Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Na książęcym jachcie (ebook)
Zajrzyj do książki

Na książęcym jachcie (ebook)

ImprintHarlequin
KategoriaEbooki
Liczba stron160
ISBN978-83-276-6745-8
Formatepubmobi
Tytuł oryginalnyA Bride Fit for a Prince?
TłumaczAlina Patkowska
Język oryginałuangielski
EAN9788327667458
Data premiery2021-08-12
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Samia i książę Luca poznają się w porcie. Luca nie spotkał dotąd tak bystrej i bezpośredniej kobiety. Zafascynowany nią, proponuje jej pracę na swoim jachcie. Samia, która ucieka przed groźbami byłego męża, widzi szansę na bezpieczną kryjówkę. Nie zdradza jednak Luce, dlaczego podróżuje, ani tego, że jest dziennikarką śledczą, co na pewno by mu się nie spodobało. Książę też ma swoje powody, by zabrać ją na jacht, o których Samia dowie się, gdy przypłyną do Portofino…

Fragment książki

Wszedł do restauracji od frontu. Młoda turystka z plecakiem wbiegła od strony tylnej alejki. Spotkali się na środku przy barze, a ściśle mówiąc, to ona się z nim zderzyła.
– Przepraszam! Przepraszam! – wykrzyknęła, odbijając się od niego.
– Nie musisz przepraszać.
Oszacował ją wzrokiem. Jasne oczy, mocny podbródek i twarz brudna od kurzu. To była ciekawa twarz, z charakterem i całkiem atrakcyjna. Poczuł jej miękkie ciało, gdy odbiło się od jego ciała, patrzył w szmaragdowe oczy o barwie oceanu w letni dzień i wszystko wydawało się proste. Ale czy cokolwiek mogło być tak proste, jak się wydawało?
– Muszę się napić wody – sapnęła w przestrzeń i dodała z ujmującą bezpośredniością: – Czy ja cię znam?
– Nie sądzę.
– Jesteś pewny?
Potarł ręką dwudziestoczterogodzinny zarost.
– Raczej tak.
Wciąż wpatrywała się w niego uważnie, jakby jego twarz majaczyła jej w pamięci, ale umysł odmawiał identyfikacji. Ta chwila zawieszenia pozwoliła mu poczuć emanujący od niej zapach polnych kwiatów i docenić słodkie różowe usta zaciśnięte w namyśle. Chociaż „słodka” nie było odpowiednim słowem, by ją opisać.
– Jestem pewna, że skądś cię znam – powtórzyła, marszcząc brwi. – Tylko nie wiem skąd. Ale przypomnę sobie – ostrzegła z uśmiechem, który rozjaśnił jej twarz. – Wydajesz się tu równie nie na miejscu jak ja, a jednak jesteś zupełnie swobodny…
– W porządku, Sherlocku Holmesie. Coś jeszcze?
– Z pewnością częściej jadasz w eleganckich restauracjach niż ja…
Niezrażona jego milczeniem, rozejrzała się po wnętrzu i sapnęła:
– Jasny gwint, chyba wpadłam do krainy Oz. Czy ludzie naprawdę piją szampana magnum w południe?
– Na to wygląda.
Zauważył, że miała piegi na nosie. Wchodząc tu od strony alejki za restauracją, trafiła prosto do Babilonu, gdzie ściszonymi głosami rozprawiano o rocznikach wina, jakby chodziło o rozwiązanie wszystkich problemów świata, a kelnerzy serwowali przysmaki klientom, których nie obchodziło, co jedli, o ile było to wystarczająco drogie. Znajdowali się w najbardziej stylowej marinie na świecie. Zapewne personel zostawił tylne drzwi otwarte, aby umożliwić nieprzerwane dostawy, ponieważ żadna restauracja na świecie nie pomieściłaby wystarczającej ilości jedzenia i alkoholu, by zaspokoić apetyty superbogaczy.
– Potrzebuję wody i pracy, właśnie w tej kolejności – oznajmiła młoda kobieta, patrząc na niego z nadzieją. – Może o czymś słyszałeś? – Przyglądała mu się z bezczelnym zainteresowaniem. W szmaragdowych oczach błyszczała przenikliwa inteligencja, a usta wydawały się stworzone do całowania. – Może udałoby mi się znaleźć pracę na pokładzie któregoś z tych wielkich jachtów… – Odczekała chwilę, a gdy nic nie powiedział, dodała: – Skończyły mi się fundusze. Ta podróż trwała dłużej, niż zakładałam. Jest tak wiele do zobaczenia, a tak mało czasu, żeby wszystko pomieścić.
– Czas cię goni?
– Niezupełnie, ale w końcu będę musiała wrócić do pracy. Nie mogę przez całe życie włóczyć się po świecie, chociaż chciałabym. – W jej oczach pojawił się smutek. – Któregoś dnia będę musiała gdzieś osiąść i znowu zacząć…
– Znowu? – powtórzył, gdy zapatrzyła się w przestrzeń.
– Och, wiesz, co mam na myśli. – Machnęła ręką.
– Nie wiem. Przyjechałaś z daleka?
– Pierwotnie z Londynu.
– Gdzie mieszkasz i pracujesz?
Nie odpowiedziała, tylko omiotła wzrokiem przystań.
– Uwielbiam południe Francji, a ty?
Jeśli chciała zmienić temat rozmowy, zrobiła to niezdarnie.
– Riwiera to jedno z wielu miejsc, gdzie lubię przyjeżdżać.
Obojętny ton natychmiast przyciągnął jej uwagę.
– Lubisz? Jak można po prostu „lubić” południe Francji? Tu jest cudownie, bajecznie! Czy nie czujesz się tu, jakbyś żył podwójnie? – Jej twarz rozjaśniła się, a napięcie, które w niej wcześniej wyczuwał, wyraźnie opadło. – Muzyka, jedzenie, upał, błękitne niebo i słońce. Ludzie chodzą tu wyprostowani, mówią wyraźnie zamiast mamrotać, są pewni siebie i tryskają optymizmem, zamiast kulić się pod płaszczem przeciwdeszczowym w szarej chłodnej mżawce…
– Przedstawiłaś dobre argumenty – przyznał, otrząsając się z ponurego nastroju. – Jesteś może prawnikiem?
– Nie, ale często myślałam, że znajomość prawa mogłaby mi się przydać.
– Do czego?
– Tak ogólnie – odrzekła niejasno.
– Skoro nie jesteś prawnikiem, to może pisarką?
Zaśmiała się i odwróciła wzrok.
– Możesz zapytać o pracę tutaj – zasugerował.
Przeciągnęła ręką po pogniecionych ubraniach.
– Wyglądam tak, że na pewno mnie nie zatrudnią! Zresztą wolałabym uciec stąd jak najdalej. Najlepiej morzem.
– Czy masz jakiś powód, żeby uciekać?
– Dlaczego tak mówisz? – zapytała szybko.
– Po prostu podążam za tym, co sama mówisz.
– Więc nie tylko ja jestem detektywem. Muszę uważać na słowa.
– Owszem, powinnaś – zgodził się i ich spojrzenia się spotkały.
– Domyślam się, że tu nie pracujesz – powiedziała, spoglądając na niego wymownie. – Rozdarte szorty i top bez rękawów świadczą o tym, że nie próbujesz zostać kelnerem.
– Ja? – roześmiał się. – Nie. Myślę, że nie powierzyliby mi nawet zmywaka.
– Ale może mógłbyś nosić garnki? Masz odpowiednie mięśnie.
– Więc dostałem tę pracę? – Puścił do niej oko.
– Chciałbyś.
Kiedy się śmiała, w jej policzku pojawiał się dołek.
– Więc dlaczego cię tu wpuścili?
– Po prostu wszedłem, tak jak ty. Jeśli wejdziesz gdziekolwiek pewnym siebie krokiem, nikt cię nie zatrzyma.
– Ale nie możesz mi pomóc w znalezieniu pracy?
– Przykro mi, ale niestety nie.
– Boisz się? Znam cię niecałe pięć minut, ale to wystarczy, żeby zauważyć, że niczego się nie boisz.
Kiedyś może by się z nią zgodził, ale potem opoka, na której zbudował swoje życie, zachwiała się i rozpadła.
– Może należysz do facetów, z którymi nie powinnam zaczynać rozmowy?
Oparł się plecami o ścianę i rozłożył szeroko ręce.
– Już zaczęłaś. Stało się.
– Tylko na chwilę – zaprotestowała energicznie. – Muszę się napić wody i zaraz uciekam. Barman na pewno zauważy cię nad ich głowami – zasugerowała, spoglądając na tłum przy barze. – Proszę. Przy tobie inni mężczyźni wyglądają jak krewetki. Rozstąpią się jak Morze Czerwone, kiedy tam podejdziesz. Mnie by nie zauważyli, nawet gdybym zaczęła podskakiwać.
– Pochlebiasz mi.
– Zapewniam cię, że wcale nie mam takiego zamiaru.
– Dobrze – zgodził się. – Zostań tutaj.
– Nigdzie się nie wybieram, dopóki nie dostanę wody – zapewniła go.
Bawiła go. Jej śmiałość i ujmujący uśmiech przełamały jego rezerwę. Nie zaszkodziło też to, że miała ładne piersi i jędrne pośladki pod kusząco krótkimi szortami. Nie przeszkadzało mu nawet to, że te długie nogi obute były w najbrzydsze buciory, jakie widział w życiu, stare i zniszczone. Nawet potargana, brudna i bez makijażu była piękna. Szczególnie włosy – gęste, o niezwykłym miedzianym odcieniu, przypominały mu zachód słońca na morzu. Miała charakter i wolnego ducha, co czyniło ją przyjemną odmianą, zwłaszcza że wkrótce miał wrócić do świata pochlebców.
Jego czas się kończył. Wkrótce wróci do księstwa Madlena, by objąć tron po śmierci brata. Odpowiedzialność, która się z tym wiązała, z każdym dniem ciążyła mu coraz bardziej. Być może to już ostatni rejs Czarnym Diamentem, a potem jego wolność skończy się na zawsze.
– Woda! Nareszcie! – zawołała teatralnie, kiedy podał jej zaparowaną butelkę i szklankę. – Dziękuję – rzuciła i opróżniła szklankę jednym haustem.
– Chcesz jeszcze?
– Czytasz mi w myślach. Ale nie martw się. Poradzę sobie – zapewniła go.
– Proszę bardzo. – Cofnął się.
Przecisnęła się obok niego, co pozwoliło mu poczuć jej kształty pod zniszczonym ubraniem. Jego ukochana nonna, księżna Aurelia, powiedziałaby, że ta młoda kobieta jest „dobrze zrobiona”. Była niska jak jego babcia, przynajmniej o głowę niższa od wszystkich innych klientów, i z tego powodu wszelkie jej próby przyciągnięcia uwagi barmana kończyły się fiaskiem.
– W porządku – przyznała wreszcie. – Wygląda na to, że nie mam innego wyjścia. Muszę ponownie zdać się na twoją łaskę. Podejdź tam, a ja ci będę kibicować z boku.
Akcent miała niewątpliwie brytyjski, a usta niezwykle seksowne. Prawie doskonały łuk Kupidyna, z jednym kącikiem nieco uniesionym, przez co w jej policzku pojawiał się ujmujący dołek.
– Pośpiesz się – dodała błagalnie, chwytając się za gardło jak gwiazda amatorskiego kółka teatralnego. – Nie widzisz, że umieram z pragnienia?
– Powinnaś występować na scenie – skomentował sucho.
– Jasne. Mogłabym sprzątać – zgodziła się.
Udało jej się go rozśmieszyć w dniu, w którym nie było mu do śmiechu. W żadnym razie nie była bezradna. W tym rezerwacie bogatych i sławnych, gdzie etykietki były wszystkim i nie uchodziło dwa razy pokazać się w tym samym ubraniu, była opanowana jak księżniczka. Ale mogła się też okazać bardziej kłopotliwa od księżniczek, pomyślał, widząc, jak zacisnęła z dezaprobatą usta, kiedy obsłużono go bez kolejki.
– Nie prosiłam cię, żebyś się wciskał bez kolejki – skarciła go z uśmiechem.
– Nie wciskałem się. Po prostu barman jest bardzo sprawny.
– Niech będzie. Dziękuję. Wyrządziłeś mi wielką przysługę.
– Postawiłem ci dwie szklanki wody – zauważył, sprowadzając ją na ziemię. – Nie masz powodu rzucać mi się do stóp.
– Nie będziesz miał tyle szczęścia – zapewniła go. – Chociaż czasem szklanka wody wystarczy. Znasz tu wszystkich?
– Nie. Dlaczego?
– Bo wszyscy się na ciebie gapią.
– Może to na ciebie patrzą. – Obejrzał się i wszystkie głowy natychmiast się odwróciły.
– Hm – powiedziała w zamyśleniu. – Nie sądzę. – Wypiła drugą szklankę w rekordowym tempie. – W każdym razie nie przejmuj się tymi wścibskimi ludźmi. Teraz ja będę cię chronić.
– To żart? – zapytał.
– Możesz to rozumieć, jak zechcesz, ale dobrze ci radzę, po prostu ich zignoruj.
Rude włosy chyba rzeczywiście wskazywały na ognisty temperament. W przypadku tej kobiety nie było ryzyka przesłodzenia.
– A więc powiesz mi w końcu, kim jesteś? Oprócz tego, że jesteś tu jedyną osobą ubraną równie źle jak ja.
Nie mógł zaprzeczyć, że oboje wykazali się rażącym lekceważeniem zasad dotyczących ubioru. Od klientów wymagano, by przynajmniej spłukali z siebie piasek, zanim usiądą do stolika, ale kto ośmieliłby się upomnieć członka rodziny królewskiej? A ona była z nim.
– Mam na imię Luca – ujawnił. – A ty?
– Zanim do tego dojdziemy… – posłała mu jeden ze swoich bezczelnych uśmiechów – chcę wiedzieć, jak to zrobiłeś, że cię stąd nie wyrzucili, chociaż wyglądasz, jakbyś przed chwilą wyszedł z morza.
– Bo wyszedłem.
– No dobrze… – przeciągnęła. – Ale wydaje mi się, że obsłudze i ochronie nawet nie przyszłoby do głowy, żeby cię stąd wyprosić.
– Masz dla mnie jeszcze jakieś komplementy?
Zacisnęła usta.
– Wciąż mi nie powiedziałeś, jak ci się to udało.
– Może lubią mnie tutaj i robią dla mnie wyjątek?
– A może świnie potrafią latać – odrzekła sucho. – Szef sali wygląda jak starszy sierżant i nie wyobrażam sobie, żeby odpuścił komukolwiek. Albo tak cię szanują, albo się ciebie boją. Więc w czym rzecz?
Pewnie jedno i drugie, pomyślał.
– Byłem tu już wcześniej – przyznał.
– Należysz do załogi jednego z tych pływających biurowców?
Podążając za jej spojrzeniem, zerknął na rząd błyszczących superjachtów zacumowanych przy nabrzeżu i potrząsnął głową.
– Nie należysz do załogi – myślała głośno – ale wszyscy cię znają, więc może jesteś miejscowym geniuszem zbrodni albo bajecznie bogatym multimiliarderem?
Uniósł brwi.
– Mógłbym odegrać każdą z tych ról.
– Założę się, że mógłbyś – zgodziła się. – Ale nie licz na to, że się nabiorę.
– Nie przyszło ci do głowy, że może to na ciebie wszyscy się gapią?
– Na mnie?
– Takie wspaniałe włosy mogą przyciągać uwagę.
– Cóż, dziękuję, miły panie – dygnęła.
– Czyżby niechcący wyrwał mi się komplement? – zakpił.
Skrzywiła się i wróciła do przesłuchania.
– Na pewno nie na mnie patrzą. Napiłam się wody i teraz już nie bije ode mnie desperacja, która mogłaby sugerować jakąś tajemnicę związaną z moim pojawieniem się tutaj albo wskazywać na to, że szukam schronienia w tej stalowo-szklanej świątyni nadmiaru.
– Uciekasz przed czymś?
Nie odpowiedziała na pytanie, tylko zmieniła temat.
– Problem z Saint-Tropez polega na tym, że to miejsce wprowadza w błąd. Nigdy wcześniej tu nie byłam, więc kiedy przyjechałam po raz pierwszy, trudno mi było uwierzyć, że miasto zachowało charakter rybackiej wioski. Tyle tu superjachtów i supersamochodów, ale wszystko ze sobą bezkonfliktowo współistnieje. Życie francuskiej burżuazji z ostentacyjnym bogactwem.
– Nie podoba ci się to?
– Oczywiście, że mi się podoba. Właśnie ten kontrast sprawia, że Saint-Tropez jest tak wyjątkowe. Ale nie zmieniaj tematu. Rozmawiamy o tobie.
– To ja zmieniłem temat? – zapytał wyzywająco.
Wzruszyła ramionami i zaśmiała się.
– Więc powiedz mi wreszcie: jesteś celebrytą czy uciekasz przed prawem?
– Ani jedno, ani drugie.
– Możesz od razu się przyznać. Doskonale potrafię wydobywać z ludzi informacje – powiedziała z komicznym akcentem.
– Jesteś z MI6?
– Zawsze chciałam być detektywem – stwierdziła z zabawnym grymasem. – Nie potrafię się oprzeć dobrej zagadce.
– Może ukrywam się, tak jak ty.
– Ja się nie ukrywam!
Jej gorący protest tylko wzmocnił jego przekonanie, że właśnie tak jest.
– Trudno byłoby ci się wtopić w tłum z tym wyglądem. – W jej ustach brzmiało to jak najgorsza zniewaga. – Stwierdzam tylko fakt – dodała, gdy uniósł ironicznie brwi. – Imię Luca niewiele mi mówi, ale wciąż mam wrażenie, że skądś cię znam. Ale zostawmy to na razie. Sama podróżuję po Europie, więc powinnam uważać, z kim rozmawiam. Chyba czas już ruszyć dalej.
– To twój wybór, ale jeśli tak bardzo zależy ci na bezpieczeństwie, to po co w ogóle nawiązujesz rozmowę z nieznajomym?
– Bo wydawałeś się godny zaufania i nie bałam się ciebie.
Nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Gdzie ona była przez ostatnie miesiące, kiedy wszystkie gazety publikowały jego zdjęcia? Tragedia, jaką była śmierć jego starszego brata, odbiła się echem na całym świecie. Ich rodzice zginęli w katastrofie lotniczej i najpierw ich obydwu wychowywała babcia, a potem Pietro wychowywał jego. A teraz Pietro zginął w tragicznych okolicznościach. Okrutnie rozdzieleni bracia, wielkie bogactwo i rodzina panująca – wszyscy kochali takie historie. Z pewnością nie rozpoznała go tylko dlatego, że zmylił ją kontekst. W tej chwili Luca w niczym nie przypominał poważnego mężczyzny w mundurze z fotografii w gazetach. Klienci restauracji, którzy widywali go tu wcześniej, wiedzieli tylko, że jest arystokratą i miliarderem, właścicielem wielkiego trójmasztowego jachtu Czarny Diament, który stał na redzie. Jego nowoczesna linia wzbudzała zainteresowanie, ale nie nadmierne, ponieważ miliarderów i arystokratów było w Saint-Tropez na pęczki.
Jacht był jego dumą i radością, a także najlepszym sposobem ucieczki przed światem. Kupił go kilka lat temu, gdy firma technologiczna, którą założył w swojej sypialni jako chłopiec, zaczęła przynosić spore zyski. Szybko rozeszła się wiadomość, że Książę Piratów – jak go nazywano, bowiem jego jacht miał czarny kadłub i czarne żagle – korzysta na nim z ostatnich chwil wolności, zanim obejmie królewskie obowiązki.
– Skoro się mnie nie boisz – powiedział do młodej kobiety – to chyba powinniśmy się sobie przedstawić.
– Czuję się zaszczycona – zakpiła, przykładając dłoń płasko do piersi. – Nazywam się Samia. Samia Smith.
– Egzotycznie – skomentował.
To imię idealnie do niej pasowało. Zawierało w sobie sprzeczność. Samia była energiczna i żywiołowa, ale w jej roześmianych oczach czaił się cień.
– Samia – powtórzył. Imię rozlewało się w ustach jak ciepły miód. – Bardzo mi miło cię poznać.
– Mnie też jest bardzo miło. – Podała mu rękę i na szczęście oszczędziła mu kolejnego dygnięcia. Zauważył jednak, że znów wpatruje się w jego twarz przymrużonymi powiekami, i zastanawiał się, czy jednak go rozpoznała. A jeśli tak, czy zmieniłoby to jej stosunek do niego?
Był przekonany, że nie.

Dłoń Samii wydawała się niedorzecznie mała w jego wielkiej dłoni, ale jej uścisk był mocny, a skóra gładka i miękka. Zauważył, że nie śpieszyła się, by cofnąć rękę, i spojrzała mu prosto w oczy. Zauważył na jej palcu jaśniejszy ślad po pierścionku.
Pochwycił ją za ramiona i odciągnął na bok.
– Nie chcesz, żeby widziano cię ze mną? – zapytała ze śmiechem.
– Przeszkadzaliśmy kelnerom – wyjaśnił.
Oczywiście powód był inny. Każdy, kto miał smartfona, mógł się stać paparazzim, a zdjęcia Księcia Piratów miały swoją cenę, szczególnie zdjęcia w towarzystwie kobiety.
– Co cię sprowadziło do Saint-Tropez? – zapytał.
– To magiczne miejsce dzięki Brigitte Bardot, która miała zaledwie osiemnaście lat, kiedy w latach pięćdziesiątych wyszła za Rogera Vadima. Byli kochankami jeszcze przed moim urodzeniem, ale wszyscy znają ich historię. To oni rozsławili tę wioskę rybacką na południu Francji. Kto mógłby się oprzeć takiej historii?
– Ja – powiedział bez ogródek. – Ja widzę tu tylko dobrze prosperujące, pełne życia miasteczko.
– Jesteś realistą.
– A ty sprawiasz wrażenie romantyczki.
– Co w tym złego?
– Niecałe pięć lat po ślubie twoja wspaniała para wzięła rozwód.
– Nie psuj mi tego – skarciła go. – Lepiej pomyśl o szczęściu, które dzielili.
– Jak zauważyłaś, jestem realistą.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel