Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Do miłości jeden krok (ebook)
Zajrzyj do książki

Do miłości jeden krok (ebook)

ImprintHarlequin
Data premiery2022-06-29
KategoriaEbooki
Liczba stron160
ISBN978-83-276-8408-0
Formatepubmobi
Tytuł oryginalnyPride and the Italian’s Proposal
TłumaczAlina Patkowska
EAN9788327684080
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Do miłości jeden krok

Angielka pracująca w wydawnictwie, Liza Benton, i włoski arystokrata Fausto Danti poznają się w barze w Londynie. Fausto ocenia Lizę jako nudną prowincjuszkę, a Liza widzi w nim jedynie zarozumiałego aroganta. Gdy spotykają się ponownie na przyjęciu, Liza jest zdumiona, że Fausto potrafi zachować się ujmująco, a on nie może uwierzyć, że ograła go w szachy. Liza zaczyna go intrygować. Namawia ją na romans…

Fragment książki

– Nigdy nie zgadniesz, kto właśnie tu wszedł!
Liza Benton zaśmiała się na widok zarumienionej twarzy młodszej siostry.
– Na pewno nie zgadnę, bo nie znam tu nikogo.
Wnętrze ruchliwego baru w Soho pełne było chromowanych stołków i dudniącej muzyki, a także ludzi, którzy mieli znacznie więcej pieniędzy i wyczucia mody niż ona i wydawali się czerpać przyjemność z popisywania się jednym i drugim.
Liza przeprowadziła się do Londynu z wiejskiej okolicy Herefordshire zaledwie przed sześcioma tygodniami i wciąż czuła się trochę jak wiejska mysz na tle całej masy eleganckich miejskich myszek. Ale jej młodsza siostra Lindsay, która przyjechała na weekend z razem matką, Yvonne, zdeterminowana była błyszczeć w każdym odwiedzanym przez nich miejscu. To Lindsay namówiła Lizę i ich starszą siostrę Jennę na przyjście do baru Rico.
– Przychodzą tu wszyscy znani ludzie – oświadczyła światowym tonem zupełnie nieprzystającym do jej siedemnastu lat.
Jeśli nie liczyć kilku szkolnych wycieczek, Lindsay rzadko wyjeżdżała z Herefordshire, więc Liza nie miała pojęcia, skąd jej siostra może wiedzieć takie rzeczy. Lindsay jednak zawsze była pewna siebie, może nawet za bardzo.
Rozglądając się po Rico, Liza nie odniosła wrażenia, by było to jakieś wyjątkowe miejsce, chociaż musiała przyznać, że nie wie zbyt wiele o takich rzeczach. Nie była bywalczynią barów, ale szczególnie jej to nie doskwierało. Spędziła dwadzieścia trzy lata życia, dorastając w licznej rodzinie, a potem na uniwersytecie; kontakty towarzyskie i romanse nie zajmowały w tym życiu zbyt wiele miejsca, z wyjątkiem jednego niefortunnego epizodu, którego nie miała ochoty teraz wspominać.
– Więc kto wszedł? – zapytała ze śmiechem jej starsza siostra Jenna, podczas gdy Yvonne, ich matka, która kochała plotki tak samo jak Lindsay, szeroko otworzyła oczy i upiła łyk koktajlu we wściekłych barwach.
– Chaz Bingham – oznajmiła Lindsay triumfalnie.
Liza i Jenna wpatrywały się w nią tępo, ale Yvonne mruknęła z zadowoleniem.
– Pisali o nim w zeszłym tygodniu. Niedawno odziedziczył jakiś interes, chyba inwestycje?
Ton jej głosu był równie światowy jak u córki, chociaż wyjeżdżała z Herefordshire jeszcze rzadziej niż Lindsay. Cała jej wiedza pochodziła z programów telewizyjnych i tabloidów.
Lindsay takie szczegóły najwyraźniej nie interesowały.
– Coś w tym stylu. – Wzruszyła ramionami. – Ma mnóstwo pieniędzy. Przystojny, prawda? – dodała z podekscytowaniem.
Liza zauważyła uśmiech w oczach Jenny i przewróciła oczami, gdy goście siedzący przy sąsiednim stoliku wymienili spojrzenia. Nie lubiła snobów, a na przestrzeni lat spotkała sporo ludzi, którzy uważali, że jej rodzina jest trochę zbyt dziwaczna i zbyt głośna – uroczy ekscentryczny ojciec, podatna na ekscytację matka oraz ich cztery córki – ładna Jenna, inteligentna Marie, zabawna Lindsay… i Liza. Liza nie miała pojęcia, jak można byłoby ją określić. Spokojna? Normalna? Nieciekawa? Wiedziała, że nie ma urody Jenny, intelektu Marie ani żywotności Lindsay. W tej chwili jednak dobrze się bawiła i nie miała ochoty się nad tym zastanawiać.
– Gdzie on jest? – dopytywała matka, strzelając oczami na wszystkie strony.
– Tam – wskazała Lindsay i Liza stłumiła chichot.
– Może ogłosimy to przez megafon? – zapytała cierpko.
Siostra spojrzała na nią obojętnie.
– Lizo, w takim barze na pewno nie mają megafonu.
– O ja głupia – mruknęła Liza.
Od strony Jenny dobiegło naraz przeciągłe westchnienie i Liza odwróciła się, żeby zobaczyć, o co to całe zamieszanie. Spojrzała w stronę wejścia i zamarła na widok mężczyzny stojącego przy drzwiach. Nie sposób było nie zwrócić na niego uwagi. Zdawało się, że wysysa całe powietrze z pomieszczenia. O pół głowy wyższy od wszystkich pozostałych gości w barze, miał atramentowoczarne włosy sczesane z wysokiego, arystokratycznego czoła. Stalowoszare oczy lekceważąco obiegały pomieszczenie, usta skrzywione były w cynicznym grymasie, który Liza dostrzegała nawet z drugiego końca sali. Rozpięta u góry śnieżnobiała koszula odsłaniała mocną szyję. Liza aż do tej pory nie miała pojęcia, że męska szyja może być seksowna. W połączeniu z wąskimi czarnymi spodniami był to strój, który pasowałby raczej do kelnera, a jednak nikt nie mógłby wziąć tego mężczyzny za kelnera. Emanował władzą, pieniędzmi i arogancją, jakby był właścicielem całego świata. Liza zwykle nie znosiła arogancji, ale pewność siebie tego mężczyzny była zniewalająca. Zmusiła się, by odwrócić wzrok.
– Widziałaś go? – dopytywała Lindsay.
Skinęła głową.
– Jenno, wydaje mi się, że on cię zauważył – głośno szepnęła podekscytowana Yvonne.
Jenna uśmiechnęła się i zarumieniła. Liza znów podniosła wzrok: ciemnowłosy Adonis zwrócony był w inną stronę, a w jej siostrę z wyraźnym zainteresowaniem wpatrywał się mężczyzna o życzliwej twarzy, z potarganymi jasnymi włosami i rumianymi policzkami. To był Chaz Bingham? Więc kim był ten drugi?
– Idzie tu! – pisnęła Lindsay.
O dziwo, Chaz naprawdę zbliżał się do ich stolika. Liza zebrała się w sobie. Zastanawiała się, czy chce je poprosić, by zachowywały się ciszej, czy może pożyczyć od ich stolika krzesło, na którym leżały płaszcze, ale on nic takiego nie zrobił. Uśmiechając się promiennie do Jenny, zwrócił się do nich wszystkich:
– Chciałbym zapytać, czy mogę postawić paniom drinka?
Jenna zarumieniła się uroczo. Obdarzona przez naturę burzą jasnych loków, żywymi niebieskimi oczami i krągłą sylwetką zawsze miała jakichś wielbicieli, ale, o dziwo, nawet w najmniejszym stopniu nie była próżna; prawie z nikim się nie spotykała i zawsze wydawała się zaskoczona przyciąganą uwagą. Liza nawet nie mogła marzyć o takiej popularności.
– Tak, dziękujemy – odpowiedziała Lindsay, wymownie szturchając Jennę. Zadowolony Chaz przyjął od nich zamówienia.
– Ze wszystkich kobiet w całym barze wybrał właśnie ciebie! – szepnęła triumfalnie matka, kiedy odszedł.
– Mamo, on tylko chce mi postawić drinka – zaprotestowała Jenny, ale Liza zauważyła, że odprowadziła Chaza wzrokiem.
Ona sama odruchowo przeniosła spojrzenie na tego drugiego mężczyznę, który dołączył do Chaza przy barze i mówił coś do niego ze znudzonym wyrazem twarzy, obojętnie wiodąc wzrokiem po sali. Jego arogancja wydawała się wręcz śmieszna. Liza wyobrażała sobie, że jakiś właściciel ziemski mógłby tak patrzeć na chłopów pańszczyźnianych, i znów poczuła irytację. Dlaczego tak przystojny mężczyzna musiał być taki arogancki? Westchnęła w duchu. Wiedziała, że wygląd to nie wszystko, a jednak na tym świecie z pewnością bardzo się liczył.
– Kiedy tu wróci, na litość boską, poproś go, żeby usiadł – powiedziała matka do Jenny.
– Mamo…
– Jeśli ona go nie poprosi, to ja to zrobię – oświadczyła Lindsay. – On na pewno śpi na pieniądzach.
– Nie sądzę, żeby tak bardzo docenił zaproszenie od ciebie – wtrąciła Liza, a gdy siostra spiorunowała ją wzrokiem, sięgnęła po swoje wino. Odrzuciła ofertę Chaza Binghama i w kieliszku pozostał tylko łyk. Czy Chaz przysiadłby się do nich, gdyby go poprosiły? I czy jego dumny przyjaciel też by do niego dołączył? Na tę myśl serce zabiło jej szybciej i poczuła, że potrzebuje więcej wina.
– Dokąd idziesz, Lizo? – Matka pochwyciła ją za rękaw. – Chaz zaraz tu wróci…
Nawet się jeszcze nie przedstawił, a matka już nazywa go po imieniu, pomyślała cierpko.
– Zdecydowałam, że mimo wszystko mam ochotę na kieliszek wina – powiedziała Liza i z lekkim trzepotaniem serca skierowała się stronę baru i opartego o niego intrygującego mężczyzny.

– Dlaczego, do diabła, wybrałeś to miejsce? – Fausto Danti rozglądał się po zatłoczonym barze z grymasem niesmaku. Przyleciał z Mediolanu tego popołudnia i miał nadzieję wybrać się ze starym przyjacielem ze studiów na spokojną kolację do dyskretnego, ekskluzywnego klubu, a nie na drinka do baru pełnego turystów i studentów.
– Nie podoba ci się tu? – zapytał Chaz niewinnie, a gdy Fausto nie zaszczycił go odpowiedzią, dodał jeszcze: – Zawsze byłeś snobem, Danti.
– Wolę uważać, że jestem wymagający.
– Rozluźnij się wreszcie, powtarzam ci to od czasów studenckich. – Ruchem głowy wskazał na stolik z gromadą piszczących kobiet. – Powiedz, widziałeś kiedyś piękniejsze stworzenie?
Fausto musiał przyznać, że kobieta, na którą Chaz zwrócił uwagę już w chwili, gdy przekroczył próg, była naprawdę piękna.
– Całkiem ładna. Tylko ta jedna z nich wszystkich.
– Jej siostry też nie są złe.
– Siostry? – zdziwił się Fausto. – Skąd wiesz, że to nie przyjaciółki?
Chaz wzruszył ramionami.
– Wszystkie są do siebie podobne, a ta starsza to na pewno matka. W każdym razie zamierzam poznać je wszystkie. Ty też możesz to zrobić.
Fausto tylko prychnął z niedowierzaniem.
– Nie mam najmniejszej ochoty.
– A co powiesz o tej z kręconymi włosami?
– Równie zwyczajna i nudna jak ta druga obok – odparł Fausto, nie patrząc na żadną z kobiet. Nie miał zamiaru podrywać nikogo w takim miejscu, ani nawet w ogóle. Przyjechał do Anglii tylko po to, by poradzić sobie z problemami w londyńskim biurze i zaraz po tym zamierzał wrócić do Włoch, do matki, która miała nadzieję, że wkrótce przedstawi jej swoją narzeczoną. Na tę myśl poczuł ściskanie w żołądku. Musiał jednak wypełnić swój obowiązek, co do tego nie było dwóch zdań.
– Daj spokój, Danti – powtórzył Chaz. – Zrelaksuj się, jeśli jeszcze pamiętasz, jak się to robi. Wiem, że przez ostatnie lata ciężko pracowałeś, ale zabawmy się trochę.
– Zwykle bawię się inaczej. – Fausto przyjął od barmana whisky i lakonicznie skinął głową w podziękowaniu. – Na pewno nie w towarzystwie poszukiwaczek złota, które spijają ci z ust każde słowo.
Chaz poklepał go po ramieniu. Fausto uśmiechnął się do niego zaciśniętymi ustami i naraz poczuł dziwny dreszcz. Odwrócił się szybko, spodziewając się zobaczyć kogoś tuż za sobą, ale nikogo tam nie było. Rozejrzał się po zatłoczonej sali, ale wszędzie widział tylko jednolity tłum londyńczyków ze średniej klasy.
Chaz sięgnął po drinki, które zamówił dla pstrokatej grupy kobiet, i ruszył w ich stronę. Jedna ze szklanek ozdobiona była różową parasolką i aż trzema wisienkami. Fausto niechętnie poszedł za przyjacielem. Blondynka, którą Chaz miał na celowniku, rzeczywiście była atrakcyjna, choć wydawała się prostą dziewczyną. W jej czystym spojrzeniu nie było podstępu, w otwartej twarzy nie widać było głębi, jednak Fausto musiał przyznać, że jej uroda robiła wrażenie.
Druga siostra, chyba jeszcze nastolatka, miała przesadny makijaż, jasnobrązowe włosy spięte w ciasny kucyk na czubku głowy i obcisłą bluzkę podkreślającą krągłości. Fausto zinterpretował błysk w jej oczach jako chciwość i znów zaczął się obawiać nieprzyjemnego wieczoru. Zauważył, że matka była w tym samym typie i ubrana równie wyzywająco. W jego pamięci niejasno zamigotały kędzierzawe kasztanowe włosy i błyszczące piwne oczy. Był pewny, że przy stoliku siedziała jeszcze czwarta kobieta. Gdzie ona się podziała?
Chaz uprzejmie postawił przed nimi drinki. Jak można było przewidzieć, blondynka, jąkając się, zaprosiła go do stolika i Chaz natychmiast usiadł obok niej. Dla Fausta zostało tylko miejsce obok nastolatki z pożądliwym spojrzeniem, toteż oznajmił chłodno, że woli stać.
– Właśnie tego się spodziewałam – usłyszał obok ramienia. Kobieta, której wypatrywał, minęła go i wślizgnęła się na swoje miejsce. – Prawdę mówiąc, sprawia pan wrażenie, jakby chciał pan stąd zniknąć jak najszybciej.
Fausto spojrzał w piwne oczy, które w tej chwili strzelały ogniem. Zastanawiał się, dlaczego ta mała Panna Nikt patrzy na niego z taką wyższością i gniewem.
– Przyznaję, że ja sam nie wybrałbym tego baru – odpowiedział, mierząc ją równym spojrzeniem.
Kasztanowe włosy opadały jej na ramiona w burzy spiralnych loków, duże piwne oczy otoczone były gęstymi rzęsami, a usta przypominały łuk Kupidyna. Miała na sobie prosty zielony sweter i dżinsy. Po chwili zastanowienia Fausto uznał, że nie ma w niej nic niezwykłego.
Wytrzymał jej spojrzenie. Kpiąco uniosła brwi i z ostentacyjnym brakiem zainteresowania odwróciła wzrok.
– Jenna… Lindsay… Yvonne… Liza – dobiegło od stolika i Fausto nadstawił uszu, chociaż wątpił, czy kiedykolwiek poczuje potrzebę zwrócenia się do którejkolwiek z tych kobiet po imieniu. Chaz jednak wydawał się zachwycony. Fausto wsunął ręce do kieszeni spodni. Więc teraz wiedział, że ma na imię Liza, chociaż to nie miało żadnego znaczenia.
– A pan jak ma na imię? – zaćwierkała matka, czyli Yvonne, choć było jasne, że i tak wie, z kim ma do czynienia. Ze względu na swoje pochodzenie, majątek i zamiłowanie do imprez Chaz często gościł na łamach plotkarskich pism.
– Chaz Bingham, a to mój dobry przyjaciel z czasów studiów, Fausto Danti. Przyjechał z Mediolanu i przez kilka miesięcy będzie prowadził biuro rodzinnej firmy w Londynie.
Fausto rzucił mu chłodne spojrzenie. Chaz odpowiedział niewinnym uśmiechem, w którym nie było nawet cienia skruchy.
– Jak się panu podoba nasz kraj, panie Danti? – spytała matka obrzydliwie dziewczęcym głosem.
– Tak samo jak piętnaście lat temu, kiedy tu studiowałem – odpowiedział Fausto chłodno. Zaśmiała się niepewnie i sięgnęła po absurdalny koktajl.
Chaz z ożywieniem rozmawiał z Jenną. Pozostała czwórka – Fausto i te trzy nudne kobiety – siedziała w nieznośnym milczeniu. Fausto był zmęczony, nie w humorze i absolutnie nie miał ochoty zawierać z nimi bliższej znajomości, a poza tym następnego dnia musiał wstać o siódmej rano. Po nieznośnych piętnastu minutach znacząco spojrzał na zegarek i na Chaza, przyjaciel jednak beztrosko go zignorował.
Fausto zacisnął zęby. Nie chciał okazać się niegrzecznym gburem i zostawić przyjaciela samego, chociaż Chaz może właśnie tego sobie życzył. Znów zerknął na zegarek, jeszcze bardziej wymownie.
– Bardzo mi przykro, że pana zatrzymujemy – powiedziała Liza kwaśno.
– Właściwie to Chaz mnie zatrzymuje – odparł Fausto.
– Wygląda na to, że dobrze się bawi. – Chaz i Jenny rozmawiali z głowami pochylonymi ku sobie. – Na pewno nie będzie miał nic przeciwko temu, że pan sobie pójdzie. – Fausto dostrzegł w jej oczach wyraźną iskierkę wyzwania i wbrew sobie poczuł podziw. Ta kobieta miała w sobie więcej ognia niż jej piękna siostra. Ale to nie miało żadnego znaczenia.
– Jestem skłonny się zgodzić. – Skinął głową. – W takim razie pożegnam się.
Obrzucił beznamiętnym spojrzeniem wszystkie trzy kobiety i skinął głową do Chaza, który posłał mu zawstydzony uśmiech, nie przerywając rozmowy z Jenną.
Fausto jeszcze raz spojrzał na Lizę. Gdy ich oczy się spotkały, coś w nim drgnęło, zaraz jednak, tak samo lekceważąco jak na początku, dziewczyna odwróciła wzrok.

Liza wpatrywała się w sufit swojej sypialni. Jesienne promienie słońca przebijały się przez zasłony i rozświetlały jej maleńki pokój złocistym blaskiem, ona jednak nie zwracała na to uwagi. Przed oczami stała jej postać Fausta Dantiego – stalowoszare oczy, ładnie zarysowane usta, czarne włosy i pogardliwe spojrzenie.
Niegrzeczny, arogancki, irytujący cham. Zacisnęła pięści na kołdrze, przypominając sobie jego arystokratyczny, przeciągły głos, który mówił: „Równie zwyczajna i nudna jak ta druga, jeśli nie bardziej”. Usłyszała te obojętne, okrutne słowa, kiedy podeszła do baru. Po raz kolejny powiedziano jej, że nie jest nikim wyjątkowym, ale tym razem było to jeszcze gorsze, bo powiedział tak zupełnie obcy mężczyzna. Fausto Danti zerwał strup z ledwie zagojonej rany, którą Liza ze wszystkich sił starała się ukrywać przed wszystkimi, nawet przed sobą. Zawsze wiedziała, że nie jest piękna jak Jenna, inteligentna jak Marie ani energiczna jak Lindsay. Ale usłyszeć to w taki sposób…
Po usłyszeniu tego bezdusznego komentarza szybko wróciła do stolika, wściekła i zraniona, zanim zdążył ją zauważyć. Powiedziała sobie, że zna tego mężczyzny, a on najwyraźniej w ogóle nie miał ochoty jej poznać. Patrzył na nie wszystkie z góry i nie stać go było nawet na zwykłą uprzejmość.
Ale sposób, w jaki na nią patrzył… Liza mocniej zacisnęła pięści. Choć bardzo chciała go nienawidzić, to spojrzenie wzbudziło w niej zaskakującą tęsknotę, której nie mogła zaprzeczyć. Wiedziała jednak, że to nie może prowadzić do niczego dobrego. Sądząc po tym, co powiedział, musiała zupełnie opacznie odczytać to spojrzenie. Przecież już kiedyś zdarzyło jej się tak pomylić. A co do jej reakcji… no cóż, był atrakcyjny i każda normalna kobieta mogłaby tak zareagować na jego wygląd. Z drugiej strony, kiedy Chaz odszedł po wymianie numerów telefonów z Jenną, rozmowa przy stoliku skupiła się wokół niego, a nie wokół Fausta Dantiego. Czy zadzwoni? Czy zaprosi Jennę na randkę? Kiedy? Dokąd ją zabierze? Rozprawiały o tym przez pół nocy, aż wreszcie Liza poszła spać, nie chcąc im psuć nastroju. Żadna z sióstr nawet nie wspomniała wczoraj o Fauście Dantim.
Liza z westchnieniem wyszła z łóżka. Miała przeczucie, że to będzie ciężki dzień.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.

Dbamy o Twoją prywatność


Sklep korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zamknij
pixel