Prędzej piekło zamarznie / Hotel na Bermudach
Przedstawiamy "Prędzej piekło zamarznie" oraz "Hotel na Bermudach", dwa nowe romanse Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE DUO.
Anika Pierce prowadzi odziedziczony po babci pensjonat. Budynek wymaga wielu remontów, na które nie ma pieniędzy. Nicholas Lassard, właściciel ekskluzywnego hotelu w sąsiedztwie, chce kupić pensjonat. Anika uważa go jednak za zdemoralizowanego playboya i swojego największego konkurenta i nie zamierza oddawać w jego ręce rodzinnej firmy. Niespodziewanie, gdy spotykają się na konferencji na Hawajach, zaczyna między nimi iskrzyć. Teraz oboje nie bardzo wiedzą, jak rozdzielić interesy i rodzące się uczucia…
Perla Lowell i Arion Pantelides, grecki magnat hotelowy, poznali się w barze. Spędzili razem noc, wiedząc, że nigdy więcej się nie zobaczą. A jednak, ku ich zaskoczeniu, bardzo szybko spotykają się ponownie. Arion, zauroczony rudowłosą pięknością, oferuje jej pracę w swojej firmie – Perla miałaby otworzyć nowy hotel na Bermudach. Arion lekceważy fakt, że ze względu na przeszłość Perli jest ona ostatnią osobą, której powinien ufać...
Fragment książki
Anika Pierce usiadła na ręczniku i spojrzała na krystalicznie czyste wody zatoki Hanalei. Nikt, kto patrzył na spokojne, łagodne fale, nie zgadłby, że zaledwie poprzedniej nocy na oceanie szalał sztorm. Pod koniec listopada, choć zwykle najsilniejsze deszcze na hawajskiej wyspie przychodziły dopiero w grudniu. Oglądała sztorm z balkonu hotelu, oczarowana błyskawicami i grzmotami. Poczuła pierwotną więź z naturą.
Anika prychnęła. A może po prostu sztorm idealnie odzwierciedlił jej nastrój. A wszystko przez niego – Nicholasa Andrew Lassarda. Tego drania.
Wyszła na taras hotelu zaraz po śniadaniu, rozkoszując się widokiem Oceanu Spokojnego, palm, gór strzegących doliny Hanalei. Uwielbiała Słowenię i małe miasteczko Bled, które stało się jej domem, ale zamierzała w pełni wykorzystać letnią pogodę na Hawajach. Zamierzała cieszyć się porankiem, wylegując się na leżaku z gorącą filiżanką herbaty w jednej ręce i książką w drugiej. Zanim jednak dotarła do leżaka, wpadła prosto na Nicholasa. Pozostał jej tylko jeden powód do radości – fakt, że jej herbata chlapnęła na jego śnieżnobiałą koszulę.
Nie zareagował gniewem, chociaż koszula prawdopodobnie kosztowała tyle, ile ona zażądała za noc w zajeździe. Uśmiechnął się tylko swym czarującym szkockim uśmiechem i powiedział, że miło ją widzieć. Gdy zapytała, co tu robi, spokojnie odpowiedział, że bierze udział w Międzynarodowej Konferencji Turystyki.
Sama myśl o zadowolonym wyrazie jego przystojnej twarzy rozpalała gniew w jej piersi. Zobaczył broszurę konferencji na jej biurku, kiedy wszedł do Zvonček Inn trzy tygodnie temu z kolejną ofertą kupna jej zajazdu, tym razem o kolejne sto tysięcy euro wyższą od oferty, którą złożył latem. Arogancki dupek nawet to skomentował i zapytał, czy ona bierze udział.
Czy pojechał za nią na Hawaje? Czy naprawdę był tak zdeterminowany, by kupić pensjonat, że przeleciał za nią prawie osiem tysięcy mil?
Najwyraźniej tak.
Nie doceniła Nicholasa, kiedy półtora roku temu rozpoczął budowę hotelu Lassard nad jeziorem Bled. Trzypiętrowy luksusowy hotel z własnym spa, restauracją i barem na dachu. Elegancki, pełen przepychu i absurdalnie drogi. I tuż przy zajeździe, który należał do rodziny jej matki od pierwszej wojny światowej.
Przysłał do niej przedstawicielkę w czarnym garniturze z uśmiechem rekina, która dostarczyła skórzane portfolio z wizualizacjami architektonicznymi przyszłego hotelu. Anika nie ucieszyła się z kolejnego hotelu tak blisko swojego, zwłaszcza takiego ze wszystkimi nowoczesnymi udogodnieniami, których nie miał jej zajazd. Ale w pensjonacie Zvonček zatrzymywali się zwykle ludzie zupełnie innego rodzaju niż w luksusowych hotelach jak Lassard. Jej goście woleli przytulne kominki i ręcznie robione kołdry od marmurowych wanien i wspaniałych żyrandoli.
Poznała Nicholasa tydzień później na śniadaniu zorganizowanym przez lokalną izbę turystyki. Miał gęste, ciemnobrązowe włosy, które wyglądały, jakby rozwiał je wiatr, i dołeczek w policzku, gdy się uśmiechał. Połowa kobiet z Bledu zakochała się w nim, zanim zaczęli spotkanie. Plotkowały o srebrnym zegarku Cartier i garniturze z Savile Row w Londynie. I o tym, jak wspaniale opinał zgrabny tyłek Nicolasa.
Anika niechętnie przyznawała, że Nicholas był przystojnym mężczyzną. Szkoda, że jego chciwa dusza była taka brzydka.
Bogactwo, urok, wszystko to sprawiło, że była czujna. Nicholas obracał się w zupełnie innych kręgach niż ona. To, że nie zadał sobie trudu, by przyjść i osobiście jej się przedstawić, pokazało jej, że Nicholas dbał tylko o „ważnych” ludzi, podczas gdy do zwykłych, takich jak ona, wysyłał podwładnych. Widząc, jak flirtuje z kobietami na śniadaniu, utwierdziła się w przekonaniu, że jest playboyem, który bawi się w hotelarstwo.
Jednak, jeśli Nicholas czegoś chciał, grał ostro. Przekonała się o tym na własnej skórze tej wiosny. Pojawił się w jej zajeździe, prosząc o prywatne spotkanie. Miał na sobie kolejny szyty na miarę garnitur i lśniące mokasyny. W jego obecności zniszczony dywan w jej biurze i doniczki z przebiśniegami na parapecie wydawały się skromne i przestarzałe. Uśmiechał się szeroko, podczas gdy ona ledwie się zdobyła na słaby uśmiech maskujący zdenerwowanie.
A potem pozbawił ją mowy, otwierając skórzaną teczkę z wytłoczonym srebrnym logo hotelu Lassard z ofertą kupna zajazdu za pięćdziesiąt tysięcy euro ponad jego wartość. Wykorzystując jej milczenie, zasypał ją słowami gładkimi jak brandy i równie mocnymi. Powiedział, że jest zadowolony z nieruchomości, którą kupili, i z jej widoków nie tylko na jezioro, ale także na wyspę, romantyczny kościół, zamek na północno-zachodnim brzegu. Ale gdy wybrał się na wycieczkę po jeziorze i zobaczył jej zajazd z wody, zrozumiał, że stanowiłby idealne uzupełnienie hotelu Lassard. Dzięki gruntownemu remontowi, integralność budynku mogłaby zostać zachowana, a jednocześnie zyskać luksus i przepych, jakich oczekiwali goście marki Lassard. Jego klienci dostaliby też dostęp do małej plaży, gdzie mogliby pływać i wypoczywać latem, a także do przystani, z której można by całorocznie wypływać łodziami.
Potem pochylił się do przodu i powiedział:
– Wiem, że pensjonat ma kłopoty. Mogę je rozwiązać.
Do tej pory zgrzytała zębami na wspomnienie tych słów!
Gdy odmówiła, odchylił się do tyłu, a jego krzesło złowieszczo skrzypiało. Po raz pierwszy życzyła sobie, żeby coś w zajeździe się złamało i żeby on upadł na podłogę.
Spytał dlaczego. Odpowiedziała, że zajazd nie jest na sprzedaż. Natychmiast dorzucił sto tysięcy euro do oferty.
I, cholera, zawahała się. Przez jedną okropną sekundę zawahała się. Tak, zajazd się starzał. Wydawało się, że gdzie nie spojrzała, coś się psuło. Materace wymagały wymiany, okno – naprawy lub któryś ze starych bojlerów był na skraju wypalenia. Odkąd jej babcia, Marija, zachorowała, to Anika musiała podejmować coraz więcej decyzji. Odpowiedzialność za zajazd i troska o babcię ciążyły jej tak bardzo, że w niektóre noce leżała bezsennie i czuła, że ledwo może złapać oddech. Zastanawiała się, jak temu wszystkiemu podoła.
Przyjęcie oferty Nicholasa byłoby najłatwiejszym wyjściem. Zajazd należał do jej rodziny od ponad stu lat. Anika przyjechała tu ze Stanów po śmierci swojej matki Danici, by być z pozostałą jej rodziną. Babcia i zajazd ją uratowali. Chodziła po korytarzach, w których dorastała jej matka, Danica, czytała przy tym samym oknie i spacerowała boso po podwórzu wiosną, gdy przebiśniegi, od których zajazd wziął nazwę, pokrywały ziemię białym puchem kwiatów.
Ale nie chodziło tylko o jej dziedzictwo. Goście, którzy wracali tu rok po roku, traktowali zajazd niczym swój drugi dom. Nie zamierzała pozwolić, by jakiś arogancki bogacz zamienił go w luksusowy hotel, na który jej klienci nie będą już mogli sobie pozwolić.
Ponownie więc powiedziała „nie”. Uśmiech Nicolasa zniknął i zobaczyła, co skrywa: biznesmena, który nie lubił, gdy odmawiano mu tego, czego chciał.
Nie. Nie pozwoli mu, by zepsuł jej tę podróż. Przyjechała tu na konferencję. Miała nadzieję, że wpadnie na jakieś pomysły i nawiąże kontakty, które przyniosą więcej interesów. Ale posłuchała też rady, którą Marija udzieliła jej w ostatnim tygodniu przed śmiercią, kiedy dała Anice kopertę zawierającą bilet lotniczy i rezerwację na konferencję, na którą zawsze chciały jechać razem.
– Jedź i baw się dobrze. – Ścisnęła dłoń Aniki, gdy ta otworzyła usta, by zaprotestować, wskazując, że pieniądze można by lepiej wydać na gospodę. – Zrób to dla mnie, Aniko. Będę szczęśliwsza, wiedząc, że masz szansę trochę pożyć.
Betonowy pomost wychodził w wodę i oferował niesamowite widoki. Na jego końcu ustawiono kilka stołów osłoniętych parasolem. Drabinkami można było zejść do wody, by popływać. O ósmej rano pomost był cudownie pusty. Żaglówki i kilka mniejszych łodzi rybackich delikatnie kołysały się na wodzie. Turyści w kajakach wiosłowali przez zatokę i wpływali do rzeki Hanalei. Za wodą i plażą góry wznosiły się ku niebu.
Anika kochała spokojne jezioro Bled, nad które właśnie schodziła zima. Śnieg z Alp pokrywał miasto. Jezioro Bled stawało się coraz bardziej znane jako cel podróży, chociaż zachowało swój małomiasteczkowy, europejski urok.
Ale Hawaje rozbudziły w niej na nowo żądzę włóczęgi, której nie czuła od lat. Nie wiedziała nawet, że potrzebuje wyjazdu ze Słowenii, dopóki nie wyszła z lotniska na Kauai w tropikalne ciepło, które przesunęło się po jej skórze niczym pieszczota kochanka. Palmy dawały cień, góry pokrywała aksamitna zieleń zamiast śniegu.
Zdeterminowana, by się zrelaksować, zanim wróci na sesję otwierającą konferencję, Anika położyła się na ręczniku. Powoli skupiła się na rozluźnieniu ciała, napięcie uciekało z jej mięśni, gdy słońce delikatnie wymazywało jej zmartwienia. Harmonogramy, zaległe rachunki i plany marketingowe odpłynęły. Po raz pierwszy jej umysł był całkowicie błogo wolny od wszystkiego, z wyjątkiem tego, gdzie była.
– Raj – westchnęła z zadowoleniem.
– Szkoda byłoby spalić tak piękną skórę.
Zamarła, gdy usłyszała jego głęboki, chropawy głos. Sztywność powróciła, wdzierając się do jej ciała i napinając kończyny w ciasno zwinięte sprężyny. Jej puls przyspieszył. Cień Nicolasa padł na nią, blokując słońce. Niechętnie otworzyła oczy i mrugnęła.
– Myliłam się.
Górował nad nią, uśmiechnięty i opalony, co mówiło jej, że niedawno podróżował, a raczej imprezował za granicą.
– W czym?
– Nie jestem w raju. Jestem w piekle.
Odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się. Podparła się na łokciach i spojrzała na niego, próbując powstrzymać złość. Miała ochotę zepchnąć go z pomostu.
– Dzisiaj po południu będzie na tyle gorąco, że można to uznać za piekło – stwierdził.
– Co tu robisz?
Uniósł brew, kucając obok niej.
– To samo co ty.
– Próbujesz spędzić trochę czasu w samotności?
– Tak.
– Samotność oznacza, że nikogo innego nie ma w pobliżu.
Rozejrzał się powoli, demonstracyjnie.
– Hm. Musiałam przegapić znak, który mówił, że to prywatny pomost.
Zdjął okulary przeciwsłoneczne, gdy mówił. Inny rodzaj gorąca przetoczył się przez nią, szybki i tak szokujący, że jej usta rozchyliły się ze zdziwienia. Nigdy wcześniej nie zareagowała na niego tak… fizycznie. Może to przez leśny zapach jego wody po goleniu.
Albo po prostu od wieków nie byłam na randce, pomyślała zgryźliwie. Postarała się, by jej spojrzenie wyrażało wstręt. Uniósł rozbawiony brwi. Jego oczy wydały się nagle jeszcze bardziej błękitne i kuszące. On jest wrogiem! – krzyczał jej mózg. – Przestań fantazjować!
– Przestań pieprzyć, Nick. Po co tu jesteś?
Uśmiechnął się jeszcze szerzej, pewny siebie i seksowny.
– Lubię twój soczysty język.
– A ja lubię, gdy nie ma cię w pobliżu.
– Ranisz mnie, Aniko. Jesteśmy nie tylko kolegami, ale i sąsiadami. Czy nie powinniśmy przynajmniej zachowywać się wobec siebie po koleżeńsku?
– Cóż, jesteśmy sąsiadami – odpowiedziała Anika. – Jednak nie kolegami, bo nie pracujemy tak samo. Ja pracuję, podczas gdy ty uśmiechasz się do zdjęć w gazetach i kasujesz pieniądze za ciężką pracę swoich pracowników, planując, jak zniszczyć małe firmy, takie jak moja, i powiększyć swoje bogactwo. Nie jesteś moim kolegą.
– To jest zabawne. Powinniśmy częściej rozmawiać.
– Obrażam cię, a nie rozmawiam.
– Mimo wszystko, to jedna z przyjemniejszych rozmów, jakie odbyłem od lat.
– Przyjechałeś tu za mną specjalnie? – zapytała.
– Już wiosną zaproszono mnie jako gościa specjalnego na jeden z paneli konferencji.
– Mogłeś o tym wspomnieć, kiedy powiedziałam ci, że jadę – warknęła.
– I ryzykować, że odwołasz? Nie mogłem na to pozwolić, zwłaszcza że ten wspólny wyjazd może nas do siebie zbliżyć – dodał.
– Nic nas do siebie nie zbliży, Nick. Nigdy.
Jego uśmiech ani drgnął, nawet gdy jego spojrzenie stało się ostrzejsze. Był dziedzicem hotelowego imperium swojego ojca, człowiekiem, który nie cofa się przed niczym, by dostać to, czego chciał. Gdy drugi raz odwiedził zajazd, z jeszcze lepszą ofertą, stanął w holu, jakby już był jego właścicielem. Kiedy kazała mu odejść, wymienił wszystkie naprawy, które były konieczne, podając ich koszty, które sprawiały, że chciało jej się rozpłakać. A jednak to tylko utwierdziło ją w postanowieniu, że nie odda mu swojego zajazdu. To, że naruszył jej prywatność do takiego stopnia, tak głęboko grzebał w jej osobistych finansach, by osiągnąć własne cele, sprawiło, że wyrwała mu z ręki ofertę i rozdarła na pół na jego oczach. Wrócił. Och, wracał wielokrotnie przez całe lato, za każdym razem oferując więcej niż poprzednio.
– Czemu się tak upierasz? Moja oferta mogłaby ci tylko pomóc.
– Raczej mnie pogrążyć – odparła. Złościło ją, że pozostał tak spokojny i opanowany, podczas gdy jej głos drżał. – Przy tym, jak ciągle włóczysz się po świecie…
– Tęsknisz za mną, Pierce?
Podniósł rękę i odgarnął z jej twarzy zbłąkany kosmyk włosów. Coś przemknęło mu przez twarz, coś, co sprawiło, że poczuła trzepotanie w żołądku. A potem to zniknęło, tak szybko, że zastanawiała się, czy sobie to wyobraziła.
Weź się w garść!
Jej reakcja na Nicholasa była po prostu biologiczna. Czy jej się to podobało, czy nie, był atrakcyjny. Nie spotykała się z nikim od prawie dwóch lat, a te kilka prób seksu z Zacharym było, delikatnie mówiąc, nieudane.
Nie myśl o seksie! Nie przy nim.
– Tęsknię za samotnością i spokojem, którymi się cieszę, gdy cię nie ma. A teraz odejdź, pozwól mi cieszyć się porankiem i – dodała ostro – trzymaj swoje wypielęgnowane ręce z dala od mojej własności.
Wyciągnął dłoń i zanim zdążyła się odsunąć, splótł swoje palce z jej palcami. Ich dłonie spotkały się, przycisnęły do siebie w intymnej pieszczocie.
– Nigdy nie zrobiłem sobie manicure.
Jego głos stał się głębszy, zmysłowy jak ciepło powoli narastające, gdy słońce wspinało się wyżej na niebie. Powinna odsunąć rękę. Ale gdy jego palce przesunęły się w dół, prześledziły linie krzyżujące się na jej dłoni, a następnie niżej, by zatrzymać się na pulsie bijącym dziko w jej nadgarstku, nie ruszyła się. Gdy jego spojrzenie powróciło do jej twarzy, nie mogła powstrzymać ostrego wdechu.
W jej umyśle pojawiło się wspomnienie jego zdjęcia z tabloidu, jakie ostatnio widziała. Patrzył na swoją byłą dziewczynę z tą samą skupioną intensywnością, gdy uśmiechała się do niego na dachu jakiegoś słynnego muzeum.
Nicholas Lassard nie był stworzony do rodziny, do zobowiązań, obrączek ślubnych i dzieci.
A ona chciała tego wszystkiego. Nie zamierzała być kolejną w długim szeregu podbojów.
Myśl ta dała jej wystarczająco dużo siły woli, by odsunąć rękę. Odwróciła się od niego, jej oczy szukały palm kołyszących się łagodnie na wietrze. Wzięła głęboki oddech i ponownie skupiła się na problemie.
Wiedziała, że musi podjąć jakieś decyzje. Przeprowadzić niezbędne naprawy w zajeździe, pomalować elewację, wymienić dywany. Sprzedaż zajazdu mogłaby ją uratować finansowo. Ale byłoby to pożegnanie się z dziedzictwem, obserwowanie, jak jej miejsce na ziemi zmienia się z przytulnej przystani w szykowną odnogę hotelu, który oferował szampana w kryształowych kieliszkach przy zameldowaniu i podgrzewane baseny zewnętrzne. Esencja pensjonatu Zvonček zostałaby utracona.
– Prowadzisz hotel, który kosztuje ponad tysiąc dolarów za noc i oferuje całodobowy room service. Ja mam zajazd, w którym używa się zabytkowych kluczy. Obracamy się w zupełnie innych kręgach. Ty trzymaj się swojego i nie wchodź mi w drogę, a wszyscy będą szczęśliwi.
Jego dłoń spoczęła na jej łydce. Szarpnęła się, czując jego gołą dłoń na swojej skórze, po czym w duchu przeklęła się za reakcję na jego dotyk.
– Czy jesteś szczęśliwsza z dala ode mnie, Aniko?
– Tak.
– Rani mnie to.
Zirytowana, wstała, tak szybko, że prawie przewróciła Nicholasa. Odwróciła się do niego plecami i zrzuciła sukienkę przez głowę. Zduszony dźwięk sprawił, że obejrzała się przez ramię.
Nicholas się na nią gapił.
– Co robisz? – spytał.
– Idę popływać.
– Nie bądź głupia – warknął. – Zimą jest wysoki przypływ i…
– A sprytna turystka zapytała ratowników na plaży, czy dzisiaj można bezpiecznie pływać – odwarknęła. – Nie lekceważ mnie, Nicholasie. Przegrasz.
Z tymi słowami na pożegnanie zeskoczyła z pomostu do wód zatoki Hanalei.
Nicholas przyjął długopis od radosnej, rudowłosej hostessy za ladą. Nie przegapił uznania w jej oczach.
– Podpisz się tutaj, tutaj i tutaj.
– To oświadczenie, że nie pozwę was, jeśli zje mnie żółw?
Hostessa parsknęła śmiechem.
– Do tej pory nie mieliśmy żadnych ataków żółwi. Czy był pan na wycieczce nurkowej z żółwiami, panie Lassard?
– Nurkowałem, ale nie z żółwiami.
– W takim razie czeka pana gratka. Ich sezon lęgowy trwa od maja do września, ale mnóstwo gości widziało je również zimą.
Nicholas odwzajemnił jej uśmiech.
– Nie mogę się doczekać.
– Myślisz, że zobaczymy delfina, mamo?
Fragment książki
Na parkingu panowała cisza. Wewnątrz mini morrisa czuła się jak w kokonie. Perla Lowell zagryzła długopis i bezskutecznie szukała słów. Cztery linijki w dwie godziny. Tyle tylko udało jej się stworzyć. Za trzy krótkie dni będzie musiała stanąć przed rodziną i przyjaciółmi i przemówić… A jej brakowało słów.
Nie, cofnij to. Znalazła słowa, ale brakowało w nich prawdy. Bo prawda… nie może nikogo na nią skazywać. Jej życie przez ostatnie trzy lata to jedno wielkie kłamstwo. Czy to dziwne, że ręce jej się trzęsły, gdy tylko chciała pisać, że nienawidziła siebie za kłamstwa w imię pozorów?
Jak mogła postąpić inaczej? Jak mogła odpłacić za dobroć poniżeniem?
Gniew mieszał się z rozpaczą. Podarła kartkę ze złością. Pośród nocy rozległ się oczyszczający dźwięk. Wraz z nim z zaciśniętej piersi do gardła przedostały się tłumione zły.
Nie panowała nad rękami. Rwała kartkę na konfetti. Patrzyła, jak drobiny spadają na fotel obok. Z jękiem zasłoniła twarz dłońmi, oczekując łez. Nadaremnie. Chciała płakać, ale wiedziała, że łzy to wstyd, bo w środku czuła… ulgę. Kiedy powinna być załamana, odczuwała wstydliwą lekkość bytu!
Powoli opuściła ręce i spojrzała przez przednią szybę. Wzrok odzyskał ostrość i skupiła się na wspaniałej budowli. Pomimo niedawnego remontu za wiele milionów funtów Macdonald Hall zachował kwintesencję staro-angielskiego uroku, razem z ekskluzywnym Macdonald Club, rozległym polem golfowym wyłącznie dla wybranych członków. W tym kilkusetletnim przybytku jedynym ukłonem w stronę szarego człowieka był koktajlbar, otwarty dla klientów od siódmej wieczorem do północy.
Perla wciągnęła głęboki oddech i spojrzała na strzępy papieru. Poczuła się winna po tym, jak dała sobie upust. Tylko ten raz nie będzie się powstrzymywać, pilnować każdego słowa czy uśmiechu, kiedy miała ochotę przeklinać swój los. Być normalną… To uczucie oczywiście nie będzie trwało wiecznie. Trzeba było jeszcze przeżyć jutro i kolejny dzień.
Cierpienie kazało jej sięgnąć do torebki.
Była wystarczająco daleko od domu, żeby nikt jej tu nie rozpoznał. Dlatego właśnie jechała ponad godzinę, aby znaleźć to spokojne miejsce i znaleźć trudne słowa. Jednak nie była jeszcze gotowa wracać do domu i zmierzyć się z przesłodzonymi gestami współczucia i dobrotliwymi, zatroskanymi, choć badawczymi spojrzeniami.
Skupiła znowu wzrok na Macdonald Hall. Jeden drink. Potem wróci do domu i jutro zacznie od nowa. Wyjęła z torebki szczotkę i przeczesała niesforne loki. Kiedy znalazła szminkę, niemal ją odrzuciła. Szkarłat tak naprawdę nie był jej kolorem i normalnie nawet by na nią nie spojrzała, ale ta była dodatkiem do zakupionej książki. Nigdy nie ośmieliłaby się na tak wyzywający, odważny kolor. Nawet u innych kobiet uważała go za zbyt zmysłowy, zbyt przyciągający uwagę do ust.
Drżącymi palcami otworzyła pomadkę, przekrzywiła wsteczne lusterko i starannie nałożyła pomadkę. Niespodziewany rezultat – wyuzadana, jawnie zmysłowa twarz; przeszukiwała torebkę, by znaleźć chusteczkę. Kiedy jej się nie udało, zamarła. Powoli przeniosła wzrok na lusterko. Serce jej waliło.
Czy było aż tak źle? Czy to źle, jeżeli będzie wyglądać, jeżeli poczuje się jak ktoś inny niż Perla Lowell, prawdziwa oszustka? Żeby choć na kilka minut zapomnieć o bezlitosnym poniżeniu, które znosiła przez ostatnie trzy lata?
Zanim zdążyła się rozmyślić, poszukała po omacku klamki i wysiadła na zimną noc. Chociaż dni zabaw dawno już miała za sobą, to nawet ona wiedziała, że jej prosta, czarna sukienka bez rękawów i czarne czółenka będą stosowne do koktajlbaru w cichy wtorkowy wieczór.
A jeżeli nie, to najgorsze, co może się zdarzyć, to że poproszą ją, by wyszła. Lecz teraz wyrzucenie z ekskluzywnego lokalu, gdzie nikt jej nie znał, to kaszka z mleczkiem w porównaniu z monumentalną farsą, przez którą musiała przechodzić.
Elegancko ubrany portier przywitał ją i skierował korytarzem do staromodnych, dwuskrzydłowych drzwi z napisem „Bar” na wypolerowanej złotej tabliczce nad nimi. Kolejny, podobnie ubrany mężczyzna otworzył drzwi, uchylając czapkę.
Perla, zdecydowanie czując się nieswojo, dyskretnie ogarnęła wzrokiem kosztowny parkiet i boazerię oraz brokatowe dodatki, zanim skoncentrowała się na długim, niskim barze. W obrotowej gablocie za barem prezentowano rzędy przeróżnych alkoholi. Barman potrząsał parą srebrnych shakerów, jednocześnie gawędząc z młodą parą.
Przez ułamek sekundy Perla zastanawiała się, czy nie zawrócić na pięcie. Zmusiła się, żeby zrobić krok naprzód, potem następny, aż dotarła do niezajętego końca baru. Znowu wzięła głęboki oddech, usiadła na stołku i położyła torebkę na ladzie.
Co teraz?
– Co taka miła dziewczyna robi w takim miejscu jak to?
Taki tandetny tekst wywołał u niej wymuszony śmiech, gdy odwróciła się w stronę, skąd doszedł głos.
– Tak lepiej. Przez chwilę myślałem, że ktoś tu umarł i nic mi nie powiedziano – barman, bezczelnie oceniając ją wzrokiem, uśmiechał się szeroko, ukazując białe zęby, niewątpliwie dzieło dentysty. – Jesteś drugą osobą, która weszła tu dziś, wyglądając jak pełnoetatowy czarnowidz.
W innym życiu Perla nie widziałaby nic czarującego w tym idealnie zadbanym młodzieńcu. Niestety, była tu i teraz, i na własnej skórze przekonała się, że to, co na zewnątrz, nie zawsze pasuje do wnętrza.
Zmusiła się do uśmiechu i splotła dłonie na torebce.
– Poproszę o… drinka.
– Oczywiście. – Zbliżył się, a wzrok spuścił na jej usta. – Co pijesz?
Popatrzyła na wystawione koktajle. Nie miała pojęcia, co wziąć. Ostatnim razem, kiedy była w takim miejscu, modnym drinkiem było Amaretto Sour. Chciała poprosić o Cosmopolitan, ale nawet nie była pewna, czy nadal jest w modzie. Znowu zastanowiła się, czy nie wyjść. Została na stołku przez zwykły upór. Dosyć już ją popychano; dosyć już zniosła. Zbyt długo dyktowano jej, jak ma żyć.
Nigdy więcej. Zgoda, szkarłatna pomadka była złym pomysłem, ale Perla nie pozwoli, aby to przeszkadzało w tej małej, pokrzepiającej zachciance. Wyprostowała ramiona i wskazała ciemnoczerwony drink z dużą liczbą parasolek.
– Poproszę ten.
Podążył za jej wzrokiem i zmarszczył brwi.
– Martini z granatem?
– Tak. A coś nie pasuje? – zapytała, kiedy barman nie zmienił miny.
– Jest trochę… kiepski.
Zacisnęła usta.
– I tak go wezmę.
– Oj, pozwól, że…
– Daj damie to, czego sobie życzy. – Gładki, ale niewątpliwie męski głos miał obcy akcent, może śródziemnomorski, aż Perlę przeszedł dreszcz po plecach. Zastygła.
Barman najwyraźniej pobladł, skinął głową i odszedł przygotować jej koktajl.
Perla czuła jego milczącą obecność za plecami, ale za nic nie mogła się poruszyć. Powinna mieć się na baczności. Zacisnęła dłoń na pasku torebki.
– Odwróć się – padła komenda.
Jej plecy zesztywniały jeszcze bardziej. Kolejny mężczyzna próbował nią dyrygować.
– Słuchaj, chcę być sama…
– Odwróć się, jeśli łaska – poinstruował ją znowu tym niskim, chropawym głosem.
Nie „proszę”, ale „jeśli łaska”. Nieco staroświecki zwrot wzbudził jej ciekawość. Perlę kusiło, by się odwrócić, jednak to za mało, żeby uległa.
– Właśnie uratowałem cię przed staniem się potencjalnym celem cwaniaka. Możesz się przynajmniej odwrócić i porozmawiać ze mną.
Chociaż żołądek znowu jej ścisnęło na dźwięk jego głosu, zacisnęła usta.
– Nie prosiłam o twoją pomoc ani jej nie potrzebowałam… i nie mam ochoty rozmawiać z nikim tak…
Spojrzała w stronę barmana z zamiarem odwołania zamówienia. Długa jazda tutaj… nadzieja na napisanie czegoś naprawdę pełnego inspiracji… myśl o szybkim drinku… czerwona szminka dodająca odwagi – prawdopodobnie przede wszystkim ona – doprowadziły do kompletnej katastrofy. Znowu poczuła ból w piersiach i spróbowała opanować emocje.
Mężczyzna, który uznawał się za jej wybawcę, stał za nią w milczeniu. Wiedziała, że tam jest, ponieważ czuła jego zapach – intrygująco ostry, męski i surowy. Słyszała też jego mocny, równy oddech. I znowu obcy dreszcz przebiegł po jej plecach. Ogarniała ją chęć, by spojrzeć przez ramię, ale opanowała się. Zawiodła siebie wiele razy. Teraz nie chciała.
Uniosła dłoń, chcąc zwrócić uwagę barmana, ale on uparcie kierował spojrzenie za nią… na mężczyznę, którego obecność, nawet bez wiedzy, kim jest, emanowała siłą.
W milczeniu i zdumieniu widziała, jak barman skinął głową bez słowa na milczące polecenie, obszedł ladę z drinkiem i skierował się do ciemnego kąta baru.
Oburzona Perla w końcu odwróciła się i zobaczyła mężczyznę – wysokiego, ciemnowłosego, o niewiarygodnie szerokich ramionach – jak przechodził do stolika, gdzie ustawiono jej drinka i prawdopodobnie jego też.
Przeszyła ją prawdziwa wściekłość. Stuknęła szpilkami o parkiet i ruszyła do niego, zanim w pełni uświadomiła sobie swój zamiar.
– Co, do diabła, sobie myślisz…?
Odwrócił się do niej twarzą, a słowa uwięzły Perli w gardle.
Cudowny. Niesamowicie cudowny. Ten opis zapalił się niczym neon reklamowy w jej głowie. I tak niewiarygodnie realny, że Perla mogła jedynie wpatrywać się w osłupieniu. Gdy rejestrowała śniadą cerę, mocny zarys szczęki, uderzające rysy, lekką siwiznę we włosach i dwudniowy zarost, który był jej osobistą słabostką, wiedziała, że nie powinna była się odwracać; nie powinna iść za nim. Powinna posłuchać instynktu i natychmiast wyjść.
Czy ona nigdy nie uczy się na błędach? Chciała się wycofać. Nie było w jej interesie gapić się na tego mężczyznę… Idź stąd! Nogi nie chciały jej posłuchać.
Jego ciemne, orzechowe oczy spotkały się z jej oczyma. Perla wstrzymała oddech. Zacisnęła dłoń na pasku torebki.
– Czy ten kolor jest prawdziwy? – spytał nieznajomy chropawym głosem, od którego uginały jej się kolana i przyspieszał puls.
– Słucham?
– Ten odcień rudego?
Oczarowanie nieco ustąpiło.
– Oczywiście, że naturalny. Po co miałabym farbować? – Zamilkła, gdy zorientowała się, że on jej nie zna i dlatego nie wie, że nigdy by się zdecydowała na próżność pod postacią sztucznego koloru włosów. Nie musiała ulegać niczym kaprysom. – Są naturalne, tak? A teraz może mi wyjaśnisz, do czego zmierzasz.
– Najwyraźniej opuściły cię dobre maniery. Jedynie ratuję sytuację. – Wysunął krzesło. – Proszę, siadaj.
Perla, uniósłszy brew, nadal stała. On wzruszył ramionami i także stał.
– Maniery mnie opuściły. Ty wtargnąłeś i przejąłeś sytuację, nad którą panowałam. Co sobie myślałeś, że barman przeskoczy ladę i zaatakuje mnie na oczach innych klientów? – rzuciła.
– Jakich innych klientów? – zapytał.
– Ta para tam… – zamilkła, rozglądając się. Para młodych ludzi zniknęła. Poza kelnerem, który sprzątał stoły, w barze został jedynie barman i ten wysoki nieznajomy. W tym momencie kelner zniknął za wahadłowymi drzwiami. – Ten lokal ma dobrą reputację. Takie rzeczy się tu nie zdarzają.
– A na czym w zasadzie opierasz tę statystykę? Często tu bywasz?
Zarumieniła się.
– Nie, oczywiście, że nie. I nie jestem naiwna. Tylko… tylko myślę…
– Że drapieżniki w garniturach skrojonych na miarę są mniej brutalne od tych w bluzach z kapturami? – uśmiechnął się, ale oczy pozostały chłodne.
– Nie, nie o to mi chodziło. Przyszłam tu, żeby się napić w spokoju.
Wszystko szybko wymykało się spod kontroli. Musiała myśleć o powrocie, bo inaczej będzie miała więcej do wyjaśniania.
Ponownie wskazał jej krzesło.
– Możesz usiąść. I nie musisz się martwić rozmową. Możemy siedzieć i… milczeć.
Jego słowa wzbudziły jej ciekawość. A może potrzebowała odmiany od bólu i chaosu, które czekały na nią, gdy tylko stąd wyjdzie?
Zmusiła się, by na niego spojrzeć, na tego cudownego mężczyznę, te silne ramiona, nieskazitelny garnitur i poluzowany jedwabny krawat, lekko zmierzwione włosy. Zmarszczki po obu stronach ust były głębokie, a kiedy Perla zaryzykowała kolejne spojrzenie w jego oczy, serce jej załomotało. W tej chwili zrozumiała, że on nie poluje na niczego się niespodziewające kobiety. Co nie znaczyło, że kobiety będą bezpieczne w obliczu jego zmysłowej aury i czystej charyzmy. Zdecydowanie nie.
Lecz dzisiaj emocje czające się w jego oczach nie były drapieżne. Ból, jaki w nich zobaczyła, odbił się w niej głęboko.
Zmrużył oczy, jakby czytając jej myśli. Znieruchomiał, zaciskając usta. Przez chwilę myślała, że zrezygnuje z wcześniejszego zaproszenia. Nagle zrobił krok do przodu i dotknął oparcia krzesła.
– Siadaj. Proszę – powtórzył.
Perla usiadła. W milczeniu pchnął drinka w jej stronę.
– Dziękuję – mruknęła.
On pochylił głowę i uniósł kieliszek ku niej.
– Za niemówienie.
Dotknęła swoim kieliszkiem jego drinka; ogarnęło ją surrealistyczne uczucie. Mężczyzna nie krył fascynacji jej włosami. Ze wszystkich sił starała się opanować, by się nimi nie bawić. Mocniej pociągnęła przez słomkę, po części, aby szybciej skończyć koktajl i wyjść, a po części, by zająć się czymś i nie patrzeć na tego wyniośle pięknego mężczyznę.
Pili w milczeniu. Perla z niepokojącym żalem odstawiła pustą szklankę. Nieznajomy poszedł w jej ślady.
– Dziękuję.
– Za co?
– Za opanowanie chęci bezsensownych pogaduszek.
– Już mówiłam, że nie po to tu przyszłam. Gdyby było inaczej, przyprowadziłabym przyjaciółkę. Domyślam się, że wybrałeś tę porę z tych samych powodów.
Na moment na jego twarzy pojawił się ból, ale natychmiast znikł.
– Dobrze się domyślasz.
Wzruszyła ramionami.
– Więc nie ma potrzeby mi dziękować.
Znieruchomiał, jednak znowu przeniósł wzrok na jej włosy. Potem spojrzał na usta, a Perla uświadomiła sobie szkarłatną szminkę. Zanim zdążyła się powstrzymać, oblizała dolną drżącą wargę.
Zasyczał; ten kolejny obcy dźwięk wywołał u niej gęsią skórkę. Nigdy dotąd mężczyźni tak na nią nie reagowali. Perla nie była pewna, czy się cieszyć, czy bać.
– Zatrzymałeś się tu, w Macdonald Hall? – spytała.
Nieznajomy powoli zacisnął leżącą na stole dłoń w pięść.
– Na dzisiejszą i kilka następnych nocy, tak.
Przeniosła wzrok z jego dłoni na twarz.
– Mam wrażenie, że nie masz ochoty tu być? – spytała.
– Nie zawsze decydujemy o własnym losie. Jestem jednak zobowiązany być tu przez następne kilka dni. To nie znaczy, że się z tego cieszę.
Spojrzała na jego pusty kieliszek.
– Domyślam się, że teraz zamówisz butelkę, a nie kieliszek?
Wzruszył ramionami.
– Kiedy pijesz, czas szybciej leci.
– Kiedy jesteś w barze tuż przed północą, nie widzę innego rodzaju rozrywek.
– Ale nie jestem sam. – Uniósł brew. – Już nie. Uratowałem cię, damę w opałach, a moją nagrodą jest twoje towarzystwo.
– Nie jestem damą w opałach. Poza tym zupełnie mnie nie znasz. Mogę być jednym z tych drapieżników, panie…?
Jej jawne żądanie, by podał nazwisko, pozostało bez odpowiedzi. Skinął głową do barmana i wskazał puste kieliszki.
– Chyba nie powinnam więcej pić…
– Ale my się dopiero poznajemy. Mówiłaś, że jesteś bezwzględnym drapieżcą.
– A ty chciałeś być sam zaledwie dziesięć minut temu, pamiętasz? Poza tym dlaczego uważasz, że chcę cię poznać?
W jego uśmiechu była pewność siebie i żal nad sobą – dziwaczna kombinacja.
– Nie chcę. Wybacz mi takie założenie. Jeżeli chcesz wyjść, możesz to zrobić. – I znowu te uprzejme słowa zabarwiła arogancja.
– Nie potrzeba mi pozwolenia, ale… zostanę na jeszcze jednego drinka.
Skinął poważnie głową.
– Efcharistó. – Jego głos i zmysłowe usta sprawiły, że skurczył jej się żołądek.
– Co to znaczy?
– To po grecku „dziękuję”.
– Och, jesteś Grekiem? Uwielbiam Grecję. Dawno temu byłam na Santorini na ślubie klienta. Wtedy pomyślałam, że kiedyś chciałbym tam wziąć ślub. To jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi… – Perla zamilkła, widząc nagle, jak jego twarz tężeje. – Przepraszam. To bezmyślne gadanie?
– Nie takie bezmyślne. Więc lubisz Grecję. Co jeszcze?
Spuściła wzrok.
– Czy teraz wypada mi powiedzieć, że są to długie spacery w deszczu z kimś wyjątkowym?
– Tylko, jeżeli to prawda. Osobiście nie cierpię deszczu. Wolę pełne słońce. I morze.
– A ktoś specjalny wchodzi w rachubę?
Na jego twarz powróciły dokuczliwy ból i poczucie winy, i tym razem zostały dłużej.
– Jeżeli masz tyle szczęścia, by móc wybierać i trwać przy swoim losie.
Perla przygryzła wargę, ale nie odpowiedziała, ponieważ zjawił się barman. Znowu zapadła cisza, gdy sączyli drinki. Tylko tym razem śmiało wytrzymała jego spojrzenie.
Wydawał jej się jakby znajomy. Odrzuciła jednak tę myśl i uznała, że pewnie widziała go w gazecie albo telewizji. Pewnie dlatego był tak ważny i łatwo wydawał polecenia. I był w Macdonald Hall, jednym z najbardziej ekskluzywnych prywatnych klubów sportowych w kraju.
Perla obserwowała go; ich spojrzenia się spotykały. Ogarnęło ją gorąco; wypełniało miejsca, które uznała za zamarznięte już na zawsze. Starała się wytłumaczyć sobie, że to przez alkohol, ale nagle ze złością przyjęła prawdę. Koniec z okłamywaniem samej siebie, aby uśmierzyć ból.
Podobał jej się ten mężczyzna. Obrazy w jej głowie nie powinny jej szokować ani zawstydzać. Tak naprawdę, to od kiedy przyglądanie się jest zbrodnią?
– Uważaj, mała. Ten wielki zły wilk ma bezlitosne zęby.

