Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Jedna z nas musi umrzeć
Zajrzyj do książki
4.57/5.00 ( recenzje: 7 )

Jedna z nas musi umrzeć

Liczba stron304
ISBN978-83-276-9965-7
Wysokość215
Szerokość145
EAN9788327699657
Język oryginałupolski
Data premiery2023-09-27
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

W malowniczej Ostródzie przepada bez wieści młoda dziewczyna, której instagramowe konto śledzi kilkanaście tysięcy osób. Lena „Osa” Osowska, młoda youtuberka zafascynowana zbrodniami, postanawia przyjrzeć się sprawie. Być może tajemnicze zniknięcie Jagody ma jakiś związek z brutalnym morderstwem autostopowiczki, której bestialsko okaleczone zwłoki znaleziono na opuszczonym poligonie? Lena jedzie do Ostródy i prowadząc własne prywatne śledztwo, zamierza nakręcić gorący materiał z serii true crime.
Nie wie, że ten, którego wszyscy szukają, upatrzył sobie również ją… Kto nim jest? Miejscowy wikary szwendający się nocami po mieście? Zakompleksiony chłopak o ksywce Wierny Piesio, który od lat kochał się w zaginionej Jagodzie? Przystojny instruktor sztuk walki, a może mieszkający w porośniętej winoroślą starej willi lokalny dentysta odludek?
Tropów jest wiele, atmosfera w miasteczku się zagęszcza, a bestia w ludzkiej skórze wciąż pozostaje nieuchwytna.

 

Fragment tekstu

1

Libreville, Gabon, lipiec 2018

Wysoki ciemnowłosy mężczyzna wyszedł na przestronny balkon i spojrzał w kierunku widocznych z trzeciego piętra hotelu wód Oceanu Atlantyckiego. Afrykę w miarę dobrze znał i cenił, choć nie potrafiłby chyba powiedzieć, że kochał – Czarny Ląd miał w sobie zbyt wiele okrucieństwa, by móc darzyć go miłością; na spalonym ostrym słońcem kontynencie zarówno bezlitosna natura, jak i zbrodnicza działalność człowieka przyczyniały się do setek tysięcy ludzkich tragedii.
A jednak znów tu był…
Libreville lubił odwiedzać w lipcu, wtedy sprzyjała mu zarówno pogoda, jak i szczęście, przynajmniej tak było dotąd.
Patrząc na ocean, dopił trzymanego w ręku drinka, postawił kieliszek na szerokiej marmurowej balustradzie balkonu i lekko zmrużył oczy, wdychając idącą od strony wody wieczorną bryzę. Afryka pachniała obco i znajomo jednocześnie, pobudzała go do życia, sprawiała, że w jego żyłach żywiej krążyła krew. Był tu już kilkanaście razy, głównie w Kongu, Kamerunie, RPA i Tanzanii, ale mimo kosztów i niebezpieczeństw, które można było napotkać podczas każdej z wypraw, czuł, że będzie tu wracać.
W porównaniu z Afryką Polska wydawała mu się nudna, nijaka i bezbarwna. W Polsce mógł żyć na co dzień, ale jego serce nieustannie rwało się do Czarnego Lądu.
Gabon odkrył niedawno dzięki dobremu znajomemu z Konga, który zaprosił go tu, pokazał okolice Libreville i obiecał coś, o czym dawno marzył – zdobycie talizmanu. Na myśl o zbliżającej się nocy nerwowo przełknął ślinę i oblizał usta. Denerwował się, ale był też podekscytowany. Niełatwo było dotrzeć do ludzi, którzy mogli mu dać to, czego pragnął. Dotąd tylko o tym czytał, ale tej nocy…
Uśmiechnął się do młodego jasnowłosego Amerykanina w lnianym beżowym garniturze, jednak jego uśmiech był pełen rezerwy, chłodny. Nieznajomy, również z drinkiem w dłoni, pojawił się na sąsiednim balkonie znienacka i skinął mu głową w geście powitania, ale on, nie mając zamiaru wdawać się w jałowe dyskusje, porzucił kontemplowanie widoku oceanu i samotnie wrócił do hotelowego apartamentu.
Przyjaciel jego znajomego miał po niego przyjechać o północy. Umówili się w zaułku za hotelem, tam miało czekać auto. Szczegółów nie znał. Dowiedział się jedynie, że ma wsiąść do czarnego pikapa i nie zadawać zbędnych pytań. Później pojadą na miejsce – proste to było i niepokojące jednocześnie, ale taka właśnie jest Afryka.
Myśląc o planowanej wyprawie, robił się coraz bardziej podekscytowany, a czas wlókł mu się niemiłosiernie. Wziął kolejny prysznic, nagi pokręcił się po apartamencie, wypił jeszcze jednego drinka i w końcu opadł na szerokie, zaskakująco wygodne łóżko, żeby zafundować sobie krótką drzemkę.
Później włożył ulubione jasne spodnie, błękitną koszulę i kupione jakiś czas temu wygodne włoskie mokasyny, opuścił hotel i zaszedł do pobliskiej knajpki na szybką kolację, gdzie po zamówionej bez zastanowienia, niezbyt smacznej potrawie skusił się jeszcze na pieczone banany, które znacznie lepiej dopieściły jego podniebienie.
Kilka minut przed północą szybkim krokiem ruszył w stronę pobliskiego zaułka. Wokół widział jeszcze ludzi, ulica wciąż była gwarna, ale nagle poczuł się nieswojo. Nie wiedział nawet, kto po niego przyjedzie, co sprawiło, że nagle zaczął się pocić. A jeśli gdzieś go wywiozą? Okradną? Pobiją? Zamordują? Jeśli to jakiś podstęp? Czy jest takie ryzyko, że bezrefleksyjnie i naiwnie odda się w ręce szemranych typów, skuszony własną perwersją, której za wszelką cenę chciał dać upust?
Czarny pikap już czekał. Ciemnowłosy mężczyzna rozejrzał się i ruszył w stronę samochodu. Kiedy był kilka kroków od niego, kierowca pochylił się i otworzył mu drzwi. Wsiadając, trząsł się w duchu, ale wiedział, że nie może okazać strachu. Ci ludzie potrafili rozszyfrować go równie dobrze, jak policyjne psy wyczuwały prochy.
Maurice Massamba, jego kongijski znajomy, zapewnił go co prawda, że może ufać człowiekowi, który po niego przyjedzie, ale czy w Afryce można zaufać komukolwiek? Gabon uważany jest za kraj w miarę bezpieczny dla turystów, stabilny i przyjazny, ale czy wszyscy ci szeroko roześmiani, snujący się po obcych ulicach Włosi, Niemcy i Amerykanie mają pojęcie, co dzieje się tu naprawdę?
Rytualne zabójstwa dzieci i kobiet – od jakiegoś czasu Gabon wiódł prym w tej dziedzinie. Czytał gdzieś, że tylko w latach 2008–2012 w ramach obrzędu zamordowano tu ponad dwieście osób. Na Czarnym Lądzie znajduje się ciała obdarte ze skóry, z wyciętymi organami wewnętrznymi, upuszczoną krwią, pozbawione kończyn. Za rytualnymi mordami najprawdopodobniej stoją przedstawiciele najwyższych władz, wierząc, że talizmany z ludzi przynoszą szczęście i fortunę.
Na albinosów polują bandy z maczetami i bronią automatyczną, przeczesując wioski w poszukiwaniu ofiar, które brutalnie się okalecza bądź bezlitośnie zabija. Niektórzy rybacy wierzą, że umieszczone w sieci kończyny albinosów przyniosą lepsze połowy. Sangoma – człowiek pełniący rolę szamana – zapewnia powodzenie obrzędu dzięki mrocznym rytuałom. Zamawia się jego usługi przed włamaniami do prywatnych domów czy planowanymi napadami na konwoje, licząc na większe szczęście i bezpieczeństwo.
Czarny Ląd to nadal miejsce, gdzie pali się żywcem bądź kamieniuje niesłusznie oskarżane o czary starsze samotne kobiety, pozbawia się genitaliów, zębów i języków kilkuletnie dzieci, których zmasakrowane ciała znajdowane są na plażach, w rowach i na polach. Tu, w wielu regionach, rytualne zabójstwa są społecznie akceptowane, a szamani mają status bogów. Dzieci są porywane nocą prosto z ich rodzinnych domów, bestialsko wyrywane z ramion ojców i matek.
Mężczyzna wzdrygnął się na wspomnienie zasłyszanej gdzieś historii o znalezionych w Tanzanii osiemdziesięciu kilku workach na śmieci pełnych ludzkich szczątków – w tym czaszek i kończyn. Zerknął na siedzącego za kierownicą ciemnoskórego mężczyznę koło dwudziestki i zapiął pasy, modląc się, żeby tamten nie dostrzegł, jak trzęsą mu się ręce. Ale chłopak nie zwracał na niego uwagi. Zawrócił w wąskim zaułku i wolno ruszył przez miasto. Dopóki byli w jego obrębie, mijając położone w przybrzeżnej strefie hotele, bary i niskie domy, ciemnowłosy mężczyzna czuł się w miarę pewnie, ale kiedy wyjechali na podmiejską drogę, znowu obleciał go strach.
– Długo pojedziemy? – zapytał po angielsku.
– Długo – mruknął chłopak i na tym urwała się ich konwersacja.
Za oknami czarnego pikapa panowały nieprzeniknione ciemności, mężczyzna znał jednak okolicę na tyle dobrze, by podejrzewać, że prędzej czy później wjadą w pełen bujnej roślinności równikowy las.
Dwie godziny później młody czarnoskóry kierowca zjechał na pobocze i bez słowa wysiadł z samochodu, by ulżyć pęcherzowi. Kiedy oddawał mocz, odwrócony plecami do samochodu, z zawieszonym na ramieniu karabinem, po który sięgnął, zanim wysiadł, ciemnowłosy mężczyzna pomyślał, że mógłby jeszcze się wycofać. Wiedział, że to, co robi, jest złe. Zamierzał przyczynić się do nieodwracalnego cierpienia jakiejś ludzkiej istoty, przyłożyć rękę do zbrodni. Mógłby teraz wyjąć portfel, zapłacić młodemu za fatygę i poprosić, by odwiózł go z powrotem do hotelu. Jednak pokusa była silniejsza…
Zło dosłownie go wołało, kusiło, wżarło się już w jego mózg, opanowało myśli. Miał świadomość tego, że za godzinę, może dwie, nieodwołalnie stanie się potworem, własnoręcznie wyrwie sobie duszę, a jednak nie umiał się już wycofać. Nie, nie stchórzę, powiedział sobie.
Długo szukał dojścia do ludzi, którzy dadzą mu to, czego niewielu innych śmiertelników będzie miało okazję kiedykolwiek doświadczyć. Zasięgał języka, wręczał łapówki, ryzykował, że trafi na niewłaściwą osobę i narobi sobie kłopotów. I w końcu się udało – Maurice, Kongijczyk, którego poznał dwa lata wcześniej na safari, skontaktował go z kimś, kto wiózł go właśnie w głąb równikowego lasu, tam, gdzie czekało na niego przeznaczenie.
Trzasnęły drzwi pikapa i mężczyzna lekko się wzdrygnął.
Nie było już odwrotu, zdecydowanie nie.
Gdy ruszyli, oparł głowę o zagłówek i na chwilę przymknął oczy. Odkąd wyjechali z Libreville, był czujny, spięty i podenerwowany, ale na moment opuścił gardę. Przy odrobinie szczęścia nie zostaną napadnięci, obrabowani ani zabici – podobno chłopak, który go wiózł, należał do jednego z tutejszych gangów i mimo młodego wieku budził respekt. To brzmiało pocieszająco i mężczyzna mógł tylko mieć nadzieję, że Maurice nie wcisnął mu kitu.
– Jeszcze moment – odezwał się nagle młody kierowca, zjeżdżając w pełną kolein drogę, a czarny pikap gwałtownie podskoczył na wyżłobionych w ziemi nierównościach.
– Okej – odpowiedział.
Drżał mu głos i chociaż we wnętrzu samochodu panował mrok, miał wrażenie, że siedzący za kierownicą chłopak uśmiechnął się pod nosem.
Zaparkowali przy niskim drewnianym budynku z blaszanym dachem. Wysiadając, wciągnął w płuca wilgotne nocne powietrze – byli gdzieś pośrodku niczego, wśród gęstego lasu, którego ściana tonęła w mroku afrykańskiej nocy.
Co czai się wśród splątanych pnączy? Nad tym wolał się nie zastanawiać.
– Idź – rozkazał mu młody kierowca.
Sam najwyraźniej nie zamierzał wchodzić do przypominającego barak domku – nie chciał bądź nie miał takich uprawnień. Oparty o maskę pikapa zapalił jedynie papierosa, gestem głowy wskazując swemu pasażerowi drzwi.
Robiąc pierwsze niespieszne kroki, mężczyzna zastanawiał się, co zastanie w środku. Oczywiście miał pewne wyobrażenie o czekającej na niego scenerii, za coś w końcu zapłacił i pewne rzeczy zostały wcześniej dogadane, jednak czuł, że jego fantazje mogą być odległe od rzeczywistości.
Gdy przekroczył próg, podszedł do niego dobrze zbudowany mężczyzna w kominiarce. Był w szortach i ciężkich wojskowych butach, ale jego lśniące od potu wytatuowane ramiona, tors i brzuch pozostawały nagie.
– Tam – rzucił szorstko, wskazując jednocześnie palcem kąt pomieszczenia.
Mężczyzna ruszył w stronę oświetlonego lampami naftowymi zakątka budynku.
Kobiet było pięć. Młode, prawie dzieci. Najmłodsza wyglądała na dwanaście lat, cztery pozostałe musiały mieć koło szesnastu, może siedemnastu. Nagie i śmiertelnie przerażone dosłownie zwisały z sufitowej belki. Miały ręce związane nad głową, słomę pod bosymi stopami i rozmazaną krew na twarzach.
– Którą chcesz? – zapytał mężczyzna w kominiarce.
Drugi, również z zasłoniętą twarzą, siedział na drewnianej ławce pod ścianą i z karabinem złożonym na kolanach obojętnie przyglądał się przerażonym ofiarom, żując przy tym gumę. Przy jego nodze stała butelka z niedopitym lokalnym piwem, obok otwartej flaszki leżał pistolet, chyba glock.
Ciemnowłosy mężczyzna podszedł bliżej i z rosnącym zafascynowaniem wpatrywał się w uwięzione młode kobiety. Ta najmłodsza miała krew na policzku, brodzie, dekolcie i drobnych, ledwo pączkujących piersiach, inne dziewczęta wyglądały na pobite, ale nie były aż tak skąpane w posoce.
– Język – mruknął jeden z oprawców, zanim szeroko się uśmiechnął, i mężczyzna zrozumiał, że nastolatce zdążono już wyrwać język, który na Czarnym Lądzie był jednym z najbardziej upragnionych talizmanów z ludzkiego ciała.
Kiedy ujął ją pod brodę, dziewczyna na moment otworzyła oczy i posłała mu błagalne spojrzenie. Zabierz mnie stąd, zdawała się bezgłośnie krzyczeć, choć z jej popękanych warg nie wydobył się żaden dźwięk, nawet najcichszy jęk.
Wtedy spojrzał na tę, która wisiała obok – podobała mu się jej twarz, ale i olbrzymi ciężki biust. Wyciągnął rękę i po krótkiej chwili wahania zważył w dłoni jej lewą pierś, ścisnął między palcami sterczący sutek i uśmiechnął się pod nosem.
Ta. Ta jest idealna. Na trzy pozostałe ledwo zerknął, od razu wiedział, że nie mają tego czegoś. Ale ta… Tak, to było to!
Przez chwilę wyobrażał sobie, że prosi o jej uwolnienie, zabiera ją gdzieś w najciemniejszy kąt, kolanem rozwiera jej mahoniowe uda i brutalnie gwałci. Pragnienie zrodziło się nagle i było na tyle mocne, że poczuł pożądanie, a jego spodnie wybrzuszyła erekcja. Lubił, kiedy się opierały, nigdy nie czuł się bardziej męsko, niż gdy brał kobietę siłą. Chciał, by krzyczała, błagała go o litość, płakała i szarpała się. Czuł jednak, że w tym odludnym, pogrążonym w półmroku baraku nie jest w pozycji do negocjacji. Nie znał tych ludzi, a oni nie znali jego. Zapłacił za coś zupełnie innego i tego powinien się trzymać. Poza tym bał się HIV, był w końcu w Afryce, nie chciał ryzykować.
– Biorę tę – powiedział więc tylko, a mężczyzna w kominiarce lekko skinął głową, wyraźnie aprobując jego wybór.
– Chcesz patrzeć czy nie? – zapytał po angielsku chropowatym, obojętnym głosem nałogowego palacza.
Mężczyzna się zawahał.
Chciał i nie chciał, zupełnie jakby gdzieś pod jego skórą staczały właśnie walkę siły światła i ciemności. Z jednej strony bał się tego, co przyjdzie mu zobaczyć, z drugiej jednak wiedział, że gdyby przegapił tak niecodzienne widowisko, nigdy by sobie tego nie wybaczył.
– Chcę – zdecydował w końcu.
Kiedy mężczyzna w kominiarce złapał za leżącą na drewnianej ławie maczetę, jedna z dziewcząt przeraźliwie krzyknęła i zaczęła obłąkańczo wrzeszczeć. Drugi z oprawców wstał, wcisnął jej w usta podniesioną z podłogi brudną, porwaną na strzępy szmatę, złapał ją za włosy i powiedział coś, co sprawiło, że odrobinę się uspokoiła, a jej drobnym ciałem wstrząsał jedynie bezgłośny szloch.
Mężczyzna nerwowo przełknął ślinę i podszedł bliżej. Słyszał kiedyś o stosowanym w Kamerunie zwyczaju prasowania piersi młodych kobiet – matki ubijały lub uciskały piersi córek z pomocą gorących przedmiotów, chcąc spowolnić ich rozwój, a co za tym idzie, uchronić dziewczęta przed molestowaniem i rozpoczęciem współżycia. Było to niezwykle bolesne i groziło wieloma konsekwencjami, nigdy jednak nie widział czegoś tak brutalnego jak scena, której lada moment miał być świadkiem. Scena, za którą zapłacił z własnej kieszeni…
Mężczyzna w kominiarce podszedł do ofiary i ostrym krańcem maczety przeciągnął po jej skórze. Wydawał się skupiony, sprawiał wrażenie chirurga szykującego się do operacji. Zraniona dziewczyna jęknęła, po czym zaczęła się szarpać, ale związane nad głową dłonie i bose stopy, których palce ledwo sięgały brudnej drewnianej podłogi, nie dawały jej wielu możliwości.
Z jej rozciętego brzucha popłynęła strużka krwi. Oprawca cicho się zaśmiał, ale kominiarka zdusiła jego śmiech, czyniąc go upiornym i przerażającym.
Kiedy włożył jej palce między nogi, stojący nieopodal brunet gwałtownie zaprotestował.
– Po prostu to zrób, bez macania jej i upokarzania – warknął, przez chwilę czując się prawie jak dżentelmen.
– Bez zabawy? – Kat sprawiał wrażenie rozczarowanego, ale posłusznie cofnął rękę, obwąchał własne palce i wytarł je w szorty.
A później złapał dziewczynę za pierś i przez chwilę ją pieścił; widać nie potrafił się oprzeć pokusie, pożądanie zwyciężyło. Szybko jednak się zreflektował, przeciął gruby sznur krępujący jej dłonie, a kiedy runęła na podłogę, nie potrafiąc utrzymać się na ścierpniętych nogach, brutalnie odwrócił ją na plecy, uklęknął przy niej i powoli, z namaszczeniem, jakby filetował łososia, maczetą odciął jej obie piersi, po czym dłońmi śliskimi od krwi cisnął je na stół i stracił zainteresowanie wykrwawiającą się na podłodze ofiarą, która przed momentem straciła przytomność z powodu szoku i bólu.
Brunet zerknął na nieludzko okaleczony tułów młodej kobiety i przesunął wzrok na piersi, które teraz były jedynie kawałkami zakrwawionego, żenująco nieforemnego mięsa.
Nigdy nie nakarmią niemowlęcia, sterczących sutków nie będzie już pieścił żaden mężczyzna. Odebrał jej kobiecość i zabrał życie. Sam zapłacił wyłącznie za lewą pierś, ale wiedział, że dziewczyna nie przeżyje tego, co zamierzają z nią zrobić – ofiary, które wpadły w łapy oprawców działających na zlecenie lokalnych gangów, zazwyczaj zostawały dosłownie rozczłonkowywane: wyrywano im zęby, obcinano genitalia, włosy, skórę, języki i kończyny, wydłubywano gałki oczne. Na każdy fragment ludzkiego ciała znajdował się tu jakiś chętny zwyrodnialec, a ceny, które za nie płacono, przyprawiały o zawrót głowy.
– Wracaj do hotelu i cierpliwie czekaj na przesyłkę. Roboty jest dużo, to może potrwać, ale zawsze dotrzymujemy obietnicy i wywiązujemy się z zamówień – usłyszał po dłuższej chwili wpatrywania się w leżącą na podłodze ofiarę.
Pozostałe dziewczyny zwisały z belki w milczeniu. Żadna już nie krzyczała, wyglądały tak, jakby były obecne tylko ciałem. Ich głowy, myśli i dusze znajdowały się gdzie indziej. Poddały się bądź zbierały siły do walki o własne życie, kiedy przyjdzie na nie czas.
Zanim wyszedł, brunet uklęknął przy ofierze i opuszkami palców dotknął jej czoła.
– Dziękuję – wyszeptał po polsku. – Żadna ludzka istota nie da mi już cenniejszego prezentu od tego, co dostałem od ciebie.
Wstając, pośliznął się na zachlapanych krwią deskach i zaklął pod nosem, widząc, że ubrudził nogawki jasnych spodni.
Kilka miesięcy później na adres niemieckiej skrytki pocztowej, którą opłacił, przyszła do niego paczka z Afryki. W niej, pośród skrytych w ozdobnych trocinach z wełny drzewnej słodyczy i drewnianych figurek, znajdowała się również niewielka saszetka ze starannie spreparowanej ludzkiej skóry – woreczek z lewej piersi młodej Afrykanki, talizman, z którym nie zamierzał rozstawać się do końca swoich dni.

Recenzje książki Jedna z nas musi umrzeć

Podziel się swoją opinią
4.57
Liczba wystawionych opinii: 7
5
4
4
3
3
0
2
0
1
0
Kliknij ocenę aby filtrować opinie
Klaudia
4/5
Opinia niepotwierdzona zakupem
Fascynacja Czarnym Lądem i rytuałami w których poświęcane życia niewinnych ludzi są przez naszego tajemniczego mordercę przeniesione do polskiej Ostródy. Pierwsze znalezione zbezczeszczone ciało młodej dziewczyny nie naprowadza służb na żaden konkretny trop. Mieszkańcy jednak obawiają się o życie i zdrowie swoich córek, wnuczek, czy też żon. Skoro w końcu pojawiło się jedno ciało, następne jest tylko kwestią czasu, prawda? Jest to kolejna pozycja w której nie mamy jednego głównego bohatera z którym cały czas śledzimy akcję. Skaczemy między mieszkańcami Ostródy między którymi autorka wrzuca podpowiedzi jakoby umieściła postać naszego psychola pośród całego zgromadzenia. Jedną z częściej pojawiających się bohaterek na kartach powieści jest Osa, czyli youtuberka prowadząca kanał dotyczący tajemniczych zbrodni. Swoje zainteresowania przekuwa w pracę, toteż wyprawia się do Ostródy licząc na jakiś trop, który uda jej się złapać i zrobić interesujący materiał, który poruszy szerszą publikę. Ciekawe jest skakanie po perspektywach różnych bohaterów, nawet niektóre tropy wydają się mylące, co skłania do uważniejszego przyglądania się rzucanym przez autorkę wskazówkom. Nie mogę odmówić (zwłaszcza męskim) postaciom tego czegoś, co sprawia, że w historię się wierzy. Kobiety zostały tutaj przedstawione w bardziej niezależnej formie. Równolegle w Ostródzie dzieje się kilka historii, które śledzimy i dzięki takiej różnorodności nie czuć zmęczenia materiałem. Nie ma zbyt wiele opisów otoczenia i dzięki temu skupiamy się na akcji. Podstawowy zarys otoczenia w połączeniu z mrocznym klimatem potrafi świetnie rozruszać wyobraźnię. Nie ma jednak (niestety) wyłącznie samych plusów. Jedną z bardziej rozczarowujących scen jest moment konfrontacji i rozwiązanie całej sprawy. Całe napięcie i otoczka tego kto jest kim były tak budowane, że chciało się przeczytać ten rozdział więcej, a finał wyszedł dość banalnie. Można też zauważyć, że tak naprawdę śledztwo było prowadzone, jednak nie przynosiło rezultatów, a było pchane tylko dzięki działaniom naszego sprawcy. Niewiele było tu główkowania ze strony bohaterów, chyba bardziej czytelnicy mogli się wysilić i pobawić w detektywów z bezpiecznego miejsca. Przy pozycji bawiłam się dobrze. Jakoś ostatnio pojawiło się na mojej półce sporo kryminałów, ale na szczęście na razie takie, które chce się czytać. Nie powiem, że fabuła jest tu jakaś skomplikowana, bo w pewnym momencie na osi czasu się dużo rzeczy zazębia, jednak na pewno jest to miłe czytadło (może niekoniecznie ze względu na treść, a na pióro autorki). Jest trochę brutalnych treści, jednak opisane w na tyle przyjemny sposób, żeby nie odczuwać dyskomfortu, a jednocześnie czytać bez wygładzania niektórych kwestii, które poza światem fikcyjnym również się dzieją. Polecam na jesienne wieczory, do herbatki.
2023-11-02
Klaudia
Czy opinia była pomocna? Tak 0 Nie 0
5/5
Opinia niepotwierdzona zakupem
"Zło dosłownie go wołało, kusiło, wżarło się już w jego mózg, opanowało myśli. Miał świadomość tego, że za godzinę, może dwie stanie się potworem, własnoręcznie wyrwie sobie duszę, a jednak nie umiał się już wycofać." "Czasem budził się w nocy i zaczynał płakać. Prosił Boga o wybaczenie, błagał o śmierć i uwolnienie świata od jego obecności" Czarny ląd. Afryka. Owładnięty żądzą krwi, zafascynowany mrocznymi rytuałami mężczyzna, bez mrugnięcia okiem, skazuje na śmierć kobietę, ze skóry której pragnie mieć wykonany talizman. Niewielką saszetkę. Dla niego tak cenną. Ostróda. Kilka lat później. Dochodzi do bestialskiego morderstwa. Ofiarą jest młoda kobieta, autostopowiczka. Jej zmasakrowane, obdarte ze skóry ciało znaleziono na leśnym poligonie w okolicy miasta. Gdy nagle ginie kolejna dziewczyna, Jagoda, prowadząca profil na IG "Świtezianka", na mieszkańców mazurskiej miejscowości pada blady strach. Tajemnicą zaginięcia instagramerki interesuje się Lena "Osa" Osowska, youtuberka prowadząca kanał o tematyce true crime. Przyjeżdża ona do Ostródy, by trochę "powęszyć", pobadać i nakręcić gorący materiał dla swoich widzów. Swoje prywatne śledztwo prowadzi również miejscowy policjant, Adrian Rożek. Ma na swojej liście kilku podejrzanych, m.in bezgranicznie zakochanego w Jagodzie Dariusza, księdza wikarego z miejscowej parafii, poczciwego lekarza stomatologa oraz instruktora samoobrony dla kobiet. Czy zaginięcie Jagody ma coś wspólnego z wcześniejszym masakrycznym odkryciem na poligonie? Kto z grona podejrzanych jest nieuchwytną i bezwzględną bestią? Autorka, Pani Katarzyna Misiołek, tworzy swoje książki pod kilkoma pseudonimami. W tym przypadku mamy do czynienia z najmroczniejszą Darią Orlicz. To jest moje pierwsze spotkanie z tą odsłoną Pani Kasi, wcześniej znałam ją tylko ze strony tej bardziej obyczajowej, "misiołkowej"
2023-10-19
molly.ksiazkowa
Czy opinia była pomocna? Tak 0 Nie 0
4/5
Opinia niepotwierdzona zakupem
W Ostródzie dochodzi do bestialskich morderstw, które przypominają afrykańskie rytuały. Lista podejrzanych wcale nie jest krótka. Na miejscu zjawia się znana youtuberka prowadzącą kanał true crime. Czy Lenie uda się wpaść na trop kata?
2023-10-18
Dominika(wyszeptajmiksiazke)
Czy opinia była pomocna? Tak 0 Nie 0
Justyna
5/5
Opinia niepotwierdzona zakupem
''Jedna z nas musi umrzeć'' to mroczny thriller autorstwa Darii Orlicz. Akcja książki rozgrywa się w malowniczej miejscowości na Mazurach. Rok temu w Ostrudzie doszło do brutalnego morderstwa autostopowiczki, a w ostatnim czasie zaginęła młoda dziewczyna Jagoda z Instagrama znana jako Świtezianka. Pewnego dnia na Mazury przyjeżdża Lena ''Osa'' Osowska, która po morderstwie matki zaczęła zagłębiać się w świat nierozwiązanych zagadek kryminalnych. Jest znaną YouTuberką, która tworzy treści True Crime. Lena postanawia zacząć swoje prywatne śledztwo. Dziewczyna jest medialna, pyskata, uparta i bystra. W tym miasteczku roi się od podejrzanych, ale mi nie udało się nikogo wytypować. Do profilu mordercy pasuje tutaj: zakompleksiony chłopak, lokalny dentysta, instruktor sztuk walk czy miejscowy wikary. ''Jedna z nas musi umrzeć'' to książka, która otwiera nowy cykl ''Piekło za rogiem''. Autorka po mistrzowsku buduje napięcie. Z każdą przeczytaną stroną książka wciąga coraz bardziej i nie pozwala się odłożyć. Bohaterowie zostali świetnie wykreowani, są prawdziwi w pełni ukazują swoje emocje i możemy się z nimi utożsamić. Bardzo denerwowała mnie postać Adriana Rożka. Bardzo spodobał mi się ten tom i już niecierpliwie wyglądam dalszych tomów, a was zachęcam do lektury. Jeśli szukacie sensacji, która wbije was w fotel, to ta propozycja jest idealna. Z pewnością się nie zawiedziecie.
2023-10-18
Justyna
Czy opinia była pomocna? Tak 0 Nie 0
5/5
Opinia niepotwierdzona zakupem
Daria Orlicz „Jedna z nas musi umrzeć” W Ostródzie znika bez śladu młoda dziewczyna, której konto na Instagramie o nazwie „Świtezianka” śledziło kilkanaście tysięcy osób. Zajmująca się wyjaśnianiem nierozwiązanych zbrodni youtuberka Lena „Osa” Osowska, przyjeżdża do Ostródy, aby przyjrzeć się tajemniczemu zaginięciu. Na miejscu okazuje się, że sprawa zniknięcia „Świtezianki” może być powiązana z brutalnym morderstwem jakiego dokonano w okolicach mazurskiego miasta. Lena nie podejrzewa, że jest śledzona i że może jej grozić niebezpieczeństwo. Kto stoi za porwaniem młodej mieszkanki Ostródy? Wikary z tajemniczą przeszłością, instruktor sztuk walki, samotnie mieszający dentysta czy może zakochany w zaginionej chłopak o pseudonimie Wierny Piesio? I przede wszystkim, czy „Świtezianka” wciąż żyje? To pierwsza książka z nowego cyklu Darii Orlicz, którego bohaterką jest „Osa”. Prawdę mówiąc na początku myślałem, że głównym bohaterem będzie ostródzki policjant Adrian Rożek, ale z czasem okazało się, że to moda youtuberka będzie grała pierwsze skrzypce. Ale, moim zdaniem, ani „Osa”, ani Rożek nie są bohaterami, których czytelnik może bezwarunkowo polubić. Lena jest wścibska, różnymi podstępami próbuje wyciągnąć informacje od mieszkańców Ostródy, z drugiej strony Rożek próbuje udowodnić żonie zdradę i przez to zaniedbuje śledztwo. Ja osobiście nie polubiłem żadnej z tych postaci, ale nie oznacza to, że książka nie przypadła mi do gustu. Kolejnym elementem, na który warto zwrócić uwagę są brutalne opisy zbrodni. Co prawda nie ma ich dużo, ale niektóre mogą przyprawić o dreszcze. Osobiście nie lubię takich opisów, ale akurat w tej książce mają one swoje usprawiedliwienie, o czym autorka pisze w posłowiu. No dobra to teraz pomyślicie: bohaterowie nie dają się lubić, brutalne opisy, to co może być dobrego w tej książce. Ano cała intryga. Autorka co chwila myli tropy, przedstawia nam kilku podejrzanych, z których każdy miałby jakiś motyw, aby porwać „Świteziankę”, często robi nagłe zroty i kiedy już wydaje się, że znamy sprawcę, okazuje się że to był ślepy tor. Bardzo lubię takie książki i dlatego uważam, że warto ją przeczytać. To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale zdecydowanie nie ostatnie. Na pewno sięgnę po wcześniejsze książki jak i następne części z „Osą” w roli głównej. Warto dodać, że Daria Orlicz to pseudonim Katarzyny Misiołek, która po swoim prawdziwym nazwiskiem pisze powieści obyczajowe.
2023-10-14
Rafał
Czy opinia była pomocna? Tak 0 Nie 0
4/5
Opinia niepotwierdzona zakupem
„Jedna z nas musi umrzeć” autorstwa Darii Orlicz jest to mrożący krew w żyłach thriller, kryminał. Książka ta wciąga od pierwszych stron i sprawia, że nie możemy się oderwać od tej historii. Lena Osowska jest popularną youtuberką, która zajmuję się tworzeniem filmików z serii true crime. Postanawia zająć się sprawią j odgadnąć kto stoi za bestialskim zabójstwem oraz za porwaniem. Jednakże czy spodziewa się tego, że ten człowiek ma także na oku ją? Autorka ukazuje nam w przeciągu całej historii kilku bohaterów, dzięki czemu sami możemy spróbować rozwiązać zagadkę. Książkę przeczytałam praktycznie w jeden dzień. Bardzo zaciekawił mnie pomysł na fabułę i nie ukrywam, że książka spełniła moje oczekiwania. Jednakże warto również wspomnieć o tym, że w książce występuję kilka dosyć brutalnych scen, co dodaje jeszcze większego dreszczyku emocji. Natomiast nie jest to książka dla młodszych czytelników. Czy Lenie uda się odkryć kto za tym stoi? Czy wyjdzie z tego cało? Jeżeli szukacie książki na jeden, bądź dwa wieczory i lubicie mroczny klimat oraz książki pełne dreszczyku emocji, to wydaje mi się, że ta historia powinna spełnić wasze oczekiwania.
2023-10-07
Karolina
Czy opinia była pomocna? Tak 0 Nie 0
5/5
Opinia niepotwierdzona zakupem
Bardzo ubolewam nad wciąż zbyt małą znajomością przez innych książek Darii Orlicz. To autorka, która rewelacyjnie się rozwija, robi ogromny progres i zawsze pozytywnie mnie zaskakuje. Czytałam wszystkie jej powieści, ani jedna mnie nie zawiodła a jej najnowsze dzieło oraz wstęp do serii tylko potwierdzają jak dobrze autorka radzi sobie z gatunkiem. Niewiele potrzeba, aby wpłynąć na wyobraźnię czytającego, gdy do głosu dochodzi thriller z minimalnymi (ale jednak obecnymi) elementami grozy. Dusząca atmosfera, gęsta akcja a także lawina podejrzeń, które wciąż wymykają się nam z dłoni przekładają się na dopracowaną oraz wiarygodną opowieść, przy której warto spędzić wieczorne chwile. Od początku zostajemy bowiem zaangażowani w intensywne tempo oraz napływ wrażeń, więc żadnego przestoju czy nudnawych momentów na pewno nie znajdziecie. Lena „Osa” Osowska, młoda youtuberka wyrusza do malowniczej Ostródy, aby przyjrzeć się z bliska tajemniczemu zaginięciu instagramowej celebrytki. Jagoda przepadła jak kamień w wodę a Lena ma zdecydowanie zbyt dużo w głowie informacji na temat brutalnych zbrodni, aby nie połączyć faktów z potencjalnym morderstwem. Przygotowując materiał do swojego nowego filmiku dziewczynka nie wie, że sama stanęła na celowniku człowieka, który nie cofnie się przed niczym w drodze do osiągnięcia celu. Niedługo przyjdzie jej więc stanąć w obliczu prawdziwego zagrożenia, ale nim się to stanie, zdąży poruszyć tropy, które do tej pory były wyrzucane ze świadomości przez mieszkańców. Wikary, który spaceruje nocami, zakochany w Jagodzie odludek a także wiele innych podejrzanych postaci przewinie się przez karty powieści tworząc mylne tropy oraz wprowadzając nas w ślepe zaułki. To jednocześnie gwarantuje dobrą zabawę podczas czytania, ponieważ możemy bawić się wraz z Leną w detektywów, doszukiwać się szczegółów ważnych dla sprawy, by zdążyć z rozwiązaniem przed wyjaśnieniami od autorki. Główna bohaterka to dziewczyna odważna i temperamentna co dobrze rokuje fabule, ponieważ to dzięki niej poznajemy wszelkie okoliczne plotki związane z niedawnymi morderstwami. Tak napędza się machina strachu, która w przypadku tej książki potęguje wrażenia. "Jedna z nas musi umrzeć" to kawał ciekawego kryminału a także wstęp do serii, która - mam nadzieję - urośnie w siłę. Jeśli Osa będzie łączyć wszystkie tomy i bawić się w detektywa, biorę całość w ciemno! Doskonale się bawiłam, strony przewracałam w zawrotnym tempie, czułam na plecach oddech mordercy a zagadkę uważam za w pełni przemyślaną i równie dobrze przedstawioną. Po raz kolejny przekonałam się, że Daria Orlicz potrafi pisać i swoją wyobraźnię przekuwa w warte uwagi lektury.
2023-10-07
Thievingbooks
Czy opinia była pomocna? Tak 0 Nie 0

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel