Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Jesteś moim cudem
Zajrzyj do książki

Jesteś moim cudem

ImprintHarlequin
Liczba stron160
ISBN978-83-291-2101-9
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329121019
Tytuł oryginalnyThe Maid's Pregnancy Bombshell
TłumaczDorota Jaworska
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-01-27
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Jesteś moim cudem" nowy romans Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE.

Ares Sarris musi się ożenić, żeby odziedziczyć rodzinny majątek. Kobieta, z którą miał zawrzeć fikcyjne małżeństwo, nie dotrzymała warunków umowy. Ich rozmowę podczas przyjęcia niechcący słyszy pokojówka Alana Davison. Bardzo potrzebuje pieniędzy, więc wykorzystuje sytuację i proponuje Aresowi, żeby poślubił właśnie ją. Ares nie zastanawiając się długo, bierze ją za żonę. Szybko uświadamia sobie, że choć nie chciał się angażować, jego serce zaczyna bić już tylko dla pięknej Alany…

Fragment książki

Ares Sarris, grecki miliarder, był samotnikiem. Z ekipy ochroniarzy zrezygnował tylko na czas ślubu Lorenza – ochroniarze nie pozwalali nikomu zbliżyć się do niego, a to mogłoby jedynie potwierdzić krążącą wśród elit opinię, że unikał ludzi, choć, szczerze mówiąc, sam nie mógłby temu zaprzeczyć.

Jego niezwykłe, srebrzyste blond włosy lśniły w świetle lamp, w ciemnych oczach malowała się powaga, na twarzy widniało niesłabnące napięcie.

Ares przebył długą, trudną drogę do tego, co osiągnął. Urodził się na peryferiach Aten jako dziecko narkomanki i nadzianego faceta, który nie chciał wziąć odpowiedzialności za spłodzenie syna. Jego najwcześniejszym wspomnieniem były słowa matki, która nazwała go „głupim błędem młodości” i bez wahania porzuciła. Dlatego, dość skutecznie, starał się nie pamiętać koszmarnych lat dzieciństwa. Dzięki temu życie stawało się łatwiejsze.

Teraz… Cóż, ludzie już nie mówili mu, co ma robić, nie potępiali go, nikt nie ośmieliłby się go uderzyć. Nie zachowywali się tak, jakby jego iloraz inteligencji był piekielnie irytującym błędem albo darem losu, na który nie zasługiwał. Dlaczego? Ponieważ teraz był cholernie bogaty!

Niestety, bogactwo nie uchroniło Aresa przed starą, zgorzkniałą, snobistyczną kobietą, której nigdy nie spotkał, a która kazała mu zrobić coś, czego absolutnie nie planował. Jako bękart, nieślubne dziecko, którym faktycznie był, musiał się ożenić, żeby odziedziczyć rodową posiadłość Sarrisów. Musiał znaleźć żonę, i to szybko!

Dla mężczyzny tak ceniącego samotność i spokój, małżeństwo było jak włożenie ręki do otwartego ognia i mściwa stara wiedźma doskonale o tym wiedziała! Dlaczego właściwie babka umieściła tę klauzulę w swoim testamencie? Żeby zapobiec przekazaniu posiadłości obcym! Zastrzegła, że powinna ona trafić do ostatnich żyjących Sarrisów. Klauzula „Ares i jego żona” dawała większe szanse na kolejnego Sarrisa w przyszłym pokoleniu niż samo „Ares”. Przebiegła żmija!

Katarina Sarris doskonale wiedziała, co robi, bo Ares, głupio szczery w swoim jedynym wywiadzie prasowym, którego udzielił zaraz po zarobieniu pierwszego miliarda, zapewnił, że nigdy się nie ożeni.

Nie poznał kobiety, która była matką jego ojca. Katastrofa samolotu, w której zginął zarówno ojciec, jak i wszyscy przyrodni bracia Aresa, sprawiła, że niespodziewanie został jedynym dziedzicem Sarrisów, zyskując tym samym fundamenty rodzinnej historii, która nie była mu znana.

Dzięki wielokrotnie powtarzanym testom DNA prawnicy rodziny potwierdzili, że Ares był Sarrisem z krwi i kości, dlatego zaspokojono wszystkie jego potrzeby, zwłaszcza edukacyjne. Snobistyczna babcia, przerażona jego pochodzeniem ze strony matki, odmówiła spotkania z wnukiem nawet po tym, jak pochowała syna jedynaka i resztę wnucząt.

Nagła śmierć ojca i prawowitych dziedziców jego majątku sprawiła, że trzeba było uznać Aresa za Sarrisa, co, niestety, nie oznaczało ciepłego przyjęcia i pozytywnych reakcji, choć Ares od dawna wmawiał sobie, że wcale na to nie liczył, wcale tego nie potrzebował.

Ale ten dom, dom jego ojca… Nie mógł go stracić przez jakąś drobną klauzulę w testamencie. Oczywiście mógł pójść do sądu i uchylić testament babci, ale nie chciał, by jego bolesna historia została ujawniona przed sądem, a tym samym w mediach. Jako dziecko i nastolatek przeżył niejedno upokorzenie z tego powodu. Nie mógłby ponownie poddać się tej udręce. Poślubienie nieznajomej, byle tylko spełnić warunki testamentu, było zdecydowanie najlepszą opcją, zapewniającą szybkie rozwiązanie drażliwego problemu.

No tak… To wspomnienie sprawiło, że Ares wrócił do rzeczywistości, do beznadziejnego dzisiejszego wieczoru, przechadzając się niespokojnie po dobrze oświetlonej promenadzie hotelu nad jeziorem. Jego przyszła „narzeczona”, Verena Coleman, bardzo dobrze opłacana za odgrywanie swojej roli, zażądała spotkania w cztery oczy. Nie miała prawa żądać czegokolwiek, dlatego Ares czuł narastający gniew. Póki co, aż do dziś się nie spotkali, nie poznali osobiście, chociaż pod koniec miesiąca miała zostać jego żoną. Organizacją ślubu zajmowali się jego prawnicy. Za niemałą fortunę Verena zobowiązała się do dyskrecji i obiecała zachowywać się jak przykładna małżonka. To później, bo dziś miała odgrywać słodką narzeczoną.

Przez ułamek sekundy Ares sądził, że dostrzegł dziwny błysk w ciemności pod drzewami, po grecku spytał, czy ktoś tam był, potem powtórzył po włosku, bo w końcu znajdował się we Włoszech... Odpowiedziała mu cisza, więc wzruszył ramionami, sądząc, że poza nim jedynie palacze zdecydowaliby się marznąć na zewnątrz.

W końcu usłyszał stukanie obcasów na ścieżce prowadzącej do plaży. Podirytowany, zmarszczył brwi. Verena, nieduża i zbyt okrągła, ubrana prowokacyjnie, by nie powiedzieć, wulgarnie, eksponowała potężny dekolt. Jego prawnicy nie popisali się, wybierając mu na żonę właśnie tę prowincjonalną gęś bez gustu i taktu.

– Ares! – zawołała, biegnąc ku niemu, jakby byli przyjaciółmi.

– Wszystkie pytania miałaś kierować do moich prawników – przypomniał jej. – Dlaczego chcesz rozmawiać ze mną osobiście?

– Tylko ty możesz mi pomóc – oznajmiła, z trudem oddychając. – Jestem w ciąży.

– W ciąży? Złamałaś naszą umowę!

– A jakie to ma znaczenie? – zapytała rozgniewana Verena. – Umowa nie uwzględnia seksu. Nawet razem nie zamieszkamy.

– Jeśli teraz się z tobą ożenię, dziecko zostanie uznane za moje i wpadnę w prawny labirynt komplikacji, na które nie mam ochoty. Nie chcę, żeby twoje dziecko atakowało mnie w przyszłości, wierząc, że jestem jego ojcem. Nie chcę być bohaterem plotek i skandali.

– Prosisz mnie o przerwanie ciąży?

Ares z dumą uniósł głowę.

– Nie przyszłoby mi to do głowy! Żadna kobieta nie zasługuje na takie traktowanie. Mam lepsze rozwiązanie. Naruszyłaś warunki umowy, więc już nas nie obowiązuje.

– Nie możesz mi tego zrobić! Zależało mi na tych pieniądzach!

Ares nic nie powiedział, bo naprawdę nie miał nic więcej do powiedzenia. W końcu Verena otrzymała już zapłatę za samo podpisanie umowy.

– Przecież pilnie potrzebujesz żony! – przypomniała mu.

– Nie jesteś jedyną kobietą, która za określoną cenę zgodzi się na zawarcie fikcyjnego małżeństwa – odpowiedział spokojnie.

Verena rzuciła kilka przekleństw i odeszła. Tak, to był błąd, że nie spotkali się, zanim podpisał tę umowę. Prawnicy też się nie wysilili, bo nawet fałszywa panna młoda nie powinna być prostaczką. W końcu chodziło o jego dobre imię. Liczył, że Verena przynajmniej pozostanie dyskretna.

Wyciągnął telefon i wysłał esemesa do swojego głównego prawnika, żeby poinformować go, że poszukiwania panny młodej zaczynają się na nowo. Kiedy się odwrócił, by odejść, nieopodal ujrzał blondynkę w długiej zielonej sukience, stąpającą boso po piasku, machającą butami, które trzymała w jednej ręce.

Ku jego zdziwieniu była to druhna, która wcześniej tego dnia przykuła jego uwagę. Dlaczego? Fale naturalnych blond włosów opadały na twarz w kształcie serca, eksponując zielone oczy i mleczną cerę. Przyglądał się mężczyznom stojącym w kolejce, żeby porwać ją na parkiet – wszyscy desperacko chcieli jej zaimponować, choć zauważył, że dobrze skrywała obojętność wobec ich starań. Czy sam rozważał dołączenie do nich? Nie… Była dla niego o wiele za młoda, pewnie dopiero wkraczała w pełnoletniość.

– Czy mogę w czymś pomóc? – zapytał grzecznie po angielsku, świadomy, że druhną była jedyna siostra panny młodej.

Stała, drżąc, i wyraźnie unikała jego wzroku.

– To raczej ja mam nadzieję, że mogę pomóc – wypaplała w pośpiechu. – Jeśli nadal szuka pan fałszywej żony, na szybko, chciałabym zgłosić moją kandydaturę.

Ares, którego w życiu niewiele mogło zaskoczyć, był tak zszokowany tą propozycją, całkowicie nieodpowiednią, że nic nie odpowiedział. Pomyślał jedynie, że nieprzyzwoicie bogaty szwagier dziewczyny, Lorenzo Durante, pewnie padłby trupem, gdyby się dowiedział, że przedstawicielka jego rodziny złożyła obcemu facetowi taką ofertę.

Godzinę wcześniej…

Mężczyźni nigdy nie poświęcali Alanie tyle uwagi, co na ślubie jej siostry, Skye. Szkoda, że nie była nimi zainteresowana. W jej życiu brakowało miejsca dla mężczyzny, była zbyt zajęta pracą całymi dniami, czasem dłużej. Harowała, by spłacić potężny dług, który póki co pozostawał jej wielką tajemnicą.

Oczywiście jej szwagier Enzo mógłby uwolnić ją od problemów w pięć minut. Był bardzo hojny, kupił jej samochód jako prezent dla druhny, a nawet zaproponował, że pomoże jej wrócić na studia. Jednakże, aby poprosić go o pomoc, musiałaby okłamać siostrę, a nie mogła sobie wyobrazić, że szwagier zrobiłby to samo. Enzo i Skye niczego przed sobą nie ukrywali, tymczasem tajemnica nie mogła być ujawniona.

Skye uwielbiała ich ojczyma, Steve’a Davisona, który je adoptował i którego nazywały tatusiem. Ale Steve miał nałóg, o co Skye nigdy by go nie podejrzewała – był hazardzistą i kiedy popadł w finansowe tarapaty, o pomoc zwrócił się do Alany, która zbyt go lubiła, by mu odmówić. W jego imieniu pożyczyła od lichwiarza fortunę, którą Steve systematycznie spłacał co tydzień ze swojej pensji kierowcy. A właściwie, zaczął spłacać, bo wkrótce wraz z matką zginął w katastrofie pociągu. Alana musiała spłacać tę pożyczkę sama, z niewielkich zarobków pokojówki. Co gorsza, dług stale rósł w zawrotnym tempie ze względu na prowizję lichwiarza. Nikt nie mógł nic w tej kwestii zrobić, bo osobiście podpisała lichwiarskie dokumenty.

Teraz rozważała sprzedaż samochodu od Enza, ale sama myśl przepełniała jej serce poczuciem wstydu i winy. Dlatego opuściła przyjęcie weselne, by wypłakać się nad jeziorem, w ciszy, samotnie.

Oczywiście nie mogła sprzedać takiego prezentu, chociaż nie miała pieniędzy na utrzymanie samochodu. Nie bez powodu ciągle jeździła na rowerze. Dobrze, że przynajmniej Skye wierzyła w jej obsesję na punkcie kondycji… Gdyby tylko siostra znała prawdę!

Kiedy zeszła z promenady i przysiadła na kamieniu w cieniu drzew okalających plażę, zrozumiała, że nigdy nie powie Skye prawdy o ojczymie. Nie mogła. Miały dwójkę młodszego rodzeństwa, Brodiego i Shonę, maluchy dopiero uczące się chodzić. Skye i Lorenzo przejęli nad nimi pełną opiekę, proces adopcyjny był w toku. Tak… Skye zasłużyła, by zachować złudzenia co do zmarłego ojczyma, którego uwielbiała.

Gdy usłyszała kroki, podniosła wzrok. Wysoki, barczysty mężczyzna przechadzał się pod rzędami bajkowych świateł wzdłuż promenady. Ares Sarris! Platynowych włosów nie dało się z niczym pomylić, odkąd zobaczyła go po raz pierwszy w Hotelu Blackthorn, w którym pracowała. Zapewne był gościem na weselu siostry, chociaż nie zauważyła go na przyjęciu, w niemiłosiernym tłumie.

Wcześniej widziała Aresa Sarrisa tylko raz, gdy zamieszkał w apartamencie prezydenckim Hotelu Blackthorn. Prezydent USA zatrzymał się tam kiedyś, gdy przyjechał zagrać w golfa, a na ścianie wisiała tablica upamiętniająca jego wizytę.

Ares od razu oczarował Alanę, jego widok zapierał dech w piersiach – z parą skrzydeł i z mieczem przypominałby archanioła wojownika!

Co za głupie porównanie! Zawstydziła się, sama przed sobą. Ale poważnie, Ares był nieziemsko piękny, od blond włosów aż po podeszwy jego niewątpliwie ręcznie robionych butów. Jak zadurzona nastolatka patrzyła wtedy, gdy wskakiwał do helikoptera i zniknął z jej życia. Od tamtej pory śniła o nim każdej nocy.

Wspomnienia przerwało pojawienie się pulchnej kobiety, która potykała się, biegnąc w stronę Aresa. Alana przyjrzała się jej z zaciekawieniem, ale wstała, by się oddalić, zanim ją zauważą. Wtedy kobieta oznajmiła dość głośno, że jest w ciąży i Alana, zszokowana, z powrotem opadła na swój głaz. Głosy Aresa i kobiety niosły się w powietrzu, choć Alana bardzo starała się nie słuchać. Rozmowa była zbyt poufna, by ją przerwać, ujawniając się. Potem nagle dotarło do niej, że Ares Sarris, mimo sławy i pieniędzy, musi zapłacić jakiejś kobiecie, żeby za niego wyszła. Wstrząsające!

Jeszcze zanim dość wulgarna ciężarna dama została odprawiona, mózg Alany zaczął analizować sytuację. Dziecko nie było jego? Ares potrzebował fałszywej żony i był skłonny zapłacić za usługę? W umowie nie było seksu?

Nagle zrozumiała, że trafił jej się wakat, który mogłaby obsadzić, zwłaszcza że Ares Sarris był jeszcze bogatszy niż jej szwagier. Jeśli wierzyć mediom, grecki potentat technologiczny był jednym z najzamożniejszych ludzi na świecie. Ale czy ona była łowczynią fortuny? Sama myśl brzmiała obrzydliwie, prawda? Czy osiągnęła stan takiej desperacji, by w ogóle rozważać ten pomysł?

Chyba tak, bo ta desperacja wypchnęła Alanę z cienia. Podążając w kierunku Aresa, wspominała dni, kiedy leżała bezsennie, martwiąc się, jak zdobyć wystarczającą ilość gotówki, by zapłacić Maddoxowi, lichwiarzowi. Ten paskudny, odrażający mały człowieczek sugerował wielokrotnie, że istniały inne opcje, gdyby miała trudności ze znalezieniem pieniądze. Podejrzewała, że Maddox był alfonsem, a ona miałaby zostać jego dziwką. Nigdy!

Gdy Ares zapytał, czy mógłby jej w czymś pomóc, usłyszała swój zawstydzająco cichy głosik:

– To raczej ja mam nadzieję, że mogę pomóc – wypaplała w pośpiechu. – Jeśli nadal szuka pan fałszywej żony, na szybko, chciałabym zgłosić moją kandydaturę. Mam długi i potrzebuję pieniędzy – dodała po namyśle.

Ares parsknął śmiechem. Była taka zawstydzona, taka niezdarna, taka młoda, że nawet nie patrzyła w jego kierunku.

– Czy Enzo o tym wie?

Policzki Alany zapłonęły. Podniosła się, przerażona.

– Oczywiście, że nie. Istnieją powody, dla których nie mogę zwrócić się do Enza o pomoc.

Dług na karcie kredytowej? Ekstrawagancja? Narkotyki? Ares szukał w głowie odpowiedzi.

– Jeśli to narkotyki, to powinienem mu powiedzieć o tej rozmowie. Nie jestem kapusiem, ale teraz jest pani rodziną Enza. Na jego miejscu chciałbym wiedzieć o pani wszystko.

Alana zbladła.

– To nie narkotyki! – wykrzyczała. – Za kogo mnie pan uważa?

Ares zaśmiał się, po raz kolejny rozbawiony jej naiwnością.

– Nic o pani nie wiem. Może jest pani zwykłą naciągaczką?

– Cóż, nie jestem!

– Ale lubi pani podsłuchiwać – zauważył.

– Nieprawda. To wy byliście niedyskretni. Słyszałam, jak ta kobieta mówiła, że jest w ciąży, więc pomyślałam, że nie mogę przeszkadzać. To było zbyt prywatne, nie chciałam kogokolwiek zawstydzić – zaprotestowała gwałtownie. – Nie miałam zamiaru wysłuchać wszystkiego. Po prostu czułam się uwięziona w ukryciu. Przepraszam, że usłyszałam to, czego nie powinnam.

– Jak może pani przepraszać, skoro już próbuje pani wykorzystać to, co usłyszała?

– Gdybym nie była zdesperowana, nie odważyłabym się tak do pana podejść!

Spojrzał na nią z góry. Przypominające klejnoty zielone oczy lśniły od łez. Nieoczekiwanie coś w rodzaju współczucia zakradło się do jego serca, które według powszechnej opinii było z kamienia. Właściwie mógłby poprosić ją o podpisanie umowy, gdyby nie emocje, które przemykały przez jej piękną twarz. Widział szczerość, niewinność i żal, co wydało mu się dziwnie atrakcyjne, ponieważ przyzwyczaił się do kobiet, które skrywały prawdziwe uczucia.

– Ile ma pani lat? – zapytał.

– Dwadzieścia jeden – odpowiedziała, chyba podirytowana.

Była trochę starsza, niż przypuszczał, ale niewiele. Słuchając jej, miał wrażenie, że jest sto lat starszy.

– Proszę usiąść. – Wskazał jej ławeczkę.

– Dlaczego? – zapytała, choć posłusznie usiadła.

W odpowiedzi chwycił jej buty, przykucnął i nałożył je na jej drobne stopy, przedtem oczyszczając je z piasku.

Alana zadrżała, gdy długie, silne palce dotknęły jej kostki. Niepewnie, spojrzała na niego po raz pierwszy i zatonęła w ciemnych, bursztynowych, a może złotych oczach, w szczupłej, opalonej twarzy. Podziwiała zmysłowe usta i silną szczękę.

Chciała go dotknąć. Nigdy tak bardzo niczego nie pragnęła.

– Nawet nie bierze mnie pan pod uwagę, prawda? – upewniła się.

– Myślę, że jest pani zbyt młoda, zbyt łatwowierna i prawdopodobnie niezbyt rozsądna. Prawo młodości!

– Pan ma dopiero dwadzieścia dziewięć lat. Tak wyczytałam!

Mówiła szybko, zawstydzona, że się wygadała, że szukała informacji na jego temat. Inna sprawa, że w internecie niewiele było faktów na temat Aresa Sarrisa mimo jego sukcesu jako potentata technologicznego. Z pewnością nie wiódł stylu życia playboya, tak jak robił to Lorenzo, zanim poznał jej siostrę.

– Jestem rozsądna i wiarygodna!

Ares znów się roześmiał. Mimo to po cichu podziwiał jej naturalne piękno, którego nie zniszczył niemal niewidoczny makijaż. Potem stało się coś dziwnego. Patrząc na jej pełne piersi pod zieloną tkaniną sukienki, walczył z niespodziewaną erekcją… Doprawdy, minęło tyle czasu, od kiedy był z kobietą. Tyle że nie uważał za wskazane przypominanie sobie, że był dorosłym mężczyzną ze sprawnymi hormonami. Zawsze na pierwszym miejscu stawiał pracę, wpisując w swój harmonogram okazjonalny seks, ze świadomością, że mógłby się bez niego obejść.

Wyciągnął rękę.

– Pani pozwoli, że odprowadzę ją z powrotem do hotelu – zasugerował.

– Byłabym naprawdę dobra w roli żony – powiedziała z całą powagą, zupełnie jakby próbowała pokazać się z najlepszej strony na rozmowie kwalifikacyjnej.

– Skąd to przekonanie?

– Zrobiłabym wszystko, o co by mnie poproszono, i cieszyłabym się, że dostałem taką możliwość. Poza tym nie jestem z najdroższej półki. Chcę tylko tyle, żeby spłacić dług – kontynuowała uparcie.

– Ile wynosi ten dług?

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel