Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Jedna noc w Londynie (ebook)
Zajrzyj do książki

Jedna noc w Londynie (ebook)

ImprintHarlequin
Data premiery2022-03-31
KategoriaEbooki
Liczba stron160
ISBN978-83-276-7920-8
Formatepubmobi
Tytuł oryginalnyHousekeeper in the Headlines
TłumaczDorota Jaworska
Język oryginałuangielski
EAN9788327679208
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Sławny hiszpański tenisista Carlos Segarra dowiaduje się z mediów, że jest ojcem dziecka, którego nie uznał. Wściekły za te pomówienia, chce wysłać prawników, by wyjaśnili sprawę i oczyścili jego dobre imię. Pamięta jednak piękną Angielkę Betsy Miller, z którą spędził jedną noc po zwycięskim turnieju w Londynie. Postanawia, że sam ją odnajdzie i dowie się, ile jej zapłacono za te kłamstwa…

Fragment książki

– Czy to prawda?
– Oczywiście, że nie!
Carlos Segarra z wściekłością wpatrywał się w gazetę, którą trzymał w ręku. Spojrzał w kierunku ojca i na twarzy Roderiga rozpoznał dobrze mu znane poczucie rozczarowania. Dios, Carlos musiał przyznać, że rzeczywiście, w ciągu minionych lat wielokrotnie zawiódł ojca. Tylko że tym razem było inaczej; nie miał sobie nic do zarzucenia.
– To wszystko wymysł tych szmatławców – stwierdził stanowczo. – Nie mam żadnego dziecka.
Roderigo ledwo oddychał. Rok temu miał szczęście, gdy przeżył udar, ale ostatnio problemy powróciły i znów spędził miesiąc w szpitalu, z powodu zapalenia płuc.
– A więc nie znasz tej kobiety, Betsy Miller, domniemanej matki twojego dziecka?
Carlos poczuł, jak powracają wszystkie wspomnienia. Zobaczył brązowe oczy i karmelowozłote włosy jedwabistymi lokami okalające śliczną, pełną pasji twarz. Przypomniał sobie delikatność ust Betsy i odgłosy, które z siebie wydawała, gdy się kochali. Testowała jego silną wolę tygodniami. Uległ kilka godzin po tym, jak spełnił marzenie swego życia, zdobywając prestiżowy tytuł międzynarodowego mistrza Wielkiej Brytanii w tenisie ziemnym mężczyzn.
– Spotkałem ją przelotnie w Londynie – odpowiedział. – Nie jestem ojcem jej dziecka.
Roderigo uważnie mu się przyjrzał.
– Jesteś na sto procent pewny?
– Si.
Carlos wpatrywał się w wizerunek Betsy na okładce gazety i czuł, jak znów wszystko w nim płonie na jej widok, mimo że dała sobie zrobić zdjęcie w nieatrakcyjnym płaszczu przeciwdeszczowym, a włosy skryła pod przyklapniętą wełnianą czapką. Siła jej oddziaływania była porażająca. Nigdy nie doświadczył czegoś podobnego w stosunku do innych kobiet, tym bardziej nie powinien ulec urokowi prostej angielskiej gosposi. Przynajmniej tak sobie wmawiał.
– Szansa na to, że to moje dziecko, jest bliska zeru – upierał się.
Na zdjęciu Betsy trzymała w ramionach chłopca, mniej więcej w tym samym wieku, co bratanek Carlosa. Twarz malucha zasłaniał obszerny kaptur.
Jeśli Betsy rzeczywiście zaszła z nim w ciążę, to dlaczego zwlekała tak długo z ujawnieniem prawdy, zastanawiał się. Dlaczego nic mu nie powiedziała? Zapewne dostała niezłą sumę za zgodę na publikację swej kłamliwej historii. Zrobiłaby to?
Carlos odtwarzał w pamięci okoliczności ich rozstania. Opuścił dom w południowo-zachodnim Londynie po upojnej nocy w jej towarzystwie i nigdy potem się nie widzieli. Jednakże, nie był w stanie o niej zapomnieć, dlatego, od razu po powrocie do Hiszpanii wysłał jej drobny prezent, bransoletkę, do której dołączył swój numer telefonu, na wypadek, gdyby chciała…
Betsy nigdy nie zadzwoniła, on też nie próbował się z nią kontaktować. Jeśli prawdą jest, że zaszła z nim w ciążę, to dlaczego gazety dowiedziały się o tym pierwsze? Dlaczego przynajmniej nie poprosiła o finansowe wsparcie dla dziecka?
– Jestem pewien, ojcze, że to typowa historyjka z kategorii pocałuj-i-opowiedz. Wiesz, że szmatławce to uwielbiają, im bardziej ktoś sławny, tym lepiej – przekonywał, odkładając gazetę. – Są kobiety, które celowo idą do łóżka z kimś znanym, żeby się tym pochwalić dziennikarzom, za grubą kasę.
– Gdybyś nie miał ugruntowanej opinii playboya, ta kobieta zostawiłaby cię w spokoju.
Wieczne niezadowolenie ojca zaczynało irytować Carlosa. Dopiero co dobudował przestronny aneks przy swoim domu w Toledo, by zapewnić starszemu panu godne warunki życia, w ciszy i spokoju. Płacił za całodobową opiekę pielęgniarską, byle tylko nie oddać ojca do domu opieki. Miał nadzieję, że oferując mu mieszkanie i namiastkę rodzinnego ciepła, sprawi, że znów staną się sobie bliscy. Nie spodziewał się wybaczenia, bo sam pewnie nigdy sobie nie wybaczy tego, w jaki sposób przyczynił się do śmierci matki. Miał jednak wrażenie, że w minionych miesiącach ojciec nieco złagodniał, dlatego w głębi duszy liczył na odbudowanie wzajemnego zaufania. Wtedy pojawił się ten nieszczęsny artykuł, a potępienie ze strony ojca było jak nóż w plecy.
Carlos wstał i zaczął krążyć po szpitalnym pokoju.
– Co teraz zrobisz? – zapytał Roderigo.
– Mój samolot zabierze mnie do Anglii, gdy tylko stąd wyjdę.
Nikt by w to nie uwierzył, ale lot na Wyspy zaplanował już wcześniej. Miał się tam udać w interesach i nawet rozważał, by przy okazji skontaktować się z Betsy… Teraz nie miał wyjścia, musiał się z nią spotkać i przeprowadzić test DNA na ustalenie ojcostwa.
Chciał odpowiedzi. Kiedy udowodni, że Betsy Miller kłamie, zrobi wszystko, żeby tego długo żałowała, przyrzekł sobie.

Czerwiec w hrabstwie Dorset był mokry, a w ciągu ostatniej doby dodatkowo spadła miesięczna dawka deszczu, zmieniając strumień leniwie wijący się przez wioskę Fraddlington w rozszalałą rzekę, która ostatniej nocy wystąpiła z brzegów.
Betsy wcześniej ustawiła worki z piaskiem wokół frontowych drzwi domu, ale rano odkryła, że podłoga w pokojach na dole zniknęła pod dwucentymetrową warstwą brudnej cieczy. Na szczęście kuchnia na tyłach domu, wybudowana na nieco wyższym poziomie, pozostała sucha. Przed południem woda zaczęła ustępować, pozostawiając czarny, cuchnący szlam.
Sebastian stał za niewielkim płotkiem, który zainstalowała w drzwiach między kuchnią a pokojem dziennym. Miał prawie piętnaście miesięcy i był nieziemsko doskonały, rozkosznie piękny z brązowymi oczami, w których tańczyły złote iskierki, jak w oczach jego ojca. Ale Betsy nie zamierzała myśleć o Carlosie, nie miała na to czasu ani ochoty.
– Obawiam się, że musisz tam zostać, zanim posprzątam ten bałagan – powiedziała i nachyliła się, by ucałować ciemnobrązowe loczki.
Wynajmowała ten dom i nie miała pomysłu, dokąd mogłaby się udać na czas czyszczenia i dezynfekcji zalanych pomieszczeń. Wioska ze swoim niespokojnym strumieniem znajdowała się w strefie wysokiego zagrożenia, od kilku dni relacje z przebiegu powodzi w okolicy zajmowały pierwsze miejsce w krajowych mediach.
Nawet teraz, gdy wyniosła na zewnątrz ciężki od wilgoci dywanik, zauważyła sąsiadkę rozmawiającą z kimś z mikrofonem w ręku. Szybko wbiegła do domu i zatrzasnęła drzwi, wspominając dziennikarza, który kilka dni temu zastąpił jej drogę, gdy wracała ze sklepu z Sebastianem w spacerówce. Przysiadła, zdruzgotana, bo nagle uświadomiła sobie, skąd zna tego człowieka. To on w domu jej ciotki w południowo-zachodnim Londynie dwa lata temu przeprowadzał wywiad z tenisistą Carlosem Segarrą po jego spektakularnym triumfie na brytyjskiej ziemi. Carlos wynajmował dom na czas pobytu ciotki Alice poza granicami kraju, a ona pracowała tam wówczas jako jego gosposia.
Spędzili razem jedną noc, jego ostatnią na Wyspach. Kiedy się obudziła, nie zastała go u swego boku, wstała i poszła go szukać, borykając się z rozkosznym bólem w miejscach, których nigdy wcześniej nie dotykał żaden mężczyzna. Ten ból jedynie potęgował pragnienie ponownego oddania mu się.
Wspomnienia tamtej nocy odżyły z nową siłą. Jakże była naiwna, myślała, zgarniając z podłogi brudny osad.
Wychowała się w „strefie wojny”, z nieustannie walczącymi ze sobą rodzicami, których toksyczny związek zakończył się burzliwym, bolesnym rozwodem. Od tamtej pory uważała, by się nie zakochać. Była wprawdzie na kilku randkach z chłopakami, których spotkała na uniwersytecie, ale nie pozwalała sobie na wyjście poza ten etap, by nie dać się zranić. Mimo to, gdzieś w głębi duszy miała nadzieję, że kiedyś spotka swego księcia. Wówczas w domu jej ciotki pojawił się wysoki, nieprzyzwoicie przystojny gwiazdor tenisa.
Przy nim po raz pierwszy w życiu się odsłoniła, po raz pierwszy zaufała, przekonana, że połączyło ich coś specjalnego. Prawda okazała się okrutna – była tylko kolejną zdobyczą w jego życiu pełnym kobiet, kolejnym nacięciem na karabinie snajpera. Gdy podsłuchała, jak odpowiadając na pytania dziennikarza, nazwał ją „przygodnym flirtem”, była zdruzgotana.
Teraz, zdejmując gumowe rękawiczki, znowu czuła, jak ogarnia ją rozpacz. Tyle miała na głowie. Problem gonił problem. Dodatkowy stres nie był jej potrzebny. Ten dziennikarz na pewno ją rozpoznał, wiedziała to, inaczej nie byłby aż tak zainteresowany Sebastianem.
Gwałtowne pukanie sprawiło, że podskoczyła. Pomyślała, że to zapewne ktoś z urzędu, kto sprawdza sytuację powodzian. Upewniła się, gdzie jest Sebastian, i podeszła do drzwi. Przez mleczne szybki widziała zarys wysokiej postaci, a jej serce z jakiegoś powodu zaczęło szaleć.
Otworzyła drzwi i ujrzała w nich Carlosa.
Szok sprawił, że krew w jej żyłach zlodowaciała. To nie mógł być on. Nie wiedział, gdzie mieszkała, nie miał też powodu, by chcieć ją spotkać, by się nią zainteresować.
Zdążyła już zapomnieć, jak wyglądał. Teraz, gdy stał przed nią, wydał jej się tysiąckrotnie bardziej przystojny niż Carlos z jej snów i wspomnień. Wodziła oczami po twarzy pełnej męskiego piękna, z wysokimi kościami policzkowymi i mocną szczęką z cieniem zarostu, z ustami jednocześnie zmysłowymi i okrutnymi, teraz tak zaciśniętymi, że odczuwała coraz większy niepokój.
Jego wygląd, sława legendarnej gwiazdy sportu oraz opinia nienasyconego podbojami playboya oznaczały, że często trafiał na pierwsze strony gazet. Betsy niestety nie potrafiła oprzeć się pokusie kupowania wszystkich. Pociągał ją od chwili, gdy go poznała dwa lata temu, i najwyraźniej nic się w tej kwestii nie zmieniło. Teraz, gdy patrzyła prosto w jego brązowe oczy lśniące pod gęstymi, ciemnymi rzęsami, czuła, jak mocno bije jej serce.
Nie tylko z powodu oczu myślała o nim, jak o drapieżnym kocie. Pamiętała smukłe, umięśnione, perfekcyjnie wyrzeźbione ciało, które czyniło z niego wyjątkowego sportowca. Na kortach znany był jako „Jaguar”, ze względu na szybkość, sprężystość oraz imponującą nieprzewidywalność.
Betsy przyjrzała się uważniej eleganckiemu garniturowi Carlosa.
– Powinieneś włożyć wysokie kalosze – powiedziała na widok pokrytych błotem nogawek spodni oraz butów i od razu zawstydziła się, że powitała go w taki sposób. – Dlaczego tu jesteś? – spytała.
– Dopiero przyjechałem, nic nie wiedziałem o powodzi.
Dźwięk słów z lekkim hiszpańskim akcentem ożywił jej ciało. Położyła rękę na piersi, by skryć przed nim drżenie serca, choć nie mógł tego widzieć. Z trudem utrzymywała się na nogach, gdy wiódł wzrokiem od jej starego szalika w zwichrzonych włosach, przez starą roboczą koszulkę, po wypłowiałe dresy. Powinien się domyślić, że zabierała się za sprzątanie, dlatego założyła najgorsze ubrania i kalosze, a włosy przewiązała tym, co miała pod ręką. Wyglądała fatalnie, ale postanowiła się tym nie przejmować.
– Media skupiają się głównie na powodzi, dziwne, że nic nie czytałeś. – Zerknęła na gazetę, którą trzymał w ręku. – Oszczędziłbyś garnitur.
– Do diabła z nim – warknął. – Starasz się być zabawna?
– Co masz na myśli?
Wcisnął jej w rękę gazetę i wszedł do domu bez zaproszenia.
– Dios… – wymamrotał, gdy uważnie rozejrzał się wokół. – Domyślam się, że szkody po powodzi są niemałe. Czy dlatego to zrobiłaś?
– Co zrobiłam? Nie rozumiem.
Na jego twarzy malowała się złość, a oczy miotały błyskawice i Betsy miała wrażenie, że zaraz stanie się coś złego. Wszystko stało się jasne dopiero, gdy zerknęła w stronę tabloidu. Własne serce niemal ją zabiło, wyrywając się z piersi na widok tytułu na okładce.

Tajemniczy syn Segarry, asa światowych kortów

Większość okładki zajmowało jej zdjęcie, niezbyt dobrej jakości. Stała przed domem z Sebastianem w ramionach. Twarzy dziecka na szczęście nie było widać.
Natychmiast przypomniała sobie dziennikarza, który pomógł jej przenosić worki z piaskiem.
– Mogę zrobić zdjęcie? – zapytał. – Przygotowuję materiał o powodzi dla lokalnej gazety. Wydawca lubi, gdy oprócz tekstu są zdjęcia poszkodowanych, wie pani, ludzka strona tragedii i te sprawy…
Pomógł jej, zbudował mur z worków przed wejściem do domu. Nie miała siły mu odmówić. Poza tym był nadzwyczaj miły, zachwycał się oczami i oliwkową karnacją Sebastiana, pytał o jego wiek… Nie powiedziała mu nic, co wiązałoby ją z Carlosem.
– Nie mam pojęcia, jak ta historia trafiła do gazet. Nikomu nie mówiłam, że Sebastian jest twoim dzieckiem.
– Czyżby? Ile ci zapłacono za oskarżenie mnie o porzucenie dziecka?
– Ja nie…
– Dość! – przerwał jej. – Wczoraj dostałem cynk, że historia o moim sekretnym nieślubnym dziecku pojawi się w prasie. Było zbyt późno, żeby załatwić nakaz sądowy na wstrzymanie publikacji. Doniesiono mi, że to robota Toma Vane’a. Ta kanalia szuka zemsty, obwinia mnie o stratę posady redaktora działu sportowego. Kiedyś nakłamał w sprawie mojego zakończenia profesjonalnej kariery, więc poskarżyłem się wydawcy.
– Nie znam nazwiska tego, który ze mną rozmawiał – stwierdziła Betsy. – Kręcił się po wsi, mówił, że pracuje dla lokalnej gazety. Wydał mi się znajomy. Teraz wiem, że widziałam go w domu ciotki w Londynie.
– I liczysz na to, że ci uwierzę? – zapytał kpiąco. – Dla mnie to oczywiste, że ty i Vane sfabrykowaliście historyjkę o moim dziecku. Pewnie obiecał ci fortunę za oświadczenie, że dziecko ze zdjęcia jest moje. Ale ten numer nie przejdzie! Chcę przeprowadzić test na ojcostwo. Kiedy będę miał dowód, że kłamiesz, pozwę cię za zniesławienie.
Wcześniej Betsy często próbowała sobie wyobrazić reakcję Carlosa na wieść o dziecku. Sebastian rósł szybko i serce matki przepełniało się smutkiem, że być może ojciec nigdy nie pozna syna. Odczuwała nawet wyrzuty sumienia, bo tak naprawdę powinna była dać Carlosowi szansę podjęcia decyzji, czy chce być częścią życia swego syna, czy nie. Z drugiej strony, w jednym z wywiadów podkreślił wyraźnie, że nie zamierza zakładać rodziny. Betsy uznała to za wystarczająco silny powód, by milczeć. Zresztą, nie miała jak się z nim skontaktować, on też nie odezwał się od czasu powrotu do Hiszpanii.
Był moment, w którym rozważała odszukanie go, ale odrzuciła ten pomysł. Bała się, że Carlos będzie chciał odebrać jej synka. Z własnego doświadczenia wiedziała, co to znaczy znaleźć się w epicentrum wojny rodziców walczących o prawo do opieki nad dzieckiem. Chciała tego zaoszczędzić Sebastianowi.
Teraz mogła odetchnąć z ulgą: Carlos nie był zainteresowany dzieckiem. Istniała szansa, że wyjedzie i zostawi ich w spokoju. Z drugiej strony była wściekła z powodu jego oskarżeń i gróźb. Dlatego dumnie uniosła głowę i hardo spojrzała mu w oczy.
– Test tylko potwierdzi moje słowa. Sebastian jest twoim synem – zakomunikowała z szokującą pewnością siebie.
– Spędziliśmy razem jedną noc, uprawialiśmy seks dwa razy i za każdym razem się zabezpieczyłem – tłumaczył zniecierpliwiony. – Szczerze, tylko cudem mogłaś zajść w ciążę.
– Też nie rozumiem, jak to się stało. Ale zgadzam się z tobą, Sebastian jest cudem. – Podeszła do płotka w drzwiach do kuchni i wyciągnęła ręce. – Prawda, skarbie? Jesteś małym cudem mamusi.
Carlos znieruchomiał na widok dziecka, które przydreptało do bramki. Betsy wzięła chłopca na ręce.
– Oto Sebastian.
W jej głosie pobrzmiewała duma, a miłość w jej oczach, gdy uśmiechała się do dziecka, sprawiła, że serce Carlosa zabiło mocniej. Dawno temu to jego matka uśmiechała się do niego z taką samą dumą w oczach. Szybko jednak przegonił wspomnienia, by przyjrzeć się chłopczykowi, uderzająco podobnemu do jego bratanka: mieli takie same brązowe oczy i ciemne loki okalające twarz. Miguel, syn siostry Carlosa, był zapewne odrobinę starszy, co musiało oznaczać, że Betsy faktycznie zaszła w ciążę dwa lata temu.
– To twój syn – powiedziała ze spokojem. – Ma prawie piętnaście miesięcy. Urodził się siedemnastego kwietnia, dokładnie dziewięć miesięcy po naszej wspólnej nocy. I… zanim zasugerujesz, że mogłam począć go z kimś innym, zapewniam cię, że tak się nie stało. Przed tobą byłam dziewicą, po nocy z tobą nie spałam z nikim innym.
Niemożliwe, tłumaczył sam sobie. Podobieństwo Sebastiana i Miguela nie musi o niczym świadczyć, mały mógł odziedziczyć brązowe oczy po matce. Kiedy jednak podeszła bliżej i mógł uważniej przyjrzeć się chłopcu, zamarł na widok złotych iskierek w oczach dziecka, identycznych jak jego własne.
Panika chwyciła go za gardło. Dziecko? Po tym, jak całe życie robił wszystko, by uniknąć odpowiedzialności?
Dwa lata temu był u szczytu kariery, miał na koncie niezliczone zwycięstwa na arenie międzynarodowej, ale to mistrzowskiego tytułu w Londynie pragnął najbardziej, by uczcić pamięć matki. Dlatego wynajął dom w południowo-zachodnim Londynie, obok klubu tenisowego, gdzie miał niezakłócenie trenować przez kilka tygodni przed turniejem. Już pierwszego dnia jego silna wola została wystawiona na ciężką próbę, gdy w drzwiach domu powitała go atrakcyjna brunetka.
– Będę pana gospodynią, nazywam się Betsy Miller – przedstawiła się, wyraźnie onieśmielona. – Proszę się nie obawiać, postaram się pozostać niewidoczna – zapewniła na widok jego niezadowolonej miny.
Miała jasną cerę i przyciągające uwagę delikatne rumieńce. Dostrzegł w niej świeżość i zmysłowość towarzyszące ciekawej urodzie.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.

Dbamy o Twoją prywatność


Sklep korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zamknij
pixel