Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Siła pierwszej miłości
Zajrzyj do książki

Siła pierwszej miłości

ImprintHarlequin
Liczba stron160
ISBN978-83-291-2411-9
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329124119
Tytuł oryginalnyHer Secret Husband
TłumaczIwona Barancewicz
Język oryginałuangielski
Data premiery2026-02-03
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Siła pierwszej miłości" nowy romans Harlequin z cyklu HQN GORĄCY ROMANS.

Heath i Julianne zawarli potajemnie ślub w wieku osiemnastu lat. Potem jednak się rozstali, nie mówiąc nikomu o swym związku. Po wielu latach spotykają się w rodzinnym miasteczku. Heath nadal pożąda Julianne, ale ma dość życia w zawieszeniu. Stawia jej ultimatum: albo da mu rozwód, przed którym od dawna się wzbrania, albo stanie się prawdziwą żoną...

Fragment książki

Wiedziała, że powinna położyć się po takim ciężkim dniu, ale nie czuła się śpiąca. Rano martwiła się pracą i zerwaniem z narzeczonym. Potem zadzwonił telefon i usłyszała tę okropną wiadomość. Wszystkie inne zmartwienia od razu stały się nieważne. Natychmiast spakowała się i wyszła z domu.

Teraz, wiele godzin później, nadal była zdenerwowana. Zwykle w takich chwilach szła do pracowni rzeźbić, ale żadna praca nie mogłaby jej teraz uspokoić.

Zaparzyła herbatę rumiankową. Siedziała przy stole w kuchni, pijąc ją, gdy usłyszała ciche pukanie. Po chwili drzwi otworzyły się i zobaczyła Heatha.

– Co się stało? – Zerwała się z krzesła. – Dzwonili ze szpitala?

Heath potrząsnął głową.

– Nie, wszystko w porządku. Ale nie chciałem, żebyś była tu sama.

Odetchnęła z ulgą. Całe szczęście, że ojcu nic się nie stało. Opadła na krzesło. Po tak frustrującym dniu wolałaby, by nie było przy niej Heatha.

Choć godzinę temu wyszli ze szpitala, wciąż czuła, jak przytula ją do siebie. To był niewinny dotyk, ale na chwilę zamknęła oczy, bo zrobiło jej się błogo.

– Wszystko w porządku.

Położył torbę na podłodze i usiadł.

– Nie. Zostanę tu.

Westchnęła, spoglądając w jego jasnoorzechowe oczy. Heath był zawsze wesoły, uśmiechał się i opowiadał żarty. Ale dziś był zmartwiony. Martwił się nie tylko Kenem. Martwił się o nią. Tak jak zawsze.

Starał się ją chronić. Wiedziała, że zawsze może na niego liczyć. Nie tylko dlatego, że stanowili rodzinę. Dziś jednak nie chciała o tym myśleć.

– Dziękuję. – Nie miała siły się kłócić, a poza tym przyjemnie jest mieć towarzystwo w tym starym pustym domu. Nieważne, co zaszło między nimi przez te wszystkie lata.

Wiedziała, że Heath uszanuje jej granice.

– Dziwnie tu bez mamy i taty – powiedział, rozglądając się po kuchni. – Mama zawsze coś szykowała, a tata majsterkował przed domem.

Nie chciała myśleć o tym, że rodzice nie będą żyć wiecznie. Tata wróci tym razem do domu, ale nadejdzie moment, że tak się nie stanie. Wolała uważać, że są nieśmiertelni. Tak myślała, będąc dzieckiem.

– Napijesz się herbaty?

– Nie, dziękuję.

Szkoda. Przynajmniej miałaby co robić, a tak musi siedzieć i czekać na pytania, które zaraz padną. Nie rozmawiali z sobą tak naprawdę od jedenastu lat, kiedy wyjechali na studia.

Julianne specjalnie unikała tej rozmowy. Nie chciała wracać do przeszłości. Kiedy patrzyła Heathowi w oczy, przypominały jej się rzeczy, o których nie chciała myśleć: pożądanie, niepokój, strach...

– Co się stało z Dannym?

Westchnęła.

– Oboje chcieliśmy czegoś innego. Dla mnie najważniejsze były praca i sztuka. Teraz dobrze mi idzie i chcę kuć żelazo póki gorące. Danny chciał się poważniej zaangażować.

– Oświadczył ci się?

– Tak. – Tyle razy powtarzała mu, że nie interesuje jej małżeństwo i dzieci. Chyba myślał, że po prostu udaje niedostępną. – Odmówiłam mu najdelikatniej, jak umiałam, ale przyjął to bardzo źle. Potem doszliśmy do wniosku, że skoro nasz związek się nie rozwija, to czeka nas stagnacja. Więc się wyprowadził.

Danny był świetnym facetem. Dowcipny, interesujący i seksowny. Z początku nie myślał o stałym związku. Z jej punktu widzenia to było bardzo wygodne. Ona też nie chciała poważnie się angażować. Nie zamieszkaliby nawet razem, gdyby Danny nie musiał szybko znaleźć sobie jakiegoś lokum. Może uznał, że to krok naprzód, podczas gdy tak było oszczędniej i wygodniej.

– Nie chciałaś wyjść za niego?

Potrząsnęła głową z irytacją.

– Nie. A nawet gdybym chciała, co miałam mu powiedzieć, Heath?

Zapadła niezręczna cisza.

– Jules?

– Wolałabym o tym dzisiaj nie rozmawiać. – Wypiła ostatni łyk herbaty i wstała. – Choroba taty, sprawa Tommy’ego, nie mam siły na dalsze sensacje.

– Dobrze, ale spędzimy tu kilka miesięcy, więc musimy o tym porozmawiać. Za długo udawaliśmy, że ten problem nie istnieje.

Wiedziała, że tak będzie, kiedy zdecydowała się wrócić na farmę. Rodzice potrzebowali jej pomocy, więc musiała tak zrobić. Zresztą i tak nie miała gdzie jechać. Sprzedała dom. W przyszłym tygodniu zamknie go i praktycznie zostanie bezdomna. Musiała tu wrócić i załatwić dawne sprawy raz na zawsze.

Spojrzała na miłego i czarującego mężczyznę, który skradł jej serce, kiedy była zbyt młoda i poraniona, by sobie z tym poradzić. Nawet teraz miękki zarys jego ust sprawiał, że robiło się jej gorąco i czuła jakąś dziwną tęsknotę. Od razu przypominała sobie, jak pocałował ją po raz pierwszy w Paryżu. Albo muskał ustami jej szyję, gdy podziwiali kościół Sagrada Familia w Barcelonie.

Rodzice myśleli, że wysyłają dwoje najmłodszych dzieci na pasjonującą wycieczkę po Europie.

Nie mieli pojęcia, jakie uczucia może wzbudzić nagła swoboda i romantyczna sceneria w ich córce i przybranym synu. Heath nie był jej bratem. Znała go, gdy żyli jeszcze jego rodzice, i nigdy nie uważała go za krewnego. Był jej najlepszym przyjacielem. Ale jeśli chciała, żeby był kimś więcej, powinna rozprawić się z przeszłością.

– Dobrze. Kiedy tata poczuje się lepiej, znajdziemy chwilę czasu i porozmawiamy.

Spojrzał na nią tak, jakby jej nie wierzył. Od lat szukała wymówek, by nie podjąć żadnej decyzji. Pewnie myślał, że lubi go dręczyć, ale to nie była prawda. Nie chciała go stracić, ale nie wiedziała też, co z nim począć.

Dawno temu, gdy mieli po osiemnaście lat i byli daleko od domu, Heath jej pożądał. Ona również go pragnęła. Przynajmniej tak myślała. Była młoda i naiwna. Choć rozpalała się, gdy jej dotykał, nie mogła zdecydować się na ostateczny krok.

– Nie mieliśmy czasu, żeby o tym myśleć, kiedy byliśmy na studiach i rozkręcaliśmy firmy – zauważył Heath. – Ale już najwyższy czas. To, co się zdarzyło w twoim związku, oznacza, że nie wolno dłużej zwlekać. Czy ci się to podoba, czy nie, w końcu ty i ja musimy zmierzyć się z faktem, że wciąż jesteśmy małżeństwem.

Postawił sprawę jasno. Ta sytuacja nie może dłużej trwać.

Przez chwilę czekał na odpowiedź, a potem wstał.

– Dobranoc, Jules.

To zrozumiałe, że dziś nie miała siły z nim rozmawiać, skoro ojciec jest w takim stanie. Ale stracił już za dużo czasu. Podniósł torbę i udał się na górę.

Sypialnia znajdowała się naprzeciwko pokoju Julianne, obok wspólnej łazienki. Na palcach jednej ręki mógł zliczyć, ile razy spał w tym domu.

Zabytkowy budynek był piękny, wypełniony starymi meblami i pamiątkowymi bibelotami, ale on czuł się tu jak słoń w składzie porcelany.

Idealnym miejscem dla chłopięcych zabaw w dzieciństwie był pobliski barak. Mogli tam szaleć, bo meble były solidne i nigdzie nie stała zabytkowa porcelana. Podłogi były z drewna, więc nikt się nie bał, że poplami dywan. Mieli wielki telewizor, gry na wideo, stół do piłkarzyków i ogromne zapasy przekąsek i napojów.

Z upływem czasu wiele się zmieniło, ale powrót do domu sprawiał, że wszystko było tak jak kiedyś.

Dziś wyjątkowo Heath chciał przenocować w starym domu ze względu na Julianne. Ale nie powinna uważać, że to słabość z jego strony. Miłość, jaką do niej czuł, ulotniła się w chwili, gdy zatrzasnęła mu przed nosem drzwi do sypialni. I tak okazał wielką cierpliwość. Właściwie był za dobry. Pozwolił jej robić to, co chciała.

Teraz to się zmieni. Nie miał zamiaru jej pobłażać. Choć może to nie będzie dla niej wygodne, zmusi ją do podjęcia decyzji i opuści farmę jako wolny człowiek.

Jedenaście lat małżeństwa bez nocy poślubnej to chyba wystarczający powód, by wziąć odwet.

Wszedł do sypialni i położył torbę na łóżku przykrytym białą kapą. Pokój, tak jak cały dom, był wypełniony antykami, z kwiecistą tapetą na ścianach, koronkowymi firankami, półkami z książkami i zdjęciami w ramkach. Kiedy zdejmował mokasyny Prady, zauważył na ścianie portret w drewnianych rzeźbionych ramach.

To był portret Julianne, gdy chodziła do szkoły podstawowej. Złote włosy miała uczesane w koński ogon, na nosie piegi. Była ubrana w biały golf i różowy kombinezon w szkocką kratę. Dobrze pamiętał ją z tych czasów.

Zakochał się w niej, kiedy po raz pierwszy ją zobaczył. Chodzili razem do czwartej klasy, w której uczyła pani Henderson. Wesoła blondyneczka z warkoczykami i promiennym uśmiechem siedziała obok niego w ławce. Zawsze pożyczała mu ołówki. Były różowe i pachniały truskawkami, ale to mu nie przeszkadzało. Specjalnie zostawiał swój ołówek w domu, by z nią porozmawiać.

Marzył, że kiedyś się z nią ożeni. Sam w to nie wierzył, ale któregoś dnia na boisku go pocałowała. Teraz już wiedział, że musi być jego. Napisał nawet kartkę na walentynki, by zdradzić, co do niej czuje.

Nigdy nie dał jej tej kartki. Kilka dni przed zabawą szkolną jego rodzice zginęli w wypadku. Heath też został ranny. Gdy wyszedł ze szpitala, on i jego brat Xander znaleźli się pod opieką ośrodka rodzinnego.

Potem zamieszkali na farmie z choinkami na skraju miasta, a śliczna złotowłosa dziewczynka, o której marzył, została jego „siostrą”.

Nigdy nie przyjął tego do wiadomości. Mieszkali w tym samym domu, ale ani razu przez dwadzieścia lat nie nazwał jej siostrzyczką. Zwykle zwracał się do niej Jules, a w rozmowach nazywał ją Julianne.

Gdy zamieszkał w Edenie, przestał marzyć o tym, że kiedyś ją poślubi. Julianne nie pocałowała go już nigdy więcej. Przyjaźnili się, to wszystko. Dopiero w szkole średniej, gdy dzieci opuściły dom, coś zaczęło się między nimi zmieniać. Podróż do Europy była momentem przełomowym. Niestety długo się tym nie cieszył.

Po zerwaniu Julianne umawiała się z różnymi mężczyznami, ale te relacje nigdy nie były zbyt poważne. Nie zapraszała swoich chłopaków na farmę. Najpoważniejszy związek łączył ją z Dannym. Heath czasem zastanawiał się, czy ich małżeństwo rozpadło się, bo Julianne nie potrafiła nawiązywać bliskich relacji, czy jej związki nie wytrzymywały próby czasu dlatego, że była już mężatką.

Wyjął kilka rzeczy z torby i zaczął się rozbierać, gdy usłyszał pukanie.

– Proszę! – zawołał.

Julianne otworzyła drzwi i zajrzała do pokoju. Zaczęła coś mówić i urwała, gdy jej wzrok przesunął się na pierś Heatha. Nie poruszył się, choć miał ochotę nabrać powietrza w płuca i wciągnąć brzuch. Ale i tak wyglądał dobrze. Rano uprawiał jogging i podnosił ciężary.

Jako dziecko był zawsze najmniejszy i najwątlejszy, ale to już przeszłość. Był niższy od braci, miał nie więcej niż metr osiemdziesiąt wzrostu, ale prezentował się bardzo dobrze.

Julianne chyba też była tego zdania. Jej delikatne policzki o barwie porcelany się zaczerwieniły. Jeszcze przez chwilę patrzyła na niego z otwartymi ustami.

Gdyby wiedział, jakie wrażenie zrobi na niej jego widok bez koszuli, pokazałby się jej tak już dawno temu. Nic nie wprawiało jej w większe zakłopotanie niż seks. Gdyby jednak starał się postawić na swoim, może teraz byłby szczęśliwie wolny lub rozwiedziony.

Widząc jej reakcję, włożył ręce do kieszeni. Jego spodnie marki Dolce & Gabbana zsunęły się niżej, odsłaniając szlaczek włosów od pępka w dół.

Julianne przełknęła ślinę, spoglądając w bok.

– Przepraszam – wyjąkała. – Nie wiedziałam, że...

– Nie szkodzi. – Uśmiechnął się przebiegle. – Nie jestem wstydliwy. Zresztą widziałaś już mnie bez koszuli.

Potrząsnęła głową, odrzucając włosy na plecy.

– Ale tak nie wyglądałeś – odparła, zakrywając dłonią usta. Zawstydziła się, że powiedziała to na głos.

Heath wzruszył ramionami.

– Nie mam już osiemnastu lat.

Z pewnością byłby równie poruszony, widząc ją teraz bez stanika. Do diabła, rzadko miał okazję widywać ją rozebraną. Czasem wyobrażał sobie, jak może wyglądać, kiedy zdejmie sweter i dżinsy. Chuda osiemnastolatka, którą kochał, stała się bardzo piękną i seksowną kobietą o zgrabnej figurze i wdzięcznych ruchach.

Wciąż stojąc w drzwiach, pokiwała głową, nie patrząc na niego i nie odzywając się.

– Czy potrzebujesz czegoś ode mnie? – spytał wreszcie.

Spojrzała na niego, odzyskując głos.

– Tak. To znaczy nie. Nic nie potrzebuję. Chciałam ci tylko podziękować.

– Podziękować? Za co?

– Za to, że przyszedłeś tu przenocować. Wiem, że wolałbyś śmiać się i rozmawiać z Xanderem i Brodym. Rzadko macie okazję się widywać.

– Widuję ich częściej niż ciebie – odparł bez wahania.

To prawda. Jako dzieci byli nierozłączni. Ślub, który powinien ich połączyć, niestety ich rozdzielił. Heath wciąż nie mógł pojąć dlaczego.

– Tęskniłem za tobą, Jules.

W jej oczach pojawił się smutek.

– Ja też za tobą tęskniłam, Heath.

– Powiedz, dlaczego mnie unikasz? Chyba nawet gdybyśmy wzięli rozwód, i tak nie czułabyś się dobrze w moim towarzystwie.

– Wcale nie – odparła bez przekonania.

– Chcesz mnie ukarać za to, co zaszło między nami?

Westchnęła, opierając się o framugę drzwi.

– Nie chcę cię ukarać. I nie chodzi o to, co się stało w Europie. Są rzeczy, których nie chciałabym wspominać. Łatwiej mi zapomnieć o tym, kiedy ciebie nie widzę.

– Jakie rzeczy? Chwileczkę. Myślisz, że jestem winny tego, co się stało z Tommym Wilderem?

– Nie! – Uniosła rękę w górę. – Uratowałeś mnie. Tylko ty mogłeś mi pomóc.

– Ale przypominasz sobie ten okropny wieczór, kiedy patrzysz na mnie?

– Nie. Gdyby tak było, nigdy bym cię nie pokochała. Ale łatwiej mi myśleć o tym, co będzie, zamiast wracać do przeszłości. Przecież nasz związek to już przeszłość.

– Oficjalnie nie. Ignorowanie prawdy nic nie zmieni. Właściwie to tylko pogarsza sprawę.

Julianne zaśmiała się, krzyżując ręce na piersi.

– Tak. Ale nie wiem, co z tym począć.

– Weźmy rozwód. Nie możemy być małżeństwem.

– Do tej pory było dobrze.

Teraz Heath się roześmiał.

– To mówi kobieta po zerwaniu z mężczyzną, który się jej oświadczył.

– Nie chcę o tym rozmawiać. Jeszcze raz ci dziękuję. Dobranoc.

– Dobranoc.

Zdjął spodnie i w samych szortach położył się do łóżka. Pościel pachniała lawendowym proszkiem, w którym Molly prała bieliznę i ręczniki. Przyjemnie zrelaksowany poczuł, że zapada w sen.

Nie ułożyło mu się z Julianne, ale nie był głupi. Dawno temu zrozumiał, że ich małżeństwo jest farsą. Nigdy go nie skonsumowali. Myślał, że do tego dojdzie. To byłby jej pierwszy raz. Może się denerwowała. Ale potem bez pożegnania wyjechała na studia do Chicago.

Ruszył za nią, by wyjaśnić, co się stało. Myślał, że będzie romantycznie, ale usłyszał, że ich małżeństwo to był błąd i powinien o tym zapomnieć.

Czuł się zdruzgotany. Potem rozpacz przerodziła się w złość, a następnie w obojętność. Wreszcie doszedł do wniosku, że jeśli Julianne tak bardzo chce rozwodu, to niech sama o niego wystąpi. Dlatego czekał.

Jedenaście lat.

W sumie to nie był żaden problem. Nie spotkał kobiety, którą chciałby znów poślubić, ale chodziło o zasadę. Skoro Julianne go nie chce, dlaczego nie pozwala mu odejść? Zawsze znajdowała jakąś wymówkę.

Brakowało im pieniędzy, często się przeprowadzali, byli zbyt zajęci pracą. Wciąż przekładała terminy spotkań z adwokatem.

Po jakimś czasie zaczął się zastanawiać, czy nie woli być mężatką i zachować to w sekrecie, niż wystąpić o rozwód, ryzykując, że wszyscy się dowiedzą, że za niego wyszła. Znał ją od dziecka, ale nie mógł pojąć, co dzieje się w jej ślicznej główce…

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel