Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Sekrety Las Vegas / Bojąc się namiętności
Zajrzyj do książki

Sekrety Las Vegas / Bojąc się namiętności

ImprintHarlequin
Liczba stron320
ISBN978-83-291-2404-1
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329124041
Tytuł oryginalnySecrets, Vegas StyleTemptation on His Terms
TłumaczDominika GłowaKatarzyna Ciążyńska
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-01-27
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Sekrety Las Vegas" oraz "Bojąc się namiętności", dwa nowe romanse Harlequin z cyklu HQN GORĄCY ROMANS DUO.

Dominik pielęgnuje swą opinię bogatego kobieciarza, by w tajemnicy pomagać w ucieczce żonom przemocowych mężów. Piękna, pełna życia Meredith, która zawsze była jego utrapieniem, chce napisać artykuł o tych kobietach, ale nie uzyskuje jego zgody. Gdy wpada rozzłoszczona do klubu Dominika w Vegas, napięcie między nimi sięga punktu wrzenia. Dotąd żadne nie odważyło się okazać drugiej stronie, że jej pragnie do szaleństwa...

Dex Hunter, szef studia filmowego w Los Angeles, przyciąga kobiety niczym magnes. Shelby także nie jest w stanie oprzeć się jego urokowi. Bojąc się ulec namiętności, ucieka do swego rodzinnego miasteczka w Oklahomie. Dex, zakochany w niej bez pamięci, rusza za nią. Tam, z dala od plotkarskiego Hollywood, dają się ponieść zmysłom...

Fragment książki

 

Dominik Mercado poczuł, że zapiekł go policzek. Ale to chyba normalne, skoro właśnie dostał w zęby. Pewnie wiele razy już na to zasłużył. Jednak – co całkiem dziwne – dziś doszło do tego po raz pierwszy. Co zirytowało go z dwóch głównych względów.

Przede wszystkim – tym razem wcale nie zrobił nic złego. Po drugie – cios zadała mu Meredith Forrester. Piękna, pełna życia, rudowłosa Meredith, która od zawsze była jego zmorą.

Jej oczy lśniły złością, rozczarowaniem i oburzeniem. Widać było, że przyszła do klubu w bojowym nastroju. Co nie powinno go intrygować, a jednak nie mógł potraktować tego obojętnie. Zwłaszcza że nie miał z nią kontaktu od mniej więcej dwóch lat.

Tym bardziej nie rozumiał, czym zasłużył sobie na takie powitanie. Ostatecznie nie ma to znaczenia. Choć uwielbiał potyczki z Meredith, która miała ostry język, dziś zajmowały go ważniejsze sprawy. I już się ze wszystkim spóźniał, bo wpadł na dobrego znajomego, Graya Lockwooda.

Zamiast odpowiedzieć agresją na agresję, wykrzywił powoli usta w porozumiewawczym uśmiechu.

– Też się cieszę, że cię widzę, Meredith.

– Nie marnuj na mnie swoich dobrych manier. Znamy się, odkąd byłeś pryszczatym nastolatkiem.

Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Ta kobieta to prawdziwy żywioł. Pod wpływem jej energii aż zapłonął w środku. Jak za każdym razem, kiedy się zbliżała. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, już dawno by ją uwiódł.

Ale tu chodzi o Meredith, najlepszą przyjaciółkę jego siostry. Zakazany owoc.

– Widzę, że nic się nie zmieniłaś. Dalej nie umiesz się bawić.

Meredith machnęła ręką.

– Jeśli plotki są prawdziwe, ty też.

Biorąc pod uwagę, że prowadził popularny nocny klub Excess w Las Vegas i obracał się wśród śmietanki towarzyskiej, mogła mieć na myśli wszystko. Tabloidy ciągle łączyły go to z jedną, to z drugą celebrytką. Tylko połowa tych historii była prawdziwa. Nie potrafił sobie jednak wyobrazić, która tak bardzo zdołałaby ją rozwścieczyć.

Meredith unikała Excess jak ognia. Była ponad to.

Przysunął się bliżej i z rozmysłem przejechał wzrokiem po obcisłej srebrnej sukience, która ją otulała.

– Nie obchodzi mnie, co słyszałaś. Nie jesteś już małą dziewczynką i powinnaś być ponad plotki.

Manewr, który miał sprawić, by poczuła się nieswojo, odniósł przeciwny skutek. Tego wieczoru Meredith idealnie pasowała do tłumu bogatych imprezowiczów, których zwykle przyciągał klub. Jej sukienka przypominała płynny metal, w którym odbijało się światło przenikające przez ciemność wokół. Muskała górną część ud, pozostawiając resztę nóg odkrytą niczym kuszące zaproszenie.

Którego nie mógł przyjąć.

Odepchnęła go od siebie.

– Uwierz, że nie bawię się w plotki, Nik. Ale nic dziwnego, że nie traktujesz mnie poważnie. Jak zawsze.

Dominik się roześmiał.

– Ty jesteś poważna za nas dwoje.

Nie miał wątpliwości, że zawsze przestrzegała zasad. Była uosobieniem doskonałości i kontroli.

Nie potrafił sobie wyobrazić, jak można tak żyć.

– I na tym właśnie polega twój problem, złotko. – Ujął między palce miedziany kosmyk jej włosów. – Nie umiesz się bawić.

Gwałtownie uniosła głowę, wyrywając włosy z jego dłoni.

– Umiem. Po prostu nie interesuje mnie zabawa z tobą.

Cofnął się, ignorując energię, która między nimi wibrowała. A więc Meredith nie chce mieć z nim nic wspólnego. Zawsze była inteligentna.

– Tym, co mnie interesuje, są za to pogłoski, że twój klub jest zaangażowany w handel żywym towarem.

Cholera. Spodziewał się wszystkiego, tylko nie tego. Powstrzymał się od reakcji. Miał w tym doświadczenie. Lata spędzone z ojczymem, który znęcał się nad nim psychicznie i fizycznie, nauczyły go ukrywać prawdziwe uczucia. Wiedział, że nie ma sensu jej czarować – zamiast tego postawił na bezpośredniość.

– Myślałem, że umiesz odróżnić kłamstwo od prawdy.

Jej oczy zalśniły, a pełne usta zacisnęły się w linijkę.

– Umiem, umiem. Mam dowód. Dowód, który media przyjmą z pocałowaniem ręki.

Boże. Meredith Forrester była szychą w dziennikarskim świecie. Jej kariera rozkwitła kilka lat temu, gdy zdemaskowała aferę korupcyjną, w którą zaangażowany był sam wiceprezydent, a następnie nagłośniła skandal z molestowaniem, który wstrząsnął branżą muzyczną.

Dowody, które posiadała, musiały być na tyle mocne, że odważyła się skonfrontować z nim w Excessie. Dominik zawsze wiedział, że jego dobre uczynki nie pozostaną bezkarne. Ale dzisiaj nie był na tę karę gotów.

Ani na to, by uczestniczyła w niej Meredith.

To był najgorszy czas na coś takiego. Bo właśnie zamierzał dodać kolejne nazwisko do listy zaginionych młodych kobiet. Wcale nie dlatego, że uczestniczył w handlu żywym towarem, ale dlatego, że razem z Grayem Lockwoodem i Andersonem Stone’em pomagał w ucieczce ofiarom przemocy.

Dzisiaj pomagali zniknąć Tessie. I – mimo komplikacji – miał zamiar zrobić wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. A jeśli Meredith puści cynk mediom, jutro nie będzie w stanie pomóc już nikomu.

Teraz przysunęła się bliżej i warknęła:

– Masz pojęcie, jak zareaguje twoja siostra? Będzie załamana.

Aż ścisnęło go w żołądku. Jego siostra będzie nie tylko załamana, ale wściekła. Przynajmniej dopóki on jej wszystkiego nie wyjaśni. Niestety, oboje mieli doświadczenie w radzeniu sobie z przeciwnościami losu.

– Już wydałaś na mnie wyrok?

Ciche warknięcie, które wydobyło się z ust Meredith, sprawiło że po jego plecach przebiegł dreszcz.

– Jestem dziennikarką, nie sędzią. Ale jeśli mam rację, niedługo staniesz przed sądem.

Miał ochotę zanurzyć dłonie w jej miedzianej grzywce, przyciągnąć do siebie i uciszyć pocałunkiem. Chciał wchłonąć emanujące od niej ciepło, poznać smak jej opryskliwości i samokontroli. Nawet teraz nie mógł się oprzeć, by napsuć jej trochę krwi. Od dawna jej pragnął. Na szczęście miał lata doświadczenia w trzymaniu rąk przy sobie. Ostatnie, czego potrzebował, to zadrzeć z perfekcyjnie surową przyjaciółką siostry.

Meredith potrząsnęła głową.

– Wiedziałam, że jesteś zadufanym w sobie dupkiem, któremu zależy tylko na zabawie. Ale to… Nie sądziłam, że jesteś zdolny do czegoś takiego.

Równie dobrze mogłaby go kopnąć w krocze. Jej słowa zabolały o wiele mocniej niż cios w szczękę. Próbując odzyskać równowagę, nabrał powietrza w płuca. Mimo okoliczności musiał walczyć z sobą, by zignorować wyrazisty słodki zapach jej perfum.

– Choć świetnie się bawię… Nie, to nie tak. Choć strasznie się nudzę, doceniam, że martwisz się o moją siostrę. Na pewno będzie szczęśliwa, kiedy dowie się, że się za nią wstawiasz. Ale nie mam czasu na kolejną scenę. Klub na mnie czeka. – I ofiara przemocy.

Powinien był odwrócić się i odejść, ale nie mógł się powstrzymać – musiał jej dotknąć. Przejechał dłonią wzdłuż ramienia Meredith aż do łokcia. Jej skóra była miękka i ciepła. Zadrżała. Wiedział, że będzie miała sobie za złe tę reakcję, lecz nic go to nie obchodziło. Potrzebował teraz od niej czegoś innego niż wrogość.

Nie po raz pierwszy grali w tę grę. Pocałował ją w policzek, jakby byli dobrymi przyjaciółmi, i mruknął:

– Daj znać barmanom, że twój rachunek jest na koszt klubu. – Odsunął się i obdarzył ją złowieszczym figlarnym uśmiechem, którego nauczył się w wieku piętnastu lat. – Tylko nie rób niczego, czego ja bym nie zrobił.

„Nie rób niczego, czego ja bym nie zrobił”. Meredith parsknęła. W takim razie niewiele jej zostało. Szczególnie jeśli to, co słyszała, było prawdą.

Miała szczerą nadzieję, że nie.

Znała Dominika całe lata, od czasów prywatnego liceum, do którego chodziły razem z Annalise. I choć nigdy za nim nie przepadała, zawsze rozumiała, dlaczego ludzie – a zwłaszcza kobiety – do niego lgną. Był uosobieniem uroku. Czarujący i obyty. Wiedział, jak wywołać uśmiech na twarzy innych. Był ekspertem od zabawy. Na niej zresztą zbudował całkiem dochodowy biznes.

Lubił flirtować. Potrafił sprawić, że ludzie czuli się przy nim wyjątkowo. Dobrze znała jego sztuczki, a jednak sama czasem ledwo potrafiła mu się oprzeć.

Szczerze mówiąc, nie miała pewności, że to była tylko gra. Dominik zdawał się autentycznie lubić towarzystwo innych i zarażać ich uśmiechem.

Jednak nie byłoby bezpiecznie dać się wciągnąć w ten jego udawany świat. Wiedziała, że to nie jest rzeczywistość. Rzeczywistość to brudna i często okrutna prawda, którą wyciągała na światło dzienne w reportażach. Rzeczywistość to brak możliwości opłacenia idiotycznie wysokiego czesnego za liceum, w którym znalazła się tylko dlatego, że jej mama była nauczycielką. Rzeczywistość to dorastanie ze świadomością, że musiała być piątkową uczennicą, aby dostać stypendium i móc pójść na studia, bo jej mamy nie było na to stać. Poczucie obowiązku, odpowiedzialności i presji to wszystko, co znała.

Dominik Mercado nie miał takich problemów. Stanowił ucieleśnienie pokusy. Dobrze wiedziała, co kryło się pod powierzchnią, choć czasem łatwo było o tym zapomnieć. Nie sądziła jednak, że jest w stanie posunąć się tak daleko. Mimo to dowody, które ktoś przesłał jej wraz z anonimowym mejlem, wskazywały na to, że się myliła.

Były przytłaczające. Ale handel żywym towarem?

Przyszła dziś do Excessu, by uzyskać jakieś wyjaśnienie. Może ktoś go wrabia? Może nie wie, co dzieje się w jego klubie? Wystarczyło jednak, że na niego spojrzała, a rozczarowanie zamieniło się w nieoczekiwaną furię. Żałowała, że dała się ponieść emocjom i go spoliczkowała.

Jego obojętna reakcja nie napawała optymizmem. Czarujący uśmiech ani na moment nie zniknął z jego twarzy, co tylko wzmocniło jej obawy.

Nigdy nie cieszył się dobrą opinią. Od zawsze kpił sobie z zasad. Był typem, który organizował imprezy na terenie szkoły, bo tylko tam dało się pomieścić całe grono uczniowskie. A przecież nie chciał, by kogoś ominęła dobra zabawa.

Dziś też słynął z wystawnych przyjęć i skandali. Jego nazwisko ciągle pojawiało się na plotkarskich blogach. Excess był bardzo popularnym klubem, do którego zaglądała cała śmietanka towarzyska.

To wszystko było dla niego jak gra, której nauczył się już jako dzieciak. Meredith rozumiała, skąd brała się jego niechęć do zasad, ale nadal nie potrafiła jej znieść.

Może wreszcie przekroczył granicę, nieświadomie się w coś zaangażował? Niewykluczone.

Choć nie miała o nim dobrego zdania, nie nazwałaby go złym człowiekiem. Aż do dziś. Odkąd dostała ten anonimowy cynk, miała wrażenie, że nosi kamień w sercu. Zrobiło jej się niedobrze.

Skąd taka emocjonalna reakcja?

Jasne, Annalise to jej najlepsza przyjaciółka. Może spróbować uchronić ją przed tymi wieściami przez może kilka dni, ale groźba dołączona do mejla brzmiała jasno – jeśli ona nie nagłośni sprawy, zrobi to ktoś inny.

Annalise zawsze idealizowała Dominika. Nawet jeśli Meredith nie rozumiała ich relacji, nie mogła zaprzeczyć jej istnieniu. Jasne, martwiła się o przyjaciółkę.

Ale to nie wyjaśnia, dlaczego tak zareagowała.

Potrząsnęła dłonią, która ciągle piekła od uderzenia. Zdawała sobie sprawę, że przesadziła. Jej zachowanie jest nie do zaakceptowania. Nie żeby ruszyło jakoś Dominika.

Zawsze potrafił zajść jej za skórę. Uwielbiał ją prowokować – głównie dlatego, że mógł. Działał na nią jak płachta na byka. Choć przed całym światem udawał, że nic go nie obchodzi, wiedziała, jak ważna jest dla niego Annalise.

Za nic miał konsekwencje, co doprowadzało ją do szału, bo strach przed konsekwencjami rządził całym jej życiem. Nie mogła pozwolić sobie na nonszalanckie podejście do rzeczywistości. Nie miała bogatego ojca, który w każdej chwili byłby gotów wyciągnąć ją z tarapatów. Nie miała po swojej stronie pieniędzy i władzy. Dla niej najmniejsze potknięcie mogło oznaczać utratę stypendium, szkoły, reputacji, a teraz nawet pracy.

Miała ochotę na drinka, ale to nie byłoby chyba najrozsądniejsze rozwiązanie. Excess i tak nie jest miejscem dla niej. Głośne pulsowanie muzyki wwiercało jej się w mózg, nasilając ból skroni.

Ruszyła do drzwi, przedzierając się między stolikami i wirującymi ciałami pięknych i niestrudzonych. Ignorowała wszystkich wokół, gdy nagle ktoś złapał ją za rękę.

– Dokąd zmierzasz, piękna dziewczyno?

Zaskoczone spojrzenie Meredith powędrowało ku twarzy nieznajomego. Był przystojny, ale od razu domyśliła się, co to za typ. Drogi garnitur, krzykliwy zegarek, ekstrawaganckie buty. Pijany i arogancki. Dlatego właśnie nie odwiedzała tego klubu.

Irytacja szybko zastąpiła szok. Meredith spróbowała uwolnić się z uścisku, ale palce idioty tylko zacisnęły się na jej ramieniu.

– Puść mnie.

– Nie bądź taka, moja piękna. Chcę tylko pogadać. Kupić ci drinka?

Jego plączący się język wzmógł w niej obrzydzenie.

Mężczyzna przyciągnął ją bliżej. Po ciele Meredith przebiegł dreszcz strachu, ale nie zamierzała mu ulec. W klubie bawiły się były tysiące osób, a ten dupek był po prostu zbyt pijany i arogancki, by zrozumieć aluzję.

Musi być bardziej bezpośrednia. Sięgnęła do jego krocza, zamierzając ścisnąć go za przyrodzenie i udzielić reprymendy. Ale nie zdążyła. Bo zamiast tego inna dłoń splotła się z jej palcami.

Znów poczuła dreszcz. Ktoś objął ją w talii i przyciągnął do ciepłego, silnego męskiego torsu.

– Nie to miałem na myśli – wyszeptał Dominik. Na jej szyi i piersi pojawiła się gęsia skórka. – Jesteś niesamowita. Nie potrafisz wytrzymać pięciu minut bez jakiejś awantury?

Do mężczyzny naprzeciwko rzucił:

– Następnym razem trzymaj ręce przy sobie.

Pijany gość zaczął bełkotać coś w ramach żałosnego usprawiedliwienia. Dominik go zignorował i skinął na ochroniarza.

– Proszę, wyprowadź tego dżentelmena na zewnątrz.

– Miałem wrócić z kolegami…

Dominik wzruszył ramionami.

– Zamów taksówkę. Albo im wytłumacz, dlaczego musieliśmy cię wyrzucić. Twój wybór.

Ochroniarz wskazał mężczyźnie drogę.

Meredith patrzyła, jak nieznajomy lustruje go wzrokiem, oceniając swoje skądinąd marne szanse.

Spodziewała się, że Dominik ją puści, kiedy tylko ten idiota zniknie w tłumie, ale tak się nie stało. Zamiast tego utknęli w bezruchu pośrodku chaosu klubu.

Dominik przyciągnął ją do siebie bliżej. Zamarła – tylko jej serce dudniło jak szalone, a klatka piersiowa falowała od ciężkiego oddechu. Bała się poruszyć. Nie dlatego, że się bała. Ale dlatego, że bliskość Dominika była przyjemna.

Co wcale jej się nie podobało.

Z jednej strony żałowała, że nie może na niego zerknąć, lecz z drugiej cieszyła się, że nie widzi teraz jego twarzy. Wolała nie wiedzieć, że jest na nią zły – do czego miał prawo – bo nie chciała go przepraszać. Wolała też nie widzieć tej sławnej miny uwodziciela – którą opanował dawno temu – bo nie była pewna, czy zdołałaby się jej oprzeć.

A znienawidziłaby się, gdyby mu uległa. Tyle razy była świadkiem jego mistrzowskiej manipulacji, że nie mogła dać się nabrać. To wszystko nie jest prawdziwe. Tu nie chodzi o nią. Choć gdzieś w głębi duszy chciałaby, by tak było.

Dłoń Dominika prześliznęła się powoli po jej brzuchu, po czym obrócił ją ku sobie. Jego wcześniejszy ton ociekał erotyzmem, ale wyraz twarzy zdradzał coś innego. I nie rozumiała, dlaczego tak ją to rozczarowało.

– Wszystko w porządku?

Spróbowała przypomnieć sobie, jaka była na niego wściekła, gdy tu weszła. Niestety, cała jej złość uleciała.

– Tak. Poradziłabym sobie sama. Jestem dużą dziewczynką.

Zacisnął zęby i zmrużył oczy. Przechyliła głowę na bok, zdumiona jego gniewem.

– Jesteś za mądra, żeby mówić coś tak głupiego. Wiesz dobrze, jak niewiele trzeba. Ile zrobiłaś reportaży o gwałtach? O morderstwach?

– Za dużo.

Otworzył i zamknął usta. Potrząsając głową, dorzucił:

– Nie mam na to teraz czasu. I cofam to, co powiedziałem. Koniec zabawy na dziś. Zbieraj się.

– Wyrzucasz mnie?

– Nie mam czasu cię dziś niańczyć.

– Od dawna nie potrzebuję niańki.

Wezwał kolejnego członka ochrony – tym razem wysoką i szczupłą kobietę od stóp do głów ubraną w czerń. Była przepiękna, miała złotą skórę i ciemnobrązowe oczy, przed którymi nic nie było się w stanie ukryć.

– Odprowadź panią Forrester do jej pojazdu.

Teraz to ona mruknęła coś bez sensu, co zirytowało ją jeszcze bardziej. Zwykle świetnie radziła sobie ze słowami. W końcu na tym opierała się jej kariera.

Tego wieczoru Dominik zostawia ją po raz kolejny. Znów poczuła złość. Miała ochotę krzyknąć coś do niego, wiedziała jednak, że tylko by się upokorzyła, a i tak nic by nie osiągnęła. Posłusznie ruszyła więc za kobietą. Nie chciała kolejnej sceny.

Poza tym – po co miałaby tu zostać?

Wkrótce znalazła się za kierownicą SUV-a. Posiedziała przez kilka minut w ciszy, zanim uruchomiła silnik i opuściła zatłoczony parking. Wiedziała, co musi teraz zrobić, choć nie miała na to ochoty.

Fragment książki

Shelby Scott patrzyła oburzona na dwie osoby, które przed sławnym hotelem robiły z siebie widowisko. Dex Hunter całował kobietę, która reagowała z wyjątkowym entuzjazmem. Blask bijący od jej lśniącej sukni mógłby w czasie sztormu zastąpić latarnię morską. Pewnie to aspirująca gwiazdka, pomyślała Shelby, zważywszy, że Hunter był właścicielem studia filmowego.

Gdy spotkali się wcześniej tego dnia, a ona niechcący oblała go kawą, obiecała sobie, że kelnerowanie będzie wyłącznie tymczasowym rozwiązaniem. Przyjechała do Kalifornii z postanowieniem szukania posady niani. Miała już doświadczenie w tej pracy i lubiła dzieci. Jeżeli szczęście jej dopisze, Hunter ją zatrudni.

Potrzebował opiekunki dla małego przyrodniego brata, który miał go odwiedzić. Gdy dowiedział się, że Shelby chce być nianią, i odkrył, że przeczytała książki z ulubionych serii brata, a co więcej, odróżnia stegozaura od T.rexa, sprawiał wrażenie zainteresowanego. A ponieważ rano się spieszył, umówili się na wieczór.

Jednak to kiepskie przedstawienie, którego Shelby była świadkiem, zniweczyło szansę na współpracę. Kiedy z Australii przyleci jego pięcioletni brat, Hunter będzie musiał poszukać innego rozwiązania. Shelby miała dosyć mężczyzn w typie Casanovy. W Hollywood czy w Mountain Ridge w Oklahomie, w dżinsach czy szytych na miarę spodniach – wszyscy są tacy sami.

Tamci dwoje wreszcie się od siebie odkleili. Dex przeniósł wzrok i jakby przyciągnął go jakiś radar, spojrzał na Shelby. Emanował pewnością siebie samca, któremu żadna kobieta nie odmawia. Patrzył spod lekko przymrużonych powiek. W świetle latarni jego jasnobrązowe oczy można by wziąć za oczy lwa, inteligentnego i potencjalnie groźnego.

- Przyszła pani wcześniej – zauważył, poprawiając kołnierzyk.

- Przyszłam zgodnie z umową. Czy ma pan zwyczaj robić z siebie widowisko? – zapytała.

Dex ściągnął brwi, a potem, gdy się zorientował, o czym Shelby mówi, zerknął przez ramię i się uśmiechnął.

- Prawie się na mnie rzuciła, co?

- Och, a pan nie czuje się za to odpowiedzialny.

Dex spojrzał ostrzej, potem palcami przeciągnął po wargach. Kiedy opuścił rękę, jego uśmiech znikł.

- Źle. Zacznijmy od nowa.

- Niczego nie zaczniemy.

Odwróciła się i szybkim krokiem ruszyła do najbliższego przystanku autobusowego. Była w Los Angeles od dwóch tygodni. Poza krótkim pobytem przed laty w Oklahoma City dotąd nie opuszczała rodzinnego miasta. Wymyśliła sobie Kalifornię z powodu starego ukochanego filmu, którego bohaterka właśnie tu odnajduje szczęście. Teraz, gdy poczuła się znów samotna, zatęskniła za domem, za tym, co znane. Mountain Ridge to jej całe życie i wspomnienia – w większości dobre.

Niektóre bardzo złe. To przez nie obiecała sobie, że będzie się trzymać z dala od Mountain Ridge, że będzie silna. Nie zamierzała znosić pełnych litości, a nawet dezaprobaty spojrzeń ludzi, których od zawsze znała. Jeśli ktoś twierdził, że uciekła, jeśli znalazł się ktoś, kto śmiał sugerować, że stchórzyła… cóż, do diabła z nim.

Usłyszała za sobą kroki, a chwilę później Dex Hunter zablokował jej drogę.

- Obiecała pani zjeść ze mną kolację i porozmawiać o mojej propozycji.

- Jeżeli tak zachowuje się pan w miejscach publicznych, nie chcę wiedzieć, do czego posuwa się pan w czterech ścianach, w obecności, czy nie, niewinnego małego chłopca. Nie będę w tym uczestniczyć.

- Ta kobieta to moja koleżanka.

- Chyba bliska?

- Żegnaliśmy się.

- Może pochodzę z prowincji, ale nie urodziłam się wczoraj. To nie były koleżeńskie objęcia.

- Bernice za dużo wypiła – wyjaśnił, doganiając ją. – Była umówiona ze znajomymi i chciała, żebym jej towarzyszył. Powiedziałem, że mam inne plany. – Podrapał się w ucho. – Próbowała mnie przekonać.

- A pan strasznie się opierał.

- Mogłaby być moją narzeczoną, ale nie jest.

Na słowo „narzeczona” Shelby poczuła ucisk w piersi. Dex Hunter na szczęście niczego nie zauważył.

- Mnie się to nie podobało. – Nie podobały jej się uczucia, jakie to w niej wzbudziło. Poczuła się bezbronna i zażenowana. – Proszę zadzwonić do agencji opiekunek. I niech pan zetrze z policzka szminkę.

- Po południu sprawdziłem pani referencje – odrzekł. – Rozmawiałem z paroma osobami przez telefon.

Spojrzała na niego, szeroko otwierając oczy.

- W kawiarni – podjął, wycierając chusteczką policzek – wspomniała pani dwa miejsca, w których pani pracowała. Ludzie wypowiadali się na pani temat w superlatywach. Zwłaszcza pani Fallon z przedszkola. Powiedziała, że z chłopcami ma pani świetny kontakt.

- W dzieciństwie wolałam rzucać lassem niż bawić się lalkami – przyznała, mając w głowie gonitwę myśli.

Nie była zła, że ją sprawdzał, ale zastanawiała się, z kim jeszcze rozmawiał i co usłyszał.

- Od pół roku nie widziałem brata – dodał – ale założę się, że jest pełnym energii dzieciakiem. Polubi go pani. – W jego oczach pokazał się uśmiech. – Wszyscy go lubią.

Okej, była ciekawa. Czy chłopiec siedział już w siodle? Lubi warcaby czy bejsbol? A może woli klocki?

Nic jednak nie mogło wymazać sceny, której była świadkiem. Ładna mi koleżanka!

- Znajdzie pan kogoś.

- Chcę panią.

- Proszę, niech pan już wraca do swojej…

W połowie zdania obejrzała się i zamarła. Bernice właśnie rzuciła się na szyję innemu mężczyźnie. Kiedy ten ją odsunął, zachwiała się i rozpłakała. Podbiegły do niej dwie kobiety i odprowadziły ją na bok.

- W zeszłym tygodniu zerwał z nią narzeczony – odezwał się Dex. – Znam go od lat. Nie należy do tych, którzy się żenią. Zdaje się, że dzisiaj Bernice chciała coś światu udowodnić. I sobie. Chociaż nie musiała. Zawsze była za dobra dla Maca.

Shelby współczuła tej kobiecie. Ból i rozpacz mogą człowieka doprowadzić do niepotrzebnych czynów, które z perspektywy czasu wydają się bez sensu, a cofnąć ich się nie da.

- Niezależnie od tego, jaką decyzję pani podejmie w sprawie pracy – ciągnął Dex – zapraszam na kolację. Cały dzień obsługiwała pani innych. Na pewno jest pani głodna, a ja konia z kopytami bym zjadł.

Shelby uśmiechnęła się niechętnie.

- Pewnie pani Fallon wspomniała o moim apetycie.

Dex zaśmiał się ciepło, a ona poczuła się tak miło jak w ogrzewanym basenie. A może tak niepewnie, jakby pod nogami miała ruchome piaski?

- Tate też ma niezły apetyt – oznajmił. – Zwłaszcza na cheeseburgery.

Dex Hunter był czarujący i przekonujący. Niebezpieczna kombinacja, mimo to…

- Chyba mogę zjeść z panem kolację – oświadczyła. – Ale każdy płaci za siebie.

- Nie ma potrzeby.

- Nalegam.

Dex zrozumiał przekaz Shelby zawarty w jej słowach i spojrzeniu. Zje z nim kolację, może nawet odpowie na kilka pytań. On z kolei, skoro wyjaśnił nieporozumienie z Bernice, nie widział powodu, by nie wrócili do negocjacji, choć nie był przekonany, że Shelby tak samo to postrzega. W jednym miała rację: większość osób zadzwoniłaby do najlepszej agencji niań w mieście, by zaoszczędzić sobie kłopotu. Ale instynkt mu mówił, że Shelby jest właściwą osobą do opieki nad chłopcem, który znaczył dla Dexa więcej niż ktokolwiek inny.

Ktoś chciał skrzywdzić ich ojca, magnata medialnego Guthriego Huntera. Próbowano zepchnąć z drogi jego samochód, strzelano do niego. Podczas ostatniej napaści Tate towarzyszył ojcu i omal nie został porwany. Dopóki winny nie zostanie znaleziony i ukarany, chłopiec potrzebuje schronienia.

Kiedy Dex zastanawiał się nad idealnym miejscem na kolację, zadzwoniła jego komórka. Gdy ją zignorował, Shelby powiedziała:

- Może to coś ważnego.

- Idziemy na kolację.

- Tam, skąd pochodzę, nieuprzejmie jest ignorować dzwonek telefonu czy pukanie do drzwi.

Spojrzał w jej szczere zielone oczy. To nie pora, by mówić, że w Los Angeles ludzie stale ignorują dzwonek telefonu. Nacisnął przycisk Odbierz.

- To nie działa – zaczął bez wstępów scenarzysta Rance Loggins. – Chcesz, żeby Jada skonfrontowała się z Pete’em na ślubie, a moim zdaniem nie powinna. To zbyt oczywiste.

- Prześpij się z tym. Wymyśl coś innego.

- Myślałem, że mam to skończyć

Dex zerknął na Shelby w różowej sukni – połączenie anioła i kusicielki.

- Dex? – Rance wyrwał go z myśli. – Jesteś tam?

- Wpadnij do biura…

- Jutro na tydzień wyjeżdżam. To kluczowa scena. – Rance usłyszał westchnienie Dexa. – Powtarzam twoje słowa. Tylko to nas wstrzymuje.

Najnowszą produkcję Hunter Productions, „Łatwą ofiarę”, obejrzała w pierwszy weekend rekordowa liczba widzów. Był to film akcji z udziałem jednej z najbardziej kasowych gwiazd. Dex szykował kolejne filmy, ale z tym, o którym właśnie rozmawiali, wiązał największe nadzieje. Czuł, że to będzie przebój. Spodziewał się nagród.

Znów zerknął na Shelby, a potem na zegarek. Wybiła siódma. Dwa steki, deser, butelka wina, może też coś od niej wyciągnie…

- Będę po dziesiątej – rzekł do Rance’a.

- Zbywasz mnie przez jakąś laskę – stwierdził Rance.

- Nieprawda.

- Myślałem, że zaangażowałeś się w odbudowę firmy. Że zależy ci na tym, żebyśmy odzyskali formę.

Dex znał Rance’a kawał czasu. Uważał go za przyjaciela. Zacisnął zęby i zniżył głos.

- Zapominasz, kto za wszystko płaci.

- Żeby wydać pieniądze, musisz je zarobić.

Dex się rozłączył. Shelby robiła telefonem zdjęcia wystaw słynnych butików na Rodeo Drive.

- Musi pan odwołać kolację, tak? – Stała z telefonem przy twarzy, wciąż robiąc zdjęcia. – Prawdę mówiąc, tak będzie lepiej.

Wsunął kciuki za pasek od spodni. Za nic nie pozwoli jej się wywinąć. Jeśli z jakiegoś powodu Shelby rzuci pracę w kawiarni, już jej nie znajdzie. Ale Rance ma rację. Aż do ostatniego hitu finanse Hunter Productions wyglądały kiepsko. Kiedy Dex przyjechał tu z Australii jako dwudziestopięcioletni chłopak, ówczesny przyjaciel pomógł mu manipulować budżetem. Wiele się nauczył od Joela Chase’a. Spędził przy biurku tyle godzin, że rodzina z trudem by w to uwierzyła.

- Niech pani ze mną pojedzie. Potem coś zjemy.

- Nie podoba mi się to.

- Czemu?

- Na tyle dobrze pana nie znam.

- Nie mam maczugi, Shelby. Nie uderzę panią w głowę i nie zaciągnę nieprzytomnej do jaskini.

Patrzyła mu w oczy z wahaniem. W takim mieście jak LA ostrożność jest uzasadniona. Wahanie świadczyło o jej rozsądku. Dex wyznał szczerze:

- Mój scenarzysta ma problem ze scenariuszem komedii romantycznej. Pracujemy nad sceną kulminacyjną i wszystko nam się wali. Mężczyzna, którego główna bohaterka kiedyś kochała, i który ją oszukał, ma się ożenić z jej przyjaciółką, a ona jest zaproszona na ślub. Jej towarzysz musi się wycofać, więc idzie sama.

Zmarszczka między brwiami Shelby świadczyła o tym, że ją zainteresował.

- Niezdarny kelner wylewa zupę na suknię naszej bohaterki. Ona w poplamionej sukni idzie do toalety, zadając sobie pytanie, po co tam w ogóle przyszła, i wpada na pana młodego.

- I co? – zapytała Shelby, gdy zamilkł.

- No właśnie.

Wrzuciła telefon do torebki. Wiatr zawirował wokół ich stóp, a potem wpadł do torebki Shelby i porwał z niej kartkę, która zatoczyła półkole, zanim opadła na chodnik. Kiedy Shelby się po nią schyliła, podmuch wiatru poniósł kartkę dalej. Niewiele myśląc, zeszła z krawężnika w chwili, gdy jezdnią przemknął lśniący sedan.

Dex rzucił się naprzód. W tym samym momencie poryw wiatru, a może strach, pchnął Shelby z powrotem na chodnik. Straciła równowagę i wpadła na Dexa, który podtrzymał ją w ostatniej chwili. Gdy była w jego ramionach, przyjrzał się jej twarzy. Oczy, okrągłe i przerażone, miały odcień miętowej zieleni z niebieskimi plamkami. Na jednej brwi dojrzał niewielką szramę.

- Chyba jeszcze się nie przyzwyczaiłam do tego ruchu – wykrztusiła.

Chwila nieuwagi i mogłaby skończyć w szpitalu albo gorzej. W głowie jej wirowało i była potwornie spięta. W tej właśnie chwili czuła się jak bohaterka filmu, która znalazła się z dala od domu i przez moment rozkojarzenia mogła stracić życie. Została jednak uratowana przez mężczyznę o jasnobrązowych oczach, który trzymał ją w tej dziwnej pozycji.

Ostrożnie podniósł Shelby, aż się wyprostowała. Poprawiła sukienkę i próbowała uspokoić serce.

- Nic się pani nie stało? – spytał.

- Nie ucierpiało nic poza moją dumą. Czuję się jak idiotka.

Sądząc z zaciekawionych spojrzeń przechodniów, jej wypadek przyciągnął więcej uwagi niż przedstawienie Bernice.

- Ta kartka, która wypadła z torby – zauważył Dex – musiała być ważna.

Shelby sobie o niej przypomniała i serce jej się ścisnęło.

- Ma wartość sentymentalną – odparła.

Podszedł do najbliższej podświetlonej od dołu palmy i pochylił się. Gdy wrócił, trzymał w ręce kartkę, a właściwie zdjęcie. Shelby wstrzymała oddech, wzięła zdjęcie, przycisnęła je do piersi, po czym schowała do torebki, do zapiętej na suwak kieszonki.

- Osoba, którą bardzo szanuję – podjął Dex – mawiała, że sentymenty są niedoceniane.

Choć Shelby miała wrażenie, że to nie pora, by pytać, czyje to słowa, chciałaby to wiedzieć…

- Czy zaproszenie do odwiedzenia pana scenarzysty jest wciąż aktualne?

Twarz Dexa przeciął szeroki uśmiech.

- Będziemy z Rance’em zaszczyceni.

Kilka minut później otworzył jej drzwi czarnego sportowego włoskiego auta. Gdy wśliznęła się na skórzane siedzenie i zapięła pas, silnik obudził się do życia i samochód włączył się do ruchu.

- Często zdarzają się takie problemy ze scenariuszem?

Starała się nie wnikać w motywy swojej decyzji ani nie czuć się zbyt przejęta. Tego dnia tyle się wydarzyło. Nie byłaby zdziwiona, gdyby się obudziła i stwierdziła, że to tylko sen.

- Kiedy człowiek decyduje się zrobić film – Dex zmienił bieg – napotyka na różne wyzwania.

- Wyobrażam sobie wypełniony papierosowym dymem pokój – powiedziała – i faceta, który siedzi u szczytu długiego stołu i jak szalony stuka w klawisze maszyny, podczas gdy drugi krąży wokół z pochyloną głową.

- Maszyny? – Spojrzał na Shelby.

- To chyba trochę staroświeckie.

- Tam, skąd pani pochodzi, wiedzą już, co to jest internet? – zażartował.

- Och, oczywiście. Przywiązujemy krowę do młyńskiego koła, żeby wygenerować dodatkową energię.

Zaśmiał się, a jego ciepły głos miło ją otulił.

- Ja też nie jestem stąd. Wychowałem się w Australii.

- Teraz wiem, skąd ten akcent. Myślałam, że jest pan Brytyjczykiem.

- Australijczycy nie są tacy bladzi.

Omiotła wzrokiem jego skórę. Był naturalnie opalony.

- Australia jest na drugim końcu świata. – Siłą woli oderwała wzrok od jego profilu z orlim nosem. – Co pana tu sprowadziło? Chęć zdobycia sławy i pieniędzy?

Czy od czegoś uciekał? To się zdarza.

- Moja rodzina jest właścicielem Hunter Enterprises.

- Do której należy Hunter Productions, jak rozumiem.

- Moja matka urodziła się niedaleko pani rodzinnych stron. – Samochód skręcił.

- W Oklahomie?

- W Georgii.

- Z przykrością muszę pana poinformować, że Georgia nie jest blisko Oklahomy.

- O rety. Wciąż jestem tu nowy, co?

Z uśmiechem na ustach usiadła wygodniej.

- Wracając do pana historii…

- Moi rodzice poznali się na imprezie Fox Theatre. Tatę ujęła południowa uroda mamy. Miesiąc później się oświadczył.

- Pana ojciec jest romantykiem.

- Kochał mamę. – Uśmiech Dexa zblakł. – Po jej śmierci przed paru laty ożenił się powtórnie.

- Z miłą kobietą?

- On tak uważa.

Znaleźli się na mniej uczęszczanej części drogi, więc Dex dodał gazu. Shelby czekała na jakieś wyjaśnienia na temat macochy, ale milczał. To jednak wiele mówi.

Wkrótce zajechali na szeroki podjazd w ekskluzywnej okolicy. Ciemnowłosy mężczyzna mniej więcej wzrostu Shelby otworzył im drzwi. Gdy ją zobaczył, spojrzenie zza modnych okularów mówiło, że nie jest zadowolony.

Chciała uciec. Została jednak, już nieraz widziała takie spojrzenia i jakoś to przeżyła.

Po wymianie grzeczności i prezentacji Rance Loggins zaprosił ich do środka. Panowie zamienili kilka słów, idąc korytarzem o szklanych ścianach, za którymi pysznił się tropikalny ogród. W pokoju urządzonym meblami z twardego drewna, lśniącej stali i szarej skóry Shelby usiadła na kanapie, a Dex zdjął marynarkę i powiesił ją na oparciu krzesła.

Kiedy zaczął omawiać z Rance’em problematyczną scenę, usiadł niedaleko Shelby. Czy to dlatego, że uratował ją przed upadkiem, czy dlatego, że Rance nie był zachwycony jej obecnością, czuła się bezpieczniej, wiedząc, że Dex jest blisko. Była także nadzwyczajnie świadoma tej bliskości – jego zapachu i ciepła. Jego udo znajdowało się na wyciągnięcie ręki…

 

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel