Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Nie potrafię ci się oprzeć (ebook)
Zajrzyj do książki

Nie potrafię ci się oprzeć (ebook)

ImprintHarlequin
Data premiery2023-02-01
KategoriaEbooki
Liczba stron160
ISBN978-83-276-9518-5
Formatepubmobi
Tytuł oryginalnyThe Rebel's Return
TłumaczKatarzyna Ciążyńska
Język oryginałuangielski
EAN9788327695185
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Rafael zauważa w elitarnym klubie tajemniczą nieznajomą. Spędzają wieczór na rozmowie, a potem Rafael zaprasza ją do swojego hotelu. Ich noc przerasta jego najśmielsze oczekiwania. Umawia się z Eve ponownie. I kolejny raz. Nie ukrywa jednak, że nie chce rezygnować z wolności, choć Eve pociąga go jak żadna kobieta dotąd...

Fragment książki

PROLOG - To nie jest do spełniania życzeń. Ta złota myśl padła z ust mężczyzny, który stanął niedaleko. Eve Martin broniła się przed jego urokiem. Niech mężczyźni wygłaszają oczywiste prawdy. Tak, gapiła się z podziwem na wielopoziomową wieżę z kieliszków szampana, ale miała ku temu dobry powód. Rozpoczęła wieczór, patrząc, jak woda z kranu wypełnia ukruszoną filiżankę z porcelany. Wtedy dopadło ją uczucie beznadziei. Patrzyła, jak woda przelewa się przez brzeg filiżanki i spływa odpływem jak jej nadzieje, marzenia, ambicje i plany, które robiła od dwunastego roku życia. Kiedyś była wschodzącą gwiazdą w swojej dziedzinie. Teraz odchodziła w zapomnienie. Nie chciała tego. Każdego wieczoru upór zwyciężał beznadzieję. Tego wieczoru kazał jej wyskoczyć z piżamy, wyjść z domu, wsiąść do taksówki i ruszyć do miasta. Poprosiła taksówkarza, by zawiózł ją pod jedyny adres, jaki tu znała – Teksaski Klub Hodowców, znany jako TCC. Dopiero gdy podjechali pod słynny Klub, zrozumiała swój błąd. Miała ochotę na prostą przyjemność, kieliszek wina przy barze. Tęskniła za tym przez tygodnie spędzone w szpitalu. Wyglądało jednak na to, że odbywa się tu huczna impreza. Eve kręciła się na siedzeniu, niepewna, co zrobić. Taksówkarz nie potrafił jej pomóc. Siedział i głupio się uśmiechał. Ostatecznie ktoś rozwiązał za nią problem. Do samochodu podszedł parkingowy i otworzył drzwi. Zapewne wziął ją za gościa, a dbał o to, by samochody płynnie podjeżdżały i odjeżdżały. Wyciągnął rękę. - Dobry wieczór pani. Witamy w Klubie. Te słowa dały jej wstęp do sanktuarium elity Royal. Szła wraz z innymi przestronnym holem do sali balowej. Poczuła się zagubiona i krążyła wokół bez celu, aż dostrzegła ogromną wieżę z kieliszków pośrodku sali. Ruszyła w tamtą stronę i patrzyła jak zaczarowana, gdy kelner stojący na szczycie drabiny napełniał kieliszki o wysokich nóżkach. Od kapiącego kranu do musującego szampana. Jej wieczór zmieniał się na lepsze. - Wie pani, że to nie jest do spełniania życzeń. Obok niej stał wysoki ciemnowłosy mężczyzna o ciemnej cerze i brązowych oczach. Miał na sobie granatowy garnitur, ręce trzymał w kieszeniach i starał się spojrzeć jej w oczy. Wyglądał jak spełnienie marzeń. Kelner zamaszystym gestem uniósł butelkę szampana. - Zdrowie! Eve nie potrzebowała zachęty. Nagle poczuła pragnienie i sięgnęła po kieliszek. Ku jej przerażeniu wieża się rozpadła. Wokół leżało potłuczone szkło. Szampan wylał się na jej wiśniową suknię, spływał po nogach i zmoczył buty. Zszokowana wypuściła kieliszek z ręki. Stojący wokół goście odskoczyli, a ona tkwiła w miejscu jak wmurowana. Kiedy wreszcie się nauczy? Upór zwyciężył beznadzieję, ale nic nie pokona losu. Powinna być mądrzejsza i go nie kusić. Miała teraz tylko jedno życzenie – zniknąć. ROZDZIAŁ PIERWSZY Miłość od pierwszego wejrzenia jest dla frajerów, nie? W każdym razie Rafael Arias Wentworth był gotów umrzeć za to stwierdzenie, zanim jego wzrok padł na tę kobietę. Stała zapatrzona na wieżę pośrodku sali. Zwracała uwagę w swej czerwonej sukni, z włosami spiętymi nad szyją, ale on widział głównie karmelową cerę. Kim ona jest? Odsunął emocje, jakie w nim wzbudziła. Wcześniej tego wieczoru pojechał na obrzeża miasta odwiedzić dilera samochodów. To nie był typ, który sprzedawał rodzinne sedany z klimatyzacją. Prywatnych klientów zapraszano do szarego budynku strzeżonego przez potężne psy, które okazały się słodziakami. Właścicielem był młody gość, Manny Suarez, który zajmował się renowacją luksusowych aut. Rafael odezwał się do niego z Miami kilka tygodni wcześniej, zanim zdecydował się na przyjazd do miasta. Teraz zdawało się, że znaleźli idealny samochód. Wysłuchawszy cierpliwie paru dziesiątek pytań, Manny powiedział Rafaelowi, by się zdecydował albo zamknął. Rafael wydał więc ćwierć miliona na kabriolet Camaro rocznik 1969. Kopnąłby w opony, ale ich nie było. Na pustakach stała zardzewiała puszka. Wyglądała, jakby ją wyciągnięto z jeziora. A jednak była piękna. Opuścił warsztat, czując przypływ energii. Spóźniony na koktajl w Klubie, przyciskał gaz do dechy, mknąc ulicami Royal. Jechał fachowo odrestaurowanym jaguarem XK-E z 1972 roku. Klasyczne kabriolety były jego słabością. Najwyraźniej też kobiety w czerwieni. Na imprezie pojawił się z zawodowego obowiązku. Nie mógł jej zlekceważyć, lecz nie zamierzał się zasiadywać. Miał plan na tego rodzaju wydarzenia: wziąć drinka, zrobić kilka rundek, by zostać zauważonym, a potem się wymknąć. I wtedy ją zobaczył. Bam! W sercu mężczyzny jest ograniczona ilość miejsca, a tego wieczoru zakochał się w starym chevrolecie. Odstawił kieliszek tequili na tacę przechodzącego kelnera. Wyjdzie, zanim zrobi coś głupiego, najpierw jednak musi poznać imię tego słodkiego cukiereczka. To będzie użyteczna informacja na wypadek, gdyby innego wieczoru chciał się w niej zakochać. Podszedł do niej, żeby się przywitać. Nie zauważyła go. Stała zapatrzona na lejącego się z góry szampana. Powiedział pierwszą rzecz, jaka wpadła mu do głowy. - Wie pani, że to nie jest do spełniania życzeń. Chciał wywołać jej uśmiech, tymczasem ona zmierzyła go groźnym spojrzeniem. Potem nastąpiły dwa szybkie wydarzenia. Drabina uderzyła w wieżę. Wieża się rozpadła. Szkło się stłukło. Rozlał się szampan. Rafael tego nie widział, lecz rozpoznał kobietę. To bez wątpienia jest owiana złą sławą Evelyn Martin. Uczucie, jakie w nim wzbudziła, to nie była miłość, ale coś równie gwałtownego. Nie było czasu, by się nad tym zastanawiać. W sali rozpętało się piekło. Obok Rafaela jakiś mężczyzna tarł serwetką marynarkę. Jakaś kobieta opłakiwała stan swoich butów. Eve Martin ani drgnęła na widok tej katastrofy. Rafael musiał przyznać, że niezła z niej twardzielka. - Proszę ze mną. – Otoczył ramieniem jej sztywne plecy i wyprowadził z sali. Szła ze spuszczonym wzrokiem. W holu zapytał, jak się czuje. Milczała. Była w szoku? - Proszę coś do mnie powiedzieć, żebym wiedział, że nic pani nie jest. Nabrała głęboko powietrza. - Umrę ze wstydu. - W takim razie zadzwonię po ratowników. - Jestem wrakiem. – Dotknęła palcami mokrego czoła. Miał wrażenie, że to stwierdzenie ma więcej wspólnego ze stanem jej umysłu niż ciała. - Chce pani pójść do toalety, żeby się wytrzeć? Pokręciła głową. Pracownicy Klubu oddzielili taśmą główny hol. Inni podawali ręczniki przemoczonym gościom. Wziął dwa i podał jeden Eve. - To był wypadek – powiedziała. - Niecodzienny. – Wytarł ręce. - Nie chciałam… - Czego pani nie chciała? Myśli pani, że to pani wina? - Wzięłam kieliszek. - Tak to działa – odparł. – Oni nalewają wino, a pani bierze kieliszek. - Może go jakoś źle chwyciłam. Albo ma kompleks męczennika, albo wypaczone poczucie rzeczywistości. - Proszę wybaczyć, że to powiem, ale nie posiada pani takiej mocy. - Więc co się stało? - Drabina się przewróciła. - Aha. - Tak. To było diabelnie dramatyczne. Przykro mi, że pani to umknęło. - W porządku. – Odetchnęła z ulgą. – Mam dość dramatów. Dzięki. - No to chyba skończyliśmy. – Wyjął telefon. – Jaki jest kod pani parkingowego? Przyprowadzi pani samochód. - Nieważne. Złapię taksówkę. Schował telefon do kieszeni. - Podwieźć panią gdzieś? Podrzucę panią do domu. - Nie – odparła. – Nic mi nie jest. Dziękuję. - Ocieka pani wodą – zauważył. - Mam mokre stopy. Myślę, że przeżyję. - Niech pani nie będzie taka pewna. Jeśli moja kochana babka ma rację, w ciągu dwudziestu czterech godzin nabawi się pani zapalenia płuc i umrze. - Pańska kochana babka się myli. A pan dość już zrobił. Dziękuję. - Zanim wręczy mi pani medal, Evelyn, powinna pani wiedzieć, że używam pani jako tarczy. Błysk w jej oku zgasł. - Wie pan, kim jestem? Milczał. Naprawdę nie powinna się dziwić. Wszyscy w mieście o niej czytali. Wiedzieli, kim jest i pewnie interesowali się, gdzie mieszka. To nie jest miłe uczucie, gdy ludzie cię znają, a przynajmniej tak im się wydaje. - A kim pan jest? – spytała. Nie miał czasu na odpowiedź. Paul i Jennifer Carlton z Carlton Realty Group, w skrócie P&J, zbliżali się szybkim krokiem. - Szepnę pani coś na ucho, dobrze? - O co chodzi? – Szeroko otworzyła oczy. - Potrzebuję pani pomocy. Proszę udawać, że o czymś rozmawiamy. Niech pani się zachowuje, jakby była pani bardzo zaangażowana. - Postaram się – odparła. Jego plan się nie powiódł. Elegancka para, której chciał uniknąć, obsypała go całusami na odległość, poklepała w ramię i zasypała pytaniami. - Rafael! – zawołali razem. Evelyn się odwróciła. Rafael. Coś jej zaczęło świtać. - To prawda, że interesujesz się nieruchomością Richardsona? – spytał Paul. - Paul, Jennifer, znacie Evelyn Martin? Zdawkowo kiwnęli głową, po czym podjęli śledztwo. - Wielu naszych klientów jest zainteresowanych tą nieruchomością – oznajmiła Jennifer. – Jeśli motel pojawi się na rynku, szykuj się na ostrą licytację. - Może weźmiemy drinka i pogadamy w środku? – zapytał Paul. - Przepraszam, ale właśnie wychodzimy – rzekła Eve. - Aha. – Jennifer spojrzała na nią, jakby ta właśnie się tu teleportowała. – Ma pani mokrą suknię. - Wieża się przewróciła – odparła Eve. - Mój Boże! – zawołała Jennifer. - Musimy ją szybko zdjąć – powiedział Rafael. Rzuciła mu ostre spojrzenie. Okej, przyznał, liczba mnoga to przesada. - Po prostu zawieź mnie do domu, z resztą dam sobie radę sama. Paul i Jennifer kręcili głowami, przenosząc wzrok z Evelyn na Rafaela i z powrotem. Rafael chciał się ich pozbyć. To byli znani plotkarze, lada chwila całe Royal będzie huczeć od plotek. - Muszę zawieźć Evelyn do domu, zanim dostanie zapalenia płuc – oznajmił. – Miło było was spotkać. - Dobrej nocy – odpowiedzieli. Rafael odprowadzał ich wzrokiem. - Gotowa? - Jasne – odparła w końcu. – Ten wieczór jest do chrzanu. Niech pan prowadzi. Jej słowa cechowało rozczarowanie. Rafael jej współczuł. Nie przyszła tu po to, by tak skończyć. Rozejrzał się i dostrzegł kelnera z tacą szampana. Pomachał do niego, wziął kieliszek i podał Evelyn. - Myślałam, że odjeżdżamy. - Za moment – odparł. – Parkingowy przyśle mi esemesa, jak mój samochód będzie gotowy. ROZDZIAŁ DRUGI Rafael Wentworth należał do jednej z najstarszych rodzin w Royal. Eve nie była ekspertką od wszystkiego, co dotyczyło tego miasta, to był konik jej siostry Arielle, ale to wiedziała. Cammie Wentworth bardzo szlachetnie wzięła do siebie siostrzeńca Eve, kiedy ta zachorowała. Nazwisko Rafaela miało moc, a on miał tę świadomość. Nawet się nie przedstawił, pewien, że odgadnie, z kim ma do czynienia. Poprosił, by za nim poszła. Zrobiła to bez słowa. Wyprowadził ją bocznymi drzwiami na ławkę pod krzewem magnolii. Kilka chwil później Eve sączyła szampana pod teksaskim niebem w towarzystwie dziedzica wielkiej fortuny. Był ostatni dzień bardzo długiego i trudnego stycznia. Noc była kojąco pogodna. Rafel zdjął marynarkę i narzucił jej na ramiona. - Podobało mi się, jak poradziła sobie pani z P&J. - Z tą parą? Tak pan ich nazywa? - Wszyscy tak o nich mówią. - Wydają się niegroźni. - Jaka pani naiwna. - Tego akurat nie można o mnie powiedzieć. - Okej – odrzekł. – Nie przeczę, że tworzymy zgrany zespół. Może to ten związek z Karoliną Południową. - Mamy jakiś związek z Karoliną Południową? - Wszyscy mi tak mówią. Chyba niewiele o nim wiedziała poza tym, że przez krótki czas był podejrzany o udział w pewnej delikatnej sprawie, która sprowadziła ją do Teksasu. Szybko oczyścił swoje imię, ale powinna wiedzieć, że to nie był ostatni raz, gdy o nim usłyszy. W końcu był bratem Cammie Wentworth, która była jedną z pierwszych osób, które Eve tu poznała. Do dziś pozostawały w kontakcie. - Niech pan zbyt wiele się w tym nie doszukuje – powiedziała. – Miami ma w sobie coś takiego, że kompletnie obcy ludzie lądują razem w łóżku. - Nie mógłbym tego lepiej powiedzieć. Wyjęła z torebki telefon, wyszukała coś i mu pokazała. - Proszę mnie zawieźć pod ten adres i będziemy kwita. - Właśnie stamtąd przyjechałem. - Naprawdę? A gdzie pan był? Uśmiechnął się chytrze. - Pewnego dnia, jak będzie pani grzeczna, powiem pani. Eve też się uśmiechnęła, po raz pierwszy od… pół roku? - Mogę pana o coś spytać? - Niech pani pyta. - Po co pan tu przyszedł? Widać, że nie miał pan ochoty. - To koszt robienia interesów w tym mieście. Uniosła kieliszek. W bąbelkach tańczył blask księżyca. - To naprawdę taki wysiłek? - Tak myślę – odparł. – Na koniec długiego dnia to ostatnia rzecz, na jaką mam ochotę. Siedział z łokciami opartymi na kolanach. - A na co ma pan ochotę? - Stek, butelkę czerwonego wina, cygaro i moje łóżko. Brzmiało to dobrze. Wiele by dała za wszystkie te rzeczy prócz cygara. - A po co pani przyszła? - Chciałam się zabawić. Po wielu tygodniach w szpitalu chciała włożyć stare ciuchy i poczuć się jak dawna ona. Ale w ten sposób za wiele by zdradziła. Większość ludzi nie potrzebuje powodu, by wyskoczyć na drinka w piękny wieczór. - Zabawić? – powtórzył, jakby nie zrozumiał. Przeliterowała to słowo. - Zdradzę pani pewną tajemnicę. – Zniżył głos do szeptu. – Jeszcze nikt nie zabawił się w tym klubie. To zakazane. - Nieprawda. Tu jest pięknie. Przypłynęła do nich muzyka i gwar rozmów. Impreza znów się zaczęła. Nikt by nie pozwolił, by kałuża szampana zepsuła wieczór. - Niech się pani nie da oszukać. – Wstał. – Ten klub służy rozmowom o niczym i zdobywaniu pozycji towarzyskiej. Niczemu więcej. - Jest pan wariatem. - Kochanie, to prawo Teksasu – rzekł, unosząc palce do nieistniejącego kowbojskiego kapelusza. Znów się zaśmiała, co było małym cudem. Tego ranka płakała nad kawą. Ostatnie miesiące były ciężkie. Straciła poczucie humoru, zdolność śmiania się z siebie i z innych. - Myśli pani, że żartuję? Proszę sprawdzić regulamin. Żaden członek Klubu nie powinien się tu w żaden sposób zabawiać. W razie niesubordynacji zostanie pani wyprowadzona. - Nie jestem członkiem, więc mi wolno. - Nie? – Podwinął rękawy, światło księżyca posrebrzało jego czarne włosy. – To jak się pani tu dostała? Po prostu weszła. Nie przyszło jej do głowy, że Klub nie jest dla wszystkich. Uniosła kieliszek do warg, starając się ukryć panikę. Teraz ją stąd wyprowadzą? W pierwszej chwili nie wydawał się szczególnie zainteresowany jej odpowiedzią. Kiedy cisza się przeciągała, jego zainteresowanie rosło. - Evelyn, czy pani coś ukrywa? - Mówią do mnie Eve, nie Evelyn. – Zrobiło jej się gorąco. - Eve? Co pani ukrywa? - Nie znałam zasad – oznajmiła. – Jedyny klub, do którego należę, to klub fitness. - Więc co pani zrobiła, żeby tu wejść? - Nic. Moja taksówka zatrzymała się przed wejściem. Wstrzymywała ruch, więc parkingowy otworzył drzwi i szybko zabrał mnie do środka. - Zabrał panią? – Zaśmiał się głębokim śmiechem, aż Eve poczuła się, jakby była na rauszu. – Eve Martin, jest pani szaloną kobietą. Nie była szalona. Była uosobieniem nudy i przewidywalności. Jej młodsza siostra była zabawna i spontaniczna. Na myśl o niej poczuła ucisk w piersi. Wypiła duży łyk szampana, by się go pozbyć. - Prawdę mówiąc – podjął – lubię panią. - Ja też pana lubię. - Wie pani co? Zastanawiam się, czy moglibyśmy pożenić nasze dwie wizje dzisiejszego wieczoru. Zgodnie ze swoją naturą Eve zgasiła iskrę zainteresowania, gdy tylko się zapaliła. - Niczego nie możemy pożenić. - Szkoda – odparł. – Miałem świetny pomysł. - Jaki? – Tyle dzwonków ostrzegawczych, że ledwie słyszała własne myśli. Spojrzał gdzieś w dal i wskazał na zachód. - Chciałbym panią tam zabrać. Dojrzała wielki dom na wzgórzu. Z okien wylewało się światło. Wyglądał zapraszająco, jak miejsce, gdzie można dostać kolację. Czy taki miał plan?

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.

Dbamy o Twoją prywatność


Sklep korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zamknij
pixel