Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Uwieść lorda
Zajrzyj do książki

Uwieść lorda

ImprintHarlequin
Liczba stron384
ISBN978-83-291-2727-1
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329127271
Tytuł oryginalnyThe Devil Takes a Bride
TłumaczAnna Pietraszewska
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-04-28
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Uwieść lorda" nowy romans Harlequin z cyklu HQN POWIEŚĆ HISTORYCZNA.

Kiedy lord Jeffrey Merryton odziedziczył tytuł, stanął na straży przyzwoitości całej rodziny Merrytonów. Najczęściej oznacza to dyscyplinowanie młodszego brata, który wywołuje plotki licznymi romansami i rosnącymi karcianymi długami. Pewnej nocy w Bath sir Jeffrey postanawia śledzić brata, aby przeszkodzić mu w kolejnej schadzce. Gdy wchodzi do ciemnego pokoju gospody, w jego ramiona pada Grace Cabot, córka hrabiego Beckington. Sir Jeffrey staje przed bardzo trudnym wyborem. Albo poślubi pannę Cabot, albo sam wywoła skandal i splami dobre imię rodziny…

Fragment książki

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Wiosna 1812

Siostry Franklin – wdowa i stara panna – prowadziły herbaciarnię nieopodal opactwa oraz łaźni miejskich. Zajmowały przytulne mieszkanie nad sklepem i każdego dnia serwowały mieszkańcom Bath herbatę oraz świeże wypieki. Znały osobiście niemal wszystkich bywalców swego lokalu.

Późnym popołudniem, dokładnie za kwadrans szósta, regularnie jak w zegarku zamykały interes, aby udać się na wieczorne nabożeństwo. Po liturgii wracały do herbaciarni na podwieczorek i pogawędkę. Czasem, przy specjalnych okazjach, takich jak na przykład śpiewanie chorałów, zapraszały na wspólny posiłek wielebnego Cumberhilla, który przepadał za herbatą z dodatkiem brandy.

Grace liczyła na to, że panie Franklin nie odstąpią dziś od codziennej rutyny. Poznała ich zwyczaje dzięki dobrej znajomej, Dianie Mortimer, która mieszkała w sąsiedztwie opactwa. Jak większość przedstawicieli elity, Cabotówna raczej bywała na balach i proszonych kolacjach, a nie na mszach. Ale od czegóż ma się przyjaciół? Diana poinformowała ją nie tylko o zwyczajach właścicielek lokalu, lecz także o dzisiejszym recitalu rosyjskiej sopranistki, który miał się odbyć w klasztorze.

– To ulubienica samego księcia Walii – oznajmiła z przejęciem panna Mortimer. – Do kościoła zbiegną się tłumy.

Grace obmyśliła plan usidlenia Amhersta dokładnie w chwili, gdy usłyszała te słowa. Zdesperowana postawiła wszystko na jedną kartę. Wolała nie myśleć o tym, co się stanie, jeśli siostry Franklin nie pojawią się w herbaciarni we właściwym, a raczej najbardziej „niewłaściwym” momencie.

Niemało się natrudziła, żeby doprowadzić do spotkania ze swoją ofiarą. Debiutowała na salonach w wieku osiemnastu lat, miała więc spore doświadczenie w niewinnym flirtowaniu. Szczyciła się tym, że jest kokietką i mało kto potrafił się jej oprzeć, jednak tym razem czekała ją przykra niespodzianka. Amherst niemile ją zaskoczył. Choć miał opinię utracjusza i hulaki i wiele razy deklarował, że darzy ją nadzwyczajną sympatią, nie dał się namówić na prywatne tête-á-tête.

Nie spodziewała się takiego obrotu spraw i nie rozumiała, dlaczego nagle postanowił jej unikać. Ilekroć spotykali się wcześniej w Londynie, emablował ją i nadskakiwał na każdym kroku, a ona przyjechała do Bath specjalnie z myślą o nim. Tutaj także nie szczędził jej komplementów szeptanych do ucha podczas licznych wieczorków towarzyskich. I bez oporów spacerował z nią pod rękę po Royal Crescent. Nie sądziła zatem, że będzie miała jakiekolwiek trudności ze zwabieniem go w pułapkę. Niestety pomyliła się w swoich kalkulacjach.

Stanowczo odmówił, kiedy poprosiła o spotkanie na osobności.

Przez moment sądziła nawet, że ją przejrzał, lecz szybko odrzuciła tę myśl. Była nad wyraz przebiegła i ostrożna. Postarała się, aby niczego się nie domyślił. Tyle że okazała się niewystarczająco przekonująca.

Po długim namyśle wpadła wreszcie na niezawodny sposób. Zasugerowała, że pragnie powierzyć mu sekret, i udało się. Nikt nie oprze się tajemnicy. Nawet Amherst. Gdy usłyszał, że Grace chce zdradzić mu coś, o czym nie rozmawiała z nikim innym, bez wahania zgodził się z nią spotkać.

Zamierzała go uwieść bezwzględnie i z premedytacją, lecz bynajmniej nie dla własnej przyjemności. Wiedziała, że to niegodne i bezduszne. Nigdy dotąd nie działała z tak zimnym wyrachowaniem i oczywiście miała z tego powodu ogromne skrupuły. Nie sądziła, że kiedykolwiek zostanie podstępną intrygantką, lecz zmusiła ją do tego nowa i wyjątkowo przykra sytuacja życiowa. Za sprawą nieszczęśliwego zrządzenia losu jej rodzina znalazła się w bardzo trudnym położeniu. Matka i siostry od lat były całkowicie zależne od hrabiego Beckingtona, który kilka tygodni temu zmarł po długiej chorobie. Tytuł wraz z całym majątkiem odziedziczył jego syn Augustine. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie pewna niefortunna okoliczność. Otóż wskutek wstrząsu po śmierci męża lady Beckington zaczęła poważnie szwankować na umyśle. Im dłużej pozostawała w domu pasierba, tym bardziej stawało się oczywiste, że jej obłęd w końcu wyjdzie na jaw. Gdyby do tego doszło, siostry Cabot byłyby skończone, zwłaszcza że nie mogły się już pochwalić dużym posagiem. Dysponowały jedynie niewielkimi sumami, które zostawił im ojciec, a żaden szanujący się kawaler z wyższych sfer nie ożeni się z ubogą panną, której rodzicielka jest niespełna rozumu. Któż chciałby, aby jego dzieci odziedziczyły po babce geny szaleństwa?

Właśnie dlatego musiała jak najszybciej wmanewrować Amhersta w małżeństwo. Tylko w ten sposób mogła zapewnić godną przyszłość młodszym siostrom.

Jak dotąd wszystko szło zgodnie z planem. Panie Franklin opuściły herbaciarnię i udały się do opactwa. Grace wiedziała, że wrócą tuż po nabożeństwie w towarzystwie wielebnego Cumberhilla.

Od jutra jej życie miało zmienić się nie do poznania. Nic nie będzie już takie jak przedtem. Stanie się bohaterką skandalu, który zapewne na zawsze wykluczy ją z kręgów wytwornego towarzystwa. Cóż, była gotowa przyjąć niechlubną rolę pariasa. W grę wchodziło przecież dobro całej rodziny.

Pod koniec chorału odnalazła wzrokiem Amhersta, dała mu dyskretnie znak, po czym niepostrzeżenie opuściła kościół i ruszyła w stronę herbaciarni. Była pewna, że jej nieświadoma zagrożenia „ofiara” podąży za nią.

Gdy zaczęło kropić, westchnęła i zakryła głowę kapturem peleryny. Ze zdenerwowania ścisnął jej się żołądek. Kilka minut za wcześnie albo kilka minut za późno i wszystko na nic… Znów dopadły ją wyrzuty sumienia, ale zdesperowana sięgnęła do klamki. Drzwi były otwarte, bo właścicielki nigdy nie zamykały ich na klucz. Wślizgnęła się do środka i zostawiła je lekko uchylone.

Wnętrze sklepu spowijały niemal całkowite ciemności. Nie widziała nawet własnych rąk, kiedy instynktownie wyciągnęła przed siebie ramiona. Ogarnęła ją fala paniki. Jej serce dudniło tak mocno, że Grace aż zaczęło dzwonić w uszach. Obawiała się, że Amherst nie odnajdzie jej po ciemku. Jako że głos odmawiał jej posłuszeństwa, postanowiła zostać tuż przy wejściu i chwycić go za ramię, gdy wejdzie do środka.

Zdjęła płaszcz i odłożywszy go na krzesło, poprawiła włosy. Drżały jej dłonie, więc splotła je przed sobą i zaczęła wsłuchiwać się w miarowe tykanie zegara. Modliła się, by mieć to wreszcie za sobą.

Gdy w końcu usłyszała kroki, wstrzymała oddech. Przeraziła się, że Amherst nie wejdzie, bo zawahał się w progu, jakby się rozmyślił. Potem zrobiło się zupełnie cicho. Boże drogi, wszedł czy nie? – pomyślała zdenerwowana, zaciskając pięści. Niepewność była nie do zniesienia.

Kiedy w końcu zarys jego sylwetki wyłonił się z mroku, wydał jej się nieco wyższy niż zwykle, ale uznała, że to tylko złudzenie.

Odwrócił głowę, żeby się rozejrzeć.

– Tutaj! – zawołała impulsywnie. Czuła, że jeżeli czegoś natychmiast nie zrobi, zapomni o oddychaniu.

Usłyszawszy jej głos, Amherst obrócił się na pięcie i podszedł bliżej, a ona w przypływie paniki padła mu prosto w ramiona. Sądziła, że coś powie, ale zamiast się odezwać, zamarł jak ktoś, kto nie oczekiwał takiego obrotu spraw.

Nie tracąc ani chwili, zarzuciła mu ramiona na szyję, a on objął ją w talii i przyciągnął do siebie, żeby nie stracić równowagi i nie upaść na ziemię. Grace jakimś cudem odnalazła w ciemnościach jego usta i przycisnęła do nich swoje. Nie przypuszczała, że jego wargi będą takie miękkie, wilgotne i ciepłe…

Chwilę potem zaczął ją dosłownie „pożerać” i nim pojęła, co się święci, to on był panem sytuacji. Nie spodziewała się, że jej ofiara zareaguje tak gwałtownie. Prawdę mówiąc, sama nie wiedziała, czego się spodziewać, ale z pewnością nie przewidziała, że będzie całował ją tak namiętnie i zachłannie. Miała wrażenie, że krew gotuje jej się w żyłach. Czuła się jak imbryk z wrzącą wodą i… było jej z tym bardzo przyjemnie. Gdy jego język wdarł się do wnętrza ust, zadrżała na całym ciele i instynktownie przylgnęła do niego jeszcze mocniej. W ciemnościach zapomniała o wstydzie i wyzbyła się zahamowań. Ani razu nie pomyślała o przyzwoitości czy reputacji.

Niespodziewanie chwycił ją w pasie i przewróciwszy krzesło, posadził na stole. Coś wbiło jej się w plecy, kiedy oparła je o ścianę, ale nic sobie z tego nie robiła. Była zbyt podekscytowana i przejęta tym, co się z nią działo. Amherst ssał i przygryzał jej wargi, doprowadzając do utraty zmysłów. Nagle pojęła, dlaczego miał opinię bałamuta i utracjusza. Jego pocałunki były czymś najbardziej ekscytującym ze wszystkiego, czego kiedykolwiek doznała.

Wydawało jej się, że spada w przepaść. Jej ciało płonęło, a umysł odmawiał posłuszeństwa. Było jej gorąco i ciasno we własnej skórze. Miała przemożną ochotę pozbyć się ubrania.

Wiedziała, że powinna się sprzeciwić, powstrzymać Amhersta, zanim sprawy zajdą za daleko, ale wszelkie protesty wyparowały jej z głowy, kiedy jego wargi znalazły się na jej szyi, a dłoń sięgnęła w głąb dekoltu.

Boże drogi, pomyślała, gdy wsunął jej drugą rękę pod spódnicę, a potem powiódł nią wzdłuż uda. Zatrzymaj go! Każ mu natychmiast przestać…! – powtarzała sobie w duchu. Miał ją tylko objąć, ewentualnie pocałować, ale to… to zaczyna wymykać się spod kontroli! Gdzież, na Boga, podziały się siostry Franklin? Czemu ich jeszcze nie ma?

Owszem, chciała, żeby przyłapano ich in flagranti, ale nie tak, nie w ten sposób… Nie mogła, a raczej nie chciała wydobyć z siebie głosu. Wolała zamknąć oczy i oddać się bez reszty niesamowitym doznaniom, które wstrząsały całą jej istotą. Dopiero co odkryła cielesne przyjemności i nie miała ochoty tak szybko z nich rezygnować. Zwłaszcza że palce Amhersta trafiły właśnie do czułego miejsca pomiędzy jej udami. Wciągnęła głośno powietrze i chwyciła go za włosy, kiedy przez materiał sukni przywarł wargami do jej piersi.

Mimo wszystko los się do niej uśmiechnął. Udało jej się osiągnąć znacznie więcej, niż sądziła. Jeśli to przedsmak tego, jak będzie wyglądać ich pożycie, to jest nadzieja, że będą ze sobą szczęśliwi…

Nagle zgubiła wątek. Nie była już w stanie zebrać myśli ani tym bardziej ubrać ich w słowa. Uzmysłowiła sobie, że Amherst odchylił jej dekolt i uwolnił piersi. Gdy jego wargi i język zaczęły pieścić stwardniały sutek, zadrżała i z krzykiem niemal spadła ze stołu.

Z jego gardła także wydobył się chropawy dźwięk zniecierpliwienia, a palce sięgnęły głębiej i wślizgnęły się do wilgotnego wnętrza między nogami. Grace odpowiedziała instynktownie. Bezwstydnie uniosła nogę i wysunęła biodra, żeby otrzeć się o jego dłoń. Nie rozumiała, co się z nią działo, nie poznawała samej siebie.

– Nie byłam pewna, czy pan przyjdzie – szepnęła mu do ucha przerywanym głosem.

Zawahał się, lecz jego niezdecydowanie trwało zaledwie sekundę. Potem przeniósł wargi na jej drugą pierś i przysunął się jeszcze bliżej, żeby poczuła na sobie twardy dowód jego podniecenia. Grace na moment wstrzymała oddech. Nigdy dotąd nie znalazła się w takiej sytuacji. Nie wiedziała, jak to jest, gdy mężczyzna pragnie posiąść kobietę, objąć we władanie jej ciało. Dopiero teraz przekonała się o tym na własnej skórze. Była odrobinę przerażona, ale też niesamowicie pobudzona. Wyobraziła sobie, jak by to było poczuć go głęboko w sobie, i przeszedł ją dreszcz pożądania.

Nie przypuszczała, że można przeżywać cokolwiek tak intensywnie. Jej ciało domagało się jego pieszczot, łaknęło dotyku. Zupełnie przestała nad sobą panować. Zapomniała o tym, że zwabiła go na schadzkę podstępem. Nie pamiętała, gdzie jest ani po co tu przyszła. Nie liczyło się nic oprócz ich dwojga i tego, co razem robili. Zapewne właśnie dlatego wystraszyła się i krzyknęła, kiedy w pomieszczeniu raptem rozbłysło światło.

Amherst odwrócił się i osłonił ją swoim płaszczem.

– A cóż tu się wyczynia, na Boga?! – krzyknął z potępieniem wielebny Cumberhill. – Co pan najlepszego uczynił tej kobiecie?

Grace próbowała za wszelką cenę przypomnieć sobie swoją rolę w tej tragifarsie.

– Proszę… proszę…– zaczęła niepewnie, lecz jej kwestia wypadła blado. Nikt z zebranych nie zwracał na nią uwagi. Zresztą sama nie wiedziała, o co „prosi” i co właściwie dalej powiedzieć. Spojrzała na swoją pomiętą suknię i uprzytomniła sobie, że Amherst rozdarł jej gorset. Przytrzymując dłonią jego poły, rozejrzała się bezradnie w poszukiwaniu peleryny, którą rzuciła wcześniej na bok.

– To nie do przyjęcia, milordzie! – dalej grzmiał duchowny. – Wykorzystał pan tę biedną dziewczynę w haniebny sposób.

– Nic pani nie dolega, młoda damo? – Jedna z sióstr Franklin podeszła bliżej i zaświeciła Grace w twarz.

– Panna Cabot?! – Właścicielki herbaciarni były szczerze wstrząśnięte jej widokiem oraz opłakanym stanem odzienia.

Grace dostrzegła wreszcie swój płaszcz i schyliła się, żeby go podnieść.

– Chodź, drogie dziecko, pomogę ci. – Oburzona starsza pani chwyciła ją za ramiona i okryła peleryną.

– Nie sądziłem, że jest pan zdolny dopuścić się gwałtu, Merryton – odezwał się ponownie pastor. – Przykro mi, ale będę zmuszony powiadomić stosowne władze.

Gwałtu? – powtórzyła w myślach Grace. – Merryton? Dlaczego powiedział „Merryton”? Przecież… Serce zamarło jej w piersi, by po chwili zacząć bić jak młotem. Merryton? Nie, to niemożliwe. Boże, tylko nie to… Tylko nie on… Czyżby popełniła tak fatalną pomyłkę? Nie mogła uwierzyć, że to właśnie on rozbudził w niej namiętność i niemal doprowadził do utraty zmysłów.

Przyjrzała mu się dokładnie i poczuła, że krew odpływa jej z twarzy. Nagle zrobiło jej się słabo. Przez moment obawiała się, że zemdleje. Niechcący uwiodła nie tego brata. Zamiast sympatycznemu i nieszkodliwemu hulace padła w ramiona bodaj najbardziej nielubianemu arystokracie w Anglii. W całym swoim życiu nie spotkała bardziej antypatycznego osobnika. Podstępny plan obrócił się przeciwko niej, ale nie mogła dopuścić, aby los tak okrutnie z niej zadrwił. Musiała jak najszybciej naprawić swój błąd.

– Lord Merryton nie wyrządził mi żadnej krzywdy! – zawołała w popłochu. – To moja wina. – Owszem, chciała poświęcić się dla rodziny, ale z pewnością nie była gotowa na to, żeby spędzić resztę życia u boku największego gbura w kraju. Sama myśl o tym przyprawiała ją o dreszcze. Nie chciała, żeby spotkała ją aż tak sroga kara. Gdzież, u licha, podział się Amherst?

– Nie musi pani nic mówić – rzekł wielebny Cumberhill. – Nie pozwolę mu pani zastraszyć.

Zimne zielone oczy Merrytona przeszyły Grace świdrującym spojrzeniem, a jego jak zwykle ponura mina dobrze nie wróżyła. Wzdrygnęła się bezwiednie i spuściła wzrok.

– Biorę na siebie pełną odpowiedzialność za to, co tu zaszło – oznajmił zwięźle hrabia. Sprawiał wrażenie, jakby chciał jak najprędzej zakończyć tę pożałowania godną scenę.

– Cóż, nie pozostaje panu nic innego – prychnął duchowny i uniósł lampę, żeby spojrzeć na pannę Cabot. Nie spodobało mu się to, co zobaczył. – Dobry Boże – wymamrotał niewyraźnie, a na jego twarzy odmalowało się szczere zgorszenie. – Dopilnuję, żeby nie uszło to panu na sucho. – Zmierzył hrabiego nieprzyjaznym spojrzeniem. – Zrujnował pan tę młodą kobietę bez najmniejszych skrupułów. Zapłaci pan za to. Nie ochroni pana nawet tytuł. – Zwrócił się do sióstr Franklin: – Drogie panie, proszę natychmiast zabrać ją stąd w bezpieczne miejsce i posłać po pana Bothama. Niech niezwłocznie przybędzie na miejsce.

Usłyszawszy nazwisko miejscowego sędziego pokoju, panna Cabot spróbowała ponownie zabrać głos:

– Nie ma potrzeby wzywać władz. Lord Merryton nie popełnił żadnego przestępstwa. To ja jestem…

– Proszę natychmiast zamilknąć! – wrzasnął pastor, a właścicielki herbaciarni pociągnęły ją w stronę wyjścia.

Wciąż oszołomiona Grace poszła za nimi jak cielę wiedzione na rzeź. Dopiero teraz uzmysłowiła sobie z całą mocą, że dopuściła się czegoś potwornego. Postąpiła więcej niż nikczemnie, a oni obwiniali wyłącznie jego. W dodatku nie mogła w żaden sposób tego naprawić. Zrobiło jej się niedobrze, więc przystanęła i schyliła się, żeby nie zwymiotować.

– Bądź dobrej myśli, drogie dziecko – próbowała podnieść ją na duchu jedna z towarzyszek. – Wielebny Cumberhill zrobi, co w jego mocy, żeby ten nikczemnik stanął przed obliczem sprawiedliwości.

– Ależ on nie zrobił nic złego! – powtórzyła rozpaczliwie Grace. – To ja go tu zwabiłam! To ja go uwiodłam!

– To naturalne, że próbujesz wziąć winę na siebie, moja droga, ale pamiętaj, że to hrabia niecnie cię wykorzystał. Mężczyznom wolno znacznie więcej niż nam, kobietom. Tak już niestety ten świat urządzono. Tobie nikt nie zwróci raz utraconej reputacji. Skoro nie wziął tego pod uwagę i nie powstrzymał się od… czynienia ci awansów, nie masz obowiązku się nad nim litować.

Łatwo powiedzieć, pomyślała Grace. Nadal czuła się winna, ale najwyraźniej nikt nie zamierzał słuchać jej protestów.

Kiedy znalazły się na ulicy, z kościoła wysypał się tłum ciekawskich wiernych, który od razu zaczął im się przyglądać.

– Pospiesz się, Agnes – syknęła jedna z pań Franklin, po czym ujęły podopieczną pod ramiona i pognały naprzód.

Otumaniona Grace musiała się mocno starać, żeby za nimi nadążyć. Nie pamiętała, kiedy i jak dotarły do domu jej kuzynki Beatrice przy Royal Crescent. Jak przez mgłę zarejestrowała rozmowę z przedstawicielami magistratu, którzy przyszli jakiś czas później, żeby ją przesłuchać. Próbowała im wytłumaczyć, że to ona sprowokowała całe zajście i że nie wini o nic hrabiego Merrytona, lecz kiedy zapytali ją, dlaczego miałaby uciec się do tak haniebnej intrygi, nie potrafiła podać im wiarygodnego powodu. Nie mogła przecież wyjawić prawdy.

 

 

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel