa nowe romanse Harlequin z cyklu HQN GORĄCY ROMANS DUO.

" - Wyjdziesz za mnie? – spytał. Jej szczęście nie miałoby granic, gdyby nie chodziło o pieniądze. Wiedziała, że Damon straci fortunę, jeśli się nie ożeni, a ona przypadkiem znalazła się pod ręką. Kochała się w nim od lat, przeżywali epizody gorącego seksu, ale zawsze ją opuszczał. Pragnęła go jednak do szaleństwa, więc zgodziła się na dwumiesięczny kontrakt ślubny. Ale obiecała sobie, że tym razem nie zgodzi się na seks…"

Kira doskonale wie, że Quinn jest nałogowym kobieciarzem i pozbawionym sumienia cynikiem. W jego obecności jednak wszystkie te myśli znikają, a ją ogarnia niedające się opanować pożądanie…

Fragment książki

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Damon Wyatt miał świadomość, że tego dnia przed północą musi się ożenić.

Jeżeli o północy nadal będzie singlem, fortuna jego wuja Alana przypadnie dalekiemu kuzynowi, właścicielowi salonu samochodowego na Florydzie. Czas, który Damon zainwestował, studiując zarządzanie, pracując przy szybach naftowych należących do firmy ekscentrycznego wuja czy jako robotnik na ogromnym ranczu Alana Wyatta, ucząc się biznesu od podszewki, poszedłby na marne.

Uciekając przed zacinającym deszczem, wszedł do luksusowego domku myśliwskiego, który Alan zapisał mu razem z ranczem i firmą naftową.

Zacisnął zęby na myśl o testamencie, który przez miniony rok usiłował podważyć. Rozumiał, dlaczego wuj, jedyny Wyatt w niedawnej historii rodziny, który miał szczęśliwe małżeństwo, choć bezdzietne, wykorzystał testament, by zmusić go do ożenku.

Wuj świetnie znał jego historię. Gdy Damon miał szesnaście lat, to właśnie on go uratował od przemocowej dysfunkcyjnej rodziny, jaką ojciec Damona stworzył z bogatą dziedziczką. I choć Damon już dawno stwierdził, że nigdy się nie ożeni, wuj wygrał.

Ożeni się, ale zrobi to na własnych warunkach – to będzie papierowe małżeństwo trwające najwyżej dwa miesiące.

Rzucił torbę na podłogę obok biurka. W drzwiach pojawił się Caleb Jones, jego doradca prawny, który przyleciał z Houston.

- Jesteś nareszcie.

- Lot do San Antonio był spóźniony. Coś pilnego?

Caleb wskazał głową na pomieszczenie, które właśnie opuścił.

Damon zajrzał do środka i zmarszczył czoło. Pokój był udekorowany białymi różami i błyszczącymi zielonymi liśćmi.

Dołączył do nich Mark Hennessey, wysoki, przysadzisty i łysy mężczyzna, który przypominał raczej boksera niż menedżera domku myśliwskiego.

- Widzę, że znalazłeś nasze miejsce na ceremonię ślubną – odezwał się ponuro i spojrzał na podkładkę do pisania, którą wyjął spod pachy. – Twoja narzeczona, pani North, zatrudniła organizatorkę ślubów, kogoś ze swojej rodziny.

Kiedy Mark podał mu luksusowo wyglądający folder z kremowego pergaminu, Damon poczuł ucisk w żołądku.

Ile organizatorek ślubu może mieć w rodzinie kobieta, którą skłonił do poślubienia go zaledwie dziesięć dni temu?

Odpowiedź brzmiała: jedną. Mówiąc dokładniej: piękną Jennę Beaumont. Tę, z którą sypiał przez dwa miesiące, zanim został zmuszony zakończyć ten uzależniający romans, by zawrzeć umowę na korzystnych warunkach z kobietą, która zgodzi się szybko za niego wyjść.

Otworzył folder i poczuł znajomy, delikatny kwiatowy zapach. Na stronie rzucało się w oczy nazwisko Jenny. Natychmiast napłynęło do niego wspomnienie namiętnej relacji, która, jak wiedział od początku, była błędem.

Magnetyczne niebieskie oczy, wysokie kości policzkowe, gładkie ciemnoblond włosy, seksowne ciało, elegancki chód, który przyciągał jego wzrok przez więcej lat, niż mógł zliczyć.

Jenna była wypieszczoną córką jednej z najstarszych i najznamienitszych rodzin w Teksasie. Debiutantką z Południa, która może z nim zaszaleć, ale jeśli chodzi o małżeństwo, zgodnie z rodzinną tradycją poślubi bogacza.

Dziewczyną, do której nie powinien się w ogóle zbliżać, skoro miał nie więcej niż stare auto oraz siodło, a za sobą przeszłość, która kazała mieszkańcom zamożnej części miasta go unikać. On jednak zrobił to, czego nie powinien. I to nie raz, lecz trzy razy.

Ostatnio przed trzema miesiącami, gdy przypadkiem spotkał Jennę w eleganckiej restauracji w centrum Houston. Te przypadkowe spotkania zdarzały się z niepokojącą regularnością, odkąd przed rokiem przeprowadził się do Houston. Tym razem wpadł w znajomą pułapkę. Widząc, jak Jenna odpiera atak przystojnego prawnika, który uznał, że ich randka powinna zakończyć się w jego apartamencie, uległ pokusie i ruszył jej na ratunek.

Pozbywszy się prawnika, zamiast odejść, popełnił fatalny błąd. Skrócił swoje spotkanie biznesowe, po czym uparł się, że odwiezie ją do domu na wypadek, gdyby zawiedziony adorator próbował ją śledzić.

Gdy odprowadził ją do drzwi, popełnił kolejny błąd. Pocałunek przywołał falę wspomnień, a zaraz potem szybkim krokiem ruszyli przez pogrążone w półmroku pokoje prosto do jej sypialni.

I tak znów znalazł się w kleszczach destrukcyjnego związku z zepsutą dziedziczką, wiernie kopiując błąd popełniony przez ojca, który zafundował mu piekło. Jakby nie dość już wycierpiał.

Mimo tego kusiło go, choć było to szalone, by to właśnie Jenna została jego tymczasową żoną. Tymczasem to ona organizowała jego ślub.

Złożył pachnący folder i wsunął go do kieszeni.

Wrócił znów myślą do przeszłości. Kiedy Jenna się dowiedziała, że widziano go z inną kobietą, a była to pierwsza z wybranych przez niego ewentualnych narzeczonych, szczegóły jego sekretnego związku z Jenną pojawiły się w mediach społecznościowych znanej blogerki. Oczywiście ich źródłem mogła być tylko Jenna, według której był niewiernym ogierem. Dzień później spokojna i opanowana trzydziestoparoletnia kandydatka na żonę go zostawiła.

Do ostatecznego terminu zostały mu wtedy dwa tygodnie. Znalezienie kandydatki, kiedy jego reputacja tak ucierpiała, okazało się problematyczne. W końcu, mając ograniczone możliwości, przyjął propozycję Chloe, byłej dziewczyny Caleba, która zaoferowała mu pomoc.

Niestety Chloe była też kuzynką Jenny.

- Zanim coś zrobisz, musisz zaakceptować ten wystrój – odezwał się Caleb, przywołując Damona do teraźniejszości.

Zaciskając zęby, ruszył za Calebem i Hennesseyem przez podwójne oszklone drzwi do przestronnego pomieszczenia – i stanął jak wryty.

Dotąd stały tu ciemne skórzane kanapy i stoliki, ściany zdobiły trofea łowieckie, przy jednej ze ścian znajdował się bar. Teraz pozbawiony trofeów pokój był zasypany białymi różami. Ramę podwójnych drzwi zdobiła draperia z tiulu w kolorze kości słoniowej. Kominek wypełniły białe świece, które stały także na wszystkich dostępnych niskich stolikach. Parę metrów dalej widniał stolik nakryty na romantyczną kolację dla dwojga ze srebrnymi sztućcami i kieliszkami do szampana. Pośrodku białego obrusu pyszniła się dekoracja z białych świec i róż.

Można śmiało powiedzieć, że była to ostatnia rzecz, jaką miał ochotę widzieć: sala weselna.

Caleb splótł ramiona na piersi.

- Powiedz, proszę, że to jest nadal małżeństwo z rozsądku.

- Przecież wiesz – odburknął Damon.

Umowa z Chloe była jasna. Ich małżeństwo jest kontraktem biznesowym; Damon przysiągłby, że w tej kwestii Chloe jest równie szczera co on. Jednym z powodów, dla których ją wybrał – poza desperacją – było to, że podczas kilku okazji w przeszłości, gdy się spotykali, ledwie go zauważała. Tego właśnie szukał u ewentualnej tymczasowej żony.

Rozejrzał się po pokoju coraz bardziej zagubiony. To musiało kosztować fortunę.

A czy to coś w rogu to łuk ślubny?

Na pobliskim bocznym stoliku, na którym do tej pory stały karafka i szklanki do whisky, znalazła się patera ze szklaną pokrywą, a na niej babeczki ze śmietankowym lukrem i miniaturowymi figurkami państwa młodych.

Przeniósł wzrok na Marka.

- Powinieneś był do mnie zadzwonić.

- Zrobiłbym to, gdybym wiedział, co się kroi. Nie było mnie tu dwa dni. Kiedy zjawiłem się dziś rano, wyglądało, jakby zadziałały tu ninja, wszystko stało się tak szybko.

Mark Hennessey, który wyglądał, jakby porządek jego świata został naruszony, podał Damonowi broszurkę.

- Przyda ci się, to najwyraźniej kopia dla pana młodego.

Damon przekartkował plan organizacji ślubu przygotowany przez firmę Jenny, który pachniał tak samo jak folder. Szczegółowy harmonogram zawierał poprzedzający ceremonię poczęstunek składający się z drinków i małych kanapeczek, sesję z fotografem i wreszcie kolację weselną. Jakby to był prawdziwy ślub.

Nie trzeba dodawać, że było to niezgodne z zamiarami Damona, który planował przysięgę małżeńską i podpisanie umowy w obecności świadków, a wszystko to w przeciągu dwudziestu minut w biurze Hennesseya.

Włożył plan do teczki z dokumentami, które miał przejrzeć tego wieczoru – wieczoru swojego ślubu – i zamknął teczkę kliknięciem.

Gdy postanowił wybrać Chloe na tymczasową żonę, spodziewał się, że to raz na zawsze zakończy jego zbyt długą relację z Jenną.

W takiej sytuacji większość kobiet by się wycofała. Jenna zrobiła coś odwrotnego – wkręciła się na jego wesele.

- Ona tu jest?

Hennessey zmarszczył czoło.

- Chloe?

Na moment Damon zapomniał o przyszłej żonie.

- Jenna.

- Ach, ona. Była tu wczoraj wieczorem i dziś rano z florystami i dekoratorami wnętrz.

- To byli ninja – mruknął Caleb.

Mina Hennesseya nie uległa zmianie, ale temperatura w pokoju obniżyła się o kilka stopni, przypominając Damonowi, że choć Hennessey zwykle był wyluzowany, jest też byłym wojskowym i ma za sobą dwie misje do Afganistanu.

Teraz zmierzył Caleba wzrokiem.

- Byli ubrani na czarno i nieśli trofea myśliwskie. Wyglądali jak przestępcy.

Zdaniem Damona do prawdziwego przestępstwa doszło w tym pomieszczeniu, ale zatrzymał tę myśl dla siebie.

- Kiedy skończyli apartament dla nowożeńców – podjął Hennessey – wszyscy wyszli poza panią Beaumont.

Co znaczy, że Jenna zamierza zostać na weselu.

I tyle z jego starań, by pozbyć się jej ze swojego życia.

Nagle coś innego przykuło jego uwagę.

- Apartament dla nowożeńców?

Mark Hennessey posłał mu spojrzenie, które sugerowało, że sam wciąż szuka odpowiedzi na to pytanie.

- Przekazałem pani Beaumont, że zarezerwowałeś dla Chloe osobny apartament, ale ona twierdziła, że panna młoda… upierała się przy domku z widokiem na dolinę, bo jest tam więcej prywatności, a także duże łóżko i wanna z hydromasażem.

- Wiedziałem – rzucił Caleb. – Powinieneś poszukać starszej i bardziej godnej zaufania kobiety. Chloe jest nieodpowiedzialna.

Damon zacisnął zęby. Wygląda na to, że Chloe postanowiła doprowadzić do tego, by to małżeństwo było jednak prawdziwe.

Powinien był to przewidzieć.

Przed rokiem, gdy został dziedzicem Alana Wyatta, w ciągu kilku dni – z kowboja i łobuza, robotnika pracującego przy szybach naftowych, którego żaden ojciec nie chciał na męża dla swojej córki – stał się najbardziej poszukiwanym kawalerem w Teksasie.

Caleb wyjął telefon i coś przeglądał.

- Kiedy ma się pojawić panna młoda?

Damon zerknął na zegarek. Dochodziła dziesiąta. Z powodu irytujących spóźnień i wymówek Chloe, między innymi wakacji na Bahamach, które zarezerwowała wcześniej, datę ich ślubu przesunięto o tydzień. Ślub miał się odbyć tego właśnie dnia o czwartej po południu, niespełna osiem godzin przed ostatecznym terminem.

- Powinna już tu być. Ransom nie jest tak daleko.

Zapadła cisza.

- A jeśli leci z Houston? Dzisiaj?

Zmrożony obojętnym tonem Caleba Damon przeniósł na niego wzrok z dużej srebrnej patery, zapewne przeznaczonej na tort weselny.

- Czemu tak myślisz?

Chloe mieszkała w Houston, jej mieszkanie znajdowało się piętnaście minut drogi od jego posiadłości River Oaks. Zapewniała go jednak, że ostatnią noc przed ślubem spędzi w domu rodzinnym w Ransom.

Caleb pokazał mu ekran swojego telefonu, by Damon mógł zobaczyć zdjęcie Chloe otoczonej przyjaciółkami w wyszywanych cekinami strojach. Pewnie robiła sobie selfie w nocnym klubie. Pod zdjęciem widniał krzykliwy różowy napis: Babski wieczór.

Wieczór panieński.

Jednak fakt, że Chloe minionego wieczoru była w Houston, choć powinna być w Ransom, stracił na znaczeniu, gdy Damon zobaczył, co na sobie miała: jedwabną niebieską sukienkę, niemal identyczną jak ta, która należała do Jenny.

Natychmiast wrócił pamięcią do wieczoru, gdy ją uratował podczas owej nieudanej randki i ni stąd, ni zowąd owładnęło nim pożądanie. Ponuro stwierdził, że popełnił kolejny taktyczny błąd poza tym, że nie przewidział, iż podpisując umowę z Chloe, skończy z Jenną jako organizatorką ślubu.

Fizycznie Jenna i Chloe były krańcowo różne.

Jenna miała wysportowaną sylwetkę, długie proste włosy i klasyczny styl. Chloe z kolei była urocza jak dziecko, nosiła krótkie włosy, kochała barwne stroje i mogła się pochwalić dziwacznymi tatuażami oraz kolczykami w różnych miejscach.

Łączył je wystawny styl życia, gdyż obie pochodziły z bardzo zamożnych domów.

Damon za późno zdał sobie sprawę, że decydując się poślubić Chloe, otworzył puszkę Pandory. Gdy się dowiedział, że Jenna zaangażowała się w jego ślub, pożądanie, z którym walczył przez ostatni miesiąc, znów obudziło się do życia.

Co gorsza, zamiast czuć rozdrażnienie, że jego strategia obraca się przeciwko niemu, tkwiący w nim buntownik cieszył się, że tak się właśnie dzieje. Bo niezależnie od wszystkiego nadal pragnął Jenny.

Damon Wyatt się żeni.

Jenna Beaumont, organizatorka luksusowych ślubów dla bogaczy, zatrzymała dłonie nad drewnianym pudełkiem z wykonanymi ręcznie jedwabnymi płatkami róż, które kupiła z zamiarem rozsypania ich w sypialni państwa młodych.

Choć właściwie delikatne białe płatki jakoś nie pasowały do rustykalnego otoczenia domku myśliwskiego Pleasant River Lodge. Poza tym, ilekroć pomyślała o swoim byłym, jej umysł dziwnie się wyłączał.

Choć ich bolesna przeszłość była burzliwa, ostatnie dwa miesiące – nie chciała nazywać tego związkiem, gdyż Damon częściej był nieobecny niż obecny – naprawdę doprowadziły ją do furii.

Z tym Damonem wciąż nie mogła się pogodzić. Ubrany w drogie modne ciuchy, pachnący odurzającą wodą kolońską, opanowany i z chłodnym spojrzeniem, w niczym nie przypominał nieposkromionego łobuziaka, w którym się kiedyś zakochała.

Wzięła głęboki oddech i rozprostowała palce, zdając sobie sprawę, że prawie zgniotła sztuczne płatki. Wrzuciła je z powrotem do pudełka.

Przez ostatnie miesiące myślała, że miała do czynienia z dawnym Damonem – hipotetycznie nazwijmy go Damonem Jekyllem – i że w końcu oboje dotarli do punktu, gdy byli już gotowi zaangażować się w poważny związek.

Zamiast tego popełniła straszny błąd, spędzając z nowym Damonem ileś tam nocy wtedy, gdy znalazł dla niej czas w swoim wypełnionym zajęciami kalendarzu. Z tym Damonem, który pojawiał się po zmierzchu, otrzymywał alerty z giełdy i prowadził rozmowy telefoniczne z brokerami z Londynu i Nowego Jorku, co wymagało, by wychodził z domu przed świtem.

Oczywiście jak łatwo się domyślić, wychodził po ciemku, jakby nie chciał, by ktoś go widział opuszczającego jej apartament. Ten Damon nazywał się Hyde.

Wypełnił swoją obecnością cztery tygodnie jej życia, a cztery dni po tym, jak ją zostawił, pokazał się publicznie z inną. Ta sytuacja wciąż potwornie ją irytowała, ponieważ z nią spotykał się wyłącznie po kryjomu.

A jakby tego było mało, dwa tygodnie później zaręczył się z jej kuzynką Chloe.

Jak coś podobnego mogło się wydarzyć w normalnym, uporządkowanym świecie?

Odpowiedź? Nie miała pojęcia i dlatego, gdy Chloe zwróciła się do niej z prośbą, żeby zorganizowała jej ślub, zgodziła się – gdy pierwszy atak furii minął – po pięciu sekundach namysłu.

W tym momencie nic by jej nie powstrzymało przed udziałem w tym ślubie w jakiejkolwiek roli, ponieważ jeśli czegokolwiek była pewna, to tego, że Damon i Chloe nie są w sobie zakochani. Byli jak ogień i woda, najzwyczajniej w świecie do siebie nie pasowali.

Chloe była radosna i bogata. Miała za sobą błyskawiczne randki chyba ze wszystkimi kawalerami w Houston, robiąc to, co kobiety w jej rodzinie robiły od pokoleń – szukała tego jedynego. Sekretny i niespodziewany ślub z Damonem cieszącym się opinią faceta, który się nie angażuje, zwyczajnie nie miał sensu.

Czy Jenna stała się podejrzliwa? Oczywiście. Zwłaszcza odkąd odkryła, że Damon, niezależnie od nocy, które z nią spędzał, umawiał się z wieloma kobietami. Nie tylko przed zaręczynami z Chloe, także po nich, i była w stanie to udowodnić.

To jeden z powodów poza wysoką sumą, jaką Chloe chciała jej zapłacić za organizację ślubu – a której akurat bardzo potrzebowała – dla których postanowiła przekonać się na własne oczy, czy Damonowi naprawdę zależy na kuzynce. Na Południu rodzina stanowi istotną wartość, a Chloe była jej bliska jak siostra.

A ponieważ rodzice Chloe przebywali za granicą, Jenna czuła się odpowiedzialna za to, by Chloe miała ślub swoich marzeń. Pragnęła też dowiedzieć się, czemu mężczyzna, który przysięgał, że nigdy się nie ożeni, ni stąd, ni zowąd poślubia jej kuzynkę.

Ta myśl przyprawiła ją o dreszcz. Nie mogła przestać myśleć o tym, że Chloe spotykała się z Damonem tylko przez szesnaście dni, po czym większą część ostatniego tygodnia spędziła na wakacjach.

Tak nie zachowuje się narzeczona szykująca się do ślubu z miłością życia.

Damon oświadczył się Chloe po szesnastu dniach znajomości. A ona, Jenna, sypiała z nim przez dwa miesiące i… nic.

Obraz Damona z poranka po ich ostatniej nocy zwiększył napięcie, które rosło przez minione dwadzieścia cztery godziny, gdy nadzorowała urządzanie sali weselnej, budząc w niej mieszane uczucia i niepokojące gorąco.

Miesiąc temu obudziła się wcześnie rano.

Damon leżał wsparty na łokciu i patrzył na nią; zarys jego ramion podkreślało światło księżyca wpadające przez drzwi balkonowe. Wyciągnęła rękę, by dotknąć jego brody, powieść palcem po miękkich wargach i przyciągnąć go do siebie. On tymczasem się odsunął, splatając palce z jej palcami. Odniosła wrażenie, że Damon chce o coś spytać – o coś ważnego.

Może w końcu do niego dotarło, że jest im razem dobrze i zapragnął, by zostali prawdziwą parą…

Fragment książki

Mówią, że za każdy dobry uczynek czeka nas kara.

Kiedy ja się tego nauczę? – zastanawiała się Kira. Pewnie nigdy.

Siedziała w poczekalni biura potentata naftowego Quinna Sullivana, zbyt zdenerwowana, aby się skupić na trzymanym w rękach kolorowym magazynie.

Nie wiedziała, czy zechce ją przyjąć. Może ją uzna za jednego z wrogów, którym ten okropny człowiek poprzysiągł zemstę.

A jeśli nawet udzieli jej audiencji, to czy zdoła go odwieść od zamiaru zniszczenia rodzinnej firmy Murray Oil i poślubienia Jaycee?

Człowiek, który od dwudziestu lat żywi do jej ojca śmiertelną urazę, musi mieć serce twarde jak kamień.

Słysząc stukot pantofli na obcasie, gwałtownie podniosła głowę.

- Bardzo panią przepraszam, ale wbrew temu, co powiedziałam wcześniej, okazuje się, że pan Sullivan jeszcze nie wyszedł. I zaprasza panią do gabinetu – oświadczyła elegancka sekretarka.

W jej głosie pobrzmiewała nutka zdziwienia.

- Naprawdę? – zawołała Kira, zrywając się w nagłej panice z krzesła. – Już, zaraz?

Sekretarka skinęła głową, odsłaniając w sztucznym uśmiechu olśniewająco białe zęby.

Kira poczuła suchość w gardle. Zdała sobie sprawę, iż w głębi serca liczyła na to, że Sullivan nie zechce jej przyjąć. Co było dziwne, skoro z własnej woli przyszła do jego biura, aby mu wyłożyć, co myśli o jego planach poślubienia jej młodszej siostry.

Raz się już spotkali, przypadkowo i dosyć niefortunnie. Nieco wcześniej Sullivan wyraził chęć poślubienia jednej z panien Murray. Chodziło o to, by przejęciu przez niego firmy Murray Oil nadać mniej wrogi charakter.

W odpowiedzi na propozycję Quinna Sullivana ojciec Kiry skłonił swą ulubioną młodszą córkę, Jaycee, do przyjęcia oferty, i przyszły narzeczony został zaproszony do domu Murrayów na uroczystą kolację.

W oczekiwaniu na jego przyjazd matka Kiry ostro skrytykowała strój starszej córki:

- Chcesz się pokazać w dżinsach i wygniecionej bluzce? – zapytała z oburzeniem. – Okazać lekceważenie człowiekowi, którego przychylność jest tak ważna dla naszej rodziny?

W rzeczywistości Kira nie zdążyła się przebrać, gdyż wróciła do domu w ostatniej chwili z restauracji przyjaciółki, u której pracowała tymczasowo jako kelnerka, będąc w trakcie szukania posady kuratorki.

Obrażona na matkę, która nie chciała słuchać jej tłumaczeń, odwróciła się na pięcie i wyszła z domu, zabierając na spacer dwa ukochane spaniele ojca.

Biegnąc za trzymanymi na smyczy psami w oślepiających promieniach zachodzącego słońca, nie zauważyła w porę wyłaniającej się zza zakrętu eleganckiej limuzyny. Quinn Sullivan dostrzegł ją dosłownie w ostatniej chwili. Gwałtownie zahamował i skręcił, omijając ją o dobry metr.

Tymczasem Kira potknęła się o jednego z psów i runęła jak długa w wielką kałużę, wypuszczając z rąk obie smycze, a uwolnione spaniele z głośnym szczekaniem pobiegły z powrotem do domu.

Ociekająca brudną wodą Kira została sam na sam z elegancko ubranym Quinnem, który natychmiast wyskoczył z samochodu.

- Nic się pani nie stało? – zapytał.

Stał nad nią, wysoki i niezwykle przystojny, mierząc nieszczęsną Kirę gniewnym wzrokiem. Pochylił się i pomógł jej wstać. Mimo że zrobił to dość brutalnie, zaciskając ręce na jej ramionach, bliski kontakt z tym mężczyzną sprawił Kirze trudną do zrozumienia, choć niechcianą przyjemność.

- Przecież pani nie potrąciłem! Proszę coś powiedzieć!

- Niech pan na mnie nie krzyczy! – zaprotestowała.

- Przepraszam. Wszystko w porządku? – zapytał znacznie łagodniejszym tonem.

W jego oczach dostrzegła przebłysk autentycznego zatroskania. Czy wtedy to się zaczęło?

Na litość boską, bądź choć raz z sobą szczera! Czy możesz zaprzeczyć, że właśnie w tamtej chwili zadurzyłaś się w przyszłym narzeczonym własnej siostry i największym wrogu całej twojej rodziny?

On też miał na sobie dżinsy, które jednak leżały na nim nieporównanie lepiej niż na niej. Stroju tego olśniewającego mężczyzny dopełniały nieskazitelnie biała koszula i lekka kaszmirowa marynarka.

Wszystko jej się w nim podobało – kruczoczarne włosy i smagła cera, nie mówiąc już o unoszącej się wokół aurze zmysłowości.

Zaskoczona urodą swego największego wroga, zapomniała języka w ustach.

- Pytam po raz trzeci, czy nic się pani nie stało? – powtórzył.

- Nic, w każdym razie dopóki nie chwycił mnie pan za ramiona. Na pewno będę miała siniaki. Proszę mnie wreszcie puścić.

- Przepraszam – odparł, opuszczając ręce, nadal jednak świdrował ją spojrzeniem. – Kim pani właściwie jest?

- Nieważne.

- Zaraz, zaraz… - mruknął, marszcząc brwi. – Tak, widziałem pani zdjęcie. Jest pani starszą siostrą Jaycee. Kelnerką.

- Tylko chwilowo, dopóki nie znajdę posady kuratora w muzeum.

- Ach, prawda. Straciła pani pracę.

- To wersja ojca. W istocie rzeczy władze muzeum nie doceniły moich kwalifikacji zawodowych i zostałam zwolniona z powodu cięć budżetowych.

- Pani siostra wyraża się o pani w samych superlatywach.

- Mam czasami wrażenie, że z całej rodziny tylko ona jedna naprawdę mnie lubi.

- Od dawna chciałem panią poznać – oznajmił Quinn Sullivan, otulając Kirę swoją marynarką. – Jeszcze się pani zaziębi. Proszę wsiadać, odwiozę panią do domu.

Serce Kiry biło o wiele za szybko. Jak to możliwe, że perspektywa spędzenia paru minut w samochodzie człowieka, który usiłuje zniszczyć jej rodzinę, wydaje jej się tak podniecająca?

- Dziękuję, ale jestem strasznie ubłocona.

Nie zwracając uwagi na jego protesty, odwróciła się i ruszyła na przełaj w kierunku domu.

Jakież było jej zdziwienie, kiedy wychynąwszy zza ostatniej kępy drzew, ujrzała swojego niebezpiecznego prześladowcę trzymającego na smyczy poszczekujące spaniele. Skonsternowana podziękowała za opiekę nad psami, ale wymówiła się z powodu wyglądu od udziału w przyjęciu, w którego trakcie ojciec miał ogłosić zaręczyny swojej młodszej córki.

Główną jednak przyczyną tej odmowy była nie tyle niechęć do udziału w kolacji na cześć człowieka, którego uważała za wroga rodziny, lecz obawa, aby ostatecznie nie zawrócił jej w głowie.

Od tamtego przypadkowego spotkania minęło kilka tygodni, ale jego wspomnienie nie opuszczało Kiry ani na chwilę, budząc w niej nieustanny wstyd i poczucie winy.

Teraz, podnosząc magazyn, który spadł na podłogę, kiedy podrywała się z krzesła, z trudem opanowała zdenerwowanie. Chociaż przez cały dzień zastanawiała się, jak poprowadzić rozmowę z człowiekiem znanym z arogancji i zapędów dyktatorskich, to jednak nie zdołała ułożyć żadnego planu.

Nie wiedziała nawet, jak zacząć rozmowę.

Z trudem nadążając za prowadzącą ją do gabinetu sekretarką, zdążyła zauważyć kilka wiszących na ścianach korytarza bardzo dobrych nowoczesnych obrazów. Toteż choć zmuszała się, by myśleć o nim jak najgorzej, musiała wbrew sobie przyznać, że ma wyjątkowo dobry gust. O ile, oczywiście, osobiście wybierał te obrazy.

Przed udaniem się do jego biura przeprowadziła dochodzenie, z którego wynikało, iż Quinn Sullivan żyje w przekonaniu, że jej ojciec, przejmując przed laty od jego ojca wspólnie prowadzoną firmę, wykorzystał wspólnika i, jakby tego było mało, w dużej mierze przyczynił się do jego samobójstwa. W gruncie rzeczy nigdy nie zostało ostatecznie ustalone, czy Sullivan senior rzeczywiście sam odebrał sobie życie.

Młody Sullivan, który w młodości musiał się wyrzekać wielu rzeczy, zawziął się, by zdobyć majątek, i od wielu lat ostentacyjnie się nim popisywał, między innymi pojawiając się na wielkich galach i innych publicznych uroczystościach ze znanymi blond pięknościami. Poza tym cieszył się opinią znawcy i kolekcjonera sztuki.

Na podstawie uzyskanych różnymi drogami informacji Kira doszła do wniosku, że jest to człowiek opanowany chęcią posiadania i imponowania, mało liczący się z uczuciami innych.

I do tego zaprzysięgły kobieciarz.

Wszystko to właściwie nie powinno jej obchodzić, gdyby w grę nie wchodziło szczęście Jaycee.

Kira nie umiała walczyć o swoje, stąd między innymi brały się jej liczne niepowodzenia zawodowe, więc na pewno nie przyszłoby jej do głowy walczyć z tak potężnym przeciwnikiem, gdyby nie troska o przyszły los ślicznej, nadmiernie łagodnej i uległej młodszej siostry.

Nawet nie próbowała zgłębić finansowych aspektów przejęcia przez Quinna ich rodzinnej firmy, jednak ojciec chyba sądził, że nowy właściciel będzie znakomitym menedżerem. Ponadto oboje z matką dowodzili, że małżeństwo z Jaycee skłoni Quinna do złagodzenia warunków transakcji. Poza tym pracownicy nabiorą do niego większego zaufania.

Uważano bowiem powszechnie, że Quinn Sullivan nie znosi zarówno Earla Murraya, jak i jego firmy. Jeśli zatem rozejdzie się wieść o jego ślubie z córką dotychczasowego wroga, wszyscy uwierzą w polubowne zakończenie wieloletniego sporu.

I dlatego Kira spieszyła teraz za sekretarką długim korytarzem. Musiała zmierzyć się z Quinnem Sullivanem i zmusić go do rezygnacji z poślubienia Jaycee.

W tym momencie sekretarka otworzyła drzwi gabinetu, a z jego wnętrza wydobył się piękny i głęboki męski głos, który zabrzmiał w uszach Kiry jak najpiękniejsza muzyka. Stanęła w progu na uginających się nogach.

Szybko się jednak opanowała, przywołując do pamięci niedawno zdobyte informacje świadczące o podłym charakterze Quinna.

Odetchnęła głęboko i weszła do gabinetu, ale dopiero po chwili pozwoliła sobie podnieść oczy na siedzącego za biurkiem w niedbałej pozie, odwróconego teraz plecami do drzwi, fascynującego łajdaka.

Za nic na świecie nie ulegnie jego urokowi, przyrzekła sobie w duchu.

Na biurku Quinna dostrzegła oprawione w srebrną ramkę zdjęcie starszego pana, najpewniej jego ojca, na co wyraźnie wskazywało uderzające podobieństwo. Czy Quinn trzyma fotografię ojca przez sentyment, czy po to, by podsycała w jego sercu chęć zemsty?

- Kupuj i już, Habib, ile razy mam ci powtarzać – rzucił do słuchawki ostrym i rozkazującym głosem. – Rób, co powiedziałem, i nie zawracaj mi więcej głowy.

Gdy sekretarka dyskretnie odchrząknęła, odwrócił się z gniewną miną razem z fotelem, ale na widok Kiry jego twarz nagle się zmieniła.

Ruchem głowy odprawił sekretarkę.

Ciemne włosy, smagła cera, błyszczące, przenikliwie patrzące oczy… i wzruszający dołek na policzku, gdy leciutko się uśmiechnął.

Kira stała i gapiła się na niego jak zaczarowana.

Był wręcz nieprzyzwoicie przystojny. Odniosła wrażenie, że w jego oczach dostrzegła przez moment dziwną mieszaninę bólu i cierpienia z nieoczekiwaną domieszką humoru, więc choć natychmiast przybrały surowy oficjalny wyraz, była przekonana, że na krótki moment coś się między innymi zawiązało.

Jakby nawzajem zajrzeli sobie w duszę i odnaleźli wspólne obojgu tęsknoty.

Jej brakowało bezwarunkowej miłości i akceptacji rodziców, którzy wytykali jej stale, że ma trudny charakter i ciągle ich rozczarowuje.

Jego drążyła tęsknota, której ani bogactwo, ani pokonanie przeciwnika nie zdołały ukoić.

Czyżby mieli z sobą coś wspólnego? Czyżby budziła w nim podobne uczucia, jak on w niej?

Nie, to niemożliwe.

Więc dlaczego opuściło ją na moment dojmujące uczucie osamotnienia?

Quinn tymczasem przyglądał się Kirze spod ściągniętych brwi.

- Jestem pani winien przeprosiny – odezwał się w końcu. – Jadąc do państwa tamtego wieczoru, byłem mocno zdenerwowany. Zależało mi, żeby zrobić na pani rodzicach dobre wrażenie i w rezultacie zauważyłem panią dopiero w ostatniej chwili. O mało pani nie zabiłem, i tak mnie to rozzłościło, że zachowałem się niezbyt uprzejmie. Jeszcze raz gorąco przepraszam.

- Nie musi mnie pan przepraszać – odburknęła Kira, która właśnie sobie przypomniała, że ma do czynienia z osobistym wrogiem.

- Musiałem zrobić na pani jak najgorsze wrażenie, więc wcale się nie dziwię, że od tamtej pory starannie mnie pani unikała.

- Wcale pana nie unikałam – mruknęła.

Rzeczywiście go nie unikała, lecz z całkiem innego powodu. Bała się stracić dla niego głowę.

- Byłam po prostu bardzo zajęta.

- W restauracji?

- Między innymi. Przede wszystkim szukam pracy w którymś z muzeów, a w wolnych chwilach kelneruję w restauracji przyjaciółki. Betty otworzyła niedawno swoją wymarzoną knajpkę przy San Antonio River Walk, która nieoczekiwanie szybko zyskała popularność. Betty zabrakło kelnerek i poprosiła mnie o pomoc.

- To bardzo ładnie z pani strony, że pomaga pani przyjaciółce. Musi pani być do niej bardzo przywiązana.

- Razem się wychowywałyśmy. Betty jest córką naszej gospodyni. Matka miała co prawda nadzieję, że z wiekiem wyrosnę z tej przyjaźni, ale ojciec pomógł Betty uzyskać stypendium na dalszą naukę.

- Widzę, że jest pani osobą lojalną i wspaniałomyślną. – Quinn Sullivan jakby się zawahał. – Zdjęcia nie oddają sprawiedliwości pani urodzie ani pani obrazu, jaki zapamiętałem z naszego niefortunnego spotkania.

Patrzył na Kirę z uznaniem, może nawet z zachwytem.

- Nic dziwnego. Byłam cała umazana błotem – odparła, wywołując na jego twarzy wesoły uśmiech.

- Przyjaźń przyjaźnią, niemniej kelnerowanie nie jest chyba odpowiednim zajęciem dla historyczki sztuki, która ukończyła z wyróżnieniem studia na uniwersytecie w Princeton i ma za sobą praktykę w muzeum Metropolitan w Nowym Jorku – zauważył.

- Czy mój gadatliwy ojciec opowiedział panu również o moich zawodowych losach po ukończeniu studiów? – zapytała z pretensją w głosie.

Wiedziała, jak bardzo irytowały ojca jej późniejsze niepowodzenia.

Quinn milczał przez chwilę, wreszcie rzekł:

- To ja wypytywałem go o panią. Byłem pani ciekaw.

- Wiec musiał się pan dowiedzieć o moich zatargach z paroma dyrektorami, którym nie chciałam się podporządkować.

- Niezupełnie.

- Na pewno sobie tego nie darował. Ojciec jest zwolennikiem rządów twardej ręki i z reguły staje po stronie szefów. Na moje nieszczęście zdarzyło się, że kiedy kończyłam przygotowywać nową wystawę, mój ostatni szef wybrał ten moment, aby podważyć moją opinię na temat nowego nabytku, a ja ośmieliłam się przypomnieć mu, że to on zamówił rzeczone dzieło. Łatwo się domyślić, kto wyleciał z pracy przy najbliższej redukcji etatów.

- Bardzo pani współczuję.

- Nieważne. Wiem, że jestem dobrym muzealnikiem i na pewno znajdę pracę. A do tego czasu dlaczego nie miałabym pomagać przyjaciółce? Mój ojciec jest niestety innego zdania. Rzadko się zgadzamy.

- W końcu to pani życie, nie jego.

Z niechęcią stwierdziła, że Quinn wyraził jej własne przekonanie.

Gdy rozmowa na moment zamarła, zauważyła, że Quinn ma na sobie znakomicie skrojony garnitur i pożałowała, że nie zadbała bardziej o własny wygląd. Natychmiast jednak zganiła się w duchu za próżność, a raczej za chęć przypodobania się wrogowi.

Niemniej, czując na sobie jego jawnie taksujące spojrzenie, odetchnęła z ulgą na myśl, że luźna bluzka skutecznie osłania ciało przed zachłannym wzrokiem.

- Cieszę się, że dała mi pani okazję zrehabilitować się za niestosowne zachowanie podczas pierwszego spotkania – powiedział z uśmiechem, wstając i ujmując jej dłoń.

Kirze zrobiło się gorąco. Szybko cofnęła rękę.

- Przyszłam z całkiem innego powodu – odparła.

Zapytał, czy może jej zaproponować kawę albo jakiś chłodny napój, lecz stanowczo podziękowała. Mówiąc to, nie patrzyła na niego, lecz na zachodzące za oknem nad San Antonio ostatnie promienie słońca.

Bała się, że Quinn Sullivan wyczyta z jej oczu, jak bardzo jej się podoba i wykorzysta to przeciwko niej w trakcie dalszej rozmowy.

Złościło ją, że człowiek, którego ma wszelkie powody nienawidzić, robi na niej tak silne wrażenie. Skąd się bierze to irracjonalne i magiczne oczarowanie?

On tymczasem podsunął jej krzesło, po czym wrócił za biurko i usiadł w swobodnej pozie, ale jego chłodno patrzące oczy nie przestawały wnikliwie jej się przyglądać.

- Czemu więc zawdzięczam pani dzisiejszą wizytę?

Wsłuchując się w jego melodyjny głos, wyobraziła sobie, że płyną razem jego jachtem po rozległych wodach Zatoki Meksykańskiej. Niemal czuła rozwiewający jej włosy morski powiew.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel