Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Zamieszkaj w moim sercu
Zajrzyj do książki

Zamieszkaj w moim sercu

ImprintHarlequin
Liczba stron160
ISBN978-83-291-2332-7
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329123327
Tytuł oryginalnyA Virgin for the Desert King
TłumaczDorota Viwegier-Jóźwiak
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-05-26
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Zamieszkaj w moim sercu" nowy romans Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE.

Po zamachu stanu szejk Riyaz al Hadid został uwięziony na szesnaście lat. Gdy odzyskuje wolność, musi na nowo nauczyć się funkcjonować w świecie i przygotować do roli władcy. Ma mu w tym pomóc Brianna Whitman, piękna Amerykanka doskonale znająca pałacowe zwyczaje. Choć Riyaz wie, że wkrótce ma poślubić inną kobietę, oficjalnie wybraną mu na żonę, ujęty osobowością Brianny traci dla niej głowę…

Fragment książki

 

Szejk Riyaz al Hadid po raz pierwszy od szesnastu lat ujrzał słońce i kobietę opromienioną jego blaskiem. Jej włosy zdawały się płonąć żywym ogniem, jasna cera nabrała złocistego odcienia, usta przywodziły na myśl soczystą malinę, figura zaś charakteryzowała się lekkością i miękkością konturów.

Kobiety nie widział równie dawno jak słońca, a teraz miał przed oczami jedno i drugie.

– Oto Brianna Whitman, o której ci wspominałem.

Riyaz zwrócił się do swojego brata, Caira. Nie mógł nie zauważyć, że brat dotknął jej ramienia, jakby się dobrze znali. Obudziło to w Riyazie bestię, która wydała z siebie groźny pomruk.

Nie tylko w myślach, bo zarówno Cairo, jak i Brianna odwrócili głowy w jego stronę. Myśli, słowa, uczucia i dźwięki były dla Riyaza tym samym, toteż ich nie odróżniał. Ostatnie szesnaście lat spędził bowiem w lochu.

Tydzień temu Cairo i jego ludzie zajęli pałac i uwolnili go z rąk uzurpatorów, którzy pozbawili tronu ojca braci. Tydzień trwało, zanim Riyaz zaczął pojawiać się na górnych piętrach. Wolność była dla niego elastycznym pojęciem. W myślach zawsze czuł się wolny, ale teraz wolność odzyskało także jego ciało. Mógł pójść, dokąd chciał, ale wszystkie miejsca na razie go przerażały. Były zbyt duże, zbyt jasne i wypełnione dźwiękami, do których nie był przyzwyczajony.

Codziennie odwiedzał go Cairo na zmianę z lekarzami różnych specjalności, pojawił się nawet psychiatra. A teraz znowu ta kobieta. Kobieta, która, jak powiedział Cairo, odmówiła zejścia do lochu, by się z nim spotkać. Dlatego musiał pofatygować się do sali tronowej.

Dziwnie czuł się z tym, że ktoś mu mówił, co ma robić. Owszem, Riyaz był więźniem przez wiele lat, ale starał się o tym nie pamiętać. Loch był w tym czasie jego światem. Ale nawet tam nie wyobrażał sobie, by ktoś mu rozkazywał. Przynoszono mu jedzenie. Jeden ze strażników przynosił mu nawet książki. Każdą z nich Riyaz przeczytał po kilka razy, zanim zostały wymienione na nowe.

Zajmował się także ćwiczeniami. Wypełniało mu to czas i pozwalało utrzymać formę fizyczną. Mimo to czasami popadał w marazm i zastanawiał się, po co to wszystko robi. Nie miał przyszłości, którą mógłby zaplanować. Nie miał nic.

Nie był nawet pewny, czy Cairo przeżył atak na pałac.

Kiedy Cairo wrócił i uwolnił Riyaza, ten poprosił go o ułaskawienie strażnika, który przynosił książki.

Od chwili uwolnienia czas nabrał dla Riyaza nowego znaczenia. Miał teraz o wiele więcej zadań do wykonania. Ostatnie dziesięć lat przed uwięzieniem spędził z grafikiem w ręku. Uczył się języków, poznawał inne kultury, przygotowywał się do tego, że pewnego dnia zastąpi swego ojca i zostanie władcą Nazul. Umiejętności językowe rozwijał, czytając książki. Znał arabski, angielski i francuski. W więzieniu pozostało mu tylko utrwalanie tych informacji i przyswajanie nowych dzięki książkom. Trzymało go to przy życiu.

I tak dotrwał do punktu, w którym znajdował się teraz. Kontemplował urodę najpiękniejszej kobiety, jaką kiedykolwiek widział. Tego też mu brakowało w niewoli.

Apetyt to interesująca rzecz, doszedł do wniosku. Można było nauczyć się nad nim panować. Tak właśnie zrobił, żyjąc przez wiele lat w lochu. Podobnie wyglądała kwestia jedzenia. Od bogatych, wyrafinowanych i pięknie podanych potraw gładko przeszedł do mdłych i powtarzalnych więziennych racji, które wystarczały, by go utrzymać przy życiu. Nie można było tego nazwać urozmaiconą dietą.

Musiał się nauczyć ignorować swoje pragnienia. Zdarzały się dni, kiedy przez cały dzień myślał tylko o tym, by zjeść cheeseburgera. Dlaczego akurat coś tak banalnego, nie wiedział. Spróbował go kiedyś z ciekawości i smak ten został z nim jako wspomnienie czegoś lepszego niż więzienna papka.

Podobnie było z seksem. Został wtrącony do lochu jako nastolatek. W tym wieku hormony szaleją i trudno coś na to poradzić. Nie spał co prawda jeszcze z kobietą, ale często o tym myślał. Obiecano mu, że kiedyś poślubi dziewczynę, która często bywała w pałacu, choć wyobrażał sobie, że zanim się to stanie, będzie miał jeszcze kilka kochanek. Pomyślał o tej dziewczynie, gdy Cairo uwolnił go z lochu. To jej ojciec, Dominic Hart, był winien zdrady.

Już podczas pierwszej rozmowy z Cairem powiedział, że chce ożenić się z Ariel Hart. Byłaby godną rekompensatą za umowę, którą złamał jej ojciec. Nie chodziło o to, że jej pożądał. Pożądał wszystkiego, co mogło się kojarzyć z kobietą. Miękkiego, chętnego ciała o kuszących krągłościach. Takiego, jakie miała kobieta stojąca teraz przed nim.

Pamiętał noce, gdy nie mógł zasnąć, a żądza rozsadzała mu ciało, sprawiając ból. Buntował się wtedy przeciwko zaprzeczeniu, w którym żył i którego sam nie wybrał.

Potrafił uszanować ludzi, którzy wybrali życie zakonne. Walka z własnymi słabościami nie była niczym złym. On jednak nie miał wyboru, został zmuszony do wyrzeczeń.

Teraz mógł o nich nareszcie zapomnieć. Kobieta, która przed nim stała, była czystą pokusą, której nie zamierzał sobie odmawiać. Najchętniej od razu wyrzuciłby wszystkich z sali tronowej i zajął się tylko nią.

Był świadom swojej siły i energii, która przy braku finezji mogła stanowić zagrożenie. Wiedział, że karmi się furią i instynktem. Widział też, że jego brat dotykał tej kobiety. Może nawet byli kochankami. Brat, który przez te wszystkie lata, gdy on był uwięziony, cieszył się swobodą. Tego też mu zazdrościł.

Riyaz był szejkiem. Został wychowany, by egzekwować władzę. Został wychowany, by rozkazywać innym. Tymczasem spędził ostatnie szesnaście lat, słuchając rozkazów innych ludzi. Teraz odzyskał władzę. A jednak… to Cairo był tym, który miał wiedzę, umiejętności i środki, dzięki którym byłby lepszym władcą.

Riyaz dziwnie się czuł z tą świadomością.

– Brianna – powtórzył, smakując w ustach jej imię i niemal poczuł na języku nuty malinowo-cytrynowe.

Pierwszy raz od wielu lat miał okazję poznać nowych ludzi. W ciągu ostatniego tygodnia było ich całkiem sporo. Jednak ona wyróżniała się spośród wszystkich.

– Miło mi poznać – odezwała się. – Cairo opowiedział mi o tym, co spotkało Waszą Wysokość.

– Nie musi pani obchodzić się ze mną jak z jajkiem. Nie jestem delikatny pod żadnym względem. I mówmy sobie po imieniu, tak będzie łatwiej. – Kobieta spojrzała na niego, jakby zrobiło jej się go żal. Zagotował się z wściekłości. – Sprowadzono cię tu, żeby mnie… naprawić?

– Nie naprawić, pomóc. Zajmuję się etykietą, manierami, ale nie jestem terapeutką, choć miałam doświadczenia z zamknięciem się na świat i próbami przystosowania na nowo. Wielu ludzi potrzebuje pomocy w takiej sytuacji. Nie jest to aż tak niezwykłe.

– Jak nazywa się ten zawód?

– Nie ma chyba nazwy. Jestem kimś w rodzaju asystentki, ale też doradcy.

Nagle Riyaz zapragnął dowiedzieć się o niej wszystkiego, bo dlaczego właściwie nie?

– Ile masz lat?

– Dwadzieścia pięć.

– Gdzie mieszkasz?

– W Nowym Jorku.

– Apartament?

– Kamienica.

– Jakim cudem stać cię na to? – Nowy Jork to drogie miasto. Wywnioskował to z przeczytanych książek.

– Rzeczywiście jest drogo, ale… Cairo kupił mi dom.

Riyaz łypnął na brata.

– Kim ona jest dla ciebie? – spytał wprost.

– Jest kobietą, która będzie ci pomagać. To wszystko, co musisz wiedzieć.

– Chcę wiedzieć.

– Będę zajęty w najbliższych dniach. Brianna zajmie się tobą, gdy mnie nie będzie.

– Sprowadzisz tu Ariel Hart?

– Prawdę mówiąc, nie jestem pewien, czy to dobry krok.

– Zapłaci za to, co zrobił jej ojciec.

– Myślisz, że to… wyjdzie nam na dobre? – spytał Cairo tonem, który nie był neutralny i Riyaz to wyczuł.

– Nie ma to znaczenia w sytuacji, gdy siedzisz w lochu bez dostępu do słońca i powietrza, bez dostępu do innych ludzi. Myślisz wtedy tylko o tym, żeby przeżyć i zemścić się, gdy przyjdzie na to czas.

– Teraz jesteś już wolny, masz dostęp do słońca i ludzi. Poza tym mamy plan do wykonania. Dlatego sprowadziłem tu Briannę. Mamy mało czasu. Musisz jak najszybciej zasiąść na tronie. Naprawdę chciałbym ci dać tyle czasu, ile potrzebujesz na przystosowanie się na nowo do rzeczywistości, ale nawet jeśli początkowo nie będziesz mieć zbyt wielu zadań, musisz być gotowy.

To było dziwne. Brat poruszał się zupełnie innym tempem niż Riyaz. Nosił drogie garnitury, miał krótko przycięte włosy. Jego ruchy były szybkie i precyzyjne.

Riyaz często tkwił w bezruchu. Patrzył i obserwował. Potrafił być szybki, gdyby wymagała tego sytuacja, ale nie widział sensu w marnowaniu energii. Wszystko, co robił, miało jakiś cel. Dlatego nawet w niewoli nie zapominał o treningach. Dzięki temu jego mięśnie nadal były mocne, a ciało sprawne. Było to ze wszech miar rozsądne podejście. Riyaz nie miał wiele, więc musiał zarządzać mocno uszczuplonymi zasobami. Cairo natomiast podchodził do życia zupełnie inaczej. Żył luksusowo, nie stronił od ekscesów.

Czy Brianna była jednym z nich?

Mruknął znów pod nosem.

– Słucham? – spytał Cairo.

– Pomyślałem właśnie o czymś, co mi się nie spodobało.

– Nie wydawaj z siebie takich dźwięków.

– Dlaczego?

– Ludzie oczekują, że władca będzie się zachowywał z godnością.

Rozejrzał się wokół po ociekającej złotem sali tronowej. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po Briannie, którą mu przydzielono jako… przewodniczkę? Potem zerknął na brata, który zbierał się do odejścia.

– Dlaczego właściwie mam spełniać oczekiwania ludzi?

– Ponieważ jesteś szejkiem. To twój obowiązek.

Riyaz westchnął.

– Jaki masz plan? Niech wiem, czego się spodziewać.

– Za jakiś miesiąc pokażesz się publicznie. Pamiętaj, że nie tylko ty odzyskałeś wolność. Zanim cię pokażemy, wolałbym nie ujawniać, co się wydarzyło. Musimy zachować ostrożność. Nie możemy prowokować zamieszek.

– Mógłbym walczyć, gdyby nas zaatakowano.

– Wiem o tym – powiedział, Cairo, patrząc na brata. – Wolałbym jednak, by do tego nie doszło. Wrócę w przyszłym tygodniu. Potem wyjeżdżam do Europy po Ariel, zgodnie z twoim życzeniem.

– Dobrze.

– Moim pragnieniem jest tylko ci służyć.

Cairo skłonił się i wyszedł, zostawiając Riyaza samego z Brianną Whitman. Nareszcie mógł ją zapytać, o co chciał. Bez brata, który mu ciągle czegoś zakazywał.

– Czy Cairo jest twoim kochankiem?

Policzki Brianny zaróżowiły się.

– Nie rozumiem.

– Dotknął cię, jakbyście byli sobie bliscy.

– Cairo nie jest mi… bliski.

Zarumieniła się jeszcze mocniej i Riyaz wyczuł, że nie miałaby nic przeciwko temu.

– Chciałabyś, żeby był?

– Przyjaźnimy się, to wszystko.

– Ale masz kochanka?

Zacisnęła usta.

– To nie ma znaczenia. W tym wszystkim liczysz się tylko ty. – Zerknęła na zegarek. – Jest pora lunchu, może coś zjemy?

– Nie mogę jeść tego jedzenia, w każdym razie nie codziennie. Za dużo nowych smaków, aromatów, kolorów. Jak sobie poradzić z taką różnorodnością? – spytał, wykonując nieokreślony ruch ręką, jakby zabrakło mu właściwego sformułowania.

– To może inaczej. Co chciałbyś zjeść? Poproszę w kuchni, żeby właśnie to podali.

– Owsiankę. I chleb tostowy.

Pierwszego dnia, gdy został uwolniony, zjadł cheesburgera. Po nim zapragnął wrócić do tego, co znał. Musiał dawkować sobie nowe rzeczy. Najwyżej jedna dziennie. Inaczej gubił się w tym wszystkim.

– W takim razie to zjemy na lunch.

– A potem?

– Potem zaczniemy trening przygotowujący cię do nowych obowiązków.

Czekając na Riyaza w jadalni, Brianna próbowała uspokoić oddech. Nie była gotowa na kogoś takiego jak on. Pojawiła się tu na prośbę Caira. Zrobiłaby wszystko, o co ją poprosił. Co ciekawe, Riyaz od razu się tego domyślił.

Nie był jej kochankiem, ale przez lata wyobrażała sobie, że mógłby nim być. Tymczasem Cairo sypiał z wieloma kobietami, ale nigdy z nią. Z powodu nieodwzajemnionego uczucia, jakim darzyła Caira, do tej pory pozostała dziewicą.

Cairo ją uratował. Miała piętnaście lat, gdy pomógł jej wydostać się spod kurateli ojca działającego w organizacji przestępczej. Była praktycznie więźniem w domu rodzinnym. Złotowłosą zamkniętą w wieży. Potem ojciec postanowił sprzedać ją szefowi mafii, z którą walczył. Zostałaby ofiarą handlu ludźmi, gdyby nie Cairo, który kręcił się w pobliżu, planując powrót do pałacu w Nazul. Porwał ją z domu ojca pewnego wieczoru, kiedy na odbywającym się przyjęciu podsłuchał jego rozmowę. Ojciec chwalił się swoim kompanom, że sprzeda córkę i w ten sposób zyska sojusznika.

Cairo był niewiele starszy od niej, wysoki, przystojny. Pomyślała wtedy, że jest jej jedynym ratunkiem. Wiedziała, że ojciec planował wydać ją za mąż. Rozważała nawet ucieczkę, ale nie miała pomysłu, jak ją zorganizować i co ze sobą zrobić, kiedy już znajdzie się daleko od ojca.

Zabiorę cię stąd – obiecał i słowa dotrzymał.

Ryzyko, które na siebie wzięła, opłaciło się. Cairo pomógł jej stworzyć nową tożsamość i rozpoczęła inne życie. Posłał ją nawet do szkoły z internatem. Oczywiście, że się w nim zadurzyła, nie mogło być inaczej. W rzeczywistości jednak wiedziała, że to nie jest mężczyzna dla niej. Bez przerwy podróżował, kochanki zmieniał jak rękawiczki. Ona zaś była domatorką. Kochała dom, który jej kupił. Były tam tapety, tykający zegar na ścianie w kuchni i bluszcz w doniczkach. Zupełnie jak w jej ulubionym serialu familijnym, który dawniej oglądała.

Cairo nie wyglądał na kogoś, kto zachwycałby się roślinami doniczkowymi. Mimo to zauroczenie nie mijało, choć czuła, że nigdy nie będą razem.

Był przede wszystkim jej przyjacielem. Kupił jej dom, ułatwił rozkręcenie biznesu. To dzięki niemu miała klientów, bo zazwyczaj miał do czynienia z ludźmi, którzy z takiego lub innego powodu uciekli od dawnego życia. A ponieważ jej także udała się ta sztuka, uznała, że może pomagać innym w podobnej sytuacji życiowej.

Nigdy jednak nie sądziła, że będzie miała takiego klienta jak Riyaz.

Już gdy przekroczył próg sali tronowej, serce podskoczyło jej ze strachu. Z pewnością mógł budzić przerażenie. Wysoki, barczysty z wyraźnie zarysowanymi muskułami na ramionach. Kruczoczarne włosy opadały na ramiona, czujne oczy przewiercały ją na wylot. Nos miał prosty, usta wyrażały dezaprobatę. Policzki pokryte były krótkim, starannie przyciętym zarostem, pod którym można było dostrzec kanciasty kształt szczęki.

Na swój sposób był podobny do brata, choć ten był szczuplejszy. Riyaz wyglądał przy nim jak wojownik z dawnych czasów. Brakowało mu tylko miecza w jednej dłoni i trofeum w postaci głowy wroga w drugiej.

Było w nim coś dzikiego i pierwotnego. Ale przecież spędził tyle lat w niewoli, że naprawdę trudno było oczekiwać elegancji, wyrafinowania i nienagannych manier.

Zadaniem Brianny było mu pomóc, a nie drżeć jak osika na sam jego widok. Nie powinna też czuć się skonsternowana jego bezpardonowymi pytaniami. Musiał wyczuć, że coś ją łączy z Cairem. Nie wiedział tylko, że uczucie, jakim go darzyła, było platoniczne.

– Jak dziwnie jest jeść przy stole – powiedział, odsuwając krzesło, na które opadł całym ciężarem. Nogi miał szeroko rozstawione, jakby szykował się do ucieczki w razie czego.

Nigdy nie spotkała człowieka, który aż tak lekceważyłby konwenanse. Nie zaczekał nawet, aż ona usiądzie. Zdawał się działać całkowicie instynktownie, oczekując, że to świat dostosuje się do niego.

– Trudno jest jeść, jeśli nie ma gdzie postawić talerza czy kubka oraz sztućców.

– Da się to zrobić.

– Cóż, postaramy się, żeby osiągnąć coś więcej niż tylko „da się”.

Brianna wzięła do jedzenia to samo co Riyaz, ale gdy zobaczyła przed sobą miskę owsianki, mina jej zrzedła. Na stole stał także talerz z suszonymi owocami i cukier, ale Riyaz całkowicie je zignorował. Wziął do ręki tost i zanurzył go w półpłynnej masie.

Skrzywiła się i sięgnęła po daktyle.

– Mówiłaś, że wywodzisz się z podobnego środowiska jak moje. Opowiedz mi o tym – zażądał.

– Bycie częścią społeczeństwa wymaga przestrzegania niepisanych umów. Dlatego nie zadajemy zbyt osobistych pytań ludziom, których nie znamy. Nie pytamy obcych osób o ich traumy, a one nie pytają o czas spędzony w lochu.

– Dlaczego nie? – Riyaz wzruszył ramionami. – Przez ostatnie lata nie robiłem nic poza siedzeniem w lochu. Tylko o tym mógłbym opowiadać.

– To prawda, ale… Ludzie przeważnie nie lubią opowiadać o rzeczach, które sprawiają im ból.

– Wiesz, co sprawia mi ból? Wspomnienie umierających rodziców. To jest szczególnie bolesne. Byliśmy wtedy w sali tronowej. Straciłem z oczu brata, a gdy mnie stamtąd wyciągali, zastanawiałem się, czy i jego zabili…

 

 

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel