Wybranka sir Arthura
Przedstawiamy "Wybranka sir Arthura" nowy romans Harlequin z cyklu HQN ROMANS HISTORYCZNY.
Clare najmuje się do pracy u lady Nicoli. Szybko zostaje doceniona za pracowitość i nikt nie zadaje jej pytań o przeszłość. Pewnego dnia za namową swojej pani udaje się na turniej rycerski, gdzie dostrzega ją młody rycerz, sir Arthur. Młodzieniec rozpoznaje w niej dawno zaginioną córkę hrabiego Myrrdina, ale zanim zdąży z nią porozmawiać, Clare znika. Sir Arthur zdecydowany jest odnaleźć jedyną spadkobierczynię potężnego hrabiego. Nie wie jednak, że Clare ukrywa się z powodu oskarżeń o zbrodnię, której nie popełniła…
Fragment książki
Wkładając gruszki do drewnianej misy, Clare sięgnęła po metalowy krążek i przekonała się, że jest zrobiony z ołowiu, a nie ze srebra.
– To żeton – powiedziała.
– Tak – potwierdziła Nicola.
Po jednej stronie żetonu wytłoczony był wizerunek zamku w Troyes, a po drugiej postać szarżującego rycerza.
Clare, odkładając żeton, poczuła ucisk w żołądku.
– Mam nadzieję, że to nie to, o czym myślę.
Oczy Nicoli straciły nieco blasku.
– Ten żeton pozwala wejść na trybuny podczas turnieju w dniu Trzech Króli, na miejsca siedzące w pobliżu dam. Clare, myślałam… – Nicola przerwała. – Miałam nadzieję, że zechcesz pójść. Tam będziesz bezpieczna.
Clare wpatrywała się w żeton. Turniej... Od początku roku nikt w mieście nie mówił o niczym innym.
– Nie mogę – powiedziała.
– Dobrze by ci to zrobiło. Wychodzisz z domu tylko po to, by pójść na targ. Myślałam…
– Nicola, chodzę na targ, bo inaczej umarłybyśmy z głodu, a nie dlatego, że to lubię.
– Boisz się wychodzić, chociaż upłynęło tyle czasu.
– A ty na moim miejscu byś się nie bała?
Nicola pokręciła głową i westchnęła.
– Tak. Nie. Nie wiem… Wiem jednak, że jesteś młoda i nie możesz się wciąż ukrywać. Myślałam, że jesteś tutaj szczęśliwa.
– Jestem…
– To jest twój dom. Jesteś bezpieczna w Troyes.
– Dziękuje ci za troskę, ale nie chcę iść. – Clare dotknęła żetonu. – Wiesz, mogłabyś to sprzedać. W mieście nie mówi się o niczym innym. Na pewno znalazłybyśmy wielu chętnych…
– Być może… – nie ustępowała Nicola – …ale Nell byłaby zachwycona, mogąc obejrzeć turniej. Wiesz przecież, że uwielbia rycerzy. Przypominają jej Geoffreya.
Clare zmrużyła oczy. Było to nieczyste zagranie i Nicola o tym wiedziała.
– Nell może pójść z kimś innym. A skoro o niej mowa, to gdzie ona jest?
– U Aimée. Zaniosła jej przędzę.
– Czy Aimée nie mogłaby z nią pójść?
– Wolałabym, żeby poszła z tobą. Proszę cię. Nell jest dzieckiem, a ja obawiam się, że wkrótce zapomni o Geoffreyu. Chcę, żeby go pamiętała. Turniej wzmocni jej pamięć.
– Wzmocni pamięć?
– Gdy tam będziecie, opowiesz jej o nim. Wyjaśnisz, co się stało. Przekonasz, że może być dumna z brata, zwykłego chłopca, który otrzymał rycerskie ostrogi. Chcę, żeby o nim pamiętała. Żeby pamiętała o bracie, który nie zapomniał matki w chwili, gdy była w potrzebie.
Leżący na stole żeton błyszczał niczym złowrogo patrzące oko. Żal i smutek sprawiały, że Clare milczała. Sytuacja stała sie niezręczna. Duma z syna zdawała się niemal jedyną rzeczą, jaką Nicola mogła się poszczycić, a Clare nie chciała jej tej dumy odbierać. Czuła, że jej opór słabnie.
Geoffrey popełnił w życiu wiele błędów, ale wobec niej postępował niczym dobry Samarytanin. Podarował jej – całkiem obcej osobie – dach nad głową, zaufał i powierzył opiekę nad matką.
Pójście z Nell na turniej wydawało się na pierwszy rzut oka rzeczą łatwą. Na pierwszy rzut oka…
– A co będzie, jeżeli Nell się wystraszy? Podczas turnieju może się przecież polać krew.
Clare wzdrygnęła się. Turniej z okazji święta Trzech Króli był raczej przedstawieniem niż prawdziwą walką. Przedstawieniem organizowanym dla przyjemności dam. Mimo to jednak był to pewien rodzaj walki, a Clare nie znosiła widoku krwi. Przypominał on jej o… o rzeczach, które chciała zapomnieć. Spychając ciemne wspomnienia w najgłębszy zakamarek umysłu, westchnęła, zanim zaczęła mówić dalej.
– Nell mogłaby sobie przypomnieć, że jej brat stracił życie podczas turnieju.
– Geoffrey nie zginął podczas walki na kopie. Hrabia Lucien mówił, że został zabity, broniąc hrabiny Isobel. To zupełnie co innego i Nell o tym wie. Proszę cię, Clare, zabierz ją na turniej. Będzie zachwycona.
– Turniej w święto Trzech Króli – szepnęła, kręcąc głową. – Panno Najświętsza, dodaj mi sił.
Nicola prosiła ją o coś, co nie było dla niej łatwe do spełnienia. Pomijając fakt, że nie lubiła wychodzić z domu, nie mogła też ręczyć za to, jak się zachowa, gdy inscenizowana podczas turnieju potyczka wymknie się spod kontroli i przerodzi w prawdziwą walkę na śmierć i życie. Oczyma wyobraźni zobaczyła mężczyzn zbroczonych krwią. Na taki widok gotowa jestem zemdleć, pomyślała. Albo też dostać mdłości. Tak, z pewnością zachowa się tak, że zwróci na siebie uwagę.
– Proszę cię – Nicola nie ustępowała.
Clare wzięła żeton i drżącą dłonią wsunęła go do sakiewki.
– Dobrze – powiedziała. – Zrobię to dla ciebie. Zabiorę Nell na turniej w święto Trzech Króli.
Twarz Nicoli rozjaśniła się.
– Dziękuję ci, moja kochana. Przekonasz się, że i tobie widowisko się spodoba. Podaj mi kołowrotek i wełnę, dobrze? Nie lubię siedzieć bezczynnie.
Clare spełniła prośbę i po chwili w izbie dał się słyszeć delikatny dźwięk kręcącego się kołowrotka. Palce Nicoli nie były już jednak tak zręczne jak kiedyś, a ona sama szybko się męczyła. Przędza miała wiele zgrubień i niedoskonałości, ale praca działała na Nicolę kojąco.
Gdy teraz patrzyła na skręcające nitkę postarzałe palce Nicoli, przyszła jej do głowy dziwna myśl: gdyby ze świata wykorzeniono wszelkie niedoskonałości, sam świat stałby się znacznie bardziej niedoskonały.
Sir Arthur Ferrer, kapitan gwardii hrabiego Henryka, stał w swoim zielonym pawilonie i czekał, aż giermek zasznuruje mu tunikę. Głośno westchnął ze zniecierpliwienia. Przez tyle lat czekał na to, by mieć własny pawilon, a teraz, gdy go już miał, okazało się, że brakuje mu towarzystwa innych rycerzy, ich żartów towarzyszących przygotowaniom i atmosfery rywalizacji.
– Do diabła – mruknął, przeczesując dłonią ciemne włosy.
– Zbyt ściśle, sir? – zapytał giermek Ivo.
– Nie, nie – odrzekł Arthur z uśmiechem. – Doskonale zasznurowałeś. Dzięki.
W tejże chwili odchyliło się płótno u wejścia do namiotu.
– Gawain! – zawołał Arthur, i dostrzegłszy znajomą blond czuprynę, zaprosił gościa gestem do środka. – Witaj.
Sir Gawain wszedł.
– Zobaczyłem jednorożca na proporcu i domyśliłem się, że to twój pawilon.
Gawain od niechcenia wziął do ręki miecz Arthura z damasceńskiej stali i sprawdził jego wagę.
– Czy to ten wykuł twój ojciec?
Arthur zesztywniał, jednak nie dał niczego po sobie poznać. Przyjaciel z pewnością nie zamierzał z niego drwić.
– Tak.
– To świetny miecz, doskonale wyważony. Użyjesz go dzisiaj?
– Raczej nie. Trzymam go na wypadek prawdziwej walki. A ty, Gawainie, bierzesz udział w turnieju? Nie widziałem twojego pawilonu.
– Dzielę pawilon z Lukiem, ale bardzo tam niewygodnie. Potwornie ciasno.
– Zatem jeżeli odpowiada ci moje towarzystwo, zapraszam cię do mnie.
– A dziękuję! Chętnie skorzystam. Daj mi chwilę. Znajdę tylko swojego giermka.
To powiedziawszy, Gawain wyszedł, ale zanim Arthur zdążył przypasać miecz, powrócił z giermkiem.
– Co słychać w Ravenshold? – zapytał go Arthur. – Wszystko dobrze?
Sir Gawain był zarządcą pobliskiego majątku należącego do hrabiego Luciena d’Aveyron i noszącego nazwę Ravenshold. Do niedawna, to znaczy do czasu, gdy został kapitanem gwardii hrabiego.
– Tak, wszystko świetnie.
Gawain powiedział to lekkim tonem, lecz smutny wyraz twarzy świadczył o tym, że coś go gryzie.
– Posłuchaj, Arthurze... nie pamiętam, czy już cię o to pytałem... nie widziałeś przypadkiem pokojowej hrabiny Isobel? Dziewczyny o imieniu Elise?
– Elise? Chyba jej nie znam...
– Ciemnowłosa. Nieśmiała.
– Och Gawainie, to do ciebie niepodobne!
Arthur nigdy dotąd nie widział przyjaciela tak przygnębionego. Czyżby nieszczęśliwie się zakochał?
– Wiesz, sądzę, że dobrze ci zrobi wizyta w oberży Pod Czarnym Dzikiem. Mają tam nową dziewczynę, Gabrielle…
Gawain roześmiał się, ale Arthur wyczuł nieszczerość.
– Skoro znasz jej imię, musi mieć nieprzeciętne zdolności!
– Zapewniam cię, Gawainie, to istny cud. A jaką ma… wyobraźnię! Choć jedzenie jest tam podłe, to mają świetne wino z winnicy hrabiego Henryka.
Przyjaciel kiwnął głową.
– Zatem dziś po zmierzchu Pod Czarnym Dzikiem? Doskonale.
– Na zwykłych zasadach?
– Tak. Ten, który zdobędzie mniej punktów podczas turnieju, będzie płacił.
Arthur uśmiechnął się szeroko.
– Świetnie. Już się cieszę, że uczynię twoją sakiewkę lżejszą.
Gdy zostały wprowadzone na trybuny, Clare wzięła Nell za rękę. Po drugiej stronie turniejowego placu wznosiły się ściany zamku przypominające lśniące od szronu skaliste zbocza. Niebo było bezchmurne, powietrze rześkie. Barwy hrabiego Henryka – niebieska, biała i złota – widniały na proporcach powiewających na murach obronnych zamczyska.
– Ten żeton uprawnia cię, pani, do zajęcia miejsca w pierwszym rzędzie – powiedział paź noszący barwy hrabiego.
Po chwili obie siedziały na ławie tuż przed placem. Podekscytowana Nell wierciła się obok niej niczym ryba na gorącej patelni. Naraz siedząca obok dama odwróciła się, spojrzała na Clare i ku jej zaskoczeniu uśmiechnęła się pobłażliwie.
– To jej pierwszy turniej? – zapytała.
– Tak – odrzekła krótko Clare.
Niechętnie rozmawiała z obcymi, bowiem jej niespotykane oczy wprawiały w zakłopotanie, a czasem budziły nawet lęk. Zadawano jej też pytania, na które nie potrafiła odpowiedzieć. Uśmiechnęła się więc tylko i skierowała wzrok na plac turniejowy.
Po obu jego stronach stały pawilony rycerzy. Na wietrze furkotały proporce w najróżniejszych kolorach – niebieskie, zielone, czerwone, fioletowe… Rycerze po prawej reprezentowali Troyes, podczas gdy ci po lewej gości hrabiego Henryka. Zapach słodkich perfum unosił się w powietrzu, mieszając się z mniej przyjemnymi zapachami – ludzkiego potu, dymu z ognisk i pieczonego mięsiwa.
Nell trąciła Clare w bok.
– Niebieski namiot, to namiot hrabiego d’Aveyron, tak?
Przytaknęła i zwróciła uwagę dziewczynki na proporzec łopoczący nad niebieskim namiotem.
– Widzisz czarnego kruka na proporcu hrabiego? Rycerze mają różne barwy i godła, dzięki temu można ich poznać, gdy opuszczą przyłbice.
– Tak! – zawołała Nell. – Na proporcu nad następnym namiotem jest wilk. A tam… popatrz… tam jest zielony proporzec z jednorożcem! Czyj to namiot? Jednorożec to moje ulubione stworzenie.
– Nie znam imienia tego rycerza, ale widywałam jego barwy w mieście. Możliwe, że to członek gwardii hrabiego.
– Geoffrey miał niebieski proporzec z wijącymi się białymi liniami. Powiedział mi, że kolor biały symbolizuje srebro.
Clare uścisnęła małą.
– W dzisiejszym turnieju będą brali udział przyjaciele Geoffreya.
Nell zamilkła na chwilę i uśmiechnęła się, rozglądając ciekawie. Oddziały formowały się po obu stronach placu.
– O, są i konie. Patrz, Clare, one też mają barwy.
– Tak, na czaprakach.
– Mój brat był rycerzem – powiedziała Nell z dumą, wciąż się wiercąc i ściskając dłońmi barierkę.
Dzieci są niezwykłe, pomyślała Clare. Często bywa, że radzą sobie ze śmiercią lepiej niż dorośli. A przynajmniej tak wyglądają. Z bożą pomocą śmierć Geoffreya nie będzie miała na jego młodszą siostrę większego wpływu.
Dobrze, że ją tu przyprowadziłam, pomyślała. Nicola miała rację, nalegając, żebyśmy przyszły.
Obok stanowisk dla kopii Arthur ściągnął wodze i poklepał białą szyję swego wierzchowca noszącego imię Steel. Nic tak jak turniej nie rozbudza umysłu, pomyślał. Nuda, która dokuczała mu wcześniej, teraz zniknęła. Jak zwykle w chwili, gdy dosiadał konia. Dzisiaj nie spodziewał się przelewu krwi, bo hrabia Henryk ogłosił, że turniej w święto Trzech Króli jest zorganizowany z myślą o damach. Mimo tego i tak stanowił dla rycerzy ciężkie ćwiczenie.
Królową turnieju została hrabina Isobel. Zasiadała na honorowym miejscu na trybunach, w sztucznej koronie na głowie. Z każdym jej ruchem migotały kolorowe szkiełka, wzrok przyciągały także perły. Mimo że świecidełka były sztuczne, hrabina wyglądała w nich pięknie. Była jasnowłosa niczym anioł i emanowała spokojem. Lord d’Aveyron miał wszelkie powody, by być dumny z niedawno poślubionej żony.
Rozległ się dźwięk werbli, a tłum zaczął wydawać okrzyki. Przypomniało to Arthurowi, że uczestniczy w przedstawieniu przeznaczonym także dla ludu. Spojrzał na mieszkańców miasta tłoczących się przy linie biegnącej wokół placu turniejowego.
– Hrabia Henryk powinien trudnić się handlem – powiedział cicho.
– Dlaczego? – zapytał, marszcząc brwi Gawain.
– Wie, że turniej sprowadzi na powrót do Troyes kupców. Okazuje spryt, organizując go zaraz po zimowym jarmarku.
W chwili gdy zagrały trąbki, zapowiadając przegląd zastępów, do trybun dla dam podbiegł jakiś człowiek. Arthur, kierując swego wierzchowca na wyznaczone miejsce w szeregu, obserwował go z oddali. Człowiek ten był dobrze ubrany, miał na sobie bramowaną futrem pelerynę, a pod nią tunikę ciasno opinającą wydatny brzuch. Głowę miał odkrytą i świecił okrągłą łysiną. Wyglądał na kupca.
Zauważył go jeden z paziów.
– Panie! – zawołał. – Panie! Proszę was, opuście plac turniejowy.
Jednak kupiec, nie zwracając uwagi na pazia, szedł prosto w stronę dziewczyny siedzącej w pierwszym rzędzie. Dziewczyna była skromnie ubrana i wydawała się Arthurowi dziwnie znajoma. Siedziała w pobliżu hrabiny Isobel, musiała zatem mieć coś wspólnego z dworem hrabiego Luciena. Jednak Arthur nie wiedział, kim jest.
Rozległ się ponownie dźwięk trąbek. Arthur spiął wierzchowca i ruszył do przodu. Gdy herold zaczął wywoływać imiona rycerzy, Gawain zajął miejsce u jego boku.
Arthur obejrzał się w stronę trybun. Obok kupca stali teraz dwaj paziowie, próbując skłonić go, by opuścił plac. Tymczasem kupiec, opędzając się od nich, wziął dziewczynę za rękę i coś do niej mówił. Rycerz zaczął uważnie przyglądać się tej scenie. Dziewczyna wyrwała rękę i objęła siedzącą obok małą dziewczynkę gestem bardziej obronnym niż opiekuńczym. Widać było, że nie ma ochoty rozmawiać z mężczyzną.
– Sir Arthur Ferrer!
Głos herolda przywołał go do rzeczywistości, więc podniósł rękę w powitalnym geście. Rozległ się pełen aprobaty krzyk tłumu. Wjechał na środek placu i zorientował się, że podejrzany kupiec zniknął.
Clare wstrząśnięta przytuliła do siebie Nell i niewidzącym wzrokiem patrzyła przed siebie. Na szczęście rycerz z jednorożcem na proporcu zbliżył się do trybuny, by pozdrowić królową turnieju. Dziewczynka błyszczącymi oczami wpatrywała się w niego i nie zauważyła kupca. Rycerz na siwym rumaku z czaprakiem z zielonego jedwabiu był znacznie bardziej interesujący niż rozmowa z obcym człowiekiem. Na szczęście, pomyślała Clare.
Tymczasem kupiec Paolo da Lucca wmieszał się już w tłum po drugiej stronie placu turniejowego. Postąpił życzliwie, ostrzegając ją, lecz miała nadzieję, że nigdy więcej się nie spotkają. Wystarczyło, że usłyszała, że w Troyes widziano handlarzy niewolnikami. Z trudem opanowała przerażenie. Handlarze niewolnikami, myślała gorączkowo. Czy uda mi się kiedykolwiek przed nimi uciec?
Clare po raz ostatni widziała Paola wtedy, gdy przywiózł ją tutaj z Apulii na jednym ze swoich wozów. Udawał się wtedy do Paryża i pozostawił ją w Troyes, gdzie dzięki Bogu znalazł ją przy drodze młody rycerz, sir Geoffrey. Clare wolała nie myśleć, co by się z nią stało, gdyby nie on. Nie miała bowiem ani pieniędzy, ani przyjaciół. Dom Nicoli stał się jej pierwszym w życiu, prawdziwym domem. Poczuła napływające do oczu łzy.
Jeżeli handlarze niewolnikami naprawdę pojawili się w Troyes, będzie musiała uciekać.
Ale ja chcę tu zostać! – odezwał się jej wewnętrzny głos.
Myśl o tym, że będzie musiała opuścić Nicolę i Nell, była nie do zniesienia.
Dziewczynka powiewała właśnie kawałkiem utkanego przez Aimée materiału w stronę rycerza w zielonym kaftanie. Ku jej wielkiemu zdziwieniu i zadowoleniu rycerz zauważył małą dziewczynkę i jej gałganek.
Gdy skierował ku nim swego wierzchowca, Clare poczuła na sobie jego wzrok.
– Panie rycerzu! – wołała Nell. – Weźcie, panie, moją wstążkę.
Clare westchnęła. Tymczasem rycerz zatrzymał się przy barierce tuż przed nimi. Uprząż zaskrzypiała. Zielony proporzec rycerza załopotał na wietrze, jednorożec na jego tarczy błyszczał oślepiająco.
– Panie rycerzu! – zawołała Nell, wyciągając ku niemu gałganek.
Rycerz miał podniesioną przyłbicę. Pochylił głowę w stronę Clare i zajrzał jej w oczy, a następnie uśmiechnął się do Nell i wziął od niej gałganek.
– Milady? – powiedział rycerz. – Czy mogłabyś, pani, mi pomóc?
Nie jestem żadną milady, pomyślała Clare, mimo to kiwnęła głową i wplotła gałganek w kolczugę rycerza. Rycerz przyglądał się jej uważnie.
– Dziękuję – odrzekł.
Zabrzęczały ostrogi i w jednej chwili już był daleko, a wokół usłyszała zbiorowe westchnienie.
– Sir Arthur nigdy nie wziął ode mnie wstążki – powiedziała smutno jedna z dam. – A wziął ją od dziecka!
Nell pociągnęła Clare za spódnicę.
– Wziął moją wstążkę! Wziął moją wstążkę! – powtarzała, odprowadzając rycerza wzrokiem. – Czy on jest jednym z przyjaciół Geoffreya?
– To możliwe. Myślę, że jest gwardzistą hrabiego.
Clare przypomniała sobie, że Geoffrey opowiadał jej o rycerzu imieniem Arthur, który był kiedyś zarządcą Ravenshold. To zapewne on, więc Lucien poprosił go, żeby zwrócił na nie uwagę.
– Ciekawa jestem, kim on jest – powiedziała Nell.
– Słuchaj herolda, to usłyszysz imiona rycerzy. Jego wywołano jako sir Arthura Ferrera.
Zagrały trąbki i na placu ponownie pojawili się rycerze. Hrabia Lucien zbliżył się ku trybunom z zamiarem pozdrowienia żony, królowej turnieju.
– Patrz Nell, to jest pan lenny Geoffreya.
– Weźmie wstążkę od hrabiny Isobel – powiedziała dziewczynka tonem pełnym przekonania.
Przytaknąwszy, Clare powiodła wzrokiem po ludziach zgromadzonych po drugiej stronie placu turniejowego. Czy jest wśród nich Lucca? Nigdzie nie mogła wypatrzeć twarzy kupca. Powinna była wypytać go o handlarzy niewolnikami, ale była zbyt zaskoczona, by jasno myśleć.

