Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Między pokusą a rozsądkiem (ebook)
Zajrzyj do książki

Między pokusą a rozsądkiem (ebook)

ImprintHarlequin
KategoriaEbooki
Liczba stron160
ISBN978-83-276-7619-1
Formatepubmobi
Tytuł oryginalnyBack in His Ex's Bed
TłumaczKrystyna Rabińska
Język oryginałuangielski
EAN9788327676191
Data premiery2021-07-08
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Beah, znawczyni rynku sztuki, i Finn, współwłaściciel domu aukcyjnego w Bostonie, zakochali się w sobie do szaleństwa i pod wpływem impulsu wzięli ślub w Las Vegas. Równie szybko się rozwiedli. Finn pozostał w Bostonie, Beah wyjechała do Londynu. Cieszyła się, że rozdziela ich ocean. Kilka lat później spotykają się w Londynie na kolacji ze znanym kolekcjonerem sztuki. Wzajemne zauroczenie okazuje się silniejsze od zadawnionych uraz i spędzają z sobą noc. Kiedy Beah przyjeżdża do Bostonu, namiętny romans rozkwita. Finn chce, żeby Beah ponownie została jego żoną, ona jednak obawia się, że znów za bardzo skupią się na seksie, a zapomną o bliskości...

Fragment książki

Beah Jenkinson wysiadła z taksówki przed eleganckim wejściem do hotelu Claridge’s, owinęła się połami długiego płaszcza z kaszmirowej wełny, designerską torebkę kopertową wsunęła pod ramię. Wzięła głęboki oddech.
Da radę. Musi…
To tyko kolacja z jednym z najważniejszych i najbardziej nieuchwytnych kolekcjonerów sztuki na świecie.
I byłym szwagrem, Carrickiem.
I byłym mężem, Finnem.
Którzy przypadkiem są jej szefami.
Nic wielkiego…
Nonsens.
- Dobry wieczór, pani. Witamy.
Beah z roztargnionym uśmiechem odpowiedziała portierowi w czarnej liberii i weszła do imponującego holu. Puściła poły płaszcza, pod którym miała kobaltową obcisłą sukienkę koktajlową z odkrytym jednym ramieniem i lekko falującym dołem.
Oparła się pokusie, by obejrzeć się za siebie i sprawdzić swoje odbicie w szybie w drzwiach. Wiedziała, że wygląda elegancko – jak zresztą zawsze – a sukienka idealnie łączy profesjonalny szyk z lekką dozą zmysłowej kobiecości. Rude, mocno skręcone włosy upięła w ciasny kok, a znienawidzone piegi na nosie zakryła makijażem.
Miała trzydzieści lat i sprawiała wrażenie kobiety pozbawionej kompleksów, dobrze czującej się we własnej skórze. Bo tak właśnie było. Kochała swoją pracę, odnosiła sukcesy zawodowe, wiodła cudowne życie.
I tylko kiedy miała się spotkać z Finnem Murphym, traciła wiarę w siebie, zmieniała się w słabą, bezbronną, rozpaczliwie spragnioną miłości młodą dziewczynę, jaką była dziewięć lat temu.
To strasznie irytujące…
Beah poczuła nagłą potrzebę, by zaszyć się gdzieś na chwilkę dla wyrównania oddechu i opanowania przyspieszonego bicia serca.
Weszła do toalety dla pań, usiadła na brzegu obitego pluszem taboretu, spojrzała na swoje stopy w klasycznych beżowych szpilkach. Potem oparła głowę o ścianę, zamknęła oczy. Dasz radę, odezwał się wewnętrzny głos. To tylko interesy.
Poczuła, że musi porozmawiać z kimś, kto doda jej otuchy. Wyjęła z torebki komórkę, na klawiaturze nacisnęła jedynkę, przytrzymała. W Bostonie jest teraz wczesne popołudnie, ale przy odrobinie szczęścia jej najlepsza przyjaciółka, Keely, odbierze telefon. Beah wstrzymała oddech, czekając. Kiedy już zaczynała tracić nadzieję, usłyszała:
- Cześć, Bee.
Beah odetchnęła z ulgą. Głos Keely jak zawsze natychmiast pomógł jej odzyskać równowagę psychiczną. Poznały się przez braci Murphych i natychmiast przypadły sobie do serca. Kiedy Beah i Finn ogłosili, że się rozwodzą, Keely zjawiła się u Beah z winem, pizzą, czekoladkami i szeroko otwartymi ramionami.
„Dlaczego tu jesteś?”, zapytała Beah, zalewając się łzami. „Myślałam, że wraz z rozwodem rodzina Murphych zabierze ciebie do swojego obozu”.
„Finn ma braci. Tobie też potrzebne jest wsparcie”, odrzekła Keely.
I chociaż teraz mieszkały po obu stronach Atlantyku, przyjaźń trwała dalej.
- Bee? Odezwij się. Bee…
Beah usiadła prosto, podniosła głowę, spojrzała w ozdobiony sztukateriami sufit.
- Właśnie siedzę w damskiej toalecie w Claridge’s.
Keely odczekała chwilę, zanim się odezwała:
- Zechcesz wyjaśnić, dlaczego?
Beah spojrzała w lustro. Była blada jak duch.
- Przyszłam na kolację roboczą z Finnem, Carrickiem i Parisem Cummingsem.
- Aha. Denerwujesz się?
Właściwie nie.
- Czuję się trochę dziwnie. Znam się na swojej robocie i ciągle spotykam się z klientami. Z Carrickiem i Ronanem rozmawiamy kilka razy w tygodniu. Finn…
- Tak? Co z nim? – zapytała Keely z nutą rozbawienia w głosie.
- Finn…
- Przepraszam cię, Bee… Zaczekaj chwilkę. Moja asystentka ma jakieś pytanie do mnie…
Chwila przerwy w rozmowie pozwoliła Beah na refleksję. Wróciła wspomnieniami do czasów, kiedy jako dwudziestojednolatka przeprowadziła się z Londynu do Nowego Jorku. Z wyróżnieniem ukończyła dwa fakultety, ekonomię oraz sztuki piękne, i rozpoczęła staż w cieszącym się światową renomą domu aukcyjnym Murphy International. Kilka dni po przyjeździe poznała błyskotliwego, piekielnie seksownego Finna Murphy, znakomitego informatyka i zapalonego sportowca.
Kilka miesięcy później wzięli ślub, a jeszcze klika miesięcy później rozwód.
Po rozwodzie zawarli niepisaną umowę, że nie będą się spotykać twarzą w twarz, chociaż oboje nadal pracowali w Murphy International. Kiedy Beah potrzebowała opinii Finna na temat dzieła sztuki, wysyłała zdjęcia. Gdy to nie wystarczało, Finn już sam umawiał się z klientem.
W unikaniu siebie osiągnęli mistrzostwo świata.
- Posłuchaj, nie wierzę, że masz tremę przed spotkaniem roboczym, bo nie jesteś już tą nieśmiałą dziewczyną, co na początku – rzekła Keely, wracając do rozmowy. – Jesteś szefową działu akwizycji, doradzasz ważnym klientom, co zakupić do kolekcji, co sprzedać. Jesteś inteligentna, zabawna, olśniewająca i w ogóle cudowna.
Właśnie po to każdej kobiecie potrzebna jest najlepsza przyjaciółka, pomyślała Beah. Od razu poczuła się podniesiona na duchu.
- Pamiętaj, jak daleko zaszłaś – mówiła Keely – czego dokonałaś. – Beah zamknęła oczy i dalej słuchała peanu na swoją cześć. – Otrząsnęłaś się po rozwodzie, wróciłaś do Londynu, zaczęłaś pracować w brytyjskim oddziale Murphy International. Pięłaś się w górę, zostałaś jedną z najważniejszych osób w firmie. Mają szczęście, że pracujesz dla nich. To dlatego płacą ci krocie, bo wiedzą, że jeśli odejdziesz, klienci pójdą za tobą.
Właśnie…
- Skoro już o tym mowa… - Beah urwała i poprosiła Keely, aby przełączyła się na rozmowę wideo. Kiedy na ekranie zobaczyła twarz przyjaciółki, uśmiechnęła się. – Dobrze cię widzieć.
Keely pomachała ręką, w jej oczach pojawił się błysk ciekawości.
- O co chodzi? – zapytała. – Poznałaś kogoś?
Beah przewróciła oczami.
- Nie mam czasu na randkowanie.
- Jasne, że nie masz, ale to zależy tylko od ciebie. Przecież sama układasz sobie rozkład dnia. Wymyśliłaś, że jeśli będziesz non stop zajęta, nie zostanie ci czasu na życie towarzyskie i uczuciowe.
Przejrzałaś mnie, pomyślała Beah, niemniej nie miała ochoty ciągnąć tego tematu.
- To jak, chcesz usłyszeć, co mam ci do powiedzenia, czy nie? – zapytała.
- Chcę, oczywiście. Ale – Keely posłała jej znaczący uśmieszek – wrócimy do sprawy.
Postaram się, aby do tego nie doszło, pomyślała Beah.
- Michael Summers. Mówi ci coś to nazwisko? – Keely pokręciła głową, więc Beah wyjaśniła: - Wybitny znawca sztuki, konsultant, marszand. Jeden z najbardziej uznanych na świecie. Z wieloletnim doświadczeniem. Niektórzy uważają go za guru… - Beah nerwowym gestem obróciła pierścionek na środkowym palcu. – Chce przejść na emeryturę i szuka kogoś na swoje miejsce.
- Ciebie?
- Mnie. – Beah kiwnęła głową. – To ogromna szansa. Facet jest legendą, jego wybór to dla mnie zaszczyt. Ale…
- Ale musiałabyś odejść z Murphy International, tak? Pozwoliliby ci zostać czy uznali za persona non grata?
Beah czuła, jak wzbiera w niej panika, jednak udało się jej zapanować nad sobą.
To tylko strach przed nieznanym, pomyślała. Zmiany nigdy nie są łatwe, nie zobowiązała się przez całe życie pracować dla Murphych, nie podpisała żadnego cyrografu krwią.
Ma prawo odejść.
- Nie posuną się do tego. Wielu klientów Michaela Summersa dokonuje transakcji za ich pośrednictwem. To fatalnie odbiłoby się na ich wizerunku.
- Domyślam się, że mają już doświadczenia z ludźmi, którzy odeszli, zabierając z sobą klientów.
- Och tak. To ciągle się zdarza.
- Ale firma trwa dalej? – Keely odznaczała się niezwykłą przenikliwością. – Twoja rozterka dowodzi, że nie myślisz o sobie jak o pracownicy, ale jak o kimś z rodziny, a ściślej żonie Finna Murphy’ego.
- Byłej żonie – sprostowała Beah.
Serce zabiło jej mocniej. Lubiła łączyć swoje nazwisko z nazwiskiem Finna. Beah Jenkinson-Murphy. Brzmi to świetnie.
Brzmiało.
- Gdybyś pracowała dla innej firmy, wahałabyś się?
- Prawdopodobnie nie. To niezwykła szansa. Chociaż liczniejsze obowiązki. Jeśli przyjmę to stanowisko, może umówię się z tobą na kolację za pięć lat? Moje życie nabierze megatempa.
- Hm. Interesujące.
Beah wiedziała, że jeśli Keely mówi „interesujące” takim tonem jak teraz, ma wiele do powiedzenia na dany temat.
Spojrzała na zegarek i skrzywiła się.
- Streść się do dwóch zadań, Keels, bo się spóźnię.
- Dlaczego nie rzuciłaś się na propozycję Michaela, skoro jest taka cudowna? Podejrzewam, że uczucia do byłego męża i jego rodziny nie pozwalają ci na trzeźwą ocenę sytuacji, co jest o tyle zastanawiające, że twierdzisz, że Finn Murphy to już historia.
Bo to jest historia, pomyślała Beah. Po dziewięciu latach musi być.
- Poza tym, pomijając prestiż związany z pracą dla kogoś o randze Michaela, oferta cię kusi, bo byłabyś już tak zajęta, że nie miałabyś czasu myśleć, czuć, zawierać znajomości. Zyskałabyś nowa wymówkę dla samoizolacji.
Znowu to samo. Beah uznała, że najlepszą obroną jest atak.
- A ty randkujesz?
- Rozmawiamy o tobie, nie o mnie – Keely odparowała błyskawicznie i Beah wiedziała, że zaraz nastąpi mocne uderzenie. – Boli mnie, że ty i Finn ciężko przeżyliście rozwód, ale uważam, że ostatecznie pod wieloma względami to było dla ciebie dobre doświadczenie. Wiele się nauczyłaś, mocno stanęłaś na nogach, wiesz, czego chcesz, wyznaczasz sobie cele i je osiągasz. Chociaż czasami mam wrażenie, że jesteś zbyt niezależna.
- Czy to w ogóle możliwe?
- Ujmę to inaczej… Martwię się, że odpychasz od siebie ludzi, nikomu nie pozwalasz zbliżyć się do siebie.
To przez Finna, pomyślała Beah, na głos zaś rzekła:
- Z tobą jestem blisko.
- Głównie dlatego, że nie daję się zniechęcić, tylko walę pięściami w drzwi, które zatrzaskujesz mi przed nosem.
Beah nie miała kontrargumentu. Przez ostatnie dziewięć lat Keely była jej Gwiazdą Północną, busolą, opoką. Nie potrzebowała nikogo innego. Keely wystarczyła jej za cały zastęp przyjaciółek.
- Mam ciebie.
- Wiem, ale przy wszystkich zaletach posiadam jedną wadę – odrzekła Keely. – Brakuje mi silnych ramion, niskiego głosu i niekobiecego punktu widzenia. Tobie potrzebna jest miłość i seks. Kiedy ostatni raz byłaś na randce? I tylko nie mów mi, że ostatni raz uprawiałaś seks z Finnem.
Beah pokręciła głową. Po rozwodzie uprawiała seks, może niezbyt często, może nie do zawrotu głowy, ale nie było tragicznie.
Zerknęła na zegarek. Jeśli się nie pospieszy, spóźni się, a ona nigdy się nie spóźnia.
Wstała, wetknęła torebkę pod pachę.
- Muszę kończyć. Paris Cummings nie lubi, kiedy ktoś się spóźnia.
- Chyba powinnam wiedzieć, kim jest Paris Cummings. – Keely przybrała urażony ton.
- Kolekcjoner sztuki, deweloper, członek finansjery. Odludek i gbur – wyjaśniła Beah, kierując się do drzwi.
Od lat zabiegała o kontakt z nim i dzisiejsza kolacja miała na celu skłonienie upartego kolekcjonera do korzystania z usług Murphy International. A to oznaczało konieczność spotkania z byłym mężem przy jednym stole i udawania, że przez prawie całą ostatnią dekadę nie omijali się szerokim łukiem.
Beah posłała Keely całusa, schowała telefon do torebki, przybrała niefrasobliwy wyraz twarzy.
Już nie jest impulsywną dziewczyną, która po tygodniu znajomości z Finnem Murphy wprowadziła się do jego apartamentu, a po trzech miesiącach wzięła z nim ślub w Las Vegas.
Jest kobietą sukcesu. Jest pewna siebie. Panuje nad sytuacją…
Przy wejściu do ekskluzywnej restauracji Beah z uśmiechem oddała płaszcz kierownikowi sali i omiotła wzrokiem wnętrze.
Jak gdyby czując na sobie jej spojrzenie, Finn podniósł głowę. Ich oczy się spotkały.
Beah stanęła jak wryta. Finn. Przystojny i męski jak dawniej, w okularach w drucianej oprawie, z krótką, starannie przystrzyżoną brodą zakrywającą policzki i żuchwy, z ciemnoblond włosami proszącymi się o fryzjera.
- Panowie Murphy oczekują pani – głos kierownika sali wyrwał Beah z transu. – Ucieszą się, że pani do nich dołącza.
Gestem zaprosił, by ruszyła przodem.
Beah zmusiła się do uczynienia pierwszego kroku. Mogła się założyć, że Finna na pewno nie ucieszy jej towarzystwo.
Ona również nie cieszyła się z tego spotkania.

Kwadrans wcześniej…

To po prostu jeszcze jedna kolacja z jeszcze jednym klientem. Chociaż nie był entuzjastą tego typu spotkań, jako współwłaściciel Murphy International od czasu do czasu brał w nich udział.
Nie ma więc powodu się denerwować.
Finn Murphy podniósł rękę, aby rozluźnić krawat, który go dusił, lecz stwierdziwszy, że nie ma go na sobie, a kołnierzyk czarnej koszuli jest rozpięty, zaklął w duchu.
Nie, wcale się nie denerwuje. Może jest lekko zestresowany, ale o nerwach ani tremie nie ma mowy.
Jeśli potrafi zachować żelazne nerwy podczas skoków ze spadochronem z wieżowców i zjazdów na nartach ekstremalnie trudnymi czarnymi trasami, to dlaczego czuje się tak roztrzęsiony przed spotkaniem z jednym z najbogatszych kolekcjonerów sztuki na świecie?
I z własną żoną.
Byłą żoną, do cholery.
Finn podniósł szklankę z wodą, odstawił, sięgnął po kieliszek czerwonego wina. Starannie omijał wzrokiem starszego brata.
Carrick potrafił przejrzeć go na wylot.
- Wyluzuj – powiedział.
Finn spojrzał na Carricka przez zmrużone powieki. Carrick sprawiał wrażenie spokojnego i opanowanego, lecz w zielonych oczach czaił się błysk rozbawienia. Finn miał ochotę dać mu w szczękę. Jako zbuntowany piętnastolatek na pewno by tak zrobił. Jako trzydziestotrzylatek potrafił się opanować.
- Dlaczego zachowujesz się jak kot na gorącym blaszanym dachu? – zapytał Carrick, podnosząc szklankę z whisky.
- Nic mi nie jest – wysyczał Finn przez zęby. – Wiesz, że nie lubię kolacji z klientami. Nie potrafię prowadzić rozmów towarzyskich o niczym.
Nie kłamał, naprawdę nie potrafił. Carrick i Ronan byli mistrzami salonowych konwersacji, natomiast on wyrażał się krótko, zwięźle i do rzeczy. O jego obcesowości krążyły w firmie legendy. Wolał pracować sam, z głową w książkach, tekstach, dokumentach. Nawiązywał znacznie lepszy kontakt z dziełami sztuki niż z ludźmi. Dzieła sztuki nie kłapią językiem, do cholery.
Finn był maniakiem komputerowym, mózgiem firmy, samotnikiem. Nie obrażał się za te przezwiska. W końcu wszystkie były do pewnego stopnia prawdziwe.
- Jesteśmy tu, bo Cummings chce się z tobą spotkać. Najwyraźniej jest twoim fanem.
Finn prychnął z sarkazmem.
- Mówisz, jakbym był liderem kapeli.
- Podziwia twój upór. Kiedy wszystkie światowe autorytety cię zaatakowały, byłeś nieugięty.
Lata temu, jako świeżo upieczony doktorant, Finn opublikował artykuł, w którym sugerował, że autorem obrazu „Nocny złodziej” nie jest uznany francuski malarz D’Arcy, lecz jeden z jego uczniów. Wylała się wtedy na niego fala krytyki, zarzucano mu ignorancję, arogancję i jeszcze gorzej, ale on nie przejmował się tym ani wtedy, ani teraz. Wiedział swoje i rzadko się mylił.
Rok trwało, zanim po wykonaniu drobiazgowych badań i analiz środowisko krytyków sztuki przyznało mu rację. Posiadacz płótna stracił miliony i zdecydowanie nie był fanem Finna. Ale Finn uważał, że ma być lojalny wobec sztuki, nie właścicieli pojedynczych dzieł.
- Zrobiłeś na nim wrażenie.
Finn obrócił kieliszek w dłoni.
- Nie żałuję trwania przy swojej opinii, tylko całej złej krwi, jaką ten incydent wywołał.
Częściowo winna była jego przemądrzałość. Uważał, że dwa dyplomy, z historii sztuki i konserwacji, oraz znajomość sześciu języków czynią z niego kogoś wyjątkowego, wyrocznię, ósmy cud świata.
Był głupi.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat dorósł i dojrzał. Już nie mówił każdemu, że jest od niego lepszy, bystrzejszy, szybszy. Zrozumiał, że chociaż w wielu dziedzinach jest wybitnym specjalistą, w kontaktach z ludźmi jest beznadziejny.
W przeciwieństwie do braci miał jakieś deficyty emocjonalne. Pojęcia były dla niego łatwe, ludzie zbyt skomplikowani.
Obawiał się, że to się nie zmieni. Przynajmniej nie wkrótce.
Odchylił się na oparcie krzesła i przyjrzał najstarszemu bratu. Carrick i Sadie byli zakochani w sobie bez pamięci i już zaręczeni. Ronan, średni brat, również miał partnerkę, Joę, byłą nianię swoich dwóch synków. Natomiast jemu oddanie komuś serca wydawało się większym ryzykiem niż sporty ekstremalne.
Raz spróbował miłości, ale nie posunął się aż tak daleko, by położyć wszystko na szali. Nic dziwnego, że jego małżeństwo skończyło się rozwodem.
- Przyszedł Cummings – oznajmił Carrick, wstając. – Bądź miły.
Finn również wstał, zapiął marynarkę. Przywołał na twarz uśmiech – miał nadzieję, że uprzejmy – i spojrzał na wysokiego szczupłego mężczyznę przechodzącego przez salę. Nagle za jego plecami mignęła plama kobaltowego błękitu. Finn ominął wzrokiem kolekcjonera sztuki i spojrzał na rudowłosą kobietę rozmawiającą z kierownikiem sali.
Włosy miała zaczesane w ciasny kok, nieskazitelny makijaż zakrywał piegi na nosie i policzkach, a zgrabna sylwetka, dawniej pełniejsza, musiała być rezultatem diety wyszczuplającej.
Finn poczuł ucisk w żołądku. Beah wyglądała dojrzalej, lecz wciąż niezwykle atrakcyjnie. Wytworna, ale chłodna. Londyńska bizneswoman w każdym calu. Kobieta sukcesu, profesjonalistka.
Mimowolnie pomyślał, czy zostało w niej jeszcze coś z jego postrzelonej żony z burzą płomiennych włosów.
Byłej żony...

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel