Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Niezapomniany wernisaż
Zajrzyj do książki

Niezapomniany wernisaż

ImprintHarlequin
Liczba stron160
ISBN978-83-291-1631-2
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329116312
Tytuł oryginalnyVirgin's Night with the Greek
TłumaczMonika Łesyszak
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-01-13
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Niezapomniany wernisaż" nowy romans Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE.

Leonidas Stanhope dowiaduje się, że tuż przed ślubem jego siostry odbędzie się wernisaż, na którym zostanie zaprezentowany akt ich matki. Jest gotów zrobić wszystko, by temat obrazu nie przysłonił najważniejszego momentu w życiu siostry. Jest pewien, że malarka, Willow Jacobs, za odpowiednią kwotę zgodzi się odwołać wernisaż. Jednak spotkanie z piękną, ekstrawagancką artystką nie przebiega tak, jak się spodziewał. Dla niej skandalizujący obraz ma być przepustką do świata sztuki. Leonidas ulega wdziękowi Willow i godzi się na kompromis: ona zmieni termin wernisażu, a on zaprosi ją na wesele, które będzie wydarzeniem sezonu…

Fragment książki

– Co zrobiła?

W reakcji na rzuconą przez siostrę bombę Leonidas Stanhope opadł na krzesło za wielkim szklanym biurkiem. Jak zwykle rozbolała go głowa.

– Zamówiła sobie portret. Nago! Podobno na prezent urodzinowy dla Lazla, który za tydzień kończy siedemdziesiąt lat – wyjaśniła Daphne po grecku, oglądając przez okno panoramę Londynu w promieniach majowego słońca.

– Siedemdziesiąt? – powtórzył Leo z niedowierzaniem.

– Tak. Podejrzewam, że stosuje botoks. Dziwne, że nie zafundowała mu karnetu na kolejne zabiegi.

– To byłoby o wiele za subtelne.

Kiedy siostra przyznała mu rację, potarł grzbiet nosa mimo świadomości, że to nic nie pomoże. Odkąd przed dwunastu laty został głową rodziny w wieku dziewiętnastu lat po nagłej śmierci ojca, usiłował zapobiegać skandalom wywoływanym przez matkę, większym lub mniejszym, ale zawsze wyczerpującym. Dobiegała sześćdziesiątki. Kiedy wreszcie nabierze rozsądku i godności? Wyglądało na to, że nieprędko. Z ciężkim westchnieniem skupił z powrotem uwagę na ostatnim incydencie.

– Myślałem, że rozstała się z Lazlem.

– Owszem, przed dwoma miesiącami, ale wrócili do siebie. Powiedziała mi, że brakowało jej seksu.

Leo wykrzywił twarz.

– Portret zostanie zaprezentowany na wystawie młodych obiecujących brytyjskich twórców w słynnej londyńskiej galerii sztuki współczesnej Tate Modern. Za dwa tygodnie. Trzy dni przed moim ślubem. Uwierzysz?

– Niestety aż zbyt łatwo. Myśli tylko o sobie. Wątpię, czy wzięła pod uwagę datę czy zasady przyzwoitości.

– Jeżeli wiadomość dotrze do prasy, brukowce zbiorą żniwo – stwierdziła Daphne ze łzami w oczach. – A jeżeli zamieszczą zdjęcie… wszyscy goście weselni zwrócą na nią wzrok, jakby niestosowność wybranego przez nią białego stroju nie wystarczyła. Nie zniosę tego, Leo. Jak ją powstrzymać? Ari nie ma wystarczająco silnej pozycji. Wiesz, co mama o nim myśli. Błagał ją, żeby chociaż odłożyła prezentację obrazu o kilka tygodni. Prychnęła, że kelner nie będzie jej rozkazywał i przerwała połączenie. Możesz mi jakoś pomóc?

Oczywiście. Rozwiązywał problemy i prowadził negocjacje jako naczelny dyrektor Stanhope Kallis, bankowego i żeglugowego imperium oraz jako najstarszy z licznego uwielbianego rodzeństwa.

Nawet bez tego bogatego doświadczenia spróbowałby spełnić rozpaczliwą prośbę siostry. Serce go bolało na widok jej załzawionych oczu. I narastał w nim gniew.

Daphne już zbyt wiele przeszła. Przed ośmiu laty, w wieku czternastu lat, rozpoznano u niej ostrą białaczkę. Spędziła więcej czasu w szpitalu niż poza nim. Dostawała transfuzje i zwalczała infekcje. Przeszła chemioterapię i radioterapię ze wszystkimi skutkami ubocznymi. Mimo fatalnej początkowej prognozy nigdy nie straciła optymizmu. Uśmiechała się nawet w najcięższych chwilach.

Choć trzy lata temu nastąpiła nadal trwająca remisja, a Leo nie uznawał uroków romantycznej miłości ze wszystkimi zawirowaniami, gwałtownymi emocjami i najwyraźniej nieuchronnym chaosem, zrobiłby wszystko, żeby nikt nie zepsuł jej wielkiego dnia, na który nie liczono.

– Zostaw to mnie – odpowiedział.

Pod lśniącą powierzchnią cudownie chłodnej wody Willow Jacobs wykonała nawrót, żeby pokonać leniwym kraulem kolejną długość basenu.

Woda działała jak środek przeciwbólowy. Stopniowo łagodziła napięcie w dłoniach i ramionach. Każdy ruch uśmierzał ból od długiego siedzenia w jednej pozycji. Znikał jak rozpuszczona w wodzie akwarela.

Pracowała nieustannie od miesiąca po dziesięć godzin dziennie z tylko jedną pięciodniową przerwą, podczas której bynajmniej nie odpoczęła, ale nie żałowała. Jakby mogła, kiedy tworzyła najlepszy obraz w życiu? Od kiedy wzięła pastele do ręki, szybko znajdowała właściwe linie. Forma nabierała kształtu bez żadnego wysiłku.

Nie zawdzięczała tej bezcennej alchemii ani wspaniałości otoczenia, ani nagłemu przebłyskowi talentu. Miała go od urodzenia. To promienna osobowość całkowicie skoncentrowanej na sobie modelki rozświetlała ją od środka, co ułatwiało i uprzyjemniało portretowanie.

Olśniewająco piękna Selene Stanhope miała nie tylko kruczoczarne włosy i sarnie oczy, ale też fantastyczne ciało mimo niemłodego wieku i urodzenia szóstki dzieci. Należała do greckiej elity i prowadziła bujne życie towarzyskie. Chętnie je wspominała, kiedy tylko nie narzekała na zbyt surowego i statecznego najstarszego syna. Twierdziła, że postawił sobie za życiowy cel psucie każdej zabawy. To jej radosne opowieści dodawały portretowi unikalnego blasku.

Dlatego Willow niemal żałowała, że go kończy. Mogłaby bez końca słuchać o balowaniu do białego rana, o wakacjach na prywatnych karaibskich wyspach w towarzystwie sławnych i bogatych. Selene śmiało i barwnie opowiadała o strojach, ekstrawagancjach i mężczyznach.

Willow odbierała te historie jako słodko-gorzkie. Boleśnie przypominały jej zmarłą przed dziesięciu laty matkę o diametralnie odmiennym charakterze. Choć bez wątpienia martwiły sztywnego, wyniosłego i pozbawionego emocji syna Selene, dawały wgląd w egzotyczny świat arystokracji, w który pochodząca z klasy średniej, wiecznie obolała Willow nigdy nie wejdzie.

Z drugiej strony ukończenie obrazu oznaczało zapłatę, zapakowanie i wysłanie go statkiem na wystawę, o jakiej nie śmiała nawet marzyć.

Prestiżowa ekspozycja utoruje walczącej o przetrwanie malarce drogę do sukcesu. Przyniesie nowe, może jeszcze bardziej dochodowe zlecenia. Zapewni nielimitowany czas pracy, co pozwoli jej pogodzić karierę zawodową z endometriozą, wywierającą potężny negatywny wpływ na jej życie.

Zakończenie pobytu w willi w Kifissii powinno być okazją do świętowania, a nie żalu. Zawsze będzie wdzięczna Selene, że wyraziła zainteresowanie jej osobą na londyńskim przyjęciu, gdzie roznosiła kanapki, żeby dorobić jako kelnerka. Dała jej niepowtarzalną szansę. Dzięki hojności i otwartości obecnej klientki Willow czekała jaśniejsza przyszłość niż kiedykolwiek. Wykluczając jakąś katastrofę, zyska stabilność po latach mozolnego wiązania końca z końcem i daremnych prób wejścia do wąskiego kręgu uznanych artystów.

Gdy dotarło do niej znaczenie tej chwili, serce przyspieszyło rytm, ucisk w piersiach uniemożliwił oddychanie, a członki osłabły. Spróbowała złapać oddech, niestety za wcześnie, zanim wynurzyła głowę. W rezultacie zamiast powietrza nabrała w płuca wody. Krztusiła się, prychała i kasłała, zanurzyła się głębiej, ale w końcu wypłynęła i zapanowała nad swoim ciałem. W tym momencie obmyła ją fala, a zaraz potem ktoś chwycił ją z tyłu i przyciągnął do czegoś twardego.

Zaszokowana i przerażona, zaczęła wierzgać i walczyć o oddech, ale stalowy ucisk nie zelżał.

– Puszczaj! – wydyszała, gdy ciągnięto ją do brzegu.

– Proszę się nie ruszać – rozkazał głęboki męski głos po angielsku z lekkim obcym akcentem. – Utrudnia mi pani ratowanie.

– Wcale nie tonęłam.

– Miała pani szczęście, że przybyłem w samą porę.

– Bez przesady! Proszę mnie puścić.

Usiłowała go odepchnąć, ale bez skutku. W końcu doszła do wniosku, że jeśli zaprzestanie walki, zaoszczędzi energię, szybciej dotrze do brzegu i zakończy niepotrzebną akcję ratunkową. Kiedy zrealizowała swój plan, usłyszała ponury komentarz samozwańczego wybawcy:

– Tak już lepiej.

Willow nie podzielała jego zdania. Wprawdzie łatwiej jej było oddychać, ale uświadomiła sobie, że żaden mężczyzna nie trzymał jej dotąd przy sobie tak blisko. W każdym razie nigdy nie dotykała pośladkami niczyjego brzucha.

Oczywiście całowała się. Miała w końcu miała już dwadzieścia cztery lata. Pocałunki sprawiły jej przyjemność, ale nigdy nie pozwoliła sobie na nic więcej. Przeczytała, że jej choroba może skutkować bólem podczas współżycia. Przerażała ją ta perspektywa. Dość już wycierpiała. Do tego doszła obawa przed niezręczną sytuacją, koniecznością wyjaśniania, litością czy drwiną. Nie widziała powodów do takiego ryzyka i poświęceń.

Ale czy wszyscy mężczyźni mają tak twarde torsy i silne ramiona? – zastanawiała się, gdy ratownik zmienił pozycję, ułożył jej głowę na swoim ramieniu i położył ją na sobie.

Na szczęście szybko dotarli do brzegu. Willow wzięła głęboki oddech dla uspokojenia nerwów, przetarła oczy i zwróciła głowę ku rzekomemu wybawcy, żeby zapytać, kim jest i co tu robi.

Kiedy go zobaczyła, odebrało jej mowę. Znów zaparło jej dech, tym razem na widok oliwkowej skóry przystojnego Greka i idealnej sylwetki, godnej dłuta Michała Anioła. Mokre ciemne włosy przylegały do głowy, ale widziała na fotografiach, że są kruczoczarne z kasztanowymi refleksami. Był bardzo przystojny i bardzo surowy, tak jak opisała go matka.

Przypomniała sobie nieustanne narzekania Selene na despotyczny charakter najstarszego syna. Twierdziła, że lubi rządzić i że potępiłby akt, gdyby wiedział o jego istnieniu. Willow z drżeniem serca zadała sobie pytanie, jaką zabawę planuje tu zepsuć.

Podczas gdy wyraźnie rozgniewana Willow wyszła na brzeg, Leo jednym zwinnym ruchem wyskoczył z basenu, wciąż przetrawiając wydarzenia ostatnich pięciu minut.

Przyjechał do willi na ekskluzywnym i jednym z najdroższych przedmieść Aten przed pół godziną, rozgoryczony, że nie zdołał spełnić prośby siostry.

Ledwie Daphne opuściła jego biuro poprzedniego popołudnia, przystąpił do akcji. Dyrektor galerii Tate Modern odmówił odwołania wystawy. Zgodnie z przewidywaniami ani Lazlo, ani jego matka nie odbierali telefonów. Nie pozostało mu nic innego, jak zaapelować do samej malarki. Dlatego zamówił rodzinny odrzutowiec i przyleciał z Londynu z samego rana.

Zlokalizował Selene w salonie i poinformował o celu wizyty. Uzyskawszy informację, gdzie szukać Willow, wyszedł na taras. Natychmiast dostrzegł poruszenie w basenie, otwartą książkę i szklankę napoju przy przykrytym ręcznikiem leżaku. Cynicznie pomyślał, że pod pretekstem pracy nad portretem artystka urządziła sobie luksusowe miesięczne wakacje w świetnie wyposażonej willi jego matki.

Ciekawiło go, czy przyjmie jego ofertę wykupu kontrowersyjnego dzieła, czy wykorzysta okazję, żeby zmusić go do podwojenia stawki. A potem zobaczył, jak znika pod powierzchnią wody. Wewnętrzny instynkt opiekuńczy kazał mu pospieszyć na ratunek.

Mimo jej protestów ani przez chwilę nie żałował swojej akcji. Był wprawdzie nieprzejednany w interesach i zdecydowany zneutralizować zagrożenie, jakie stanowiła dla szczęścia Daphne, ale nie na tyle, żeby pozwolić jej utonąć.

Przed laty podczas zawodów pływackich jako jedyny zauważył, że jego najmłodsza siostra, Olimpia, straciła przytomność w basenie. Wtedy poznał znaczenie bezpieczeństwa.

Żałował tylko, że mokra koszula, włosy i spodnie odebrały mu autorytet. Bez butów i marynarki, które w pośpiechu zrzucił, nie wyglądał imponująco. Na szczęście wzrost i barczysta sylwetka działały na jego korzyść. Gdy ciągnął Willow do brzegu, robiła wrażenie kruchej, delikatnej i zadziwiająco miękkiej, mimo że mocno wierzgała.

Oczywiście nie interesowały go jej fizyczne walory. Ani obfite krągłości, ledwie zakryte skąpym kostiumem bikini, ani zgrabne, opalone nogi nie mogły go odwieść od dążenia do wyznaczonego celu. Żadna kobieta dotąd go nie rozpraszała. Tym razem też nie zamierzał na to pozwolić. Nie ulegał zachciankom jak jego kapryśna, samolubna matka.

Przynajmniej teraz już nie.

Jako nastolatek wiódł hedonistyczny, niefrasobliwy tryb życia. Korzystał ze wszelkich przywilejów, jakie niesie ze sobą pochodzenie z bogatej rodziny. Realizował swą pasję żeglarską na najdroższych łodziach ze wspaniałym takielunkiem i uważał się za niezwyciężonego.

Śmiertelny atak serca ojca zmusił go do przyjęcia roli przeznaczonej mu od dzieciństwa. Choć nie był na nią gotowy, został wzorem siły i opanowania. Z wyjątkiem zbuntowanych od czasu do czasu członków rodziny wszyscy go słuchali. Przywykł do posłuszeństwa i osiągał zamierzone rezultaty.

Dlatego nie rozczarowało go, że Willow szybko włożyła jedwabny różowy szlafroczek. Bez trudu wyrzucił z pamięci dotyk krągłych pośladków, gdy ciągnął ją do brzegu, i satynową miękkość skóry pod palcami. Nie istniał żaden powód do takiej bliskości, żeby znowu zobaczyć bursztynowe plamki w szmaragdowozielonych oczach. Raziło go, że pomalowała każdy paznokieć u nóg na inny kolor. Zaburzały jego poczucie ładu, więc wolał na nie nie patrzeć, tak jak na liczne kolczyki w uszach i błyszczący sztyft w nosie.

Zależało mu tylko na wypełnieniu swojej misji. Musiał zadbać o to, żeby wesele Daphne przebiegło bez przeszkód. Przysiągł sobie, że tego dokona, za wszelką cenę.

Gdyby Willow nie usiłowała odgadnąć powodu wizyty Leona Stanhope’a u matki, przeczuwając, że nic dobrego z niej nie wyniknie, żałowałaby, że założył marynarkę i zapiął guziki. Zmoczona w basenie koszula podkreślała wspaniałą muskulaturę. Jednak jego imponujący wygląd nie miał większego znaczenia. Gdyby odkrył, że maluje akt i wyraził dezaprobatę, musiałaby zachować zimną krew. Po namyśle uznała za najlepszą strategię uprzejmy profesjonalizm.

Wyciągnęła rękę i przedstawiła się z uśmiechem:

– Willow Jacobs. A pan musi być Leonem.

Leo przelotnie zmarszczył brwi, krótko uścisnął jej dłoń, po czym minął ją i odsunął jedno z sześciu krzeseł przy stole nad basenem.

– Wiem, kim pani jest – oznajmił bezbarwnym głosem. – Proszę usiąść. Musimy porozmawiać.

Willow opuściła rękę. Pojęła, że przybył tu z jej powodu. Mimo to spytała:

– O czym?

– O portrecie mojej matki – potwierdził jej obawy.

Sroga mina i szorstki ton głosu nie wróżyły nic dobrego. Z tego, co usłyszała od Selene, zwykł komenderować ludźmi, którzy natychmiast wypełniali jego wolę. Willow nie zamierzała dołączyć do ich grona, zwłaszcza jeśli planował storpedować jej plany, pozbawiając perspektyw, których rozpaczliwie potrzebowała. Grała o zbyt wielką stawkę.

Choć stał w słońcu niczym groźne, mroczne bóstwo, dzięki opowieściom Selene Willow wiedziała, że nie jest tak niezwyciężony, na jakiego wygląda.

– Dziękuję, postoję – odparła, unosząc głowę i krzyżując ręce na piersi na znak, że jej nie zastraszy.

– Dobrze – odpowiedział, podchodząc bliżej, żeby stanąć kilka kroków przed nią, według jej oceny o wiele za blisko. – Od razu przejdę do rzeczy. Ten obraz nie zostanie wystawiony.

Zaszokował ją.

– Decyzja nie należy do pana.

– Nie może zobaczyć światła dziennego.

– Musi. To wyjątkowa praca. Najlepsza z moich wszystkich.

– Nieważne.

– Dla mnie bardzo.

– Zapłacę dwa razy tyle, ile zaoferowała moja matka.

– Nie.

– Potroję cenę.

– Nie.

– Ile pani żąda?

– Nie można mnie przekupić – oświadczyła równie śmiało jak on.

– Trudno uwierzyć.

Przez chwilę patrzyła na niego z przerażeniem. Czy sugerował to, co myślała?

– Co to ma znaczyć? – spytała.

– Nie ma pani znanego nazwiska. Jak uzyskała pani zlecenie od mojej matki?

– Wprawdzie to nie pańska sprawa, ale poznałam ją na otwarciu nowej galerii w Londynie. Pracowałam tam jako kelnerka. Podziwiała moje włosy. Nawiązałyśmy rozmowę. Wspomniała, że chciałaby zamówić swój portret. Przesłałam jej zdjęcia moich prac i postanowiła mnie zatrudnić.

– Czy zawsze malowanie zajmuje pani miesiąc?

– Zwykle dwa do trzech tygodni – przyznała szczerze, przemilczając przerwy na bolesne i obfite miesięczne krwawienia. – Tym razem potrwało to dłużej, bo ciągle znikała.

– Dlatego wprowadziła się pani tutaj?

– Zaprosiła mnie – podkreśliła z naciskiem, zirytowana, że zadaje sobie trud udzielania zbędnych wyjaśnień. – Mocno nalegała. Odniosłam wrażenie, że czuje się samotna.

– Samotna? – powtórzył z niewesołym śmiechem. – Kompletny nonsens. Ciągle otaczają ją ludzie. Wielu z nich wykorzystuje jej szczodrość.

– No cóż… Ktoś kiedyś śpiewał o samotności w tłumie. A cokolwiek pan myśli o wyzyskiwaczach, ja do nich nie należę.

Leo zmrużył oczy i przetrawiał jej słowa.

Mimo oburzenia jego oskarżeniami Willow rozumiała powody jego troski. Jego rodzina należała do kręgu najzamożniejszych i najelegantszych. Regularnie umieszczano go na listach najbogatszych osób. Nic o niej nie wiedział i przypuszczalnie nie wierzył, że Selene potrafi podejmować rozsądne decyzje.

– Co panu przeszkadza w portrecie? – zapytała. – Widział go pan?

– Nie. Nie wyobrażam sobie nic gorszego – odparł, marszcząc brwi.

– A szkoda. Jest gustowny, a pańska matka zakochana. Ta miłość rozświetla ją od środka.

– Ciągle jest w kimś zakochana albo przynajmniej tak myśli.

Pogarda w jego głosie rozbudziła ciekawość Willow.

– Ma pan coś przeciwko miłości? – zapytała.

Leo zacisnął zęby.

– Mam wielkie obiekcje co do publicznej ekspozycji nagiej postaci mojej matki, osoby w średnim wieku.

– Nie zdaje sobie pan sprawy z własnego szczęścia. Moja zmarła dziesięć lat temu, gdy miałam czternaście lat – wyznała przez ściśnięte gardło. – Dałabym wszystko, żeby móc ją narysować, w ubraniu czy bez, niezależnie od jej postępowania.

Dostrzegła w jego oczach jakieś trudne do zdefiniowania emocje, ale na szczęście darował sobie standardowe i nic nieznaczące w tym kontekście wyrazy współczucia.

– Proszę powiedzieć, czego pani żąda – powiedział zamiast tego, wyrywając ją z melancholii i skupiając jej uwagę na zasadniczym temacie.

Willow oburzała jego arogancja, ale nie przerażała. Żadna cena nie mogła jej odwieść od realizacji planu spełnienia zawodowych marzeń.

– Panie Stanhope – zaczęła. – Leonie, jeśli można. Nie chodzi o pieniądze. Ta wystawa to niepowtarzalna okazja, żeby moje nazwisko pojawiło się na ustach wszystkich osób ze świata sztuki. Chcę zostać obiecującą portrecistką w technice pasteli. Nawet gdyby obiecał mi pan słońce, księżyc i gwiazdy, nie skłoniłby mnie pan do rezygnacji z wystawy.

– Nie? A może jednak? – zapytał po chwili. – Proszę tylko posłuchać: Obraz ma zostać wystawiony za dwa tygodnie, w poniedziałek, prawda?

Niepewna, do czego zmierza, Willow potwierdziła.

– Moja siostra wychodzi za mąż w następny czwartek po wernisażu.

– Słyszałam.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel