Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Podwójna gra (ebook)
Zajrzyj do książki

Podwójna gra (ebook)

ImprintHarlequin
Data premiery2021-10-07
KategoriaEbooki
Liczba stron160
ISBN978-83-276-7942-0
Formatepubmobi
Tytuł oryginalnyHidden Ambition
TłumaczGrażyna Woyda
Język oryginałuangielski
EAN9788327679420
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Bajecznie bogaty biznesmen Chase Hargrove ubiega się o stanowisko dyrektora firmy Black Crescent, która doprowadziła do ruiny jego ojca. Chce w ramach zemsty zniszczyć firmę i liczy na to, że realizację tego planu nieświadomie ułatwi piękna Haley, prawa ręka obecnego szefa. Zaczyna ją uwodzić. Haley życzliwie przyjmuje jego zaproszenia na kolacje, do teatru i na prywatne pokazy filmowe. Niewinny flirt przeradza się w pełen namiętności romans. Haley jest jednak nieufna, postanawia sprawdzić Chase’a i wynajmuje detektywa. Ten odkrywa prawdę. Chase wie, że został zdemaskowany i że pora zmienić plany. W obawie, że może stracić Haley, stawia wszystko na jedną kartę…

Fragment książki

Haley Shaw pochyliła się nad stosem prezentów. Odkładając na bok bukiety kwiatów i pudła z tortami, usiłowała znaleźć swój żółty podświetlający flamaster.
- To bardzo interesująca ekspozycja.
Rozpoznała od razu ten niski dźwięczny głos, który zawsze uważała za bardzo podniecający.
Wyprostowała się i stanęła twarzą w twarz z uśmiechniętym drwiąco, seksownym mężczyzną, który nazywał się Chase Hargrove. Ten uparty natręt ubiegał się o upragnione przez wielu stanowisko dyrektora Funduszu Hedgingowego Black Crescent.
Znakomicie prosperująca firma inwestycyjna przechodziła zmienne koleje losu, a Haley brała czynny udział w walce o jej przetrwanie, uczestnicząc we wszystkich negocjacjach i odrzucając wszystkie propozycje korupcyjne. Właśnie dlatego stosy prezentów zaśmiecały teraz jej nieskazitelne zwykle stanowisko pracy.
- Zakładam, że masz na myśli te kwiaty i pudła, a nie to, że się wypięłam w twoją stronę, kiedy szukałam flamastra – powiedziała, wygładzając spódnicę klasycznego szarego kostiumu.
- Oczywiście – odparł z przekornym uśmiechem.
Jego nonszalancki sposób bycia nie robił na niej wrażenia. Wiedziała, że tak potężni ludzie jak on zawsze ukrywają swoje prawdziwe uczucia i intencje. Najwyraźniej chciał ją wyprowadzić z równowagi i osłabić jej czujność. Ale ona była zbyt doświadczona, by ulec jego starannie wyreżyserowanemu urokowi.
Była dumna ze swojego profesjonalizmu. Pracowała bardzo ciężko, by osiągnąć obecną pozycję. Nie zaliczała się do ścisłego kierownictwa firmy, ale miała znaczący wpływ na jej funkcjonowanie i nigdy nie zaniedbała obowiązków zawodowych ze względu na jakiekolwiek osobiste odczucia.
Nie mógłby jej do tego skłonić nawet ten seksowny facet, który miał wszelkie szanse na to, by zająć atrakcyjne stanowisko dyrektora i zostać jej przełożonym.
- Czy jesteś umówiony? – spytała, dobrze wiedząc, że odpowiedź na to pytanie zabrzmi przecząco.
Chase wpadał dość często do siedziby funduszu już od kilku tygodni, a ściślej mówiąc, odkąd Joshua Lowell ogłosił swoją rezygnację, a firma zaczęła poszukiwać następcy. Chase złożył imponujące dossier, a jakiś czas potem zaproszono go na rozmowę wstępną.
Stanowisko zostało w końcu zaproponowane Ryanowi Hathawayowi, który jednak z jakichś powodów go nie przyjął. Poszukiwania więc trwały nadal, a Chase przesuwał się stopniowo w górę listy kandydatów.
I właśnie dlatego odwiedził dziś główną siedzibę Black Crescent i zawracał jej głowę.
Nie miałaby nic przeciwko jego zalotom, ale musiała uporać się z pilnymi obowiązkami, a nie mogła tego zrobić, dopóki stał przy jej biurku i patrzył na nią w jakiś taki prowokacyjny sposób.
Być może odwiedzał siedzibę Black Crescent w ramach starań o stanowisko, ale za każdym razem usiłował ją oczarować.
Haley była prawą ręką Josha, więc wszyscy uważali, że właśnie ona posiada klucz do wrót otwierających drogę do awansu. Musiała zresztą szczerze przyznać, że jest zadowolona ze swojej uprzywilejowanej pozycji, która zapewniała jej atencję współpracowników oraz codzienne dostawy kwiatów i czekoladek.
- Owszem, jestem umówiony – odparł z rozbrajającym uśmiechem. – Z tobą.
- Ze mną? – spytała ze zdumieniem.
- Tak. Na lunch.
Co za bezczelny facet! – pomyślała z oburzeniem.
Czy on naprawdę uważa, że ona przyjmie jego zaproszenie bez namysłu? No cóż, czeka go rozczarowanie. Przecież nigdy dotąd nie pozwoliła na to, aby ktokolwiek zakłócił rytm jej pracy.
- Jestem zajęta w porze lunchu. – Przesunęła kilka przedmiotów leżących na biurku. – Ale życzę ci smacznego.
- Czego ty tak uparcie szukasz, Haley?
- Flamastra. Dostaję tyle prezentów, że gubią się wśród nich podstawowe narzędzia pracy. Dbam zwykle o to, żeby wszystko było na swoim miejscu, ale teraz…
Bezradnie uniosła ręce, nie mogąc pojąć przyczyn, dla których w jej życie tak szybko wdziera się chaos.
- Kiedy pójdziemy na lunch, wstąpimy do sklepu i kupimy ci tyle flamastrów, ile zechcesz – obiecał Chase. – Ja funduję.
Spojrzała na niego ze zdumieniem, zastanawiając się, dlaczego tak bardzo ucieszyła ją perspektywa otrzymania taniego i banalnego prezentu od tego atrakcyjnego mężczyzny.
Musiała przyznać, że jego silne ramiona znakomicie rysują się pod elegancką ciemną marynarką. Że jego gęste włosy są tak zmierzwione, jakby wyszedł przed chwilą z łóżka kochanki.
Wiedziała dobrze, że tą kochanką nigdy nie będzie ona, a ta ostatnia metafora wydała jej się nonsensowna.
Miała na głowie mnóstwo spraw, więc nie mogła sobie pozwolić na rozmowy z facetem, który zapewne wcale nie interesował się jej osobą, a tylko jej możliwościami wpływania na jego karierę.
W tym momencie zadzwonił telefon.
- Przepraszam – powiedziała – ale muszę wracać do pracy.
Podniosła słuchawkę, a odkładając ją chwilę później, stwierdziła z zaskoczeniem, że Chase Hargrove zniknął. Była jednak przekonana, że niebawem wróci. Tacy jak on nigdy nie dają za wygraną.

Chase, ściskając w ręku zakupiony przed chwilą prezent, po raz drugi tego ranka wszedł do budynku Black Crescent. Nie zamierzał rezygnować ze swoich planów, bo napędzały go dwa potężne motywy: determinacja i chęć zemsty.
Właśnie dlatego tak często odwiedzał biura funduszu, flirtował z jego pracownicami, a nawet wręczał im drobne zabawne upominki.
Takie małe upokorzenia były niczym w porównaniu z tym, co jego rodzina przeszła z powodu Vernona Lowella.
Ten przebiegły oszust zdefraudował miliony dolarów i zniknął już piętnaście lat temu, ale zaaranżował wszystko tak sprytnie, że część odpowiedzialności spadła na ojca Chase’a. Pan Hargrove padł ofiarą nieuczciwego wspólnika i spędził kilka lat w więzieniu.
A choć Vernon nigdy nie został schwytany, a na czele firmy stał teraz jego syn Josh, Chase postanowił wykorzystać okazję i zrewanżować mu się za cierpienia swojego ojca.
Układając plan zemsty, nie przewidział tego, że uboczną korzyścią jego realizacji będą częste kontakty z Haley Shaw. Jej niewzruszona pewność siebie prowokowała go do kolejnych prób przebicia się przez ten pancerz obojętności. Właśnie dlatego nie poczuł się ani odrobinę zawstydzony, gdy przyłapała go na wpatrywaniu się w jej pośladki.
Nie był maniakiem seksualnym ani człowiekiem wykorzystującym kobiety, do których żywił szacunek. Gdyby jednak stanowisko zajmowane przez Haley zajmował mężczyzna, Chase traktowałby go w zupełnie inny sposób.
Minął masywne oszklone drzwi, skinął głową recepcjonistce i skierował się w stronę wind.
Miał nadzieję, że niebawem cały majątek firmy znajdzie się w jego rękach. Posiadał odpowiednio wysokie kwalifikacje, by objąć pozycję jej dyrektora.
A niezależnie od tego dysponował informacjami, dzięki którym mógł doprowadzić do upadku funduszu Black Crescent. I liczył na to, że Haley nieświadomie ułatwi mu realizację tych zamierzeń.
Zdobycie stanowiska dyrektora nie było dla niego sprawą życia lub śmierci.
Choć jednak należał do ludzi bardzo zamożnych, nie miałby nic przeciwko temu, by wzbogacić swoje portfolio o kolejny fundusz inwestycyjny.
Wysiadł z windy, ruszył w kierunku wielkiego okrągłego biurka Haley i ponownie poczuł przytłaczający zapach kwiatów. Nie dziwiło go, że wszyscy kandydaci ubiegali się o jej względy. Uważał jednak ozdobne wiązanki, wielkie pudła czekoladek czy torty z miejscowej cukierni za prostackie i amatorskie próby zaskarbienia sobie jej przychylności.
Haley stała tyłem do niego, trzymając w ręku plik papierów i mrucząc coś pod nosem. Wyglądała niezwykle seksownie, ale nie przyszedł tu po to, by ją uwodzić.
W innych okolicznościach nie zrezygnowałby chyba z szansy na zdobycie jej względów. Była piękna, inteligentna, pociągająca… Posiadała wszystkie zalety mogące uczynić ją przedmiotem westchnień każdego mężczyzny.
Odrzucił od siebie te rozważania i zastukał w blat biurka, ona zaś odwróciła się i spojrzała na niego przez grzywę jasnych włosów.
- Co skłoniło cię do tak szybkiego powrotu? – spytała, unosząc brwi.
Musiał przyznać, że okazywany przez nią sarkazm bynajmniej go do niej nie zraża. Co więcej, sprawiał, że oczekiwał z niecierpliwością na każde kolejne spotkanie.
- Coś ci przyniosłem – oznajmił, pokazując prezent.
Zerknęła na jego uniesioną rękę, a potem roześmiała się i wyszła zza biurka.
- Czyżby to był bukiet flamastrów?
- Powiedziałaś mi, że nie możesz znaleźć swojego, a ja uznałem, że masz już dosyć kwiatów i słodyczy.
Patrzyła przez chwilę na jego prezent, a potem uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
W jej zachowaniu było coś, co budziło w nim zmieszany z pożądaniem zachwyt.
- Dobra robota – oznajmiła z błyskiem w oczach. – Podziwiam każdego, kto ma dość wyobraźni, żeby zdobyć się na niebanalny podarunek.
- Czy podziwiasz mnie na tyle, żeby wybrać się ze mną na lunch? Przecież za chwilę będziesz miała przerwę.
- To prawda – przyznała. – Ale mam inne plany.
- Więc z nich zrezygnuj.
Przechyliła głowę na bok i spojrzała na niego badawczo.
- Czy zawsze jesteś taki apodyktyczny?
- Tylko wtedy, kiedy widzę coś, czego pragnę.
Ponownie roześmiała się, a on odniósł wrażenie, że dostrzegł w jej oczach błysk zainteresowania jego osobą. Uznał to za dobry znak.
Doszedł do wniosku, że jeśli zdobędzie stanowisko dyrektora firmy, związek z tą kobietą może stać się dodatkową premią.
- No dobrze – powiedziała. – Pójdziemy na lunch, ale nie będziemy rozmawiać o sprawach zawodowych.
Jej warunek wydał mu się dziecinnie naiwny. Wiedział, że potrafi wyciągnąć z niej potrzebne mu informacje, nie wzbudzając w niej podejrzeń.
W końcu nie zostałby miliarderem, gdyby nie umiał czytać w umysłach swoich rozmówców. Poza tym, był dumny z tego, że zdołał przełamać jej nieufność przy pomocy tak błahego prezentu jak zestaw flamastrów.
- W takim razie prowadź – zaproponował, wskazując drzwi.
Idąc za nią, nie mógł oderwać wzroku od jej rozkołysanych bioder i musiał sobie przypomnieć, że jest tutaj po to, aby zrealizować swój plan zemsty.
A nie po to, by uwodzić choćby najbardziej atrakcyjne przedstawicielki kierownictwa firmy.
Czas miał pokazać, czy jego kampania zakończy się zwycięstwem… A nie zamierzał jej przegrać.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.

Dbamy o Twoją prywatność


Sklep korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zamknij
pixel