Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Czy seks coś zmienia? (ebook)
Zajrzyj do książki

Czy seks coś zmienia? (ebook)

ImprintHarlequin
Data premiery2021-10-28
KategoriaEbooki
Liczba stron160
ISBN978-83-276-7939-0
Formatepubmobi
Tytuł oryginalnyHigh Society Secrets
TłumaczAnna Sawisz
Język oryginałuangielski
EAN9788327679390
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Szef działu architektów spodobał jej się już pierwszego dnia. Ona jemu też, ale to ukrywał. Pewnego dnia powiedziała mu: „Clay, ty zawsze jesteś spięty i opryskliwy. Zdążyłam cię poznać od najgorszej strony, nic mnie nie zaskoczy”. Ale gdy oboje przybywają do Los Angeles na ceremonię wyboru Architekta Roku, Clay zaczyna ją uwodzić. Astrid ma nadzieję, że ich namiętna noc rozpocznie pełen gorących uczuć związek...

Fragment książki

Wszystko w nim było albo za duże, albo zbyt piękne: wysoki wzrost, melancholijne spojrzenie niebieskoszarych oczu i bujna ciemna czupryna, którą chciałoby się pogłaskać. Clay Morgan.
Astrid patrzyła na niego z drugiego końca pomieszczenia. Sprawiał wrażenie, jakby nie chciał w pełni uczestniczyć w tej dość hucznej imprezie, zadowalając się pozycją obserwatora. Jego ostry jak żyleta i cudownie twórczy umysł architekta miała okazję podziwiać na co dzień w pracy. Był przy tym wymagający i nieprzejednany, zupełnie jakby jego serce wykuto z bryły lodu. Tak przynajmniej mogła wnioskować po sposobie, w jaki się odnosił do niej.
A przecież niczym sobie na taki chłód nie zasłużyła. Nie zrobiła nic złego. Zaczynało ją to wkurzać.
Grant Singleton – dyrektor zarządzający Sterling Enterprises, firmy zatrudniającej Astrid – gościł ich dzisiejszego wieczoru w salonie swojego domu w La Jolla w Kalifornii. To przedsiębiorstwo budowlane założył nieżyjący już obecnie były mąż Astrid, a ona miała w nim nadal siedemnaście procent udziałów. Nie była więc ot taką sobie szeregową siłą roboczą. A Clay, z którym pracowała nad projektem Promenady Nadmorskiej, traktował ją tak, jakby nią była.
Wzięła do ręki kieliszek szampana, dziękując roznoszącemu napoje młodemu człowiekowi, który odwzajemnił jej się uprzejmością, mówiąc coś o pięknym wieczorze.
Obejrzała się przez ramię. Za przeszklonymi ścianami nowoczesnego domu Granta dostrzegła palmy, które gięły się pod podmuchami wiejącej znad oceanu bryzy. Szarpane wiatrem liście na tle atramentowego nieba. Widok posępny i tajemniczy – zupełnie jak Clay.
Nagle zapragnęła znaleźć się z nim sam na sam. Nie w pracy i nie na przyjęciu. W jakimś spokojnym miejscu, gdzie mogłaby wydusić z niego odpowiedzi na dręczące ją pytania. Dlaczego jest tak bezduszny i zamknięty w sobie? I dlaczego traktuje ją z taką pogardą i lekceważeniem?
A teraz nawet kelner na przyjęciu raczy ją zdawkową uwagą. Cóż, powinna być do tego przyzwyczajona i nie przejmować się. Zabawne, bo jako nastolatka – a była wtedy patykowata i niezdarna – wiele by dała nawet za taki objaw męskiego zainteresowania.
Potem na szczęście wszystko się zmieniło. Jej sylwetka zaokrągliła się i kariera modelki stanęła przed nią otworem. Wyjechała z rodzinnej Norwegii i skończyło się na tym, że w prezencie od Johnathona Sterlinga otrzymała brylant wielkości niezłego kamulca. Małżeństwo nie okazało się trwałe, ale przynajmniej przez kilka lat cieszyła się miłością męża. No i gdyby nie on, nie znajdowałaby się teraz tu, na tym przyjęciu.
Podziękowała kelnerowi jeszcze raz i powróciła do obserwowania Claya. Była ciekawa, jak radzi sobie w kontaktach z ludźmi poza miejscem pracy. Na przykład jak zareaguje na przybycie swojej siostry Mirandy, która właśnie weszła do pokoju.
Relacja Astrid z Mirandą była dość zagmatwana: siostra Claya w momencie śmierci Johnathona, która nastąpiła dwa miesiące temu, była jego żoną. Tak się złożyło, że Astrid znała straszliwy sekret początków tego związku. Lubiła Mirandę i współczuła jej. Sama dobrze wiedziała, jak to jest poślubić faceta, który nie ma zwyczaju odmawiania sobie czegokolwiek.
– Jeśli jeszcze czegoś będzie pani potrzebować, proszę dać mi znać – powiedział do niej kelner i się oddalił.
O tak, potrzebowałaby czegoś. Zdecydowanie. Mianowicie wskazówek, jak interpretować zachowania Claya Morgana, a najchętniej jakiegoś graficznego schematu jego skomplikowanej osobowości.
W drugim końcu sali Grant stukał łyżeczką w kieliszek, domagając się uwagi. Towarzyszyła mu Tara, pierwsza żona Johnathona Sterlinga.
Wszystkie jego trzy małżonki – Tara, Astrid i Miranda – wspólnie kontrolowały finanse Sterling Enterprises. Powinny więc wysłuchać wystąpienia dyrektora.
Grant podziękował wszystkim za obecność i zapowiedział ważne oświadczenie.
Oczy mu błyszczały z podniecenia. Był bardzo sprawnym menedżerem, urodzonym przywódcą.
Clay włożył w tym momencie ręce do kieszeni i oparł się o stojącą za nim kolumnę. Astrid nie mogła się oprzeć zachwytowi nad jego smukłą sylwetką i niebywałą umiejętnością niedbałego z pozoru demonstrowania siły i inteligencji. Bo przecież on musi być świadomy wywieranego na otoczeniu wrażenia.
– Jak wielu z was wie – mówił Grant – dwa tygodnie temu Sterling Enterprises pomyślnie przeszło pierwszą rundę negocjacji z miastem na temat budowy Promenady Nadmorskiej. Nie byłoby to możliwe bez ofiarnej pracy całego zespołu, a zwłaszcza Claya Morgana, Astrid Sterling no i oczywiście Tary.
Dotknął ręki Tary i Astrid już wiedziała: tych dwoje stanowi parę, choć starają się to na razie ukrywać.
– I tu muszę powiedzieć coś jeszcze – ciągnął mówca. – Tara i ja będziemy od dziś nie tylko współzarządzającymi, ale także małżeństwem. Zaręczyliśmy się.
Przez salę przeszedł głośny szmer, po czym goście pośpieszyli z gratulacjami. Astrid trzymała się na uboczu, podobnie jak zresztą Clay.
Miała swoje powody: ona, Tara i Miranda zawarły rodzaj paktu. Miały trzymać jednolity front po tym, jak Johnathon podzielił swój większościowy pakiet udziałów w firmie po równo między trzy swoje żony. Zaręczyny Tary z dyrektorem zarządzającym stanowiły oczywiste zagrożenie dla tej równowagi. A jeśli jeszcze świeżo upieczona narzeczona zechce polepszyć swoją pozycję w hierarchii firmy?
Astrid przedarła się przez tłum do Mirandy, która czekała w kolejce, by złożyć gratulacje.
– Wiedziałaś o tym? – zapytała.
– Domyślałam się. Ale to chyba dobrze, prawda? Od dawna między nimi iskrzyło.
– Ale przecież Tara miała trzymać z nami, a nie z Grantem – przypomniała Astrid najciszej, jak potrafiła.
– W takim razie musimy z nią porozmawiać, żeby nie było niedomówień. – Miranda spojrzała na rozmówczynię przenikliwie. W przeciwieństwie do wielu innych osób traktowała Astrid poważnie…
Obie podeszły do Tary.
– Możesz z nami porozmawiać?
– Oczywiście. O co chodzi?
– Po pierwsze gratulacje – powiedziała Miranda.
– Ja też cieszę się waszym szczęściem – dodała Astrid. – Ale mam pytanie.
– Pozwól, że zgadnę – odparła Tara. – Boicie się, że za bardzo zbliżę się z Grantem.
– A można bardziej? Zarządzacie razem firmą i teraz jeszcze będziecie małżeństwem.
– Nie powinnaś była skonsultować się z nami, kiedy zaproponował ci stanowisko współzarządzającej? – spytała Miranda.
– Formalnie rzecz biorąc, tak. Macie prawo zgłaszać obiekcje. Ale tak będzie lepiej dla nas trzech. Moja rola przestanie być nieokreślona. To wyjdzie firmie na dobre, wierzcie mi.
Astrid nie była tego taka pewna. Tara teraz będzie się jeszcze bardziej szarogęsić, jeśli chodzi o projekt Promenady, który dla Astrid był ważny chociażby ze względu na możliwość współpracy z Clayem.
Może to z powodu Tary tak jej się z nim nie układa? Postanowiła zawalczyć o swoje i zażądać gwarancji.
– Ja też bym chciała je mieć na piśmie – poparła ją Miranda, dla której Promenada była szczególnie ważna. Ten projekt był oczkiem w głowie jej niedawno zmarłego męża. – Zrobiłaś już coś w kierunku nazwania parku przy Promenadzie imieniem Johnathona? – zaatakowała.
– Pracuję na tym – zdążyła odpowiedzieć Tara, gdy pogrążony w dyskusji z Clayem Grant ruchem ręki przywołał ją do siebie. Tara przeprosiła koleżanki i niezwłocznie dołączyła do mężczyzn.
– O czym ta trójka może rozmawiać? – zastanawiała się Astrid.
– Chyba się domyślam – odparła Miranda. – To wielki dzień dla mojego brata.
I rzeczywiście.
– Proszę o jeszcze jedną chwilę uwagi! – krzyknął Grant. – Chciałbym pogratulować architektonicznej gwieździe naszej firmy, Clayowi Morganowi. Dostał się do finału krajowego konkursu o tytuł Architekta Roku.
Miranda zaczęła z zapałem klaskać. Astrid poszła w jej ślady, choć przykro było patrzeć, jak Clay – mimo wymuszonego uśmiechu – ewidentnie źle się czuje w roli obiektu uwagi. Dlaczego nie potrafi się cieszyć nawet tak wielkim osiągnięciem? Dlaczego zawsze jest smutny?
Miranda podeszła do brata, Astrid podążyła jej śladem i teraz przyglądała się, jak rodzeństwo wymienia serdeczne uściski. Też chciałaby go objąć i przytulić, ale bała się reakcji.
Ograniczyła się więc do uścisku dłoni, pogratulowania i wyrażenia dumy i radości ze wspólnej pracy.
Clay stał ze wzrokiem utkwionym w ich splecione dłonie.
– Dziękuję – wybąkał. – Ale musze uprzedzić, że zamierzam wycofać się z projektu P.
– Ale dlaczego? – spytała Astrid, czując, jak serce podchodzi jej do gardła.
– Bo nie sądzę, żebyśmy mogli dalej razem pracować.

Powiedzenie Astrid prawdy było dla niego niełatwe, a zdumienie i rozpacz na jej twarzy dodatkowo to utrudniały. Ale cóż. Współpraca naprawdę im się nie układała. Przy niej jakoś nie mógł się skupić. Popełniał błędy, choć dotychczas nigdy mu się to nie zdarzało. Jedna z tych pomyłek była na tyle poważna, że groziła wręcz odebraniem firmie projektu Promenady, na szczęście Tara wychwyciła ją tuż przed oficjalną prezentacją.
Architekt Roku nie może mieć na koncie takich lapsusów, a jemu bardzo zależało na tym tytule. Jedynymi źródłami szczęścia były dla niego córka, siostra Miranda i właśnie uznanie w środowisku zawodowym. Praca była w jego życiu bardzo ważna. Określała jego tożsamość.
A Astrid z jej długimi nogami, uroczym usposobieniem i włosami koloru złotego miodu stała mu na drodze. Przez nią tracił kontakt z własnym mózgiem.
Pracowali razem już od miesiąca i nic się w tej mierze nie zmieniało na lepsze. Wręcz przeciwnie.
Gdy była w pobliżu, zaczynał mieć dwie lewe ręce. Zapominał języka w gębie. Zaczynały go interesować jej pełne wargi, ogromne oczy.
Nie, nie może powtórzyć tego samego błędu co kiedyś. Ożenił się z piękną kobietą, która omal nie zrujnowała mu życia. Na szczęście zostawiła córkę…
I teraz nie ma dla niego spraw ważniejszych niż dziecko i kariera zawodowa. Nie ma i nie będzie.
Ale przecież Astrid niczemu nie jest winna. Nie może jej skrzywdzić, jest dobrą pracownicą. Musi sam wycofać się z zespołu Promenady. Trudno, czasem trzeba się poświęcić.
– Chyba żartujesz. Ja uważam, że pracowało nam się świetnie. Pamiętaj, że wyrobiliśmy się z projektem Promenady mimo bardzo napiętych terminów.
– Co ja słyszę? Promenada? Rozmawiacie o sprawach służbowych? – Podszedł do nich Grant.
– Faktycznie – odparł Clay, który o swojej decyzji zamierzał powiadomić szefa dopiero w poniedziałek rano, w cztery oczy. – Zastanawiałem się właśnie, czy nie mógłbym wycofać się z tego projektu i przejść do jakichś bardziej pilnych zadań, które nas czekają.
Na czole Granta pojawiła się pionowa bruzda.
– Myślałem, że lubisz ten projekt. Jest bardzo prestiżowy, a ty z tytułem Architekta Roku powinieneś częściej pojawiać się na pierwszej linii.
Tara chyba usłyszała, o czym mówią, bo przeprosiła osobę, z którą rozmawiała, i podeszła do nich. Clay wolałby w tym momencie po prostu zniknąć. Nie planował publicznej dyskusji na temat swoich planów w trakcie przyjęcia koktajlowego. Z natury był wycofany i dyskretny.
– Wszystko w porządku? – zapytała Tara.
– Clay prosi, żeby go zabrać z projektu Promenady Nadmorskiej – wyjaśnił Grant, obejmują narzeczoną.
– Nie ma mowy – zaoponowała Tara. – Razem z Astrid tworzycie świetny zespół. A skoro ja będę dzielić z Grantem funkcję szefa, całość kierowania projektem przekażę Astrid.
Tymi słowami Tara nieświadomie utwierdziła Claya w jego przekonaniu. Dotychczas stanowiła rodzaj buforu między nim a Astrid. A teraz pozostaną sami.
– Ten projekt nie wymaga już teraz żadnych istotnych działań poza dostosowaniem go do wymagań ratusza – argumentował Clay. – Jest jeszcze parę szczegółów do dopracowania, ale tym mogą się zająć nawet początkujący architekci.
– Bo ja wiem… – zawahała się Tara. – Czułabym się pewniej, gdyby to Clay nadal był głównym architektem – zwróciła się do Granta.
Clay zdawał się tracić grunt pod nogami. Astrid postanowiła wziąć winę na siebie.
– Wiem, że jestem trudna we współpracy. Ale obiecuję poprawę. Omówimy problemy, jakie mamy z sobą, i zacznie nam się lepiej układać. Nie musicie się o to troszczyć – zwróciła się do szefostwa.
Tara przeniosła wzrok z Astrid na Claya.
– Naprawdę o to chodzi? Typowe biurowe niesnaski? Rywalizacja? – pytała.
– Chodzi o coś więcej – odparł Clay.
– A o co konkretnie?
Nie potrafił odpowiedzieć. Cóż, wygląda na to, że będzie musiał zostać na swoim stanowisku i jakoś przystosować się do istniejących warunków. Ale jak?
– Posłuchaj, to nie jest wina Astrid, tylko moja – powiedział. – Jestem szorstki, nie uznaję kompromisów.
Nie lubił obwiniać się publicznie, ale z drugiej strony nie chciał, żeby to Astrid wyszła z tej afery niesłusznie oczerniona. W końcu to on zaczął.
– Dajcie nam trochę czasu – zaproponowała Astrid. – Spróbujemy jakoś to rozwiązać. A jeśli nam się nie uda, to wycofam się z projektu.
Clay z trudem powstrzymał gniewne sapnięcie. To rozwiązanie także mu nie odpowiadało, ale chyba nie ma wyjścia. Musi wytrzymać z Astrid jeszcze tydzień albo dwa.
– Okej, spróbujemy wypracować kompromis – mruknął.
– W takim razie w porządku – zakończył zadowolony Grant, po czym razem z Tarą wmieszali się w tłum, by przyjmować kolejne gratulacje.
Clay też czuł, że powinien być zadowolony. Otrzymał wymarzoną nominację do nagrody, odroczył odejście z zespołu Promenady. Właściwie powinien pozwolić sobie na odrobinę radości, aby to uczcić. Może nawet poflirtować z Astrid? Jakoś ją udobruchać…
– Mam nadzieję, że nie postawiłam cię w niezręcznej sytuacji – odezwała się do niego. – Nie chciałabym, żeby były między nami jakieś napięcia. To znaczy, nie większe niż teraz – dodała.
Boże, ale z niego palant. Powinien jasno jej wytłumaczyć, w czym rzecz. Ale niestety nawet on nie w pełni to rozumiał. Jakaś wewnętrzna siła kazała mu trzymać się z dala od niej. Nic nie mógł na to poradzić.
– W takim razie do zobaczenie w poniedziałek w biurze – powiedział.
– Tak, spotkajmy się i omówmy tę sprawę.
– Nie musimy. – Pokręcił głową. – Przyczyna leży po mojej stronie, nie po twojej.
Wyjął z kieszeni kluczyki do samochodu. Musi jak najszybciej stąd wyjść. Rozejrzał się, ale nigdzie nie zobaczył swojej siostry. Wyśle jej esemesa, jak wróci do domu. Życzył Astrid udanego weekendu i skierował się do wyjścia.
– To nie może być tylko twoja wina – usłyszał za sobą jej głos.
– Ale tak jest, uwierz mi.
Otworzył drzwi i z przyzwyczajenia przepuścił Astrid. Cholerne dżentelmeńskie maniery…
Gdy już byli na zewnątrz, odwróciła się twarzą do niego. Ruchem głowy odrzuciła włosy, które z powodu wiatru zasłoniły jej twarz. Jak to możliwe, że ta kobieta jest aż tak piękna?
– Wina nigdy nie leży tylko po jednej stronie – powiedziała. – Musi być jakaś przyczyna, że traktujesz mnie tak, a nie inaczej.
Żeby uniknąć przeciągu, Clay zamknął drzwi.
– Przepraszam, wiem, że ciężko się ze mną pracuje – odparł. – Jestem w ciągłym stresie. Wiem, to nie jest usprawiedliwienie, ale może choćby częściowe wyjaśnienie.
– Ja z kolei może za bardzo się wszystkim ekscytuję. Wiem, to może drażnić, ale uwielbiam pracę, która stawia przede mną wyzwania i realizuje konkretne cele. Przez lata byłam modelką, ale to nie dawało mi szczególnej satysfakcji.
– Jestem pewien, że każdy pracodawca jest z ciebie zadowolony.
Dlaczego miałby nie być? Ona jest taka seksowna i bystra, że potrafiłaby sprzedać cegłę facetowi, który właśnie ma skoczyć z trampoliny do wody.
– Tego nie wiem, ale wiem na pewno, że nie wyobrażam sobie lepszego miejsca pracy niż Sterling.
– Jesteś właścicielką sporej części firmy, możesz tu ustalać warunki, prawda? A właściwie czy ty w ogóle musisz pracować?
– A ty? – odparła, demonicznie unosząc w górę brwi.
Nie, nie musiał, a już na pewno nie dla pieniędzy.
– Skąd to wiesz? – zapytał.
– Pytam ludzi o różne rzeczy.
– No to już tego nie rób – powiedział niezadowolony. – Jesteśmy współpracownikami, nie musisz grzebać w moim życiu prywatnym.
– Przepraszam. Chciałam tylko zrozumieć.
– Zrozumieć? Co? Kogo? Mnie?
Omal się nie roześmiał. On jest akurat zupełnie nieskomplikowany. Chce tylko jednego: żeby zostawić go w spokoju.
– Tak, ciebie. – Złapała go za łokieć, poczuł jej ciepło. – Chcę z tobą pracować, uczyć się od ciebie, chłonąć tę twoją niebywałą błyskotliwość.
Stał jak sparaliżowany. Nie miał pojęcia, co mógłby odpowiedzieć. Ona bardzo poważnie potraktowała tę konieczność osiągnięcia kompromisu. A więc stanowi dla niego jeszcze większe zagrożenie, niż myślał.
Z furią złapał za klamkę swojego audi. Nie pozwoli się omotać żadnej babie. Już nigdy w życiu.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.

Dbamy o Twoją prywatność


Sklep korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zamknij
pixel