Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
Tydzień we Francji / Nie tak miało być
Zajrzyj do książki

Tydzień we Francji / Nie tak miało być

ImprintHarlequin
Liczba stron320
ISBN978-83-276-8579-7
Wysokość170
Szerokość107
TłumaczDorota Viwegier-JóźwiakZbigniew Mach
Tytuł oryginalnyProof of Their One Hot NightQueen by Royal Appointment
Język oryginałuangielski
EAN9788327685797
Data premiery2022-12-01
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Tytuł dostępny przedpremierowo od dnia 01.12.2022 r. w Booktime.pl


Chłodne usposobienie i koncentracja na pracy zawodowej chronią Calandrę Smythe przed miłosnymi rozczarowaniami. Tylko raz w życiu Calandra zrobiła coś, czego nie zaplanowała – spędziła noc z Alejandrem Cabrerą. Chciałaby jak najszybciej wymazać z pamięci tę chwilę słabości, lecz wkrótce dowiaduje się, że jest w ciąży. Informuje Alejandra, że zostanie ojcem, i równocześnie, że zamierza sama wychować dziecko. Alejandro proponuje jej wspólny tydzień we Francji, by mogli się lepiej poznać, a potem podejmą decyzję…

 

Fragment książki

Calandra Smythe otworzyła oczy, czując ciężar muskularnego ramienia obejmującego ją w pasie. Patrzyła na własne odbicie w lustrze nad łóżkiem. Pościel w kolorze nocnego nieba okrywała jej piersi i biodra, poza tym była zupełnie naga, a dotyk śliskiego jedwabiu na skórze do złudzenia przypominał czułe pocałunki. Zamiast starannie upiętych w kok włosów, długie pasma w kolorze czekolady rozsypane były na poduszce. Zmysłowej kompozycji dopełniały rozkosznie zaróżowione policzki i lekko rozchylone, wydatne usta.
Wyglądała niczym bogini seksu z okładki romansu.
Podobnie kusząco prezentował się jej partner, który spał z twarzą ukrytą w poduszce, ale jego odsłonięte plecy odbijały się lustrze. Ciemne kręcone włosy sięgały aż do karku, muskularne barki niemal błagały, by je pieścić, zsuwając się w dół aż do jędrnych pośladków…
Stop!
Calandra z trudem zapanowała nad rozszalałym rytmem serca. Nigdy dotąd nie działała pod wpływem impulsu. Nie pozwalała się nikomu do siebie zbliżyć. Lecz ostatniej nocy jakby ktoś wziął jej ciało w posiadanie i kazał mu reagować inaczej niż do tej pory. Śmiała się i flirtowała, zamiast jak zwykle zbyć intruza chłodnym spojrzeniem. Gdyby jej szef dowiedział się, co zrobiła, albo raczej z kim to zrobiła, jej kariera, dla której tak wiele poświęciła, wylądowałaby w koszu.
Słońce wdarło się do sypialni przez niezasunięte zasłony i oślepiło ją na moment. Skrzywiła się i przewróciła na bok. Łagodnym ruchem odsunęła ramię kochanka i usiadła na łóżku, dotykając stopami miękkiego dywanu. Wspomnienie niedawnej rozkoszy nie opuściło jeszcze jej lędźwi i przez chwilę zastanawiała się, czy nie przytulić się znów do pogrążonego we śnie kochanka.
Po lewej stronie znajdował się sporych rozmiarów marmurowy kominek, naprzeciwko miała wysokie okna ze wspaniałym widokiem na rzekę Hudson.
Wiele lat temu żyła w podobnych luksusach. Miała wszystko, czego można było zapragnąć. Piękny dom, najdroższe ubrania, wyjazdy do Francji, Włoch i Turcji. I była nieszczęśliwa.
Ale łatwiej jej było skupić się na luksusie niż na nagim mężczyźnie śpiącym spokojnie tuż za jej plecami. Łatwiej było oceniać szczegóły, takie jak ogromna wanna z hydromasażem, którą zauważyła przez uchylone do łazienki drzwi, niż przywołać w pamięci uczucie, jakie wywołała seria pocałunków mężczyzny pieszczącego jej kark, piersi i brzuch. Wszystko było łatwiejsze niż stanąć oko w oko z faktem, że oddała dziewictwo mężczyźnie, którego brat był jej szefem.
Sięgnęła po telefon leżący na szafce nocnej i aż westchnęła. Wpół do siódmej? Od czterech lat nie zdarzyło jej się wstać później niż o czwartej rano.
Na szczęście żadnych połączeń ani wiadomości od Adriana. Niezależnie od tego, jak upojna była ostatnia noc, nie było warto ryzykować własną reputacją. Albo, co gorsza, sercem. Calandra szczyciła się umiejętnością trzymania wszystkich, a w szczególności mężczyzn na dystans, i nigdy nie uległa pokusie. Aż do wczoraj.
Zerknęła przez ramię, by się upewnić, że mężczyzna nadal śpi. Opalone barki skąpane w promieniach słońca unosiły się w takt oddechu.
Calandra wstała z łóżka. Musiała poszukać sukienki, ubrać się i wyjść ze suity hotelowej, zanim…
– Buenos días, Callie.

Alejandro Cabrera uśmiechnął się w tym samym momencie, w którym Calandra znieruchomiała. Jej piękne nagie ciało przypominało posąg rozświetlony słońcem, które pieściło doskonałe kontury, od smukłej szyi aż do długich, długich nóg. Chętnie namówiłby ją, by wróciła do łóżka, ale sądząc po jej spłoszonej minie, szybka powtórka ostatniej nocy nie wchodziła w grę.
Poczuł niedosyt, bo nieprzystępna zazwyczaj organizatorka imprez przeistoczyła się wczoraj w fascynującą kobietę, która uwiodła go namiętnymi pocałunkami i rozkosznymi westchnieniami, gdy odkrywał każdy centymetr jej seksownego ciała. Nie spodziewał się, że jest dziewicą. Początkowy szok przerodził się w zaborczość, jakiej nigdy nie doświadczył. Może dlatego tej nocy był jeszcze uważniejszym i czulszym kochankiem.
Podciągnął się nieco wyżej i oparł plecami o wezgłowie łóżka. Spojrzenie Calandry przemknęło po jego nagiej sylwetce. Delikatny rumieniec wykwitł na jej policzkach i odwróciła głowę w bok.
Alejandro uśmiechnął się zadowolony, czując lekkie pobudzenie.
– Wszystko to już widziałaś, słonko.
– Nie przypominaj mi – powiedziała i skrzywiła się jak przy przełykaniu gorzkiej pigułki.
Nie była to odpowiedź, jakiej oczekiwałby od kobiety po wspólnie spędzonej nocy, dlatego zdziwił się. Czyżby uroił sobie jej wczorajszą namiętność albo, co gorsza, okazał się mało delikatny? Pamiętał jednak, że gdy to zrozumiał i chciał dać jej chwilę na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji, Calandra chwyciła go za pośladki i pociągnęła tak, że omal nie skończył chwilę potem. To dopiero byłby blamaż!
Z jeszcze większym zdumieniem obserwował teraz, jak podniosła z podłogi swoją sukienkę i próbowała odwrócić ją na właściwą stronę. Śliska tkanina wysunęła jej się z rąk i sukienka opadła z powrotem na dywan, tworząc wokół jej stóp ciemną plamę. Calandra przez chwilę wpatrywała się w sukienkę z uporem, jakby czekając, że sama uniesie się z podłogi w jakiś magiczny sposób i okryje jej ciało. Wreszcie westchnęła i odwróciła się w stronę Alejandra. Piękne szare oczy na moment rozbłysły gniewem. Z rozpuszczonymi puklami okrywającymi alabastrowe plecy wyglądała niczym ciemnowłosa wersja Afrodyty wynurzającej się z czarnych fal.
– Przestań się na mnie gapić!
Z trudem odciągnął spojrzenie od krągłych piersi zakończonych różowymi sutkami i spróbował skupić się na oczach Calandry, które w tej chwili przypominały zimny kamień. Zatęsknił za płomieniem, który w nich widział przez cały wczorajszy wieczór, aż do chwili, gdy zdecydowali się wyjść z opustoszałej sali balowej.
Tamta Calandra podobała mu się znacznie bardziej, choć czy to miało znaczenie? Po południu będzie już na pokładzie samolotu lecącego do Nowego Orleanu, a Calandra wróci do organizowania przyjęć i innych imprez w firmie jego brata, Cabrera Wines. Wspólna noc odejdzie w niepamięć, a Calandra zasili pokaźną grupę kobiet, które przewinęły się przez łóżko Alejandra.
Posłał jej uśmiech playboya, który miał zamaskować chwilowe zamyślenie.
– Wszystko to już widziałem.
– Przestań, proszę!
Odwrócił głowę w bok i westchnął rozczarowany. Za oknami piętrzyły się nowojorskie drapacze chmur skąpane w porannym słońcu. Nawet nie planował pojawić się na przyjęciu brata, zorganizowanym z okazji premiery nowego wina. Ostatni raz miał kobietę przeszło miesiąc temu i choć lubił droczyć się z Calandrą, nigdy by nie przypuszczał, że to właśnie ona zostanie jego następną kochanką.
Ani tym bardziej, że była dziewicą. Pragnienie zatrzymania jej tylko dla siebie wypełniało teraz jego wyobraźnię. Nie chciał, by ktokolwiek inny mógł się przekonać, jaki wulkan namiętności ukrywa się pod tą maską niechęci i chłodu.
Rzucił dyskretne spojrzenie w jej stronę. Lekko zaokrąglone plecy, wąska talia i para nieziemsko długich nóg zniknęły w czeluściach czarnej sukienki.
Tak czy inaczej to zdecydowanie była udana noc, pomyślał.
– Cóż…
Odwrócił się na dźwięk jej głosu. Sukienka była na właściwym miejscu. Usta Calandry były zaciśnięte, podobnie jak palce opuszczonych dłoni. Chłód w jej spojrzeniu mógłby zniechęcić największych śmiałków.
Ale nie jego. Nie po tym, jak obejmowała tymi długimi nogami jego biodra i…
– Słucham? – zapytał, mrugając powiekami, żeby wybudzić się ze świata swoich fantazji.
– Dziękuję za… – Urwała i wykonała ręką nieokreślony ruch, po czym potrząsnęła głową. – Przyjemnego pobytu w Nowym Orleanie!
Panika dopadła Alejandra, co nie zdarzało się prawie nigdy, a na pewno nie wtedy, gdy żegnał się z kobietą po wspólnie spędzonej. Zwykle to on opuszczał łóżko kochanki, jej pokój hotelowy albo dom. Dlaczego więc nie spodobało mu się, że Calandra niemal w popłochu zmierzała w stronę drzwi? Kobieta, której nie trzeba było wypraszać, to rzadkość. Znacznie więcej było takich, które skłonne są uznać jedną noc za obietnicę małżeństwa.
Wyskoczył z łóżka, sięgnął po parę spodni przerzuconych przez oparcie fotela i poszedł za nią.
– Co robisz? – zapytała, kładąc dłoń na klamce. – Przecież się pożegnałam.
– Chcę cię tylko odprowadzić do pokoju.
Zacisnęła usta jeszcze mocniej, tak że tworzyły prawie poziomą cienką kreskę. Odkąd Adrian zatrudnił Calandrę, Alejandro wiele razy próbował wyprowadzić ją z równowagi, ale nie reagowała na zaczepki.
Dopiero wczoraj sytuacja się odwróciła. Widział ją w chwili największej rozkoszy, kiedy z paznokciami wbitymi w jego ramiona, krzyczała jego imię.
– Nie mam tu pokoju – powiedziała.
– Jak to?
– Zatrzymałam się u znajomego w mieście.
Zazdrość zakradła się do jego serca.
– U znajomego?
Nawet nie mrugnęła okiem, a przecież musiała usłyszeć napięcie w jego głosie.
– Tak.
– Znam go?
– Nie.
Powinien odpuścić. Spędzili ze sobą jedną noc. Zazwyczaj mu to wystarczało. Sądząc po postawie Calandry, myślała tak samo. Dlaczego więc był zazdrosny?
Otworzyła drzwi i wyszła na korytarz. Alejandro błyskawicznie dopiął rozporek i ruszył za nią.
– Nie powinieneś założyć koszuli? – spytała, odwracając się w jego stronę.
– Tak mi wygodnie, poza tym… wszystko już widziałaś, całowałaś, kąsałaś…
Przewróciła tylko oczami i poszła w kierunku wind. Wsiadł za nią i nacisnął parter. Drzwi się zamknęły i po raz kolejny znaleźli się zupełnie sami w ciasnej, niemal intymnej przestrzeni.
Rzucił okiem w jej stronę. Była równie spięta jak on. Musiała czuć te iskry, które przeskakiwały pomiędzy nimi, gdy tylko stali zbyt blisko siebie.
Calandra wyprostowała plecy i wbiła wzrok w drzwi windy. Jej piersi unosiły się, rozpychając dekolt sukienki. Myśl o tym, że Calandra zaraz zniknie z jego życia, wywołały w nim potrzebę natychmiastowego działania. Poczuł ogromną chęć objęcia jej i pocałowania po raz ostatni słodkich ust. Właśnie wtedy w jego głowie rozległy się dzwony bijące na alarm. Niespodziewanie dla siebie poczuł, że pozbycie się Calandry i tej niezrozumiałej żądzy będzie najlepszym wyjściem.
Winda zatrzymała się i oboje wyszli do lobby. Greckie kolumny, żyrandole, kanapy i łagodna muzyka płynąca z głośników na dobre ostudziły zapędy Alejandra. Popatrzył w stronę wysokich okien i ruchliwej nawet o tej porze Pięćdziesiątej Trzeciej Ulicy.
Calandra maszerowała ku wyjściu, stukając obcasami po marmurowej posadzce. Szedł za nią, mimo że miał ogromną ochotę wrócić do pokoju, zamówić śniadanie, a potem złapać jeszcze kilka godzin snu przed wylotem.
Recepcjonistka – drobna dziewczyna w dużych okularach – zrobiła wielkie oczy na jego widok. Pomachał jej ręką.
– Wiem, że jestem bez koszuli, ale to zajmie tylko minutę, obiecuję.
Przyspieszył kroku, gdy Calandra przeszła przez obrotowe drzwi i uniosła rękę, machając na taksówkę. Alejandro wyprzedził ją, by otworzyć drzwi samochodu, po czym skłonił się bez słowa.
Rzuciła mu chłodne spojrzenie, wsiadając.
– Dziękuję – mruknęła sztywno.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedział.
Uniosła głowę, by rzucić ciętą ripostę, ale cokolwiek zamierzała powiedzieć, zmieniła zdanie, gdy ich spojrzenia się spotkały. Chłód zniknął, zastąpiony miękkością kociego spojrzenia, w którym kryło się pożądanie, tęsknota i…
Poczuł, jak żal zalewa jego serce.
– Calandro, ja…
Potrząsnęła tylko głową i złapała dłonią klamkę.
– Do widzenia, señor Cabrera.
Drzwi trzasnęły i taksówka zaczęła się oddalać. Patrzył za nią, dopóki nie zniknęła w morzu innych samochodów.
Uniósł głowę, by nacieszyć oczy legendarną panoramą, na którą składały się strzeliste budynki ze stali i szkła. Jednak poczucie, że właśnie coś stracił, nie dawało mu spokoju. Od kilku miesięcy żył zawieszony w próżni. Nie cieszyły go przyjęcia ani zmieniające się kochanki. Pragnął czegoś innego, jakiejś stałości, na której można się było oprzeć. Pewną pociechą w ostatnim czasie były dwa nowe statki, które miały zasilić flotę Cabrera Shipping oraz projekt La Reina, na którym mu bardzo zależało, a do którego mnóstwo krytycznych uwag miał ojciec. Nie pierwszy raz zresztą. Zdążył się już przyzwyczaić do niechęci Javiera Cabrery okazywanej mu, jako środkowemu z trójki braci.
Pod względem zawodowym przyszłość wyglądała nie najgorzej. Dlatego nie rozumiał tęsknoty, którą podszyte były jego myśli o życiu prywatnym. Noc z Calandrą tylko wzmocniła efekt, jaki obserwował od jakiegoś czasu. Nagły dźwięk klaksonu i przeciągłe „Hej, przystojniaku!” wytrąciły go z nostalgicznego nastroju. Popatrzył na kobietę o nieco mętnym spojrzeniu i rozmazanym makijażu, która wychylała się z okna innej taksówki, machając w jego stronę ręką. Uśmiechnął się z obowiązku i przypomniawszy sobie, że nie ma na sobie koszuli, szybkim krokiem wrócił do hotelu.
Jedna noc absolutnie fantastycznego seksu. To wszystko, co mu zostało i co powinno mu wystarczyć. Z tą myślą skierował się do windy.
Gdy wreszcie przyjechała, wysiadła z niej śliczna blondynka. Spieszyła się tak samo jak Calandra, może dlatego zwrócił na nią uwagę. Gdy zerknęła na niego, rozpoznał ją. Tańczyła wczoraj na przyjęciu z Adrianem. Musiała wpaść mu w oko, bo dawno już nie widział brata tak ożywionego.
Chciał się przywitać, ale wyminęła go, zanim zdążył otworzyć usta. Zmarszczył czoło, zastanawiając się, co też takiego zmusiło tę kobietę do pośpiechu, ale ostatecznie dał za wygraną. Miał wystarczająco dużo swoich problemów. Gdy tylko się na nich skupi, przestanie myśleć o Calandrze. Przede wszystkim potrzebował chłodnego prysznica. Kolejne punkty planu na dziś to: ubrać się, zjeść śniadanie, przygotować się do wylotu i najważniejsze: zapomnieć o Calandrze i ostatniej nocy.

Cztery miesiące później

Calandra obserwowała tłum zgromadzony na trawniku przed paryskim domem Adriana Cabrery. Palcami mocno ściskała kieliszek szampana, jakby to była jej ostatnia deska ratunku. Przed jej oczami defilowali goście w eleganckich strojach w kolorze bladej zieleni, bieli i przygaszonego błękitu. Niektórzy popijali szampana, częstowali się tartinkami, rozmawiali, żywo gestykulując.
Wróciła myślami do problemu, która ją tu sprowadził. I choć wolałaby być teraz w swoim domu w Karolinie Północnej i skulić się na łóżku z książką w ręku i filiżanką herbaty na stoliku obok, sumienie domagało się od niej działania.
To będzie szybka rozmowa. Potem będziesz mogła wyjść.
Powoli rozluźniła uścisk, bojąc się, że ze stresu w końcu stłucze kieliszek. Niepotrzebnie aż tak się stresowała. On nie miał powodu do zdenerwowania, ona zaś miała gotowy plan i zrealizuje go, tak jak to zawsze robiła. Wiedziała, że jest kobieciarzem i mnóstwo razy zresztą słyszała, jak mówił, że nie interesują go stałe związki.
Kiedy się rozstali, obserwowała go w lusterku taksówki. Stał przy krawężniku i patrzył na oddalający się samochód. To wtedy poczuła tęsknotę za jego mocnymi ramionami. Czuła się w nich bezpieczna. Tylko czy warto było tęsknić za czymś nieosiągalnym? Małżeństwo nie wchodziło w grę.
Ze swojego problemu zwierzyła się tylko siostrze. To Johanna nakłoniła ją, by skontaktowała się z nim znowu. Ale jej mejle pozostawały bez odpowiedzi, a telefony w biurze odbierała wyjątkowo nieprzyjemna sekretarka, która ani razu nie przełączyła Calandry do swojego szefa.
Dlatego zdecydowała się pojawić nieproszona na przyjęciu zaręczynowym Adriana Cabrery, mimo że zrezygnowała z pracy u niego trzy miesiące temu. Nie zdecydowałaby się na to, gdyby akurat nie była w Londynie. Bilet do Paryża znajdował się w zasięgu jej możliwości finansowych. Do Londynu zaś sprowadziła ją rekrutacja. Starała się o pracę w jednym z najbardziej znanych w Europie domów mody.
To było jej czwarte spotkanie w sprawie pracy i też nieudane, ponieważ rekruter spytał, czy może się skontaktować z jej poprzednim pracodawcą. Oczywiście, mógł to zrobić, ale wątpiła, by Adrian Cabrera wyrażał się o niej w pochlebny sposób.
Również z tego powodu postanowiła pojawić się na przyjęciu. Może oprócz załatwienia sprawy z Alejandrem uda jej się jakoś wydobyć od Adriana list polecający. Co prawda rozstali się dość nagle i bez wyjaśnienia z jej strony, ale przedtem Adrian wielokrotnie ją chwalił.
Marzyła, by napić się choć łyk szampana i złagodzić suchość w gardle oraz rozluźnić się trochę. Przyspieszone bicie serca czuła już po wyjściu rano z samolotu, ale to było nic w porównaniu z popołudniem, gdy ubrała się w ostatnią sukienkę, jaka jej została. Resztę sprzedała, żeby podreperować topniejące oszczędności. Odkąd weszła na teren posiadłości, czuła coraz silniejsze kołatanie serca. Jeśli szybko nie porozmawia z Alejandrem, kto wie, czy nie będą jej musieli tutaj reanimować.
– Piękna, prawda? – zapytał kobiecy głos tuż za nią.
Calandra uśmiechnęła się z przymusem i dopiero potem zwróciła twarz w stronę nieznajomej.
Zobaczyła wysoką brunetkę wpatrzoną w wieżę Eiffla.
– Pierwszy raz w Paryżu? – spytała Calandra, choć nie znosiła ugrzecznionych pogaduszek. Coś w urodzie kobiety ją urzekło.

 

Tytuł dostępny przedpremierowo od dnia 01.12.2022 r. w Booktime.pl


Od dziesięciu lat Nataliya jest zobowiązana umową do poślubienia księcia Konstantina. Nie chce wychodzić za mąż i chciałaby zostać zwolniona z tej przysięgi, dlatego rozpowszechnia informacje o swoich randkach. Liczy, że zniechęcą one księcia do małżeństwa z kobietą o nadszarpniętej reputacji. Konstantin rzeczywiście zrywa umowę, lecz niespodziewanie jego brat, król Nikolai Merikov, oznajmia, że w takim razie on ożeni się z Nataliyą…

 

Fragment książki

Lady Nataliya Shevchenko stała przy ozdobnych drzwiach prywatnej sali przyjęć pałacu królestwa Volyarus. Wiedziała, że za chwilę nie czeka jej miłe rodzinne spotkanie, na które „zaprosił” ją wuj, król Fedir, lecz raczej proces przed trybunałem wojennym.
Jakby miała odpowiadać za działanie przeciw państwu.
Z prawnego i moralnego punktu widzenia nie zrobiła nic złego. Nie oczekiwała jednak, że król się z nią zgodzi. Zresztą Fedir wcale nie był wujem Nataliyi, lecz ciotecznym bratem jej matki; dorastali razem jako rodzeństwo. Dlatego sam siebie tak właśnie nazywał.
Nataliya wzięła głęboki oddech i skinieniem głowy dała znak strażnikowi, że jest gotowa. Sama obecność straży mówiła jej, że w sali znajdują się nie tylko członkowie rodziny, lecz również dygnitarze.
Jacy? Tego nie wiedziała.
Uniosła wysoko głowę i dumnym korkiem wkroczyła do luksusowo urządzonej sali. Jedwabne tapety, złoto i ozdobne wiekowe meble świadczyły o tym, że tu odbywają się najważniejsze królewskie narady. Przez chwilę słyszała stukot własnych obcasów na marmurowej posadzce, który ucichł, gdy weszła na puszysty perski dywan.
Król siedział w wyszywanym złotą nicią wielkim fotelu, który równie dobrze można by było uznać za tron. Z postaci Fedira biło królewskie dostojeństwo, ale patrzył na Nataliyę zmartwionym i zaniepokojonym wzrokiem. Po jego prawej stronie siedziała królowa Oxana.
W sali obecna była też matka Nataliyi, Solomia hrabina Shevchenko – cioteczna siostra Fedira i najlepsza przyjaciółka Oxany. Siedziała dalej od królewskiej pary niż najmłodszy syn poprzedniego władcy królestwa Mirrus, księcia Evengiego z dynastii Merikov – innego ważnego gracza w sądowej farsie, która miała się za chwilę zacząć. Obok niego siedziało jego dwóch starszych synów. Choć Evengi dekadę temu zrzekł się tronu na rzecz najstarszego z nich, Nikolaia, nikt nie wątpił, że właśnie książę stał za umową, którą podpisali Nataliya i jej rodzice. Regulowała ona różne kwestie biznesowe, ale stwierdzała też, że Nataliya wyjdzie za Konstantina, drugiego syna księcia Evengiego.
Korzenie rodu Merikov sięgały samych Romanowów. Jego pierwszy władca założył królestwo Mirrus na leżącej na Morzu Czukockim wyspie położonej między Alaską a Rosją. Volyarus również było królestwem wyspiarskim. Oba państwa łączyły interesy. Początki ich gospodarek sięgały górnictwa rzadkich minerałów. Mirrus zarządzało teraz przynoszącą wielkie dochody globalną firmą Mirrus Global, choć jej zyski nie były tak olbrzymie, jak stanowiącego podstawę gospodarki Volyarus koncernu Yurkovich-Tanner.
Rodzina Fedira wywodziła się z Ukrainy i nigdy nie żyła w zbyt przyjaznych stosunkach z Rosją. Król miał jednak żelazną wolę scementowania własnego rodu i biznesu z rodziną władającą Mirrus. Wola ta w niczym nie osłabła nawet teraz – dekadę po podpisaniu drakońskiej umowy.
W naradzie brało udział jeszcze dwóch synów Fedira: następca tronu książę Maksim i jego starszy adaptowany brat, książę Demyan.
Kiedyś oba te rody były sobie bardzo bliskie.
Nataliya mieszkała w amerykańskim Seattle i pracowała tam dla Demyana. Często widywała Maksima i jego żonę, bo para ta bywała w Ameryce.
Dziś jednak po dawnej bliskości obu rodzin pozostały tylko wspomnienia.
Łamiąc dworski protokół, Nataliya zignorowała wszystkich obecnych i z uśmiechem na ustach najpierw przywitała się z matką. Solomia również odpowiedziała uśmiechem, który jednak nie sięgnął zmartwionego wyrazu jej oczu. Tak samo brązowych i o takim samym ciepłym odcieniu, jak oczy córki.
Nataliyi nie zdziwiło, że nie wezwano jej ojca. Był nieobecny w jej życiu. Praktycznie dla niej nie istniał, a w Volyarus wciąż był persona non grata. Piętnaście lat temu zostawił jej matkę, by wziąć ślub ze swoją najnowszą kochanką. Złamał w ten sposób dworską etykietę dyskrecji i zasadę stawiania dobra kraju nad własnym. Media nie zostawiły wtedy suchej nitki na królewskiej rodzinie. Nataliya wątpiła, by ojcu kiedykolwiek wybaczono.
Po powitaniu z matką z pełnym szacunkiem skłoniła się przed królewską parą.
– Nataliyo… – zaczął Fedir i zamilkł, jakby brakowało mu słów.
Pamiętała, że w niedawnej rozmowie telefonicznej wprost zapowiedział, że na spotkanie z nim musi się umawiać dwa tygodnie wcześniej. Nazywała go wujem, ale sama nie miała już żadnych rodzinnych przywilejów.
Gdy jego milczenie trwało, Oxana posłała mu zagadkowe spojrzenie i wstała z miejsca. Podeszła do Nataliyi i przywitała się z nią pocałunkiem w policzek.
– Dobrze, że jesteś. Usiądź obok mnie.
Oxana spojrzała na Maksima i skinieniem głowy wskazała, co powinien zrobić. Ten szybko się podniósł i podsunął krzesło matce Nataliyi, która wstała z miejsca i usiadła obok córki. W ten sposób królowa pokazała wszystkim, po której stronie stoi w sprawie, którą miano rozsądzać. A dotyczyła ona skandalicznego zachowania Nataliyi, które w gruncie rzeczy nie było żadnym skandalem.
Fedira zmieszało zachowanie żony, ale Nataliya nawet nie zwróciła na niego uwagi. Piętnaście lat temu udowodnił, że nie obchodzi go los matki i córki. Obie zmuszono do emigracji do Stanów w trosce o ochronę dobrego imienia królewskiej rodziny, chociaż żadna z nich nie była winna temu, że brukowce zmieszały je z błotem.
Przez kilka długich jak wieczność minut w sali panowała cisza. Większość zebranych patrzyła na Nataliyę surowym wzrokiem. Król Nikolai zachowywał kamienną twarz. Nataliya nie miała pojęcia, co o całej sprawie myśli ten mężczyzna, ale sam jego nieodgadniony wzrok sprawiał, że czuła dziwne pobudzenie. Takie, jakiego obiecywała sobie nigdy nie przeżywać.
Nigdy się nie okłamywała, nie próbowała więc udawać, że owo poruszenie nic jej nie obchodzi. Wedle umowy nie za niego miała wyjść za mąż. Jednak Nikolai był jedynym członkiem rodu Merikov, z którego zdaniem wciąż się liczyła.
Fedir dalej milczał, chcąc zmusić ją do zabrania głosu. Jego plan spalił jednak na panewce. Nataliya również milczała.
– Wiesz, dlaczego tu jesteś? – spytał w końcu, chcąc zachować twarz.
– Wolę nie zgadywać.
– W umowie zobowiązałaś się wyjść za księcia Konstantina.
– Tak – odparła śmiałym głosem.
Książę był ostatnim, z którym chciałaby kiedykolwiek stanąć na ślubnym kobiercu.
– Dziesięć lat temu! – dodała głośno, by każdy usłyszał, co myśli o dekadzie czekania na wypełnienie umowy.
Co takiego zrobiła, że w ogóle tu siedzi?
Odbyła kilka randek?
– Czekamy na wyjaśnienia – usłyszała szorstki głos księcia Evengiego.
– A co mam wyjaśniać?
– Nie udawaj greka – warknął książę.
Król Nikolai powiedział coś szeptem do swojego ojca, który szybko ze zrozumieniem skinął głową. Książę Konstantin spojrzał na Natalię pochmurnym wzrokiem.
– Dobrze wiesz, po co cię wezwaliśmy. Musimy posprzątać ten bałagan.
– Jaki? – spytała obojętnym tonem.
Miałaby przed nim dygać? Prędzej stopnieje czapa lodowa na Górze Volyarus.
Oczkiem w jego głowie był koncern, którego zysk stanowił lwią część dochodów gospodarki królestwa. Czas, który poświęcał na kolejne romanse, nie miał żadnego znaczenia. Nataliya nie czuła żadnej zawiści wobec kobiet, które sprowadzał do pałacu. Umowę podpisała z dwóch ważnych powodów.
Przez dziesięć lat Konstantin nawet nie znalazł czasu, by ogłosić zaręczyny. Przez tę dekadę Nataliya żyła w zawieszeniu, co zresztą wcale jej nie martwiło. Więcej – było po prostu na rękę.
Jednak matka źle się czuła w takiej próżni. I to spędzało sen z powiek córki. Bo jeden z zapisów kontraktu mówił, że Solomia będzie mogła wrócić do Volyarus dopiero po ślubie Nataliyi z księciem rodu Merikov. Bez formalnych zaręczyn, a co gorsza bez ślubu, matka musiała przebywać na amerykańskim wygnaniu. Drugi powód był jeszcze ważniejszy. Nataliya miała nadzieję, że ożenek z Konstantinem wyleczy ją z uczuć, jakie żywiła do jego żonatego wtedy brata, Nikolaia. Z uczyć się wyleczyła, ale z zupełnie innego powodu.
– Ten bałagan! – warknął Konstantin w odpowiedzi.
Rzucił na stół największy w Volyarus magazyn mody. Na okładce widniał tytuł głównego artykułu: „50 pierwszych randek przyszłej księżniczki”.
– Chcesz powiedzieć, że sam przez dekadę z nikim nie randkowałeś? – spytała Nataliya. Słowo „randka” zakrawało zresztą na zwykłe nieporozumienie. – To skąd mam w komputerze cały plik twoich fotek, które mówią co innego? – dodała z ironicznym uśmiechem.
– Śledziłaś mnie? – Wściekły Konstantin zerwał się na równe nogi.
Chciał ruszyć w stronę Nataliyi, ale Nikolai złapał go za ramię.
Nataliya powinna czuć strach, ale gniewne pozy nie robiły żadnego wrażenia na kobiecie, która przetrwała lata w domu swojego ojca. Tak samo jak i pozycja księcia. Do trzynastego roku życia Nataliya dorastała jako członek królewskiej rodziny i nigdy nie przestała być córką arystokraty.
– Może wyjaśnisz, wuju Fedirze? – zwróciła się zimnym jak lód tonem do króla.
Ani przez chwilę nie żałowała tego tonu. Wyrażał to, co czuła.
Władca Volyarus rozejrzał się po wszystkich obecnych. Na twarzach jednych malował się gniew, na innych – potępienie.
– Oczywiście przyglądaliśmy się temu, co robi Konstantin, ale nie było w tym nic niegodziwego. Ty też pilnujesz swoich interesów – powiedział i skinął głową w kierunku Nataliyi.
Nie uraziły jej jego słowa. Już lata temu uodporniła się na lekceważące przytyki.
– Przekazałeś materiały śledczych swojej siostrzenicy? – spytał Nikolai.
W jego głosie brzmiał ton potępienia, ale nie zdziwienia praktykami królewskiej rodziny.
Gdyby wprost potępił postępowanie Konstantina, zyskałby jeszcze większy szacunek Nataliyi. Musiał odczytać to z wyrazu jej oczu, bo zaskoczyło ją jego dziwne spojrzenie.
– Skąd! – stanowczym tonem zaprzeczył Fedir.
– To jak się dowiedziała? – Nikolai nie dawał za wygraną.
– Chyba wiem – wtrącił się milczący dotąd książę Demyan.
Uwagę Nataliyi zwróciło, że jej matka i królowa Oxana były jedynymi kobietami zaproszonymi na posiedzenie tego zabawnego trybunału.
Król Fedir spojrzał na Demyana.
– Co wiesz? – warknął przez zaciśnięte usta.
– Zatrudniam hakerów, którzy mają dbać o bezpieczeństwo naszych interesów – odparł książę. – Nataliya jest jednym z nich.
– Nie chwaląc się, najlepszym… – wtrąciła Nataliya.
Demyan uśmiechnął się do niej. Od dawna byli przyjaciółmi, choć już nie tak bliskimi jak wtedy, gdy dorastali jako rodzeństwo.
– Zgoda – potwierdził, patrząc na Nataliyię.
– Ale chyba nie miała dostępu do informacji o swoim wiarołomnym narzeczonym?
– Nie jest żadnym moim narzeczonym – twardym głosem zaprzeczyła Nataliya.
– Nie miała – odezwał się niemal jednocześnie Demyan.
– Więc skąd?
Fedir spojrzał na Nataliyię. Pytał już o to trzy miesiące temu, gdy pierwszy raz pokazywała mu zdjęcia. Wówczas zbyła jego pytanie, nie chcąc, by kwestia skąd, odwróciła uwagę od właściwego tematu rozmowy. Wówczas wciąż miała nadzieję, że jej szczęście jest dla króla czymś ważnym. Dziś nie miała już złudzeń.
– Lubię doskonalić swoje umiejętności. Kiedyś przeglądałam pliki i natknęłam się na jeden z imieniem Konstantina.
– Włamałaś się na osobiste pliki swojego króla? – spytał Nikolai, nie pokazując po sobie, co myśli.
Jednak tembr jego głosu rozbrzmiał w całym ciele Nataliyi. Gdyby mogła wskazać jedną osobę, która nie powinna uczestniczyć w tej farsie, byłby nią właśnie Nikolai.
– Nie – odparła. – Weszłam do plików Demyana. Szukałam dziur w zabezpieczeniach, żeby je załatać. Lubię Demyana. Nie chciałam, żeby padł ofiarą korporacyjnych czy politycznych hakerów.
– Dziękuję ci – odezwał się Demyan.
Część obecnych spojrzała na nią z potępieniem.
– Byłaś zła, że od podpisania umowy Konstantin nie zwracał na ciebie właściwej uwagi. W napadzie zazdrości i kobiecej irytacji pomyślałaś, że zrobisz mu na złość? Postawisz w kłopotliwej sytuacji? – spytał Fedir.
Nataliya spojrzała na niego zdumiona tymi słowami.
– Myślisz, że byłam zazdrosna? – spytała z zimnym niedowierzaniem w głosie.
– Oczywiście – wtrącił się Konstantin. Zignorował jej ton dokładnie tak, jak ignorował ją samą przez dziesięć lat. – Ale przeliczyłaś się z moją reakcją – dodał z ironicznym uśmiechem.
– Jesteś pewien? – spytała, patrząc na niego z taką samą ironią.
– Twoja internetowa aukcja rzeczy, które przesłałem ci jeszcze przed formalnym ogłoszeniem zaręczyn, żeby zdobyć twoje względy, sprawiła, że wyszedłem na błazna.
Owe prezenty zaczęły przychodzić równo miesiąc po jej apelacji do króla Fedira, by zgodził się na renegocjację warunków umowy. Umizgi Konstantina były równie bezosobowe i nijakie, jak powitanie dwóch nieznanych sobie dworskich urzędników.
– Dochód przekazałam organizacji charytatywnej – odparła Nataliya zadowolona, że rozmowa zmierza w tym kierunku.
Nie obchodziło jej, co Konstantin myśli o aukcji.
Maksim soczyście zaklął po ukraińsku, co zszokowało część obecnych, ale patrzył na Nataliyę z należnym szacunkiem. Wiedział, o co chodzi.
Puściła do niego oko. Do trzynastego roku życia był jej bliski jak brat. Potem oderwano ją od całej rodziny.
Maksim odpowiedział jej uśmiechem.
– Śmieszne? – zapytał Konstantin z tłumionym wyrzutem w głosie.
– Tak – odparł Maksim szorstkim tonem.
Przyszły król Volyarus sprawiał wrażenie, że ma więcej rozsądku od ojca. I rozumie, że uczestniczy w rozbuchanej do granic możliwości absurdalnej farsie. Dla Nataliyi było to widowisko nie tylko śmieszne, ale i jakby żywcem wyjęte z dawnych epok. Do tego szowinistyczne. Nie mogłaby się bronić, gdyby nie wiedziała, jak potężne podwójne standardy moralne tkwią w głowach niemal wszystkich obecnych mężczyzn.
– Uważasz za zabawne, że swoim działaniem twoja kuzynka zniszczyła plany połączenia naszych dwóch rodzin? – spytał wściekły Konstantin.
– Przesadzasz. W końcu przeprowadzimy fuzję biznesową – wtrącił Demyan. – Oba nasze kraje zyskają, ale co ważniejsze, Mirrus nie stać na to, by się wycofać. Skutki byłyby fatalne dla Mirrus Global i gospodarki twojego kraju.
– Nie ożenię się z Nataliyą – nie ustępował Konstantin.
Nataliya poczuła ulgę. Wygrała! Bo bez względu na to, co powie reszta obecnych, słowa Konstatnina zwolniły ją z obowiązku wypełnienia umowy.
A tylko o to jej chodziło.
Gdy ją podpisała, miała zaledwie osiemnaście lat, ale złożyła podpis w dobrej wierze i chciała dotrzymać słowa. Była uczciwa. Nie taka jak jej ojciec…
Na twarzy króla Fedira pojawiało się zmęczenie, którego nigdy przedtem nie widziała. Jakby nagle się postarzał.
– Tego właśnie chciałaś?
– Tak – odparła.
Fedir potrząsnął głową zmieszany i zaskoczony jej odpowiedzią.
– Myślałem, że chcesz, by twoja matka wróciła do ojczyzny?
– Dekadę temu pragnęłam tego jak niczego innego na świecie. Pragnęłam wrócić do domu lub choćby tylko często go odwiedzać.
– To się zmieniło? – spytał zmęczonym głosem Fedir.
– Matka choć z bólem, ale w końcu pogodziła się z życiem w Ameryce – odparła Nataliya.
– A ty nie chcesz wrócić, Solomio? – spytała zawiedzionym głosem królowa Oxana. Przyjaźniły się do trzydziestu lat.
Nataliya była dumna z matki, z tego, z jaką godnością znosiła los wygnańca. Jak potrafiła się pozbierać w tamtym ciężkim czasie.
– Moim domem jest dziś Ameryka – odpowiedziała Solomia.
– Naprawdę?
Oxana musiała mieć tupet, udając zawiedzioną, bo lata temu nie zrobiła nic, by zapobiec wygnaniu z kraju matki i córki.
– Naprawdę – odparła Solomia.
– Jak najbardziej – dodała Nataliya z nieskrywaną satysfakcją. – Razem z Fedirem wygnaliście nas za grzech mojego ojca. I chociaż twój mąż wiedział, jak ważny był dla nas ten zapis, nie zrobił nic, by doprowadzić do małżeństwa łączącego dwie rodziny.
Dziś wszystko to było dla Nataliyi tylko bajką przeszłości.
– Byłaś zbyt młoda na małżeństwo – powiedziała Oxana.
– Ale nie za młoda, by podpisać umowę? Stać się politycznym i biznesowym pionkiem w waszych rękach? – Nataliya potrząsnęła z niedowierzaniem głową.
– Wszyscy mamy obowiązki, które musimy spełniać – powiedziała Oxana, choć bez większego niż zwykle przekonania.
– Naszym było wygnanie – wtrąciła Solomia. – Patrząc wstecz, widzę, że nakazywanie mojej córce jeszcze czegoś więcej, było po prostu nieprzyzwoite.
– Wiesz, dlaczego kazaliśmy ci się poświęcić – zwrócił się do niej Fedir.
– Nie wiem i nigdy nie rozumiałam twojej decyzji rzucenia w ofierze mnie, osoby, która była dla ciebie lepszą siostrą niż nawet Svietlana. Latami płakałam nad utratą ojczyzny, ale już nie płaczę.
Nataliyę rozpierała duma z twardych słów matki.
– Więc dlatego postanowiłaś zerwać kontrakt? – zapytał Nikolai.
Nataliya spojrzała na niego zdecydowanym wzrokiem.
– Pięć lat temu mama powiedziała mi, że nie wie, czy wróciłaby na stałe do Volyarus, nawet gdyby mogła.
Nikolai w zamyśleniu zmarszczył brwi.
– Co więc skłoniło cię do randek i publicznego odrzucenia prób załagodzenia wszystkiego, jakie podejmował Konstantin?
– Tak źle stawiasz pytanie, że nawet nie wiem, jak zacząć odpowiadać – odparła Nataliya.
Jest tak okrutny jak jego ojciec, pomyślała.
– Spróbuj, proszę – powiedział Nikolai łagodnym głosem.
– Po pierwsze, nigdy nie byłam zaręczona z twoim bratem. Miałam się zaręczyć i wyjść za niego dopiero później. Umowa nie określała, kiedy. Nic więc nie stało na przeszkodzie, bym randkowała, z kim tylko chcę.
Mogła spać, z kim chciała! Nie miała żadnego moralnego obowiązku wychodzić za mąż jako dziewica. W umowie nie było nawet wzmianki o ślubach czystości czy o tym, że ma pokornie siedzieć w domu.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
pixel