Miłość wbrew zasadom
Przedstawiamy "Miłość wbrew zasadom" nowy romans Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE.
Zander Stanhope nigdy nie odmawia sobie romansów z pięknymi kobietami. Ma jednak zasadę – z każdą wybranką spędza tylko jedną noc. Nie interesują go ani związki, ani głębsze uczucia. Gdy na przyjęciu poznaje Mię Halliday, również spędza z nią jedną noc. Ale tym razem coś jest inaczej. Nie może przestać o niej myśleć, a inne kobiety tracą dla niego urok. Blokuje numer Mii, licząc, że brak kontaktu ułatwi zapomnienie. Jednak kilka tygodni później Mia zjawia się u niego z pewną wiadomością…
Fragment książki
– Wiem, że nie pochwalasz łączenia interesów z przyjemnością – wymruczał Zander Stanhope do ucha Mii Halliday, gdy ta podawała mu kieliszek z malinowym possetem, z trudem powstrzymując chęć, by go natychmiast dosiąść.
– Wspominałaś o tym wielokrotnie przez ostatnie cztery miesiące. Ale o drugiej w nocy, kiedy ten klub się zamknie i impreza się skończy, przestaniesz dla mnie pracować. Tak tylko mówię.
Z obezwładniającym uśmiechem i błyskiem w oczach Zander odwrócił się, by odejść.
A Mia po prostu stała, gapiąc się na jego plecy atlety, osłupiała po tym, co usłyszała. Jej mózg nadal to przetwarzał, a oczy obserwowały go, jak siada na fioletowej kanapie obok rodzeństwa i sięga po deser. Serce biło jej jak szalone na wspomnienie jego słów i ich znaczenia:
– Tak tylko mówię.
Ten mężczyzna to chodzące zagrożenie, pomyślała, usiłując się przecisnąć przez tłum półnagich tancerek, magików i akrobatów. Z ulgą zamknęła za sobą drzwi do chłodnej kuchni.
Po raz pierwszy spotkali się w czerwcu, krótko po tym, jak skontaktował się z nią, by skorzystać z jej usług cateringowych na przyjęciu z okazji swoich trzydziestych piątych urodzin.
Najpierw sądziła, że to jakiś dziwny żart. Dlaczego ten półgrecki, półbrytyjski potentat branży transportowej i bankowej, częsty temat prasy zarówno biznesowej, jak i tabloidów, miałby dzwonić właśnie do niej? Oczywiście firma Halliday Catering rosła w siłę i znana była na rynku, ale nie w kręgach elity tego świata.
Jak tylko otrząsnęła się z pierwszego szoku i niedowierzania, mile połechtała ją informacja, że czytał o niej artykuł w gazecie i natychmiast doszedł do wniosku, że tylko ona może podjąć się tego trudnego zadania. Zdawała sobie świetnie sprawę, że jego wpływy mogą doprowadzić do tego, że nowi klienci będą walić drzwiami i oknami, by skorzystać z jej usług.
Pierwsze rozmowy z klientami prowadziła zazwyczaj drogą mejlową. Nie mogła więc wyjść z podziwu, gdy Zander pojawił się osobiście w siedzibie jej firmy we wschodnim Londynie tylko po to, by omówić z nią menu.
Nie mogła już wtedy wiedzieć, że rzuci ją na kolana swoim uwodzicielskim spojrzeniem i od tamtej pory, kiedy będzie myśleć o nim, to tylko przez pryzmat seksu.
I niestety tak właśnie się stało. Tamtego popołudnia, bez żadnego ostrzeżenia, choćby esemesa, wkroczył do jej biura, a wszystkie jej zmysły przełączyły się w stan najwyższej gotowości. Instynktownie spojrzała w górę i skoczyła na równe nogi, tak jakby poraził ją prąd. Zander ujął jej dłoń swoimi dłońmi i spojrzał oczami koloru czekolady, przedstawiając się głębokim głosem, który przenikał przez jej ciało jak złoty syrop. Natychmiast zalała ją fala gwałtownego pożądania.
W kolejnych tygodniach, kiedy tylko w skrzynce mejlowej pojawiała się nowa wiadomość, serce zaczynało jej mocniej bić. Na widok jego imienia na wyświetlaczu telefonu zasychało jej w ustach, a w głowie zaczynało się kręcić.
Przygotowując się do kolejnych wspólnych spotkań biznesowych, kładła szczególny nacisk na ubiór i makijaż, choć w duchu strofowała się za tę próżność.
Nie pomagało też to, że on niespecjalnie krył się ze swoim pociągiem do niej. Trudno jej było to pojąć, jako że mógł spotykać się z praktycznie każdą supermodelką i celebrytką na tej planecie. Z drugiej strony, zwracał się do niej tak, jakby była jedyną kobietą na całym świecie i dosłownie rozbierał ją wzrokiem. Intensywność tej uwagi wprawiała ją w oszołomienie. Ale pomimo uroku, jaki roztaczał z seksownym uśmiechem, Mii udało się obronić. Nie poszła z nim na kolację ani na drinka. Starała się ignorować jego zarozumiałą minę, którą sugerował, jak bardzo podoba mu się testowanie jej siły woli i przekonywała siebie samą, że emocje, jakie pokazały się na jego twarzy po jej odmowie, to tylko i wyłącznie niedowierzanie. Taki gracz jak on nie mógł przecież poczuć się zraniony jej odmową.
Nie miała zamiaru z powodu ulegania prymitywnym żądzom zaprzepaścić tej niepowtarzalnej szansy na wypromowanie siebie i swojej marki. To przecież mogło doprowadzić do katastrofy tak ważnego dla niej projektu.
Musiała zachować koncentrację, jeśli chciała, żeby jej firma wspięła się na sam szczyt. Wszystko to, żeby osiągnąć finansową stabilizację, której tak brakowało jej w dzieciństwie, kiedy nie mogła chodzić do szkoły zmuszona do opieki nad chorą matką. Była dzieckiem, które miało swoje tajemnice i żyło w strachu przed opieką społeczną. Teraz musiała zachować spokój. Musiała być silna.
I taka była.
Do czasu, gdy wymruczał jej w ucho te słowa, które wprawiły ją w osłupienie.
Bo było w tym nieco racji.
Do tej pory skupiała swoją uwagę na tym, żeby jedzenie było nowatorskie, ekscytujące, a najlepiej po prostu idealne. Dopiero teraz uderzyło ją, że kiedy tylko impreza dobiegnie końca, ich wspólne interesy się skończą i będzie mogła ulec pragnieniom, które tak długo trzymały ją w swoim lepkim uścisku. Te pragnienia zaszczepił w niej mężczyzna, który dręczył ją we dnie i w nocy; mężczyzna, którego pragnęła ponad wszystko i, przynajmniej teoretycznie, mogła wkrótce mieć. W jej głowie była tylko ta jedna myśl.
Co miała zamiar z tym zrobić? Zastanawiała się nad tym, wyjmując z lodówki tacę z truflami i podając ją Hattie, przyjaciółce i współpracownicy, swojej jedynej pracownicy, która dostała zadanie ułożenia deseru na talerzach.
Czy to pytanie w ogóle wymagało roztrząsania?
Nie.
Nigdy nie doświadczyła takiego pożądania i nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio mogła się zrelaksować. Jej ostatni związek, a właściwie katastrofa, zakończył się dwa lata temu. Od tamtego czasu skupiła się tak bardzo na pracy i osiągnięciu swoich wymarzonych celów, że zabrakło czasu na randki i na odpoczynek.
Co więcej, nie chodziło przecież o nawiązanie z nim jakiejkolwiek bliższej relacji. Nie była aż taką naiwniaczką. Wiedziała bardzo dobrze, z kim ma do czynienia. Czytała gazety i sama była świadkiem, jak umiejętnie radził sobie z telefonami od licznych wielbicielek.
Jego nonszalancki stosunek do kobiet to zupełne przeciwieństwo tego, czego oczekiwała od związku z mężczyzną. Z drugiej strony to, że znany był z bezlitosnego łamania kobiecych serc, nie oznaczało jeszcze, że może złamać jej. Nie miała zamiaru dać mu na to szansy. Nie planowała go zmieniać. Aż tak głupia nie była. Kiedyś miała tę niefortunną tendencję do oczekiwania od mężczyzn więcej, niż byli w stanie jej dać, ale koniec z tym.
Owszem, zauważyła, że ten superplayboy coś głęboko ukrywa, ale jakie to miało obecnie znaczenie? Nawet gdyby mieli przed sobą kilka spotkań z chemią w tle, zbliżały się święta i czekał ją ruch w interesie.
Obawiała się, że Zander może być w stanie odciągnąć ją od jej ambitnego planu na życie. Plan był prosty: wzmocnić reputację na rynku i rozszerzyć działalność.
Z biznesowego punktu widzenia impreza okazała się pełnym sukcesem. Po jedzeniu pozostało tylko wspomnienie, podobnie po wizytówkach, których rozdała tyle, że trzeba będzie teraz zamówić nową dostawę.
Co więc powstrzymywało ją przed oblaniem sukcesu jedną nocą gorącego seksu, o którym od miesięcy marzyli zarówno ona, jak i Zander? Absolutnie nic.
Rozłożony na pluszowej kanapie Zander bawił się kieliszkiem dobrego szampana i śledził spod półprzymkniętych powiek, jak Mia rozdaje gościom słodycze.
Gdyby tylko wiedział, jakim okaże się ciężkim orzechem do zgryzienia, dawno temu przewróciłby stronę w magazynie, który czytał w samolocie z San Francisco do Tokio i w którym natknął się na artykuł o niej. Nie zatrzymałby dłużej wzroku na jej zdjęciu w gazecie, na fascynującym połączeniu rudych włosów i jasnoniebieskich oczu, które od razu zwróciło jego uwagę.
Powinien był skorzystać z usług klubu zamiast płacić fortunę jej firmie cateringowej. Zaoszczędziłby sobie sporo kłopotu.
Cztery miesiące niezaspokojonej potrzeby. Cztery miesiące odrzucenia i frustracji, które były mu kompletnie obce.
– Dlaczego masz jakiś problem z firmą cateringową?
W odpowiedzi na pytanie Thalii, zadane po grecku, Zander gwałtownie się wyprostował. Przywołał na twarz uśmiech i zwrócił się do siostry:
– Risotto było trochę grudkowate, nie sądzisz? – odpowiedział pytaniem, wściekły, że pozwolił sobie okazać emocje.
– Do tego ten groszek i mięta to mało oryginalne smaki.
Thalia przewróciła oczami i uderzyła go w ramię.
– Jedzenie było wybitne i dobrze o tym wiesz. Słyszałam, jak goście chwalili łososia, a curry z kurczakiem było najlepsze, jakie jadłam w życiu. Niebiański smak – powiedziała, wzdychając z zadowoleniem.
– Te kanapki z motywem cyrkowym były zachwycające, a deser to istne mistrzostwo świata! Wspaniałe przyjęcie i wszyscy się świetnie bawią, oprócz ciebie.
Urwała i zmarszczyła brwi, a potem pochyliła się w jego stronę.
– Skąd ta grobowa mina, Zan? Nie ma tu Selene, żeby zrobiła ci scenę, a na pewno nie chodzi o firmę cateringową, więc o co tak naprawdę chodzi? Jesteś chory? A może coś z firmą?
A jednak tu chodziło o catering. Nie był przecież chory, a Stanhope Kallis, imperium bankowe i spedycyjne, którym zarządzał od czasu, gdy jego starszy brat Leo sześć lat wcześniej zrezygnował z posady, rosło w siłę pod jego przywództwem. Co do Selene, jego egoistycznej matki o skandalicznej reputacji, nie obchodziło go to zupełnie, że jej nie ma na jego urodzinach. Nie odpisała nawet na zaproszenie. Nic nowego. Obchodziły ją jedynie dywidendy, z których żyła. Rodzina już mniej.
Odczuwał napięcie związane z zachowaniem Mii względem niego, ale o co tak naprawdę chodziło? Dlaczego tak bardzo bolała go jej obojętność? Czemu nie potrafił zaakceptować, że nie zamierzała dać się ponieść chemii, która była niewątpliwie obopólna? Co go opętało, żeby korzystać z usług tej firmy? Trzeba było się wycofać, póki jeszcze był czas, i to gdy tylko zorientował się, że tej bitwy nie wygra.
Wszystkie te pytanie pozostające bez odpowiedzi zaprzątały obecnie jego głowę bardziej, niż by sobie tego życzył.
Dręczyły go wątpliwości. Podejrzewał, że ona potrafi przebić się przez jego zbroję i zobaczyć wszystkie wady ukryte głęboko pod skórą. A, co gorsza, gdzieś w głębi duszy miał poczucie, że uczucia, które przez prawie trzydzieści lat trzymał na uwięzi pod kluczem, próbują się uwolnić.
Od czasu, gdy w wieku dziewiętnastu lat jego pierwszy i ostatni związek zakończył się całkowitą katastrofą, miał szczerze dość. Dość tego wszystkiego.
Koniec z tą szaloną obsesją na punkcie Mii i jej niechęci do zjedzenia z nim kolacji. Odmówiła. Mówi się trudno. Czemu wciąż się tym zadręczał? Może dlatego, że taka sytuacja nigdy wcześniej mu się nie przytrafiła? Czyżby źle odczytał znaki? Cokolwiek to było, miał dosyć tego, jak działała na niego ta kobieta, która nawet nie była taka atrakcyjna. Przychodziły mu do głowy setki kobiet piękniejszych i bardziej intrygujących od niej. To przyciąganie było po prostu śmieszne. Strata czasu i do tego zupełnie nie do zaakceptowania.
Jak mógł zapomnieć o lekcjach, które przekazali mu w dzieciństwie rodzice? Pragnienie tego, czego nie można dostać, nigdy nie kończy się dobrze i prowadzi tylko do bólu i zamętu. Skąd ta słabość? I co z tego, że raz się sparzył? Zdarza się.
Mia może go nie chce, ale mnóstwo innych kobiet już tak. Niektóre z nich były nawet tutaj. Z jedną z nich mógłby poczuć pewne fizyczne wyzwolenie. Nie będą mu się sprzeciwiać, zachwycone możliwością zjedzenia z nim kolacji albo wypicia drinka. Czyż nie po to tu przyszły?
– Wiesz, co? – powiedział do Thalii, spychając myśli o Mii gdzieś na margines, co trzeba było zrobić już kilka tygodni temu. Rozejrzał się po sali w poszukiwaniu potencjalnych towarzyszek na resztę wieczoru. Przesłał im swój zabójczy uśmiech.
– Co takiego?
– Masz rację.
– Serio?
Kilka kobiet ruszyło w jego kierunku. Zander opróżnił kieliszek i poprosił o więcej.
– Trzeba rozruszać tę imprezę!
Chwilę przed drugą w nocy Mia wysłała Hattie i resztę ekipy do domu, a sama wróciła do kuchni.
Kilka godzin wcześniej sądziła, że o tej godzinie będzie już zażywać zasłużonego odpoczynku po dobrze wykonanej pracy. Wyobrażała sobie odliczanie do drugiej, żeby w końcu móc odszukać Zandera i powiedzieć mu o chęci spędzenia z nim magicznej nocy pełnej gorącego seksu. Tak to miało wyglądać.
Niestety, teraz, choć zegar wskazywał odpowiednią godzinę, nie planowała go szukać. Nie miała mu nic do powiedzenia i jedynym miejscem, do którego chciała się udać, i to samotnie, był jej własny dom.
Zbyt wzburzona, by myśleć o dzisiejszych wydarzeniach ze spokojem i satysfakcją, krążyła po kuchni, walcząc z chęcią przewrócenia kilku rzeczy.
Zachowała się głupio, a jeszcze niedawno była przekonana, że postępuje mądrze. To był błąd.
Jak mogła choćby przypuszczać, że noc z Zanderem to dobry pomysł? Musiała chyba oszaleć.
Ponieważ pomimo tego, co od niego usłyszała przy deserze i co sprawiło, że poczuła się w pewnym sensie wyjątkowa, teraz było jasne, że tak nie jest. Nie chciał jej. Potrzebny mu był ktoś do łóżka. Ktoś do przedłużenia imprezy urodzinowej. I raczej było mu wszystko jedno, kto to będzie.
Mia niemal upuściła paterę z truflami, kiedy zobaczyła, jak uśmiecha się do innych kobiet na przyjęciu, jak je tym uśmiechem zachęca, choć one zachęty wcale nie potrzebowały.
O co chodzi? Zastanawiała się zszokowana i zmieszana, próbując przy tym zachować pełen profesjonalizm. Co z drugą w nocy? Czyżby zmienił zdanie? W co on sobie pogrywa?
Cokolwiek by to nie było, nadal nie znała odpowiedzi na te pytania. Zajęło jej to dobrą godzinę, zanim w końcu zebrała się w sobie i postanowiła zakończyć rozmyślania na jego temat. Nie będzie niczyją zabawką. Zander miał ich do wyboru, do koloru, a każda z nich spędziła ten wieczór, zabiegając o jego uwagę, co chyba mu odpowiadało, bo w ogóle nie odpierał tych ataków. Tak naprawdę, gdyby tylko zechciał, mógłby mieć je wszystkie.
A jednak jego odrzucenie bolało. Żałosne. Czy sama nie spędziła ostatnich czterech miesięcy, odrzucając jego awanse? Owszem, zmieniła zdanie w ostatniej chwili, ale wszystko wskazywało na to, że jest już za późno. Czego oczekiwała? Ten mężczyzna kierował się wyłącznie sprawami cielesnymi, polował na nią, a kiedy go odrzuciła, znalazł sobie inną zwierzynę. Flirt miał we krwi. Urodził się z tą umiejętnością. Nie mógł z tym walczyć.
Ale teraz wszystko się skończyło. Jak tylko dostanie przelew, koniec z tą historią. Musi przestać się tym zadręczać. Szkoda tracić czas na żale.
Jutro wszystko wróci do normy, a jej pożądanie znowu będzie pod kontrolą. Nie będzie tęsknić za flirtem ani za jego uwagą.
Zegar wybił kolejną godzinę, ogłaszając koniec ich umowy. Mia opuściła kuchnię i przeszła do lobby. Pchnęła drzwi do szatni, która była większa niż jej całe mieszkanie i wykończona w lepszym stylu, i zatrzymała się nagle na widok Zandera zakładającego płaszcz.
– Co tu robisz tak późno? – spytała rozdrażniona widokiem tego najbardziej seksownego z wszystkich mężczyzn. Nadal pragnęła go każdą komórką swojego ciała, pomimo postanowień sprzed zaledwie kilku minut.
– Dopiero co odprowadziłem ostatnich gości – odpowiedział swoim aksamitnym głosem, który wywracał jej żołądek na drugą stronę. – A ty co tu nadal robisz?
– Musiałam coś skończyć w kuchni.
– Dziękuję ci za twoją pracę dziś wieczorem.
Rzuciła mu uśmiech i sięgnęła po płaszcz na wieszaku.
– Nie ma za co.
– Jedzenie było wyśmienite.
– Cieszę się, że ci smakowało.
Świadoma, że obserwuje każdy jej ruch, mimo że wcześniej, podczas przyjęcia, nawet nie spojrzał w jej stronę zajęty swoimi fankami, Mia chwyciła ubranie, naciągnęła je na siebie ze złością i mocno zaciągnęła pasek płaszcza.
– Coś nie tak?
– Nie, dlaczego?
– Nie mam pojęcia – powiedział z chłodem w głosie, naciągając na siebie płaszcz. – Wydajesz się zdenerwowana.
– Nic mi nie jest – odpowiedziała z półuśmiechem. – To zmęczenie.
– Jak zamierzasz dostać się do domu?
Wcześniej była przekonana, że pojedzie z nim. Ależ była głupia.
– Pojadę taksówką.
– O tej godzinie w sobotnią noc w centrum Londynu?
– Poczekam, jeśli będzie trzeba.
– Zabiorę cię ze sobą.
Co takiego? Nie. Po co przedłużać tę agonię? Zresztą, na pewno gdzieś tu jeszcze był jakiś gość, z którym się nie pożegnał.
– Sądziłam, że masz inne… zobowiązania.
– O czym ty mówisz?
– O twoim… haremie.

