Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Wygrana z niespodzianką / Hiszpański temperament
Zajrzyj do książki

Wygrana z niespodzianką / Hiszpański temperament

ImprintHarlequin
Liczba stron320
ISBN978-83-291-2098-2
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329120982
Tytuł oryginalnyThe Christmas the Greek Claimed HerA Deal Before the Altar
TłumaczBarbara KosiackaKatarzyna Berger-Kuźniar
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-02-24
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Wygrana z niespodzianką" oraz "Hiszpański temperament", dwa nowe romanse Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE DUO.

Maren Hargeave wygrywa w pokera pałac. Nie podejrzewa, że Stavros Argos rozmyślnie się go pozbył. Wraz z pałacem scedował bowiem na Maren pewne zobowiązanie. Zgodnie z nim właścicielka pałacu musi poślubić Acastusa Diakosa. Po pierwszym szoku Maren dostrzega jednak plusy tej sytuacji, ponieważ przystojny i bogaty Acastus bardzo jej się podoba. Chciałaby jeszcze tylko, żeby ją pokochał…

Georgina Henshaw proponuje małżeństwo hiszpańskiemu biznesmenowi Santosowi Ramirezowi. To ma być układ, dzięki któremu Ramirez odziedziczy rodzinną firmę. Kiedy sprawy nie układają się po ich myśli, oboje obwiniają się nawzajem o oszustwo, lecz rozwód nie jest już prostym rozwiązaniem, bo zdążyli się w sobie zakochać…

Fragment książki

– I żyła długo i szczęśliwie.

Maren uśmiechała się szeroko, wchodząc po schodach do wspaniałego pałacu, który teraz nazywała swoim domem. Był naprawdę niesamowity. Każde pomieszczenie dopasowano dokładnie do jej upodobań. W drodze do sypialni zajrzała dosłownie za każde mijane drzwi. W końcu otworzyła te właściwe.

Od progu uderzyły ją dwie rzeczy. Po pierwsze, łoże w jej sypialni było nie tylko olbrzymie i różowe, ale przede wszystkim był to dokładnie ten mebel, który poleciła tu umieścić. Łóżko jej marzeń.

Łóżko księżniczki.

Do kompletu z pałacem.

Po drugie, zauważyła, że na łóżku czekał na nią mężczyzna.

O ile mogła to określić, gdy znajdował się w pozycji leżącej, wydawał się bardzo wysoki. Miał na sobie czarny garnitur, a jego włosy ułożono w jakąś diabelską fryzurę.

Spojrzenie czarnych oczu było zdecydowanie zbyt srogie.

Nie miała wątpliwości, że ten widok pozostanie z nią do końca jej dni.

Biła od niego jakaś przejmująca energia, której nie potrafiła nazwać.

Zamarła.

Wyglądał jak drapieżnik i cichy głos z tyłu jej głowy kazał jej uciekać.

A jednak inny, równie przekonujący szept mówił, że powinna zostać.

Trwała więc w bezruchu. Kiedy wsiadała dziś rano do helikoptera, wszystko zdawało się nabierać sensu.

A jednak teraz go nie widziała.

Nie do końca wiedziała, czego ma się spodziewać, ale z pewnością nie tego. Nikt jej na to nie przygotował.

– Witaj, księżniczko – powiedział, a niewidzialna groźba owinęła ją niczym sznur.

– Witaj…

Nagle zdała sobie sprawę z tego, w jakiej izolacji się znalazła. Już wcześniej czuła się odizolowana emocjonalnie, teraz jednak odcięcie było również fizyczne.

Co prawda w pałacu było mnóstwo służby i niby wiedziała, że jeśli zacznie krzyczeć, przybędą jej na ratunek, a jednak w tej chwili nie słyszała niczego poza biciem własnego serca.

Wokół pałacu nie było ani kawałka ziemi. W całości znajdował się na stromym zboczu Aeganu. Jego wyciągające się ku niebu złote iglice błyszczały w słońcu.

To był pałac z jej snów. Do złudzenia przypominał zamek, który w dzieciństwie dostała od matki, a także jej własny pałac pamięci, w którym przechowywała wszystkie swoje wspomnienia.

Jej pałac pamięci.

Jej siostra Jessie, również właścicielka fotograficznej pamięci, uważała jej pałac pamięci za udziwniony.

Maren jednak była zdania, że tworząc takie dzieło należało zaszaleć.

Jessie powiedziała jej kiedyś, że swoje wspomnienia przetrzymuje w szufladach na dokumenty. Maren uważała to za marnotrawienie wielkiego umysłu.

Zawsze marzyła o zamkach. Wierzyła i miała nadzieję, że jest stworzona do wielkiego życia. Lepszego. Szczególnie, kiedy matka jej śpiewała i nazywała ją księżniczką, czesząc jej długie rude włosy. Mówiła jej, że jest wyjątkowa.

Wszystko się zmieniło po jej odejściu.

Cóż, nadal wychowywano ją w warunkach uprzywilejowanych. Przynajmniej od strony finansowej.

Jej ojciec miał pieniądze. Był szefem mafii. One miały dach nad głową i nie przymierały głodem, ale ich życie pod okiem Marcusa Hargreave’a, który był potworem, dalekie było od idealnego.

Ojciec już nie żył. Zginął zastrzelony przez policjantów podczas próby aresztowania.

Tak było lepiej.

Jessie wyszła za mąż i spodziewała się dziecka. Córeczki, która będzie siostrzenicą Maren. Cieszyła ją wizja takiej przyszłości. Zabiłby ją stres, gdyby musiała obawiać się o bezpieczeństwo maleństwa.

Tak, całe szczęście, że jej ojciec nie mógł już nikogo skrzywdzić.

Był naprawdę straszny. Wykorzystywał swoje córki do prowadzenia kryminalnego imperium. Obie zapamiętywały dosłownie wszystko, były więc dla niego idealnym narzędziem. Jessie była niezrównana w zapamiętywaniu liczb i faktów.

Maren specjalizowała się w uczuciach. Rozpoznawała to, co ludzie czuli, nawet jeśli bardzo się starali tego nie okazywać. Gdyby miała znaleźć dla siebie etykietę, nazwałaby się empatką.

Ludzkie uczucia zdawały się do niej przemawiać.

W tej chwili, niczym aksamitna fala, docierały do niej uczucia mężczyzny leżącego na łóżku. Mroczne. Triumfujące.

Sensualne.

To było oszałamiające, ale właściwie, jakie miałoby być?

Nie bała się go. Był niebezpiecznym człowiekiem, a raczej mógł się takim stać. Dosłownie czuła kłębiące się w nim skomplikowane uczucia. Nie był jednak okrutny. Okrucieństwo wyczuwała niczym ocet na koniuszku swojego języka za każdym razem, kiedy przebywała w pobliżu swojego ojca i jego współpracowników.

Znała okrutników. Ten mężczyzna do nich nie należał.

Ufała swojej umiejętności czytania ludzi wystarczająco, by czuć się bezpiecznie.

Wstał. Miała rację. Był bardzo wysoki. Miał szerokie ramiona i był mocno umięśniony. Poruszał się płynnie niczym pantera. To spostrzeżenie tylko wzmocniło jej odczucia. Chęć ucieczki wzrosła równie mocno, co chęć pozostania.

– Mam nadzieję, że wszystko w pałacu spełnia twoje oczekiwania.

– Do tej pory tak, ale…

– Świetnie. Oprowadzono cię już po włościach?

– Cóż…

Właściwie tak. Zachwycił ją widok z helikoptera i nie mogła się doczekać, kiedy zwiedzi całość. Sam pałac zbudowano z kwarcu, dlatego tak jasno świecił w słońcu. Wieże pokryto złotem. Ciekawa była, czy prawdziwym, czystym złotem.

Okna wyglądały, jakby zrobiono je z cukierków. Wspaniałych i kolorowych.

Prawdopodobnie była to najpiękniejsza rzecz, jaką w życiu widziała, a zdjęcia nie oddawały jej uroku.

A radość, którą odczuwała na myśl, że ona i Jessie, dzięki wygranej w pokera, dały radę uciec przed dziedzictwem ich ojca i zbudowały sobie przyszłość, była oszałamiająca.

I nawet jeśli Maren czuła się ciut gorsza w obliczu faktu, że Jessie założyła rodzinę, podczas gdy ona wciąż żyła w izolacji, nie dawała tego po sobie poznać. Na obie wpłynęła utrata matki. Ich drogiej, oddalonej matki, jak czasem ją nazywały.

Tyle że ona nie była martwa, a właśnie oddalona.

Tak długo ona i Jessica były same przeciw całemu światu. A teraz Jessie towarzyszył Ewan i ich dziecko w drodze.

A ona czuła się niczym samotny pałac na środku oceanu.

Sama. Odizolowana.

A jednak błyszcząca.

Niczym księżniczka.

Zanim otrzymała swoją pokerową wygraną, minęły miesiące. Ale czas okazał się idealny. Jessie i Ewan nie potrzebowali teraz samotnej osoby wałęsającej się w pobliżu.

A ona była gotowa odebrać to, co jej się należało.

Wygrała nie tylko sam pałac, ale również pozycję na tronie. Teraz była księżniczką.

Księżniczka Maren.

Zawsze wiedziała, że bycie księżniczką było jej przeznaczone.

– Oczywiście, że jesteś księżniczką, Maren. – Silne wspomnienie słów matki, jej uśmiechu, dodało jej otuchy. – Najpiękniejszą księżniczką na świecie. A księżniczka zasługuje na klejnoty.

Matka uwielbiała, kiedy Maren przymierzała jej biżuterię i stroje.

Jej matka była najpiękniejszą kobietą na świecie. Tyle że na męża zamiast mężczyzny wybrała sobie ogra. Dlatego musiała odejść.

Maren rozumiała. Chyba.

Co nie oznaczało jednak, że za nią nie tęskniła. Każdego dnia.

Z trudem powróciła myślami do chwili obecnej.

Fakt, że pamiętała czas spędzony z matką tak wyraźnie, był zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Czasami, kiedy siadała samotnie i przenosiła się do pałacu myśli, czuła się, jak w odwiedzinach u matki. Oczywiście nic nowego nie mogło się zdarzyć. Ale miło było pamiętać. A kiedy śniła, w jej snach pojawiał się jej własny pałac.

I dziecko, z którym mogłaby go dzielić.

Nie mogła odzyskać matki, ale mogła założyć własną rodzinę. Podzielić się drzemiącą w niej miłością. Mogła być najlepszą matką na świecie.

Jessie zaszła w ciążę, choć nawet nie wiedziała, czy chce być matką. To bolało.

Ona pragnęła dziecka od dawna.

Jej siostra wyjechała i niespodziewanie zaszła w ciążę, co okazało się dla niej prawdziwym dramatem. To było w porządku. Jessie różniła się od Maren. A jednak Maren nadal czuła się urażona.

Choć była coraz bliżej wymarzonego życia. Życia, którego potrzebowała.

Jasne, zawdzięczała je hazardowi, któremu ze względów filozoficznych się sprzeciwiała. A jednak miała ku niemu wyjątkowe predyspozycje. Musiała więc pogodzić się z myślą, że dzięki dostępnym sobie zasobom, zapewniły sobie z siostrą przyszłość. Poza tym fakt, że mężczyźni, którzy zasiedli do pokerowego stołu, byli głupcami, nie był jej winą.

A ten stary człowiek, od którego wygrała pałac, z pewnością był największym z głupców.

Przechwalał się, że gdyby go przegrał, a był pewien, że tego nie zrobi, przynajmniej zatrzyma szaleńca przed…

Dopadło ją dziwne, zimne uczucie.

– Kim…? Kim jesteś?

A jednak już znała odpowiedź.

Miała wrażenie, że to był właśnie ten szaleniec.

– Nazywam się Acastus Diakos. I jestem twoim mężem.

Była zjawiskowa.

Nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Nie, żeby uroda księżniczki z Pałacu na Skale miała jakieś znaczenie. Nawet gdyby wyglądała jak troll, byłby zobowiązany spłodzić z nią dziedzica. Wtedy warunki wynikające z umowy zawartej przez jego rodzinę zostaną spełnione.

Czekali całe jego życie, aż rodzina Argosa spłaci swój dług. A potem Stavros Argos przegrał Pałac na Skale, wraz z nim przekazując dalej swoje zobowiązanie.

Niemniej jednak jej uroda stanowiła przyjemną niespodziankę.

Patrzyła na niego z niedowierzaniem.

– Ja… To nie ma sensu…

– Nie mów, że nie przeczytałaś drobnego druku na umowie, którą podpisałaś?

– Na umowie, którą podpisałam, nie było żadnego drobnego druku!

– Powinni byli przekazać ci z nią aneks ze wszystkimi informacjami.

– Ale nie przekazali.

Nie miała o niczym pojęcia. Jednak z jego punktu widzenia jej wiedza nie miała najmniejszego znaczenia, warunki umowy i tak zostały spełnione.

Stavros tak bardzo nie chciał, żeby Acastus poślubił jego córkę, że wolał przegrać pałac, niż spełnić obietnicę. Niż patrzeć, jak krew ich rodzin się miesza. Szukał sposobu na wyplątanie się z przysięgi danej jego rodzinie, tym samym odmawiając rodzinie należnego jej szacunku.

Pracował w tym pałacu jako dziecko. Kiedy szorował podłogi Stavros kładł mu but na plecach, twierdząc, że rodzina Argosa musi ciężko zapracować na swoją pozycję.

Stavros uważał, że przegrywając pałac, odniósł zwycięstwo. W rzeczywistości jednak oddał klanowi Diakos przysługę. Ród Argosa zostanie wymazany z historii, za to rodzina Diakos będzie trwać.

Pałac z legend i opowieści w końcu będzie należał do jego rodziny. Zostaną królami, a ich dzieci już na zawsze posiądą tytuł szlachecki i nigdy więcej nie będą czyścić żadnych podłóg. Już nigdy więcej nie będą się upokarzać przed mężczyzną, który pochodził z długiego rodu ludzi niedotrzymujących słowa.

Acastus przysiągł doprowadzić to do skutku.

I słowa dotrzymał.

– Zostaliśmy poślubieni. Przejmując tron, przyjęłaś mnie jako swojego małżonka.

– Ale ja nie składałam żadnych przysiąg. Myślałam, że przejęcie tronu oznacza dla mnie zostanie księżniczką, nic więcej.

– Przysięga jest częścią umowy.

– To nie może być zgodne z prawem.

– Jak wiesz, ten pałac to teren suwerenny. W związku z tym umowa jest nie tylko legalna, ale również obowiązująca.

– Czyli jeżeli zejdę z tej skały, nasze małżeństwo będzie nieważne?

– Tak.

Zaczęła niespokojnie rozglądać się po pomieszczeniu.

– O co chodzi?

– Szukam ukrytej kamery.

– Niestety żadnej nie znajdziesz. Rodzina Diakos miała obiecane miejsce w linii królewskiej od pokoleń. Służyliśmy w Pałacu na Skale ponad pięćset lat. Podczas Wielkiej Bitwy jeden z Argosów ocalił Diakosa, który przyrzekł w zamian wieczną służbę pałacowi. Umowa była obustronna, a naszej rodzinie gwarantowała po latach miejsce w rodzie królewskim. Nadszedł czas spełnienia warunków.

– To brzmi raczej niewiarygodnie.

– Przyrzekam ci, że wszystko jest zgodne z tutejszym prawem. Na dowód mam umowę, z każdym pokoleniem podpisywaną krwią członków klanu.

Zmarszczyła nos.

– Nie mogli używać atramentu?

Ta dziewczyna się go nie bała. W sumie, skoro mieli razem spłodzić potomstwo, to nawet dobrze. Ale Acastus nigdy nie był taki…

Ludzki.

Był bezwzględnym biznesmenem, o ogromnym sprycie i inteligencji, ale pozbawionym cienia skromności. Posiadał wpływy i pieniądze, skromność ani interesująca osobowość nie były mu potrzebne. Kobiety i tak uznawały go za pociągającego.

Przyglądał się wyrazowi twarzy Maren.

Zaskoczył ją wiadomością o ślubie. Zaryzykował. Ale ona w końcu też była hazardzistką.

– Co to wszystko znaczy? Czy służba wie, że tu jesteś?

– Oczywiście. Gospodyni została zaznajomiona z warunkami umowy.

– A ja nie.

– Przykro mi. Wolałbym, żebyś była przygotowana.

– Brzmisz, jakbym w jakiś sposób zaniedbała swoje obowiązki, o których nikt mnie nie poinformował. To wszystko nie ma sensu. Wygrałam pałac od jakiegoś starego Greka.

– Doskonale wiem, od kogo go wygrałaś. Stavros Argos nie chciał oddać mi ręki swojej córki tak bardzo, że wolał oddać dziedzictwo swojego rodu. Liczył, że uda mu się mnie przechytrzyć. Nie docenił mnie jednak. Myślał, że zależy mi na jego córce, na jego rodzinie. Dla mnie jednak liczy się tytuł, który nam się należy.

– Jesteś miły i wysoki. Dlaczego tak bardzo nie chciał, żebyś poślubił jego córkę? Zakładam, że jego sprzeciw nie miał nic wspólnego z jej wolą. Nie wyglądał na mężczyznę, który by się tym przejmował.

– Nie. Chciał zrobić na złość mnie. Myślał, że ja pragnę ją poślubić.

– Ale ona tobie też jest obojętna, prawda? Przynajmniej się ciebie pozbyła.

Zaśmiał się. Rzadko coś go bawiło.

– Zdecydowanie.

– I tak oto stałeś się moim problemem.

– Na to wychodzi.

Wyglądała na zaniepokojoną. Byłoby mu nawet jej szkoda, gdyby w ogóle posiadał tego typu uczucia.

Ale był zimny jak lód. Takim uczyniło go życie w pałacu. Gdyby nie sięgnął teraz po swoje, kolejne pokolenia jego klanu cierpiałyby dalej, a los jego i jego matki nic by nie znaczyły.

– Więc oddał pałac mi, zupełnie obcej osobie, żeby się ciebie pozbyć.

– Tak. Jest głupcem. Nie przemyślał tego.

– Cóż. Przegrał. Z mojego doświadczenia wynika, że mężczyźni, szczególnie w pewnym wieku, nie zakładają, że mogę ich ograć. I zawsze się mylą.

– Czy tego chciał, czy nie, przegrał. Stracił dziedzictwo swojej córki, choć Elena Argos nie za bardzo lubi to miejsce. Nie wydaje mi się, żeby miała ochotę porzucić swoje luksusowe życie za granicą i osiąść tu na stałe.

– Szczerze mówiąc, podejrzewam, że gdybym żyła w luksusie w Paryżu, też nie chciałabym tu wracać.

– Cóż za głupiec. A teraz tytuł nabyty na mocy małżeństwa należy do mnie i odziedziczą go moje dzieci.

Wzruszyła ramionami.

– To brzmi dość archaicznie. Mój tytuł właściwie nic nie znaczy.

– To się go zrzeknij.

– W żadnym wypadku! Należy do mnie.

Była zupełnie jak on. Pragnęła tego tytułu.

Na to właśnie liczył. Było mu to potrzebne.

– To tak nie działa. Małżeństwo zawarte pomiędzy nami podczas podpisywania umowy nie może być unieważnione. No i musimy spłodzić potomka.

Zarumieniła się niewinnie.

– Nawet cię nie znam – odpowiedziała.

– Poznasz mnie już wkrótce.

Nagle zrobiła coś, czego zupełnie się nie spodziewał. Wyrzuciła ręce ku górze i, tupiąc nogami, krzyknęła:

– To jest niemożliwe! Jakim cudem jako księżniczka mam mniej do powiedzenia w kwestii swojego losu niż miałam wcześniej?

– Uroki bycia członkiem rodziny królewskiej, tak sądzę. – Mówił monotonnym głosem, pragnąc ją zirytować.

– Nie podoba mi się to! – Tupnęła jeszcze raz dla lepszego efektu.

Nagle przypomniała mu się książka z dzieciństwa O motylu, który tupał. Maren była do niego łudząco podobna: słodka i delikatna z jednej strony, ale surowa i nieustępliwa z drugiej.

Była bardzo emocjonalna. Świat nie będzie dla niej łaskawy. Chyba że zostanie tu, pławiąc się w luksusie robienia tego, na co ma ochotę. Nie miał co do niej wielkich wymagań.

Nagle spojrzała na niego.

– To twoja sprawka.

– Nie rozumiem, o co ci chodzi.

– To ty zadbałeś o to, żebym nie dostała aneksu do umowy i nieświadoma niczego ją podpisała.

– Tak sądzisz? – Próbował zabrzmieć niewinnie.

– Acastusie Diakosie, nie próbuj mnie oszukać, bo tylko się wygłupisz. Sama jestem mistrzem manipulacji. A ty zdajesz się dopiero raczkować w tej dziedzinie.

– A jednak zostałaś moją żoną.

– Nie była to jednak elegancka zagrywka.

– Nie mam nic przeciwko, pod warunkiem, że wygrywam.

– Jesteś strasznie irytujący! – krzyknęła.

– A mimo to nadal tu jesteś.

– Cóż, to mój pałac.

– Wspaniale. Jesteś więc moją żoną.

Wyglądała tak delikatnie. Miała na sobie bladoróżową suknię, a rude włosy opadały jej na twarz. Niewielki nos ozdabiały piegi, a jej zielone oczy były lekko skośne. I miała niezwykle ponętne usta. Górna warga była pełniejsza od dolnej.

Właśnie do niego dotarło, że już od dawna nie był z żadną kobietą. Nagle odczuł ciężar każdej nocy spędzonej w celibacie. Zbyt mocno poświęcił się swojej pracy.

Fragment książki

 

Gdy Georgina przekraczała próg luksusowego biura, doskonale wiedziała, że jest bacznie obserwowana. Przez człowieka, który siał postrach wśród kobiet i biznesmenów.

– O! Pani Henshaw! – W jego głębokim, stanowczym głosie pobrzmiewał delikatny obcy akcent. – Chyba nawet nie muszę pytać, dlaczego pani przyszła.

Mężczyzna siedział rozparty przy wielkim biurku. Zachowywał się, jakby już zdecydował, że nie dopuści jej do słowa.

– Z pewnością, panie Ramirez, nic pan nie musi. – Starała się mówić jak osoba stateczna i pewna siebie. – Przecież to pan jest przyczyną całego zamieszania.

– Czyżby? – Santos Lopez Ramirez przewiercał ją wzrokiem. Prawie straciła odwagę. Prawie!

Patrzyła na jego twarz, szukając jakichkolwiek oznak ludzkich uczuć. Niczego jednak nie znalazła. Przypominał idealny posąg, którego rysy łagodziła nieco piękna opalenizna.

– Oczywiście, że tak! To pan blokuje plany Emmy i Carla.

– I co pani zamierza z tym zrobić?

Jego spojrzenie budziło respekt u każdego, ale postanowiła zachowywać się zgodnie z tym, co myśleli o niej ludzie: jak zimna, wyrachowana manipulantka, która dostaje dokładnie to, czego chce, i odrzuca resztę.

– Wszystko, czego tylko będzie wymagała sytuacja, panie Ramirez.

– Bardzo śmiałe stwierdzenie.

Śmiałe, głupie… Nieważne, jak to określił. Pomyślała o młodszej siostrze Emmie i o jej marzeniach o ślubie jak z bajki. Sama dawno już zarzuciła marzycielskie dywagacje na temat miłości. Jedyne, co się liczyło, to szczęście Emmy.

– Bo jestem śmiałą kobietą, panie Ramirez.

Wstał z uśmiechem i zbliżył się do niej. Starała się zapanować nad nerwami.

– Podziwiam takie cechy u kobiet.

Stał przed nią, okazały i nieugięty. Pomimo rozmiarów biura, jednej całej ściany przeszklonej oknami i bardzo niewielu mebli, zdawał się dominować nad pomieszczeniem. Przytłaczał ją. Instynktownie nie poruszała się, jakby onieśmielona.

– Pański podziw nie jest powodem mojej wizyty.

– Droga pani, nie mam czasu na potyczki słowne.

– Mam do zaproponowania układ.

Musiała zrobić wszystko, by od razu jej nie wyrzucił. Wystarczająco trudno było przedrzeć się przez jego sekretariat. Nie mogła zmarnować takiej okazji.

– Układ?

– Wiem, co mówię, i powtarzam, że zrobię wszystko, czego tylko będzie wymagała sytuacja – oświadczyła stanowczo, modląc się w duchu, by się nie domyślił, jak bardzo jest zdesperowana i roztrzęsiona.

Santos usiłował zrozumieć determinację tej atrakcyjnej kobiety. Wyglądała na tak arogancko pewną siebie, że mogłaby chyba bez żadnych zahamowań zacząć tańczyć paso doble na środku jego biura. Ożywił się na myśl o tym, jak by to wyglądało.

– A dlaczego właściwie miałaby pani tak postępować? – zapytał, wracając za biurko, skąd mierzył ją badawczym wzrokiem.

Grafitowy profesjonalny kostiumik nie potrafił ukryć jej doskonałej figury. Pod spodem mignęło ramiączko od koronkowego, prześwitującego body, jednak najbardziej zdumiewały markowe pantofle na olbrzymich obcasach w tygrysie cętki, które mówiły wiele o ich właścicielce oraz eksponowały długie, fantastycznie zgrabne nogi.

Ramirez był urzeczony, a osobowość kobiety widoczna w jej zachowaniu zdawała się dodatkowo go intrygować.

– Bo Emma jest moją siostrą i pragnę dla niej szczęścia.

Wstał ponownie zza biurka i podszedł do okna wypełniającego całą ścianę pomieszczenia. Popatrzył smętnie na ulice Londynu tonące w pięknym, jesiennym słońcu i zamyślił się nad wszystkim, czego się właśnie dowiedział o siostrze cichej i skromnej Emmy, z którą spotykał się obecnie jego brat przyrodni Carlo. Niewątpliwie nie była anonimowa. Owdowiała w wieku dwudziestu trzech lat, wchodząc w posiadanie dość znacznej fortuny, i zaczęła żyć jak bywalczyni salonów, z reguły otoczona wianuszkiem mężczyzn. Interesowna kobieta, jeśli wierzyć okolicznościom jej krótkiego małżeństwa.

– Jak daleko jest pani gotowa się posunąć w imię siostrzanej miłości?

Wiedział, że trafił w czuły punkt. Ogarniało go pożądanie na myśl o tym, jak wzdychałaby w jego ramionach. Opanował się jednak, bo nie był to dobry moment na romans, zwłaszcza z małą skandalistką. Musiał się zająć firmą, co wywoływało kontrowersje pomiędzy nim a bratem. Potrzebował szybkiego rozwiązania, bo każdego dnia nieubłaganie uciekał czas.

– Jak już dwukrotnie dziś powiedziałam: zrobię wszystko, czego tylko będzie wymagała sytuacja.

Ponieważ w jej głosie usłyszał podejrzaną, seksowną chrypkę, pozostał dla pewności odwrócony tyłem. Po dłuższej chwili oderwał wzrok od londyńskich ulic i podszedł do niej, niepostrzeżenie napawając się delikatnymi, bardzo kobiecymi, kwiatowymi perfumami. Kobieta o takiej reputacji powinna używać bardziej agresywnego zapachu.

– A więc nie jest pani przeciwna ich planom małżeńskim? To znaczy, pańskiej siostry i mojego brata?

Stała wyprostowana jak żołnierz na paradzie, w absolutnym bezruchu. Jego zachwyt rósł z minuty na minutę. Patrzył na rude pasemka w jej ciemnych, bujnych włosach i wyobrażał je sobie rozrzucone na jedwabnej poduszce w trakcie miłosnego aktu.

– Czemuż nie mieliby się pobrać?

Dopiero dźwięk słów sprowadził go na ziemię.

– Są bardzo młodzi – powiedział cicho i odsunął się od niej, bo zbyt go rozpraszała. – Za młodzi.

– Są zakochani.

Te słowa prawie go storpedowały. Spojrzał na nią i zastanowił się, czy jest aż tak obojętna i opanowana, jak chce, by ją postrzegano. Piękna twarz, pełne usta, wyraziste brwi. Czy wymyślił sobie, że widzi tam odrobinę namiętności, bo sam się rozmarzył? Chyba tak. Gdy stała tak przed nim nieruchomo, wyglądała jak wyrzeźbiona w kamieniu, z kawałkiem lodu zamiast serca. Prawdziwe wyzwanie…

– A pani wierzy w miłość?

Przez całe dzieciństwo poznawał kolejne „narzeczone” ojca. Jako nastolatek obserwował z boku, jak ojciec uległ czarowi dużo młodszej kobiety. Kochali się, a potem obdarzyli wielkim uczuciem Carla, ich syna, a jego małego braciszka. Niestety, jego samego nie nauczyło to miłości ani nie dało szczęścia.

– Podobnie jak pan – odpowiedziała z ironią, patrząc mu śmiało w twarz.

– Jest pani spostrzegawcza. Stanowimy więc pokrewne dusze, które potrafią się cieszyć towarzystwem płci przeciwnej bez zbędnego bagażu zobowiązań emocjonalnych.

Takie zazwyczaj było jego stanowisko, choć ostatnio czuł, że nie jest ono w pełni satysfakcjonujące. Jednakże wizja bycia opętanym przez kobietę do takiego stopnia, że można odepchnąć i zaniedbać własne dziecko, jawiła się jeszcze gorzej.

– Jeśli tak postawić sprawę, to owszem.

Georgina wiedziała doskonale, do czego Ramirez nawiązuje, i kuliła się wewnętrznie na myśl, że chciałby się grzebać w przeszłości lub użyć jej jako argumentu przeciw małżeństwu ich rodzeństwa. Po prostu mu na to nie pozwoli! Zwłaszcza że zna prawdziwy powód jego obaw. Przez moment obawiała się, czy nie zdradzi się jednak ze swoimi nerwami.

– Czego więc dokładnie pani chce? – zapytał.

Jego ton był wręcz znudzony. Znów patrzył beznamiętnie za okno. Nie prezentował się jak typowy biznesmen, bardziej jak zwierzę uwięzione w klatce.

– Mam dla pana ofertę handlową.

Na to zareagował natychmiast. Odwrócił się ożywiony. Po cichu triumfowała. Przemówiła do niego właściwym językiem!

– Ofertę? Pani?

Wrócił za biurko i gestem wskazał jej puste krzesło. Nie mogła nie zwrócić uwagi, jak bardzo był przystojny. Co wcale nie ułatwiało zadania. Czyż nie przysięgła sobie dawno temu, że nie potrzebuje związków ani kłopotów?

– Dziękuję, wolę postać. – Nie da się zastraszyć. Pozostanie zimna i zdystansowana, profesjonalna i skuteczna. – Chcę, żeby moja siostrzyczka była szczęśliwa, a Carlo… czyni ją szczęśliwą. – Mówiła głosem wypranym z wszelkich emocji, mając nadzieję, że Ramirez czerpie wiedzę o niej tylko z prasy brukowej i wierzy we wszystko, co tam piszą. – A zatem, wedle mojego zrozumienia sytuacji, jest tylko jedno rozwiązanie. Wiem o warunku zawartym w testamencie waszego ojca.

– Jest pani istotnie świetnie poinformowana, ale nie rozumiem, dlaczego miałoby to pani dotyczyć.

Nie dała się zbić z tropu.

– Wiem także, że po śmierci ojca sam rozwinął pan waszą firmę do rozmiaru międzynarodowego koncernu. W momencie, gdy któryś z was braci się ożeni, firma, w takiej postaci, w jakiej w tym momencie będzie, przejdzie na wyłączność tylko tego z was.

– Szóstka za badanie rynku!

Historię znała od Emmy, która dowiedziawszy się o niej, przepłakała wiele nocy z powodu niemożności spełnienia marzenia o szczęśliwym zamążpójściu. Wszystko z powodu pazerności starszego brata.

– Wiadomo mi również, że Carlo nie podziela pańskiego apetytu na sukces. Nie interesuje go międzynarodowy biznes. Chce żyć normalnie u boku mojej siostry, jako jej małżonek.

– Normalnie?!

Wiedziała, że ją zwodził, starał się unikać sedna sprawy. Nic dziwnego. Zachowywałaby się tak samo, gdyby ktoś grzebał w jej prywatnym życiu. Ale póki co musi kontynuować, zanim zwątpi w swój plan. Robi to dla Emmy, jak i pierwszym razem, pięć lat temu.

– Normalne życie nie skupia się na robieniu interesów, ale polega na stworzeniu udanego domu rodzinnego.

– Czego przykładem mogłaby być wasza rodzina!

Zaszokował ją.

– Pan również nie próżnował i odrobił lekcje. Jednak nie widzę związku pomiędzy małżeństwem naszych rodziców a ślubem Emmy i Carla.

– Nie jest moim marzeniem, by nazwisko mojej rodziny łączono z kobietą, której matka jest alkoholiczką, a o ojcu słuch zaginął.

– Ach, więc w ogóle panu nie chodzi o kontrolę nad firmą, którą może pan stracić przez małżeństwo Carla?

– To oni tu panią przysłali w charakterze swego adwokata?

Ramirez i Georgina mierzyli się na pozór obojętnym wzrokiem. Oboje wiedzieli już, że to poza kryjąca prawdziwe emocje.

– Wprost przeciwnie, panie Ramirez, nie mają pojęcia, gdzie jestem, i chciałabym, żeby tak zostało. Widzę tylko jeden sposób na zapewnienie im szczęścia i… – celowo zawiesiła głos – usatysfakcjonowanie pańskiej żądzy władzy.

– A mianowicie?

– Pan musi się ożenić pierwszy, dziedzicząc w ten sposób biznes i dając im wolną drogę do szczęścia.

Patrzył na nią wyprany z jakichkolwiek emocji. Tak jakby nie istniały. Nie miał serca?

– Skoro przemyślała już pani wszystko, proszę zasugerować, z kim niby miałbym się ożenić? – zapytał powoli, jakby z nadzieją, że w ten sposób udaremni jej misterny plan.

Wzięła głęboki oddech i spojrzała mu prosto w oczy nieruchomym wzrokiem. Był jak prawdziwy drapieżnik, potrafił wyczuć każdą oznakę słabości.

– Ze mną – powiedziała.

I teraz dopiero miała ochotę uciec stamtąd jak przerażone zwierzę.

Zapanowała trudna do zniesienia cisza. Twarz Ramireza pozostała całkowicie nieprzenikniona.

W głębi duszy Santos Ramirez przeżył szok, słysząc nieoczekiwaną propozycję. Nie powinien się jednak dziwić, znając reputację tej kobiety. Pierwsze małżeństwo uczyniło z niej osobę bardzo zamożną, a wedle pogłosek nie opierało się na miłości.

– A dlaczego miałbym chcieć się ożenić? A w dodatku dlaczego akurat z panią? – Jego głos zabrzmiał groźnie, po raz pierwszy słychać też było wyraźny obcy akcent.

Gdy przez ułamek sekundy dostrzegł na jej twarzy cień bólu, którego nie zdążyła ukryć, pożałował swoich słów. Zawarcia związku małżeńskiego pragnął w życiu uniknąć za wszelką cenę, jego prawnicy pracowali nad obejściem zapisu w testamencie, lecz musiał brać pod uwagę i tak drastyczne rozwiązanie. Jeśli chciał zachować rozbudowaną przez siebie firmę i ocalić pięć lat wyrzeczeń i ciężkiej pracy od momentu, gdy ojciec po raz pierwszy zachorował na dłużej, należało się liczyć z koniecznością ożenku.

Czy ta kobieta, która sama ochoczo wkroczyła do jaskini lwa z niedwuznaczną ofertą, nie byłaby idealną wybranką? Choć z drugiej strony kosztowną, bo trzeba by jakoś zatuszować jej przeszłość.

– To nie byłoby małżeństwo w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

Przyjrzał jej się uważniej.

– To znaczy?

– Małżeństwo z miłości, oczywiście, takie, jak ma połączyć Emmę i Carla. Zobowiązanie na całe życie.

Popatrzył na nią podejrzliwie. Szukał oznak jakichś uczuć.

– Bo pani nie szuka miłości?

– Zupełnie nie, panie Ramirez. Szukam szczęścia dla siostry i zrobię w tym celu wszystko. Gdy oni się szczęśliwie pobiorą, my anulujemy nasze małżeństwo i każde z nas pójdzie dalej swoją drogą.

Santos po raz pierwszy zastanowił się spokojnie nad wszystkim, co usłyszał. Co by go właściwie kosztowało skorzystać z okazji? Przecież nie jest powiedziane, że jego prawnicy znajdą prawne obejście problemu.

– Czego dokładnie chciałaby pani w rezultacie tego „układu”? – Jego umysł zaczął gorączkowo analizować sytuację. Z biznesowego punktu widzenia wszystko miało idealny sens. Interes rodzinny zostałby nareszcie zabezpieczony, a Carlo poczułby się wolny od ciężaru, którego nie chciał.

– Niczego ponad posiadanie odpisu aktu zawarcia związku małżeńskiego z naszymi nazwiskami pośrodku. Potem nie musimy już nigdy nawet na siebie spojrzeć, od razu wystąpimy o unieważnienie.

Nie wiedzieć czemu dopadły go wspomnienia. Zobaczył siebie jako krnąbrnego nastolatka, który nie opłakiwał odejścia matki, odczuł boleśnie ponowne małżeństwo ojca, nie zaakceptował miłej i kochającej macochy. W jego mniemaniu zmieniła i odebrała mu ojca siłą swej miłości.

– Aż trudno uwierzyć. Musi pani chcieć czegoś więcej. – Tego nauczyło go doświadczenie: każdy czegoś chciał, każdy miał swoją cenę.

– Nic ponad to, co powiedziałam.

Jej chłodna, obojętna wypowiedź brzmiała nader wiarygodnie.

Santos przypomniał sobie wszystkie warunki zawarte w testamencie i w myślach zazgrzytał zębami. Nigdy nie zapomni dnia, w którym dotarło do niego, co uczynił ojciec. Na szczęście siedząca przed nim atrakcyjna dama znała najwidoczniej tylko część smutnej prawdy o prawie do dziedziczenia firmy.

– Ale ja spodziewam się dużo więcej – rzucił. – Moja żona, jeśli istotnie zdecyduję się na małżeństwo, będzie żoną pod każdym względem.

Nie spodziewała się chyba, że układ zostanie zawarty tylko na jej warunkach? Poza tym miała do czynienia z bardzo temperamentnym mężczyzną. Musiała się liczyć z tym, że takie najście na jego biuro zrobi na nim wrażenie.

Do Georginy powoli docierała złożoność sytuacji.

– Tego nie zrobię – powiedziała cicho.

– A zatem pani pierwsze słowa po wejściu tutaj były kłamstwem.

Ulżyło mu. Nie mówiła do końca poważnie. Jednak jej pomysł – na jego zasadach – przypadł mu bardzo do gustu. Zapewniał bezpieczeństwo firmie i stabilizował wizerunek Ramireza w świecie biznesu, ukazując go jako człowieka solidnego i szczęśliwie żonatego, gdy tymczasem nie musiałby się w ogóle angażować emocjonalnie, a tego właśnie chciał uniknąć za wszelką cenę.

Kobieta milczała uparcie.

Wtedy powiedział:

– Ale to jest jedyny układ, na który się zgodzę.

Georgina skuliła się w sobie. Czy ten człowiek mówił poważnie? Prawdziwe małżeństwo? W którym żona towarzyszy mu w miejscach publicznych i dzieli z nim sypialnię?

– Nie znamy się nawet – wyszeptała pierwszą rzecz, jaka jej przyszła do głowy.

– Wprost przeciwnie, Georgino, myślę, że oboje wiemy wystarczająco dużo.

Wzdrygnęła się, słysząc swe imię w jego ustach. Nie był to jednak nieprzyjemny dreszcz. Serce waliło jej jak szalone, a wyobraźnia podsuwała nieprzyzwoite obrazy wspólnie spędzonej nocy. Taki człowiek z pewnością uznałby, że nie nadaje się na kochankę.

– Nikt nigdy by nie uwierzył, że to nie jest małżeństwo z rozsądku – chwytała się kolejnych wymówek.

– Owszem. Ale pewnie dlatego, że była już pani mężatką z czysto praktycznych względów.

Ta uwaga bardzo ją zabolała. Wyszła za Ryszarda Henshawa również dlatego, że łączyła ich szczera sympatia. Ryszard był pierwszym człowiekiem w jej życiu, który zaoferował spokój i bezpieczeństwo. Nienawidziła Ramireza za to, że wciąga go w tę historię.

– Nie – odcięła się. – Dlatego, że pan nie umawia się na randki z takimi jak ja.

– Dokładnie tak! – odpowiedział z uśmiechem. – Ludzie pomyślą, że zadurzyłem się w kobiecie, która w niczym nie przypomina moich byłych partnerek.

– I woli pan taką wersję, niż żeby uważali, że to układ?

– Nie zgodzę się nigdy na to, by ktokolwiek uznał, że jestem zdolny do zawarcia związku z rozsądku. Zwłaszcza Carlo!

Georgina nie mogła pojąć obrotu spraw. Nie wiadomo kiedy Santos przejął całkowitą kontrolę nad sytuacją.

– A jak to niby można osiągnąć?

Przecież Emma znając szczegóły jej pierwszego małżeństwa, także nie uwierzy, że starsza siostra nagle związała się z kimś naprawdę w nieprawdopodobnie krótkim czasie.

– Powiedziała pani, że nikt nie wie o tej wizycie. Czy to prawda?

– Nikt.

– Dobrze… – Wstał i zamyślił się. – Jestem jutro gospodarzem imprezy, na którą zostaniecie zaproszone obie z Emmą.

– W czym to ma pomóc?

Uśmiechnął się szerzej. Wyglądało, że zaczyna się nieźle bawić.

– Nie będziemy mogli oderwać od siebie wzroku, po chwili nie będziemy mogli przestać z sobą rozmawiać… Sytuacja stanie się widoczna i czytelna dla wszystkich gości. Potem spędzimy razem weekend, może trochę dłużej i szybko ogłosimy światu zaręczyny.

Gdy opowiadał, jego głos zmienił się w ciepły, seksowny szept. Miała przez moment wrażenie, że – gdyby naprawdę go pociągała – nie potrafiłaby mu się oprzeć.

– W porządku – odpowiedziała, boleśnie świadoma tego, że również mówi szeptem.

 

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel