Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Na moich warunkach  (ebook)
Zajrzyj do książki

Na moich warunkach (ebook)

ImprintHarlequin
Data premiery2023-02-15
KategoriaEbooki
Liczba stron160
ISBN978-83-276-9128-6
Formatepubmobi
Tytuł oryginalnyThe Only King to Claim Her
TłumaczJoanna Żywina
Język oryginałuangielski
EAN9788327691286
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Księżniczka Annick przez kilka lat była izolowana przez swoich przeciwników politycznych. Teraz zyskuje szansę, by objąć należną jej władzę. Potrzebuje jednak wsparcia i ochrony. Odnajduje Maximusa Kinga, najlepszego specjalistę do zadań specjalnych, który kiedyś już pomógł jej rodzinie, i prosi, by zapewnił jej bezpieczeństwo. Maximus zgadza się, ale żeby mógł rzetelnie wywiązać się ze swojego zdania, musi być przy księżniczce przez cały czas. I w dzień, i w nocy...

Fragment książki

Maximus King spojrzał na stojącą w drugim końcu sali balowej Ariannę Lopez, która do wczoraj była otoczoną złą sławą gwiazdeczką, próbującą ze wszystkich sił odzyskać dobre imię. Wizerunek był wszystkim w dzisiejszych czasach, rządzonych przez social media. Adrianna popełniła największą zbrodnię: była piękna, bogata i sprawiała wrażenie samolubnej, przez co popadła w niełaskę u użytkowników internetu, którzy patrzyli na nią jak na należący do nich przedmiot. Odbudowanie jej wizerunku było teraz jego zadaniem. Dzisiejszy wieczór okazał się wielkim sukcesem. Wydarzenie charytatywne było pełne przepychu i dopięte na ostatni guzik. A ona wyglądała teraz bardziej jak anioł, a nie jak kobieta upadła. Zadanie zostało wykonane. Wciąż była taka, jak przed dwoma tygodniami: płytka, niedorzeczna i samolubna. Świat jednak zapomniał o histerii, w jaką wpadła, gdy wręczono jej bukiet róż, z których nie wszystkie były idealnie białe, nie miało więc znaczenia, co kryło się w jej sercu. Tylko to, co widzieli ludzie. Wizerunek był w końcu najważniejszy. Nie może być inaczej w świecie, gdzie każdy aspekt prywatnego życia staje się publiczny. Być może dlatego z tak wielką, wręcz perwersyjną przyjemnością wykorzystywał wizerunek do tego, by się za nim chować. Bo nikt, nawet rodzina, nie wiedział, kim tak naprawdę jest Maximus King. Poprawił krawat, odwrócił się i ruszył do wyjścia. Nagle usłyszał za sobą stukot obcasów. Zatrzymał się. Wiedział, że to była Arianna. Zwrócił uwagę, jaki dźwięk wydają jej obcasy w kontakcie z marmurową podłogą. Nie dopuszczał, by ktokolwiek wziął go z zaskoczeni. – Wychodzisz? – Tak – odparł. – Myślałam, że może… wyjdziemy razem. W końcu tak dobrze nam się razem pracowało. Pomyślałam, że moglibyśmy… przenieść to na inny grunt. – Położyła delikatną, wypielęgnowaną dłoń na jego ramieniu, a jej dotyk przeszył go chłodem. Jednak się uśmiechnął. Ten ujmujący uśmiech playboya, za którego uważał go cały świat. – Nie dzisiaj. – Nie dzisiaj? – Otworzyła szerzej oczy. – Miałam wrażenie, że zawsze masz na to ochotę. Posłał jej najlepszy i najbardziej wypróbowany uśmiech – jak stuprocentowy playboy. – Już ktoś na mnie czeka w łóżku, kochanie. – Mrugnął na potwierdzenie swoich słów. – Trzeba się umawiać z wyprzedzeniem. Odwrócił się i ruszył do wyjścia. Samochód czekał już na niego przed hotelem. Zgodnie ze zwyczajem rozejrzał się wokół, wsiadł do samochodu i ruszył ulicami San Diego do pięknej posiadłości na wzgórzu. Miał stamtąd cudowny widok na ocean, z tyłu natomiast chroniły go góry. Bardzo dużo okien. Wszystkie kuloodporne. Znów był to element fasady, pozorna otwartość i kruchość. Zaparkował samochód przed domem i wysiadł, używając czujnika na odcisk palca, dzięki któremu dostał się do domu. Wiedział, że coś jest nie tak, gdy tylko wszedł do pogrążonego w ciemności pokoju. Zatrzymał się i sięgnął do kieszeni marynarki, gdzie miał schowany niewielki pistolet z tłumikiem. Zawsze miał go przy sobie. Wszedł trochę dalej, ale nic nie słyszał, wyczuwał tylko jakby obcy prąd powietrza. Nauczył się, by słuchać instynktu. Od tego zależało przeżycie, a on wciąż był żywy. – Wolałabym, żebyś mnie nie zastrzelił. Dobiegający z ciemności kobiecy głos brzmiał słodko i miał wyraźny akcent. – Kim jesteś? – zapytał. Usłyszał ruch dobiegający z salonu i po chwili zobaczył ubraną na biało postać, która podążała w jego stronę. Weszła w plamę księżycowego światła wpadającego przez wychodzące na ocean okna. Drobna, o długich blond włosach i okrągłej, bladej twarzy, której rysów nie mógł dostrzec w bladym świetle. – Jestem księżniczką Annick, dawniej z dolnego lochu, obecnie z pałacu. Coś zaświtało mu w głowie. – Annick – powtórzył. Znał to imię. Księżniczka Annick. – Kto cię przysłał? – Sama się przysłałam – odparła. – Korzyść wynikająca z bycia wolnym człowiekiem. A ja jestem wolna – wydała z siebie cichy dźwięk, który przypominał śmiech. – To coś niezwykłego, jeszcze nie zdążyłam się przyzwyczaić. – Jesteś księżniczką z Aillette, zgadza się? Znał odpowiedź. Nie potrzebował jej potwierdzenia. Ledwie rok temu wykonywał tam pewne zlecenie, co oznaczało, że poznał historię tego kraju. Traktował swoją prace bardzo poważnie, więc nigdy nie przystępował to realizacji, dopóki nie poznał wszystkich szczegółów. Jeśli chodzi o rząd Stanów Zjednoczonych, nie istniał tam ktoś taki jak Maximus King. Jego praca i jakiekolwiek ślady, które mogłyby do niego prowadzić, były tak dobrze ukryte, że jedynie geniusz byłby w stanie go namierzyć. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że było to możliwe. Stąd kuloodporne okna. Wciąż jednak nie miał pojęcia, jak ta kobieta się tu znalazła, do tego posiadając pełną wiedzę o jego obu życiach. – Oui – odparła. – To ja. – Wykonałem już pracę dla twojego kraju, Annick, więc nie wiem, co tutaj robisz. – Och, to właśnie ma związek z tamtą pracą, panie King. – Nie udzielam konsultacji po wykonaniu zadania. – Ale w związku z pańskim działaniem powstał pewien problem. – Odsuwanie dyktatorów od władzy rozwiązuje problemy, a nie je tworzy. – A co z pustką, która po nich pozostaje? – Za to już nie jestem odpowiedzialny. – A więc za co pan jest? – Tak jak mówiłem. Otrzymuję polecenie od służb bezpieczeństwa. Zbieram zespół lub działam na własną rękę, w zależności od sytuacji. Wydaję rozkazy. Odchodzę. Zakładam, że potem rząd wysyła odpowiednich ludzi, którzy zajmują się resztą. – Ha! Dobrze by było – powiedziała. – Trzy miesiące wsparcia, a potem co? Znikają. Nie mam wystarczających środków ani narzędzi, żeby rządzić krajem, który wciąż nie do końca wierzy, że jestem do tego gotowa. – Twierdzi pani, że nie ma środków, a jednak się tu pani znalazła. – Jestem bardzo przebiegła – odparła. – Nie byłaś zaangażowana w reżim? – Przeszedł na ty. Tak będzie łatwiej. – Stanowczo nie. Jak mówiłam, trzymano mnie pod kluczem i od czasu do czasu pokazywano publicznie, na dowód, że żyję. I przyznaję, że mam jedną słabość, a mianowicie zależy mi na moim życiu. Nie chciałam być martwa. – To dość popularne pragnienie – odparł. – To prawda. – A więc czego chcesz, Annick? Oprócz tego, że nie chcesz być martwa. Spojrzała na niego i przez chwilę miał wrażenie, że się waha. Na ułamek sekundy dostrzegł w jej oczach słabość. – Chciałabym, żebyś wrócił ze mną do Aillette. – Nie ma mowy. – Jeszcze nie wiesz, jaką mam propozycję. – Nie muszę. – Myślę, że powinieneś mnie wysłuchać. – Chyba przeceniasz to, co chcesz mi zaproponować. Mam tu wszystko – powiedział, wskazując na posiadłość, o którą w ogóle nie dbał. W środku był martwy, a to oznacza, że nie bał się śmierci. Annick jednak nie musiała o tym wiedzieć. Wystarczyło, żeby wiedziała to, co reszta świata, choć niepokoił go fakt, że była w posiadaniu pewnych informacji. Wiedziała, że był odpowiedzialny za śmierć dyktatora Aillette. Annick była świadoma jego podwójnego życia. A to stanowiło problem. Nie bawił się jednak w pozbywanie się drobnych kobiet. Rozprawiał się tylko z tymi, którzy na to zasłużyli. Tymi, którzy popełnili prawdziwe zbrodnie. Nie uważał się za dobrego człowieka, ale starał się utrzymywać na świecie ład i porządek. Próbował naprawić to, co mu się nie udało wiele lat temu. Nic nie przywróci życia Stelli. On ocalał, a ona odeszła i nic nie mógł na to poradzić, niezależnie od tego, jak wielu zbrodniarzy usunie z tego świata. Uważał jednak, że w ten sposób spłaca swój dług. W jakiś sposób wprowadza choć odrobinę ładu we wszechświecie. Annick spojrzała na niego i uniosła barki. – Nie proszę o wiele. Chcę tylko, żebyś wrócił ze mną do kraju i występował w roli mojego ochroniarza. W końcu udało jej się uciszyć brutala. Zrobiła naprawdę porządny wywiad na temat Maximusa Kinga, zanim zjawiła się w San Diego, żeby stanąć z nim twarzą w twarz. Był naprawdę fascynującą postacią. Odkryła, że wcale się go nie boi, choć może powinna. Nie można jej było jednak tak łatwo przestraszyć. W dzieciństwie straciła całą rodzinę i od tego czasu trzymano ją pod kluczem. Otrzymała solidną edukację, żeby ją ucywilizować. Myśleli, że będzie lojalna. Ale ona całe życie kłamała, był to jej sposób na przetrwanie. Teraz w końcu miała szansę na zadośćuczynienie, mogła naprawdę coś zrobić. Sprawić, że te lata farsy nie pójdą na marne. Musiała tylko przekonać tego playboya, który według jej informacji był tajnym zamachowcem, żeby został jej ochroniarzem. Potrzebowała u swego boku mężczyzny. W tym tkwił problem. Annick była realistką, w innym wypadku nie przetrwałaby dziesięciu lat niewoli. Świat bywał okrutny i nikogo nie obchodziło, że była tylko dzieckiem. Nie było miejsca na sentymenty, gdy w grę wchodziła władza. Zmuszono ją, by w ukochanym kraju grała rolę figurantki, musiała stawać u boku ludzi, których nienawidziła, robiąc dobrą minę do złej gry. Wszystko po to, żeby świat myślał, że Aillette miało dobrze funkcjonujący rząd. A prawda wyglądała zupełnie inaczej. Jej naród cierpiał. Reforma! Rewolucja! Z tymi słowami na ustach ci ludzie wpadli do pałacu i zniszczyli jej rodzinę. Teraz, kiedy odzyskała władzę, zrobi wszystko, żeby jej naród już nigdy nie cierpiał. Potrzebowała jego ochrony – bardziej dla swojego ludu niż dla siebie. Nie bała się niebezpiecznych mężczyzn, przez lata miała z nimi do czynienia, więc umowa z kimś takim jak Maximus King w ogóle jej nie niepokoiła. – Chcesz, żebym wrócił z tobą do Aillette? – Nie tylko chcę. To jest rozkaz. – A jeśli odmówię? – Nie zawaham się przed ujawnieniem twojej tożsamości. – Widzisz, żeby to zrobiło na mnie wrażenie – jego głos był teraz twardy – musiałoby mi bardziej zależeć na własnym życiu. Blefował. Przynajmniej taką miała nadzieję. Jeśli nie, to miała problem. Ale blefował. Na pewno. Teraz przyszła pora na coś, czego nienawidziła. Groźby przyprawiały ją o mdłości, nie chciała się do nich uciekać. Ale zrobi to, co będzie trzeba. – Twoja siostra Violet? Jest księżniczką i chyba mieszka w Monte Blanco. Co się stanie z nią i jej krajem, jej mężem, jeśli świat dowie się, że jej brat jest płatnym zabójcą? W jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk. Dobrze. – Igrasz z ogniem, Annick. – Życie to niebezpieczna zabawa, czyż nie? A co z Minervą? Twoja urocza siostra i jej piękne dzieci. Jej mąż. Twoja matka i ojciec. Co z nimi? Jeśli twoja tożsamość będzie znana, oni również znajdą się w niebezpieczeństwie. – Ośmielasz się grozić mojej rodzinie? – To nie są groźby. – Pokręciła głową. – Po prostu mówię, jak jest. To nie groźba, ale rzeczywistość. – Gdzie niewinnym ludziom i dzieciom grozi śmierć. – W moim kraju zginęło ich już wystarczająco dużo – powiedziała. – Jeśli nie ugruntuję swojej pozycji w kraju, ryzykuję kolejną rewolucją. Może inwazją ościennego państwa? To jest rzeczywistość, a ja nie zamierzam podejmować ryzyka. – A jednak zaryzykowałaś, żeby tu przyjechać. – Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej małe urządzenie. Po chwili w pomieszczeniu zapaliły się światła. Zamrugała. Widziała jego zdjęcia, ale nie oddawały mu sprawiedliwości. Był bardzo potężnym mężczyzną o szerokich barkach i ciemnobrązowych włosach. Miał wyjątkowo przystojną twarz. Jeszcze nigdy nie widziała mężczyzny o tak pięknych rysach. Uroda to naprawdę zaskakująca rzecz. Była to kwestia układu twarzy i kości pokrytych skórą w odpowiedni sposób. W jego przypadku jednak rezultat był naprawdę niezwykły. Poczuła coś dziwnego w dole brzucha. Wrażenie było obce, nie doświadczyła czegoś podobnego. Trochę przypominało strach, ale było to coś innego. Nie bała się. Wtedy zauważyła, że wciąż miał w dłoni pistolet. W pełnym świetle broń była doskonale widoczna, choć od początku zdawała sobie sprawę, że po nią sięgnął. Przeczuwała jednak, że prawdziwym zagrożeniem był on sam. – Nie zabijaj mnie. – Nie mam takiego zamiaru. Aby wyjść naprzeciw naszym życzeniom – twoim, aby żyć, i moim, aby nie strzelić do kobiety – najlepiej będzie, żebyś już poszła i zapomniała, że ta rozmowa kiedykolwiek miała miejsce. – Nie mogę. Naprawdę nie mogę, bo muszę to zrobić dla moich ludzi. Rozważałam naprawdę wiele rozwiązań. Czy zależy ci na władzy? Jako mój ochroniarz, moja… prawa ręka będziesz bardzo potężnym człowiekiem. – Nie. Nie sądzisz, że jeśli by mi na tym zależało, zająłbym jedno z miejsc, które dzięki mnie zostało puste? – I to jest dziwne – odparła. – Większość ludzi pragnie władzy, nieprawdaż? – Pewnie tak, do pewnego stopnia. Czasem się jednak zastanawiam, czy zdają sobie sprawę, z czym to się tak naprawdę wiąże. – Celna uwaga. Mnie osobiście władza nie kusi, muszę jednak po nią sięgnąć, bo to mój obowiązek. Jest mi przeznaczona. Cała moja rodzina nie żyje. – Przykro mi. Ty jednak przedstawiłaś mi scenariusz, według którego moja rodzina może umrzeć. – Nie chcę tego, Maximusie Kingu. Mam nadzieję, że to rozumiesz. Pragnę tylko, żeby mój kraj był bezpieczny. Chcę, żebyś mi pomógł ustabilizować sytuację, którą sam zainicjowałeś. – Powtórzę jeszcze raz, że to nie była moja inicjatywa. – A czyja? – Twoich wschodnich sąsiadów, w Lackland. Podejrzewam, że mieli swoje powody, by odsunąć tyrana od władzy. – Tak, aby potem sięgnąć po władzę, a tego też nie chcę. Więc widzisz, w jakiej sytuacji się znalazłam. Potrzebuję pieniędzy. Czy nie chciałbyś mieć takiej władzy? – Jak mówiłem, władza mnie nie pociąga. – Więc dlaczego to robisz? Po co ci to wszystko, ta praca, która jest tylko przykrywką? Odbudowujesz wizerunek hollywoodzkich gwiazd? I zabijasz ludzi na zlecenie. – Wypełniam powierzone mi misje. W efekcie giną ludzie, którzy sami zabiliby wielu innych. Wielu niewinnych. – A więc ty razem z rządem decydujecie, kto jest dobry, a kto zły? Czy to nie jest władza? Zabawa w Boga? Bawisz się z opinią publiczną, a potem z ludzkim życiem. Nie wmówisz mi, że nie lubisz władzy. Nie jestem tak głupia, żeby w to uwierzyć. Nie była pewna, czy nie posunęła się za daleko. Nie bała się go, ale była świadoma, że jeśli przekroczy granicę, rezultat będzie co najmniej niepożądany. A to już ją przerażało. Nie miała innej opcji. Nie miała pojęcia, jak inaczej ugruntować swoją pozycję w kraju, który znalazł się w tak opłakanej sytuacji. – Co jeszcze jesteś gotowa mi zaoferować? Odetchnęła głęboko, żeby dodać sobie odwagi. Była na to przygotowana. – Siebie. Moje ciało. Przyjrzał się jej uważnie. – Nie obraź się, ale nie mam na to ochoty. Zmrużyła oczy, czując się upokorzona. – Co to znaczy? – Nie muszę posuwać się do czegoś takiego, żeby zdobyć kobietę. Jeśli jej pragnę, to dostaję to, czego chcę. – Ale mnie nie dostaniesz. – I to ma być dla mnie szczególnie kuszące? Wzruszyła ramionami. – Żaden mężczyzna mnie nie miał. To pewnie szokujące, zważywszy na to, że spędziłam tyle czasu w uwięzieniu. Podejrzewam, że to nie lada wyczyn, prawda? Żeby zachować moją czystość jako walutę na przyszłość. Dziewictwo jej w cenie. Przyglądał jej się beznamiętnym wzrokiem. – Czyżby? Tutaj jest to coś bardzo nietrwałego, czego pozbywa się przy pierwszej lepszej okazji. – Cóż, nie w moim przypadku. Doświadczyłam prawdziwych okropności, odebrano mi wiele, ale nie to. Jestem gotowa oddać to tobie. – Nie zależy mi na twoim dziewictwie, księżniczko. Moje również nie było mi potrzebne. Pozbyłem się go dwadzieścia lat temu i za nim nie tęsknię. – W takim razie pieniądze. Mam bogatą w minerały ziemię. Złoto i ropa, złoża są nienaruszone. Dyktatorzy chyba nie grzeszyli inteligencją. Jednej rzeczy mi nigdy nie brakowało – czasu. Więc spędziłam go na zgłębianiu wiedzy. Dużo czytałam i odkryłam, że mój kraj posiada wiele ukrytych zasobów. Potrzebuję jednak inwestora, który się tym zajmie. I muszę żyć. Nie mogę umrzeć, bo inaczej to nie będzie mieć znaczenia. A do tego potrzebuję ciebie. – Myślisz, że możesz mnie kupić? – Twoje usługi są na sprzedaż. Nie udawaj, że chodzi tylko o zasady. Gdyby tak było, pracowałbyś za darmo, ale tak nie jest. – Nikt nie pracuje za darmo. – No właśnie. O to mi chodzi. Nikt nie pracuje za darmo i od ciebie tego też nie oczekuję. Zapewnij mi ochronę, a ja cię za to wynagrodzę. Uważaj to za kolejną misję, ale tym razem naprawisz to, co sam zepsułeś. – Uważasz, że potrzebujesz ochrony? Że jesteś w niebezpieczeństwie? Na jak długo? – Wkrótce zostanę koronowana i myślę, że… na pewien czas. Koronacja jest odkładana, bo chcą się upewnić, że po czasie spędzonym w niewoli wciąż nadaję się na królową…

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.

Dbamy o Twoją prywatność


Sklep korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zamknij
pixel