Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Sisi. Samowolna cesarzowa
Zajrzyj do książki
5.00/5.00 ( recenzje: 4 )

Sisi. Samowolna cesarzowa

Data premiery2022-09-14
Liczba stron560
ISBN978-83-276-8832-3
Wysokość215
Szerokość145
TłumaczAlina Patkowska
EAN9788327688323
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Sisi jest od piętnastu lat żoną Franciszka Józefa, cesarza Austro-Węgier. Kiedyś naiwna i nieśmiała, teraz to pewna swoich racji i wyborów kobieta, matka następcy tronu. Poddani ją kochają, krytycy i wrogowie niechętnie przyznają, że sprawdziła się w roli cesarzowej.

Jednak jej rosnące wpływy są dla wielu solą w oku.

A chociaż w Wiedniu szampan leje się strumieniami i co wieczór rozbrzmiewają melodyjne walce, dwór Habsburgów to przede wszystkim pole bitwy – o władzę i majątek.

Wielu marzy, by coraz bardziej niezależna cesarzowa popełniła taki błąd, który na zawsze pozbawi ją wpływów.

Fascynująca opowieść o Sisi – księżniczce Bawarii, królowej Węgier i cesarzowej Austrii, jednej z najbardziej charyzmatycznych kobiet wszech czasów.

PROLOG

Genewa, Szwajcaria
Wrzesień 1898

Pojawia się i jest właśnie taka, jak mu opowiadali: jej uroda nie pochodzi z tego świata. Dostrzega ją i mrużąc jasne oczy, skupia na niej wzrok. Cesarzowa. Elżbieta. Sisi.
Ściskając w ręku parasolkę, lekko spływa ze schodów ekskluzywnego hotelu Beau Rivage. Bulwar skąpany jest w blasku wczesnojesiennego słońca. Tłumek gapiów, zgromadzony w pobliżu, ożywia się na jej widok.
– Idzie tu!
– Cesarzowa Elżbieta!
– Sisi!
Ona jednak nie słyszy tych okrzyków albo nie ma ochoty odpowiadać. Idzie dalej, długonoga i zręczna, oddalając się od hotelu. On odsuwa się o kilka kroków od tłumu, żeby nie rozpraszały go ich okrzyki.

Ona idzie wzdłuż nabrzeża w stronę mola i czekającego parowca. Jedyna towarzyszka usiłuje dotrzymać jej kroku. Wszystko odróżnia ją od pospólstwa: przejrzysta, perłowa cera, królewska figura, jedwabny żakiet z wysokim kołnierzem, długa czarna spódnica i czarny kapelusik na gęstych, wysoko upiętych kasztanowych włosach. Te włosy, tak słynne, że nawet on o nich czytał, są ciemne, faliste, poprzetykane srebrnymi ozdobami. Spogląda na swoje zszargane ubranie i krzywi się z dezaprobatą. Pod paznokciami ma półksiężyce brudu, przetarte spodnie rozpruły się na szwie.

Z bliska zerka na jej twarz. Cesarzowa mruga spłoszona jak osaczone zwierzę. I rzeczywiście jest osaczona. Nie tylko przez niego; przez wszystkich. Podobnie jak on, jest wieczną uciekinierką. Przez całe życie ścigana i nękana, rozrywana na części i znów składana w całość, przyjmuje taką tożsamość, jaką ludzie chcą jej narzucić. Przyciska do boku parasolkę, która zapewne ma ją chronić nie tyle przed słońcem, ile przed ludzkim wzrokiem i słowami. Ta parasolka może stać się dla niego przeszkodą.
Idzie za nią. Krew wrze w jego żyłach, całe ciało poddaje się euforii i wyczekiwaniu. Kilkaset metrów dalej czeka parowiec. Burta obija się o pomost, komin wypluwa kłęby czarnego dymu wprost w czyste, błękitne niebo. On sięga do kieszeni. Palce odnajdują ostrze i gładzą je czule, jakby był to policzek dziecka. Nie jest duże – zaledwie cztery cale, a jednak ma pewność, że za sprawą tego niewielkiego ostrza na zawsze splecie swój los z losem cesarzowej Elżbiety, najpiękniejszej i najbardziej kochanej kobiety na świecie. Wszyscy, którzy ją kochają, będą pamiętać również jego.

CZĘŚĆ PIERWSZA

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Pałac Gödöllő
Węgry, lato 1868

Sisi mogłaby wyliczyć wiele powodów, dla których wszystko tutaj wydawało się tak inne. Gdyby ktoś ją o to zapytał, nie miałaby kłopotu z odpowiedzią. Zastanawiała się jednak, co tak naprawdę sprawia, że zmierzch w Gödöllő, wiejskiej posiadłości na obrzeżach Budapesztu, wydaje się tak różny od zmierzchu w Wiedniu.

Może chodziło o widok, malowniczy, nieuporządkowany i niezwykle zachęcający. W miękkim świetle kończącego się dnia rozciągały się przed nią rzędy łagodnych, zielonych wzgórz, które dalej stykały się z rozległymi dziewiczymi lasami. Łąki upstrzone kępami polnych kwiatów w niczym nie przypominały cesarskich ogrodów w Wiedniu, gdzie trawniki przetykane statecznymi tulipanami tak symetrycznie i równo przycięto, jakby człowiekowi udało się w końcu podporządkować sobie naturę bez reszty. I oczywiście w Wiedniu tak było.

A może chodziło o dźwięki rozbrzmiewające w Gödöllő? Wieczorami niosło się tu szczekanie psów gończych, swobodny śmiech węgierskich chłopców stajennych, którzy oporządzali konie Sisi, pierwsze nuty koncertu świerszczy i żab, witających mrok na zarośniętych polach. Niezrównana orkiestra natury stroiła instrumenty przed wieczorną symfonią. Te dźwięki też były zupełnie inne niż w Wiedniu. Tam Sisi słyszałaby marszowy rytm wybijany przez wyczyszczone do połysku buty cesarskich gwardzistów paradujących na dziedzińcu, szczęk powozów za bramami Hofburga, okrzyki wiedeńskiego tłumu, który nieustannie gromadził się wokół pałacu, błagając o florena albo o możliwość ujrzenia słynnej figury i legendarnych fryzur cesarzowej.

A może najważniejszy był zapach powietrza. Tu, w Gödöllő, w wieczornym wietrzyku mieszały się słodkie wonie dzikich róż i akacji, ciężkie zapachy stajni, duszące aromaty niekoszonej trawy, słomy i błota – bogaty bukiet naturalnych, przyjemnych zapachów. W Wiedniu Sisi wdychała perfumy służalczych dworzan, odór mnóstwa ciał i nocników upchniętych w pałacu Hofburg, woń strachu szlachetnie urodzonych obojga płci, bez ustanku kalkulujących, jak podnieść swój status albo obniżyć status rywala. Strach miał zapach, po latach spędzonych w Wiedniu Sisi dobrze o tym wiedziała.

Ale to nie ze względu na widoki, dźwięki czy zapachy zmierzch na Węgrzech tak różnił się od zmierzchu w Austrii. Od tego, co na zewnątrz, istotniejsze było to, co wewnątrz. To jej samopoczucie każdego wieczoru sprawiało, że Gödöllő wydawało się tak odmienne od Hofburga. W Wiedniu pod koniec dnia Sisi byłaby już znużona i głowa by ją bolała po nieprzyjemnej sprzeczce z mężem albo z obdarzoną żelazną wolą teściową. Po całym dniu oddzielania plotek od prawdy i wypatrywania na wszystkich twarzach osądu lub dezaprobaty, żołądek miałaby zaciśnięty na supeł, a pierś skutą żelazną obręczą. Z przygnębieniem wyczekiwałaby wieczoru spędzonego w towarzystwie dworzan – nużącego wieczoru pośród adamaszków i złoceń oficjalnych komnat, przy dźwiękach skrzypiec zagłuszanych paplaniną o trywialnych skandalach. Przez całe godziny musiałaby patrzeć, jak kobiety łaszą się do jej męża i uśmiechać się z wysiłkiem do mężczyzn, każdego wieczoru prawiących jej te same banalne komplementy. Dni w Wiedniu były długie, ale wieczory po prostu nie miały końca. Każdego wieczoru Sisi wlokła się do sypialni zupełnie wyczerpana i bez sił, tak zmęczona, że przerażał ją następny dzień, zanim się jeszcze zaczął.

Tu, w Gödöllő, również ogarniało ją zmęczenie, ale to było przyjemne zmęczenie. Porównywała się do opróżnionego naczynia – lekka, bez obciążeń. Tego dnia, tak jak we wszystkie dni spędzone na Węgrzech, czuła się wolna. Wstała o czwartej rano i już od piątej siedziała w siodle. W południe wróciła do pałacu na lekki posiłek, a potem znów wsiadła na konia. Przemierzała pola i lasy, przeskakiwała przeszkody, galopowała aż do utraty tchu i razem z uroczym sąsiadem, księciem Nikolausem Esterházym, uganiała się za lisami pośród dzikiej przyrody.

Właśnie dlatego wieczory w Gödöllő były tak inne. Gdy słońce zaczynało zniżać się nad polami w stronę Budapesztu, Sisi ogarniało przyjemne, dobrze zasłużone zmęczenie. Policzki miała zaróżowione od świeżego wiejskiego powietrza i wysiłku fizycznego, serce lekkie, nastrój doskonały, a ciało silne.

Właśnie tak czuła się tego wieczoru pod koniec lata. Ze swobodnym uśmiechem zostawiła konia w stajniach pod opieką węgierskiego stajennego i poszła w stronę pałacu. Przed nią, na tle zmierzchającego nieba, nad kremoworóżową fasadą rysowała się czerwona kopuła. Nawet ta kopuła, tak nieoczekiwana i bezpretensjonalna, stanowiła kontrast do statecznego, solidnego Hofburga, cesarskiej rezydencji w Wiedniu. Wzrok Sisi pobiegł w stronę piętra i odnalazł okno we wschodnim skrzydle. Uśmiechnęła się i przyśpieszyła kroku. Oczami wyobraźni ujrzała drobną, anielską buzię dziecka spoglądającego na nią w blasku wcześnie zapalonej świecy i naraz już nie mogła się doczekać chwili, gdy znajdzie się we wnętrzu tej budowli, którą uczyniła domem. Tu znalazła bezpieczną przystań, swoje miejsce na ziemi. Tu, z dala od żelaznego uścisku Wiednia i cesarskiego dworu, czuła się wolna.
Ulubiony pies Sisi, wielka góra białego futra, powitał ją przy frontowych drzwiach, wskakując przednimi łapami na jej pierś.

– Witaj, Shadow. Tęskniłeś za mną? – Pogłaskała go, skinęła głową lokajowi i weszła do środka. Pies podążał za nią jak cień.

– Wasza Wysokość. – Ida Ferenczy, pokojówka i przyjaciółka Sisi, dygnęła na jej widok. Obok niej chrapał drugi pies cesarzowej, masywny bernardyn o imieniu Brave. Teściowa Sisi, arcyksiężna Zofia, nie cierpiała dużych psów. Lubiła tylko małe pieski, które mogła trzymać na kolanach. Może właśnie dlatego Sisi otaczała się w Gödöllő ogromnymi bestiami.

– Witaj, Ido. – Sisi rzuciła rękawiczki na krzesło. – Zaraz zdejmę ten jeździecki strój. Stęskniłam się za moją małą. Czy wszystko w porządku w pokoju dziecinnym?

– Dzięki Bogu, arcyksiężniczka Waleria czuje się doskonale.

– Nie płakała dzisiaj?

– Tylko tyle, ile zwykle płacze małe dziecko. Mamka mówiła, że mała arcyksiężniczka grzecznie wypiła mleko i powinna być w dobrym nastroju, gdy Wasza Wysokość zajrzy do pokoju dziecinnego.

– Dobrze. Przebiorę się i pójdę prosto do niej.

– Czy przejażdżka Waszej Wysokości była udana?

– Tak. – Sisi skinęła głową i podeszła do szerokich, krętych schodów, które prowadziły do jej prywatnych pokoi. – To był wspaniały dzień. Lis już myślał, że znalazł bezpieczne schronienie w lesie na południu, ale Nicky wytropił go i mało brakowało, a… – Przystanęła na schodach, myśląc o kilku rzeczach jednocześnie. – A właśnie, Ido. Dziś na kolacji będą cztery osoby, nie trzy. Nicky, to znaczy książę Esterházy, wybłagał u mnie zaproszenie. Nie miałam serca odmówić. Dołączy do nas i do hrabiny Marii.

– W takim razie sądzę, że na kolacji będzie pięć osób. – Kąciki ust Idy wygięły się w nieśmiałym uśmiechu, ale nie powiedziała nic więcej.

– Kto jeszcze? – Sisi z niepokojem zacisnęła palce na rzeźbionej balustradzie schodów. Czyżby Franciszek zdecydował się na niezapowiedziane odwiedziny? Choć cesarz rzadko pojawiał się w Gödöllő, jego wizyty za każdym razem niszczyły kruchą atmosferę spokoju i swobody, którą tak bardzo się starała pielęgnować.

W odpowiedzi Ida wyciągnęła w jej stronę złoconą tacę na listy zarzuconą kopertami.
– Prywatna korespondencja Waszej Wysokości.

– Dziękuję. – Sisi wzięła od niej tacę i przerzuciła listy. – Przekazałaś wszystkie oficjalne petycje i listy mojemu sekretarzowi w Wiedniu?
Ida skinęła głową.

Wzrok Sisi zatrzymał się na wiadomości napisanej znajomym, wysokim i pełnym wdzięku charakterem pisma. Nie, to nie były nowiny od cesarza, ale list, za którym tęskniła. W sercu zapłonęły pierwsze iskierki nadziei. Andrássy! Czy to możliwe? Czyżby już wrócił na Węgry? Spojrzała na swą damę dworu pytająco i choć wiedziała, że ton głosu zdradzi jej uczucia, zapytała:

– Czy… czy hrabia Andrássy był tu dzisiaj?

Ida odpowiedziała szeptem, pochylając się w jej stronę:

– Hrabia Andrássy był tu, gdy Wasza Wysokość jeździła konno. Powiedział, że wróci na kolację.

Serce Sisi przestało bić. Zastygła z dłonią zaciśniętą na poręczy schodów.
– Cóż za niespodzianka. Bardzo przyjemna niespodzianka. Chodź, muszę się natychmiast przebrać.

Ubierając się na wieczór, Sisi przeglądała pozostałe listy, ale jej myśli wciąż wracały do Andrássyego. Czy tęsknił za nią przez ostatnie miesiące tak, jak ona za nim? Jak długo zamierzał tu pozostać? Czy znów będzie między nimi tak jak wcześniej? Zamrugała i skupiła wzrok na liście od rodziny. Miała niewiele czasu, by przeczytać wszystkie wiadomości i zajrzeć jeszcze do pokoju dziecinnego, zanim Andrássy się pojawi.

Dostała kilka listów z Bawarii. Jej ukochana starsza siostra Helena niedawno wróciła do domu rodzinnego w Possenhofen i znów zamieszkała z rodzicami.

– Biedna Néné – westchnęła Sisi, wyobrażając sobie łzy, które spływały z oczu jej owdowiałej siostry, gdy pisała ten list. Helena, najstarsza z pięciu córek Wittelsbachów i jedyna, która zaznała szczęścia w małżeństwie, dość późno znalazła swojego wybranka, dobrego księcia Thurn und Taxis. Wyszła za mąż dopiero po dwudziestce i straciła męża zaledwie kilka lat po ślubie. Helena pisała o dniach pełnych smutku i o pogarszającym się zdrowiu, ale również o pogłębiającej się wierze. Kiedyś pragnęła życia w klasztorze, a teraz pisała, że codzienna modlitwa stanowi „jedyny balsam na rozpacz w chaotycznym otoczeniu naszego domu rodzinnego”. Sisi westchnęła ze ściśniętym sercem i sięgnęła po następny list z domu. Ten pochodził od jej młodszej siostry, Zofii Charlotty.

Najdroższa Sisi,

Mam wyjść za mąż! Nie możesz sobie nawet wyobrazić, jak bardzo jestem szczęśliwa. A może zresztą potrafisz zrozumieć mój stan; byłam jeszcze mała, gdy Ty zakochałaś się w swoim mężu i przyjęłaś jego oświadczyny.

Sisi na chwilę odwróciła wzrok i zamrugała. List Néné ociekał smutną rezygnacją. Był to list melancholijnej wdowy pogodzonej z tym, że jej największe marzenia nigdy się nie spełnią. Z kolei list Zofii Charlotty emanował młodzieńczym entuzjazmem, żywiołowością i niestępionym jeszcze przez życie optymizmem, który Sisi wydawał się kruchy i skazany na unicestwienie jak szklana kula w rękach dziecka. Znów spojrzała na słowa napisane ręką siostry.

Droga siostro, znasz naszego kuzyna Ludwika równie dobrze jak ja, a może nawet lepiej. Zawsze mi powtarza, że ze wszystkich sióstr tylko Ty (oczywiście poza mną!) prawdziwie go znasz i kochasz. A on odwzajemnia tę miłość całym sercem. Jakże Cię podziwia! Sprawia mi ogromną radość, gdy mówi, że spośród wszystkich sióstr to ja najbardziej przypominam Ciebie urodą i wrażliwością.

Och, Sisi, ze szczęścia kręci mi się w głowie. Ludwik, król Bawarii, zostanie moim mężem!
Nikt nie może się z nim równać. Wystarczy popatrzeć na jego pałace. W obliczu jego smaku i elegancji czuję się jak prostaczka. A do tego jest taki piękny! Wiem, że wszystkie dziewczęta w Bawarii są chore z zazdrości. Zdobyłam najlepszego męża w kraju, a może i na całym świecie! (Naturalnie z wyjątkiem Twojego ukochanego Franciszka Józefa).
Przyjedziesz chyba do Bawarii na ślub? Powiem Ludwikowi, że przyjedziesz. Może perspektywa spotkania z Tobą skłoni go do wyznaczenia daty.

Pozostaję na zawsze,
Twoja kochająca i oddana siostra,
Zofia Charlotta

Sisi złożyła list Zofii Charlotty dwukrotnie, przepełniona dziwnym niepokojem i zdziwieniem, że tak radosne wiadomości wzbudziły w niej mieszane uczucia. Jej siostra miała rację, Sisi kochała Ludwika. Był jej kuzynem i drugim obok Néné ulubionym towarzyszem zabaw z dzieciństwa. Biegali razem po polach dokoła Possenhofen i zwierzali się sobie z fantastycznych marzeń dotyczących teraźniejszości i przyszłości. Może nawet Ludwik był nieco zakochany w młodej Sisi. Aluzje, jakie czynił, wskazywały na to dość wyraźnie.

Ale Ludwik mężem Zofii Charlotty? Na tę myśl Sisi nie czuła należnej radości. Czy ci dwoje pasowali do siebie? Jej matka, księżna Ludwika, z pewnością zachwycała się tą partią i tym, że najmłodsza córka pozostanie tak blisko domu w Possi. Zofię Charlottę najwyraźniej ogarnęła euforia. Sisi wsunęła list od siostry do sekretarzyka, zamierzając wrócić do niego później. Nie chciała odzierać ukochanej młodszej siostry z przedślubnej radości, ale ona sama nie była już wielką optymistką w sprawach małżeńskich. Musiała się zastanowić, co ma odpowiedzieć.

Spojrzała na dwa ostatnie listy. Ten na wierzchu opatrzono pieczęcią z napisem: ARCYKSIĘŻNICZKA AUSTRO-WĘGIER GIZELA. Dwunastoletnia córka Sisi napisała do niej z dworu cesarskiego w Wiedniu. Gizela rzadko pisywała do matki. Nie były sobie bliskie, bo nie miały szansy nawiązać mocnej więzi. Gizelę od pierwszych dni po urodzeniu najbliższe więzy łączyły z babką, arcyksiężną Zofią, która dla wnuków była łagodna i macierzyńska, a wobec synowej zimna i dominująca.

Na widok tego listu Sisi drgnęła niespokojnie. Myśl o starszej córce sprawiła jej ból sięgający aż po najgłębsze zakamarki serca. Czas i odległość nie uleczyły tej rany, nigdy nie zarosła blizną akceptacji. Nie, nie teraz, pomyślała Sisi. Nie po takim udanym dniu. Nie w chwili, gdy właśnie zamierzała zajrzeć do pokoju dziecinnego i zobaczyć swoje najmłodsze dziecko. Nie na kilka minut przed spotkaniem z Andrássym, który miał się pojawić na kolacji. Nie chciała teraz płakać. Sztywno wyprostowała ramiona i wsunęła list Gizeli między fałdy szlafroka z myślą, że przeczyta go później – gdy będzie mogła się nacieszyć rzadką wiadomością od córki, gdy mrok nocy spowije ją intymnością i będzie mogła pozwolić sobie na płacz bez świadków, gdy nikt nie dostrzeże jej tęsknoty ani głębi rozpaczy z powodu utraty dwojga najstarszych dzieci.

Uniosła wyżej głowę i przeszła do ostatniego listu. Ten również napisano znajomym charakterem pisma i nosił znaną jej szkarłatną pieczęć. Sisi rozpoznała uczucie, które ją ogarnęło: niepokój, ale inny niż ten wzbudzony przez list Gizeli. Tamten przypominał cios sztyletu, a ten wywoływał tępe, stłumione ćmienie. Powstrzymała westchnienie i złamała pieczęć. To był list od Franciszka Józefa, jej męża, jej cesarza. Tak wyglądało teraz ich życie małżeńskie: regularnie wymieniali korespondencję między Węgrami a Austrią, chociaż nie widzieli się już od miesięcy.

Listy Franciszka Józefa były takie jak on sam – bezpośrednie, rozsądne, pozbawione wyobraźni i sentymentów, rzeczowe relacje z codziennej rutyny. Opisywał niekończące się godziny, które spędzał przy biurku otoczony dokumentami, petycjami i ministrami, i kończył te relacje stwierdzeniem: „Ale tak to już musi być; trzeba pracować aż do zupełnego wyczerpania”. Czasami wspominał krótko o Gizeli i Rudolfie. Serce Sisi zawsze się ściskało, gdy widziała ich imiona na piśmie. Gizela, Rudy – dwoje dzieci, których nigdy nie pozwolono jej kochać, które tuż po urodzeniu wyrwano jej z ramion i zabrano do cesarskiego pokoju dziecinnego, gdzie spędzały każdą chwilę pod bacznym dozorem babki ze strony ojca, arcyksiężnej Zofii.

Franciszek zapewniał, że dzieci miewają się dobrze. Oczywiście, że tak. W cesarskiej rodzinie oczekiwano, że wszyscy będą miewać się dobrze. Zofia pilnowała, by żadna rysa nie pojawiła się na złocistym blasku doskonale zarządzanego, szacownego cesarskiego dworu. Nie mogło być żadnej skazy na domu Habsburgów, w którym obyczaj, zasady i tradycja sztywno wyznaczały rozkład każdego dnia, dzięki czemu machina cesarskiej władzy kręciła się gładko i wszyscy doskonale wiedzieli, czego się od nich oczekuje. Choć to Franciszek Józef nosił cesarską koronę, jego matka już od lat zarządzała całym cesarskim domem.

Recenzje książki Sisi. Samowolna cesarzowa

Podziel się swoją opinią
5.00
Liczba wystawionych opinii: 4
5
4
4
0
3
0
2
0
1
0
Kliknij ocenę aby filtrować opinie
5/5
Opinia niepotwierdzona zakupem
"Sisi. Samowolna cesarzowa" to zwieńczenie dylogii opowiadającej o tytułowej cesarzowej Sisi. W tej części skupiamy się przede wszystkim na podróżach i miłosnych przygodach Sisi. Pojawia się tutaj także wątek trudnej relacji rodzicielskiej matki z dziećmi, które jej odebrano. Dwoje starszych dzieci, Gizela i Rudolf, wychowywała teściowa Sisi, Zofia. Jedynie najmłodsza Waleria, która urodziła się na Węgrzech, pozostała przy matce. Sisi była postacią pełną sprzeczności. Raz wzbudzała we mnie współczucie, raz miałam ochotę zdrowo trzepnąć ją w potylicę na opamiętanie. Widać, jak była niedojrzała. Miała już swoje lata, była matką, ale sama wielokrotnie zachowywała się jak dziecko, gdy coś szło nie po jej myśli. Uważała, że przespanie problemu go rozwiąże. Uciekała od konfrontacji, porażki przeżywała bardzo dotkliwie. Trudno w sumie jej się dziwić, bo nikt nie przygotował jej do roli, która przypadła jej w udziale. Była młodziutką, naiwną dziewczyną, gdy wyszła za mąż. Nie wiedziała, co ją czeka, nie miała w kim szukać oparcia, skąd czerpać wzorców. Miała za to teściową z piekła rodem, która uważała, że Sisi do niczego się nie nadaje. Ujął mnie wątek Sisi jako matki, której odebrano dzieci, twierdząc, że nie będzie umiała ich wychować. Widać, jak głębokie piętno to na niej wypaliło. Tu czułam najwięcej emocji, najłatwiej było mi wczuć się w sytuację Sisi, choć trudno było mi zrozumieć to, dlaczego nie podjęła walki o dzieci, gdy były nieco starsze i więcej rozumiały. Przeszywał mnie dreszcz, gdy widziałam, jak sztywne były jej stosunki z Gizelą i Rudolfem. Poruszyła mnie za to scena odejścia Zofii. Aż łezka w oku mi się zakręciła. Zgrzytałam za to zębami, widząc, jak traktuje męża. A i jej zachowanie w stosunku do niektórych mężczyzn wołało o pomstę do nieba. Moim ulubieńcem był kuzyn Sisi, Ludwik. Bardzo ekscentryczna postać, ale cieszyłam się za każdym razem, gdy pojawiał się na kartach powieści. Chociaż ostatnie spotkanie z nim było przygnębiające. Również w postaci królowej Wiktorii było coś, co mnie ujęło. Sroga wdowa w żałobie, budząca respekt matrona - w wielu kwestiach przeciwieństwo Sisi. Aż żałuję, że nie było jej więcej. Popadłam w nostalgię, czytając tę książkę i jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że cieszę się, że nie jestem księżniczką. Kiedy zdejmie się piękne szaty, kosztowności, bardzo często zostaje puste wnętrze. Nie ma się prawa do prywatności. I to w tej powieści widać. Polecam całą serię, jeśli interesujecie się postacią Sisi.
2022-11-20
Czytelnia Mola Książkowego
Czy opinia była pomocna? Tak 0 Nie 0
5/5
Opinia niepotwierdzona zakupem
Po pierwszej części dylogii Allison Pataki „Sisi. Cesarzowa mimo woli” nadszedł czas, bym dokończyła fabularyzowaną historię życia jednej z najsłynniejszych kobiet wszech czasów, więc zaraz po zakończeniu pierwszego tomu rozpoczęłam czytać drugi, czyli „Sisi. Samowolna cesarzowa”. Początek życia, jako cesarzowa mógł być jak z bajki dla niespełna dwudziestoletniej Elżbiety, jednak w drugim tomie mamy do czynienia z władczynią, z matką, z kobietą dojrzalszą i bardziej doświadczoną przez życie. Jak przedstawienie tej części życia cesarzowej udało się Allison Pataki? Przekonajcie się. „Sisi. Cesarzowa mimo woli” zakończyła się w momencie koronacji Franciszka Józefa i Elżbiety na króla i królową Węgier. Drugi tom rozpoczyna się rok po tym wydarzeniu w pałacu Gödöllő, gdzie cesarzowa spędzała większą część roku. Można napisać, że towarzyszymy jej w trakcie licznych podróży z Wiednia na Węgry, z Węgier do Wiednia, z Wiednia do Anglii... i tak dalej, i tak dalej. Można wyobrazić sobie, jak wyglądały przyjęcia, oficjalne kolacje i bale, ale także zwykłe, codzienne spotkania rodziny cesarskiej w swoim towarzystwie. A były one... dość sztywne, bo cesarz był człowiekiem tradycji i w pełni poddawał się protokołowi dworskiemu. Tak więc możemy przyjrzeć się całej sztywnej i nieco nudnej codzienności Elżbiety. Alison Pataki w drugim tomie skoncentrowała się przede wszystkim na licznych podróżach cesarzowej, na opisach jej ucieczki przed austriackim dworem, którego szczerze nienawidziła, na problemach z arcyksięciem Rudolfem, który z małego, przestraszonego chłopca wyrósł na delikatnego, ale chętnego do okrucieństwa mężczyznę. Na końcu powieści znajduje się obszerna notatka od autorki, która wyjaśniła niektóre z wydarzeń, jakie miały miejsce. Dla przykładu totalnie ignorancki stosunek Sisi do królowej Wiktorii i jej wizyta w niedzielę czy wielka wystawa światowa w Wiedniu. To takie smaczki, które przyjemnie wpisywały się w całość powieści i były miłą odskocznią pomiędzy jej wyjazdami i ucieczkami przed dworem. Nie chcę zbyt wiele rozwodzić się nad tym, jakimi osobami była Elżbieta czy Franciszek. Można to przeczytać na wielu stronach internetowych i w wielu książkach poświęconych tym postaciom. Nie ulega jednak wątpliwości, że życie tych dwojga to nie był film romantyczny ze wspaniałym zakończeniem. Zarówno Sisi, jak i jej mąż, męczyli się w małżeństwie, choć on kochał ją szczerze i do końca życia. Może to kwestia zbyt młodego wieku Elżbiety, w którym wyszła za mąż, może to niespełnione oczekiwania dotyczące jej przyszłego życia, jako cesarzowa, sprawiły, że ta kobieta, choć piękna i uwielbiana przez tysiące, a nawet miliony ludzi, była nieszczęśliwa. To także udało się dobrze ująć Alison Pataki! Autorka wplotła prawdziwe wydarzenia z delikatną fikcją literacką jako dopowiedzenie i to był bardzo dobry zabieg. Sisi była zbuntowana, stawiała na swoim, bo, według mnie, nie potrafiła się do końca odnaleźć na dworze i pod czujnym okiem teściowej i ciotki w jednej osobie. Z jednej strony, można zrozumieć pasję Sisi do częstego zmieniania miejsc pobytu, ale z drugiej była władczynią, na którą liczyły miliony osób. Autorce w dobry sposób udało się to połączyć i stworzyć dobrą powieść opartą na wielu wątkach, na wielu historiach. Pani Pataki wzorowała się na pamiętnikach i dziennikach, więc tym lepiej można sobie wyobrazić jaką kobietą naprawdę była Sisi, jakie miała relacje z bliskimi i jak bardzo nie czuła się dobrze w swojej roli. Choć to powieść o historycznych korzeniach, to momentami można się zapomnieć. Autorka, dzięki swojemu prawu do fikcji w odpowiednich momentach, wykorzystała je w stu procentach. Wycisnęła z życia Sisi i Franciszka ile się tylko dało. Ukazała dramat matki, która nie ma wpływu na życie swoich ukochanych dzieci, która nie znajduje swojego miejsca przy domowym ognisku, więc lepiej jest jej uciec. Trudne relacje w rodzinie cesarskiej były podwaliną do tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce w 1889 roku. Elżbieta, choć uznawana za najpiękniejszą kobietę na świecie, będąca klejnotem Wiednia i Budapesztu, nie miała tego najważniejszego – szczęścia. I to udało się uchwycić autorce. Delikatnie, powolutku dotykała tego najczulszego, najwrażliwszego miejsca, by w końcu dotknąć tej rany, opisać ją jak tylko umie najlepiej i dać czytelnikom obraz kobiety szczerze nieszczęśliwej, choć mającej pozornie wszystko. Historia jest, jaka jest, już jej nie zmienimy, ale moim zdaniem, pomimo tego, że Elżbieta wykonała niezwykłą pracę na rzecz poprawy jakości życia ludzi w cesarstwie, była najjaśniejszą gwiazdą budapeszteńskich pałaców, była legendą za życia, to wybaczcie, ale moim zdaniem nie nadawała się na cesarzową. Była zbyt wolna, dzika i niezależna. Ścigała się z wiatrem, na grzebiecie swego konia, więc ubranie jej w gorsety, piękne suknie i posadzenie u boku cesarza było zamknięciem w złotej klatce. Znacznie lepiej by żyła, gdyby pozwolono jej żyć po swojemu. Podsumowując, cóż można więcej napisać o dobrych książkach? Autorka wykonała niesamowitą pracę, musiała poświęcić wiele godzin na czytanie źródeł historycznych i tym sposobem otrzymaliśmy słodko-gorzką historię życia jednej z najsłynniejszych kobiet w historii. To nie jest romans, to nie jest kryminał czy thriller. To po prostu obraz życia. Przedstawiony w najdrobniejszych szczegółach tak, że czytelnik może się teraz zastanawiać, co właściwie było fikcją, bo wiele z tych wydarzeń miało miejsce naprawdę. Ja szczerze polecam, zwłaszcza osobom, które znają, lubią i podziwiają postać cesarzowej. Zaś ci, którzy nie mieli okazji jeszcze poznać jej historii, to mogą mieć dobrą alternatywę do poznania cesarzowej Elżbiety. Dziękuję Wydawnictwu HarperCollins za egzemplarz powieści.
2022-11-13
Malinka
Czy opinia była pomocna? Tak 0 Nie 0
5/5
Opinia niepotwierdzona zakupem
Allison Pataki bardzo miło zaskoczyła mnie przy lekturze pierwszej części losów uwielbianej przeze mnie Sisi, więc z ogromną przyjemnością sięgnęłam po kolejną opowieść o tej wyjątkowej bohaterce. Autorka utrzymała poziom swojej poprzedniczki, postawiła na dopracowanie oraz zaangażowanie a my tym sposobem otrzymaliśmy rzetelne źródło wiedzy oraz przyjemną opowieść. W historii widzianej oczami Pataki Sisi nabiera nowego wydźwięku. Nie jest kobietą idealną a raczej tą, która popełnia wiele błędów. Cesarzowa wydająca się stanowić wzór do naśladowania nie zawsze uczyła się na swoich błędach, ale nie była przy tym bezczelna czy arogancka tylko zagubiona jak każdy z nas. Trudno nie zrozumieć jej działań, trudno nie współczuć jej ciężaru dźwiganych obowiązków a jeszcze trudniej nie uwielbiać ją za odwagę, walkę o swoje miejsce w świecie czy po prostu o ludzką naturę, którą autorka przedstawiła po prostu rewelacyjnie. Żałuję, że o tej bohaterce wciąż mówi się za mało. Powyższa książka udowadnia jak ważna było to postać, jak żądna przygód i miłości. Czytamy o jej podróżach, nowych romansach, potrzebie akceptacji czy zrozumienia i nie jest łatwo ocenić ją pozytywnie lub negatywnie, bo w każdym jej ruchu dostrzegamy cząstkę samego siebie. Owszem, stała na wysokim stanowisku i miała narzucone pewne zachowania, ale czy to skreśla ją z bycia po prostu człowiekiem? Jedni więc pokochają cesarzową Elżbietę, jedni ją znienawidzą a rozłam ten idealnie udowadnia, że ocena sposobu zachowania to bardzo indywidualne podejście. Uważam, że Pataki włożyła sporo pracy w swoją serię i odpowiada mi w niej wszystko: styl autorki, przedstawione fakty, nacisk na emocje a w szczególności fakt, że mogę sama ocenić główną bohaterkę oraz wyciągnąć własne wnioski. Nikt nie narzuca mi tego co mam myśleć, po prostu kontynuuję lekturę, dowiaduję się nowych faktów z życia historycznej postaci i poznaję jednocześnie rolę innych życiowych towarzyszy Sisi. To lektura bogata w wiedze, przypomina zwykłą obyczajówkę a jednak ma w sobie pewien intensywniejszy czynnik co wyróżnia ją spośród tłumu. A jeśli obawiacie się historycznego wydźwięku - niepotrzebnie. Nie ma tutaj żadnego miejsca na nudę! "Sisi. Samowolna cesarzowa" to opowieść o tytułowej samotności, próbie bycia zwykłym w niezwykłych czasach. Historia cesarzowej, wyjątkowej bohaterki a jednocześnie kobiety takiej jak my, która marzy wyłączenie o szczęściu bez żadnych narzuconych reguł. Lektura ciekawa, emocjonalna, utrzymująca poziom swojej poprzedniczki, w której można odnaleźć wiele ukrytych znaczeń. Ze swojej strony bardzo polecam!
2022-10-30
Thievingbooks
Czy opinia była pomocna? Tak 0 Nie 0
5/5
Opinia niepotwierdzona zakupem
Historia o kobiecie nieszczęśliwej, która nigdy nie znalazła swojego miejsca na ziemi. Kobiecie silnej i słabej zarazem. Krytykowanej i uwielbianej. Potężnej władczyni i przegranej matce. Kobiecie rozdartej uczuciowo między dwoma mężczyznami. Historia o świecie, w którym każdy zna swoje miejsce i każdy rozumie obowiązujące zasady. Świecie ułożonym przez protokół i tradycje liczące setki lat. Bardzo czekałam na kontynuację powieści o Cesarzowej Sisi i nie zawiodłam się ani na… pół kartki. Wciągająca, przemyślana, świetnie napisana. Nie mam uwag ani do stylu, ani tłumaczenia. Wszystko jest, jak w powieści historycznej być powinno. Wnikliwie, w oparciu o mnóstwo źródeł historycznych. Ciekawe, z należytym zachowaniem faktów. W drugiej części wyjątkowo mnie urzekło; Po pierwsze, ciekawym zabiegiem jest umieszczenie w książce wątku Luigi'egi Lucheni'ego, mordercy Cesarzowej. Czytelnik śledzi jego pobyt w Genewie, poprzedzający dzień zamachu. Swoją drogą, śmierć Sisi była zupełnie przypadkowa, pierwotnie miał zginąć książę Orleanu, który odwołał swoją podróż. Po drugie, bardzo ciekawa historia króla bawarskiego Ludwika II Wittelsbacha i jego zamku Neuschwanstein (kojarzycie ten zamek z czołówki Disneya!). Był bardzo blisko związany z Cesarzową, stąd wiele kart powieści mu poświęcono. Życie Ludwika jest tak szalone, że nawet trudno wpaść na pomysł równie szalonego scenariusza filmowego. Po trzecie, interesujący wątek dzieci Franciszka Józefa i Sisi. Troje ludzi, którzy zostali tak różnie wychowani, jak różnie potoczyły się ich późniejsze życia. Bycie, a właściwie niebycie matką, to największy dramat w życiu Cesarzowej. Swoją drogą, właśnie protokół i tradycje związane z macierzyństwem, najbardziej mnie poruszyły podczas czytania. Po czwarte, bogate tło historyczne. Poznajemy najpotężniejszych władców XIX-wiecznego świata, ich zachowanie, a często też słowa są przytaczane w oparciu o historyczne źródła. W tle powstają największe dzieła Straussa i Wagnera. Ludzie podziwiają prace młodego Klimta i zaczynają dyskutować o naukach Freuda. Spacerujemy po Wiedniu w jego najświetniejszym okresie, choć to bogactwo i postęp jest dla wielu przekleństwem, wszak Wiedeń zapisuje się na kartach historii jako światowa stolica samobójstw. Autorka i ten temat w ciekawy sposób czytelnikom przybliża. Uczestniczymy w przygotowaniach i zakulisowych spotkaniach podczas wiedeńskiej wystawy światowej. A jak już wiedeński tłok nam się sprzykrzy, wraz z Cesarzową odpoczywamy na angielskiej wsi. Tam, mam wrażenie, że Sisi spędziła najszczęśliwsze chwile w swoim życiu. Polecam serdecznie, świetnie napisana powieść historyczna!
2022-10-27
Natalia
Czy opinia była pomocna? Tak 0 Nie 0

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.

Dbamy o Twoją prywatność


Sklep korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zamknij
pixel