Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Świat jest mały
Zajrzyj do książki

Świat jest mały

ImprintHarlequin
Liczba stron160
ISBN978-83-8342-435-4
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788383424354
Tytuł oryginalnyUnwrapping His New York Innocent
TłumaczDorota Jaworska
Język oryginałuangielski
Data premiery2024-03-14
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Świat jest mały" nowy romans Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE.
Ciekawa świata Ellie MacGregor przyjeżdża ze Szkocji do Nowego Jorku. Na imprezie halloweenowej u znanego na Manhattanie milionera Alexa Costy pracuje jako kelnerka. Alex od razu zauważa piękną Ellie i przychodzi jej z pomocą, gdy zaczepia ją jeden z gości. Ich znajomość szybko przeradza się w romans. Wkrótce Alex odkrywa, że Ellie jest siostrą jego najbliższego przyjaciela. Ma wyrzuty sumienia, że ją uwiódł, i chce się z nią rozstać. Jednak Ellie nie zamierza pozwolić, by ktoś za nią podejmował decyzje o jej życiu…

 

Fragment książki 

Noc Halloween
– To musiało kosztować fortunę!
Ellie MacGregor patrzyła na wielopoziomowe tarasy luksusowego apartamentu w na ostatnim piętrze budynku na Manhattanie. Oszałamiający widok na Central Park był niczym w porównaniu z dekoracjami, których budowa musiała zająć tygodnie i zamieniła ogrody dachowe w królestwo horroru godne słynnych parków rozrywki.
Na godzinę przed przybyciem gości projektant wciąż dokonywał ostatnich poprawek w nawiedzonym lesie oświetlonym płonącymi pochodniami, natomiast kucharze i kelnerzy przygotowywali wykwintny bankiet na cmentarzysku z lukru i masy cukrowej oraz nad przypominającą Styks rzeką z ponczem.
Wszystko tylko na jedną noc!
Ile to kosztowało? Pewnie więcej, niż zarobiłaby przez dekadę.
– Naprawdę nie słyszałaś o słynnym halloweenowym balu Alexa Costy, Ellie? To jeden z najgorętszych chłopaków w Ameryce. On i jego przyjaciel Roman Fraser co rok walczą o pierwsze miejsce na liście wymarzonych narzeczonych magazynu „Celebrity”.
Carly, przełożona personelu kelnerskiego, mówiąca z silnym nowojorskim akcentem, prowadziła Ellie przez korytarz jęczących upiorów, których oczy świeciły jaskrawą zielenią.
– Jak dla mnie Costa jest bardziej seksowny, podoba mi się jego robotniczy wizerunek, dzika męskość młodego ciała. Chociaż Roman Fraser też jest uroczy, z tym swoim akademickim szlifem. A to, że poszukuje zaginionej siostry, sprawia, że chciałoby się go utulić do piersi.
Carly śmiała się z własnych słów, przechodząc przez drzwi z napisem „Zawróć albo przygotuj się na śmierć”.
– Poszukuje siostry? – zapytała zdziwiona Ellie, kiedy wchodziły do kuchni.
Carly zatrzymała się, by na nią spojrzeć.
– Poważnie? Nie słyszałaś? I ty podobno jesteś Szkotką?
Ellie potrząsnęła głową.
Przyleciała tanimi liniami z Glasgow dwa dni wcześniej, po podróży autostopem z maleńkiej szkockiej wyspy Moiry na Hebrydach Zewnętrznych, gdzie spędziła całe życie, konkretnie dwadzieścia jeden lat.
Pracowała przez dwa lata w pubie na Moiry, by zarobić na lot do Ameryki. Szukała przygód, chciała wreszcie przeżyć coś ekscytującego, zobaczyć nowe miejsca i spotkać ludzi, którzy nie znaliby jej od urodzenia. Chciała też otrząsnąć się po stracie Rossa i Susan MacGregorów – trzy lata temu ojciec miał zawał serca, a mama wkrótce po jego śmierci zmarła z rozpaczy.
Udało się, pomyślała, gdy Carly opowiadała dzieje Romana Frasera i jego dawno zaginionej siostry. Okazało się, że ponad dwie dekady temu przed Bożym Narodzeniem para miliarderów postanowiła kupić hotel w szkockich górach. Na ciemnej, opustoszałej drodze mieli wypadek. Przeżył tylko chłopiec, Roman. Drugiego dziecka, dziewczynki, do dziś nie odnaleziono.
– Jesteś pewna, że nigdy nie słyszałaś tej historii?
– Sama nie wiem, może – skłamała Ellie.
Godziny pracy w pubie wykluczały oglądanie telewizji, a internet rzadko działał na wyspie. Gazety przychodziły z opóźnieniem, więc nikt nie zwracał uwagi na nieaktualne wiadomości. Poza tym, jeśli chodzi o bezowocne poszukiwania siostry przez Romana, to rozpoczął je dziesięć lat temu, kiedy tylko oficjalnie odziedziczył fortunę. Ellie miała wtedy zaledwie jedenaście lat i niczym się nie interesowała.
– Wyszukaj sobie tę historię na przerwie. – Carly zaczęła intensywnie przyglądać się Ellie. – Jesteś w jej wieku, ze Szkocji… Nigdy nie wiadomo.... Dziewczynka miała na imię Eloise… Czyż to nie brzmi jak Ellie?
Tak, jasne… Ellie zaśmiała się w duchu. Dlaczego właściwie każdy Amerykanin myśli, że w Szkocji mieszka dwadzieścia osób i wszyscy są spokrewnieni?
– Otrzymałam imię po babci ze strony matki, Eleonorze Fitzgerald – wyjaśniła Ellie.
Nie dodała, że od śmierci jej rodziców zmagała się z poczuciem winy. Prawda jest taka, że zawsze pragnęła wyjechać i swoimi planami zmieniła ich życie w piekło. Byli dobrymi ludźmi, a ona ich wymarzonym dzieckiem – Susan urodziła ją, będąc po czterdziestce, po kilku wcześniejszych poronieniach.
Jako dziecko, urywała się ze szkoły, by wędrować po wyspie i marzyć o odległych miejscach, zwłaszcza o Nowym Jorku, o którym kiedyś opowiedział jej tata.
Jako nastolatka nienawidziła mentalności małej wyspy i swoich rówieśników, których ambicją było pracować w polu, łowić ryby i wypasać barany. Nie chciała całe życie rozmawiać tylko o pogodzie i przyrządzaniu jagnięciny.
Rodzice zawsze byli wobec niej cierpliwi, nigdy nie podnosili głosu, po prostu patrzyli na nią z paniką i niepokojem w oczach, co sprawiało, że po ich śmierci jeszcze bardziej wstydziła się swojego buntu.
Chociaż była zdeterminowana, żeby w końcu opuścić wyspę i spełnić marzenia, kiedy wreszcie przyjechała do Nowego Jorku, zdała sobie sprawę, że ucieczka od jednego życia do drugiego może nie wystarczyć. Wybrała Nowy Jork, by móc się z czymś utożsamiać, ale też pozostać anonimową. Jednakże, o ile drapacze chmur, hałas i energia miasta fascynowały ją, z drugiej strony – przerażały.
Może nie była tak odważna, jak myślała. Czy przygotowała się na bezpardonową walkę, którą żyli mieszkańcy Ameryki? A jeśli tu też nie będzie pasowała?
– Szkoda – powiedziała Carly, wytrącając Ellie z zamyślenia. – Fajnie byłoby mieć Romana Frasera za brata. Byłabyś spadkobierczynią miliardów. I mogłabyś poderwać Alexa Costę, przyjaciela Romana.
Ellie skinęła głową, chociaż nie żałowała, że to MacGregorowie byli jej rodzicami. Przynajmniej miała szczęśliwe dzieciństwo, w odróżnieniu od osieroconego Romana. Znów ogarnął ją wstyd, bo nie doceniała Rossa i Susan, gdy żyli, przynajmniej nie dała im tego odczuć.
A co do hipotetycznego randkowania z Costą? Odpada. Facet to znany playboy, a ona nadal była dziewicą. Nie miała zamiaru zawracać sobie głowy mężczyzną, który pewnie oganiał się od supermodelek. Jak mógł wydać fortunę na głupie dekoracje, skoro tuż obok ludzie spali na ulicy?!
Ellie może i miała zamiłowanie do włóczęgi, ale postanowiła zrobić wszystko, żeby zbyt szybko nie zrujnować swojej wielkiej przygody w Nowym Jorku. Musiała zachowywać się rozsądnie przez co najmniej tydzień. A to oznaczało ciężką pracę dziś wieczorem, by dostać rekomendacje i znaleźć stałą pracę, zanim skończą się oszczędności.
Carly zatrzymała się przy stojaku z kostiumami i jeden z nich, niepełny kostium elfa czy może chochlika, ze spódniczką niezakrywającą majtek, podała Ellie.
– To powinno pasować. Możesz się przebrać w toalecie – powiedziała, zerkając na telefon. – Zaczynamy serwować, gdy pojawią się goście, czyli wcześnie, bo chcą sobie pooglądać i liczą, że zobaczą pana Costę, który i tak zawsze się spóźnia. Bądź w swoim sektorze za dwadzieścia minut.
– Ale… Ten kostium niczego nie zakrywa! – krzyknęła przerażona Ellie.
– Chcesz tę pracę czy nie? – spytała Carly.
Nie mogła być małomiasteczkowo pruderyjna, to nie Moira, pomyślała.
– Chcę – odpowiedziała.
Kiedy poszła się przebrać, zdecydowała, że Alex Costa to zdecydowanie kretyn… Kto kazałby przebrać kelnerki za chochliki z gołymi tyłkami?

– Przepraszam, Alex, nie będzie mnie na twojej imprezie, mam lepszą propozycję. Baw się dobrze. I nie podrywaj żadnej, której ja bym nie poderwał.
– Zostawiasz mi większe pole manewru.
Alex Costa zaklął pod nosem. Roman Fraser znów go wystawił. „Lepsza oferta” to pewnie jakaś nieziemska dziewczyna. Nie miał pretensji. Roman nie przepadał za imprezami, zwłaszcza wymagającymi przebrania się. Szczerze, sam też mógłby bez nich żyć.
Zainicjował halloweenowe spotkania siedem lat temu, kiedy jego firma Costa Tech wbiła się na szczyt Forbes Global 2000 i w wieku dwudziestu trzech lat oficjalnie został miliarderem. Pierwotnie bal Halloween miał promować jego nazwisko, ale bardzo szybko wszedł na stałe do kalendarza Manhattanu.
Nie był w nastroju, stojąc na balkonie swojego apartamentu na ostatnim piętrze i obserwując uroczystości poniżej. Ludzie, których nie znał i którzy go nie obchodzili, tłumnie paradowali w drogich kostiumach od projektantów, zachwycając się nawiedzonym domem i cmentarzyskiem projektu scenografki z Broadwayu.
Powinien sam wszystkiego doglądać, ale najpierw musiałby zdać się na łaskę ekipy charakteryzatorów czekających od godziny, by przeistoczyć go w coś demonicznego.
Wypił kolejny łyk szkockiej. Wieczór byłby bardziej znośny, gdyby Roman też zechciał zrobić z siebie głupka. Miał nadzieję na wspólny wieczór, ponieważ wiedział, że jego przyjaciel wyjeżdża w interesach aż do Święta Dziękczynienia. Z kolei przed Bożym Narodzeniem Roman zwykle gdzieś się zaszywał i w samotności przeżywał wspomnienie wypadku sprzed lat.
Alex zadrżał. Nie cierpiał Bożego Narodzenia, odkąd był małym dzieckiem. Jego ojciec, Carmine Da Costa, był uwielbiany przez wszystkich, z wyjątkiem Alexa, który znał prawdę o jego oszustwach i kochankach. Carmine długo udawał wspaniałego męża i oddanego ojca. Mama w końcu się domyśliła, rodzeństwo nie przyjmowało strasznej prawdy do wiadomości.
Patrzył na swoich anonimowych gości z uczuciem bolesnej samotności. Nie czuł się tak od dawna. Dlaczego do cholery pomyślał o ojcu, o rodzinie, z którą nie miał kontaktu?
Czas wziąć się w garść, Costa.
Gdy wreszcie miał wejść do środka, jego uwagę przykuła kelnerka, która przedzierała się przez korytarz pełen gości w kostiumie wielkości podkładki pod piwo. Pożądanie niemal zwaliło go z nóg, gdy przyjrzał się jej smukłej sylwetce i burzy kasztanowych loków. Za chwilę jednak zaczął współczuć dziewczynie.
Za kogo oni ją przebrali? Wyglądała jak kiepska parodia elfa. Co za głupi pomysł, żeby tak ubrać kelnerki pod koniec października? Musiała nieźle zmarznąć. Manewrowała biodrami pod ledwo widoczną spódnicą, jej smukłe nogi posiniały w kabaretkach. Alex wściekł się jeszcze bardziej.
Kiedy ostatni raz czuł takie pożądanie? Dawno temu.
Nie miał jednak zamiaru uwodzić kelnerki na własnym balu. Co oznaczało, że znów mógł pozazdrościć Romanowi.
Wypił ostatni łyk whisky i wszedł do środka.

– Hej, ślicznotko, można prosić więcej martini czarownic?
Ellie obróciła się z trudem na wysokich obcasach, starając się nie myśleć o stopach z pęcherzami rozmiaru Brooklynu. Kiepsko zrobiony Frankenstein, który gapił się na nią przez całą noc, potykając się, zmierzał w jej kierunku.
– Oczywiście, proszę pana, zaraz przyniosę.
– Hej – wybełkotał i zablokował jej drogę. – Nie uciekaj, ślicznotko.
Zesztywniała, gdy chwycił ją w talii i przyciągnął.
– Proszę zabrać ręce, proszę pana.
Wyrwała mu się i odeszła. Była zmarznięta, obolała, zmęczona podróżą i podirytowana tym gościem. A przecież impreza dopiero się rozkręcała.
Jeśli dotknie jej jeszcze raz, pożałuje…
– Jestem dyrektorem generalnym Radisson Investments. Costa nie będzie zadowolony, że odgrywasz niezdobytą twierdzę…
Mówiąc to, chwycił ją za pupę. Ellie gwałtownie odtrąciła jego rękę.
– Dotknij mnie jeszcze raz, Frankie, i po tobie.
Podrażniony oporem Frankenstein znów ścisnął jej pośladek. Chwilę potem drobna kobieca pięść z impetem wylądowała na jego szczęce.
– O, nie! – krzyknęła.
Ból sprawił, że nie utrzymała tacy z napojami, zalewając się drogimi drinkami. Czerwona ze wstydu próbowała doprowadzić się do porządku, nieświadoma poszerzającego się kręgu ciekawskich wokół. Przeklinając wściekle, Frankenstein potoczył się z powrotem w jej stronę, trzymając się za szczękę.
– Pozwę cię, dziwko. Złamałaś jeden z moich implantów.
Ellie uniosła przed siebie obie pięści.
– Dotknij mnie jeszcze raz, a nie dasz rady policzyć wszystkich złamań.
Przygotowana do zadania ciosu, poczuła, że ktoś odciąga ją od Frankensteina za pasek fartuszka.
– Spokojnie, chochliku – wyszeptał męski głos. – Uwierz mi, on nie jest tego wart.
Po chwili ten sam głos przemówił do Frankensteina.
– Wynoś się stąd, Brad, i nie wracaj.
– Uderzyła mnie!
– Też zaraz to zrobię.
Frankenstein zaklął, ale zrezygnowany uniósł ręce.
– Dobra, spoko, już mnie nie ma.
– Zanim sobie pójdziesz, przeproś panią.
Ellie zachwiała się, ale właściciel zbawiennego głosu za jej plecami podtrzymał ją.
Otaczało ich morze upiornych, potwornych, diabelskich postaci – niektórzy chichotali, inni robili im zdjęcia, wszyscy otwarcie cieszyli się niespodziewanym spektaklem.
– Przepraszam – wydusił Frankenstein.
– Przedstawienie skończone – oznajmił tajemniczy wybawca głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Ellie czuła, jak powoli schodzi z niej napięcie. Nogi ponownie się pod nią ugięły i ciepłe dłonie znów ją przytrzymały.
Obróciła się w kierunku nieznajomego. Musiała spojrzeć w górę, żeby zobaczyć jego twarz, i od razu zakręciło jej się w głowie – kruczoczarne włosy zaczesane do tyłu, biała jedwabna koszula, czarna peleryna i krew kapiąca z jednego z wystających kłów. Została uratowana przez mierzącego metr dziewięćdziesiąt wampira!
– Drakula?
– Do usług!
Kły zalśniły i Ellie wyobraziła sobie, jak zatapiają się w jej szyi.
– Może pani stać o własnych siłach?
– Tak – powiedziała wbrew temu, co czuła.
– Jest pani przemoczona.
– To wina F-Frankensteina – wyjąkała, szczekając zębami.
Sytuacja była katastrofalna. Ludzie wciąż się gapili, a ona pogrążała się w przerażeniu, bo prawdopodobnie zostanie pozwana przez Frankensteina. Co gorsza, zauważyła pędzącą w jej kierunku Carly. No tak, nie dość, że pozwana, to jeszcze bezrobotna! Czy chociaż zapłacą jej za sześć godzin pracy, którą wykonała?
– Dlaczego uderzyła pani Brada? – zapytał Drakula.
Nie wiedział, mimo to przybył jej na ratunek, miłe z jego strony…
– Poklepywał mnie po… pupie – powiedziała z trudem.
– To drań…– wykrzyknął z wściekłością.
– Właśnie dlatego…
– Jest pani Szkotką? – zapytał nieoczekiwanie. – Mam rację?
– Tak.
– Z której części Szkocji? Rodzina mojego przyjaciela Romana stamtąd pochodzi.
Patrzyła na niego zdziwiona, nie tylko ze względu na wzmiankę o tajemniczym Romanie. Rozpoznał jej akcent, a większość nowojorczyków, których spotkała do tej pory, myliła szkocki akcent z irlandzkim. Drakula był bardzo spostrzegawczy, na dodatek jego ognisty wzrok zmiękczał jej mięśnie i kości.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, Carly wyhamowała i zatrzymała się tuż przed nimi.
– Panie Costa, słyszałam, co się stało. Przepraszam za nią. – Wskazała Ellie. – Pan Radisson powiedział mi, że jedna z kelnerek go zaczepiała. Ochrona zaraz wyprowadzi stąd panią MacGregor.
Costa? Więc jej wybawiciel nie był rycerzem w lśniącej zbroi, lecz kretynem, który kazał ubrać kelnerki w głupie kostiumy?
– A pani to…?
– Carly Jemson, organizatorka, kierownik sztabu Marilyn Holsten, proszę pana.
– Zabieram panią MacGregor do środka, żeby mogła się przebrać. Jest przemoczona, zmarznięta i właśnie została obrażona przez Radissona. Będziemy mieli szczęście, jeśli nas nie pozwie.
Ton jego głosu powstrzymał Carly.
– Pani MacGregor weźmie teraz wolne. Proszę też podwoić jej wypłatę – kontynuował, ku zdumieniu Carly i gapiów. – I proszę powiedzieć Marilyn, choć nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek ją zatrudnię, że nie życzę sobie, by kelnerki były ubierane w coś tak cholernie niestosownego.
Zostawili Carly wyrzucającą z siebie serię przeprosin i skierowali się schodami na najwyższy poziom, niedostępny dla gości i personelu.
Ellie pozwoliła się prowadzić, choć nadal czuła się okropnie, fizycznie i psychicznie, na dodatek nie wiedziała, co zrobić z żarem rodzącym się między udami. Ale gdy tylko weszli do rozległej części dziennej ze szklaną ścianą zapewniającą wspaniały widok na rozświetlony nocą Manhattan, natychmiast odskoczyła od Drakuli.
– Dziękuję panu – powiedziała.
Tak naprawdę, nie odczuwała wdzięczności. Owszem, nie zwolnił jej, może nawet nie wiedział o strojach kelnerek, ale to była jego impreza! Mogła postawić każde pieniądze, że Carly umieści ją na czarnej liście za to, jak przed chwilą została upokorzona.
Ellie czuła się bezbronna, bezradna i nienawidziła się za to.
– Mów mi Alex – uśmiechnął się lekko.
– Eleonora… Mów mi Ellie… – odburknęła. – Gdzie jest winda? Chciałabym już pójść.
– Jesteś mokra, robi się zimno – powiedział podirytowany. – Nigdzie nie pójdziesz, póki się nie upewnię, że nic ci nie jest.
Ujął jej dłoń, żeby przyjrzeć się posiniaczonym kostkom. Ten czuły gest był tak nieoczekiwany, że zabrało ją kilka sekund, by uwolnić palce.
– Nie trzeba…
– Weź gorący prysznic, a ja poszukam apteczki. Powinniśmy zastosować jakiś środek antyseptyczny. W szafce są czyste dresy, a w barku dobra szkocka. Poczęstuj się.
– Nie mogę się tu kąpać, panie Costa – powiedziała.
– Mam na imię Alex – powtórzył, wyciągając z ust sztuczne kły. – Albo Drakula, jak wolisz.
Bez kłów wcale nie wyglądał mniej niebezpiecznie.
– Myślisz, że to zabawne? – spytała.
Ledwo stała na nogach. Pragnęła jedynie położyć się i spać przez tydzień. Gdyby tylko udało się powstrzymać fale podniecenia, które zalewały ją za każdym razem, gdy na niego spojrzała.
– Ależ skąd!
– Powinnam stąd wyjść – powtórzyła słabnącym głosem.
Tak strasznie chciało jej się spać. I faktycznie było jej zimno, poza nieznanym ciepłem w dole brzucha.
Podszedł, położył ręce na jej ramionach i kolana znów ugięły się pod jej zmęczonym ciałem.
– Czy masz kogoś, kto mógłby po ciebie przyjechać? – zapytał. – I czuwać przy tobie w nocy?
Potrząsnęła głową. Czy on musiał być taki przystojny? I dlaczego nie mogła przestać się trząść?
– Ja… Właśnie przyjechałam do Nowego Jorku… – wydusiła z trudem. – Ale już od lat radzę sobie sama.
Przygotowała się na lawinę litości. Dlaczego właściwie ujawniła coś tak osobistego mężczyźnie, którego nie znała? Resztkami sił odsunęła się od niego. Nie czas na rozklejanie się, Ellie.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel