Akademia Mądrego Dziecka ma 10 lat!>> SPRAWDŹ
Wenecka awantura lorda Wrexhama
Zajrzyj do książki

Wenecka awantura lorda Wrexhama

ImprintHarlequin
Liczba stron272
ISBN978-83-291-1384-7
Wysokość170
Szerokość107
EAN9788329113847
Tytuł oryginalnyThe Wrong Way to Catch a Rake
TłumaczAlicja Flynn
Język oryginałuangielski
Data premiery2025-03-25
Więcej szczegółówMniej szczegółów
Idź do sklepu
Idź do sklepu Dodaj do ulubionych

Przedstawiamy "Wenecka awantura lorda Wrexhama" nowy romans Harlequin z cyklu HQN ROMANS HISTORYCZNY.
Szara myszka i wiecznie pijany bawidamek… Właśnie tak przy poznaniu ocenili siebie nawzajem Phoebe i Dominic. Ich ścieżki wciąż się krzyżują, jak wszystkich bawiących w Wenecji Anglików. Wystarczyło kilka rozmów, by zmienili zdanie i zostali przyjaciółmi. Dominicowi przestaje to wystarczać, coraz odważniej flirtuje z Phoebe, która jest mu przychylna. Gdy ukochana znika bez słowa wyjaśnienia, Dominic natychmiast wszczyna poszukiwania. Zrobi wszystko, by odzyskać kobietę, która skradła mu serce…

 

Fragment książki

 

– Nie zgadzam się.
Niski głos lorda Wrexhama zabrzmiał nieco ochryple, mimo to rozniósł się po głównym salonie hotelu.
– Nie wszystkie miłosne piosenki są o cudzołóstwie. Jedna z najpiękniejszych jest o drzewie, ale wątpię, żeby król Kserkses chciał je penetrować czymś innym poza siekierą.
Ciszę, która zapadła, wypełnił śpiew gondoliera przepływającego po kanale poniżej. Phoebe Brimford stłumiła westchnienie i spróbowała skoncentrować się na lekturze. Po dwóch tygodniach pobytu w hotelu nie dziwiły jej już alkoholowe ekscesy lorda Wrexhama.
Inni rezydenci hotelu zareagowali typowo dla siebie. Pan George Clapton, syn brytyjskiego konsula w Wenecji, spojrzał na lorda Wrexhama, jakby odkrył muchę w zupie, a biedny pan Arthur Hibbert szarpał swój fular, co robił tym częściej, im więcej pił jego przyjaciel. Fulary pana Hibberta rzadko prezentowały się schludnie.
Poza Phoebe i jej ciotką pozostałymi gośćmi w hotelu byli pani Banister, zamożna wdowa, i Rupert Banister, jej nieśmiały syn. Po wypowiedzi lorda Wrexhama uszy biednego Ruperta nabrały różowego odcienia, ale Phoebe ufała, że pani Banister nie usłyszała najnowszej prowokacji Wrexhama. Jej nadzieja prysła, gdy dama szturchnęła ją wachlarzem w kolano, pytając głośno:
– Jakie znowu drzewo?
Phoebe odłożyła książkę i uśmiechnęła się uprzejmie.
– Lord Wrexham wspomniał o arii Haendla. Ombra mai fu. Król Kserkses zachwyca się w niej platanem. Piękna pieśń.
– Śpiewa do drzewa? Co ci cudzoziemcy jeszcze wymyślą?
– Mamo! – szepnął Rupert Banister, czerwieniejąc aż po korzonki jasnych włosów.
Phoebe miała ochotę zaznaczyć, że pani Banister jako Angielka też była w Wenecji cudzoziemką. Jednak pełniąc rolę towarzyszki lady Grafton, nie mogła pozwolić sobie na taką bezpośredniość. Zresztą jej bunt zdusiła w zarodku pracodawczyni, która z sofy naprzeciwko rzuciła jej ostrzegawcze spojrzenie. Zamiast tego Phoebe zauważyła:
– Prawdę powiedziawszy, Haendel spędził większość życia w Londynie.
– Zgadza się – poparł ją lord Wrexham, przechodząc do ich części salonu. – Był takim samym Anglikiem jak nasz kochany król Jerzy I, tylko o wiele milszym. Nie spłodził stada bękartów z kochankami. Daj spokój, Hib. Nie jestem jeszcze całkiem zawiany. Daleko mi do tego.
– Rupercie, idziemy na górę – oznajmiła pani Banister, patrząc ze wstrętem na lorda Wrexhama. – Jest tu zbyt duszno.
– Dobrze, mamo.
Pan Banister przeprosił spojrzeniem Phoebe i jej ciotkę, po czym wraz z matką opuścił salon.
– Biedny dzieciak.
Lord Wrexham oparł się o tył krzesła Phoebe, obserwując dostojne wyjście pani Banister. Jego surdut pachniał cynamonem i whisky, co stanowiło dość przyjemne połączenie.
– Raczej się nie uwolni, dopóki mamusia nie zejdzie do grobu.
Phoebe nie mogłaby z tym polemizować, więc tylko stwierdziła:
– To bardzo miły młodzieniec.
– Może i tak, ale nie pokładaj w nim nadziei, damo o tygrysich oczach. Smoczyca nie puści go tak łatwo.
– Dominic!
Hibbert odezwał się ostrzejszym tonem niż zwykle, a fular miał już całkiem pognieciony.
– Nie wypadało mówić tego wszystkiego o Haendlu i królu Jerzym, ale teraz posunąłeś się za daleko.
– Co złego powiedziałem? Czemu Haendel nie miałby napisać pieśni miłosnej do drzewa? Drzewa przynajmniej nie zrzędzą i nie proszą o błyskotki.
– Ani nie zalewają się w trupa – stwierdziła Phoebe zgryźliwiej, niż wypadało.
Bardziej zdenerwowała ją uwaga o jej oczach niż sugestia, że próbuje usidlić pana Banistera. Nie przeszkadzało jej, że miała przeciętną urodę, ale jej zdaniem oczy miała szczególne, wręcz niepokojące. Nawet przez okulary widać było ich złoto-bursztynowy odcień otoczony ciemnobrązową obwódką.
Lord Wrexham spojrzał na nią spod opuszczonych rzęs. Uśmiechał się krzywo, ciemne włosy miał potargane, ale i tak był najprzystojniejszym mężczyzną w hotelu, w dodatku doskonale o tym wiedział.
– Racja, skarbie. Ale ludzie to bydło. Lepiej oddać serce drzewu lub grudce torfu, prawda?
– Po co w ogóle je oddawać? Sama wiem najlepiej, co zrobić z sercem.
– Dobrze powiedziane, prawda, Hib? – odparł, klepiąc przyjaciela po ramieniu i lekko się chwiejąc.
Pan Hibbert przytrzymał jego dłoń i westchnął.
– Chodź. Powinieneś trochę odpocząć, zanim...
Ale lord Wrexham wymknął mu się, nawet nie zauważając, że po drodze na dziedziniec przewrócił stolik. Biedny pan Hibbert poprawił stół z westchnieniem rezygnacji, a pan Clapton parsknął śmiechem, ubawiony przedstawieniem.
– Pewnie poszedł podsumować swoje rachunki.
Phoebe zignorowała komentarz Claptona, ale pomyślała, że byłoby dobrze, gdyby lord Wrexham właśnie tym się zajął. Im mniej alkoholu w siebie wlewał, tym lepiej.
Nie żeby to miało duże znaczenie. Patrzyła, jak jej ukochany wuj Jack zapija się na śmierć i długo żywiła nadzieję, że przestanie. Aż w końcu pogodziła się z faktami. Nie mogła nic zrobić, żeby ocalić człowieka, który uratował ją przed piekłem, dał jej i jej ciotce poczucie celu. Nie miała kontroli nad wszystkim, więc tym bardziej chciała kontrolować to, co mogła.
W końcu alkohol zapewne zgubi także lorda Wrexhama. Poprzedniej nocy tylko dzięki szybkiej interwencji pana Hibberta jego przyjaciel nie skończył jako karma dla ryb w Canale Grande.
Pan Clapton zwrócił uwagę Hibbertowi, że porządne zanurzenie w zimnej wodzie mogłoby zadziałać trzeźwiąco. Phoebe nie podzielała tego poglądu. Nałogowi pijacy częściej tonęli w wodzie, niż trzeźwieli.
Niewiele osób poza życzliwym panem Hibbertem oraz niektórymi lokalnymi hazardzistami czy kobietami opłakiwałoby śmierć Dominica Allertona, markiza Wrexhama i spadkobiercy księcia Rutherforda. Na pewno nie jego własny ojciec. George Clapton powiedział lady Grafton i Phoebe, że książę wcale by nie rozpaczał, gdyby jego najstarszego syna zabrała przedwczesna śmierć, torując drogę jego młodszemu przyrodniemu bratu, wzorowi książęcych cnót.
Biedny pan Hibbert robił, co w jego mocy, żeby chronić przyjaciela, ale lord Wrexham, jak wielu pijaków, zdążał ku upadkowi z uporem maniaka. Panie flirtowały z nim i załamywały ręce nad tym marnotrawstwem, mężczyźni natomiast przyglądali się temu z uśmieszkiem wyższości.
– Przepraszam za Dominica – Hibbert przerwał ciszę. – Potrafi być wspaniałym człowiekiem, ale...
– Proszę nie przepraszać, panie Hibbert – powiedziała lady Grafton. – Miło, że tak się pan przejmuje, ale to chyba nie robi wrażenia na tym pięknym młodzieńcu.
– Już nie taki z niego młodzieniec. – Pan Clapton również do nich dołączył i rzucił niezbyt przychylne spojrzenie na pusty korytarz. – Musi być grubo po trzydziestce.
– Drogi panie Clapton. – Ton lady Grafton nie zabrzmiał zbyt ciepło. – I on, i pan jesteście dla mnie młodzieńcami. A teraz proszę zmykać do przyjaciół. Takie awantury psują mi cerę.
George Clapton zarumienił się i wyszedł. Pan Hibbert westchnął i poszedł za nim. Phoebe poczekała, aż znajdą się poza zasięgiem słuchu, zanim odezwała się do ciotki:
– A co do smoczyc, Milly...
– Potrafię nią być, jeśli chcę. Szkoda biednego lorda Wrexhama. Może i jest pijakiem bez grosza przy duszy, ale to najprzystojniejszy Anglik w Wenecji. Podobno dlatego Byron postanowił przenieść się do Rawenny. Nie mógł znieść życia w jego cieniu.
– Nonsens.
– Tak powiadają. A może Byron zakochał się po uszy w tym Adonisie, ale Dominic wolał względy księżnej Morosini? Mylą mi się plotki.
– Od naszego przybycia zauważyłam, że mówi się wiele sprzecznych i nieprawdziwych rzeczy o lordzie Wrexhamie. Bez wątpienia lord Byron wyjechał, bo znowu narobił długów. Albo się znudził. A jeśli był zakochany w lordzie Wrexhamie, co wcale by mnie nie zdziwiło, na pewno błyskawicznie doszedł do siebie dzięki swojej niebywałej próżności. Ładni chłopcy są zaskakująco płytcy i niewrażliwi. Wątpię, żeby któryś z nich wiedział, czym jest miłość.
– A ty wiesz, kochana Phoebe?
– Celny strzał – przyznała Phoebe z uśmiechem.
– Dziwna ta zbieranina osób wokół nas. Przywykłam się wyróżniać, ale Wenecja całkiem mnie przyćmiła. Czy nie wydaje ci się dziwne, że lord Wrexham i pan Hibbert zamieszkali właśnie tutaj? Moim zdaniem to nieciekawe zakwaterowanie dla kogoś takiego jak Dominic.
– Wygląda na to, że Palazzo Gioconda przyciąga podróżujących bez celu Anglików. Clapton to paskudny typ, ale przynajmniej on i okropna Agatha Banister stanowią doskonałe źródło plotek, więc powinnyśmy ich słuchać.
– Słucham wszystkich, kochana. Nawet rozpustników i służbistów. A teraz bądź tak miła i zamknij drzwi. Ten biedak zostawił je otwarte i jest straszny przeciąg. Zmarzłam na kość.
Phoebe przeszła przez salon w kierunku drzwi na dziedziniec. Marmurowa podłoga była popękana i porysowana od wieloletniego używania, ale półmrok krył zniszczenia oraz warstwy sadzy na pozłacanych listwach. Pani Banister narzekała na ten stan rzeczy, lecz Phoebe to nie przeszkadzało. Ona i Milly sypiały w gorszych miejscach podczas swoich podróży, a Wenecja to w końcu Wenecja.
Na dziedzińcu panował półmrok i całkowita cisza, więc zamiast zamknąć drzwi, zeszła po szerokich kamiennych schodach i stanęła na chwilę w chłodnym mroku weneckiej nocy. Dziedziniec stanowił w większości pustą przestrzeń z kilkoma dużymi donicami, w których kiedyś może rosły krzewy, ale zbierała się tam deszczówka. W ciemności donice wyglądały jak krąg przyczajonych spiskowców.
Naprzeciwko znajdowały się drewniane drzwi prowadzące na plac San Stefano. Lord Wrexham prawdopodobnie udał się tam w poszukiwaniu wina, kobiet i śpiewu, a raczej wina, kobiet i kart. Tak przynajmniej przypuszczała. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni krążyli wokół niego jak muszki owocówki wokół przejrzałego melona. Bez wątpienia sypialnie wielu osób obojga płci w Wenecji stały otworem dla przystojnego Anglika.
Phoebe nie była tak surowa w sprawach obyczajowych jak inni angielscy goście. Zarówno ona, jak i jej ciotka miały dość kaznodziejów i nawoływań do cnoty po tym, jak wychowały się w społeczności religijnych fanatyków Motto Phoebe brzmiało: Każdemu według potrzeb. Być może nie było to właściwe z moralnego punktu widzenia, ale brzmiało dobrze.
– Przyszłaś sprawdzić, czy się nie przekręciłem?
Ochrypły głos rozległ się całkiem blisko, wyrywając ją z zamyślenia. Odwróciła się zaskoczona. W ciemności nie zauważyła mężczyzny siedzącego na kamiennej ławce pod budynkiem, z łokciami na kolanach i srebrną piersiówką w ręce.
– Nie, lordzie Wrexham. Przyszłam zamknąć drzwi. Zostawił je pan otwarte, a lady Grafton nie lubi przeciągów.
– W tych mauzoleach zawsze są przeciągi. Prawie jak w namiotach.
– Chyba nie jest aż tak źle.
– Nigdy nie mieszkałaś w namiocie, co?
– Jeszcze nie. A pan?
– Mieszkałem, o ile je mieliśmy. Albo pod gołym niebem.
Teraz sobie przypomniała. Czy pan Hibbert nie wspomniał, że służyli w tym samym pułku podczas wojny? Być może to była przyczyna alkoholizmu Wrexhama. Wielu mężczyzn wróciło z wojny rozbitych, niepotrafiących się odnaleźć. Przyjrzała się jego profilowi. To był piękny profil.
Co za strata. Jednak uroda nie zawsze pomaga, czasami wręcz szkodzi. Mimo że był w tak opłakanym stanie, wciąż mu pobłażano i wzdychano do niego. Ta adoracja najwyraźniej nie wychodziła mu na dobre. Phoebe oparła się o framugę drzwi.
– Jeśli ktoś musi mieszkać w przewiewnym namiocie lub mauzoleum, to Wenecja jesienią jest dla niego doskonałym miejscem.
– Na Boga, proszę nie mówić, że należysz do nieuleczalnych optymistek.
– Na Boga, proszę nie mówić, że należy pan do dobrze urodzonych zrzęd.
Obrócił głowę, a jego oczy zalśniły jak wilkowi wyłaniającemu się z lasu.
– Myślisz, że jestem... zrzędą?
W jego głosie zabrzmiał dziwny ton. Nie potrafiła powiedzieć, czy oburzenia, czy rozbawienia.
– Myślę, że... nie chce pan wiedzieć, co myślę. Ponieważ wydaje się pan teraz dostatecznie trzeźwy, żeby zostać samemu, pożegnam się, życząc dobrej nocy.
– Chwileczkę. A jeśli chcę wiedzieć?
Oparł się plecami o zniszczoną ścianę, krzyżując ramiona.
– Chyba współczuję pańskiemu służącemu. Pański surdut będzie cały w pyle. Ale to i tak lepiej, niż gdyby skończył pan w kanale.
– Nie mam służącego. Już mnie nie stać. Na nic mnie nie stać. Dlatego Hib i ja jesteśmy zmuszeni do zatruwania tego hotelu naszą obecnością. I nie o tym myślałaś.
– Nie ma pan pojęcia, o czym myślałam.
– Nie, ale raczej o czymś gorszym niż stan mojego surduta. Zauważyłem wzrok pełen politowania.
Dobrze, że było ciemno. Pewnie tak patrzyła, co było głupie.
– Nie sądzę, żeby zasługiwał pan na litość.
– W takim razie przepraszam. Pani Clapton, pani Banister, Hibbert i reszta patrzycie na mnie potępiająco.
– Paranoja jest niepokojącą oznaką pogorszenia stanu psychicznego, lordzie Wrexham. A co do pana Hibberta, jest pan nie tylko niesprawiedliwy, ale i niemiły. Jest dla pana dobry i ani razu nie dał do zrozumienia, że uważa się za lepszego od pana. Jeśli pan tego nie dostrzega, to jest pan o wiele bliższy samozagłady, niż sądziłam. A skoro już wytrzeźwiał pan na tyle, żeby użalać się nad sobą, dlaczego nie ustanowi pan precedensu, nie zaparzy sobie herbaty i nie pójdzie wcześnie spać?
Powiedziała więcej, niż zamierzała. Spodziewała się jego oburzenia, ale on tylko zaśmiał się krótko. Co więcej, jego gburowatość zanikała w miarę, jak trzeźwiał. Bez wątpienia wkrótce będzie potrzebował więcej mocnego trunku, ale gdy alkohol przestawał działać, mogła dostrzec, kim był kiedyś. W tych momentach naprawdę mu współczuła. Nie zamierzała tego jednak okazywać.
– Niezła przemowa jak na kogoś tak małomównego – stwierdził. – Masz rację co do Hiba. To dobry facet. Jakoś nie mogę go przekonać, że jestem beznadziejnym przypadkiem. Uważa, że zawdzięcza mi życie, chociaż tak nie jest. Moja kula przypadkiem trafiła żołnierza, który w niego celował. Dlaczego nie uraczysz go przemową o marnowaniu czasu na kogoś takiego jak ja?
– Bo w przeciwieństwie do niego nie tracę czasu na beznadziejne przypadki.
– Au, to zabolało. Żądasz krwi, mała panno Primrose?
– Primrose?
– Sztywna, ale w rozkwicie, z lisio rudymi włosami jak jedna z modelek Veronese’a. Ubierasz się i zachowujesz jak guwernantka, ale zza tych okularów masz spojrzenie kota spoglądającego z góry na gromadę psów. Wiesz, że ich nie pobijesz, ale jesteś przekonana, że zdołasz je przechytrzyć.
Poczuła, jak policzki jej płoną zarówno z irytacji, jak i niepokoju. Dzięki Bogu było ciemno. Powinna wracać do salonu, ale ponieważ była to pierwsza interesująca rozmowa, jaką ostatnio odbyła, została.
– Ciekawe. Wiedziałam, że niektórzy ludzie są o wiele milsi, gdy są pijani. Wygląda na to, że należy pan do tej grupy.
Roześmiał się ponownie i poklepał ławkę obok siebie.
– W takim razie wystarczy, że zostaniesz tu jakieś pół godziny. Gdy tylko odzyskam siły, pójdę uzupełnić piersiówkę. Potem na pewno obsypię cię komplementami, jeśli tego sobie życzysz.
– Nie, nie życzę sobie.
– Na pewno? Każdy lubi od czasu do czasu usłyszeć miłe słowo. Mógłbym na przykład powiedzieć, że twoje usta wyglądają w tej chwili dość ponętnie, zarówno zaciśnięte, jak i otwarte. To rzadkość. Twoja górna warga jest nieco cienka, choć ma piękny zarys, ale dolna zaprasza do grzechu. Czy na pewno nie podzielasz upodobania swojej pracodawczyni do nocnych schadzek, Rosie?
Jej rumieniec rozlał się na dekolt, ale starała się zachować spokój. Wyraźnie próbował ją wyprowadzić z równowagi. Za nic nie pokaże, że mu się udało. To była kwestia dumy.
– Na pewno bym panu o tym nie powiedziała. A już na pewno nie wybrałabym mężczyzny, który rano nie pamiętałby mojego imienia.
Po tym dość brutalnym ciosie zapadła cisza.
– Nie powinnam była tego mówić. To było okrutne.
– Szczerość często taka jest. To cud, że przetrwałaś dziesięć minut jako dama do towarzystwa, jeżeli w ten sposób wyrażasz swoje zdanie.
– Nie w ten sposób.
– Cóż, nie wiem, czy schlebia mi, że zostałem zatem wyróżniony. A może to jakiś specjalny sposób flirtu?
– Nie.
– Nie, to nie w twoim stylu. Szkoda. W takim razie lepiej zmykaj, zanim te głąby zaczną gadać, że mam na ciebie zły wpływ.
Przez chwilę wydawał się całkiem trzeźwy. Bez wątpienia niecierpliwie czekał, żeby ruszyć na poszukiwanie kolejnej flaszki wina. Kusiło ją, by ponownie go przed powstrzymać. Potrząsnęła głową. To nie miało sensu. Przez lata próbowała powstrzymać wuja przed stoczeniem się na dno, ale nic to nie dało Jeśli nie potrafiła uratować najważniejszej osoby w swoim życiu, nie uratuje nikogo.
– Dobranoc, lordzie Wrexham. Niech pan ostrożnie przechodzi przez mosty. Szkoda by było, gdyby nie dożył pan rana.

Napisz swoją recenzję

Podziel się swoją opinią
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Recenzje i opinie na temat książek nie są weryfikowane pod kątem ich nabywania w księgarniach oraz pod kątem korzystania z nich i czytania. Administratorem Twoich danych jest HarperCollins Polska Sp. z o.o. Dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.
Zapisz na liście ulubionych
Stwórz nową listę ulubionych
pixel