Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Szczęśliwy zapis / Zatańcz dla mnie
Zajrzyj do książki

Szczęśliwy zapis / Zatańcz dla mnie

ImprintHarlequin
Liczba stron320
ISBN978-83-291-2346-4
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329123464
Tytuł oryginalnyA Diamond for His Defiant CinderellaThe Redemption of Darius Sterne
TłumaczPrzemysław PrzychodniakPiotr Art.
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-09-01
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Szczęśliwy zapis" oraz "Zatańcz dla mnie", dwa nowe romanse Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE DUO.

Javier Alatorre bardzo wiele zawdzięczał ojcu Matildy Willoughby. Po jego śmierci chce wypełnić złożoną mu obietnicę. Pomoże Matildzie wybrać męża, by zgodnie z testamentem mogła odziedziczyć majątek. Ona jednak zniechęca do siebie wszystkich kandydatów. Javier nie domyśla się, że powodem jest jeszcze jeden zapis w testamencie: jeśli Matilda nie wyjdzie za mąż przed ukończeniem dwudziestego piątego roku życia, to on będzie musiał wziąć ją za żonę…

Angielski milioner Darius Sterne zawsze dostaje w życiu to, czego chce. Gdy po raz pierwszy spotyka primabalerinę Mirandę Jacobs, jest nią zachwycony. Ona traktuje go z rezerwą, lecz on nie daje za wygraną. Próbuje zbliżyć się do Mirandy, jednak zamiast odkryć jej tajemnicę, sam zdradza zbyt wiele własnych sekretów…

Fragment książki

Javier Alatorre wysiadł z eleganckiego wynajętego samochodu. Gdy wdepnął w zimną, pełną błota kałużę, najpierw spojrzał gniewnie w szare dżdżyste niebo, a później na zrujnowane buty. Nie mógł pojąć, jak można mieszkać w tak dzikim, odległym miejscu, skoro słoneczna Hiszpania była na wyciągnięcie ręki.
Jednak Matylda tego właśnie chciała, a on po serii tragicznych wydarzeń się na to zgodził. Była to z jego strony grzeczność i prezent. Nie niepokoił jej przez trzy lata, które spędziła w tej dziurze, i nieszczególnie miał na to ochotę i teraz, ale jej czas na leczenie ran minął.
Znał Matildę Willoughby od prawie dekady. Nigdy nie potrafił myśleć o niej jak o siostrze, chociaż kiedy Ewan Willoughby poślubił matkę Javiera, stał się dla niego ojcem. Miał szesnaście lat, gdy matka zaczęła spotykać się z Ewanem. Chociaż przyjęła zaręczyny dopiero po pięciu latach, Ewan niemal natychmiast zaczął traktować go jak syna.
W ciągu tych lat Ewan sprawił, że Javier ze wściekłego, agresywnego buntownika stał się obytym w świecie biznesmenem. Namówił Javiera, by poszedł na uniwersytet, załatwił mu pierwszą pracę i przygotował do przejęcia schedy po nim. To Ewan sprawił, że Javier jest dziś tym, kim jest.
Matildę poznał już po zaręczynach rodziców. Była nieśmiałą nastolatką, która zamiast zawracać sobie nim głowę, wolała chować się za plecami ojca i latami mieszkać w szkolnym internacie. Wtedy stało się coś niespodziewanego. Bez ostrzeżenia i bez szans, by Javier mógł się na to przygotować, zmarł Ewan. Javier nie tylko stracił wzór do naśladowania. Odziedziczył także firmę i stał się prawnym opiekunem szesnastolatki, którą ledwo znał. Na palcach jednej ręki mógł policzyć chwile, gdy przebywał z Matildą w tym samym pokoju.
Traktował swoje zadanie bardzo poważnie i starał się, by życie Matildy było równie spokojne, jak za życia jej ojca. Zadbał, by skończyła szkołę i panował nad jej kłopotliwym, zwalistym narzeczonym. Zanim zaczęła studia, zapewnił jej i jej matce przytulny dom. Wszystko to robił, przejmując jednocześnie stery w firmie Ewana.
Westchnął, przyglądając się chałupie, którą Matilda, zamiast posiadłości jego matki w Walencji, nazywała domem. Poprawił marynarkę i ruszył w kierunku drzwi. Gdyby dzień był ładniejszy, to pewnie mógłby nazwać go malowniczym. Dziś jednak dom wyglądał szaro, wydając się niezdolny do utrzymania ciepła ze swoimi kamiennymi ścianami i rozpadającym się dachem.
Nie tylko decyzja Matildy o zamieszkaniu w tym miejscu nie miała dla Javiera sensu. Nie pojmował też jej obsesji na punkcie roślin i chęci życia w samotności. Rozumiał jej szok, gdy trzy lata temu spadek sprawił, że stała się znana ze względu na swoje bogactwo. Javier nigdy jednak nie potrafił zrozumieć ukrywania się z powodu faceta, z którym była zaręczona, a który okazał się być intrygantem, kłamcą i naciągaczem.
Bezwzględna prasa malowała jej obraz jako bezmózgiego głupka, ale w opinii Javiera córka Ewana Willoughby’ego powinna mieć grubą skórę. Zrobił to, co w takiej sytuacji jego zdaniem uczyniłby Ewan. Pozwolił Matildzie na kupno tego domu w szkockich górach. Zapewnił jej czas i przestrzeń, by mogła robić to, na co miała ochotę.
Jednak te czasy dawno minęły. Javier nie musiał jej rozumieć, by spełnić ostatnią wolę ojca. Był jej opiekunem bez względu na jej wiek i cokolwiek innego.
Zanim zdążył podejść do drzwi, usłyszał za sobą kroki. Odwrócił się i zobaczył Matildę zostawiającą za sobą ślady błota. Miała na sobie warstwy wełnianej odzieży, nie mniej obłocone niż ścieżka za nią. Większość jej kasztanowych włosów oswobodziła się z kitki i zwisała wokół zarumienionej twarzy.
Nie widzieli się od blisko dwóch lat. Zamiast przyjazdu na święta do domu, wybierał wakacje na Capri. Od przyjęcia z okazji jej dwudziestych pierwszych urodzin, gdy rozpromieniona wisiała na ramieniu Pietra, Javier nie chciał nazwać tego, co poczuł na jej widok. Była atrakcyjną kobietą, a jego reakcja była po prostu czystą biologią.
Trzymała w rękach kosz po brzegi wypełniony roślinami. Idąc, kiwała się, nucąc pod nosem, pomimo dżdżystego, ponurego dnia. Zanim prawie na niego weszła, wydawała się go nie widzieć.
– Javier.
Mrugnęła. Nie uśmiechnęła się, jak być może kiedyś zrobiłaby na jego widok. Natychmiast zauważył nieufność w jej niemal fioletowych oczach. Jakby dokładnie wiedziała, w jakim celu przyjechał.
– Matildo, nie odbierasz telefonów ode mnie.
– E-maili też – dodała niemal radośnie.
Przemknęła obok i poszła w kierunku drzwi. Otworzyła je i wytarła ubłocone buty w równie ubłoconą wycieraczkę. Javier zaczął się bać, co zastanie w środku.
– Niepotrzebnie przejechałeś taki szmat drogi – powiedziała, wchodząc do środka. 
Powiesiła kosz na haku i poszła, by pozbyć się kilku warstw odzieży, które miała na sobie.
Gdy wszedł do środku, musiał przyznać, że było ciepło, a nie lodowato, jak się spodziewał. Powiedzieć, że dom był zagracony, to jakby nic nie powiedzieć. Wyglądał jak po nieudanym eksperymencie naukowym, co dla Matildy było dosyć typowe.
– Wolałbym zostać tam, gdzie jest ciepło i sucho, ale nie odpowiadasz na moją korespondencję.
Westchnęła ciężko i wyciągnęła rękę w jego stronę.
– Wziąć ci płaszcz?
Spojrzał na wiszące na ścianie haczyki. Były poobwieszane ubłoconymi ubraniami i koszami wypełnionymi ziemią i zieleniną.
– Nie, dziękuję.
Zaśmiała się. Tyle dobrego, że odnalazła tu dobry nastrój, zamiast pozostać tą bladą, zdruzgotaną dziewczyną sprzed trzech lat.
– Herbaty? – zapytała, przechodząc do malutkiej kuchni. Nie miał pojęcia, jak uda jej się znaleźć czajnik. 
– Nie, Matildo. Samolot już czeka. Poczekam, aż się spakujesz. – Rzucił okiem na akry ziemi porośnięte żywymi, suchymi i na wpół żywymi roślinami. – Z pewnością możemy wynająć kogoś z wioski, by zajął się… ogrodem po twoim wyjeździe.
– Nie mam zamiaru nigdzie wyjeżdżać – powiedziała stanowczo, przygotowując herbatę w znalezionym nie wiadomo gdzie czajniku.
Nie zwracał uwagi na stanowczość w jej głosie, choć była to nowość. Kiedyś była raczej posłuszna. Pomyślał, że lepsze to niż bycie popychadłem, choć jej postawa nie ułatwiała mu zadania.
– Bez względu na twoje zamiary, wracasz ze mną do Hiszpanii. Za pół roku skończysz dwadzieścia pięć lat, więc trzeba się zabrać za znalezienie ci odpowiedniego męża.
Trzasnęła czajnikiem i rzuciła mu gniewne spojrzenie.
– Chyba żartujesz.
– Wybacz, cariño, ale nie mam w planach ślubu z tobą, więc musimy znaleźć odpowiedniego kandydata, a sześć miesięcy to niewiele czasu.
Każdy kolejny etap przygotowania herbaty był coraz bardziej nerwowy.
– Wiem, że ojciec zapisał w testamencie absurdalne warunki, ale nie mam zamiaru ich spełniać. Przecież żaden sąd mnie do tego nie zmusi. A kto wyda na mnie wyrok za to, że nie wyjdę za mąż? – Ponownie spiorunowała go wzrokiem. – Ty?
– Tego życzył sobie twój ojciec i tak się stanie.
– Przecież go tu nie ma, prawda?
Chciałby się na nią gniewać, ale słyszał w jej głosie tyle żalu, że próbował zachować cierpliwość. Zawsze uznawał to za cnotę.
– Matildo, zostałem do tego zobowiązany. Przykro mi, ale nie mogę przyjąć twoich argumentów. Twój ojciec chciał, żebyś wyszła za mąż, i tak się stanie. Nie bój się, pomogę ci.
– Oczywiście, nie żeniąc się ze mną. Jesteś na to zbyt zajęty hulankami po Europie, co?
Uśmiechnął się w sposób, który u większość kobiet wywołałby kosmate myśli.
– Dokładnie.
– Nie chcę wychodzić za mąż – upierała się Matilda, szczęśliwie nie reagując w żaden typowy dla innych kobiet sposób. – Nawet gdybym tego chciała, to nie ma sposobu, by być pewnym, że ktoś kocha mnie, a nie moje konto bankowe.
– Matildo, nie każdy jest jak Pietro – powiedział tak delikatnie, jak tylko potrafił.
– Nie wymawiaj tego imienia w moim domu.
Nie było w tym ostrzeżeniu złości, a raczej ból.
– Polecimy do Hiszpanii i znajdę ci męża, który nie będzie mieć żadnych planów na to, jak wydać twoje pieniądze.
– Nie możesz, ot tak, poganiać mnie i oczekiwać, że w pół roku znajdę miłość życia.
Javier uważał, że nie tyle potrzebuje znaleźć miłość, co po prostu odpowiedniego partnera. Ewanem nie kierowała miłość do matki Javiera, a raczej chęć jej ocalenia. Od namiętności ważniejsza była przyjaźń. To dlatego tak długo nie mogła zdecydować się na ślub. 
– Pewnie nie, ale z pewnością nie znajdziesz jej, żyjąc tu jak pustelniczka.
– Zajmuję się roślinami.
– W Hiszpanii mam ogród, możesz się nim zajmować i jednocześnie szukać męża.
Przewróciła oczami i wzięła głęboki oddech. Ponownie poczuł frustrację, że utrudnia to bardziej, niż się tego spodziewał. Nie pozwalał sobie, by poczuć coś innego. Nikt nie był lepszy w kontroli od Javiera Alatorrego.
– Javier, doceniam, że pomimo ogromu obowiązków związanych z prowadzeniem firmy mojego ojca znalazłeś czas, by przejechać przez całą Europę, ale z radością tu zostanę. Nie mam zamiaru wychodzić za mąż. Szanuję twoje oddanie pamięci mojego ojca i chociaż tęsknię za nim tak samo mocno, jak go kochałam, to nie był on ideałem, a zapis w testamencie był błędem. Jeśli kiedykolwiek wyjdę za mąż, to będzie to moja decyzja.
Dzięki ojcu tej kobiety, Javier wiele lat temu nauczył się, jak panować nad odziedziczonym po biologicznym ojcu, drzemiącym w nim potworem.Ona jednak wystawiała efekty tej nauki na próbę. Chciał na nią wrzasnąć i cisnąć o ścianę kilkoma z tych kolorowych doniczek.
Nie poddał się jednak starym impulsom. Nigdy nie urządziłby Matildzie takiego horroru. Właśnie dlatego wolał, by dzieliło ich kilka krajów.
Przez najbliższe pół roku będzie musiał ćwiczyć się w kontroli i cierpliwości, ale nie zawiedzie Ewana. Nabrał powietrza i uśmiechnął się.
– Matildo, niestety jesteś w błędzie. To już nie jest twoja decyzja.
Javier Alatorre, jej majaczący gdzieś na horyzoncie opiekun, nigdy nie był specjalnie przyjemną wizją, ale Mattie nigdy nie nienawidziła go tak bardzo jak teraz. Zazwyczaj się nie wtrącał. Gdy wyjechała na studia do Barcelony, ich drogi przecinały się trochę częściej, ale zawsze wtedy był przy niej Pietro. Wydawał się rodzajem… specyficznego koła ratunkowego. Nie żeby teraz czuła się zagrożona obecnością Javiera, ale trudno zaprzeczyć, że nie czuła się komfortowo. 
Nie miało to jednak znaczenia ani wtedy, ani teraz. Na ruinach dawnego życia zbudowała nowe. Nie była już tą samą poniżoną kobietą, której złamano serce i której twarz zdobiła wszystkie tabloidy i plotkarskie portale internetowe. 
Zajęła się roślinami i poukładała sobie życie tak, by uczyniło ją szczęśliwą. Życie, które trzymało ją z dala od opinii publicznej. Może i odcięła się od przyjaciół i przez ostatnie trzy lata kontaktowała się właściwie wyłącznie z macochą Eleną, co uczyniło ją trochę samotną, ale jakieś niedorzeczne, zaaranżowane przez Javiera małżeństwo nie było rozwiązaniem tego problemu.
Obserwowała go uważnie znad małego, szczelnie zastawionego doniczkami blatu. Ojciec dał Javierowi zbyt wiele władzy. Na jego miejscu powinna być Elena. Mattie nigdy nie podejrzewała ojca o szowinizm, ale uczynienie go jej opiekunem i powierzenie mu pieczy nad jej finansami zakrawało na mizoginizm. Teraz Javier tu stał, podkreślając swą męską przywódczość.
Zawsze był przystojny. Nawet gdy jego ramiona nie były jeszcze aż tak szerokie, a on dźwigał na nich uraz wielki niczym cała Hiszpania. Pod tą miłą aparycją i wyuczoną łatwością roztaczania wokół siebie czaru kryło się jednak coś jeszcze. Rodzaj zagrożenia, którego źródła nie znała, ale zawsze wiedziała, że musi mieć przy sobie ochronę w osobie Pietra lub Eleny. Póki co świetnie radziła sobie sama.
Chciał, by pojechała z nim do Hiszpanii, gdzie wystawi ją na aukcję niczym krowę na targu.
– Jak niby zamierzasz zmusić mnie do wyjazdu? – zapytała, próbując brzmieć niczym stary profesor rzucający pytanie grupie słuchaczy nieżyjących wystarczająco długo, by mieć pojęcie o filozoficznych dylematach.
– Słucham?
– Nie chcę jechać. Powiedziałeś, że nie jest to już moja decyzja, więc jak zamierzasz mnie zmusić? Jak masz zamiar w legalny i etyczny sposób przymusić mnie do małżeństwa? Sądzisz, że zdołasz manipulować mną niczym kukiełką, żebym powiedziała „tak” człowiekowi, którego ty wybierzesz?
Chłodne spojrzenie i obojętny wyraz twarz sprawiały, że wyglądał na znudzonego i obojętnego. Jedynie zaciśnięte usta zdradzały, że pod tą maską ukrywa emocje. Nie odpowiadał, więc nie było mu wszystko jedno.
– Nie przypominam sobie, byś wcześniej reagowała tak dramatycznie. Samotność ci nie służy.
– Wręcz przeciwnie. To samotność pokazała mi, jaka jestem naprawdę. To ona dała mi to wszystko, a nie sądzę, by zamążpójście dało mi cokolwiek. Javierze, odmawiam. Nie pojadę z tobą do Hiszpanii i nie będę szukać męża. Nie potrafię sobie wyobrazić swoich dwudziestych piątych urodzin w towarzystwie księdza, który zmusza mnie, bym złożyła przysięgę małżeńską. Mamy więc impas.
Gdy to mówiła, w jej głowie pojawiła się dziwna wizja. Wychodzi za Javiera, a on mieszka z nią w tej chatce wśród kwiatów. Ta niebezpieczna, bijąca od niego energia – nawet gdy udawał zrelaksowanego i działającego w jej najlepszym interesie – spaliłaby ich oboje.
Nie żeby kiedykolwiek miało do tego dojść. Javier mógł czcić pamięć jej ojca i spełniać jego absurdalne zachcianki, którymi obciążył go na łożu śmierci, ale nigdy nie poślubiłby kogoś takiego jak ona. Oboje tracili czas i Javier z pewnością to zauważy i da jej spokój.
– Zostaniesz na kolacji? – zapytała. Miała nadzieję, że ta ciepła, gościnna propozycja – obu tych rzeczy według jej matki unikał jak ognia – sprawi, że szybko się stąd zabierze.
Ale Javier nie ustępował, nie łagodniał i nie odwrócił się, by uciec. Tkwił w miejscu z tym samym lodowatym spojrzeniem i bijącym od niego żarem, który zapewne był jedynie wytworem jej wyobraźni.
– Matildo, jeśli tego nie zrobisz – powiedział niskim, ostrym tonem – to odetnę cię od finansów, tak jak zapisano to w testamencie. Co więcej, pozbawię cię jednocześnie wszelkich praw do WB Industries i zostaniesz z niczym.
Przez kilka sekund Matilda była w stanie się jedynie w niego wpatrywać. Ogarnęło ją dziwne odrętwienie, ale po chwili się ożywiła. Zapomniał o jednym ważnym zapisie w ostatniej woli ojca.
– Zapis mówi, że jeśli nie wyjdę za mąż przed dwudziestymi piątymi urodzinami, to ty będziesz musiał mnie poślubić. Javier, nie możesz mnie od niczego odciąć, za to musisz się ze mną ożenić.
Pokręcił tylko głową, bo uważał, że on tu dowodzi, a nie ona decyduje o swoim życiu.
– Matildo, masz godzinę, by się spakować. 
Javier uważał szantaż za ostateczność, ale tracił cierpliwość. Jeśli ta kobieta nie będzie w stanie uszanować pamięci jej ojca, to będzie ostry. Matilda może uważasz, że to nie w porządku, ale on widział to zupełnie inaczej.
– Mogę zacząć odliczać czas, jeśli ci to pomoże.
Zmrużyła fiołkowe oczy.
– Idź do diabła – powiedziała i wściekła ruszyła do pokoju. Z trzaskiem zamknęła za sobą drzwi.
– Niezbyt to dojrzałe, Matildo – zawołał.
Usłyszał hałas i miał nadzieję, że zaczęła się pakować.
Musiał przyznać, że trochę zaskoczyła go jej reakcja. Nie spodziewał, że będzie skakać z radości, ale zakładał, że zrozumie, że to było konieczne. Jej chyba wydawało się, że żartuje. Że może go lekceważyć, bo przecież żaden sąd nikogo nie może zmusić do ślubu. Cóż, miała rację. Jego także nie zmusiłby do poślubienia jej, czy kogokolwiek innego. Nie zawiódłby jednak Ewana.
W pokoju Matildy zrobiło się cicho. Pełen podejrzeń przeanalizował rozkład domu i jęknął na myśl o wyjściu na chłodne powietrze. Wyszedł na zewnątrz.
Nie był zaskoczony, gdy ujrzał ją z tyłu domu wychodzącą oknem. Przebrała się w strój bardziej odpowiedni do dłuższej wędrówki, wciąż w smutnym brązowym kolorze. Nie był już ubłocony, podobnie jak buty, które miała na sobie. Włosy schowała pod czapką z daszkiem i przypominała ulicznego łobuza z dawnych lat.
Gdy się odwróciła, zamarła i obrzuciła go gniewnym spojrzeniem.
– Javier, to szaleństwo. Nie wiem, co w ciebie wstąpiło, ale jeśli masz resztki zdrowego rozsądku, to po prostu odpuść. 
Chciał nią potrząsnąć, ale trzymał ręce przy sobie.
– Matildo, twój ojciec sprowadził mnie na dobrą drogę – powiedział, podkreślając każde słowo niczym groźbę. – Zawdzięczam mu to, kim jestem, więc nie odpuszczę.
Fragment książki

 – Ciekawe, kto to – zawołała Andy, spoglądając w stronę drzwi eleganckiej restauracji Midas, w której jadła kolację w towarzystwie siostry Kim i jej męża Colina.
Trzymając lekko uniesiony kieliszek z szampanem przypatrywała się mężczyźnie, który właśnie wszedł do środka. Był wysoki i miał posępną minę. Powoli ściągnął długi, ciemny płaszcz i podał go kierownikowi sali.
Andy oceniła, że przybysz ma trzydzieści kilka lat i grubo ponad metr osiemdziesiąt wzrostu. Był tak przystojny, że nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Miał na sobie elegancki, czarny garnitur, czarną koszulę i czarny krawat, a doskonale skrojony ubiór podkreślał jego muskularną sylwetkę.
Włosy też miał czarne, falujące i lekko zmierzwione.
I oliwkową cerę…
A przy tym ten wyraz twarzy…
Im dłużej Andy przyglądała się obcemu, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że roztacza wokół siebie wyjątkowo ponurą aurę. Zauważyła jego ostre rysy twarzy, wysokie czoło, zmarszczone czarne brwi, wydatne kości policzkowe, pełne wargi i wystający arogancko podbródek. Mężczyzna wywarł na niej elektryzujące wrażenie. Tak, elektryzujące. Nie potrafiła znaleźć lepszego określenia.
Z uwagą obserwowała nieznajomego, który, nie przerywając konwersacji z towarzyszącym mu mężczyzną, rozejrzał się ze znudzoną miną po restauracji. W pewnym momencie jego wzrok zatrzymał się na Andy. Przypuszczała, że oczy przybysza będą równie ciemne i fascynujące, co reszta jego postaci. Okazało się jednak, że mają przepiękny topazowy odcień.
Mężczyzna wbił w nią wzrok, a widząc jej zainteresowanie, uniósł lekko brew.
– Absolutnie fantastyczny – westchnęła Kim.
– Co takiego? – spytała roztargniona Andy, nie spoglądając nawet na siostrę.
– Mówię o facecie, od którego właśnie nie możesz oderwać oczu. Pewnie rozbierasz go wzrokiem. Wcale się nie dziwię.
– Halo! Twój mąż siedzi obok – skarcił ją niezadowolony Colin.
– Kochanie, to jeszcze nie powód, żebym nie mogła mu się przyglądać – odparła Kim zalotnie.
Andy ledwie słyszała przekomarzanie się siostry ze szwagrem, bo przez kolejnych kilka sekund, które wydawały się wiecznością, nieznajomy mierzył ją wzrokiem, by na koniec uśmiechnąć się lekko i wraz z towarzyszem ruszyć za kierownikiem sali, po drodze wymieniając ukłony z kilkoma znajomymi osobami. Kiedy dotarli do czteroosobowego stolika przy oknie, przywitali się z dwojgiem starszych ludzi, z którymi najwyraźniej byli umówieni, i przysiedli się do nich.
Andy zdała sobie sprawę, że większość gości rzuca im ukradkowe spojrzenia, szepcząc coś między sobą. Było to o tyle intrygujące, że do restauracji przychodzili głównie ludzie bogaci i sławni, przekonani o własnej wartości, czyli tacy, którzy z natury nie zwracają uwagi na innych.
Prawdę mówiąc, ona, jej siostra i szwagier znaleźli się w tak wykwintnym lokalu tylko dlatego, że Colin pracował w londyńskiej filii Midas Enterprises. Dzięki temu raz do roku mógł zaprosić trzy osoby do jednego z lokali należących do firmy i skorzystać ze znacznego rabatu. W innym przypadku nikt z nich nie mógłby sobie pozwolić na kolację tutaj.
Ten przywilej nie dotyczył jednak klubu nocnego Midas, który znajdował się piętro wyżej i był zarezerwowany wyłącznie dla członków. A żeby zostać członkiem, trzeba było uzyskać zgodę samych braci Sterne, miliarderów i właścicieli Midas Enterprises.
Choć Andy nie należała do osób interesujących się życiem sławnych i bogatych, nawet ona wiedziała, kim są Darius i Xander Sterne. Słyszała od szwagra, że wkroczyli na scenę wielkiego biznesu dwanaście lat temu. Założyli wtedy serwis społecznościowy, który po trzech latach odsprzedali za kilka miliardów funtów. Od tego czasu weszli w posiadanie kilku znaczących producentów sprzętu elektronicznego, linii lotniczej i sieci hoteli, a także otwierali na całym świecie eleganckie restauracje i kluby.
Wydawało się, że wszystko, czego dotkną, zamienia się w złoto. Pewnie dlatego nazwali firmę od imienia mitycznego króla Midasa.
– Nie przejmuj się – powiedziała Kim, widząc roztargnioną minę siostry. – Każdy, kto widzi braci Sterne po raz pierwszy, reaguje tak samo.
– Braci Sterne? – Andy otworzyła szeroko oczy. Nic dziwnego, że goście nie odrywają od nich wzroku.
– Są bliźniakami – dodała Kim.
– Nie żartuj! Czy to oznacza, że jest drugi taki egzemplarz? Niemożliwe! – Andy nie posiadała się ze zdumienia. Mężczyzna, którego ujrzała, był absolutnie wyjątkowy pod każdym względem. Aż trudno sobie wyobrazić, że istnieje jego wierna kopia.
O prywatnym życiu braci Sterne Andy wiedziała niewiele. Kiedy wkroczyli z impetem w wielki świat, miała trzynaście lat i uczęszczała do szkoły baletowej, której poświęcała całą uwagę. Nie interesowała się ani biznesem, ani plotkami o bogatych i sławnych. Co więcej, od czasu wypadku była zbyt pochłonięta powrotem do normalności, by interesować się życiem innych.
– To prawda, kochanie. Ten drugi to właśnie jego brat bliźniak – wyjaśniła Kim.
Andy przeniosła wzrok na mężczyznę, który towarzyszył obiektowi jej zainteresowań. Miał płowe, modnie ostrzyżone włosy, zmysłowy uśmiech i ciepłe spojrzenie. W innej sytuacji uznałaby go za najprzystojniejszego człowieka na świecie, ale w porównaniu z bratem odznaczał się dość przeciętną urodą.
Ciemnowłosy bliźniak. Jasnowłosy bliźniak.
– Który jest który? – spytała Andy
– Ciacho to Xander – odparła Kim.
– Chciałem ponownie zauważyć, że wciąż tu jestem – zażartował Colin.
– Och, misiu, wiesz, że cię kocham, ale żadna kobieta przy zdrowych zmysłach nie odmówiłaby sobie podziwiania urody Xandera Sterne’a. – Kim obdarzyła męża niewinnym uśmiechem.
Andy nadal ledwie zwracała uwagę na rozmowę siostry ze szwagrem. Głównie dlatego, że ciemnowłosy mężczyzna ponownie zerknął w jej stronę. A napotykając spojrzenie Andy, znów uniósł brew. Szybko spuściła wzrok i poczuła, że się czerwieni.
– …te cudowne, złociste włosy i uroczy uśmiech. Widać, że jest fantastycznie zbudowany – Kim nadal piała z zachwytu.
– Idę do łazienki. A wy obie możecie ślinić się nadal – skwitował jej słowa Colin i wstał od stolika.
– Xander to ten blondyn? – spytała Andy siostrę, gdy tylko szwagier się oddalił poza zasięg głosu.
– Oczywiście, ten zabójczy blondyn. Raczej nie śliniłabym się na widok Dariusa. Jak na mój gust jest zimny i niedostępny. Szczerze mówiąc, przeraża mnie nieco.
Andy przyznała siostrze rację pod tym względem. Darius Sterne rzeczywiście sprawiał wrażenie dość posępnego. Ale z pewnością nie mógł być zimny. Ciekawe, jak wygląda, kiedy się uśmiecha. Ciekawe, jak czuje się przy nim kobieta, której zadaniem jest wywołać na jego pięknej twarzy uśmiech… lub wyraz pożądania!
W tym momencie Andy postanowiła ukrócić fantazje. Tacy mężczyźni jak miliarder Darius Sterne nie zwracają uwagi na kobiety jej pokroju, które nie pasują do eleganckich restauracji, a już na pewno do świata bogaczy.
A mimo to Darius spojrzał na nią. Tylko przez moment, ale niewątpliwie nawiązał z nią kontakt wzrokowy. Może dlatego, że wpatruje się w niego jak dziecko w wymarzoną zabawkę? Niewykluczone. Ale, gwoli sprawiedliwości, wszyscy inni też się na niego gapią. Choć może nie tak pożądliwie jak ona.
Pożądliwie?
Tak, rzeczywiście odczuwała mrowienie w okolicach piersi i gorąco w brzuchu. To nic innego, tylko pożądanie, pomyślała Andy, choć nie pamiętała, by kiedykolwiek wcześniej zareagowała w podobny sposób na mężczyznę.
Jeszcze w wieku dziewiętnastu lat całe życie i wszystkie emocje poświęcała baletowi. Nie miała czasu na romansowanie. A teraz, po długotrwałej i uciążliwej rehabilitacji, skupia się wyłącznie na tym, by zapewnić sobie inną przyszłość. Chociaż marzenia o karierze primabaleriny rozsypały się w pył, Andy nie poddała się. Nie miała ochoty użalać się nad sobą. Wiedziała, że ma przed sobą całe życie i musi coś z nim zrobić.
Zdecydowała się na ciężką pracę. Wykorzystała niemal wszystkie pieniądze, które odziedziczyła po rodzicach. W trzy lata po podjęciu trudnej decyzji ukończyła kurs dla nauczycieli baletu i otworzyła własną szkołę dla dzieci i młodzieży. Pragnęła nadal być związana z baletem. Miała też nadzieję, że kiedyś odkryje wielki talent i wyszkoli prawdziwą sławę.
Ofiarą tych wszystkich wyrzeczeń padło jej życie osobiste. Nigdy nie spotykała się z żadnym mężczyzną. Ani przed wypadkiem, ani po nim…
Śmierć ukochanych rodziców była dla niej straszliwym ciosem. Andy radziła sobie z ich utratą, poświęcając się baletowi. Kilka miesięcy później jednak uległa wypadkowi, który przekreślił jej ledwie pączkującą karierę.
To prawda, że otrząsnęła się z tej tragedii i po czterech latach zdołała powrócić do normalnego życia, ale blizny na ciele nie znikły i nie znikną już nigdy. Andy z pewnością nie miała ochoty, by oglądał je jakiś mężczyzna. A tym bardziej ktoś tak przystojny i elegancki jak Darius Sterne, który z pewnością może przebierać w najpiękniejszych kobietach świata.

– Czy ty nas w ogóle słuchasz?
Darius rzucił jeszcze jedno pożądliwe spojrzenie pięknej blondynce siedzącej po drugiej stronie sali i udał, że z uwagą przysłuchuje się rozmowie, którą brat Xander prowadzi z matką i ojczymem. Nadal jednak nie mógł przestać rozmyślać o nieznajomej. Wchodząc do restauracji, szybko ocenił siedzące z nią osoby. Podobieństwo między obiema kobietami wskazywało wyraźnie, że są siostrami, a zachowanie towarzyszącego im mężczyzny zdradzało, że jest emocjonalnie związany z tą drugą kobietą.
Raz jeszcze przyjrzał się nieznajomej. Była zjawiskowo piękna. Jasne proste włosy opadały jej na ramiona, a wielkie zielone oczy błyszczały na tle delikatnej cery. To właśnie te oczy przykuły jego uwagę w chwili, gdy wszedł do restauracji. Zaskoczyło go to, bo w ogóle nie była w jego typie. Wolał kobiety odrobinę starsze i nieco bardziej wyrafinowane niż to dziewczę. Takie, które nie oczekiwały od niego niczego więcej niż wspólnie spędzonej nocy, co najwyżej dwóch.
Ale w jej zielonych oczach dostrzegł coś, co zaprzątnęło jego uwagę.
Może dlatego, że jest w niej coś… znajomego? Sposób, w jaki przekrzywia głowę… gracja… wysublimowane ruchy…
Darius wiedział doskonale, że gdyby się już wcześniej spotkali, z pewnością by ją zapamiętał. Może chodzi o jej smukłą figurę i szczupłe nagie ramiona? A może o śliczną twarz, otoczone długimi rzęsami oczy, wydatne kości policzkowe, prosty nos, zmysłowe wargi, trójkątny podbródek i płowe włosy wyglądające jak promienie księżyca?
Promienie księżyca?
Dariusa aż rozbawiło to porównanie. Skąd takie poetyckie myśli? To do niego niepodobne. Pewnie zainteresował się tą kobietą, żeby odwrócić uwagę od tego, z jaką niechęcią dziś tu przyszedł. Tak bardzo nie miał ochoty na to spotkanie, że pracował do późna i zabrakło mu czasu, by wrócić do domu i przebrać się w smoking. Wcześniej ustalił z Xanderem, że podczas rozmowy z matką i ojczymem powinni zaprezentować wspólny front.
Niezadowolone spojrzenie matki, gdy pochylił się, by cmoknąć ją w policzek, świadczyło o tym, że zauważyła jego niestosowny ubiór. Xander, podobnie jak ojczym, miał na sobie czarny elegancki smoking.
Prawdę mówiąc, Darius nie przejmował się zdaniem matki od wielu lat. Konkretnie od dwudziestu. Od śmierci ojca, którego obaj bliźniacy szczerze nienawidzili, a żona się bała. I do którego Darius był tak podobny. Przynajmniej z wyglądu. To dlatego Catherine nie mogła na niego patrzeć. Zbyt przypominał jej byłego męża.
Choć Darius po części rozumiał matkę, czuł się przez nią odrzucony. Z biegiem lat przekonał się, że najlepszym sposobem poradzenia sobie z tym problemem jest unikanie jej. Nie było to rozwiązanie idealne, ale dość skuteczne. W rezultacie dziś rzadko ze sobą rozmawiali, a spotykali się jeszcze rzadziej.
Xander jak zwykle zabawiał matkę i ojczyma, czyniąc to z ogromnym urokiem i wytwornymi manierami. Pięćdziesięcioośmioletnia Catherine, wciąż olśniewająco piękna, zachowywała się przesadnie czarująco, świadoma, że znajdują się w centrum uwagi. Tylko Charles, jej drugi mąż, ignorował napiętą atmosferę przy stole i prowadził rozmowę z naturalną swobodą i życzliwością.
Nieważne, że Catherine obchodziła dziś urodziny i właśnie z tej okazji spotkali się w restauracji. Stosunki Dariusa z matką były tak złe, że zjawił się tylko ze względu na szacunek i sympatię, którymi darzył Charliego.
– Czas wypić za twoje zdrowie, mamo – powiedział, unosząc kieliszek z szampanem. – Nie mogę zostać długo. Muszę dziś jeszcze coś załatwić – dodał, zerkając na tył restauracji, gdzie kilka minut temu zniknął towarzysz intrygującej blondynki. Domyślił się, że poszedł do toalety.
Matka zmarszczyła brwi.
– Mógłbyś mi poświęcić choć jeden wieczór – oburzyła się.
– Niestety, to niemożliwe – odparł Darius bez skruchy.
– Powiedz mu coś! – zażądała Catherine od męża.
– Chyba słyszałaś, co powiedział. Ma dziś jeszcze obowiązki zawodowe – usłyszała w odpowiedzi.
Siwowłosy Charles Latimer, przystojny mężczyzna po sześćdziesiątce, bardzo kochał żonę i chętnie przychyliłby jej nieba, ale wiedział doskonale, że nie ma sensu naciskać na Dariusa, skoro obwieścił coś tak stanowczo.
– Wcale nie powiedział, że chodzi o pracę!
– Ale o nią właśnie chodzi – przerwał matce Darius tonem nieznającym sprzeciwu. I tak powinna się cieszyć, że przyszedł na jej urodzinową kolację, choć wcale nie miał na to ochoty. Znów zerknął na tył restauracji i zrozumiał, na co ma ochotę.

– To za Xanderem wodziłaś oczami, prawda? – spytała Kim, spoglądając z troską na młodszą o trzy lata siostrę.
Andy zwlekała z odpowiedzią. Nie spuszczała wzroku z Dariusa Sterne’a, który nagle wstał od stołu. Zauważyła, że kobieta, która siedzi przy jego stole, ma rysy twarzy Xandera. Może jest ich matką? Ale to dziwne, bo Darius w ogóle nie jest do niej podobny.
Zauważyła też napiętą atmosferę panującą przy stoliku bliźniaków. I to, że rozluźniła się ona nieco, gdy tylko Darius opuścił towarzystwo.
– Nie – odpowiedziała siostrze z roztargnieniem, śledząc wzrokiem Sterne’a, który po chwili znikł w wykładanym marmurem korytarzu na tyłach restauracji. Pomyślała, że porusza się jak drapieżnik czyhający na ofiarę. Jak jaguar, a może tygrys. Dziki i zabójczy.
– Radzę, byś nie zwracała uwagi na Dariusa Sterne’a. Przyznaję, jest zabójczo przystojny, ale to nie mężczyzna dla ciebie, kochanie. Ani dla żadnej innej, zdrowej na umyśle kobiety – powiedziała Kim zatroskanym tonem.
Andy musiała łyknąć szampana, bo od samego patrzenia na Dariusa Sterne’a zrobiło jej się sucho w ustach.
– Gazety rozpisują się o tym, że to typ spod ciemnej gwiazdy – dodała Kim, nie mogąc doczekać się reakcji siostry.
– Twierdzisz, że zajmuje się czarną magią? – spytała Andy żartobliwie.
– Raczej powinnaś wyobrazić go sobie w skórzanym mundurze i z pejczem w ręku – odparła siostra.
Andy o mało nie zachłysnęła się szampanem.
– Kim! – zawołała z niedowierzaniem. – Dlaczego ostatnio wszyscy mają na tym punkcie obsesję? 
– Nie moja wina, że krążą o nim takie historie – powiedziała Kim nieco speszona.
– Ale twoja wina, że je czytujesz – skarciła ja Andy. – To, co publikują rynsztokowe brukowce, nie jest plotką, ale najczęściej zwykłym łgarstwem okraszonym sensacyjnymi nagłówkami, sformułowanymi tak, by skusić ludzi do kupienia gazety.
– Cóż, nie ma dymu bez ognia…
– Nie pamiętasz słów mamy? Że słuchanie plotek nie jest ani mądre, ani uczciwe? Że każdy powinien wyrabiać sobie własne opinie o innych ludziach? – zaprotestowała Andy.
Na wspomnienie matki obie siostry posmutniały. Kiedy rodzice zginęli, Kim miała dwadzieścia jeden lat, a Andy osiemnaście. Obie tęskniły za nimi bardzo i często wracały pamięcią do cudownych lat sprzed ich śmierci. Dobrze, że chociaż zdążyli być na ślubie Kim z Colinem i zobaczyć Andy w przedstawieniu Giselle, w towarzystwie najsłynniejszych angielskich tancerzy baletowych.
Młodsza siostra pokręciła głową ze smutkiem.
– Nie ma się czym martwić – powiedziała. – Raczej nie zobaczę go nigdy więcej.
– Dziewczyny, nie uwierzycie, co przytrafiło mi się w toalecie – obwieścił podekscytowany Colin, który właśnie podszedł do stolika.
– Uważasz, że chcemy to wiedzieć? – spytała jego żona, unosząc demonstracyjnie brew.
– Oj, chcecie, chcecie – odparł. – Kim, przestań! – zawołał, widząc, że uniosła brew jeszcze wyżej. – Czasami mam wrażenie, że myślami bezustannie tkwisz w rynsztoku – dodał z przekąsem.
– Cóż, właśnie o nim rozmawiałyśmy – zachichotała Andy i rzuciła siostrze znaczące spojrzenie. – Kim właśnie raczyła mnie soczystymi opowieściami o wyuzdanym życiu braci Stern – dodała, widząc konsternację na twarzy Colina.
– Tylko jednego z nich – sprostowała Kim. – Jestem pewna, że Xander jest uroczym dżentelmenem, na jakiego zresztą wygląda.
– Czy mam rozumieć, że plotkowałyście o Dariusie? – spytał Colin poirytowanym głosem. – Chyba wiecie, że to mój pracodawca. I że gdyby nie on, nie jedlibyśmy dziś tu kolacji.
Kim zrobiła niewinną minę.
– Powtarzałam tylko to, co przeczytałam w prasie.
– Masz na myśli te piśmidła, które w jednym tygodniu piszą o bajkowym związku pary celebrytów, a w następnych donoszą o ich rozwodzie? – spytał Colin ironicznie.
– Sama widzisz, siostro – powiedziała Andy zaczepnym tonem.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel