Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Magia miłości (ebook)
Zajrzyj do książki

Magia miłości (ebook)

ImprintHarlequin
Data premiery2022-03-31
KategoriaEbooki
Liczba stron160
ISBN978-83-276-7921-5
Formatepubmobi
Tytuł oryginalnyStealing the Promised Princess
TłumaczDorota Viwegier-Jóźwiak
Język oryginałuangielski
EAN9788327679215
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Ojciec Violet King jest hazardzistą, ale tego, że postawi w grze jej przyszłość, nigdy by się nie spodziewała. Pewnego dnia przyjeżdża do niej Javier de la Cruz i oświadcza, że ojciec obiecał ją za żonę jego bratu, księciu Monte Blanco. Violet jest nowoczesną kobietą sukcesu i nie zamierza pozwolić, by ktoś decydował o jej życiu. Jednak pełen uroku, staroświecki Javier podoba jej się tak bardzo, że decyduje się pojechać z nim do jego kraju i zobaczyć, co przyniesie przyszłość…

Fragment książki

– Violet King? Mam do odebrania dług.
Violet popatrzyła w stronę okna, z którego roztaczał się widok na ocean. W biurze nie było wydzielonych pomieszczeń. Wolała, by cały zespół pracował razem, ponieważ miało to pozytywny wpływ na kreatywność. Jej niekonwencjonalne podejście do biznesu, mody i sztuki makijażu zdecydowanie przyczyniło się do tego, że Violet trafiła niedawno na listę najmłodszych miliarderek na świecie.
Nie byłoby to możliwe bez zastrzyku gotówki od ojca, Roberta Kinga. To jemu zawdzięczała dobry start. Ale któż nie korzystał z pomocy inwestorów… Fakt, że jej inwestor był z nią blisko spokrewniony, nie był przecież czymś zupełnie niemożliwym. Co by nie mówić, inwestycja zwróciła się z nawiązką.
Ale dług? Violet nie miała długów. A to oznaczało, że mężczyzna, który dzwonił, musiał wybrać zły numer.
– To pomyłka – powiedziała i już chciała się rozłączyć.
– Wykluczone.
Władczy głos po drugiej stronie zaintrygował ją. Wyczuła w nim lekką nutę obcego akcentu, ale nie umiałaby rozpoznać narodowości rozmówcy. W każdym razie nie brzmiał jak jej przyrodni brat Dante, który pochodził z Włoch, a obecnie był mężem siostry Violet. Jeśli nie był to akcent włoski, to może hiszpański?
– Ale ja nie mam żadnych długów.
– W takim razie źle się wyraziłem. To pani jest długiem, który mam odebrać.
Violet milczała, próbując dociec, co rozmówca przez to rozumie. Powtórzyła jego słowa kilka razy w myślach i zimny dreszcz przebiegł jej po plecach.
– Skąd pan ma mój numer?
W czasach mediów społecznościowych i łatwego dostępu do danych Violet strzegła swojej prywatności na wszystkich frontach. Telefon do niej mieli tylko partnerzy biznesowi, rodzina i przyjaciele. Dzwoniący teraz mężczyzna nie zaliczał się do żadnej z tych grup, a mimo to dodzwonił się do niej i na dodatek przedstawiał dziwaczne żądania.
– Nie ma znaczenia, w jaki sposób zdobyłem pani numer.
– Wręcz przeciwnie, to ma kolosalne znaczenie – odparła poirytowana i poczuła, że włoski na jej karku dosłownie stanęły dęba.
Zerknęła za siebie. Było późne popołudnie i pracownicy poszli już do domów. Część z nich i tak pracowała zdalnie. W domu, na plaży czy gdziekolwiek indziej. Dla Violet liczyły się wyniki, a nie miejsce wykonywania pracy.
Przez przeszklone ściany widziała, co dzieje się na całym piętrze. W tej chwili jednak była tutaj zupełnie sama. Oczywiście, w budynku była ochrona. Nie można było do niego wejść, ot tak. Każdy, kto chciałby się z nią widzieć, musiałby najpierw zostać zgłoszony w recepcji i przejść przez bramki.
Jej tok myślenia zmaterializował się w postaci ciemnego kształtu w oddali, który sukcesywnie przybliżał się, napawając Violet strachem. Kształt przypominał poruszającego się w wodzie rekina i bez najmniejszego trudu pokonywał kolejne szklane tafle ścian dzielące go od biurka Violet.
Jej serce skurczyło się w stresie i zacisnęła palce na słuchawce, aż pobielały jej kostki.
– Czy to pan? – wyszeptała, ale rozmówca rozłączył się i Violet nie pozostało nic innego, jak zaczekać, aż mężczyzna zakończy wreszcie swoją wędrówkę.
Nie była zupełnie bezbronna i znała zasady postępowania. Ojciec Violet należał do najbogatszych biznesmenów w Kalifornii i ich rodzina od zawsze była na celowniku opinii publicznej. Media interesowały się bratem Violet, który sam odnosił spektakularne sukcesy w świecie biznesu, jej matką, która słynęła z urody, a także samą Violet.
Zawsze uważała, że cała ta atencja jest zupełnie niezasłużona. Nie musiała robić nic, wystarczyło nosić odpowiednie nazwisko. Ojciec powiedział jej kiedyś, by po prostu się tym cieszyła. Sam był niezwykle utalentowanym biznesmenem i uważał, że córka powinna korzystać z owoców jego pracy.
Zawsze bawiło go jej dążenie do tego, by zaistnieć w biznesie, stworzyć firmę i zarabiać własne pieniądze. Pomógł jej jednak w rozkręceniu interesu. Była to forma rozpieszczania jej, wiedziała o tym. Chciała mu udowodnić, że jest nie tylko ładna, ale również inteligentna.
Jej firma zaczęła się rozwijać i szybko zdobyła popularność na rynku. Jednak Violet nadal miała wrażenie, że ojciec traktuje jej miliardowe imperium jako hobby czy swego rodzaju zachciankę.
Jedyną w ich rodzinie, która uniknęła obsesyjnego zainteresowania mediów, była Minerva, jej młodsza siostra, którą Violet zawsze uważała za najinteligentniejszą z trojga rodzeństwa. Dzięki temu, że udawało jej się być „niewidzialną” dla paparazzich, mogła prowadzić życie na własnych warunkach i nie poddawać się dyktatowi mediów.
Violet wybrała inną drogę, ale bywało, że brak prywatności dawał jej się we znaki, a wtedy żałowała, że nie prowadzi życia na uboczu, tak jak siostra.
Czasami zastanawiała się, jak by się ono ułożyło, gdyby nie miała pieniędzy i nie osiągnęła sukcesu. Co by było, gdyby była anonimowa i pozbawiona środków oraz możliwości, jakie dawała pozycja ojca i rodziny.
Część tych rozterek koiła działalnością charytatywną, którą prowadziła wspólnie z siostrą. Mogła to robić właśnie z powodu posiadanych pieniędzy. Z drugiej strony unikała bezpardonowych ataków na prywatność. Trudno było bowiem prześladować kogoś, kto robił tyle dobrego. Nawet paparazzi przestrzegali tej zasady.
W tej chwili jednak to wszystko nie miało znaczenia. Violet była sama, pomimo ochrony, i czuła się uwięziona w swoim gabinecie, który przypominał akwarium. Nie mogła zrobić nic poza patrzeniem, jak drapieżnik przybliża się do niej i zaraz ją dopadnie.
Pomyślała o tym, by zadzwonić na policję, ale telefon stacjonarny nie miał wyjścia na miasto. Był przeznaczony do rozmów wewnętrznych. Miała, oczywiście, także komórkę, ale ona… znajdowała się za jedną z szyb. Zostawiła ją tam, gdy poszła po dokumenty, i zupełnie o niej zapomniała. Aż do teraz.
Obcy mężczyzna był ledwie kilka metrów od niej. Wysoki, barczysty, ubrany na czarno. Przypominał trąbę powietrzną, która nadciągnęła znienacka i nie można jej było w żaden sposób powstrzymać.
Jego twarz… Przypominała wizerunki upadłych aniołów. Piękne, wyraziste rysy, jakby wykute w marmurze, z jedną tylko niedoskonałością. Blizną, która biegła od kości policzkowej aż do kącika ust.
Aż nader jasne ostrzeżenie, że ten mężczyzna był niebezpieczny. Śmiertelnie groźny!
– Porozmawiamy?
Niski głos wdarł się przez szklane drzwi i rozniósł echem po gabinecie.
– Jak pan tu wszedł?
– Mam klucz, słonko.
Violet prawie podskoczyła z oburzenia.
– Nie jestem żadnym słonkiem.
– Być może. W takim razie skarbem, którego długo szukałem.
– Prawie każdy wie, gdzie pracuję – odparła, unosząc wyżej głowę. – Jestem jedną z najbardziej znanych kobiet na świecie.
– Prawda. Dlatego właśnie zastanawiałem się, czy mój brat nie postradał zmysłów. Ale nie jestem tutaj od oceniania, tylko od wykonywania rozkazów.
– W takim razie wydam panu rozkaz. Proszę stąd wyjść!
– Odpowiadam tylko przed jedną osobą, a pani nią nie jest – skwitował mężczyzna.
– Wielka szkoda.
– Nie dla mnie.
– Dobrze, czego w takim razie pan ode mnie chce?
– Już mówiłem. Przyszedłem po zapłatę. Czyli po panią.

Była istną pięknością. Przygotował się na to. Kiedy brat powiedział mu, że nadeszła pora, by Robert King dotrzymał obietnicy złożonej dziesięć lat temu, książę Javier de la Cruz chciał mu zadać co najmniej sto pytań. Zastanawiał się, czemu jego król chciał odebrać należność właśnie teraz. I dlaczego w ogóle chciał ją odebrać, a zwłaszcza w takiej formie?
Wyraźnie było widać, że kobieta ta reprezentuje sobą wszystko, czym jego brat nie był. Na wskroś nowoczesna, zupełnie nie pasowała do średniowiecznego klimatu Monte Blanco. To prawda, że królestwo zmieniło się pod rządami jego brata, który wstąpił na tron dwa lata temu, ale wciąż bliżej mu było do wieków ciemnych z czasów panowania ich ojca. Kobiety takie, jak Violet King, były niespotykanym zjawiskiem w jego kraju i doprawdy trudno było wyobrazić ją sobie jako królową.
Ale może taki właśnie był cel jego brata. Javier nie czuł się uprawniony do krytykowania jego decyzji. Był tym, czym zawsze. Najdoskonalszą bronią, jaką posiadało królestwo Monte Blanco. Latami robił wszystko, co tylko możliwe, by ograniczyć skutki złej polityki ojca. Walczył o uwolnienie niesłusznie oskarżonych więźniów, wiele razy uchronił kraj od zamieszek, dbał o bezpieczeństwo obywateli. Wszystko to robił pod nadzorem starszego brata, który, zasiadłszy wreszcie na tronie, stopniowo wyprowadził Monte Blanco na prostą, posługując się pieniędzmi zarobionymi dzięki wyjątkowej smykałce do interesów.
Umowa z Robertem Kingiem musiała być zawarta w okresie wojaży Mattea po Europie, być może w którymś z kasyn w Monte Carlo. Robert King pewnie nigdy nie brał pod uwagę, że przegra zakład, ale tak się właśnie stało.
Gdyby decyzja należała do Javiera, pewnie odpuściłby tę sprawę, ale Matteo pilnował, by wszystkie umowy były wypełnione.
Przyglądając się stojącej naprzeciw niego kobiecie, Javier nie potrafił sobie wyobrazić końca tej historii.
Kobieta miał na sobie biały kostium składający się z dopasowanego żakietu i luźnych spodni. Mocno umalowana twarz przypominała maskę karnawałową. Jej rzęsy wydawały się niemożliwie długie, pełne usta podkreślone błyszczykiem, skupiały na sobie uwagę. Kości policzkowe podkreślone były różem. Ciemne włosy związała w niski kucyk.
Była uderzająco piękna i chyba bardzo młoda. Stanowiła doskonałe przeciwieństwo matki obu braci – siwiejącej, bladej i steranej życiem kobiety. I może właśnie o to chodziło.
W każdym razie zmuszenie tej kobiety do małżeństwa z pewnością nie będzie najlepszym posunięciem. A już na pewno nie będzie dowodem na to, że Matteo jest nowoczesnym władcą.
Kim jednak był, żeby negować decyzje brata? Nie zajmował się strategiami, był tylko narzędziem i pogodził się z tą rolą.
– Nie mam pojęcia, kim pan jest ani o czym pan mówi – odezwała się kobieta.
Javier podniósł rękę i bez pośpiechu wstukał kod. Drzwi kliknęły przy otwarciu.
Kobieta cofnęła się o krok i uderzyła pośladkami o biurko. Jej oczy rozszerzył strach.
– Co pan robi? – zapytała podniesionym głosem.
– Mówiłem już – westchnął. – Jestem Javier de la Cruz, książę Monte Blanco, a pani jest narzeczoną mojego brata.
– Co takiego? – Kobieta przez chwilę patrzyła na niego osłupiała, po czym parsknęła śmiechem. Nie spodziewał się tego zupełnie. – To idiotyczne!
– Wręcz przeciwnie. Pani ojciec zaciągnął dług u mojego brata. Widocznie skończyły mu się pieniądze przy stole z ruletką albo był zbyt pijany. Zamiast pieniędzy zaoferował córkę. Ja tylko przyszedłem odebrać dług.
– Mój ojciec nigdy by nic podobnego nie zrobił. Za to brat pewnie byłby zdolny do zrobienia mi podobnego psikusa. Czy jesteśmy w ukrytej kamerze?
– Nie – odpowiedział krótko Javier.
– Mój ojciec jest bardzo nowoczesny i tolerancyjny. Kiedy Minerva wróciła ze studiów zagranicznych w ciąży, po prostu przyjął ją do domu i nawet nie pytał, z kim ma dziecko. Nie traktuje nas jak swojej własności. Tym bardziej nie mógłby żadnej z nas oddać w zastaw.
– Cóż, może powinna pani jego zapytać.
– Nie muszę o nic pytać, ponieważ ja to wiem.
– Skoro tak pani twierdzi.
Javier podszedł bliżej i bez ceremonii podniósł Violet w górę, po czym przerzucił ją sobie przez bark jak worek ziemniaków. Nie miał już czasu, a także cierpliwości, by dalej z nią dyskutować. Violet wrzasnęła, a jej pięści zabębniły na jego plecach.
Dla Javiera ból był tylko bólem. Zignorował krzyki i próby wyrwania się z żelaznego uścisku. Wyszedł na korytarz i skierował się do windy. Na dole, na parkingu czekała limuzyna. Dopiero kiedy w niej siedzieli, Violet spojrzała na niego, jakby w końcu zrozumiała, że to nie żarty.
– Violet King, zabieram panią do Monte Blanco, gdzie zostanie pani poślubiona mojemu bratu i koronowana na królową.

Nie miała ze sobą telefonu. A to tak, jakby była bez prawej ręki. Nie mogła się z nikim skontaktować. Ona, królowa mediów społecznościowych, była teraz skazana na ciszę i mglistą przyszłość jako władczyni kraju, którego nawet nie znała.
Facet, który ją porwał, na pewno był szaleńcem.
– Czy to pana samochód? – spytała, rozglądając się po limuzynie.
Javier oparł się wygodniej.
– Nie.
– Dla kogo pan pracuje?
– Już mówiłem. Dla mojego brata, króla Monte Blanco.
– Nawet nie wiem, gdzie to jest – stwierdziła, wzruszając ramionami. Jej mózg pracował na wysokich obrotach, mimo to nie umiała przyporządkować nazwy do żadnego znanego jej regionu świata, a przecież dość często podróżowała.
– To nie jest popularne miejsce. Limuzyna nie należy też do mojego brata. Żaden z nas nie kupiłby samochodu tak ostentacyjnie luksusowego – dodał Javier i to powiedziało Violet, z kim ma do czynienia.
Stare fortuny nieodłącznie wiązały się z pogardą dla bogactwa, które kłuło w oczy. Violet wywodziła się z nowobogackich. Dodatkowo zarabiała pieniądze na sprzedaży kosmetyków do makijażu, a więc na czymś, co z zasady ma rzucać się w oczy. Sama też rzucała się w oczy. Musiała przecież być najlepszą reklamą swojego biznesu.
A jeśli ten tutaj… porywacz miał z tym problem, to niech wysiada, najlepiej na środku ruchliwej autostrady, którą właśnie jechali. Nie będzie po nim płakać.
– Wyczuwam snoba – powiedziała. – Ciekawe, że snob okazuje się także porywaczem.
A może mężczyzna wcale nie był bogaty? Mógł przecież być aktorem, który odgrywa rolę porywacza, żeby ją wystraszyć. Jeśli to jednak był żart, to wyjątkowo niesmaczny. Ale jeśli ktoś chciał zrobić jej krzywdę…
Pobladła. Całe szczęście, że gruba warstwa makijażu zdołała ukryć reakcję.
– Nie jestem snobem, tylko księciem.
– A tak, prawda. Księciem kraju, o którym nigdy nie słyszałam.
– Wy, Amerykanie, znacie tylko swój kraj i swój język, ale czy braki w edukacji to mój problem?
– Takiej właśnie odpowiedzi się spodziewałam – stwierdziła Violet.
Samochód coraz bardziej oddalał się od jej biura i zaczynała przypuszczać, że całe to porwanie wcale nie było żartem, a siedzący obok niej mężczyzna naprawdę był przekonany o tym, że Violet pojedzie z nim do jego kraju. Pod warunkiem, że ten kraj naprawdę istniał. Jak na razie mogła się w tej kwestii opierać tylko na słowach porywacza. A ponieważ porywacz ten uważał także, że Violet poślubi jego brata, należało brać pod uwagę wielopoziomowe szaleństwo.
– Chcę zadzwonić do ojca – zażądała.
– Proszę – powiedział mężczyzna, wręczając jej swój telefon.
Wyrwała mu go niemal z ręki i wstukała prywatny numer ojca. Robert King odebrał po drugim dzwonku.
– Tato! Jakiś szaleniec porwał mnie z biura, wsadził do limuzyny, która jedzie, nie wiadomo dokąd. Twierdzi, że dziesięć lat temu przegrałeś zakład i mam teraz poślubić jego brata.
– To nie ja zawarłem umowę, tylko mój brat – wtrącił Javier.
– Wszystko jedno – syknęła, czekając na odpowiedź ojca, który musiał być w szoku podobnie jak ona. – Czy mógłbyś mu powiedzieć, że oszalał i że nie masz z tym nic wspólnego?
– Violet… – powiedział ojciec zmienionym głosem, który tylko dodatkowo ją zdenerwował.
– Ten człowiek oszalał, prawda? Tato…
Robert King z pewnością nie był idealnym ojcem. Violet nie była ślepa i widziała, że ojciec inaczej traktuje jej działalność, a zupełnie inaczej podchodzi do firmy syna. Z nim mógł rozmawiać o biznesie całymi dniami. Ale ponieważ Violet sprzedawała coś tak ulotnego jak piękno, a dodatkowo była kobietą, ojciec traktował jej pracę jak zabawę.
– Nie myślałem, że kiedykolwiek się zgłosi… Nie pojawił się, kiedy skończyłaś dwadzieścia lat, więc uznałem, że sprawa jest zakończona.
Violet aż otworzyła usta ze zdumienia.
– Naprawdę obiecałeś mnie jakiemuś królowi?
– Mogłem cię obiecać handlarzowi używanymi samochodami, więc chyba nie jest tak źle – próbował zażartować ojciec, ale Violet wcale nie było do śmiechu.
– Jak w ogóle mogłeś to zrobić? Nie jestem twoją własnością!
– Przepraszam, Violet.
– Nie zrobię tego. Nie ma mowy! Powiedz mi, co miałoby mnie powstrzymać, przed wyskoczeniem z samochodu? – Wyjrzała za szybę, ale szybko przesuwający się krajobraz uniemożliwiał realizację tego planu. Zabiłaby się przy próbie wydostania z samochodu.
– Nasze firmy. Przejdą na jego własność.
– Firmy?
– Tak. Twoja i moja. Pamiętasz, że powiązaliśmy twoją firmę z moją ze względów podatkowych.
– Firmę Maximusa także?
– Nie – odparł powoli ojciec.
– Więc to z powodu tej umowy, a nie ze względów podatkowych?
– Po prostu martwiłem się, że sobie nie poradzisz…
– Nie dość, że mi nie ufasz i nie traktujesz na równi z Maximusem, to jeszcze mnie sprzedałeś jakiemuś szaleńcowi. Nie do wiary!
Mogła nadal kłócić się z ojcem albo przyjąć do wiadomości fakt, że została sprzedana przez własnego ojca jak krowa na targowisku. Ta refleksja skłoniła ją do zakończenia rozmowy.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.

Dbamy o Twoją prywatność


Sklep korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zamknij
pixel