Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Zburzę każdy mur / Negocjacje i fascynacje
Zajrzyj do książki

Zburzę każdy mur / Negocjacje i fascynacje

ImprintHarlequin
Liczba stron320
ISBN978-83-291-2090-6
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329120906
Tytuł oryginalnyHeir for His EmpireThe Magnate's Manifesto
TłumaczMałgorzata DobrogojskaMaria Nowak
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-05-05
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Zburzę każdy mur" oraz "Negocjacje i fascynacje", dwa nowe romanse Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE DUO.

Erin Murphy nie potrafiła sobie odmówić nocy ze swoim niezwykle seksownym szefem Ajaxem Nikoleu. To był zły pomysł, bo teraz już nie wyobraża sobie służbowych spotkań z nim. Wie jednak, że jego nie interesują głębsze relacje, dlatego zmienia pracę. Niespodziewanie po jakimś czasie Ajax zjawia się u niej w domu. Tęsknił za nią. Erin jest pełna nadziei, że tym razem im się uda, chociaż jest coś, o czym Ajax nie wie…

Jared Stone, magnat rynku informatycznego, staje się obiektem skandalu. Tylko jedna osoba może uratować jego wizerunek, a tym samym pozycję firmy. Jest nią Bailey St John, ambitna i zdolna specjalistka od marketingu. Jared powierza Bailey kierownicze stanowisko, choć instynkt podpowiada mu, że to nienajlepszy pomysł. I nie myli się – Bailey skrywa tajemnicę, której ujawnienie grozi dużo gorszym skandalem…

Fragment książki

Ciało Erin Murphy reagowało wyjątkowo silnie na napięcie seksualne między nią a stojącym obok niej w windzie mężczyzną. Gęstniejącą z każdą chwilą atmosferę można było ciąć nożem. Tryumf i satysfakcja z dobrze wykonanej pracy zblakły wobec trudnego do opanowania pożądania.

Choć to chyba zbyt delikatne określenie emocji tak mrocznej, a nawet niebezpiecznej. Obiektem był nie byle kto, ale szef, nawet nie jej, tylko jej szefa. A pomiędzy tymi dwoma mogło być tych szefów jeszcze kilku. To zakazane odczucie nasilało się stopniowo podczas wyjątkowo długotrwałych negocjacji.

Już przy pierwszym spotkaniu zauważyła jego atrakcyjność i niewątpliwy seksapil. Trudno byłoby nie zauważyć. Zdała sobie sprawę ze swojej fascynacji już w chwili przyjmowania do zespołu, jednak z niczym się nie zdradziła. To byłoby niewłaściwe, a bardzo chciała zrobić dobre wrażenie. To była jej pierwsza praca po dyplomie z prawa korporacyjnego i została zatrudniona właśnie dla tych szczególnych kompetencji.

Wydawało jej się, że kontroluje to zauroczenie, ale z czasem było coraz trudniej.

Ajax Nikolau, urodziwy jak grecki bóg, miał piękne, szmaragdowozielone oczy, rzeźbione rysy, kuszące wargi, gęste, wijące się ciemne włosy. Atletyczną sylwetkę podkreślał świetnie uszyty garnitur. W połączeniu z błyskotliwym umysłem niewątpliwie mógł imponować. W dodatku należał do grona najbogatszych ludzi na świecie, przynajmniej od momentu podpisania ostatniej umowy. Dzięki temu zyskał pełną kontrolę nad rodzinną firmą logistyczną. Już wcześniej był astronomicznie bogaty, teraz mógł się równać z legendarnymi magnatami stalowymi i tytanami medialnymi.

To akurat nie miało dla Erin znaczenia. Sprawdziła się w pracy i teraz liczyła się dla niej tylko jego męska uroda i przenikliwe spojrzenie.

Sfinalizowanie umowy uczcili wraz z resztą zespołu szampanem i bąbelki wciąż krążyły jej w żyłach. Trudno jej było uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, bo choć niewyartykułowane, coś zdecydowanie wisiało w powietrzu.

Zaledwie chwilę wcześniej byli we foyer biura Ajaxa na dolnym Manhattanie i zamierzała wyjść z resztą zespołu, kiedy zawołał ją po imieniu. Odwróciła się z uprzejmym uśmiechem.

– Tak?

– Mam u siebie jeszcze kilka dokumentów. Chciałbym, żebyś je wzięła i przechowała bezpiecznie.

Akurat on nie musiał się kłopotać o bezpieczeństwo czegokolwiek. Był chroniony lepiej niż niejedna głowa państwa i dysponował posiadłościami rozsianymi po całym globie. Dlatego prośba wydawała się dość niezwykła.

Ale spojrzała mu w oczy i zrozumiała, że chodzi o nią. W minionych tygodniach miewała takie podejrzenia, ale uparcie im zaprzeczała. Bo dlaczego taki mężczyzna miałby się interesować dziewczyną tak zwyczajną? Na ogół nie budziła w rodzaju męskim gorących uczuć. Była zgrabna i miała regularne rysy, ale nie przyciągała uwagi, co jej zresztą odpowiadało. Teraz jednak miała zmierzyć się z zainteresowaniem wyjątkowo atrakcyjnego mężczyzny.

Winda pełzła w górę i Erin nagle spanikowała. A jeżeli mylnie odczytała sygnały? Jeżeli to tylko tryumf po podpisaniu umowy w połączeniu z szampanem uderzyły jej do głowy, a on naprawdę zamierzał tylko przekazać jej dokumenty?

Wtedy, jakby odczytując te myśli, jej towarzysz sięgnął do przycisku i winda zatrzymała się między piętrami. Ajax Nikolau powiedział szorstko:

– Żeby była jasność. Pragnę cię, Erin, ale oczywiście wszystko zależy od ciebie. Możesz tylko zabrać dokumenty.

Czytał jej w myślach? Może wypowiedziała je głośno? Nie pomyliła się. Nie miała halucynacji.

– Naprawdę istnieją jakieś dokumenty? – spytała słabo.

– Naprawdę. – Kiwnął głową. – Użyłem ich jako pretekstu, żeby zostać z tobą sam na sam. Przez ostatnie tygodnie doprowadzałaś mnie do szaleństwa. Wiem, że przekraczam wszelkie granice, ale gdybym tylko mógł się temu oprzeć, zrobiłbym to.

Sprawiał wrażenie zirytowanego własną niemożnością. To, że doprowadziła go do takiego stanu, wydawało jej się nieprawdopodobne.

– Jak mam się do pana zwracać?– spytała.

Wcześniej mówiła do niego po nazwisku, choć prosił, by cały zespół nazywał go Ajaxem.

– Mam na imię Ajax.

– Ajax… – spróbowała, ale poczuła się dziwnie.

Delikatnie dotknął jej policzka.

– Podoba mi się, jak to wymawiasz.

Te słowa były tak niezwykłe, że zachichotała histerycznie, ale na widok wyrazu jego twarzy spoważniała. Najwyraźniej był głodny właśnie jej, takiej zupełnie zwyczajnej Erin Murphy.

Jako jedyne dziecko pary nauczycieli akademickich prowadziła życie dość monotonne, w którym rzadko gościła spontaniczność. A teraz uświadomiła sobie, że nigdy nie widziała Ajaxa uśmiechniętego. Co prawda miał ku temu powody, bo kilka lat wcześniej stracił w tragicznym wypadku żonę i dziecko.

Pod wpływem tego wspomnienia zwróciła się ku niemu, prosto w objęcia szaleństwa. Drżąc, pocałowała go delikatnie, a kiedy zastygł nieruchomo, przeniknął ją chłód. Może jednak przeszarżowała? Może, choć jej pragnął, należał do tych, którym się nie podoba, jeśli to kobieta robi pierwszy krok?

Zanim jednak zdążyła się odsunąć, przyciągnął ją do siebie i pocałował, a podejrzenie, że postąpiła niewłaściwie, rozpłynęło się w powietrzu. Pocałunek nie przypominał żadnego przeżytego wcześniej i poddała mu się radośnie.

Czas się zatrzymał. Nigdy nie pragnęła nikogo tak mocno.

– Nie tutaj – powiedział szorstko. – Nie tak. Przepraszam, nie wiem, co mnie naszło.

Wcisnął przycisk i winda znów popełzła w górę. Dotarli na najwyższy poziom i drzwi otworzyły się wprost do apartamentu. Nigdy tu wcześniej nie była, bo biura znajdowały się kilka pięter niżej.

To była urządzona minimalistycznie przestrzeń z oknami od podłogi do sufitu i nowoczesnym malarstwem na ścianach. Fotele i sofy wyglądały zapraszająco, ale miała wrażenie, że nikt z nich nigdy nie korzystał. Wiedziała, że Ajax wolał szukać rozrywek poza domem.

Choć pracowała dla niego od tygodni, nie zdołała przywyknąć do otaczającego go luksusu, a teraz nie mogła się nawet porządnie rozejrzeć, bo od razu przeszli korytarzem do sypialni na drugim końcu apartamentu.

Tu także ściany były przeszklone, co zapewniało wspaniały widok na rozjarzony światłami Manhattan. Po nocnym niebie przemknął helikopter.

Odwrócił ją twarzą do siebie i dopiero wtedy się zawstydziła.

– Na pewno tego chcesz? – spytał. – Wiesz, że możesz w każdej chwili odejść…

Te słowa poruszyły ją do głębi.

– Tak. – Kiwnęła głową. – Naprawdę tego chcę.

Nigdy dotąd nie ekscytowała się seksem. Na studiach miała chłopaka, ale po dyplomie rozstali się po przyjacielsku i on przeprowadził się do Los Angeles. Nie przejęła się tym zbytnio. Sama nie zamierzała wyjeżdżać z Nowego Jorku, gdzie się urodziła i mieszkała. Seks był w tym wszystkim najmniej istotny.

Sypiała tylko ze swoim chłopakiem i to, co czuła do niego, było nieporównywalne z tym, co czuła w tej chwili.

Teraz był to wielki głód, upajający i przerażający zarazem…

Miesiąc później

Ajax stał przy oknie, w pełni ubrany, jakby ubranie mogło stanowić rodzaj zbroi. Przeciwko czemu? – zapytywał drwiący głos w jego głowie.

Przeciwko śpiącej w jego łóżku nagiej kobiecie…

Widział jej odbicie w szybie okiennej. Blada skóra, pełne wdzięku zaokrąglenia, kształtne piersi i pośladki. Długie, złocistorude włosy rozrzucone na poduszce.

Pamiętał ich dotyk, kiedy eksplorowała jego ciało…

Dość! – upomniał sam siebie. To tylko kobieta, taka sama jak inne. Dlaczego więc po tamtej pierwszej nocy obiecał sobie nie dotykać jej więcej? Bo już wtedy wiedział, że to, co przeżyli, było na tyle niezwykłe, że nie powinno się powtórzyć, skoro nie szukał zobowiązań.

Następnego ranka obudził się późno, co już samo w sobie było dla niego niezwykłe i nie zdarzyło się od lat. Czuł się, jakby miał kaca, ale nie po alkoholu, tylko po seksie.

Nie był mnichem i miał różne doświadczenia erotyczne, ale tak wspaniałego nigdy. Czuł, że musi ją zdobyć. To pragnienie dojrzewało w nim całymi tygodniami i nie pozwalało mu pracować. To też było niezwykłe.

Początkowo przypisał ten wzajemny pociąg napięciu związanemu z wyczerpującymi negocjacjami, które ostatecznie dały mu pełnię kontroli nad Nikolau Industries.

Wraz z zespołem prawników żył całymi tygodniami w izolacji, żeby zapobiec przeciekom. Nic więc dziwnego, że zauważył Erin Murphy, najnowszy nabytek swojego zespołu, którą mu polecono jako wyjątkowo błyskotliwą.

Z początku nie mówiła zbyt wiele. Spokojnie obserwowała i słuchała. Podobało mu się jej opanowanie i chłodna pewność siebie. Inaczej niż reszta, nie zabiegała o uwagę czy prestiż. Któregoś dnia, w atmosferze dużego napięcia dyskutowali o sformatowaniu części umowy. Po chwili napiętego milczenia to Erin przedstawiła nowatorską propozycję, co natychmiast rozładowało sytuację. Wprawdzie w ten sposób zrobiła sobie wrogów z kilku ambitniejszych członków zespołu, ale wydawała się tym nie przejmować.

Zaintrygowała go jak nikt inny, więc obserwował ją codziennie, a nawet sprawdzał, czy jest obecna. Któregoś dnia nie przyszła, a jej szef poinformował go, że pracuje nad innym projektem.

Wtedy, w obawie o zerwanie umowy przed osiągnięciem porozumienia, zażądał jej powrotu. Nie kłamał, ale kierował się pobudkami czysto egoistycznymi.

Następnego dnia wróciła do nich. To też było w niej intrygujące, że nigdy nie odwracała wzroku. Nie sprawiała wrażenia speszonej jego spojrzeniem. Nie wykorzystywała jego zainteresowania, jak zrobiłaby większość kobiet.

Zaintrygowanie zmieniło się w pożądanie. Ubierała się codziennie prawie tak samo. Ołówkowe spódnice. Jedwabne bluzki. Żakiety. Czółenka. Stonowane kolory. Absolutne minimum makijażu i biżuterii.

A jednak prowokowała. Nie mógł zrozumieć przyczyny i strasznie go to irytowało. Rozmyślał o niej bezustannie. Jak by wyglądała z rozpuszczonymi włosami. A nago? Czy miała skórę bladą czy opaloną? Włosy miała rudoblond i był ciekaw, czy także i tam. Te rozmyślania wprawiały go w podniecenie, bardzo niewłaściwe w trakcie spotkań służbowych.

Do czasu zakończenia negocjacji nie miał szans skonsumować swojej fascynacji. Nie był nawet pewien, czy się jej podoba. Ale jak tylko ją poprosił, żeby zaczekała, a ona popatrzyła na niego tymi sarnimi oczami, rumieniąc się po korzonki włosów, zrozumiał, że podziela jego uczucia.

Scena w windzie trwała zaledwie moment, a jednak było to najgorętsze doświadczenie erotyczne w jego życiu.

Następnego dnia obudził się późno, Erin nie było. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło. Większość kochanek była aż zbyt chętna kontynuować znajomość, dlatego z zasady nie zapraszał ich do domu. Tej nocy zupełnie o tym zapomniał.

Nie zostawiła mu żadnej wiadomości, a kiedy spotkali się następnego dnia w biurze, zachowywała się jakby nigdy nic. Choć pewno powinno mu się to spodobać, doprowadziło go do pasji.

Czyżby ta noc nie dała jej satysfakcji? Przeszło mu przez myśl, że nie była tak doświadczona jak on i poczuł się niezręcznie.

W końcu udało mu się zostać z nią sam na sam i zapytać, co się dzieje.

– O co ci chodzi? – spytała.

– Spędziliśmy razem noc…

– Wiem.

– Wyszłaś bez słowa.

Zarumieniła się lekko.

– Uznałam, że nie będziesz zachwycony, zastając mnie przy szykowaniu śniadania.

Fakt, że miała rację, wcale go nie pocieszył. Dopiero po chwili uświadomił sobie, o co chodzi, i przeklął swoją bezmyślność.

– To gra, prawda?

– To znaczy? – Zmarszczyła brwi.

– Udajesz, że ci nie zależy, żeby mnie zaciekawić.

Tym razem naprawdę się rozzłościła.

– Takie tanie chwyty to nie moja bajka – burknęła. – Myślałam, że wyrządzam przysługę nam obojgu, bo chyba oboje woleliśmy tego nie analizować. Zwykła przygoda na jedną noc.

– Masz rację. – Na tylko tyle mógł się zdobyć.

Odszedł i rozpamiętywał to prawie przez miesiąc. Za każdym razem kiedy ją spotykał, wydawała się pogodna, jak gdyby wspomnienie wspólnej nocy nie dręczyło jej tak samo jak jego. Niezależnie jak bardzo chciał temu zaprzeczyć.

Przygoda na jedną noc…

A gdyby tak jeszcze jedna?

To się stało obsesją. Gdyby mógł spędzić z nią jeszcze jedną noc, z pewnością by się wypaliła.

W końcu powiedział to głośno. Po spotkaniu poprosił ją na słowo i spytał szczerze.

– Chciałabyś to powtórzyć?

Spojrzała na niego i zarumieniła się mocno. Nagle pozory pogody znikły i poczuł zapach zwycięstwa. Wciąż go pragnęła.

– Ja… – Zawahała się. – Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł.

– Jedyny, żebyśmy mogli pójść naprzód.

Przynajmniej jeśli chodziło o niego.

– Jedna noc wystarczy?

Nie zastanawiał się nad tym. Przemawiało przez niego pożądanie, a ponieważ wcześniej żadna kobieta nie wzbudziła jego zainteresowania na dłużej niż na jedną lub dwie noce, kiwnął głową.

– Dobrze. To gdzie i kiedy? – spytała po chwili wewnętrznych zmagań.

Mówiła prosto z mostu. To mu się w niej podobało. Żadnych gierek.

Planował zjeść razem obiad, ale jak tylko wyłoniła się z windy, wszelkie pozory ucywilizowania rozpłynęły się w powietrzu. W kilka sekund oboje byli nadzy.

Obiad zjedli dopiero około północy, w zaskakująco miłej atmosferze. Erin, w jednej z jego koszul, siedziała naprzeciw niego przy kuchennej wyspie, wcinając sałatkę z kurczakiem i popijając wino.

Było to całkowicie różne od tego, co do tej pory przeżywał z kobietami. Wróciły do niego niełatwe wspomnienia z przeszłości. Pomyślał o żonie, którą się opiekował, mimo że jej nie kochał.

Porównywał w głowie te dwa doświadczenia, ciekaw, jak by to było z kobietą, z którą naprawdę chciałby być.

Na razie mógł stwierdzić, że kolejna noc nie tylko nie ugasiła pożądania, ale chyba je jeszcze nasiliła. Dobry powód, by w tej chwili zrobić i powiedzieć to, co powinien. Bo teraz był już pewien, że ta kobieta stanowi dla niego zagrożenie. Dla wszystkiego, co zbudował i w co wierzył.

Nie nadawał się do małżeństwa. Nie miał tego w swoim DNA. Nie po tym, co się wydarzyło. Jeśli kiedykolwiek miał taki przebłysk, dawno znikł jak sen złoty.

Kątem oka dostrzegł ruch za plecami, więc się odwrócił. Erin podparta na łokciu wyglądała uroczo. Owinęła się prześcieradłem, co powitał z żalem, ale i ulgą. Nie potrzebował dystrakcji. Miał tego dosyć wcześniej.

– Dzień dobry – powiedziała i omal nie zmienił zdania.

Zdawał sobie sprawę, że musi być silny. Obowiązki biznesowe były ważniejsze niż uleganie osobistym pokusom.

Już kiedyś miał mieć ułożone życie osobiste i skończyło się tragedią. Dlatego postanowił z tym skończyć, a uleganie pokusie z Erin Murphy było błędem. Ostatnia noc dowiodła jego słabości, a na to nie mógł sobie pozwolić.

– Musimy porozmawiać – powiedział.

Dwadzieścia jeden miesięcy później, Manhattan

Erin stała przy łóżeczku, obserwując swoją roczną córeczkę, która wreszcie zasnęła. Mały pokoik był pogrążony w przyćmionym blasku, a najróżniejsze jednorożce, psy, króliki i ptaki rzucały na ściany bajeczne cienie.

Obserwowała dziecko z uśmiechem. Było bardziej podobne do ojca niż do matki. Ciemna karnacja, ciemne kręcone włosy. Po Erin mała wzięła tylko orzechowe oczy.

Ojciec Erin już kolejny raz powtarzał, że powinna poinformować Ajaxa o istnieniu Ashling.

– Nie możesz trzymać tego w tajemnicy. Powinien wiedzieć. Mała zaraz zacznie chodzić.

Miał rację. Próbowała się z nim skontaktować. Napisała nawet list, ale nie dostała odpowiedzi i na tym poprzestała. Dlatego że ją rzucił, ale też z powodu przykrych przeżyć z własną rodziną.

Została samotną matką i musiała znaleźć nową pracę. Mogła wprawdzie nadal pracować u Ajaxa i wtedy wszystko byłoby łatwiejsze. Ale jednak ludzie gadali. Docierałyby do niej plotki o jego podbojach. A choć usiłowała temu zaprzeczyć, to, co się wydarzyło między nimi, było dla niej czymś głębszym niż tylko fizycznym zbliżeniem.

Zabawne, bo tylko raz rozmawiali poza sypialnią, ale o niczym osobistym.

Nie należała do jego świata, a to, co się wydarzyło, było ewenementem dla każdego z nich. Zapewne dlatego tak bezceremonialnie ją porzucił.

Zerwanie z pierwszym chłopakiem nie zrobiło na niej wrażenia, ale z Ajaxem już tak. Nawet jeszcze przed tym listem, na który nie otrzymała odpowiedzi, wróciły do niej bolesne wspomnienia. Jako kilkulatka została porzucona przez matkę. Wychował ją ojciec, ale w późniejszym życiu nie pozwalała nikomu za bardzo się do siebie zbliżyć.

Z Ajaxem złamała tę zasadę, dlatego stosunkowo łatwo zaakceptowała jego decyzję. Niedługo potem została zwerbowana przez łowcę głów do konkurencyjnej firmy, skorzystała z okazji i odeszła. Ze względu na ciążę okazało się to dobrym posunięciem. Mogła pracować na pół etatu aż do zakończenia urlopu macierzyńskiego.

Cicho wyszła z pokoju dziecinnego, przymykając drzwi, zbyt zmęczona, by o tym wszystkim myśleć. Zabierała się za odgrzanie obiadu, kiedy zabrzmiał ostry dzwonek do drzwi.

W pierwszej chwili pomyślała, że to pomyłka, bo różni dostawcy często wciskali zły domofon. Ale widok obrazu z kamery naprawdę ją przeraził. Mężczyzna był za wysoki, by mogła zobaczyć twarz. Widziała tylko szerokie bary i świetnie uszyty garnitur.

Fragment książki

Jared Stone był w znakomitym nastroju. Obudził się jeszcze przed świtem, pełen energii i gotów podjąć każde wyzwanie, jakie przyniesie nadchodzący dzień. Kiedy słońce, optymistycznie złote po nocnym deszczu, wyłoniło się zza horyzontu, był już na trasie swojego porannego joggingu. Pokonał dziesięć kilometrów krętą ścieżką wiodącą przez zagajniki i polany podmiejskiego parku krajobrazowego, niemalże bez wysiłku utrzymując równe tempo biegu, lekko przeskakując przez zwalone pnie i pewnie stawiając stopy pomiędzy wilgotnymi głazami. Potem podarował swoim mięśniom chwilę relaksu pod gorącym prysznicem, wciąż delektując się niedawnym wspomnieniem leśnej ciszy, kropli rosy lśniących na źdźbłach traw i srebrzystych chmurek własnego oddechu w rześkim, niemalże mroźnym powietrzu wczesnego poranka.

Niespełna godzinę później raźnym krokiem wmaszerował do siedziby firmy Stone Industries w centrum Saint José, podśpiewując pod nosem ‒ nieco tylko fałszywie – piosenkę, którą usłyszał w radiu, kiedy jechał przez miasto za kierownicą swojej najnowszej zabawki, hybrydowego chevroleta tahoe. Utwór We are the champions zespołu Queen idealnie współgrał ze stanem jego ducha. Jared czuł się królem życia. Przebył długą drogę, odkąd jego pierwszy wynalazek, zmajstrowany w garażu, okazał się strzałem w dziesiątkę i przebojem wdarł się na rynek produktów elektronicznych. Dziś firma, którą założył, zajmowała nowoczesny budynek ze stali i szkła. Strzeliste, zdecydowane linie jednoznacznie wizualizowały ambicje szefa. Stone Industries była liczącą się potęgą w Dolinie Krzemowej, ale Jaredowi to nie wystarczało. Chciał podbić świat. Jeśli chodzi o ścisłość, opracował już strategię, która miała sprawić, że rynki europejskie staną przed nim otworem. Jeszcze tylko kilka dni, a wprowadzi swój plan w czyn. Na samą myśl czuł euforię. Uwielbiał walkę, także tę, która toczyła się w luksusowych, reprezentacyjnych wnętrzach, gdzie zebrani wokół mahoniowych stołów biznesmeni podejmowali decyzje warte miliardy dolarów. A nade wszystko lubił zwyciężać. Jeśli odniesie sukces w Europie, będzie miał na swoim koncie zwycięstwo, które raz na zawsze zamknie usta sceptykom, grzejącym fotele w radzie nadzorczej Stone Industries, i definitywnie zdystansuje rodzimą konkurencję.

Wciąż podśpiewując i wymachując teczką do rytmu, przemaszerował przez główny hol, który zdobiły egzotyczne drzewka ustawione w szklanych wykuszach. Dyskretne, punktowe lampy oświetlały kiście kolorowych kwiatów, a w klimatyzowanym powietrzu unosił się łagodny zapach. Dekorator wnętrz zrobił tu naprawdę dobrą robotę, pomyślał przelotnie Jared, po czym uniósł dłoń w geście pozdrowienia i uśmiechnął się do młodziutkiej okularnicy siedzącej za szerokim blatem z egzotycznego drewna. Robił tak codziennie, ciesząc oczy widokiem malinowego rumieńca zalewającego policzki recepcjonistki. Dzisiaj jednak dziewczyna musiała być w bardzo złej formie, bo zamiast odpowiedzieć mu uśmiechem, skrzywiła tylko usta, jak gdyby dręczyła ją wyjątkowo paskudna niestrawność. Jared zmarszczył brwi, ale w następnej chwili zadźwięczał dzwonek i drzwi jednej z wind rozsunęły się bezszelestnie. Zapominając na dobre o recepcjonistce, ruszył biegiem i w ostatniej chwili zdołał wśliznąć się do kabiny, zręcznie blokując drzwi teczką z papierami.

‒ Dzień dobry wszystkim! – zagaił wesoło, szczerząc zęby w uśmiechu pełnym animuszu. Windę wypełniał spory tłumek; Jared zanotował sobie w pamięci, którzy z pracowników byli do tego stopnia zaangażowani, by przychodzić do pracy przed ósmą rano. Wysoki kędzierzawy rudzielec z działu finansów, imieniem bodajże Gerald, z reguły poważny i zamknięty w sobie, dziś wyraźnie rozpromienił się na widok szefa i posłał mu porozumiewawcze spojrzenie, jak gdyby łączyła ich jakaś sekretna komitywa. Jennifer Thomas, fertyczna brunetka o cygańskiej urodzie, której bardziej pasowałaby chyba falbaniasta suknia niż grzeczna garsonka asystentki wiceprezesa, zazwyczaj wyładowywała swój gorący temperament, niemal otwarcie flirtując z Jaredem, kiedy tylko nadarzyła się ku temu sposobność. Tym razem jednak zasznurowała usta i wbiła wzrok w podłogę, udając, że widzi tam coś niezmiernie interesującego. Z kolei blada, tleniona blondynka pracująca w dziale prawnym, której nazwiska nie był w stanie zapamiętać, zamiast odwzajemnić powitanie, ostentacyjnie odwróciła się doń tyłem.

Dziwne. Doprawdy dziwne.

Dalej nie było ani trochę lepiej. Kiedy winda zatrzymała się na piętrze zajmowanym przez kierownictwo, ruszył przez senne jeszcze o tej porze korytarze i niemal wpadł na asystentkę drugiego wiceprezesa, która pędziła przed siebie, zapatrzona w jakieś papierzyska. Wiedziony odruchem, wyciągnął ramiona, żeby podtrzymać ją, gdy się zachwiała, ale ona odskoczyła w bok i, o ile słuch go nie mylił, prychnęła jak rozwścieczona kotka.

To była już kompletna aberracja. Jaredowi nie zdarzyło się dotąd, by jakakolwiek kobieta nie rzuciła się ochoczo w jego objęcia, jeśli tylko miała taką możliwość. Czyżby czegoś nie zauważył? Może jakieś złośliwe ptaszysko napaskudziło mu na głowę, kiedy wyszedł z domu? Może pobrudził się pastą do zębów albo po jego ramieniu pełznął właśnie ohydny, kosmaty pająk? Nieco nerwowo przeczesał dłonią włosy, otarł usta i strzepnął poły marynarki. Nic. Kręcąc z niedowierzaniem głową, przekroczył próg swojego biura. Po drodze spotkał jeszcze młodzieńca z serwisu sprzątającego, który pchał wózek, gapiąc się równocześnie na ekran smartfona. Mijając szefa, chłopak oderwał wzrok od tego, co właśnie czytał, zarżał jak rozbawiony źrebak, uniósł w górę kciuk i energicznie nim potrząsnął, jak gdyby czegoś mu gratulował. Owszem, było czego, ale pracownicy serwisu sprzątającego raczej ograniczali się do zdawkowego skinienia głową. Jared nie rozumiał ani w ząb, co się działo.

‒ Dzień dobry panu. – Mary, jego osobista asystentka, miała pięćdziesiątkę na karku, burzę nigdy niefarbowanych, szpakowatych loków i urok osobisty, który Jared bardzo cenił. Dzięki jej werwie i poczuciu humoru nawet najbardziej ponury dzień stawał się całkiem znośny. Tym razem jednak brązowe oczy Mary nie śmiały się, a jej szerokie brwi były ściągnięte w wyrazie troski… a może nagany?

‒ Co się dzisiaj ze wszystkimi dzieje?! – Kiedy, jak co rano, podała mu starannie opracowaną prasówkę i plik najpilniejszych wiadomości, wyrwał papiery z jej rąk gwałtownym gestem człowieka zirytowanego. – Słońce świeci, sprzedaż zwyżkuje, płace rosną. Dlaczego jedni mają kwaśne miny, jak gdyby najedli się szczawiu, a inni rechocą jak głupki?

Mary posłała mu poważne spojrzenie.

‒ Nie korzystał pan jeszcze dziś z internetu, prawda?

‒ Oczywiście, że nie – westchnął, siląc się na cierpliwość. – W przeciwieństwie do wszystkich innych w biurze staram się zachowywać normalnie, więc, tak jak zawsze, nie odpalam komputera ani nie włączam smartfona przed ósmą rano. Po wstaniu z łóżka biegam. Albo medytuję. W ten sposób dbam o to, żeby zachować równowagę ciała i ducha lub, inaczej mówiąc, nie zwariować. Dzień jest dość długi, żebym zdążył się dowiedzieć, jakie nowe szaleństwo opanowało rzeczywistość wirtualną oraz kto, co i jak skomentował na portalach społecznościowych.

‒ Cóż, dzisiaj będzie miał pan co czytać. – Asystentka skrzywiła usta. – Szaleństwo, to doprawdy bardzo delikatne określenie tego, co się dzieje. Facebook i Twitter są w stanie wrzenia. Można bez przesady powiedzieć, że w jedną noc zyskał pan prawdziwą sławę, zwłaszcza, hm, wśród płci pięknej. Teraz każda kobieta, nawet taka, która nie ma pojęcia, co to twardy dysk, wie, kim jest Jared Stone. I, proszę mi wierzyć, żadna nie życzy panu dobrze.

‒ Dlaczego, na Boga… ‒ zaczął i urwał, kiedy położyła mu dłoń na ramieniu.

‒ Jared – w jej głosie zabrzmiała nuta matczynej troski – pańska, hm, deklaracja programowa wyciekła do internetu. Mniej więcej od północy każdy może ją przeczytać. I nikt nie pisze o niczym innym. Dość powiedzieć, że moja siostra przysłała mi rano mejl z pytaniem, dlaczego jeszcze pracuję dla człowieka tak podłego jak pan.

Deklaracja programowa?

Jared poczuł bardzo nieprzyjemny dreszcz, jak gdyby wzdłuż jego kręgosłupa nagle zaczęły biegać poważnie rozeźlone czerwone mrówki. W całym swoim życiu napisał tylko dwie deklaracje. Pierwsza, stworzona przed laty, określała program firmy Stone Industries i z całą pewnością nie ona narobiła nagłego szumu w sieci. Druga powstała zaledwie poprzedniego wieczora, kiedy wrócił do domu po małym wypadzie w miasto z paczką najbliższych kumpli. Był rozbawiony i, co tu kryć, lekko podchmielony, a rozmowy w męskim gronie sprawiły, że poczuł przypływ weny. Tylko że żartobliwy tekst, który wtedy spłodził, w żadnym razie nie był przeznaczony dla szerokiej publiczności! Jared nie był taki głupi, by umieszczać go w sieci, wysłał go tylko do kolegów prywatnym mejlem…

Ktoś włamał się do jego poczty!

Gdy znaczenie tego faktu w pełni dotarło do jego świadomości, konsternacja i zażenowanie zniknęły, zmiecione przez potężną falę gniewu. Został okradziony z prywatności. Mało tego – ktoś rozmyślnie zadziałał na jego szkodę. A on podłożył się koncertowo, pisząc tę durnowatą deklarację. Praktycznie włożył broń do ręki człowiekowi, który życzył mu źle.

‒ Jakie są reakcje? – wychrypiał, zaciskając palce na pliku papierów.

‒ Niestety, jak najgorsze. – Mary pokręciła głową. – Sam Walters będzie tu lada chwila…

‒ Nie jestem z nim umówiony. – Jared zmarszczył brwi.

‒ Teraz już pan jest – ucięła asystentka. ‒ Dział prawny i specjaliści od PR-u właśnie głowią się nad sposobami zażegnania katastrofy. Zwołał wszystkich na naradę wojenną. Grozi nam bezprecedensowa zapaść. Trzy wiodące organizacje feministyczne zdążyły już wezwać do bojkotu wszelkich naszych produktów.

Jared bez słowa zamknął się w gabinecie, usiadł w fotelu i, opierając łokcie na biurku, zanurzył palce we włosach. To tylko przejściowy kryzys – powiedział sobie twardo. A kryzysy są po to, żeby je pokonywać.

Bailey St John zajechała na podziemny parking firmy punktualnie o wpół do ósmej. W windzie, korzystając z kilkudziesięciu sekund samotności, poprawiła makijaż – zabieg absolutnie konieczny dla kobiety, której los zrobił wątpliwy prezent, obdarzając karnacją tak jasną, że ocierającą się niemal o albinizm. Owszem, nierzadko komplementowano jej włosy o delikatnym, chłodnym odcieniu szampana, ale mało kto wiedział, że brwi i rzęsy miała prawie białe, zaś całą twarz, nawet usta i skórę powiek, pokrytą nieprzebranym mnóstwem piegów. Wszystko to znikało co rano pod warstwą bojowych barw ochronnych, sprawnie nałożoną za pomocą pudru, szminki i tuszu do rzęs. Bailey nie chciała przyciągać uwagi swoim nietypowym wyglądem. Cel miała jeden – zrobić karierę, i to nie byle gdzie, ale właśnie tutaj. Krzemowa Dolina rozpalała jej wyobraźnię. Była miejscem, w którym codziennie rodziły się wynalazki, jak gdyby znajdowało się tu jedno z gniazd postępu ludzkości. Tutaj pracowali ludzie nieszablonowi i błyskotliwie inteligentni, a towarzystwo takich ludzi Bailey uwielbiała. Wystarała się o pracę w Stone Industries przede wszystkim dlatego, że fascynował ją Jared Stone – człowiek znikąd, który zawdzięczał swój spektakularny sukces niesamowitym zdolnościom i graniczącej z bezczelnością odwadze. Amerykanin, który piechotą przemierzył Tybet, żeby nauczyć się sztuki medytacji tam, gdzie praktykowano ją od tysiącleci. Inżynier, którego wynalazki najpierw budziły pusty śmiech – nie dowierzano, by rozwiązania tak lapidarne mogły mieć jakąkolwiek wartość ‒ a potem szczere zdumienie, gdy się okazywało, jak bardzo są innowacyjne. Sprzęt elektroniczny projektowany przez Jareda Stone’a był nie tylko efektywny i niezawodny, ale zdawał się idealnie ilustrować zasadę buddyzmu zen: prostota i doskonałość. Bailey zakochała się w tych gadżetach na śmierć i życie, kiedy tylko wzięła jeden z nich w ręce. Od tamtej chwili praca dla Stone Industries była jej marzeniem. Karierę zaplanowała starannie, jeszcze wtedy, kiedy była nieśmiałą, chudą brzydulką, mieszkającą w niezbyt ciekawym miejscu, z zupełnie nieciekawą rodziną. Wyrwała się z prowincji. Skończyła studia, uzyskała dyplom MBA. Pierwsze kroki stawiała w jednej z niewielkich firm działających w Krzemowej Dolinie, gdzie chętnie przyjmowano stażystów, którzy mieli niewygórowane wymagania finansowe. Pół roku harówki za marne pieniądze i była gotowa, żeby stanąć w progu Stone Industries.

Zaczęła tu pracować trzy lata temu. Początkowo jej euforia była wprost proporcjonalna do tempa, w jakim awansowała. A potem – cóż, potem euforia minęła, kiedy Bailey rozbiła sobie głowę o tak zwany szklany sufit, dzieląc los rzesz kobiet, które w męskim świecie usiłowały dojść na sam szczyt. Od długich osiemnastu miesięcy tkwiła na stanowisku regionalnego dyrektora sprzedaży. Logicznie rzecz biorąc, następnym szczeblem w karierze był fotel wiceprezesa. Bailey robiła wszystko, żeby go zdobyć, ale chociaż pracowała najwydajniej spośród całego grona kandydatów do awansu, co przekładało się na konkretne sumy w rubryce przychodów firmy, Jared Stone zdawał się w ogóle jej nie dostrzegać. Zebranie zarządu miało miejsce zaledwie przed miesiącem. Teraz na fotelu wiceprezesa grzał swój spasiony tyłek pewien sympatyczny, ale niezbyt lotny intelektualnie amator chipsów i piwa, a ona została odesłana do swojego pokoju, jak gdyby była niesfornym, rozkapryszonym bachorem.

Odchorowała porażkę. Wypociła ją na siłowni, trenując swój ulubiony kick-boxing do kompletnego wyczerpania. A potem zacisnęła zęby, poprawiła makijaż i wróciła do biura. Gdy szło o Jareda Stone’a, spadły jej z oczu łuski. Owszem, myliła się, sądząc, że Stone Industries jest rajem na ziemi, ale to nie znaczyło, że zamierzała się poddać. Życie nauczyło ją, jak być twardą.

Obiecała sobie, że jeszcze przyjdzie moment jej triumfu. Tego ranka więc, jak co dzień, energicznie wkroczyła do swojego gabinetu, postawiła na biurku półlitrowy termiczny kubek pełen świeżo zaparzonej kawy, niebiańsko pachnącej i diabelnie mocnej, po czym powoli i ostrożnie usiadła w fotelu, przeklinając po raz kolejny ołówkową spódnicę z wysokim stanem, w którą się dzisiaj ubrała. Ciuszek był pierwsza klasa, ale czuła się trochę tak, jak gdyby zamknięto ją w bardzo ciasnym futerale. Zsunęła ze stóp szpilki, podwinęła rękawy białej koszulowej bluzki, włączyła komputer i, patrząc jeszcze nieco sennym wzrokiem na budzący się do życia ekran, upiła pierwszy, ożywczy łyk kawy. Działając niemal odruchowo, otworzyła konto mejlowe. Sprawdzi korespondencję, dając swoim szarym komórkom jeszcze kilka minut relaksu, zanim kawa zacznie działać i postawi je w stan bojowej gotowości.

Rzuciła okiem na listę wiadomości, dzieląc je w pamięci na te pilne i te ważne, a potem otworzyła tę, która z miejsca przyciągnęła jej uwagę. Był to jedyny prywatny mejl, jaki dostała od niejakiej Arii, dziewczyny, z którą zaprzyjaźniła się na siłowni. Enigmatyczny tytuł wołał wielkimi literami: „BEZ KOMENTARZA!!!”. Unosząc ze zdumieniem idealnie wyregulowaną, przyciemnioną henną brew, zaczęła czytać.

I poczuła, jak bez pomocy kawy podnosi jej się ciśnienie.

Jared Stone, ekscentryczny geniusz komputerowy i miliarder, udowodnił, że w pełni zasługuje na reputację Don Juana z Krzemowej Doliny. W swojej „Deklaracji programowej” bierze na celownik kobiety, a cynizm, z jakim o nich pisze, już wywołał ogólnoświatowe oburzenie ‒ głosił tytuł. ‒ Tekst, który podobno „wyciekł” do sieci bez wiedzy i zgody autora, nie pozostawia żadnych złudzeń co do tego, jak magnat przemysłu informatycznego postrzega kobiety – czy to w okolicznościach romantycznych, czy zawodowych.

Bailey odstawiła kubek tak gwałtownie, że gorący płyn chlapnął na blat biurka. Nawet tego nie zauważyła. Choć było wcześnie rano, „Deklaracja programowa” miała już dwa miliony odsłon.

Na przestrzeni mojego niewątpliwie burzliwego żywota miałem okazję spotkać bardzo wiele kobiet – czy to w biurze, czy w buduarze, czy to w Ameryce, w Europie czy w Azji. Gdybym był naukowcem, mógłbym śmiało powiedzieć, że przeprowadziłem eksperyment na reprezentatywnej próbie statystycznej. Co prawda nim nie jestem, ale uważam, że mój poważny wiek oraz bogate doświadczenie uprawniają mnie do sformułowania wniosków, jakie wypływają z moich obserwacji. Pozwolę sobie niniejszym je przedstawić.

Tak, autorem tego tekstu był z pewnością Jared Stone. Bailey rozpoznała bez trudu jego pełen swady, lekko kpiarski styl. Ale treść? Im dalej czytała, tym bardziej robiło się jej gorąco. Po chwili buzowała już wściekłością.

Po pierwsze i najważniejsze: KOBIETY KŁAMIĄ.

Będą się zarzekać, że mają tylko jedną ambicję – zrobić karierę, zasiąść na fotelach prezesów i w salach obrad zarządu, i żeby nikt nie dał po sobie poznać, że dostrzega, że są kobietami. Słowa, słowa, słowa, słowa… Kto, tak jak ja, dał się na nie nabrać do tego stopnia, że sam stał się gorącym zwolennikiem równouprawnienia, rychło się przekonał, że w ciągu ostatnich stu lat na froncie damsko-męskim nie zmieniło się absolutnie nic. Naprawdę sądzicie, że kobiety marzą o tym, by walczyć o kolejny lukratywny kontrakt albo główkować nad strategią fuzji wielkich przedsiębiorstw? Otóż nie. One chcą przede wszystkim bogato mieszkać, w willach lub apartamentach, na które MY mamy zarobić. Chcą mieć wszystko, czego dusza zapragnie, a MY mamy im to zagwarantować. Ergo, każda z nich chce MĘŻCZYZNY.

 

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel