Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Romans z mężem (ebook)
Zajrzyj do książki

Romans z mężem (ebook)

ImprintHarlequin
KategoriaEbooki
Liczba stron160
ISBN978-83-276-6392-4
Formatepubmobi
Tytuł oryginalnyClaiming My Bride of Convenience
TłumaczEwa Pawełek
Język oryginałuangielski
EAN9788327663924
Data premiery2021-03-11
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Grecki milioner Matteo Dias, aby przejąć rodzinną firmę, musiał spełnić warunek dziadka i się ożenić. Zawarł układ z przypadkowo poznaną w Nowym Jorku Daisy Cambell. Za milion euro Daisy zgodziła się zostać żoną Mattea i zamieszkać na greckiej wyspie. W ogóle się nie widywali. Po trzech latach Daisy ma dość takiego życia. Chce mieć prawdziwą rodzinę i dzieci. Jedzie do Aten i prosi męża o unieważnienie małżeństwa. Jednak Matteo nadal potrzebuje żony i nie zamierza pozwolić jej odejść…

Fragment książki

Z sali balowej dobiegał perlisty śmiech wraz z brzękiem drogich kryształów i najlepszej zastawy. Impreza trwała w najlepsze, powodując u mnie skurcz żołądka i szybsze bicie serca. Czy mogłam to zrobić?
Tak, musiałam. Jaką miałam alternatywę? Schować się w bezpiecznym domu i przez kolejne lata, wiele, wiele lat żyć w zawieszeniu i zastanawiać się? Prawdę mówiąc, chciałam uciec z tego luksusowego hotelu, najbardziej snobistycznego miejsca w Atenach, i wrócić do Amanos, ale nie! Przebyłam zbyt długą drogę, licząc na zbyt wiele, żeby uciekać jak przestraszone dziecko. Jestem kobietą, powtarzałam sobie. W dodatku zamężną kobietą. Po trzech latach małżeństwa wreszcie byłam gotowa, żeby skonfrontować się z mężem, ale najpierw musiałam go znaleźć.
Wyprostowałam się, wygładzając suknię, którą kupiłam tego ranka w jednym z drogich butików w Atenach. Sprzedawczynie wymieniły między sobą roześmiane spojrzenie, gdy jąkałam się, prosząc o pomoc. Miałam dużo pieniędzy, ale małą wiedzę o najnowszych trendach i te kobiety doskonale zdawały sobie z tego sprawę.
Teraz, gdy dostrzegłam swoje odbicie w lustrze, zastanawiałam się, czy rubinowa suknia bez ramiączek jest szczytem elegancji, czy też świadectwem braku gustu. Czy w ogóle pasuje do moich brązowych włosów i brązowych oczu? Panna Nijaka, tak kiedyś nazwał mnie mój mąż… Nie miałam mu za złe. Właśnie takiej żony potrzebował, niewyróżniającej się, uległej, która nie stawia żadnych żądań, nie ma wymagań. I to właśnie dostawał przez ostatnie trzy lata. Teraz jednak po raz pierwszy czegoś od niego chciałam i zamierzałam to dostać. Wzięłam głęboki wdech, zmuszając trzęsące się nogi do ruchu. Zrobiłam wiele, by się tu znaleźć. Najpierw przypłynęłam promem z wyspy, na której spędziłam swe małżeńskie życie, a potem wzięłam taksówkę do Aten. Zarezerwowałam hotel, używając karty kredytowej. Kupiłam sukienkę i wysokie szpilki, na których poruszałam się z wysiłkiem. Poradziłam sobie ze wszystkim, choć kosztowało mnie tu niemało odwagi i energii. Życie na Amanos było proste i przewidywalne. W wielkim mieście, z ruchem ulicznym i hałasem czułam się zagubiona i przerażona. Tylko raz tu byłam, z mężem, którego ledwie znałam.
Matteo Dias, jeden z najbogatszych, najbardziej bezwzględnych mężczyzn, a także znany playboy. A ja byłam jego żoną. Wydawało mi się to wciąż nierealne, mimo podpisanych dokumentów i złożonej przysięgi. Każdego dnia, gdy budziłam się na rajskiej wyspie, z daleka od mojego beznadziejnego, jałowego życia w Nowym Jorku, musiałam się uszczypnąć, bo wciąż nie wierzyłam, że to prawda. A jednak okazało się, że to za mało. Przeniknął mnie niepokój. Może jestem nierozsądna, chciwa? Może głupia? Miałam wspaniały dom, pieniędzy więcej, niż mogłam policzyć, i dobre życie, tak inne od tego, które wiodłam w Kentucky, gdzie dorastałam. Fatalnego epizodu w Nowym Jorku nawet nie brałam pod uwagę. Naprawdę mogłam prosić o więcej? Żądać tego? Tak, mogłam, bo inaczej musiałabym pożegnać się z jednym wielkim marzeniem, jakie zawsze miałam.
Teraz, gdy patrzyłam przez otwarte podwójne drzwi na salę balową, zastanawiałam się, czy w ogóle poznam swojego męża. Oczywiście, że tak. Widziałam jego zdjęcia w tabloidach, prawie zawsze w towarzystwie jakiejś ponętnej blondynki lub innej piękności wiszącej na jego ramieniu. Byłam jego żoną, a nawet go nie znałam. Wszystkie informacje o nim czerpałam z gazet. Wiedziałam więc, że był bezwzględny, ambitny i niesamowity w łóżku. Obiekt pożądania wielu kobiet.
Czytałam, jak prasa spekulowała na temat jego sekretnego małżeństwa, ale większość dziennikarzy była zgodna. Żadna kobieta nie byłaby w stanie usidlić takiego człowieka. Plotki okazały się prawdą. Matteo był żonaty, ale tak naprawdę nigdy go nie usidliłam. Wielokrotnie przypatrywałam się jego zdjęciom w gazetach. Zimne, stalowoszare oczy, ciemne, krótko przystrzyżone włosy i imponująca sylwetka. Pamiętałam, jak podczas nielicznych, króciutkich spotkań czułam się, jakby w pokoju brakowało tlenu, a gdy na mnie patrzył, zapominałam, jak się nazywam.
– Proszę pani? Wchodzi pani? – Kelner, trzymając tacę z kieliszkami, popatrzył na mnie pytająco.
Przełknęłam nerwowo.
– Tak – odparłam drżącym głosem.
Wkroczyłam na salę, gdzie bawiła się cała śmietanka towarzyska tej części Europy. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi i wcale się nie dziwiłam. Byłam nikim. Kelnerką z podrzędnej nowojorskiej knajpy, dziewczyną bez rodowodu, pozycji i stylu. Panna Nijaka w pełnej krasie. Nawet w bardzo drogiej sukni – Matteo był zawsze bardzo hojny – i w butach, które kosztowały więcej niż miesięczne koszty wynajmu mieszkania, byłam nikim. Idiotką z zapadłej dziury, która w pogoni za marzeniami złapała stopa do Nowego Jorku, sądząc, że czeka tam na nią spełnienie snów.
Przeszłam przez tłum, zmuszając się do swobodnego zachowania. Musiałam znaleźć Mattea jak najszybciej, zanim dostanę ataku nerwowego albo złamię kostkę w tych cholernych szpilkach. Nie miałam złudzeń, że będzie zachwycony moją wizytą. Zawarliśmy umowę, którą właśnie łamałam. Minęły jednak trzy lata. Nie mógł oczekiwać, że pozostanę na wyspie aż do starości. Dałam mu to, czego chciał. Teraz moja kolej.
– Powodzenia – mruknęłam do siebie i któryś z gości posłał mi zdumione spojrzenie. Zawsze miałam nieco dziwny zwyczaj mówienia do siebie, a trzy lata na odległej wyspie bardzo mi w tym dopomogły.
Wciąż rozglądałam się za mężem i nagle go dostrzegłam. Jak mogłam to zrobić dopiero teraz, skoro wzrostem górował nad wszystkimi, stojąc na środku sali. Moje kroki stały się ciężkie, podobnie jak oddech. Był jeszcze przystojniejszy, niż zapamiętałam. Zatrzymałam się, wpatrując się w niego z zachwytem. Bez wątpienia zapierał dech w piersi. Mroczny, potężny pan i władca w smokingu najlepszej jakości, rozciągającym się na jego szerokich ramionach, imponującej klatce piersiowej i długich nogach. Nawet z drugiego końca sali widziałam jego błyszczące, stalowoszare oczy i pełne usta. Nigdy się nie całowaliśmy. Właściwie chyba nigdy mnie nie dotknął. Nagle doświadczyłam, czym jest jego osławiony magnetyzm, charyzma i seksapil. Nigdy nawet nie próbowałam sobie wyobrażać wspólnej intymności, bo nasze małżeństwo wykluczało ten aspekt. Matteo postawił sprawę jasno już na samym początku. Chyba nawet przez myśl mu nie przeszło, że mógłby mnie dotknąć, a ja wmawiałam sobie, że taki układ bardzo mi odpowiada.
Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam naprzód.
– Matteo – powiedziałam głośno. Kilkoro ludzi odwróciło się w moją stronę. Usłyszałam przytłumione szepty. A więc sukienka nie poskutkowała. Z pewnością zrobiłam się czerwona, ale nie dbałam o to. – Matteo.
Odwrócił się. Jego oczy zwęziły się do srebrnych szparek, a usta zacisnęły się w wąską, surową linię. Nie ucieszył się na mój widok. Nie byłam zaskoczona, a jednak nie potrafiłam ukryć smutku. Kobieta stojąca przy nim, pochyliła głowę ze złośliwym uśmiechem i rozbawieniem w zielonych, kocich oczach.
– Och, Matteo – zawołała donośnie. – Chyba masz wielbicielkę.
Wielbicielka? Nic z tych rzeczy.
– Musimy porozmawiać.
– Porozmawiać?
Uśmiechnęłam się z wysiłkiem.
– Tak. Chyba nie zapomniałeś, kim jestem? Twoją żo…
– Nie tutaj!
Zacisnął palce na moim ramieniu i niemal wypchnął mnie z sali balowej, jakbym była kłopotliwym członkiem personelu. Ledwo za nim nadążałam. Był wściekły. Wprowadził mnie do jakiegoś pokoju i zamknął drzwi.
– Daisy – powiedział przez zaciśnięte zęby. – Co ty, do diabła, tu robisz?

Prawie jej nie rozpoznałem. Łatwo było ją zapomnieć i dlatego się z nią ożeniłem. Pamiętałem jej imię tylko dlatego, że co miesiąc robiłem przelew na jej konto.
– Ciebie też miło widzieć – rzuciła, z nietypowym dla siebie temperamentem.
Poślubiłem przecież szarą myszkę. Cichą, posłuszną, pospolitą i niewidzialną, która miała być wdzięczna za to, co jej ofiarowałem.
– Mieliśmy umowę – przypomniałem.
– Że będę twoim więźniem na wyspie, podczas gdy ty będziesz hulał po całej Europie?
– Co takiego? Naprawdę tak na to patrzysz?
– Jesteśmy małżeństwem, Matteo.
– Podpisałaś umowę. Dostajesz czeki. Mówiłaś, że to ci odpowiada.
Zobaczyłem wściekłość w jej oczach.
– Odpowiadało. Minęły jednak trzy lata i teraz chcę czegoś innego.
– Tak?
Skrzyżowałem ramiona, patrząc na nią z pobłażaniem. Zaproponowałem jej czysty układ, a ona to zaakceptowała.
– I dlatego zdecydowałaś się przyjechać tu i nachodzić mnie na przyjęciu?
– Nie nachodzę cię. Po prostu dowiedziałam się o przyjęciu z gazet i pomyślałam, że tu cię znajdę.
– Nachodzisz mnie – powtórzyłem.
– Można nachodzić własnego męża?
– Można, zwłaszcza w takim małżeństwie jak nasze.
– O tym właśnie chciałam porozmawiać.
Usiadła na krześle.
– Skąd wzięłaś tę ohydną sukienkę? – spytałem, zdając sobie sprawę, że jestem obcesowy, żeby nie powiedzieć chamski. – Wyglądasz jak tubka szminki i to w paskudnym kolorze.
Zarumieniła się, ale nie odwróciła wzroku.
– Wiedziałam, że te wredne ekspedientki mnie wrobiły.
– Nie mogłaś im powiedzieć, że ci się nie podoba?
Choć sukienka była naprawdę okropna, idealnie eksponowała ciało. Mój wzrok zawiesił się na kobiecych krągłościach, skandalicznie opiętych strojem.
– Co to za materiał? Sztuczna skóra?
– Nie wiem. Mówiły, że to nowy trend. Skąd miałam wiedzieć, że sobie ze mnie żartują?
– Rzeczywiście. Okłamały cię.
Z jakiegoś powodu poczułem wściekłość, że jakieś wredne ekspedientki zakpiły sobie z mojej żony. Nasze małżeństwo nie należało do standardowych, ale ta kobieta nosiła moje nazwisko. Nawet jeśli tylko ja o tym wiedziałem.
– Co tu robisz, Daisy? – powtórzyłem. – Przecież się umawialiśmy.
– Tak, pasował ci taki układ.
– Tobie również. Mam ci przypomnieć za ile? – Nie czułem się ani trochę winny. – Mówiłaś, że ci to odpowiada.
– No właśnie, chciałabym to zmienić.
Zaśmiałem się.
– Kontrakt został podpisany i nie podlega już renegocjacji.
– Jesteś pewien?
Gapiłem się na nią z niedowierzaniem. Skąd wzięła tę bezczelną pewność siebie? I czego chce?
– Jeśli chciałabyś unieważnić małżeństwo bez mojej zgody, będziesz musiała mi zwrócić każde euro, które otrzymałaś w ciągu ostatnich trzech lat. Znasz warunki.
Na początek dostała milion, a potem otrzymywała dwieście pięćdziesiąt tysięcy rocznie. I tak miało być aż do śmierci mojego dziadka. Potem mieliśmy się rozejść. Co jej nagle strzeliło do głowy? Siedziała sztywno w sukience, która przypominała kostium żony wampira.
– O co ci chodzi?
– Według umowy mieliśmy być małżeństwem tylko przez dwa lata. Minęły już trzy.
– Cały czas dostajesz za to wynagrodzenie. – I wydawała je. Miałem dostęp do jej konta i widziałem, że wyczyściła je niemal do zera. – O to chodzi? Chcesz więcej pieniędzy?
Jej oczy zabłysły, a usta się rozchyliły. Sukienka wyglądała na niej jak skóra na jabłku, gotowa, by ją zdjąć. Dziwnie się poczułem. Ostatni raz, kiedy ją widziałem, miała na sobie obskurny mundurek kelnerki, włosy związane w kucyk i twarz lśniącą od potu. Nie kusiło mnie wtedy, by sprawdzić jej ciało pod mundurkiem.
– A dałbyś mi więcej pieniędzy?– spytała raczej z ciekawością.
– Nie.
– I dobrze, bo wystarcza mi na wszystko.
– Nie byłbym tego pewien – rzekłem z powątpiewaniem. – Ledwie przeleję ci pieniądze, a już masz konto puste. Nie rozumiem, na co je wydajesz, skoro mieszkasz na wyspie, gdzie żyje niewiele ponad trzysta osób.
– To nie twój interes, prawda?
Próbowała udawać pewną siebie, ale widziałem w jej oczach poczucie winy. Naprawdę byłem ciekaw, co robi z taką sumą pieniędzy. Może zdążyła już dziesięć razy przeprowadzić remont w mojej willi albo kupiła łódź czy helikopter? Z pewnością nie wydała zbyt wiele na markowe stroje, sądząc po jej sukience.
– W takim razie po co przyjechałaś i czego chcesz?
Z niecierpliwością zerknąłem na zegarek. Daisy Cambell, nie, od trzech lat Daisy Dias, zabrała już piętnaście minut mojego cennego czasu. Przechyliła głowę i spuściła wzrok. Widziałem jej długie rzęsy i lekko rozchylone wargi. Nagle ogarnęła mnie pokusa, by ich dotknąć. Pożądanie rozpaliło mnie do gorączki. Natychmiast przywołałem się do porządku. Nie uwiedzie mnie moja Panna Nijaka.
– No więc?
– Już mówię. – Wstała i popatrzyła na mnie z determinacją. Jasnobrązowe włosy opadły jej na twarz. – Chcę unieważnienia małżeństwa. Chcę zakończyć tę farsę i jestem gotowa oddać ci wszystkie pieniądze, żeby to udowodnić.

Patrzyłam, jak zaskoczenie usztywniło jego potężne ciało. Nie spodziewał się tego. Na pewno uważał, że wydawałam wszystkie pieniądze. Gdyby tylko znał prawdę…
– Dlaczego chcesz unieważnienia? Co się stało?
– Nie twoja sprawa.
Nie zamierzałam mu nic wyjaśniać. Chciałam dać sobie szansę na prawdziwe życie, prawdziwą miłość, a wiedziałam, że Matteo Dias nie może mi tego dać, nawet jeśli jakaś cząstka mnie pragnęła, żeby popatrzył na mnie jak na kobietę. Czerwona, wyzywająca sukienka nie pomogła.
– To jest moja sprawa. W końcu jesteśmy małżeństwem, Daisy.
– Dobrze wiesz, że to nie jest prawdziwe małżeństwo.
– Według dokumentów jest prawdziwe.
– Matteo, jestem w stanie zwrócić ci pieniądze, o co ci więc chodzi?
Zdawałam sobie sprawę, że to ten typ mężczyzny, który nie pozwala, by rządziła nim kobieta. Czułam jego gniew, ale choć drżały mi nogi, nie ruszyłam się z miejsca.
– Zapewniam cię, że dobrze to przemyślałam. Nie oddałabym tak łatwo miliona siedmiuset pięćdziesięciu tysięcy euro, gdybym nie miała ważnego powodu.
– Jakim cudem masz te pieniądze? – zdziwił się.
– A na co je miałam wydać?
– Bądź poważna, Daisy.
– Zainwestowałam – odparłam. – Zysk pozwoli mi zwrócić ci pieniądze.
Pokręcił powoli głową, jakby nie wierzył, że mogę być aż tak sprytna i tak odważna, by prosić go o unieważnienie małżeństwa. A jednak byłam i odczuwałam z tego powodu wielką dumę.
– Nie chcę unieważnienia.
– Współczuję, ale będziesz musiał się z tym pogodzić.
Jego oczy zalśniły niebezpiecznym błyskiem. Wiedziałam, że nie powinnam go prowokować, ale nie stać mnie było w tym momencie na kluczenie.
– Nasza umowa była jasna, Matteo. Mogę unieważnić ślub, kiedy tylko zechcę, jeśli zwrócę ci pieniądze. Nie sądziłeś, że to zrobię, ale tak właśnie jest.
– Unieważnienie nie jest mi na rękę.
– Och, najdroższy – drażniłam się. – Tak mi przykro.
– Przestań, Daisy.
– Wywiązałam się z umowy, czas na ciebie.
– To śmieszne. Co zrobisz, gdy unieważnimy małżeństwo? Dokąd pójdziesz?
– Zamierzam zostać na wyspie.
– Co? – Gapił się na mnie z niedowierzaniem. – Na pewno nie w moim domu!
– Nie, oczywiście, że nie. Wynajmę dom w wiosce.
Już upatrzyłam sobie mały domek o białych ścianach z jedną sypialnią.
– Skoro zamierzasz zostać na Amanos, to nie możesz wciąż być moją żoną? – Nie odpowiedziałam, a jego oczy zwęziły się w szparki. – Spotkałaś kogoś? Masz romans?
– Nie jestem tobą.
Przygody miłosne Mattea były ulubionym tematem tabloidów.
– Nie? Czyli nie masz romansu z kimś z wyspy? – dopytywał.
Wyglądał na wściekłego, co nie było w porządku wobec mnie.
– Nie, nie mam.
– Ale chciałabyś mieć?
– Nie. Już mówiłam, że nie jestem tobą i nie interesuje mnie ten rodzaj związku.
– A jaki cię interesuje?
Pokręciłam głową.
– Porozmawiajmy o unieważnieniu.
– Muszę wiedzieć, dlaczego tak ci na tym zależy.
– Nie, nie musisz.
– Muszę – nalegał.
– Matteo, przestań.
– Nie chodzi o faceta… – myślał na głos. – W takim razie, o co? Co się stało?
Do głowy mu nie przyszło, że może chodzić o prawdziwą miłość. Pewnie nie wierzył, że ktoś mógłby mnie chcieć. Najwyraźniej dla niego byłam zupełnie pozbawiona jakichkolwiek zalet, które czyniłyby ze mnie interesującą kobietę.
– Mam dwadzieścia sześć lat, Matteo. Pewnego dnia chciałabym prawdziwego małżeństwa i prawdziwej rodziny.
Słyszałam tęsknotę w swoim własnym głosie i wydawało mi się, że on też to usłyszał. Dziecko… tego pragnęłam najbardziej w świecie. Własnej rodziny, której nigdy nie miałam. Oczywiście marzyłam też o mężu, ale jego wizerunek póki co był dość mglisty.
– Rodziny? – Popatrzył zaskoczony. – Chcesz mieć dzieci?
– Tak, dzieci, męża. Większość ludzi tego chce. Ty nie?
Milczał przez moment.
– Pewnego dnia potrzebowałbym ewentualnie dziedzica. Następcy.
– Sam widzisz. Oboje potrzebujemy czegoś więcej niż tylko małżeństwa z nazwy. Unieważnienie przysłuży się nam obojgu.
– Mówiłem ci już, że dla mnie to nie jest dobre rozwiązanie.
– Z powodu twojego dziadka?
– Tak. Dopóki żyje, musimy pozostać małżeństwem, o czym doskonale wiesz.
– To miało trwać najwyżej dwa lata.
– Tyle dawali mu lekarze. Już powinien nie żyć.
Zadrżałam, bo te słowa w jego ustach zabrzmiały wyjątkowo bezdusznie. Matteo zaklął pod nosem i obrócił się, przeczesując ręką ciemne jak atrament włosy. Zmierzwione dodawały mu chłopięcego uroku. Poza tym nie było w nim nic uroczego. Matteo był niebezpieczny, twardy, silny i charyzmatyczny. Pewnie dlatego ciągnęło mnie do niego w jakiś irracjonalny sposób. Zupełnie jak ćmę do ognia, tyle tylko, że wiedziałam, czym to grozi. Był to jeden z powodów, dla którego chciałam unieważnienia.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel