Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Rozum, pieniądze czy serce? / Suknia prababki
Zajrzyj do książki

Rozum, pieniądze czy serce? / Suknia prababki

ImprintHarlequin
Liczba stron320
ISBN978-83-291-2097-5
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329120975
Tytuł oryginalnySnowbound with the Irresistible SicilianNothing to Hide
TłumaczDorota JaworskaAgnieszka Wąsowska
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-03-10
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Rozum, pieniądze czy serce?" oraz "Suknia prababki", dwa nowe romanse Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE DUO.

Doktor biologii Jade Parker jest w trakcie misji naukowej na Antarktydzie, gdy dostaje telefon od swojej siostry bliźniaczki Gigi. Gigi zgubiła cenną pamiątkę rodzinną sycylijskiego milionera Alessia Montaldiego. Jest przerażona, że narazi się na jego gniew. Ma nadzieję, że w ciągu kilku dni odnajdzie zgubę, ale prosi Jade, by przez ten czas odwróciła uwagę Alessia. Jade, udając Gigi, trafia do posiadłości Montaldich. Kilka dni udawania siostry nie powinno być trudne, ale między nią i Alessiem szybko zaczyna iskrzyć...

Projektantka mody Allie McDonald przyjmuje zaproszenie kolegi do jego domu nad jeziorem, z dala od Nowego Jorku. Będzie tam mogła obejrzeć i wybrać sobie ubrania jego prababki, która nosiła piękne kreacje. Wakacje w pięknej willi okazują się dla Allie niezwykłe jeszcze z innego powodu. W tym samym czasie przyjeżdża tam brat gospodarza – przystojny, seksowny i bogaty Jonas Meyer…

Fragment książki

Doktor Jade Parker ściskała podróżny kubek z kawą, mrużąc oczy, gdy arktyczny wiatr nabierał prędkości i smagał ją po twarzy. Mimo to uśmiechała się. Potrójnie izolowany kombinezon chronił przed niskimi temperaturami, poza tym zawsze mogła się schować w kabinie pod pokładem statku badawczego, który stał się jej domem przez ostatnie cztery miesiące. Dziś jednak miała ostatnią, przed końcem misji, możliwość podziwiania zapierających dech w piersiach krajobrazów i nie zamierzała tej szansy przegapić.

Popijała kawę, starając się nie myśleć o tym, co czekało ją w domu w Londynie albo w Rzymie, albo w Paryżu… Matka nie zdecydowała jeszcze, gdzie spędzą tegoroczne Boże Narodzenie. Renata DiMarco wciąż zastanawiała się, dokąd zabierze córki bliźniaczki na święta. Jade z całych sił pragnęła, by oszczędzono jej tej wątpliwej przyjemności. Boże Narodzenie nie widniało na jej liście ulubionych dni. Posunęłaby się nawet do stwierdzenia, że nienawidzi świąt. Renata zbyt często rujnowała je po kilku kieliszkach szampana. Jej siostra, Georgina, nazywana przez wszystkich Gigi, znosiła wyskoki matki znacznie lepiej.

– Powinnaś braćprzykład z siostry. Gigi wie, jak cieszyć się życiem... – wygarnęła jej Renata, wrzucając do kosza zaproszenie na ceremonię wręczenia dyplomów, gdy Jade ukończyła studia.

Matka nie pojawiła się też w dniu uzyskania przez nią doktoratu z biologii morskiej. Jade próbowała udawać, że wcale nie boli jej nieobecność rodziców i siostry w tak ważnych momentach jej życia. Ale bolesne ciernie same rozrastały się w sercu.

Wypiła kolejny łyk, by uspokoić nerwy. Wpatrując się w oślepiającą biel, w myślach nieśmiało prosiła o wybawienie. Potem zaśmiała się nerwowo, gdy statek gwałtownie się zakołysał. Może to ostrzeżenie, że nie powinna kusić losu? Tak, jasne. Los miał zwyczaj ignorowania jej najgorętszych życzeń. Na szczęście czeka ją przynajmniej kilka dni wytchnienia w londyńskim mieszkaniu, by wzmocnić się psychicznie przed spotkaniem z matką, która nie widziała nic złego w poniżaniu jej przy każdej okazji.

– Jade?

Odwróciła głowę, zaskoczona na widok szefa.

– Przepraszam, Martin, byłam mile stąd.

– Martwiłem się, że zamarzłaś.

– Jestem potrzebna na dole?

– W pewnym sensie. Dzwoniła twoja siostra. Bądź gotowa za dziesięć minut.

Dziwne. Gigi zwykle zapominała, że ma siostrę bliźniaczkę. Roztargnienie w parze z ostrymi imprezami nie sprzyjało umacnianiu więzi rodzinnych.

– Czy wspomniała, o co chodzi? – spytała, idąc za Martinem przez pokryty śniegiem pokład do schodów prowadzących na niższe poziomy.

– Nie. Ale nie wydaje mi się, żeby coś było nie tak. Dzwoniła z baru. Boże, dałbym sobie rękę uciąć za kufel piwa w ciepłym pubie.

Jade uśmiechnęła się. Gigi byłaby wyluzowana nawet w dniu apokalipsy, skoro pozostawała niewzruszona podczas melodramatycznych napadów złości i agresji ich matki.

Kiedy dotarła do małego biura, próbowała się uspokoić i powstrzymać umysł przed tworzeniem dzikich scenariuszy. Jednak omal nie wyskoczyła ze skóry, gdy telefon wreszcie zadzwonił.

– Jade, to ty?

– Tak, to ja. – Mocniej ścisnęła telefon. – Wszystko w porządku?

– Chciałabym powiedzieć „tak”, siostrzyczko, ale jestem w tarapatach, w pewnym sensie.

– W pewnym sensie? Albo jesteś tarapatach, albo nie.

– Boże, Jade, czułam, że eksplodujesz, zanim powiem dwa słowa.

– Gigi, nie rozmawiałyśmy od tygodni... Cokolwiek to jest, po prostu wyrzuć to z siebie. – Zacisnęła zęby. – Czy to mama?

– Wiedziałam… – Gigi westchnęła. – Nie, to nie mama. Ostatnio podobno była w Rio, gdzie szyli jej kostium na lutowy karnawał.

– Powiedz mi, proszę, że nie planuje zostać tam na święta… Albo nie oczekuje, że dołączymy do niej…

– Kto wie… Chociaż myślę, że święta w Rio mogłyby być fajne.

– Gigi! – Jade stłumiła irytację. – O czym chciałaś ze mną porozmawiać?

– Okej, ale najpierw obiecaj mi, że to zostanie między nami.

– Co takiego?

– Najpierw mi obiecaj, potem ci powiem!

– Nigdy nie nadużyłam twojego zaufania.

W przeciwieństwie do ciebie, chciała dodać, ale jej poziom niepokoju i tak już rósł w alarmującym tempie.

– W porządku. Być może weszłam w posiadanie czegoś, co nie do końca należało do mnie.

Jade gwałtownie wciągnęła powietrze.

– Słucham?

Jej siostra była wszystkim, ale nie złodziejką. Najwyraźniej do tej pory.

– Nie osądzaj, zanim nie posłuchasz, Jade. Miałam swoje powody.

Jade ściągnęła wełnianą czapkę. Nagle zrobiło jej się gorąco.

– Co to było?

Siostra milczała przez kilka długich sekund.

– Zabrałam coś cholernie ważnego facetowi, dla którego miałam nadzieję pracować. Coś, co wiele dla niego znaczy. To naprawdę gruba ryba.

– Dlaczego?

– Bo na to zasłużył!

W takich chwilach Jade zastanawiała się, jak mogły być bliźniaczkami, skoro ich charaktery były jak dzień i noc.

– Gigi…

– Słuchaj, byłam wtedy trochę wstawiona, okej? Poza tym ludzie nie powinni składać obietnic, których nie zamierzają dotrzymać.

Jade ledwo powstrzymała się od śmiechu. Gigi beztrosko składała obietnice, a potem natychmiast jej łamała…

– Zwłaszcza mężczyźni – dodała Georgina.

– Skrzywdził cię?

Wspomnienie Toma, chłopaka matki, który wkradł się w ich życie, kiedy miały piętnaście lat, i zdobył ich zaufanie, tylko po to, by znęcać się nad nimi, było niechcianym, ale wciąż żywym wspomnieniem. Był to jeden z niewielu przypadków, kiedy Jade i jej siostra zbliżyły się do siebie i postawiły się matce. Tamten wstrząs odmienił Gigi i w głębi duszy Jade nie mogła jej winić.

– Gigi, co on ci zrobił?

– Spotkałam go kilka miesięcy temu i przez jakiś czas obracaliśmy się w tych samych kręgach. Pomogłam mu zdobyć informacje od kogoś, kogo znałam, a on powiedział, że mogę dla niego pracować. Potem mnie publicznie upokorzył, twierdząc, że jestem lekkomyślna i nie mam szans, by dołączyć do jego zespołu.

Jade odetchnęła, napięcie nieco opadło.

– Więc chodzi o pracę? O nic więcej?

– To nie jest tylko praca, Jade! Czy wiesz, ile drzwi otworzy się przed kimś, który ma poparcie Alessia Montaldiego?

– Nie, nie wiem, ponieważ nie mam pojęcia, kto to jest – odpowiedziała Jade. – Co dokładnie miałaś dla niego zrobić?

– Cokolwiek. Zrobiłabym dla niego wszystko.

Jade szeroko otworzyła oczy, słysząc rozpaczliwą odpowiedź siostry. Ponownie ogarnęła ją fala strachu.

– Więc nie dał ci tej pracy... I co dokładnie zrobiłaś?

Gigi znów zawahała się na kilka sekund. Serce Jade zabiło szybciej.

– To, co wzięłam... To rodzinna pamiątka... A ja...

Zatrzymała się i wciągnęła głęboko powietrze. Jade zamarła, wiedziała, że to, co usłyszy, będzie straszne.

– Szukał tego od lat i dopiero co znalazł… Był zafascynowany, wiązał z tym wielkie plany. W każdym razie myślałam, że potraktuje mnie poważnie, jeśli zatrzymam to na jakiś czas, a potem zwrócę.

Jade poczuła ból, gdy zbyt mocno ścisnęła słuchawkę.

– Kiedy to się stało, Gigi?

– Trzy tygodnie temu. Od miesięcy próbowałam go przekonać, żeby zmienił zdanie co do zatrudnienia mnie. Myślałam, że to pomoże…

– Słuchaj, po prostu zwróć mu jego własność. Jestem pewna, że możesz znaleźć inną pracę…

– Nie mogę…

– Oczywiście, że możesz. Zwróć to coś i przeproś…

– Nie mogę zwrócić czegoś, czego już nie mam!

– Co masz na myśli?!

– Zgubiłam to trzy dni temu.

Jade poczuła, jak osacza ją strach.

– O, Boże, Gigi…

– Potrzebuję twojej pomocy.

– Co mogę zrobić? Jestem tysiące kilometrów dalej.

– Ale niedługo wracasz do domu, prawda?

– Tak. Na święta.

– To dopiero za kilka tygodni! Potrzebuję twojej pomocy już teraz. Jeśli Alessio odkryje, że zgubiłam jego własność, nie wiem, co się stanie. On jest bezwzględny, Jade, a wieści o tym, że nie znosi głupców, nie są żartem.

– Nie obchodzi mnie jakiś żądny władzy Włoch – wykrzyknęła Jade. – Kiedy wrócę, porozmawiamy z nim, razem wyjaśnimy, co się stało.

Georgina zaśmiała się.

– Nie jest Włochem. Jest Sycylijczykiem. I sądzi, że jestem bezużyteczną idiotką. Nie chcę mu udowodnić, że ma rację.

– Dlatego uważam, że powinnaś się przyznać. Powiedz mu, co zrobiłeś, a potem porozmawiaj z władzami o odszukaniu tego czegoś.

Jade czuła, jak jej siostra wzrusza ramionami.

– Alessio może zniszczyć moją karierę kilkoma telefonami…

– Gigi...

– Pomożesz mi czy nie?

Chciała powiedzieć, „nie”, ale nie słyszała niepokoju w głosie Gigi od ponad dekady, od czasu ostatniej konfrontacji z Tomem.

– Co mam zrobić? – zapytała siostrę.

– Musisz mi dać czas na znalezienie tej pamiątki.

Szybkość odpowiedzi Gigi oznaczała, że długo nad tym myślała.

– Daj mi numer tego gościa, zadzwonię...

– Nie! Jezu, Jade, myślisz, że dzwoniłabym do ciebie, gdyby zwykły telefon mógł załatwić sprawę?

– Więc...?

– Musisz odwrócić jego uwagę, udając mnie przez kilka dni. A ja będę próbowała znaleźć ten przedmiot.

– Co takiego? Nie! Absolutnie nie! Nie możesz dorzucić oszustwa do kradzieży!

– Więc powinnam po prostu przyznać się i mieć nadzieję, że nie zniszczy mojej kariery ani nie postawi mnie przed sądem?

Po raz pierwszy od dawna Jade usłyszała desperację w głosie siostry.

– Gigi…

– Nie mam doktoratu, jak ty, ale wiem, że potrafię być świetną mediatorką – zaśmiała się. – Do diabła, robię to za darmo dla moich skłóconych przyjaciół! Wszystko, o co proszę, to pomoc w naprawieniu błędu, Jade. Nie dowie się, kim jesteś, ponieważ, co jest doprawdy szokujące, nie istniejesz na Facebooku. Poza tym tylko dwie osoby wiedzą, że mam siostrę bliźniaczkę. Więc… Błagam!

Jade zamknęła oczy. Strach chwycił ją za gardło, bo doskonale wiedziała, co odpowie siostrze.

– Czy tak trudno jest znaleźć kobietę, która nie ustępuje facetom przy kieliszku? Sprawdzałeś bary na Francuskiej Riwierze?

Alessio mówił podniesionym głosem, choć ostatnio szczycił się tym, że nic nie wyprowadza go z równowagi, że nie pozwala negatywnym emocjom górować nad innymi. W przeszłości był niewolnikiem emocji, ale życie nauczyło go, że to nieopłacalne, bo wrogowie wykorzystywali tę słabość, manipulując gniewem, wstydem czy nienawiścią. Potem role się odwróciły i życie stało się proste. Do dzisiejszego dnia.

– Mów! – ryknął do telefonu.

– Pan wybaczy, ale nie wiem, co robić. Przeszukaliśmy jej zwykłe miejsca i niczego nie znaleźliśmy. Od tygodnia nie zamieściła niczego w sieci, a od pięciu dni nie wróciła do swojego mieszkania. Moi ludzie przeszukali to mieszkanie, bez powodzenia.

– Chcesz mi powiedzieć, że zapadła się pod ziemię?

– Na to wygląda… – przyznał jego zaufany pracownik, wyraźnie zmartwiony.

Pomimo wściekłości Alessio odczuwał odrobinę podziwu dla Gigi Parker. Może nie powinien był tak szybko z niej rezygnować... Zespół, który jej szukał, to ludzie najwyższej klasy, choć ci najlepsi byli obecnie zajęci tropieniem ostatniego z wrogów jego rodziny, by wreszcie mógł dokonać ostatecznego rozliczenia. Po latach skrupulatnego planowania ustalono, że nastąpi to w tym roku, w Boże Narodzenie.

Nie docenił Gigi. Okazało się, że ta kobieta, która wyobrażała sobie, że zdoła go uwieść, by dostać u niego pracę, miała jednak jakąś głębię. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej trzy miesiące temu osądził ją na podstawie popielatych włosów, śmiałego makijażu i skąpej, ledwo zakrywającej pupę sukienki. Wystarczył mu kwadrans. Może gdyby przedłużył rozmowę do godziny…?

Odrzucił tę myśl. To bez znaczenia.

Był tak zajęty ściganiem ostatniego wroga swojej rodziny, że zatracił czujność w innych obszarach. Wykorzystała to, okradła go, ponieważ nie dostała tego, co chciała. Co gorsza, na odzyskanie herbu Montaldich, przedmiotu, z którym zniknęła, poświęcił ostatnie dziesięć lat.

Nie było odwrotu.

Gdyby Massimo wypełniał swoje zadania, sam nie musiałby łapać dziesięciu srok za ogon. Jak to możliwe, że jedyną osobą, której ufał, okazał się jego brat playboy, który nie przejmował się ani trochę zemstą, która nakręcała Alessia przez całe życie?

– Rozmawialiśmy z jednym z jej przyjaciół. Powiedział, że planowała wyjazd do Szwajcarii. Konkretnie do Gstaad – powiedział mężczyzna po drugiej stronie łączy.

Zaskoczyła go ta informacja.

– Przyjechałaby tutaj? Dwie godziny drogi ode mnie? Przecież nie byłaby aż tak głupia, prawda?

Chyba że robiła to celowo.

W sumie nie było wielką tajemnicą, jak wiele znaczył dla niego wysadzany rubinami herb rodzinny. A że obiecał fortunę za odzyskanie tej pamiątki, sprawa stała się tematem codziennych rozmów.

– My też tak myśleliśmy, ale... Może próbuje nawiązać kontakt za pośrednictwem pańskiego brata? Trzeba się temu przyjrzeć.

Alessio zmarszczył brwi, spoglądając w górę, w kierunku sypialni, gdzie odpoczywał skacowany Massimo.

Alessio wrócił z imprezy o trzeciej nad ranem, ale Massimo bawił się z przyjaciółmi do wschodu słońca, co oznaczało, że nie pojawi się przez kolejną godzinę lub dwie.

Alessio przyjechał do Szwajcarii, by zabrać brata z powrotem na Sycylię, na rodzinne Boże Narodzenie, czego zresztą żaden z nich nie lubił. Jednakże, po wielu latach rozłąki z przyczyn od nich niezależnych, przyrzekli matce, że będą razem spędzać święta i urodziny. Udawało się przez siedem kolejnych lat.

Massimo okazał się niezmiernie uparty, do tego stopnia, że Alessio dał się namówić na leniwy weekend z nartami i alkoholem, pod warunkiem, że w poniedziałek wskoczą na pokład prywatnego helikoptera czekającego, aby przetransportować ich na lotnisko.

Powrót na Sycylię był konieczny, by pokazać wrogom, że nadchodzi czas zemsty, a odzyskanie nazwiska i wszystkiego, co okrutnie wyrwano Montaldim, to tylko kwestia czasu.

– Śledzisz ją od trzech tygodni. Czy miała kontakt z Massimem? – naciskał Alessio.

– Nie zauważyliśmy. A pańskiego brata łatwiej znaleźć niż pana.

Zaciskając zęby, Alessio musiał się z tym zgodzić. Massimo pamiętał to, co im się przydarzyło w przeszłości, i skutecznie blokował te wspomnienia, przyjmując styl życia playboya, co zwykle wyprowadzało Alessia z równowagi. Ale przed laty złożył konającej matce przysięgę, że zawsze będzie chronił młodszego brata.

Jeśli Massimo był w jakiś sposób zamieszany w kradzież cennej pamiątki, Boże Narodzenie będzie jeszcze bardziej nerwowe niż zwykle.

A jeśli Gigi Parker zamierzała zmusić go do ustępstw, wykorzystując jego brata? Tego by się po niej nie spodziewał. No cóż… Skoro miał ją dorwać i odzyskać swoją własność, przynajmniej był teraz we właściwym miejscu i we właściwym czasie. O tak… To byłby znakomity przedświąteczny prezent!

– Sprawdź to i daj mi znać. Szybko!

– Si, signor.

Alessio rozłączył się i odwrócił od biurka w gabinecie luksusowego domu, który posiadał od lat, ale rzadko z niego korzystał. Podszedł do okna i zapatrzył się w oszałamiający biały krajobraz. Choć wolał pejzaże Sycylii, nie mógł zaprzeczyć, że Gris-Montana zimą było cudownie piękne. Senne miasteczko zyskiwało popularność, choć w wolniejszym tempie niż jego bardziej efektowni sąsiedzi jak Gstaad czy Montreux. Jednakże nie miał teraz czasu na podziwianie widoków, gdy poganiały go ważniejsze rzeczy do zrobienia, na przykład zniszczenie tych, którzy rozbili jego rodzinę. Aby to zrobić, musiał odzyskać pamiątkę skradzioną przez nieuchwytną Gigi Parker. Najlepiej przed Bożym Narodzeniem.

Trzy godziny później wiedział już, że Gigi rzeczywiście była niedaleko, w Gstaad. Nie zadała sobie trudu, by się ukrywać, co stanowiło kolejny dowód na to, że zatrudnienie jej byłoby błędem. Ponad wszystko cenił dyskrecję, wspomaganą sztuką improwizowania i wrodzonym talentem do radzenia sobie w krytycznych sytuacjach. Sam niedawno pomógł swojemu przyjacielowi obalić skorumpowanego dyktatora. Zrobił to, by pokazać wrogom, jak daleko sięgają jego wpływy.

Co do ekstrawagancji Gigi Parker... chętnie dałby jej nauczkę, chociaż w sumie jedyne, na czym mu zależało, to odzyskanie rubinowej pamiątki.

Złapawszy kluczyki do najszybszego samochodu, który Massimo zamierzał przetestować, Alessio wszedł do szerokiego holu domku.

Brat z trudem schodził z góry, ubrany jedynie w czarne spodnie do biegania. Odgarnął zbyt długie włosy, zanim skrzywił się na widok ciepłego płaszcza i rękawiczek Alessia.

– Wychodzisz? Po tym, jak zmusiłeś mnie, żebym wstał z łóżka?

– Muszę jechać do Gstaad, odebrać coś. Niedługo wrócę.

– Oczywiście, interesy nawet w wiosce narciarskiej. Czy kiedykolwiek wyluzujesz?

– Nie – odpowiedział stanowczo. – Dopóki nie wykonam tego, co obiecałem Matrii.

Massimo skinął głową i ruszył w kierunku kuchni.

– Do zobaczenia później. Może zaproszę przyjaciół, skoro nie będzie cię przez kilka godzin – rzucił przez ramię.

Alessio westchnął zirytowany. Nie mógł trzymać trzydziestoletniego brata pod kluczem, ale planował odbyć z nim rozmowę w czasie świąt. Do tego czasu…

– Ciao – powiedział z ręką na klamce. – Wiesz może, kim jest Gigi Parker?

Massimo zmarszczył brwi.

– Nie. A powinienem?

Alessio szczycił się tym, że potrafi wyczuć kłamców na kilometr. Tymczasem zakłopotanie jego brata było szczere.

– Nie. Tak tylko spytałem. Na razie!

Lamborghini dowiozło go do celu w niespełna dwie godziny.

Fragment książki

‒ Wciąż nie mogę uwierzyć, że mnie wylali. Zawsze powtarzali, że podoba im się to, co robię. ‒ Allie McDonald chodziła nerwowo po niewielkim salonie w mieszkaniu, które zamieszkiwała razem z przyjaciółką Julie. ‒ Klientkom też podobały się moje projekty. Wiele razy słyszałam, jak je chwaliły. Nie mogę pojąć, dlaczego zwolniono mnie, a zostawiono tę jędzę, która siedzi tu od zawsze.

Jej współlokatorka nie sprawiała wrażenia nadmiernie przejętej problemem Allie.

‒ Jakoś to przeżyjesz.

‒ Wiem, wiem, masz mnie dosyć. Przez ostatni tydzień o niczym innym nie mówiłam.

‒ Naprawdę? ‒ Julie przerzuciła kolejną stronę kolorowego magazynu, który właśnie przeglądała. ‒ Szczerze mówiąc, przestałam cię słuchać już po pierwszej minucie.

Allie przewróciła oczami. Zaprzyjaźniła się z Julie Turner jeszcze w Rhode Island School of Designe i wiedziała, że może na niej polegać. To właśnie dzięki pomocy rodziców Julie znalazły ten apartament. Jej rodzice znali w tym mieście wszystkich i wiele razy z tego korzystały.

Łatwo byłoby znienawidzić Julie, gdyby tylko nie była taka wspaniała. Piękna, inteligentna, pełna uroku i do tego bogata z domu. Mężczyźni mieli na jej punkcie bzika. W dodatku mogła bezkarnie jeść, co tylko chciała, i wciąż była szczupła. Zaraz po szkole dostała pracę w Vanity Fair.

Przy tym wszystkim była jednak naprawdę dobrym człowiekiem.

Allie stanowiła jej przeciwieństwo. Była dość pospolitej urody i nie należała do kobiet, którym mężczyźni ścielą się do stóp. Szczupłą figurę zawdzięczała nieustannym wyrzeczeniom, a pracę grafika w Boynton Advertising znalazła dopiero rok po skończeniu szkoły. Pracowała w niej pięć lat i właśnie teraz znów wylądowała na przysłowiowym bruku. Julie obiecała, że będzie płaciła całe czesne, zanim Allie znajdzie nową pracę.

Usiadła na kanapie obok Julie i oparła głowę o zagłówek.

‒ Czuję się, jakbym była ostatnim nieudacznikiem na tej ziemi.

‒ Nie jesteś nieudacznikiem.

‒ Ale czuję się tak, jakbym była.

‒ Przestań wreszcie marudzić.

Allie klasnęła w dłonie.

‒ Pomogło, dziękuję!

‒ Twój problem polega na tym, że masz za dużo wolnego czasu.

‒ Zapewne tak. Ale tylko dlatego, że nie mam pracy, bo zostałam wylana.

‒ I szukasz teraz następnej, ale najwyraźniej nie wypełnia ci to całego dnia.

‒ Wiem, wiem. I jęczę ci nad głową.

‒ Wcale mi to nie przeszkadza. Możesz sobie jęczeć do woli. Gdybym tylko mogła ci w czymkolwiek pomóc, daj znać. Zrobię dla ciebie prawie wszystko, poza oddaniem mojej pracy.

‒ No widzisz, a właśnie miałam cię o to prosić. ‒ Allie uśmiechnęła się do przyjaciółki. ‒ Jesteś słodka, że w ogóle ze mną wytrzymujesz. Miałam nadzieję, że sześć lat po skończeniu szkoły zajdę dalej.

Julie uniosła perfekcyjnie wykrojoną brew.

‒ Moim zdaniem powinnaś stworzyć coś własnego. Zaprojektować kolekcję, która szturmem zdobędzie Paryż, Mediolan i Londyn. Przynajmniej będziesz miała jakieś zajęcie.

Allie popatrzyła bezradnym wzrokiem w sufit. Odkąd zaczęła pracować w Boyton, nie zaprojektowała niczego naprawdę dobrego.

‒ Jakoś mi ostatnio nie idzie.

‒ Twój optymizm jest porażający.

W tej chwili zadzwonił telefon Allie. Wyjęła go z kieszeni i spojrzała na wyświetlacz. Może dzwonią w sprawie pracy?

‒ To Erik.

‒ Twój ulubiony kolega.

‒ Raczej były kolega. Nareszcie się od mnie odczepił.

Odebrała telefon.

‒ Witaj Erik.

‒ Allie! ‒ Jego głos zabrzmiał tak donośnie, że musiała odsunąć telefon od ucha.

‒ O co chodzi, Erik? ‒ Uniosła rękę w pełnym dramatyzmu geście. ‒ Nie, nie mów mi. Chcą, żebym wróciła. Błagają o to.

‒ Szczerze mówiąc, powinni. To błąd, że pozwalają ci odejść.

Miała nadzieję, że Erik rzeczywiście myśli to, co mówi.

‒ Zgadzam się z tobą w całej rozciągłości.

‒ Jak sobie radzisz?

‒ Kiepsko. Jestem sfrustrowana i znudzona.

‒ Potrzebujesz rozrywki?

‒ Najpierw powiedz mi, co konkretnie masz na myśli.

Chciała mieć pewność, że Erikowi nie chodzi o to, żeby wskoczyć jej do łóżka. Był z tego znany, a ona nie zamierzała stać się jego kolejną zdobyczą. Może dlatego poświęcał jej tyle uwagi.

Najzabawniejsze było to, że naprawdę go lubiła. Podejrzewała, że w głębi duszy jest facetem o miękkim sercu i czasem nawet było jej go żal. Zazwyczaj była dla niego miła, co pozwalało mu myśleć, że wciąż ma u niej szansę. Mężczyźni czasami naprawdę bardzo wolno myślą.

‒ Allie, to twoja życiowa szansa.

‒ Mhm.

‒ Masz ochotę spędzić tydzień albo dwa w Adriondacks nad jeziorem George?

‒ W twoim rodzinnym domu? ‒ Słyszała o tym miejscu i oglądała zdjęcia. Naprawdę piękna posiadłość położona w uroczym miejscu. Pokusa była wielka. Wyjechać z zatłoczonego, śmierdzącego Nowego Jorku i pomieszkać chwilę w raju... Wiedziała, że z praktycznego punktu widzenia to nie był rozsądny pomysł, ale kto oparłby się takiej pokusie?

‒ Tak, w naszym leśnym domku.

Nazwanie tej posiadłości domkiem było z jego strony czystą kokieterią, ale nie zamierzała się sprzeczać.

‒ Chcesz powiedzieć, że bylibyśmy tam tylko we dwoje?

‒ Nie powiedziałem ci jeszcze najlepszej części.

‒ Słucham uważnie.

‒ Na strychu jest mnóstwo szaf z ubraniami mojej babci i prababci, które były wielkimi fankami nowinek z zakresu mody.

Allie nastawiła uszu. Stare ubrania były jej prawdziwą pasją.

‒ Czyżby?

‒ Mama chce się ich pozbyć, zanim sprzeda dom.

‒ Sprzedaje waszą rodzinną posiadłość?

‒ Tak. Odkąd przeprowadzili się z tatą do Niemiec, utrzymanie tego domu stało się zupełnie nieopłacalne. Namawiałem brata, żebyśmy odkupili go od nich do spółki, ale jakoś nie bardzo chce się zgodzić. A dla jednej osoby jest za duży.

‒ To straszne.

‒ Wiem. Ale wracając do ubrań. Miałabyś prawo wyboru. Co tylko zechcesz.

Ubrania z lat dwudziestych i czterdziestych minionego wieku. To mogła być naprawdę niewiarygodna kolekcja.

‒ Brzmi nieźle. Ale, Erik, czy oprócz nas byłby tam ktoś jeszcze?

Julie pogroziła jej palcem.

‒ Och, Allie, widzę, że wciąż mi nie ufasz.

Serce wciąż waliło jej w piersiach na myśl o tej kolekcji. Czy byłaby w stanie zapłacić za nią swoim ciałem? Chyba jednak nie.

‒ Obiecuję ci, że nie będę ci się narzucał. Wiem, jak bardzo chciałabyś rzucić okiem na te ubrania. I wiem, że krótkie wakacje dobrze ci zrobią.

‒ Sama nie wiem...

Julie podniosła dłoń w ostrzegawczym geście.

‒ No dobrze, będzie tam ktoś jeszcze.

‒ Tak? A kto taki?

Julie sceptycznie zmarszczyła brwi.

‒ Mój brat, Jonas. I jego dziewczyna.

Jonas. Najgorętszy facet w tej części świata.

‒ Chcesz mnie tam zwabić, a Jonas ma być przynętą, tak?

‒ Ależ skąd! Jak coś podobnego mogło ci w ogóle przyjść do głowy? Prześlę ci mejl, w którym pisze, że się tam wybiera. Pomyśl tylko, strych pełen starych ubrań: butów, kapeluszy, sukien, a pewnie także bielizny. Jak mogłabyś przepuścić taką okazję?

Rzeczywiście, nie mogła. Nie tylko potrzebowała krótkiego wypoczynku, ale w głębi ducha miała nadzieję, że gdzieś pośród tych starych ubrań może odkryje coś, co popchnie jej karierę na zupełnie nowe tory. Odkąd sięgała pamięcią, fascynowały ją ubrania z minionych epok, a Edith Head, która projektowała kostiumy dla gwiazd filmowych w latach trzydziestych aż do lat sześćdziesiątych, była jej guru.

Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Musiała w jakiś sposób zarabiać na życie, bo, w przeciwieństwie do Erika, nie mogła liczyć na wsparcie rodziny. Trzech spośród jej pięciu braci poszło na studia, żeby zostać handlowcami, ale ona zawsze pragnęła dla siebie czegoś więcej. Jej ojciec znalazł sobie nową żonę i wraz z nią i jej dwojgiem dzieci zamieszkał we wspaniałym mieszkaniu na Upper East Side, podczas gdy oni przeprowadzili się do Brooklynu. Ich sześcioosobowa rodzina gnieździła się w trzypokojowym mieszkaniu w dzielnicy, która graniczyła z przedmieściami. Matka, nie mogąc sobie poradzić z rzeczywistością, zaczęła pić.

Kilka razy do roku odwiedzali ojca w jego luksusowym mieszkaniu i nie były to przyjemne wizyty. Allie przyrzekła sobie wówczas, że nigdy nie popełni tego błędu co matka i nie uzależni się od mężczyzny. Posiadanie własnych pieniędzy było dla niej najważniejszą rzeczą na świecie.

‒ Przyjadę po ciebie w piątek po pracy.

‒ Erik...

‒ Zobaczysz, będziemy się świetnie bawić. I wejdziesz w posiadanie najwspanialszych ubrań, jakie kiedykolwiek widziałaś.

‒ Nie podjęłam jeszcze decyzji.

‒ Daj, spokój. Po prostu powiedz: tak.

‒ Daj mi jakąś godzinę. Muszę się zastanowić.

‒ Allie, przecież wiesz, że chcesz jechać. Będziesz miała ze sobą telefon, komputer i w razie potrzeby zawsze będziesz mogła przyjechać do miasta. Niczego nie stracisz. Chyba że tu zostaniesz.

Miał rację. Nie musiała tu siedzieć, żeby kontrolować swoje życie. Jeśli ktoś odezwie się do niej w sprawie pracy, będzie mogła się z nim porozumieć mejlowo lub telefonicznie. I zawsze może przyjechać do Nowego Jorku.

No i te ubrania. Nie wspominając o jeziorze. I eleganckim domu. Życie, jakie wiodła Julie. Życie, jakie wciąż miała nadzieję wieść w przyszłości. Tylko tydzień albo dwa, a potem powrót do rzeczywistości.

‒ Naprawdę będzie tam twój brat ze swoją narzeczoną i naprawdę nie będziesz mi sie narzucał?

‒ Naprawdę ‒ odparł bez chwili wahania.

Odwróciła spojrzenie od patrzącej na nią ostrzegawczym wzrokiem Julie.

‒ Okej, Erik. Pojadę.

Jonas siedział w sali konferencyjnej w Boston Consulting, uderzając nerwowo długopisem w udo. Ci sami starzy klienci, te same problemy. I ci sami ludzie sugerujący te same rozwiązania.

Tak, niełatwo było wymyśleć coś, co zahamowałoby spadkową tendencję, jaka ostatnio wyraźnie dawała się zauważyć w firmie. Niełatwo im będzie odzyskać pozycję lidera na rynku. Potrzeba do tego śmiałych, drastycznych wręcz decyzji, które zmotywują zatrudnionych w BC ludzi do efektywnej pracy.

Niestety, szefowie Boston Consulting nie myśleli w podobny sposób. Jonas doskonale o tym wiedział, gdyż, ilekroć chciał przeforsować swoje pomysły, spotykał się ze stanowczą odmową.

„To zbyt kosztowne, Jonas. Nasi klienci spodziewają się, że zaoszczędzimy ich pieniądze, a nie wydamy. Zbyt radykalne. Bez szans na powodzenie”.

Z czasem Jonas nabierał coraz większego przekonania, że to nie tutaj jest jego miejsce. Jak dotąd nie podjął jeszcze żadnej decyzji, ale był tego coraz bliższy.

Spotkanie ciągnęło się w nieskończoność. Długopis stukał coraz szybciej. Jonas marzył jedynie o tym, żeby stąd wyjść.

Jakby w odpowiedzi na jego modlitwy, zadzwonił telefon. Erik. Natychmiast zerwał się z krzesła, przeprosił i wyszedł na korytarz.

‒ Co tam się stało, Erik?

‒ Chciałbym, żebyś w ten weekend przyjechał do Lake George. I to na tydzień albo dwa.

‒ A niby po co?

‒ Allie McDonald.

‒ Co z nią? ‒ Poznał Allie w grudniu, kiedy był w Nowym Jorku w interesach. Różniła się od kobiet, z którymi zazwyczaj umawiał się jego brat. Była od nich bardziej autentyczna. Równie ładna i inteligentna, ale nie sprawiała wrażenia osoby, która koniecznie chce wywrzeć na rozmówcy korzystne wrażenie. Po jej poznaniu zaczął wierzyć, że uda mu się jakoś przeżyć zdradę Missy.

‒ Wciąż się z nią spotykasz?

‒ Wciąż próbuję.

‒ Minęło pół roku, a ty nie poczyniłeś żadnych postępów?

‒ Allie jest inna.

‒ Inna, ponieważ nie udało ci się zaciągnąć jej do łóżka tak szybko jak pozostałych?

‒ Ta wyprawa to moja szansa. Mam wrażenie, że zaczęła mięknąć.

‒ Naprawdę? W takim razie po co ja ci jestem tam potrzebny?

‒ Powiedziałem jej, że tam będziesz. W roli przyzwoitki.

‒ I to ma być twoja szansa? Z kobietą, która nie chce być z tobą sam na sam?

‒ Zgodziła się spędzić ze mną tydzień.

‒ Jasne. ‒ Jonas zaczynał być tym zmęczony. Erik wciąż za czymś gonił. Zmieniał samochody, mieszkania, prace, kobiety i nic nie było w stanie przyciągnąć jego uwagi na dłużej. Czasami miał wrażenie, że rodzice nie wyjechali do Monachium tylko po to, aby zająć się dziadkami, ale po to, by nie patrzeć na to, co ich młodszy syn robi ze swoim życiem.

‒ Jej to się bardzo przyda. Właśnie wylali ją z pracy.

Jonas podszedł do okna i wyjrzał na ulicę. Przypomniał sobie Allie siedzącą przy stoliku w restauracji i opowiadającą z pasją o swojej pracy i planach na przyszłość. Ta pasja była w niej zdecydowanie czymś najseksowniejszym.

Natomiast zdecydowanie nie dostrzegł w niej śladu zainteresowania osobą jego brata. Posunąłby się nawet do stwierdzenia, że to jego skromna osoba bardziej ją intrygowała. Czyżby rzeczywiście Erik miał rację? Jeśli tak, to poczułby się zawiedziony, że jest podobna do reszty kobiet.

‒ Jest niewiarygodnie utalentowana. Powinieneś zobaczyć jej projekty. Powiedziałem jej o ubraniach babci i prababci i o tym, że mama chce je sprzedać. Trzeba było widzieć, jak się na nie napaliła.

Aha. A więc Allie chodzi o zawartość ich strychu, a nie o Erika.

‒ Przyjedziesz?

‒ Erik, nie mogę się wyrwać z pracy na cały tydzień.

‒ Oczywiście, że możesz. Najwyżej nie chcesz.

Jonas powstrzymał westchnięcie irytacji. Jego brat, podobnie jak ojciec, potrafił sprawić, że budziło się w nim poczucie obowiązku, zmuszające go do robienia rzeczy, na które nie miał ochoty.

Mógł pojechać do Lake George na weekend. Nie był tam prawie dwa lata.

‒ Przyjedź chociaż na parę dni.

‒ To kawał drogi.

‒ No proszę, zrób to dla swojego braciszka.

Jonas przewrócił oczami. Wiedział, że ulegnie Erikowi, ale tym razem chciał czegoś w zamian.

‒ Przyjadę, ale pod jednym warunkiem. Zgodzisz się sprzedać dom.

Po drugiej stronie słuchawki zapadała cisza. Erikowi rzeczywiście musiało zależeć na tej kobiecie bardziej, niż myślał.

‒ Zgoda, ale musisz przyjechać na cały tydzień ‒ usłyszał w końcu.

Jonas spojrzał w kalendarz. Musiałby przesunąć kilka spotkań i być z powrotem w środę rano.

‒ Pół tygodnia.

‒ Stoi.

Jonas nie dowierzał Erikowi, który zadziwiająco łatwo zgodził się na jego warunek.

‒ Tak po prostu?

‒ Wiem, że zarówno ty, jak i rodzice chcecie sprzedać ten dom. Skoro tak, to nie będę się sprzeciwiał. Zrobię to dla Allie.

‒ Okej.

Zwycięstwo nie sprawiło Jonasowi spodziewanej radości. Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży domu zamierzał kupić sobie jakieś mieszkanie w cichej dzielnicy w pobliżu Bostonu, może w Cape Code. Miejsce, w którym mógłby mieszkać cały rok.

‒ Przywieź ze sobą Sandrę.

‒ Jezu, Erik.

‒ Powiedziałem Allie...

‒ To jej odszczekaj. Nie zamierzam wplątywać Sandry w twoje machlojki.

‒ Mówię ci, że to dla mnie ważne. Mam przeczucie, że Allie może być tą jedyną.

Jonas odwrócił się od okna. Nigdy nie myślał o Eriku w ten sposób. Małżeństwo w ogóle nie było w jego stylu.

‒ Chyba żartujesz.

‒ Nie. Mam na jej punkcie świra. Pragnę tylko jej.

‒ Od kiedy to marzy ci się małżeństwo?

‒ Najwyższa pora. Mam trzydzieści lat. Chcę zostać ojcem. Proszę, zadzwoń do Sandry.

‒ W ten weekend ma występy.

‒ To niech przyjedzie w następny.

Jonas westchnął. Sandra była jego byłą dziewczyną, z którą się zaprzyjaźnił i która bardzo mu pomogła, kiedy rozstał się z Missy.

‒ Jesteś naprawdę niemożliwy.

‒ Mam u ciebie dług wdzięczności.

Jonas pokręcił głową i rozłączył rozmowę. W stosunku do swojego brata bywał czasem zupełnie bezradny. Nie potrafił mu się przeciwstawić, nawet jeśli wiedział, że nie powinien ulegać.

Wykręcił numer telefonu Sandry. Znał ją bez mała od dziesięciu lat, z których jakieś dwa regularnie się z nią spotykał. Potem widywali się tylko okazjonalnie, żeby uprawiać niezobowiązujący seks, po czym Sandra zerwała z nim kontakt. Kilka lat później spotkali się przypadkowo na jakiejś imprezie i ich znajomość uległa odnowieniu, tyle tylko że teraz byli już jedynie przyjaciółmi. Czasem żartowali, że może zwiążą się ze sobą na zawsze.

Sandra odebrała.

‒ Witaj, skarbie. Co się dzieje?

‒ Chcesz pojechać ze mną do Lake George na długi weekend?

‒ A już się martwiłam, co ja pocznę z taką ilością wolnych dni.

 

 

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel