Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Miłość pokona wszystko (ebook)
Zajrzyj do książki

Miłość pokona wszystko (ebook)

ImprintHarlequin
Data premiery2022-03-10
KategoriaEbooki
Liczba stron160
ISBN978-83-276-7895-9
Formatepubmobi
Tytuł oryginalnyThe Sicilian’s Banished Bride
TłumaczKarol Nowosielski
Język oryginałuangielski
EAN9788327678959
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Angielska inżynier Mia Gallagher i włoski milioner Rocco Vitelli mieli się pobrać. Rocco odkrył jednak, że Mia wykradła jego projekty i przekazała konkurencyjnej firmie. Zerwał zaręczymy i wszelkie kontakty z Mią. Po trzech latach spotyka ją w Londynie i odkrywa, że ma syna. Do listy oskarżeń dorzuca jeszcze to, że Mia zataiła przed nim ten fakt. Ona jednak uparcie twierdzi, że wielokrotnie informowała Rocca o dziecku. Rocco zaczyna podejrzewać, że ktoś specjalnie usiłuje ich poróżnić…

Fragment książki

„Jest twój, Rocco. Musisz go odnaleźć!”
Słowa ukochanej babci odbijały się bezlitosnym echem w głowie Rocca Vitelliego podczas lotu prywatnym odrzutowcem. Fotografia, którą trzymał w dłoni, zadrżała. Palce mężczyzny zacisnęły się mocniej.
Niemożliwe – myślał o tym, co powiedziała mu jego nonna. – To po prostu niemożliwe.
To wszystko było niedorzeczne. Przecież gdyby miał gdzieś na świecie syna, wiedziałby o tym… Wiedziałby?
Był pewien, że tak. Bardzo ostrożnie dobierał swoje ostatnie partnerki. Żaden z romansów nie trwał dłużej niż kilka tygodni. I żadna z nich nie była Angielką, odkąd…
Tylko ten jeden raz – przyrzekł sobie w duchu. Jego babka rzadko prosiła go o cokolwiek. Poświęciła dla niego tak wiele, że spełnienie tej idiotycznej prośby było dla niego obowiązkiem.
– Czy kierowca zna adres? – zapytał stewarda.
– Si, signor. Przesłałem szczegóły tuż po naszym wylocie.
Rocco z zadowoleniem pokiwał głową.
Samolot miękko wylądował. Na płycie lotniska czekał już samochód. Rocco rozparł się wygodnie w fotelu. Jeszcze raz rzucił okiem na zdjęcie. Buzia cherubinka i dziwnie znajome oczy… Przeszyło go niespodziewanie głębokie ukłucie tęsknoty.
Zacisnął zęby i wsunął fotografię do butonierki swojej marynarki. Gdy nonna wracała z kościoła i ujrzała to zdjęcie na billboardzie, dostała ataku histerii. Padła na chodnik, z którego zdołało podnieść ją tylko zapewnienie Rocca, że dowie się wszystkiego o pochodzeniu tego dziecka.
I teraz gonił za własnym cieniem.

Mia Gallagher ucałowała miękki policzek swojego śpiącego synka i odsunęła się z wymownym uśmiechem na twarzy. Pora drzemki Gianniego okazywała się prawdziwym polem bitwy. Dzisiejszego popołudnia ukrył się za drzwiami sypialni, zupełnie nieświadomy tego, że jego pulchne nóżki wystają zza drzwi. To, że potrafił tak długo pozostać w bezruchu, biorąc pod uwagę jego wiek, było dla młodej matki kompletną zagadką.
Przypomniała sobie, czyja krew płynęła w żyłach małego Gianniego. Jego ojciec był równie uparty i trudny…
Nagle usłyszała dzwonek do drzwi i jej serce zamarło.
Pani Hart.
Przez chwilę rozważała możliwość nieotwierania drzwi. Jednak dzwonek rozległ się ponownie, w dodatku w towarzystwie niecierpliwego pukania.
Otworzyła. W głowie miała przygotowaną już stanowczą, lecz grzeczną wymówkę dla ciekawskiej sąsiadki. Kiedy ujrzała w drzwiach znajomą postać, słowa uwięzły jej w gardle i cofnęła się przerażona.

Rocco doznał szoku. Trzy lata wcześniej pozbył się tej kobiety ze swojego życia. Wypędził z umysłu. Teraz poczuł ukłucie ekscytacji.
– Cosa e questo? – bąknął zaskoczony. – Co jest?
Sam nie był pewny, czego miało dotyczyć to dziwne pytanie. Tego niespodziewanego podniecenia czy faktu, że najwyraźniej jego zespół dokonał fatalnej pomyłki podczas lokalizowania dziecka z fotografii.
To musiał być jakiś cholerny błąd!
Doprowadzono go do jedynej kobiety, której obiecał sobie nie oglądać już do końca życia. Szybko zlustrował wzrokiem Mię Gallagher. Po eleganckiej, wymuskanej i zmysłowej kobiecie, którą pamiętał sprzed lat, nie było śladu. Podobnie jak po obcisłych, designerskich kostiumach i seksownym makijażu.
Była blada. Jej oczy, kiedyś żywe i skrzące zielonymi iskierkami, stały się zamglone i zmęczone. Włosy związała w prosty koński ogon, a na twarzy nie miała makijażu. Jednak otwarte z zaskoczenia usta wciąż pozostawały piękne i kuszące.
Zauważył, że wyszczuplała. Natomiast jej piersi wydawały się większe i pełniejsze. Długie zgrabne nogi dziewczyny zasłonięte były przez szeroki, bezkształtny materiał dżinsów. Wyglądała inaczej, lecz nie powstrzymało to fali podniecenia u Rocca.
Nawet o tym nie myśl! – skarcił się w duchu, po czym z całych sił postarał się oddalić kiełkujące seksualne napięcie.
Sięgnął po telefon, aby sprawdzić, kto z jego ekipy skierował go pod ten przeklęty adres. Przelotem zerknął na twarz Mii i dostrzegł w niej coś na kształt paniki.
Był już pewien! To ona zorganizowała to wszystko, a teraz była przerażona, widząc jego gniew. Dio – pomyślał. – Co za bezczelność!
Widział jej skrępowanie i niemal zrobiło mu się jej żal. Niemal. Wziął głęboki wdech.
– Może zaprosisz mnie do środka, Mio?

Niski tembr głosu Rocca Vitelliego rozlał się po jej sercu jak ciepły miód. Lecz ta chwilowa słabość wkrótce ustąpiła.
– Nie możesz tu wejść! – cofnęła się i spróbowała możliwie bezgłośnie zamknąć przed nim drzwi. Silne ramię uniemożliwiło jej ten zamysł. – Co to wszystko znaczy? Nie dam się w nic wmanewrować.
– Wmanewrować? – Wszedł pewnie do środka, zmuszając ją do kapitulacji. – A gdzie: „Ciao, Rocco. Co u ciebie?”. W końcu to ty zaaranżowałaś to spotkanie.
Skierował swoje kroki do salonu.
– Masz natychmiast stąd wyjść. Moja sąsiadka, pani Hart, zezna, że wtargnąłeś tu bez zaproszenia.
Rzuciła okiem za okno. Srebrna limuzyna Rocca przyciągała zainteresowanie przechodniów.
– Zezna? – Uniósł zaskoczony brwi. – Masz problemy z prawem, cara? W co takiego znowu się wpakowałaś?
Podszedł bliżej. O wiele za blisko. Nie cofnęła się jednak ani o krok.
– W co się wpakowałam? To jakiś żart?
– Musisz być zdesperowana, skoro liczysz, że sąsiedzi wybawią cię z kłopotów… – zamilkł. Jego oczy się zwęziły. – To dlatego tu jestem?
Poczuła jego męski zapach.
– Jak to: „dlatego tu jestem?”. To mój dom. Zjawiłeś się w nim nieproszony. A teraz masz stąd wyjść. Natychmiast.
Zastygł w bezruchu. Za każdym razem, kiedy widziała to w jego wykonaniu, poddawała się temu z zafascynowaniem. Zamknęła oczy. Oddychaj – powiedziała do siebie w duchu. – To się niedługo skończy.
– Nie igraj ze mną, cara. Ściągnęłaś mnie tutaj. Powiedz przynajmniej, dlaczego?
– Oszalałeś?
Twarz Rocca pociemniała.
– Przeciwnie. Nigdy nie byłem bardziej przytomny na umyśle. Kogo z mojej załogi tym razem przekupiłaś, by zrobić ten numer?
– Słucham? – Z trudem łapała oddech.
– To przecież twój modus operandi. Kto z moich ludzi zdradził ci drogi, którymi porusza się moja babcia? Albo ja?
Poczuła ukłucie bólu. Po tym wszystkim nie spodziewała się, że kiedykolwiek jeszcze zobaczy Rocca. A on nagle pojawił się u niej, wysoki, ciemny, zabójczo przystojny, jak zawsze. Z tymi samymi oskarżeniami.
Przed trzema laty jej spełniające się marzenia znikły nagle jak przekłuty balon.
Lecz nic nie równało się z tym, co nastąpiło później, już po tym, jak usunął ją ze swojego życia. Gdy odkrył, że Mia próbowała się z nim skontaktować i sprawić, by zechciał jej wysłuchać. Wtedy zaznała smaku zemsty Rocca Vitelliego.
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
Uśmiechnął się ponuro.
– Wciąż tracisz energię na kłamstwa? Nie wiem, dlaczego jeszcze mnie to dziwi. Rada na przyszłość: jeśli chcesz skusić mężczyznę, postaraj się nie przyjmować go w szerokich dżinsach i porozciąganej bluzce.
– Jak śmiesz…
– Zachowaj to dla siebie. Powiedz mi raczej, dlaczego mnie tu sprowadziłaś.
Po policzkach Mii spłynęły łzy.
– Nie! Nie zachowam tego dla siebie. Mówiłam ci już wtedy i powtórzę jeszcze raz. Nigdy cię nie okradłam!
– Więc wytłumacz mi jedno: w jaki sposób zamknięty w sejfie dysk zewnętrzny z projektami znalazł się w twoim posiadaniu? I jak trafił do konkurencyjnej wobec Vitelli Construction firmy tuż po tym, jak spotkałaś się z jej przedstawicielami?
– Nie wiem. Mówiłam ci już. – Uniosła podbródek.
– Ja też. Niekończące się kłamstwa.
W słowach Rocca było tyle pogardy, że ból ponownie ścisnął jej serce. Upokorzył ją przed sądem, zszargał dobre imię i wyparł się swojego nienarodzonego dziecka. Teraz pojawił się znowu, chyba tylko po to, by kontynuować tę swoją okrutną grę.
Rozzłościło ją to.
– Myśl sobie, co chcesz. Mam to w nosie. Chcę tylko, żebyś opuścił wreszcie mój dom. – Ku swojej satysfakcji zabrzmiała chłodno i spokojnie. – Teraz.
Zanim obudzi się Gianni – pomyślała. Mia postanowiła oszczędzić chłopcu brutalnej prawdy o tym, jak potraktował ich Rocco, jego ojciec.
– Twierdzisz, że nie ty to ukartowałaś?
Niemal roześmiała mu się w twarz.
– Z całą pewnością. I nie podoba mi się ta twoja gierka.
– Gierka? – Wyraźnie nie wierzył własnym uszom. – Nie mam najmniejszej ochoty być w pobliżu ciebie.
To również ją zabolało. Popatrzyła na niego.
Trzy lata, które minęły, tylko dodały mu tej niesamowitej aury, która otaczała go szczelnie, jak kokon. W kruczoczarnych włosach dostrzegła delikatne szare akcenty. Miał na sobie ręcznie szyty włoski garnitur od bardzo znanego projektanta. Idealnie opinał jego szerokie ramiona.
Lecz tym, co naprawdę zapierało Mii dech w piersiach, była jego twarz. Duży nos, pięknie wysklepione kości policzkowe, kwadratowa szczęka, którą pokrywał całodniowy zarost, głęboko osadzone oczy o kolorze nocnego, burzowego nieba… Oczy, które patrzyły na nią z dziką pasją lub mroziły serce swoim okrucieństwem.
Jej wzrok padł na usta Rocca. Poczuła elektryzujące łaskotanie w brzuchu na wspomnienie tego, co z nią robiły.
– To, gdzie chcesz być, nie ma znaczenia, Rocco. Interesuje mnie tylko, że przebywasz w moim domu niezaproszony.
Przekrzywił lekko głowę i wbił w nią drapieżny wzrok.
– Jesteś tego pewna? Wydaje się, że z podniecenia ledwo możesz oddychać.
Wzruszyła obojętnie ramionami, pomimo że zdawała sobie sprawę z tego, jak łatwo ją rozszyfrował.
– Nie myl podniecenia z gniewem. – Przełknęła z trudem. – Zawsze miałam wątpliwości wobec niektórych twoich pracowników. Najwyraźniej jeden z nich popełnił błąd. Znowu.
Nie umiała mu się oprzeć, lecz nie mogła pozwolić, by znów zaprowadził ją w to niebezpiecznie euforyczne miejsce. Miała ważniejsze sprawy.
Jak na przykład Gianni.
– Ta rozmowa prowadzi donikąd. Powiedz mi, czego szukasz, a ja skieruję cię we właściwą stronę.
Zignorował jej słowa.
– Dziwię się, że podtrzymujesz tę samą beznadziejną linię obrony. Miałaś wtedy zapisane spotkanie z nimi, zarówno w komputerze, jak i w telefonie. Omawiałaś poufne plany Vitelli Constructions. Potwierdziło to kilka osób.
Najwyraźniej zamierzał powtórzyć upokarzającą procedurę.
– Nigdy nie zaprzeczałam, że to spotkanie miało miejsce. Byłam jednak przekonana, że wykonuję po prostu obowiązki inżyniera Vitelli Constructions.
Ujął w dłoń jej podbródek i spojrzał głęboko w oczy.
– I tak zupełnie przypadkiem zapomniałaś wspomnieć o tym, że przekazałaś im wrażliwe informacje odnośnie naszego projektu w Abu Dhabi. Oraz że przyjęłaś ofertę pracy, jaką ci złożyli.
Mia zacisnęła zęby.
– Nie udzieliłam żadnych poufnych informacji. Pracę rzeczywiście mi zaoferowali. Z grzeczności powiedziałam, że się nad tym zastanowię… Poza tym oni nie stanowili żadnej konkurencji dla Vitelli Constructions.
Uśmiechnął się wyniośle.
– To prawda. Nie spowodowało to dla mnie nawet najmniejszej komplikacji.
Zaskoczyły ją te słowa.
– Więc dlaczego…?
Uśmiech natychmiast znikł z jego twarzy. Powróciła arktyczna zima.
– Śmiesz jeszcze pytać dlaczego?
Mia potarła dłonią skroń.
– Zerwałeś nasze zaręczyny, zwolniłeś mnie z pracy i wyrzuciłeś z siedziby w Mediolanie, ponieważ myślałeś, że ukradłam plany i przekazałam je twojej konkurencji, by zapewnić sobie pracę.
– Nie myślałem. Wiedziałem to.
– Zatem, skoro nie przywiązywałeś do tego wagi, co zakończyło nasz związek?
Jego postawa wskazywała, że wkraczała na zakazany teren. Rocco nie należał do ludzi, których można było rozliczać z ich celów i pobudek. Znała to już z autopsji. Zrujnował jej karierę, a swoje nienarodzone dziecko usunął kompletnie z życia. Wiedząc to, musiała postępować bardzo ostrożnie. Nie mogła skończyć w więzieniu. Nie, mając Gianniego.
– Pytasz serio? – wyrzucił z siebie wreszcie Rocco.
– To nie ma znaczenia… – Machnęła ręką z udawaną nonszalancją.
– Nie ma? Zdajesz sobie sprawę z tego, jak na twoją zdradę zareagowała nonna? Dostała ataku serca po twoim oświadczeniu, że nie zamierzasz urodzić mi dziecka.
– Ale…
– Dręczyła się tym całymi tygodniami!
Jego wściekły ton ostudził chęć Mii do kontynuowania sprzeczki. Babcia była całym światem dla Rocca. Nonna kochała go bezwarunkowo, w każdej sytuacji i chwili. Ta miłość, którą roztaczała wokół siebie, potrafiła nawet złagodzić ból goszczący w sercu Mii.
– Nigdy nie chciałam jej zdenerwować.
Rocco głęboko odetchnął.
– Powiedz mi, dlaczego tu jestem.
– Chyba masz problemy ze słuchem. Ja cię tu nie sprowadzałam. Może ty mi powiesz, dlaczego tu jesteś? – odbiła piłeczkę, jednocześnie czując nadchodzący atak paniki.
Nie odpowiedział. Po kilku chwilach jego wzrok zaczął krążyć po rupieciach i bibelotach, którymi wypełniony był mały pokój.
Babka Mii była dumna ze swojego zadbanego domu. Miał zupełnie inny charakter niż maleńkie mieszkanie, które Mia dzieliła ze swoją matką. Tamten dom przepełniony był apatią, goryczą i desperacją, od ciemnych zasłon aż po zimną podłogę. I lodowatą obojętnością wobec Mii. Tylko dlatego, że zechciała przyjść na ten świat.
Postanowiła wreszcie odsunąć się od matki. Wykorzystała pierwszą możliwość, by uciec w pracę. Początkowo w Londynie, później we Włoszech. Lecz każda przygnębiająca wizyta, każda rozmowa telefoniczna napawały Mię poczuciem braku własnej wartości. Nie chciała przekazać dzieciom tej samej beznadziei i obojętności.
Dlatego bała się macierzyństwa. Jak mogłaby podjąć się tak doniosłego zobowiązania na całe życie, nie znając pojęcia matczynej miłości?
Oczywiście, teraz znała odpowiedź. Pojawiła się w chwili, gdy oddano jej w ramiona Gianniego.
Gianni.
Myśl o synu przywróciła ją do rzeczywistości. Patrzyła spokojnie, jak Rocco przeprowadza inspekcję jej domu.
Mia zdjęła obrazy i zapakowała je do pudeł, chcąc poprawić odpadającą ze ścian farbę, ale brak środków finansowych wstrzymał tę planowaną inwestycję. Na podłogach leżały tanie dywany, na których Gianni się bawił.
Rocco ogarnął to wszystko wzrokiem w zaledwie kilka chwil. Odwrócił się do Mii.
– Potrzebujesz pieniędzy, si? Sądząc po stanie tego domu, nie masz ich zbyt wiele. – Uniósł głowę. – Jesteś chora?
– Nie.
Podejrzliwy błysk pojawił się w jego oczach. Podniósł palcem jej podbródek.
– Ale przydałaby ci się gotówka?
Oczywiście, że potrzebowała pieniędzy. Lecz prędzej przeczołgałaby się po rozżarzonych węglach, niż przyznała to przed człowiekiem odpowiedzialnym za zniszczenie jej życia.
– Nic od ciebie nie chcę. Poza tym, żebyś opuścił ten dom.
Zanim zrobię coś głupiego – dodała w myślach.
Wreszcie opuścił rękę.
– Zaczynam myśleć, że to była… niefortunna pomyłka.
Odetchnęła z ulgą. Nie zanosiło się na żadne przykre konsekwencje.
– Mogę liczyć, że to się już nie powtórzy?
Odwrócił się do drzwi z lodowatym wyrazem twarzy.
– Usunąłem cię ze swojego życia już dawno temu. Uwierz mi, że wcale nie mam zamiaru cię więcej oglądać.
– I ja czuję to samo – odparła spokojnie, choć nie była to prawda.
Te okrutne słowa sprawiły, że do jej oczu napłynęły łzy. Nerwowo mrugając, obserwowała, jak Rocco opuszcza jej dom.
Zatrzymał się przy drzwiach.
– Nie wiem, kto to wszystko zaaranżował, ale dojdę do tego.
Uśmiechnęła się sztywno.
– Do widzenia, Rocco.
Nie drgnęła, dopóki nie zamknął za sobą drzwi. Wtedy pospieszyła do okna, by się upewnić, że naprawdę odjedzie.
Obserwowała zza zasłony, jak podszedł do samochodu, promieniejąc siłą i pewnością siebie. Każdy jego gest powodował w niej szaleńcze bicie serca, nawet gdy machnął kierowcy, by zwolnic go z obowiązku otworzenia przed nim drzwi limuzyny.
Odeszła od okna i usiadła, ukrywając twarz w dłoniach. Czuła ulgę.
Wzięła kilka głębokich wdechów i wstała od stołu. Pomyślała, że filiżanka mocnej herbaty dobrze jej zrobi. Spotkanie z Rockiem mocno nią wstrząsnęło.
I spowodowało przypływ pożądania. Przypomniało jej się, jak dobrze było im razem. Pomyślała ponuro, że była wtedy beznadziejnie głupia…
Różowe okulary opadły szybko. Mężczyzna, którego tak kochała, uznał, że chciała go usidlić ciążą. I, że jest złodziejką.
Uzmysłowiła sobie, że nie usłyszała dźwięku odjeżdżającego samochodu.
Dom, który odziedziczyła po babce, znajdował się na peryferiach małej wioski Hapmshire. To tu się udała, by wyleczyć rany po przejściu prawdziwego tornada, jakim był Rocco. Chatka stała w ślepej uliczce i o tej porze dnia była miejscem niezwykle cichym.
Z niepokojem podeszła do okna. Rocco stał na chodniku, zaangażowany w rozmowę z panią Hart. Serce Mii podskoczyło do gardła, kiedy mężczyzna spojrzał w stronę jej domu.
Nie!
Wzrok Rocca padł na okno. Zobaczył ją. Wyraz jego twarzy, nawet z tej odległości, pozbawił Mię tchu. Tym razem nie zapukał. Wpadł do środka jak chmura gradowa i skierował się prosto do Mii. Chwycił ją za rękę, w której trzymała zasłonę, i pociągnął do siebie. Sięgnął do kieszonki piersiowej marynarki.
Dobry Boże – pomyślała. – Tylko nie kolejny list.
Ale to było coś innego. Coś mniejszego, kolorowego i błyszczącego.
Wreszcie podniósł na nią wzrok.
– Chciałaś się dowiedzieć, dlaczego tu jestem? Przez nonnę. Jest przekonana, że znajduje się tu bardzo ważna rzecz należąca do mnie. A więc, zapytam cię tylko raz, Mio. Co to za dziecko? Gdzie ono jest? I przede wszystkim, kim jest dla mnie?

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.

Dbamy o Twoją prywatność


Sklep korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zamknij
pixel